I co teraz?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Smutek
Posty: 243
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 23 cze 2018, 9:02

Amica, 3 Has
Dziękuję Wam bardzo za wsparcie. I w ogóle wszystkim Sycharkom, za każde słowo pocieszenia, każdy komentarz, poświęcony czas, modlitwę. Tego nie da się wycenić. Nie byłabym taka "mądra" gdybym stosunkowo szybko tutaj nie trafiła. Właściwie 1-1,5 miesiąca od wybuchu kryzysu ja już tu pisałam, z częstotliwością od której głowa boli😀 że wytrzymaliście to się dziwię, wyrobiłam 200% normy jak za komuny 😀
Dlatego zachęcam z całego serca wszystkich, którzy czytają, a chcieliby napisać- jeśli macie taką potrzebę a trochę się wstydzicie, spróbujcie. Ja wiem, że nie każdy potrafi się otworzyć, ale czasami sama próba już jest wygraną. Wiem ile wyniosłam z Waszego wsparcia, mądrych komentarzy, nawet może wydawałoby się komuś z boku że cierpkich, ale prawdziwych. Sama już uczę się słuchać wszystkich, nawet tych których zdanie nie do końca mi się podoba i wyciągam po zastanowieniu coś mądrego dla siebie, ku swojemu własnemu zaskoczeniu. Wcześniej nie słuchając, już negowałam, bo ktoś miał inne zdanie. Reagowałam emocjami. Oczywiście jestem dopiero na początku drogi, to mozolny proces i ciągła walka ze sobą, swoimi przyzwyczajeniami, naturą, ale myślę, że warto.
Amica, w tym moim powolnym "zdrowieniu" widzę wyraźnie rękę Ducha Świętego. Wcześniej nigdy się do niego jakoś konkretnie nie modliłam, a teraz nie ma dnia, żebym do Niego chociaż nie westchnęła. Naprawdę to zauważyłam. W momentach najgorszych, kiedy zawołałam "Duchu święty Pocieszycielu pociesz mnie" czułam się czasami jakby ktoś niewidzialnym sznureczkiem podciągał mi głowę do góry, czasami wręcz ucinało mi płacz tak samo z siebie. Nie wiem czy dobrze to wytłumaczyłam.
I jeszcze jedna ważna rzecz, zrozumiałam, a przynajmniej tak mi się wydaje, zwrot, postawę, której wcześniej w ogóle nie obejmowałam rozumem, to co wielu z Was tu pisało, że miłość to decyzja. Kiedy czułam jak ta moja miłość "emocjonalna" dosłownie przeciekała mi przez palce, po jego wyprowadzce, zaczęło to do mnie docierać. I to nie tak, że przestałam go "kochać" bo się wyprowadził, że ucięło się jak nożem, że "co z oczu to z serca". Ja widzę, że dopiero teraz zaczynam "naprawdę" kochać (mimo tego, że w tej chwili nie mam ochoty w ogóle go widzieć, spotkać itp.).
Ja nadal wierzę i mam nadzieję, że Bóg doprowadzi nas do siebie, ale zdaję sobie sprawę i akceptuję to, że być może Jego plan jest inny. Nie jest to łatwe, czasem się buntuję, smucę, pytam "dlaczego", ale ufam.
Oby to zdrowienie postępowało, obym umiała odnaleźć i zrozumieć miłość Taty, popatrzeć na siebie Jego oczami, przetrwać z Nim wszystkie burze w moim życiu i przyjąć z pokorą to co mi ześle.
Na pewno "wezmę" ze sobą na pielgrzymkę cały Sychar, więc nie bedę sama 🤗

krople rosy
Posty: 837
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: krople rosy » 23 cze 2018, 9:47

Smutku....ja tak na szybko: Każdego dnia idziesz krok do przodu i stajesz się inną osobą.
Wróci niedługo spokój wewnętrzny, pogoda ducha i coraz smielsze zaufanie do Boga.
Mąż może się szarpać sam ze sobą bo o ile w pierwszym momencie poczuł ulgę że się wyswobodzil to z czasem może do niego dochodzić fakt, że ta perspektywa ,,wolnosci" nie jest wcale tak rozkoszna jak się wydawało.
W każdym razie cokolwiek sobie myśli i czuje otocz go swoją modlitwą i idź z wiarą do przodu.
Przyjmowanie codziennie komunii św jest według mnie ogromnym pokrzepieniem duszy. Mój mąż codziennie przed pracą chodzi na poranną mszę św i widzę jak go to umacnia.
Pozdrawiam .

Smutek
Posty: 243
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 23 cze 2018, 11:09

krople rosy
Dziękuję. Jeszcze parę tygodni, miesięcy temu nie wierzyłam, że mogę czuć się inaczej. Otwierałam rano oczy, docierała do mnie moja sytuacja i nie chciało mi się z łóżka wyłazić (teraz też mi się nie chce, ale organizm odbija sobie niewyspanie z pierwszej fazy kryzysu). Gdyby nie to, że trzeba było iść do pracy to pewnie bym tak leżała cały dzień. I jak ktoś mi mówił, że będzie lepiej to nawet słuchać nie chciałam. Ale zrozumiałam teraz, że swoją rozpaczą obrażam Boga. Mam za co dziękować, On jest przy mnie i mi pomaga. Jeszcze nie umiem tak czuć, kochać i słuchać jakbym chciała, ale nie zrażam się. Bóg nas kocha i niedoskonałych.
Za męża się modlę, aby stanął w prawdzie, odnalazł w sobie pragnienie poznania Boga, nawrócił się i aby Bóg go miał w swojej opiece. Samą jednak modlitwę traktuję już też inaczej, nie tak "rozpaczliwie", jakby to że pomodlę się dawało mi gwarancję, że "musi" być jak ja chcę, bo przecież się modliłam.
Nadal jednak wierzę w cuda, jeśli tylko Tato zechce 🙂

jacek-sychar
Posty: 5082
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: jacek-sychar » 23 cze 2018, 11:23

Smutek
Przeżywasz teraz żałobę po swoim małżeństwie. Był już okres wypierania wiadomości o jego końcu. Był też etap buntu. Teraz jakoś wchodzisz w okres ratowania samego siebie. I bardzo dobrze, bo jest droga do etapu reintegracji i na koniec przebaczenia.
Brakuje mi tylko etapu gniewu.
Przeżyłaś go, czy przeskoczyłaś?
Jest to etap niebezpieczny, bo można wtedy zamknąć się na przebaczenie i ratowanie siebie, tylko zacząć rozpamiętywać swój ból, złość i gniew.
Gdy ja przeżywałem etap gniewu i złości, bardzo się złościłem, że jak to, ja katolik i nie potrafię przebaczyć? Żeby prawdziwie przebaczyć, trzeba do tego dojrzeć.

A że teraz troszczysz się o siebie, to bardzo dobrze. Ja w tym etapie nadrobiłem wszystkie kilogramy, które wcześniej straciłem. A było ich 20! Ale sobie dogadzałem! Ale pozwoliło to mi właściwie pokochać siebie. Co prawda chciałbym wrócić do mojej figury w okresie kryzysu (ale byłem szczypiorek!), ale wiem też, że nie zawsze jest to zdrowe.

Trzymaj się!
I nie zapominaj o ludziach. Znajdź jakąś grupę znajomych, przyjaciół, z którymi będziesz się spotykać.
Są ostatnie miejsca na wakacjach z Sycharem (Jastarnia, Mikoszewo i Skomielna). Taki tydzień świetnie ładuje akumulatory na dalszy okres roku. Ja jestem już tak wyładowany po bieżącym roku, że będę ładował akumulatory aż trzy tygodnie! :lol:
Zapraszam osobiście do Skomielnej. :P (Było to lokowanie produktu ;) )

Smutek
Posty: 243
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 23 cze 2018, 13:44

Jacku
Właśnie "brakuje" mi gniewu w tym wszystkim.
Wściekałam się, o tak. Psioczyłam na męża razem z siostrą, jak mnie dobrze podkręciła, ale to wszystko były takie zrywy. Miałam taki czas złości na niego kiedy jeszcze mieszkaliśmy razem. Przeminął. Owszem, też myślałam, że powinnam przebaczyć, bo jak mogę z wiarą prosić o ratunek chowając w sercu urazę. Były chwile, że myślałam "o poczekaj, Pan Bóg ci za moje krzywdy odpłaci, będziesz biedny". Też minęło.
Mam wrażenie, że mam w sobie jakiś taki "spokojny gniew". Czy to w ogóle ma sens? Ja generalnie nigdy długo urazy nie chowam, ale to jest inna sytuacja, to nie koleżanka, która powiedziała, że jestem głupia, tylko konkretna krzywda.
Gniewu we mnie jest w tej chwili, jak napisałam wyżej, jakieś 15%, jeśli da się wymierzyć. Przeważa nadal smutek, ale jest i jakaś nadzieja na przyszłość, pójście do przodu, podniesienie się. Tego wcześniej nie było w ogóle.
Może gniew, taki prawdziwy, przyjdzie gdy będę silniejsza? Nie wiem. A może gniew jest słabszy, bo nadal jestem uzależniona od niego, bo za bardzo mu "matkowałam"? Nie mam pojęcia.
Na chwilę obecną jestem w takim miejscu i czasie, że widzę światełko w tunelu dla siebie, dla mojego życia, niezwiązane i nieuzależnione od tego co zrobi mój mąż.
Czy szukać gniewu na siłę? Nie chcę, myślę że on mnie sam znajdzie w odpowiedniej chwili. A to że go nie czuję (nie na tyle na ile powinnam) nie oznacza, że bagatelizuję krzywdę, którą mi wyrządził mój mąż. Zawsze będę mieć tego świadomość.
Też zaczęłam więcej jeść😀 może nie jakieś niesamowite ilości, ale regularniej i więcej niż poprzednio. No i więcej śpię. Są czasem popołudniowe drzemki dla niemowlaka 😂 nawet bym powiedziała, że więcej leniuchuję, a wyjście z koleżanką to już nie taki przymus jak wcześniej.
Jednak gorsze dni też są i wiem, że jeszcze będą.
Boję się dnia, gdy listonosz dostarczy mi pozew, boję się, że spotkam męża gdzieś na mieście (a nie chcę go teraz w ogóle oglądać), boję się, że zadzwoni z jakimś żądaniem czy awanturą, albo namowami bym zgodziła się na rozwód bez orzekania o winie. Staram się o tym nie myśleć, ale to jest, nie zniknie samo z siebie.
Bardzo bym chciała wybrać się z Wami w góry, ale nie dostanę tyle wolnego. Już z urlopem na pielgrzymkę jest problem (praca to kolejna sytuacja z którą przyjdzie mi się zmierzyć, ale nie wszystko na raz). Wierzę, że wcześniej czy później będzie dane mi Was poznać osobiście. Na razie widziałam tylko Mirakulum na Youtube 😉
Dziękuję za wsparcie.

jacek-sychar
Posty: 5082
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: I co teraz?

Post autor: jacek-sychar » 23 cze 2018, 15:57

Smutek
Jak się podnosisz, to bardzo dobrze.
A z tym:
Smutek pisze:
23 cze 2018, 13:44
Na chwilę obecną jestem w takim miejscu i czasie, że widzę światełko w tunelu
to jeżeli nie są to światła nadjeżdżającego pociągu, to wszystko jest OK. :lol:

lena101
Posty: 51
Rejestracja: 24 lut 2018, 22:28
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: lena101 » 23 cze 2018, 16:57

Smutek pisze:
Czy szukać gniewu na siłę? ... A to że go nie czuję (nie na tyle na ile powinnam) nie oznacza, że bagatelizuję krzywdę, którą mi wyrządził mój mąż. Zawsze będę mieć tego świadomość.
Też zaczęłam więcej jeść😀 może nie jakieś niesamowite ilości, ale regularniej i więcej niż poprzednio. No i więcej śpię. Są czasem popołudniowe drzemki dla niemowlaka 😂 nawet bym powiedziała, że więcej leniuchuję...
U mnie też podobnie. Trochę więcej jem, odpoczywam, nawet popołudniowe drzemki są. Więcej się uśmiecham.Tak jak Ty nie potrafię się złościc na meża. Niektórzy myślą ,że jest lepiej tzn. z nami lepiej. Ale tak naprawdę to z nami jest gorzej.Tylko ja już lepiej to znoszę. Dwa razy byłam pod pocztą, zawróciłam. A na poczcie czeka na mnie ...pozew rozwodowy. Nie mogę uwierzyć,że mój mąż tego naprawdę chce. Życzę Ci szczęścia , żebyś nie musiała bać się poczty.Dużo sił

Smutek
Posty: 243
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 23 cze 2018, 20:14

lena
Bardzo współczuję i przytulam. Boję się poczty już teraz, uprzedziłam rodziców, żeby niczego do mnie nie odbierali, zawsze to dwa awiza dłużej do przygotowania odpowiedzi na pozew i poszukania dobrego prawnika.
Nie chcę rozwodu i długo żyłam w takiej bańce, że mnie to nie będzie dotyczyło mimo kryzysu, ale otwarły mi się oczy najpierw po rozmowie ze znajomymi, a potem po awanturze telefonicznej z mężem. Ja to muszę tak między oczy dostać, żeby dotarło, raz a konkretnie, wręcz namacalnie. Taka głupia jestem czasami, bo wydaje mi się, że skoro ja bym czegoś takiego nie zrobiła to drugi też nie zrobi. W każdym razie zrozumiałam, że po pierwsze nie zgadzam się na rozwód, a po drugie nie pozwolę się krzywdzić. Nie chciałabym wywlekania brudów w sądzie i tego całego syfu, chciałabym się zachować spokojnie, pewnie i stanowczo, a jak będzie? Nie wiadomo. Jednak strach jest, nie będę kłamać.
Kochana, a jesteś pewna że to pozew?

lena101
Posty: 51
Rejestracja: 24 lut 2018, 22:28
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: lena101 » 23 cze 2018, 20:56

Niestety jestem pewna. Mąż przez przypadek poinformował mnie,że złożył już papiery do sądu. Dowiedziałam się wtedy, gdy sugerowałam mu separację. Mówiłam, że spieszy się tylko diabeł. Prosiłam o czas, o zastanowienie. Odparł,ze już się zastanowił, z resztą nie ma o czym rozmawiać, bo papiery są już w sądzie.Tyle. Od tego czasu minęły dwa miesiące. Więc musi byc TO. Mam wrażenie,że boi się,że może się rozmyślić. Mnie boli Jego tempo, nie rozumiem go. Jesteśmy ważni, ale chce rozwodu. Żegna się z nami "Z Panem Bogiem". Nic z tego nie rozumiem, bo jednocześnie on chce rozwodu. Pewnie taki warunek postawiła mu kowalska.

Smutek
Posty: 243
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 23 cze 2018, 22:43

Lena
Wszystko w rękach Boga. Dla Niego nic nie jest niemożliwe. Ty trwaj Kochana. Niewykluczone, że i ja niedługo będę w takiej sytuacji. Potrzeba nam dużo siły.
Pomodlę się za Ciebie.

Smutek
Posty: 243
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Smutek » 14 lip 2018, 5:56

Kochani, jutro Częstochowa 😀
Pamiętam o Was wszystkich w modlitwie.
Pozdrawiam 🌸

Camilaa
Posty: 228
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: Camilaa » 14 lip 2018, 15:13

Odnalezienia spokoju i sily wewnętrznej życzę i wróć do nas...

s zona
Posty: 1514
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: I co teraz?

Post autor: s zona » 14 lip 2018, 18:37

Smutek pisze:
14 lip 2018, 5:56
Kochani, jutro Częstochowa 😀
Pamiętam o Was wszystkich w modlitwie.
Pozdrawiam 🌸
Dzieki Smutku , zycze pieknych przezyc ,
podobnie zawiozlam wszystkie Sycharki w niedziele 8 lipca :D

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości