Jak się wybacza

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 30 lip 2021, 9:34

Czas mija, a sytuacja tylko się pogarsza. Mąż śpi osobno, co zawsze bardzo mnie bolało (robił tak w kłótni). Wyjaśniliśmy sobie niby nasze aktualne pozycje. On usłyszał, że ja też nie byłam szczęśliwa i czego mi brakowało, ja podobnie. I on wie, że mimo zdrady kocham go, chcę wybaczyć i być z nim. A ja dowiedziałam się, że "coś w nim pękło" i nie wie czy nadal mnie kocha czy chce być ze mną. To trwa już kilka tygodni. Jestem wycienczona tym stanem, udawaniem, że wszystko jest normalnie, czekaniem na decyzję. Poszedł do psychologa, chociaż coś... Nie umiem tak żyć, mam czasem ochotę powiedzieć, żeby się wyprowadził, bo nie wytrzymam tego dłużej. Czuję się odrzucona, nic nie warta.
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 01 sie 2021, 18:16

Mąż po wizycie u psychologa jeszcze utwierdził się w przekonaniu, że jego zdrada to moja wina i w ogóle on przez całe nasze małżeństwo był przeze mnie źle traktowany i nie może na mnie patrzeć. Winni mnie za wszystko. Ja z kolei zaczynam myśleć, że ten kryzys się dopiero zaczyna, godzić się z tym, że potrwa, że już nigdy nie będzie tak samo.. Czuję się jak dziecko we mgle, ale ufam, że Pan Bóg ma swój plan na nas. I ta myśl to jedyny ratunek...
Zamknęłam też rozdział z myślami o Kowalskiej. Oby skutecznie.
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 02 sie 2021, 21:35

Nikt już się nie odezwie w moim temacie? Mąż przyznał, że jest w takim stanie, że chce się wyprowadzić, żeby to przemyśleć. Mieliśmy kolejną rozmiar. Wie, że go kocham i chcę iść dalej. On nie wie. Boję się, że odejdzie na zawsze.. . Jeśli rzeczywiście się wyprowadzi to.. Ktoś wie czy to dobrze czy to już koniec?
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Al la
Posty: 2920
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Al la » 02 sie 2021, 23:31

Tycjano, przeczytałam Twój wątek od początku, czyli od 17 kwietnia. Jesteś na forum 3,5 miesiąca.
Zauważyłam, że Twój mąż jest nadal wiodącym tematem w Twoich postach.
A co z Tobą?
Gdzie dostrzegasz przestrzeń dla siebie, w której możesz się realizować?
Kto jest Twoim bogiem?
Mąż czy Bóg, na którego się powołujesz?
Czuję się jak dziecko we mgle, ale ufam, że Pan Bóg ma swój plan na nas.
Bóg działa w naszym życiu, ale potrzebuje Twojego 1% wkładu, wtedy On daje pozostałe 99%.
Zapoznaj się z tym postem viewtopic.php?f=10&t=2299.
Wiesz, w którym miejscu jesteś?
Etapy przeżycia straty (lub żałoby) tutaj przedstawione dotyczą wszelkich sytuacji nagłych, tragicznych, kryzysowych, takich jak śmierć bliskiej osoby, zdrada małżeńska, opuszczenie.
Dobrze przeżyte prowadzą do przebaczenia, które daje wolność.
I to nie tylko osobie skrzywdzonej, ale i krzywdzicielowi.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 02 sie 2021, 23:53

Al la post o etapach przebaczenia czytałam wiele razy. Myślę, że byłam nawet blisko czy wewnętrznie nawet przyznałam, że wybaczyłam. Moje obecne "problemy" już nawet nie krążą wokół przebaczenia, ale wokół dalszej ucieczki męża ode mnie.
On nad każdym etapie, nad którym mógł wejść na nową drogę po zdradzie - uciekał. I mówi to otwarcie już teraz. Że nie wie. I to mnie rozwala, że on nie wie...
Ja swoje przerabiam. Czytam różne rzeczy, słucham konferencji. Bardzo mi to otworzyło oczy, na wiele spraw, głównie moją relację z Bogiem, jak kiepska była, mierna. Jeszcze dużo przede mną. Ale boję się, jestem przerażona, że mąż idzie zupełnie w inną stronę, jakby ten kryzys się u niego rozwija. W czasie kiedy zdradzał i po zdradzie nie wątpił w to, że mnie kocha. Teraz tak. Myślę, że dopiero z czasem wstrząsnęło nim to wszystko, ale boję się, że go tracę. Stąd pytanie o to czy dobrze, że chce się wyprowadzić, bo wróci, na pewno wróci czy mam walczyć, coś zrobić?! Wiem,, że to jego decyzja.. Ale jako żona może coś w tym względzie powinnam?
Generalnie myślę, że jestem dużo bardziej ogarnięta niż to widać w postach, które często piszę w chwilach słabości, jak mam doła.
Kowalską pożegnałam jakiś czas temu listem, w sensie mailem. Odpisała, że przeprasza. Wierzę jej. Było mi to potrzebne i dużo dało wewnętrznego spokoju. Może to wybaczenie?
Ona z resztą się nie liczy. Tylko mąż.
I wiem, znam hierarchię, Kto generalnie...😉
I ufam.. Cierpię i ufam.
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 06 sie 2021, 9:52

sajmon123 pisze:
27 kwie 2021, 18:58
Ja myślę, że my mężczyźni analizujemy. Ba - nawet potrafimy dosyć skutecznie się zmienić. Jest tylko jeden mały problem - robimy to dopiero gdy dostaniemy porządnie w tyłek. Co więcej, uważam, że męskie zmiany są bardziej gruntowne, pełniejsze, trwalsze, ale znowu tylko wtedy, gdy za szybko nie osiągniemy celu. Potrzeba czasu i pracy nad sobą.

Co do żalu to już jest kwestia indywidualna. Nawet jeśli żałujemy, popełniliśmy błąd to czasem na siłę będziemy sobie i innym udowadniać, że tak nie jest. Zależy to chyba od wielu kwestii jak kręgosłup moralny, schowanie na chwilę swojego męskiego ego czy też od słów i czynów, które do tego doprowadziły. Czasem sami zapędzimy się w kozi róg i jest wtedy ciężko z niego wyjść.
sajmon123 pisze:
27 kwie 2021, 18:58
Ja myślę, że my mężczyźni analizujemy. Ba - nawet potrafimy dosyć skutecznie się zmienić. Jest tylko jeden mały problem - robimy to dopiero gdy dostaniemy porządnie w tyłek. Co więcej, uważam, że męskie zmiany są bardziej gruntowne, pełniejsze, trwalsze, ale znowu tylko wtedy, gdy za szybko nie osiągniemy celu. Potrzeba czasu i pracy nad sobą.

Co do żalu to już jest kwestia indywidualna. Nawet jeśli żałujemy, popełniliśmy błąd to czasem na siłę będziemy sobie i innym udowadniać, że tak nie jest. Zależy to chyba od wielu kwestii jak kręgosłup moralny, schowanie na chwilę swojego męskiego ego czy też od słów i czynów, które do tego doprowadziły. Czasem sami zapędzimy się w kozi róg i jest wtedy ciężko z niego wyjść.
Sajmon123 zwracam się konkretnie do Ciebie jako mężczyzny, ze względu na ten wcześniejszy post.

Mąż zadeklarował, że chce się wyprowadzić na jakiś czas. Mnie to bardzo boli. Wiem, że mnie kocha, mówi, że nie chce ranić, ale nie może tak dłużej żyć w zawieszeniu, coś w nim pękło i nie chce się zrosnąć.

Wie, że go kocham, zawsze będę. Omodliłam to. W jakimś sensie jestem spokojna, wiem, że nie odchodzi do kobiety, bo jej już nie ma. Że potrzebuje tego, żeby się ogarnąć, żeby podjąć decyzję, że chce wrócić.

Czy muszę tak po prostu pozwolić mu odejść? Poprosiłam tylko, żeby wrócił do sypialni nas ten czas przed, żeby wiedział, że odchodzi od żony, nie kanapy w gościnnym. Uznał mój pomysł. Widzi moje zaangażowanie, miłość, chęć naprawy. Do Boga nie chce się zwrócić, mimo moich próśb.

Boję się o ten czas bez niego, że nie dam rady, już byłam bliska załamania niedawno.. I że po prostu nie wróci..
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

sajmon123
Posty: 366
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak się wybacza

Post autor: sajmon123 » 06 sie 2021, 11:20

Wyprowadzka to jest ogromne ryzyko. U mnie poskutkowało to tym, że muszę "walczyć" w sądzie. U Was jest inna sytuacja. Z jednej strony rozumiem Twojego męża, jeśli mówi szczerze. Może to być czas spokoju, wyciszenia, zrozumienia czego tak naprawdę się chce od życia. Z drugiej strony może nie mówić całej prawdy, a jeśli nawet mówi to może mu się spodobać "kawalerskie" życie. Ja nauczony doświadczeniem, uważam, że wyprowadzanie się jest złe. Ciężko coś odbudować gdy jest się blisko, a co dopiero gdy mieszka się osobno.

Musicie razem podjąć decyzję. Ustalić napewno zasady, czas itd. To musi być najlepiej przemodlona decyzja jak tylko się da, bo naprawdę mogą wyniknąć z tego większe konsekwencje. Liderka mojego ogniska pozwoliła by mąż odszedł. Nie pozwoliła mu jednak niczego zabrać, nawet ulubionego kubka do kawy czy też herbaty. Powiedziała, że wszystko będzie tu na niego czekać.. Wrócił..

Janieja
Posty: 129
Rejestracja: 30 cze 2021, 11:04
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Janieja » 06 sie 2021, 13:56

Tycjano, myślę podobnie jak Sajmon. Jeśli obydwoje zdecydowaliście "zawalczyć" o małżeństwo/ o sobie, to chyba najlepiej tobic to, będąc blisko. Być może ze strony Twojego męża to taka trochę ucieczka przed ciężarem dźwigania Twojego bólu. Nie wiem. Mogę Ci napisać, co ja czuję widząc męża.. rozdzierające wyrzuty sumienia i głęboki żal, że mu to zrobilam - zawiodłam, skrzywdziłam.
Podziwiam Ciebie i swojego męża, za wysiłek, jaki wkładacie w naprawę małżeństwa, mimo tego, co Was spotkało.
Nie poddawaj się, skoro kochasz i wiesz, że mąż kocha. U mnie jest tak samo - kocham bardzo i czuję, że mąż mnie też, dlatego nie poddam się i zrobię wszystko, żeby nam się udało. Bóg na pewno da nam jeszcze jedną szansę. Wam również.

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 06 sie 2021, 16:13

sajmon123 pisze:
06 sie 2021, 11:20
Wyprowadzka to jest ogromne ryzyko. U mnie poskutkowało to tym, że muszę "walczyć" w sądzie. U Was jest inna sytuacja. Z jednej strony rozumiem Twojego męża, jeśli mówi szczerze. Może to być czas spokoju, wyciszenia, zrozumienia czego tak naprawdę się chce od życia. Z drugiej strony może nie mówić całej prawdy, a jeśli nawet mówi to może mu się spodobać "kawalerskie" życie. Ja nauczony doświadczeniem, uważam, że wyprowadzanie się jest złe. Ciężko coś odbudować gdy jest się blisko, a co dopiero gdy mieszka się osobno.

Musicie razem podjąć decyzję. Ustalić napewno zasady, czas itd. To musi być najlepiej przemodlona decyzja jak tylko się da, bo naprawdę mogą wyniknąć z tego większe konsekwencje. Liderka mojego ogniska pozwoliła by mąż odszedł. Nie pozwoliła mu jednak niczego zabrać, nawet ulubionego kubka do kawy czy też herbaty. Powiedziała, że wszystko będzie tu na niego czekać.. Wrócił..
Wydaje mi się, że już nie jesteśmy na etapie, że czegoś mi nie mówi. Opcja, że mu spodoba bez nas jest, ale zawsze byłaby gorzka (bo mamy niepełnosprawne dziecko, więc zostawianie mnie z nim to też ciężki temat). Najbardziej wierzę w sens przemyślenia tego, że musi to zrobić, żeby poczuć że w jakimś sensie mnie traci...
Ale to wszystko to niestety nie jest moja decyzja.. Myślę, że nie mogę już na niego wpłynąć w żaden werbalny sposób. Nie wiem też czy uda mi się wpłynąć jakoś na jej kształt tego odejścia (jak to, by nie zabrał nawet tego przykładowego kubka).
Strasznie się boję. Najbardziej tego, że mąż nie chce tego kryzysu powierzyć Bogu, o co proszę, a mam poczucie, że bez pogodzenia z Nim nie wróci do mnie...
Nic, tylko modlitwa...? I od razu myślę, że nie jest to takie tylko.. 8-)
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 06 sie 2021, 16:21

Janieja pisze:
06 sie 2021, 13:56
Tycjano, myślę podobnie jak Sajmon. Jeśli obydwoje zdecydowaliście "zawalczyć" o małżeństwo/ o sobie, to chyba najlepiej tobic to, będąc blisko. Być może ze strony Twojego męża to taka trochę ucieczka przed ciężarem dźwigania Twojego bólu. Nie wiem. Mogę Ci napisać, co ja czuję widząc męża.. rozdzierające wyrzuty sumienia i głęboki żal, że mu to zrobilam - zawiodłam, skrzywdziłam.
Podziwiam Ciebie i swojego męża, za wysiłek, jaki wkładacie w naprawę małżeństwa, mimo tego, co Was spotkało.
Nie poddawaj się, skoro kochasz i wiesz, że mąż kocha. U mnie jest tak samo - kocham bardzo i czuję, że mąż mnie też, dlatego nie poddam się i zrobię wszystko, żeby nam się udało. Bóg na pewno da nam jeszcze jedną szansę. Wam również.
Dziękuję, niestety nie jest to ucieczka przed moim bólem, bo już go przerobiłam i pokazuję cały czas, że chce iść dalej. Teraz to jakby jego ucieczka przed samym sobą, próba zrozumienia siebie w tym wszystkim. Bo on nie rozumie dlaczego tak się stało, dlaczego zdradzil, nie uznał swojego błędu i chyba też nie wybaczył mi moich błędów.
Oboje przepraszamy się za te 12 lat..
Ty też się nie poddawaj. Wybaczanie jest trudne. Najtrudniejsza rzecz jaką w życiu zrobiłam..
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Ruta
Posty: 1798
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Ruta » 06 sie 2021, 20:33

Tycjano,
przytulam cię mocno. To trudne co przechodzisz. W moim kryzysie małżeńskim, ale też rodzinnym nauczyłam się, że modlitwa jest aż modlitwą. Tak jak napisałaś. W wielu trudnych, bolesnych sytuacjach uczę się zawierzać. I nie zawodzę się nigdy, gdy zawierzę. Z tym zawierzeniem przychodzi też spokój. Taka ufność, że będzie dobrze. Zmniejsza się poziom mojego lęku, jak ja sobie poradzę, co będzie, jakie decyzje mąż podejmie. Bo decyzje męża nadal wpływają na mnie, na nasze dziecko. To bardzo trudne.

Bardzo pomagała mi i nadal pomaga historia Sary i Abrahama. Sara robi coś, co z mojej perspektywy, tej najbardziej mojej, emocjonalnej wydaje się nie mieć sensu. Jej mąż ją porzuca, dwukrotnie i ona za każdym razem przyjmuje to w ciszy. Nie robi awantury, nie kłóci się. Nie próbuje nawet protestować, wpłynąć na swój los. To tak bardzo różne ode mnie i moich utrwalonych reakcji, które mówią: walcz.

W komentarzach dotyczących posłuszeństwa Sary znalazałam informacje, że Sara w takich chwilach miała ufność w Bogu i Jemu się zawierzała. Że to jej posłuszeństwo jest posłuszeństwem wobec męża, ale przede wszystkim wobec Boga. I Bóg z nią w tych trudnych chwilach był i się o nią troszczył. Troszczył się też o jedność małżonków i bez żadnych działań ze strony Sary dwukrotnie zwracał Sarę mężowi. I tu też postawa Sary była spokojna, ufna, żnów żadnych awantur. Staram się tej postawy nauczyć - jest bardzo Sycharowska tak jak ją widzę. Odwieszamy się od męża i zawierzamy Bogu.

Ja to widzę tak, że dokąd mogę mieć wpływ na sytuację, to mam prawo się bronić, rozmawiać, negocjować. Warto i to przemodlić, by nie uciekać się do manipulacji. Myślę też, że to co pomogło w jednym małżeństwie (na przykład dopilnowanie, by mąż nie zabrał z domu nawet kubka), w innym małżeństwie może przynieść szkody (bo na przykład mąż może poczuć się zraniony i ograbiony). Myślę właśnie dlatego, że warto tą sytuację rozeznać sercem, właśnie przez modlitwę. Jak ja mogę wobec męża wyrazić co czuję, swoje obawy, nie raniąc go przy tym i bez prób wpłynięcia na niego, tak wychodząc z otwartym sercem i bez oczekiwań. Ze zgodą na odrzucenie, zranienie.

Natomiast tam, gdzie jestem bezradna, i wpływu nie mam żadnego, zawierzenie jest najbardziej pomocne.

Pozostaje problem jak odróżnić jedną sytuację od drugiej, gdzie mam wpływ i mogę podjąc jakieś działania, a gdzie go nie mam. Bo nie tylko aktywność, ale i całkowita bierność wobec męża też może zostać odebrana jako raniąca, jako obojętność, zgoda, przyzwolenie. Myślę, że wymaga to dużej uważności. Uczę się tego wszystkiego, opornie i popełniając wiele błędów. Z których pewnie i tak widzę niewielką część...

Napisałaś, że macie niepełnosprawne dziecko. Tu myślę odpowiedzialność jest wasza wspólna i to jest ten obszar o którym warto podjąć spokojną rozmowę - jak w sytuacji rozłączenia podzielicie się obowiązkami związanymi z rodzicielstwem, zarówno opieką, jak i troską o rozwój dziecka, jego potrzeby jak i sprawami finansowymi. O ile coraz lepiej mi idzie uzgadnianie kwestii kontaktów męża z synem (gdy mąż jest trzeźwy, bo gdy nie jest kontaktów nie ma, ale na to mój mąż też już ma coraz większą zgodę), o tyle w kwestii odpowiedzialności finansowej zawalam sprawę po całości. Nie umiem jeszcze postawić tu mądrej granicy. Ale płacę za to dużym obciążeniem. I wcale tym mężowi nie pomagam, zwalniając go z tej odpowiedzialności i nie będąc stanowczą. Nie warto.

Janieja
Posty: 129
Rejestracja: 30 cze 2021, 11:04
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Janieja » 06 sie 2021, 21:21

Tycjano, wiele osób tu na forum pisze, że należy dać czas czasowi i czekać nie czekając. To trudne, przynajmniej dla mnie, bo należę do osób niecierpliwych, ale próbuję i chyba działa. Nie naciskam, nie wymuszam deklaracji, ale też nie usuwam się. Staram się działać możliwie najrozsądniej, krzystajac z doswiadczenia i rad forumowiczów. Wiem, że zawaliłam, ale chcę pokazać, jak bardzo mi zależy. Być może Twój mąż naprawdę nie potrafi wyjaśnić/zrozumieć, dlaczego to zrobił. Uwierz, że mam tak samo. Mimo trwającego od dłuższego czasu problemu z komunikacją, wielu trudności, które sie pojawiły, nie powinno się to wydarzyć... a jednak. Dlaczego???
Zawsze potępiałam zdradę i miałam przekonanie, że każdy, ale nie ja. Jak ktoś kiedyś powiedział "wiemy o sobie tyle, ile nas sprawdzono".
Dopiero teraz naprawdę się poznaję i pracuję nad sobą.
Wybaczenie jest trudne... także sobie.
Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę Bożego wsparcia.

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 07 sie 2021, 20:23

Ruta pisze:
06 sie 2021, 20:33
Tycjano,
przytulam cię mocno. To trudne co przechodzisz. W moim kryzysie małżeńskim, ale też rodzinnym nauczyłam się, że modlitwa jest aż modlitwą. Tak jak napisałaś. W wielu trudnych, bolesnych sytuacjach uczę się zawierzać. I nie zawodzę się nigdy, gdy zawierzę. Z tym zawierzeniem przychodzi też spokój. Taka ufność, że będzie dobrze. Zmniejsza się poziom mojego lęku, jak ja sobie poradzę, co będzie, jakie decyzje mąż podejmie. Bo decyzje męża nadal wpływają na mnie, na nasze dziecko. To bardzo trudne.

Bardzo pomagała mi i nadal pomaga historia Sary i Abrahama. Sara robi coś, co z mojej perspektywy, tej najbardziej mojej, emocjonalnej wydaje się nie mieć sensu. Jej mąż ją porzuca, dwukrotnie i ona za każdym razem przyjmuje to w ciszy. Nie robi awantury, nie kłóci się. Nie próbuje nawet protestować, wpłynąć na swój los. To tak bardzo różne ode mnie i moich utrwalonych reakcji, które mówią: walcz.

W komentarzach dotyczących posłuszeństwa Sary znalazałam informacje, że Sara w takich chwilach miała ufność w Bogu i Jemu się zawierzała. Że to jej posłuszeństwo jest posłuszeństwem wobec męża, ale przede wszystkim wobec Boga. I Bóg z nią w tych trudnych chwilach był i się o nią troszczył. Troszczył się też o jedność małżonków i bez żadnych działań ze strony Sary dwukrotnie zwracał Sarę mężowi. I tu też postawa Sary była spokojna, ufna, żnów żadnych awantur. Staram się tej postawy nauczyć - jest bardzo Sycharowska tak jak ją widzę. Odwieszamy się od męża i zawierzamy Bogu.

Ja to widzę tak, że dokąd mogę mieć wpływ na sytuację, to mam prawo się bronić, rozmawiać, negocjować. Warto i to przemodlić, by nie uciekać się do manipulacji. Myślę też, że to co pomogło w jednym małżeństwie (na przykład dopilnowanie, by mąż nie zabrał z domu nawet kubka), w innym małżeństwie może przynieść szkody (bo na przykład mąż może poczuć się zraniony i ograbiony). Myślę właśnie dlatego, że warto tą sytuację rozeznać sercem, właśnie przez modlitwę. Jak ja mogę wobec męża wyrazić co czuję, swoje obawy, nie raniąc go przy tym i bez prób wpłynięcia na niego, tak wychodząc z otwartym sercem i bez oczekiwań. Ze zgodą na odrzucenie, zranienie.

Natomiast tam, gdzie jestem bezradna, i wpływu nie mam żadnego, zawierzenie jest najbardziej pomocne.

Pozostaje problem jak odróżnić jedną sytuację od drugiej, gdzie mam wpływ i mogę podjąc jakieś działania, a gdzie go nie mam. Bo nie tylko aktywność, ale i całkowita bierność wobec męża też może zostać odebrana jako raniąca, jako obojętność, zgoda, przyzwolenie. Myślę, że wymaga to dużej uważności. Uczę się tego wszystkiego, opornie i popełniając wiele błędów. Z których pewnie i tak widzę niewielką część...

Napisałaś, że macie niepełnosprawne dziecko. Tu myślę odpowiedzialność jest wasza wspólna i to jest ten obszar o którym warto podjąć spokojną rozmowę - jak w sytuacji rozłączenia podzielicie się obowiązkami związanymi z rodzicielstwem, zarówno opieką, jak i troską o rozwój dziecka, jego potrzeby jak i sprawami finansowymi. O ile coraz lepiej mi idzie uzgadnianie kwestii kontaktów męża z synem (gdy mąż jest trzeźwy, bo gdy nie jest kontaktów nie ma, ale na to mój mąż też już ma coraz większą zgodę), o tyle w kwestii odpowiedzialności finansowej zawalam sprawę po całości. Nie umiem jeszcze postawić tu mądrej granicy. Ale płacę za to dużym obciążeniem. I wcale tym mężowi nie pomagam, zwalniając go z tej odpowiedzialności i nie będąc stanowczą. Nie warto.
Ruto, dziękuję Ci bardzo za ten wpis. Widzę jak daleko w swoim myśleniu jestem, jak wiele jeszcze nie rozumiem. Drugi dzień myślę nad tym co napisałaś, odnosząc to do swojej sytuacji. Na ile mogę coś zrobić, powiedzieć, na ile nie powinnam, bo poczuje przymus..
Rozmawiam z mężem i widzę jak jest daleko. Jak chce odejść. Ale wyciągam rękę i widzę, że chce ją przyjąć. Dlatego ufam i jednak mam nadzieję.

W myśleniu o wyprowadzce jestem strasznie rozdarta. Ufam, że jeśli do tego dojdzie mąż w końcu znajdzie drogę do mnie i do Boga. Jest dużo tego zaufania we mnie, ale do Sary mi daleko.. (dziękuję przy okazji za ten przykład. Jest dla mnie jak zagadka. Nieustannie o nim rozmyślam).

Widzę też kolejne etapy rozwoju mojego myślenia o małżeństwie, jak doszłam do tego, że nie chcę być na pierwszym miejscu, jak w ogóle można być? a to dopiero początek tego myślenia. Na prawdę żyłam 12 lat w ciemności.. Druzgocące..
Jeszcze raz dziękuję. Muszę się wyciszyć i wymodlić to wszystko, bo czuję się jak dziecko we mgle..
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Ruta
Posty: 1798
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Ruta » 08 sie 2021, 15:30

Tycjano, pamiętaj w tych rozważaniach o sobie. O tym jakie są twoje potrzeby, emocje. Oczekiwania także mamy prawo zgłaszać, szczególnie bliskim osobom, tym z którymi łączą nas wspólne oczekiwania.
To jedna z pułapek w jakie raz po raz wpadałam. Że myślałam pod kątem męża, jego reakcji, ewentualnie przekonania go do czegos. Nie uwzględniając siebie.
Bardzo mi w nauce wyrażania tego wszystkiego, oczekiwań, potrzeb emocji w sposób zrozumiały nie raniący pomaga książka Rosenberga Porozumienie bez Przemocy. Uczę się tego. Jak to ja. Raczej opornie...
Pomodlę się dziś za wasze małżeństwo.

Tycjana
Posty: 55
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 12 sie 2021, 14:38

Mąż odszedł. Jednak. Uznał, że musi. Wcześniej zdążyłam przeczytać jeszcze "Miłość potrzebuje stanowczości" i napisać do niego list. Jeszcze się chwilę łudziłam, że oprzytomnieje, ale teraz już rozumiem, że był dużo dalej ode mnie nic myślałam. I że naprawdę musi zdecydować czy mnie nie kocha... Widziałam jak było mu ciężko.
O sobie nie mówię, żeby się nie posypać. Próbuję nie wariować, choć różne myśli przychodzą.. Potrzebuję dobrej książki na ten czas, takiej rozwijającej duchowo. Może mi ktoś coś polecić?
Obiecałam sobie, że przez cały ten czas muszę iść dalej, rozwijać się i być blisko Boga, żeby nie iść w żal i złość na niego. Że nie mogę tego zepsuć, być kimś do kogo nie chce się wracać...
Nikomu też nie mówiłam, mąż wie, że będę ukrywać ten fakt przed rodziną jak najdłużej.. Żeby nie stracił w ich oczach, z resztą po co ich martwić..
Wszelkie rady mile widziane 😊
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości