Jak się wybacza

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Tycjana
Posty: 57
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 28 sie 2021, 8:36

Dziękuję bardzo za wsparcie, bo chwilowo nie miałam pojęcia jak się za siebie zabrać, jak to ogarnąć.
Ruto, wzruszyłaś mnie bardzo swoimi słowami..
Oczywiście nic nie jest proste, a jakże, odbył się klasyczny "krok w przód i dwa w tył", ale dzięki temu tym bardziej rozumiem którędy droga.. Jeszcze nigdy moje kontakty z mężem nie były tak obwarowane zasadami, bo Lista Zerty wyszła w końcu na pierwszy plan. To duża próba dla mnie.. Jakby ich mało było..
Na kanwie jednej z konferencji ks. Pawlukiewicza: wgrywam sobie nowy program, stary trzeba wykasować. I dobrze, bo wcale mi go nie żal..
Bóg z Wami!
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Tycjana
Posty: 57
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 03 wrz 2021, 17:15

Niedługo minie miesiąc odkąd mąż się wyprowadził. Deklaruje, że nadal nie wie co zrobić, że jest zawieszony mentalnie. Prawdę mówiąc widzę, że nie robi nic, żeby to zmienić. Ucieka w pracę, nie mając czasu na myślenie. Nie boli go chyba ta sytuacja. I pewnie jest mu wygodnie.. Po ostatniej rozmowie o tym, że on uważa, że mam postarać się o tym nie myśleć (!), a z mojej strony, że nasze zawieszenie nie może być bezterminowe, a skąd niego jest, napisałam list. Że to ja kończę ten czas. Że nie jestem w stanie dłużej żyć w takim zawieszeniu. Że nawet psa w hotelu nie zostawia się na czas nieokreślony. Mam dość. Nie akceptuję nicnierobienia. Uznałam, że odszedł. Całkiem. Nie chcę go takiego. Nie czekam już na wyrok. Sama go wydałam. Nie mam poczucia, że muszę zasłużyć na to, żeby ze mną być. Nie chcę męża, który nie tęskni, nie walczy, nie próbuje czy wreszcie nie boi się, że mnie straci. Że właśnie w ten sposób, że nic nie robi, to mnie traci. Pojęcia nie mam co będzie dalej, ale czuję ulgę. Ta sytuacja była tak nie w porządku wobec mnie, że musiałam się z niej wydostać. Myślę, że nigdy w życiu mąż nie musiał się o mnie jakoś specjalnie postarać. I może ten jeden raz będzie musiał... Jeśli zechce..
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Tycjana
Posty: 57
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 09 wrz 2021, 20:55

Moje uznanie odejścia męża za stan faktyczny, bez terminu rzeczywiście pozwoliło mi żyć lepiej. Postawiłam swoją granicę, zakomunikowałam ją, dzięki czemu zmieniłam zasady. Już nie jestem kimś gorszym, zdana na łaskę męża. Pozwoliłam mu powtórzyć sytuację z przeszłości, kiedy to mąż miał wrócić z pracy do domu i oznajmić czy zdecydował się zakończyć romans. Tamten dzień był straszny. Teraz oczekiwanie na decyzję miało trwać tyle, ile mąż potrzebuje... Bez terminu.. Nie byłam w stanie. I cieszę się bardzo, że zdobyłam się na to, żeby oznajmić, że nie tędy droga. Granice.. Nie miałam pojęcia, że tak bardzo mi się zatarły, ani jak wielkie mają znaczenie. Odżyłam. Zaczęłam robić to co lubię i przede wszystkim odzyskałam równowagę psychiczną. Wiem, że mąż też to widzi.. Ale nadal jest bardzo daleko...
Odkąd poruszyłam tu temat ukrywania jego odejścia przed rodziną, często myślałam o tym czy dobrze robię. Ktoś zarzucił mi, że to objaw współuzależnienia. Analizowałam to na wszystkie strony. Z każdej jest trochę racji. W końcu stwierdziłam, że skoro to ma trwać tak długo i mąż ugruntował tę sytuację może jednak warto skonfrontować jego spojrzenie z otoczeniem. Wciąż nie wiem czy to dobry pomysł, ale poprosiłam, żeby sam zdecydował czy to ujawniamy, bo mi trudno to ukrywać, a nie chcę, żeby miał pretensje, że zrobiłam to za jego plecami. Stwierdził więc, że swojej rodzinie sam powie. Może niech tak będzie. Jego decyzja.. Ja też muszę.. Choć chcę i nie chcę.. Nie chcę przysparzać zmartwień.. I nie chcę, żeby go znienawidzili...
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Ruta
Posty: 1832
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Ruta » 10 wrz 2021, 9:00

Tycjano,
Dobrze, że podejmujesz decyzje w zgodzie ze sobą i w relacji z mężem dbasz także o siebie, swoje emocje i uczucia. Doprowadzając się do stanu wyczerpania emocjonalnego dla dobra sprawy nie pomożemy ani sobie, ani innym. A zgadzając się na to co oferuje mąż, nawet wbrew sobie, nie zaskarbiamy sobie szacunku.

Czy dbasz o kwestie finansowe i ojcowskie? To oczywiście odpowiedzialność męża, nie twoja. Ale im dłużej nie stawia się tu granicy, tym jest coraz trudniej przywrócić męża do odpowiedzialności.

Ja po wyprowadzce męża nie wymagałam niczego. Bylam pewna, że mąż sam z siebie zacznie się wywiązywać jak tylko odzyska równowagę. Bo mój mąż mnie bardzo zmanipulował. Twierdził, że ma kryzys, że jest mu ciężko, że nie może już ze mną wytrzymac, wpędzał mnie w poczucie winy na przemian z tym, jak mu jest źle i jaki jest biedny, a miał romans. A ja wszystko kupowalam i się biczowałam i zamartiwalam. No glupia byłam.

Na wszelkie próby rozmowy o finansach, czasie dla dziecka mąż robił się agresywny. Łamał wszelkie ustalenia. Lub w czasie gdy miał zająć się dzieckiem, dzwonił do znajomych by odebrali syna i żeby syn siedział u nich, az ja wrócę z pracy. I uważał że się wywiązał. Więc ja sobie tłumaczyłam męża, ze biedny, ze pogubiony, że depresja... Dzwoniłam, prosiłam, by odwiedził dziecko...
I troszczyłam się czy mąż ma co jeść. Nawet mu jakieś jedzenie zawsze pakowałam. Bo podobno mieszkał u kolegi. Naiwność pierwszej klasy. Źle, ze nie stawiałam wtedy granic. Potem doszła jeszcze wieksza agresja męża. I zrobiło się już całkiem niedobrze.

Triste
Posty: 416
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Triste » 10 wrz 2021, 9:03

Tycjano, moja sytuacja była dokładnie taka sama jak Twoja.
Mój mąż też wyprowadził się do swojego mieszkania, niby tylko na chwilę, na jakiś czas, z tej chwili zaraz zrobiło się pół roku, później rok.
A ja miałam czekać aż on się zdecyduje i wróci. Oczywiście to nigdy nie nastąpiło a dziś jesteśmy już po rozwodzie.
Nie brzmi to optymistycznie. Z perspektywy czasu jednak twierdzę że to oczekiwanie na jego decyzję i powrót było dla mnie najbardziej niszczące. Bo trudno jest zacząć żyć swoim życiem, odwiesić się a jednocześnie czekać nieczekając.
Albo się bierze odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje albo niech każdy idzie w swoją stronę.

Twój mąż się zagubił i nie dorosnął do życia. On musi wiele w swojej głowie przepracować a to może trwać długimi latami zanim i jeśli kiedykolwiek on coś zrozumie.

Żyj, realizuj się, działaj. Sama ale w zgodzie ze sobą.

Tycjana
Posty: 57
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 15 wrz 2021, 16:41

Nie pisałam, bo musiałam się trochę wyciszyć. Nabrać dystansu, w miarę możliwości...
Ruto, pod względem obowiązków męża, "zabezpieczenia" materialnego czy emocjonalnego jest bardzo dobrze. Mąż postępuje w sposób bardzo korzystny dla mnie, myślę, że pomimo całej tej sytuacji stara się pomagać. W jednej tylko sprawie nie mogliśmy się porozumieć; mąż nie bardzo umiał uwierzyć, jak destrukcyjny wpływ ma ta sytuacja na dzieci.. Starsze samo w końcu bardzo dobitnie ujawniło swoje emocje i już nie było wątpliwości... .

Mąż ewidentnie stara się być miły dla mnie, chce ze mną rozmawiać, mieć kontakt, czasem powie komplement. Nie umiem odczytać powodów tych zachowań.. Staram się bardzo trzymać zasad Zerty, ale w tym kontekście nie wiem czy nie popełnię błędu: zacznę udawać, że jest normalnie.. czy zrobię sobie nadzieję... . Nie umiem go rozgryźć.. I czasem naprawdę nie wiem jak się zachować..

Poza tym zaczynam myśleć, że tak już zostanie. Że to koniec. Jakby mi jakaś nadzieja uleciała. Oczywiście modlę się jak zwykle, wierzę, ufam... ale tak jakoś pogodziłam się z tą sytuacją? Czasem myślę co by było, gdyby teraz chciał wrócić. Jaka byłaby moja pierwsza reakcja..? Nie ma we mnie tego żaru miłości.. Miłość oczywiście jest, ale jest też rozczarowanie... i ogrom pracy w głowie, bo on jest tak daleko... To nie tak, że bym go nie przyjęła, nie, ale.. może to przez brak zaufania. Kim on teraz jest? Redefiniuję sobie i jego, i siebie.

Z Panem Bogiem
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2679
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak się wybacza

Post autor: ozeasz » 19 wrz 2021, 12:19

Tycjana pisze:
15 wrz 2021, 16:41
Nie umiem go rozgryźć.. I czasem naprawdę nie wiem jak się zachować..
A musisz co rozgryźć? Po co? Czy to nie świadczy o uzależnieniu od niego? Skoro żyjesz swoim życiem to "rozgryzanie" nie jest dobrym wyjściem, jak już to raczej dialog i zaufanie jeśli to na dzien dzisiejszy dla Ciebie możliwie?

W związku z tym zastanawia mnie też to, co napisałaś o miłości, warto się temu przyjrzeć, bo to informacja o prawdziwej Ty, czy to postawa czy tylko sfera uczuć i emocji?
Ja jestem 11 rok w nieformalnej separacji, moja modlitwa o pokochanie na nowo żony, o wymazanie traumatycznych wspomnień trwała wiele lat, ponad trzy lata temu Bóg pomógł mi ze wspomnieniami, ot tak, jak to tylko On potrafi i doświadczyłem zakochania w żonie mimo że Jej praktycznie nie widzialem, to inny żar niż z początku małżeństwa, myślę że bliżej mu do miłości którą sam zostałem pokochany przez Jezusa, jest w tym duża wolność, zarazem "widzę" żonę bez perspektywy tego co mnie kiedyś zranilo, słowa modlitwy, by każdego dnia patrzeć na żonę jako "nowego czlowieka" którego nie znam i którego chcę poznać (bez uznania że przecież "znamy" się już ponad 28 lat) świat w ktorym żyje, uwalnia mnie od oczekiwań.
Utkwiły mi już lata temu słowa: "nie ma miłości bez wolności", jestem przekonany że JP2, choć nigdzie nie potrafię ich znaleźć i widzę że mają one głębię której dotąd nie poznałem, ale na tyle w moim życiu ich doświadczyłem, że nie wyobrażam sobie już życia bez ich głębokiego sensu.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Tycjana
Posty: 57
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 20 wrz 2021, 22:44

Ozeaszu, zapewne masz rację. Jestem w kryzysie zaledwie parę miesięcy, a tym związanym z odejściem męża jakiś miesiąc z hakiem. Jeszcze nie widzę rzeczy tak jak powinnam.. I przyznaję, sama mam poczucie, że się nie odwiesiłam.

Zapewne cały ten proces jest łatwiejszy kiedy nie ma się kontaktu z małżonkiem, kiedy wiesz, że odszedł i niekoniecznie chce wracać. Mąż zaserwował mi stan przejściowy, a w ciągu kilku ostatnich dni (dosłownie) pokazał, że nie chce, żebym się odsuwała, wyciąga rękę, rozmawia. Choć zaznacza oczywiście, że nadal nie wie.

Zdaję sobie sprawę, że manipuluje moimi uczuciami niestety. I jestem w kropce. Zasady Zerty są świetne, gdyby mąż nie próbował się zbliżać. A robi to. Daje nadzieję. I wiem, że może być to próba zbudowania relacji na nowo. Co wtedy robić? Nikt mi chyba nie powie. Mój mąż, to ja znam go najlepiej. I masz rację: nie powinnam go rozgryzać, bo już wiem, że sam do tego nie doszedł. Serwuje mi trudny stan, ale też daje nadzieję. Powiesz mi, że mam ją porzucić. Nie wiem jak wyglądają powroty. Może właśnie tak?
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Tycjana
Posty: 57
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 25 wrz 2021, 9:33

No więc przyznaję. Dałam się zmanipulować. Nie była to chęć powrotu, ale niestabilność emocjonalna męża i jego nieogarnięcie siebie samego, nie mówiąc o reszcie. Nie wraca. Nic nie zmienia.

Ostatkiem sił chciałam jeszcze trzymać się tej myśli, nadzieli. Już nie ma czego. Mija nawet złość...Jeszcze się boję, że dalej trzeba iść bez niego, ale już nie ma sensu. Bo i tak idę. I radzę sobie, nawet więcej spokoju mam w życiu...

Zrozumiałam, że sama swoją postawą, tym niepogodzeniem czy nadzieją wywierałam presję. Nikt nie lubi presji. Jak któraś z forumowiczek pisała w swoim wątku ja, również oczekiwałam męskiej decyzji. No to może męska wcale nie oznacza szybka.. A może nie będzie jej wcale... A żyć trzeba.
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Janieja
Posty: 129
Rejestracja: 30 cze 2021, 11:04
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Janieja » 25 wrz 2021, 9:48

Tycjano, czytając to forum i mając swoje przeżycia za sobą, jestem pewna, że nie ma dwóch jednakowych sytuacji. Jeśli to Ci pomoże, mogę tylko napisać, jak jest ze mną. Popełniam straszliwy błąd, bardzo tego żałuję (nawet nie potrafię opisać, jak bardzo) a teraz robię wszystko, co w mojej mocy, co wydaje mi się słuszne, żeby to naprawić, żeby wynagradzać i udowadniać, że mi zależy i nie ma w tym żadnej manipulacji. Piszę o tym, ponieważ być może z drugiej strony tak to wygląda, choć mąż nigdy nie powiedział, że tak myśli. Możliwe że Twój mąż jest szczery w tym, co robi, jednak krzywda, której doznałaś nie pozwala Ci zaufać i to jest naturalne. Prawdą jest to, że to Ty znasz najlepiej swojego męża i mimo że zawiódł, rozczarował, zadał ból, wiesz o nim najwięcej. Polecam Ci posłuchać Szustaka, gdzie mówi o podejmowaniu decyzji.
Z Bogiem 🙏

Tycjana
Posty: 57
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 25 wrz 2021, 16:05

Janieja pisze:
25 wrz 2021, 9:48
Tycjano, czytając to forum i mając swoje przeżycia za sobą, jestem pewna, że nie ma dwóch jednakowych sytuacji. Jeśli to Ci pomoże, mogę tylko napisać, jak jest ze mną. Popełniam straszliwy błąd, bardzo tego żałuję (nawet nie potrafię opisać, jak bardzo) a teraz robię wszystko, co w mojej mocy, co wydaje mi się słuszne, żeby to naprawić, żeby wynagradzać i udowadniać, że mi zależy i nie ma w tym żadnej manipulacji. Piszę o tym, ponieważ być może z drugiej strony tak to wygląda, choć mąż nigdy nie powiedział, że tak myśli. Możliwe że Twój mąż jest szczery w tym, co robi, jednak krzywda, której doznałaś nie pozwala Ci zaufać i to jest naturalne. Prawdą jest to, że to Ty znasz najlepiej swojego męża i mimo że zawiódł, rozczarował, zadał ból, wiesz o nim najwięcej. Polecam Ci posłuchać Szustaka, gdzie mówi o podejmowaniu decyzji.
Z Bogiem 🙏
Nie. On sam nie chce nawet zadeklarować, że chciałby odbudować nasze relacje. Nie chce robić mi nadziei, nie chce wrócić i jest daleko ode mnie (to jego słowa). Może tylko czasem tęskni (i się do tego nie przyznaje). Jedyne co jest pewne to to, że chętnie przyjechałby spędzić ze mną noc, bez zobowiązań.
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Tycjana
Posty: 57
Rejestracja: 07 kwie 2021, 15:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Tycjana » 03 gru 2021, 14:35

Długo nie pisałam i chyba znów odczuwam taką potrzebę. Może ktoś z Was mi coś rozjaśni..podpowie..

Wiele się zmieniło u mnie, we mnie, choć generalnie w życiu tak niewiele.. Przepracowywanie trwa cały czas, do tej pory trudny to był czas, ale też bardzo owocny dla mnie. Wciąż odkrywam braki, wciąż jest coś, co próbuję rozgryźć, zrozumieć, kontrolować, zmienić. Ale też wciąż błądzę i upadam. Niesamowite jak bliskość z Bogiem ratuje życie. Mam swoje małe cuda, których doświadczylam; Boże znaki czy po prostu poczucie, że moje życie jest w Jego rękach i już o nic nie muszę się martwić. Dało mi to bardzo wiele. W każdym razie mam w sobie dużą wdzięczność.

W relacji z mężem przez te 3 miesiące od jego wyprowadzki wydarzyło się bardzo wiele. Doświadczyłam całego spektrum przeżyć, uczuć, konkludując w końcu, że nie o mnie się rozgrywa ta gra, bo ja już jestem na właściwej drodze i moim zadaniem jest tylko i aż pomóc mężowi zawrócić, a Bogu n i e przeszkadzać.. I równo po trzech miesiącach od wyprowadzki wrócił. Chyba nie do końca było to zaplanowane. I tak, jak pięknie wrócił, wróciło z nim wszystko co stare.. Bo było w nim cały czas, nieprzepracowane. Zachowuje się się tak, jak przed wyprowadzką. Cały czas jest emocjonalnie daleki. Nie wie czy mnie kocha. Jeśli się zbliżał to tylko po to, by zaraz znowu się odsunąć.

Wiem, że myślał, żeby iść na terapię, ale zrezygnował. Żadnej z "moich książek" nie chce przeczytać. Nie chce słuchać kazań i konferencji. Ode mnie niczego nie oczekuje. Przeprasza za to, że tak jest. Nic się nie dzieje między nami. Za chwilę będzie miesiąc od powrotu..

Jest mi bardzo ciężko. Bardzo go kocham, chciałabym mu jakoś pomóc. A on sprawia wrażenie, jakby nie zależało mu już na niczym..

Momentami się buntuję, nie daję rady. I mówię o tym. Nie mam pomysłu na tę sytuację. Modlę się. Czekam. Ale już nie wiem.. czy powinnam coś zrobić? Miłość wymaga stanowczości.. Ale nie czuję tego, nie umiem być wyrachowana. I boję się, że znów go stracę... Chociaż jest jakby go nie było..
"Kto pierwszy zacznie kochać ten wygrał i ma szansę uratować drugiego."
Ks. Pawlukiewicz

Ruta
Posty: 1832
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Ruta » 04 gru 2021, 0:33

Tycjano,
Jutro będę na Mszy Świętej w intencji rodzin i małżeństw. Z serca się za Was pomodlę. Właśnie tak sobie latam jeszcze po forum, szukam komu jeszcze się przyda modlitwa.

Trudna jest sytuacja powrotu. Nic zwykle nie wygląda jak w marzeniach i bywa gorzej niż w tych wyobrażeniach, które nie były optymistyczne. Wiem, bo parę lat temu mój mąż zdecydował się podjąć leczenie i wrócił do domu. Oboje byliśmy nieprzepracowani. Nie za bardzo się nam ten powrót udał, mimo radości. I starań. Dziś pewnie byłoby lepiej. Masz gdzieś niedaleko ognisko Sycharowe? Jak nie to są jeszcze modlitwy na Skype, ale tam są też rozmowy. Sporo ciepła pomocy i otuchy można dostać. I jeszcze garść doświadczeń. Może któreś będzie pomocne...

Rozumiem twoje obawy. Granice nogą spłoszyć. Brak granic też niedobry. Bliskość nie wychodzi, zdystansowanie się nie pomoże. Ja wiem, że to czasem brzmi głupio, ale jak się zapętlam, już tak totalnie nic nie wiem, to gadam o tym z Jezusem. I się pytam.
Jeszcze głupiej brzmi, że Jezus odpowiada. Na różne sposoby. Czasem ta odpowiedź jest w sercu. Nie umiem tego opisać ani wyjaśnić. Ale tak jest. Nie da się takiej odpowiedzi z niczym pomylić. Czasem przychodzi ktoś i odpowiada dokładnie i precyzyjnie na zadane pytanie. Często takich odpowiedzi udziela spowiednik, choć wcale go nie pytam. Czasem ksiądz na kazaniu mówi dokładnie o tym o co pytałam. Czasem te odpowiedzi przychodzą jeszcze inaczej. Ale przychodzą. Dobrze czasem sobie tak usiąść na Adoracji, rozpłakać się i zapytać. Jest też modlitwa-medytacja ojca Dolindo Jezu, Ty się tym zajmij. Na YT znajdziesz, jeśli nie znasz. Nie mam pojęcia, czemu umiem tak szczerze tak zawierzać tylko spod ściany. Ale gdy tak z serca zawierzę i przestaję się pałętać Bogu pod nogami, to pomoc przychodzi.
Coś jak z tym co napisałaś. Żeby Bogu nie przeszkadzać. Skoro pomogło raz, to warto dalej iść tą drogą? Nie łatwo, ale też i łatwo, bo napięcie mniejsze: Jezu, Ty się tym zajmij!

Widziałaś na kanale youbtubowym Sycharu rekolekcje Księdza Romana? Polecam. Bardzo mi pomogły i wiele rzeczy rozjaśniły. I mam wrażenie, że dzięki nim zrobiłam jeszcze parę małych kroczków do przodu. Może i dla ciebie coś tam znajdzie się pomocnego na wasz etap małżeński.

Przytulam cię, z modlitwą :)

Abigail
Posty: 210
Rejestracja: 22 sie 2021, 19:24
Płeć: Kobieta

Re: Jak się wybacza

Post autor: Abigail » 04 gru 2021, 18:04

Tycjana pisze:
03 gru 2021, 14:35
Długo nie pisałam i chyba znów odczuwam taką potrzebę. Może ktoś z Was mi coś rozjaśni..podpowie..

Wiele się zmieniło u mnie, we mnie, choć generalnie w życiu tak niewiele.. Przepracowywanie trwa cały czas, do tej pory trudny to był czas, ale też bardzo owocny dla mnie. Wciąż odkrywam braki, wciąż jest coś, co próbuję rozgryźć, zrozumieć, kontrolować, zmienić. Ale też wciąż błądzę i upadam. Niesamowite jak bliskość z Bogiem ratuje życie. Mam swoje małe cuda, których doświadczylam; Boże znaki czy po prostu poczucie, że moje życie jest w Jego rękach i już o nic nie muszę się martwić. Dało mi to bardzo wiele. W każdym razie mam w sobie dużą wdzięczność.

W relacji z mężem przez te 3 miesiące od jego wyprowadzki wydarzyło się bardzo wiele. Doświadczyłam całego spektrum przeżyć, uczuć, konkludując w końcu, że nie o mnie się rozgrywa ta gra, bo ja już jestem na właściwej drodze i moim zadaniem jest tylko i aż pomóc mężowi zawrócić, a Bogu n i e przeszkadzać.. I równo po trzech miesiącach od wyprowadzki wrócił. Chyba nie do końca było to zaplanowane. I tak, jak pięknie wrócił, wróciło z nim wszystko co stare.. Bo było w nim cały czas, nieprzepracowane. Zachowuje się się tak, jak przed wyprowadzką. Cały czas jest emocjonalnie daleki. Nie wie czy mnie kocha. Jeśli się zbliżał to tylko po to, by zaraz znowu się odsunąć.

Wiem, że myślał, żeby iść na terapię, ale zrezygnował. Żadnej z "moich książek" nie chce przeczytać. Nie chce słuchać kazań i konferencji. Ode mnie niczego nie oczekuje. Przeprasza za to, że tak jest. Nic się nie dzieje między nami. Za chwilę będzie miesiąc od powrotu..

Jest mi bardzo ciężko. Bardzo go kocham, chciałabym mu jakoś pomóc. A on sprawia wrażenie, jakby nie zależało mu już na niczym..

Momentami się buntuję, nie daję rady. I mówię o tym. Nie mam pomysłu na tę sytuację. Modlę się. Czekam. Ale już nie wiem.. czy powinnam coś zrobić? Miłość wymaga stanowczości.. Ale nie czuję tego, nie umiem być wyrachowana. I boję się, że znów go stracę... Chociaż jest jakby go nie było..
Witaj Tycjano,

ja ze swojej strony napiszę co mi pomaga w ciężkich momentach kiedy mierzę się z obojętną obecnością męża. Oprócz modlitwy czytam "Słowo pouczenia" Alicji Lenczewskiej i dzięki temu czuję, że w tej beznadziejności jest metoda. Kiedy tak czytam co Jezus ma nam do powiedzenia odchodzi mi frustracja rozczarowanie poczucie bezpowrotnej utraty życia które płynie w bolesnej samotności. To jak opatrunek na bolesną ranę. Czuję wtedy że "choćby mnie zabił jemu ufam" i te moje problemy stają się takie tyciutkie jakby ich wcale nie było. Odkładam broń zwaną oskarżaniem i rozpaczą. Łatwiej jest z Jezusem bo co właściwie może się stać kiedy trzymamy go za rękę.

Pavel
Posty: 3993
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak się wybacza

Post autor: Pavel » 05 gru 2021, 2:40

Przykro mi Tycjano.
To co napisze będzie nieco szorstkie, ale jak sobie tak myślę jak to napisać, dochodzę do wniosku, że inaczej niespecjalnie chcę.
Jak zauważasz, twój mąż wrócił ciałem, a duchem wciąż buja w obłokach.
Nie możesz go aktualnie, tak po ludzku, stracić. Bo on jeszcze nie wrócił.
Jak pisałaś - stary on. Bo nic się nie zmieniło. Nie zrozumiał co zrobił, co jego działanie spowodowało.
Zakładam, może błędnie, że jest skoncentrowany na sobie i swoim zderzeniu z rzeczywistością. Swoim bólem i niespełnieniem. Wyrzutami sumienia pewnie też.
Biedny misio...wybacz sarkazm.
Pamiętam i żonę z okresu głębokiego kryzysu. Podobne funkcjonowanie.

Chciałaś podpowiedzi.
Moja jest taka: wróć do swoich postów z końcówki sierpnia (bodajże 25) i początku września.
Tamte słowa które wyszły od ciebie są wg mnie bardzo aktualne.

Tymczasem wciąż warto zajmować się sobą.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości