Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

vertigo
Posty: 95
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: vertigo » 01 sie 2020, 19:05

s zona pisze:
01 sie 2020, 13:49
tata999 pisze:
01 sie 2020, 9:58
Pavel pisze:
01 sie 2020, 8:27
Wigton czytałeś może „Granice w relacjach małżeńskich” Cloud, Townsend
lub
„Miłość potrzebuje stanowczości” Dobsona?
Jeśli nie, to polecam, w dodatku możliwie niezwłocznie.
Dlaczego akurat te książki?

Moze dlatego :https://www.tolle.pl/pozycja/granice-w- ... alzenskich
Mnie ta ksiazka pomogla postawic Sobie granice, chociaz za 3 razem dopiero . i to dzieki madrej Sycharce ze Szczecina -Bog zaplac :)
A jakie granice, inspirowane lekturą i mądrością Sycharki, postawiłaś wtedy w kryzysie sobie, że wpłynęły na zmianę postępowania Twojego męża?
"Największe i najważniejsze problemy w życiu są w zasadzie nie do rozwiązania - można z nich jedynie wyrosnąć." Carl Gustav Jung

sasanka
Posty: 149
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: sasanka » 02 sie 2020, 0:51

Keira brawo , za to co napisałaś. Wszystko co trzeba tam jest. I jeszcze tylko chwila refleksji dla autora wątku.
Myślę,że wyciągnie właściwe wnioski. Choć to w sumie wszystko bolesne jest.

lustro
Posty: 1150
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: lustro » 02 sie 2020, 12:24

Keira pisze:
01 sie 2020, 18:40
Żona Cię zdradza, Wigton.

Tez mam takie odczucie.
Keira pisze:
01 sie 2020, 18:40
A może pokazać treść tych rozmów Tobie? Poproś ją o to. Uczciwa żona nie mająca nic na sumieniu - pokaże Ci wszystko.

A z tym się nie zgodzę.
Keri, wiesz, ze jest coś takiego jak tajemnica korespondencji?
I to wcale nie dlatego, ze w tej korespondencji jest cos zdroznego. Ale dlatego, ze korespindencja dotyczy infornacji o obu stronach. Ludzie nieraz powierzają sobie sekrety, czy informacje poufne i intymne, dlatego, ze maja zaufanie do tej konkretnej osoby. I nie ma zgody na udostepnianie tego np. jej bliskim.
Keri, moze masz przyjaciółkę, ktorej powierzasz swoje sekrety. Chciala byś, zeby twoje problemy, rozterki, ból...przyjaciolka relacjonowala swojemu mężowi?
Zastanow sie troche nad tym.
Keira pisze:
01 sie 2020, 18:40
Zdumiewają mnie "porady" pań, które tak ochoczo usprawiedliwiają zachowanie żony Wigtona "realizacją jej potrzeb". Litości. W ten sposób można usprawiedliwić każdą zdradę.
Keri
Czytaj ze zrozumieniem to, co piszą inni.
Czy ktos tu usprawiedliwial zachowanie zony Wigtona? Wrecz to Wigton ciagle ją broni i tlumaczy - my juz nie musimy.

Jest tylko jedno ale - malzonkowie maja prowadzic siebie wzajemnie ku zbawieniu.
Bycie przyczyną upadku lub pogubienia sie wspolmalzonka tylko dlatego, ze trudno nam wyjsc z wlasnej strefy komfortu, nie jest chyba tym, czego Bog, małżonek, rodzina, bliscy i świat, oczekują po nas.
Uwazasz, ze to nie jest nasza powinnosc, zrozumieć co sie dzieje i dlaczego, i czy przypadkiem my sami nie jestesmy tego w czesci, powodem? I ze to nie wlasnie ja powinnieniem w sobie cos zmienic...zeby pomóc współmałżonkowi?

Myślę, ze mylisz zrozumienie z usprawiedliwianiem.
Swoją drogą, to tu nagminne.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: Ruta » 02 sie 2020, 14:51

Sluchajcie, czasem, gdy czytam różne wątki, na bazie swoich doświadczeń mam wrażenie, że składową problemu może być uzależnienie. Jednak mimo to nigdy nie piszę od razu, pod wpływem samego wrażenia. Czekam, co jeszcze napisze autor, można zadać pytanie. Gdy pojawia się wątek uzależnienia, wtedy mogę napisać o swoim doświadczeniu, o tym co się w moim przypadku sprawdziło. Gdy pojawiają się opisy uzależnienia mogę napisać, że taki problem dostrzegam i dlaczego. Takiego sposobu rozmowy nauczyłam się tu na forum, no i z polecanych książek i paru wspierających uwag moderacji.
Natomiast myślę, że nie jest konstruktywne autorytatywne stwierdzanie "twoja żona cię zdradza". Zwłaszcza niepoparte niczym, co sam autor napisał. Może warto poświęcić czas i chociażby wskazać, skąd takie przekonanie i dlaczego uważamy to za ważne i jeśli mamy jakieś doswiadczenia w tym względzie jak to konstruktywne rozwiązać , to się nimi podzielić. Przecież samo naszczucie męża na żonę, ona cię zdradza (w podtekscie ty nie bądź d... i zrób z tym porządek) z uwagami typu postaw granice, żeby ona się zmieniła i przestała, to trochę zawoalowane wezwanie do stosowania przemocy. Taka postawa nigdy nie kończy się dobrze i nie ma zdrowych granic, które mają na celu zmianę czyjegoś zachowania. To zawsze jest wtedy manipulacja i przemoc, obie dla miłości małżeńskiej destrukcyjne. Wciąż mam w głowie watek Ukasza, gdzie taki kierunek działań, doprowadził do wymiany zamków, wyrzucania czegoś przez okno i interwencji policji. Na szczęście Ukasz z takich działań się wycofał, trafił też na mądre osoby w policji, które jasno wyjaśnily, gdzie przebiega granica i co jest dopuszczalne, a co nie jest.
Tak jak zmiana w polecanych metodach wychowawczych spowodowała, że kary zmieniły się w konsekwencje, tak przemoc i manipulację w relacjach czasem nazywamy stawianiem granic. Treść rzeczywista jest ta sama.
Wiem o tym doskonale, bo sama w relacji z mężem stosowałam manipulacje emocjonalne, awantury i inne środki z bardzo destrukcyjnego arsenału. Wszystko dlatego, że moim celem było wpłynięcie na męża, aby podjął terapię. Cel szczytny, środki dobrane fatalnie. I nie ma znaczenia, że jak wskazuje ksiądz Dziewiecki terapie w znaczącej większości zaczynają się jako przymuszone lub wręcz przymusowe. Ma znaczenie, że środkiem "przymuszenia" jest wyłącznie mądra twarda miłość, a nie przemoc i manipulacja.
Przymus stosujemy jako środek ostateczny - w bezpośrednim zagrożeniu zycia lub jako środek obrony nas samych, aby zaznać trochę spokoju, np. gdy uzależniony człowiek nas dręczy.
Nie mam wiedzy na temat wychodzenia z kryzysu w relacji wywołanego zachowaniami opisanymi przez autora wątku, mam wiedzę od koleżanek o możliwych przyczynach zachowań kobiet, podobnych do tych, które opisał autor. Tym się dzielę.
Wiem też już, że każdy kryzys, także zdrada lub uzależnienie mają wiele składowych. Także po stronie osoby, która nie dopuszcza się destrukcyjnych zachowań.
I wiem, że kryzys warto rozwiązywać po swojej stronie, zamiast kombinować jak tu jeszcze wpłynąć na męża lub żonę. To zawsze prędzej czy później doprowadzi do przemocy i dalszego niszczenia relacji.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: Ruta » 02 sie 2020, 14:52

vertigo pisze:
01 sie 2020, 19:05
s zona pisze:
01 sie 2020, 13:49
tata999 pisze:
01 sie 2020, 9:58


Dlaczego akurat te książki?

Moze dlatego :https://www.tolle.pl/pozycja/granice-w- ... alzenskich
Mnie ta ksiazka pomogla postawic Sobie granice, chociaz za 3 razem dopiero . i to dzieki madrej Sycharce ze Szczecina -Bog zaplac :)
A jakie granice, inspirowane lekturą i mądrością Sycharki, postawiłaś wtedy w kryzysie sobie, że wpłynęły na zmianę postępowania Twojego męża?
Przyłączam się do pytania.

wigton
Posty: 24
Rejestracja: 22 lip 2020, 15:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: wigton » 02 sie 2020, 18:27

Dwa słowa tytułem uwagi, że bronię żony choć to co robi, niewątpliwie jest dla mnie uciążliwe. Napisałem w jednym z postów, że najłatwiej byłoby poużalać się nad sobą i maksymalnie oczernić żonę. Proszę zwrócić uwagę, że oprócz tego, co osobiście sądzę o postępowaniu żony mówię też, co słyszę od niej w tej kwestii a naturalne jest, że bedzie się bronic. Wydaje mi się, ze zaprezentowanie problemu z dwóch stron jest bardziej kompleksowe niż jedynie moja interpretacja tego, co się dzieje, do tego w konwencji ataku "huzia na Józia". Także czytelnicy maja wowczas lepszy oglad sytuacji.

Keira

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: Keira » 02 sie 2020, 20:07

lustro pisze:
02 sie 2020, 12:24

Keri, moze masz przyjaciółkę, ktorej powierzasz swoje sekrety. Chciala byś, zeby twoje problemy, rozterki, ból...przyjaciolka relacjonowala swojemu mężowi?
Zastanow sie troche nad tym.
Demagogia. Nie chodzi o przyjaciółki tej żony, tylko chłopów, którzy wyznają jej miłość, prawią komplementy i chcą nosić na rękach. I z którymi żona autora wątku rozmawia do 3-4 w nocy, chodząc non stop z telefonem, lekceważąc prośby męża, wręcz chwaląc się, jak to jest adorowana i jak to się jej podoba. I nie chodzi też o to, by to czytać. Reakcja żony będzie wystarczająca. Zastanów się, co do czego porównujesz.

lustro pisze:
02 sie 2020, 12:24


Keri
Czytaj ze zrozumieniem to, co piszą inni.
Czy ktos tu usprawiedliwial zachowanie zony Wigtona? Wrecz to Wigton ciagle ją broni i tlumaczy - my juz nie musimy.

Jest tylko jedno ale - malzonkowie maja prowadzic siebie wzajemnie ku zbawieniu.
Bycie przyczyną upadku lub pogubienia sie wspolmalzonka tylko dlatego, ze trudno nam wyjsc z wlasnej strefy komfortu, nie jest chyba tym, czego Bog, małżonek, rodzina, bliscy i świat, oczekują po nas.
Uwazasz, ze to nie jest nasza powinnosc, zrozumieć co sie dzieje i dlaczego, i czy przypadkiem my sami nie jestesmy tego w czesci, powodem? I ze to nie wlasnie ja powinnieniem w sobie cos zmienic...zeby pomóc współmałżonkowi?


Myślę, ze mylisz zrozumienie z usprawiedliwianiem.
Swoją drogą, to tu nagminne.
Lustro, a to już jest podłe, wiesz? Jeśli jakiś człowiek może być przyczyną Twojego upadku, to jest to Twój problem. A nie tego człowieka. Każdy sam odpowiada za swój upadek, chyba że jest upośledzony umysłowo.
To Ty wybrałaś kiedyś: zdradzam. Mogłaś wybrać: odchodzę, separacja, rozwód. Ale wybrałaś zdradzam. To była TWOJA decyzja i jeśli po latach nadal uważasz, że to Twój mąż był przyczyną Twojego upadku - to wydaje mi się, że jesteś na początku tej drogi do zbawienia.

Wyobraź sobie, że ja też byłam zaniedbywaną żoną. Niekochaną, lekceważoną, moje potrzeby nie istniały. Komunikacja ani próby naprawy też nie. A więc też miałam powód. I był ktoś, kto z łatwością mi te potrzeby by zrekompensował. Oj był. Ale wiesz? Nie weszłam w to. I na tym możemy skończyć w zasadzie tę dyskusję. I akurat ja bardzo dobrze rozumiem żonę Wigtona. Wyśmienicie. Ale wybacz, nigdy nie zrozumiem i nie chcę rozumieć osoby zdradzającej, oszukującej małżonka, prowadzącą podwójne życie, raniącej jawnie lub w ukryciu. Po prostu nie rozumiem. Jeśli ktoś nie chce być z żoną/mężem, kwestie moralne, chrześcijańskie czy sakramentalne ma gdzieś, a małżonek-przyczyna naszego upadku w dodatku jest głuchy na argumenty i nie reaguje na nasze prośby, żale, bóle - to jest wiele sposobów na honorowe wyjście z sytuacji, zdrada nawet koło tych sposobów nie leżała. Bo zdrada nigdy nie jest sposobem na nic. Jest zdradą po prostu, egoistyczną realizacją własnych potrzeb, zresztą dość prymitywnych. I tyle.

Ruta, czy w Twoim rozumieniu zdrada polega tylko zdradzie fizycznej?
Zdradzić można nawet myślami. Ale już nie wchodżmy tak głęboko. Jeśli żona Wigtona tworzy, pielęgnuje i podtrzymuje takie sytuacje z innymi mężczyznami, że oni czują się na tyle pewni i ośmieleni do tego, by wyznawać jej miłość - to czym to jest, jeśli nie zdradą?
Jak wyobrażasz sobie niewinną rozmowę, w której kolejni panowie wchodzą w taką emocję, by wyznać obcej, niewidzianej przez siebie kobiecie z internetu, że ją kochają?


Ruto, czyli np. cyberseks, rozmowy o seksie mężatki z innymi mężczyznami nie są Twoim zdaniem zdradą? A wysyłanie zdjęć? Ci panowie mają mniej lub bardziej zawoalowaną obietnicę seksu, spotkania. Jaki mężczyzna by tygodniami adorował kobietę, jeśli nie miałby nadziei na konsumpcję? Jaki uczciwy mężczyzna nie śpi o 3-4 w nocy i rozmawia (o czym) z czyjąś żoną? O czym? Bądźmy poważni.

Ani słowem nie wspomniałam o przymusie. Ja tylko pisałam, że jeśli żona chce zachować małżeństwo, bo już wisi na włosku - winna zakończyć wszelkie relacje. To chyba oczywiste? Bez tego nawet nie zacznie się żadna terapia małżeńska. Bo rozumiem, że mogła czuć przeróżne frustracje, a Wigton nie jest idealnym mężem. Ale od tego są terapie, komunikacja,mediacje. Jeśli to nie pomoże - to rozstanie. Nie każde małżeństwo da się po ludzku uratować. Ale ona nie chce takich rozwiązań. Robi sobie, co chce, woli te kontakty od małżeństwa. No to niech ponosi konsekwencje samotnego życia, np. w separacji, skoro taki wybór na "naprawę" sytuacji wybrała. Przecież i tak emocjonalnie już opuściła męża. Czy tak się nie mówi tutaj wszystkim zdradzanym żonom? Czy to nie dziwne, że kiedy zdradza żona, to nagle jest milion "ale" do małżonka i pudrowanie rzeczywistości: "Nie wiemy, czy zdradza". No nie wiemy. Od dwóch lat mąż żyje w wielokącie z innymi mężczyznami, którzy zabierają na wiele godzin dziennie uwagę, emocje jego żony, ale wszystko jest ok. Pewnie nie robi jej kolacji przy świecach i mówi za mało komplementów. I nie takie te komplementy. I za dużo krytykuje.

Żona korzysta finansowo i społecznie z męża, lekceważy jego uczucia, a jednocześnie usypia czujność wyznaniami miłości i bogatym życiem intymnym, ale zdradza go (na razie być może tylko emocjonalnie) z całą grupą mężczyzn, które prędzej czy później przeniosą się do reala lub zakończą się jakimś innym nieszczęściem, stalkingiem np. czy czymś innym.

lustro
Posty: 1150
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: lustro » 02 sie 2020, 22:05

Keira

Przemawia przez Ciebie taki zal i wlasne zranienia, ze na ten moment nie widzę możliwości porozumienia.
Odbierasz bardzo personalnie to, co jest pisane przeciez nie do Ciebie.
Do tego jestes mocno niekonsekwentna - piszesz, ze rozumiesz zone Wigtona, ktora go zdradza (!) ale nie rozumiesz i nie chcesz zrozumiec osób, które zdradzily - to rozumiesz czy nie?
Nie musisz rozumiec nic i nikogo. Niewiele Ci to w życiu pomoze, ale masz takie prawo.

Powtórzę się - mylisz rozumieniem z usprawiedliwieniem.

Ach... I jeszcze jedno - jezeli uwazasz, ze nie masz wplywu na zycie i postepowanie innych i nie ponosisz odpowiedzialności za "swoją dzialke", bo Ty taka uciemiężona nie zdradzilas, a upadek to problem innych - to ja mysle, ze jestes bardzo w błędzie.
Nie bede oceniac, w którym miejscu drogi do zbawienia jestes i czy aby ta droga, nie jest drogą na pyszne manowce. To Twoj problem.

Czesto irytuje mnie słowotok Ruty. Czytanie kilometrów jest uciążliwe.
Ale uwazam, ze ma w tym co pisze w tym watku, bardzo duzo racji i dobrze "czuje temat".

lustro
Posty: 1150
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: lustro » 02 sie 2020, 22:11

vertigo pisze:
01 sie 2020, 19:05
s zona pisze:
01 sie 2020, 13:49
tata999 pisze:
01 sie 2020, 9:58


Dlaczego akurat te książki?

Moze dlatego :https://www.tolle.pl/pozycja/granice-w- ... alzenskich
Mnie ta ksiazka pomogla postawic Sobie granice, chociaz za 3 razem dopiero . i to dzieki madrej Sycharce ze Szczecina -Bog zaplac :)
A jakie granice, inspirowane lekturą i mądrością Sycharki, postawiłaś wtedy w kryzysie sobie, że wpłynęły na zmianę postępowania Twojego męża?
Czy to nie jest blednie pojmowane stawianie granic i w związku z tym bledne pytanie?

Granice stawiamy SOBIE nie po to, zeby zmienić kogos, ale aby ochrobic i zabezpieczyć siebie.
Jezeli to zmieni czyjes postepowanie, to jest to efekt uboczny a nie cel.
Tak ja to rozumiem.

renegate
Posty: 108
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: renegate » 03 sie 2020, 5:28

Ruta pisze:
02 sie 2020, 14:51
Sluchajcie, czasem, gdy czytam różne wątki, na bazie swoich doświadczeń mam wrażenie, że składową problemu może być uzależnienie. Jednak mimo to nigdy nie piszę od razu, pod wpływem samego wrażenia. Czekam, co jeszcze napisze autor, można zadać pytanie. Gdy pojawia się wątek uzależnienia, wtedy mogę napisać o swoim doświadczeniu, o tym co się w moim przypadku sprawdziło. Gdy pojawiają się opisy uzależnienia mogę napisać, że taki problem dostrzegam i dlaczego. Takiego sposobu rozmowy nauczyłam się tu na forum, no i z polecanych książek i paru wspierających uwag moderacji.
Natomiast myślę, że nie jest konstruktywne autorytatywne stwierdzanie "twoja żona cię zdradza". Zwłaszcza niepoparte niczym, co sam autor napisał. Może warto poświęcić czas i chociażby wskazać, skąd takie przekonanie i dlaczego uważamy to za ważne i jeśli mamy jakieś doswiadczenia w tym względzie jak to konstruktywne rozwiązać , to się nimi podzielić. Przecież samo naszczucie męża na żonę, ona cię zdradza (w podtekscie ty nie bądź d... i zrób z tym porządek) z uwagami typu postaw granice, żeby ona się zmieniła i przestała, to trochę zawoalowane wezwanie do stosowania przemocy. Taka postawa nigdy nie kończy się dobrze i nie ma zdrowych granic, które mają na celu zmianę czyjegoś zachowania. To zawsze jest wtedy manipulacja i przemoc, obie dla miłości małżeńskiej destrukcyjne. Wciąż mam w głowie watek Ukasza, gdzie taki kierunek działań, doprowadził do wymiany zamków, wyrzucania czegoś przez okno i interwencji policji. Na szczęście Ukasz z takich działań się wycofał, trafił też na mądre osoby w policji, które jasno wyjaśnily, gdzie przebiega granica i co jest dopuszczalne, a co nie jest.
Tak jak zmiana w polecanych metodach wychowawczych spowodowała, że kary zmieniły się w konsekwencje, tak przemoc i manipulację w relacjach czasem nazywamy stawianiem granic. Treść rzeczywista jest ta sama.
Wiem o tym doskonale, bo sama w relacji z mężem stosowałam manipulacje emocjonalne, awantury i inne środki z bardzo destrukcyjnego arsenału. Wszystko dlatego, że moim celem było wpłynięcie na męża, aby podjął terapię. Cel szczytny, środki dobrane fatalnie. I nie ma znaczenia, że jak wskazuje ksiądz Dziewiecki terapie w znaczącej większości zaczynają się jako przymuszone lub wręcz przymusowe. Ma znaczenie, że środkiem "przymuszenia" jest wyłącznie mądra twarda miłość, a nie przemoc i manipulacja.
Przymus stosujemy jako środek ostateczny - w bezpośrednim zagrożeniu zycia lub jako środek obrony nas samych, aby zaznać trochę spokoju, np. gdy uzależniony człowiek nas dręczy.
Nie mam wiedzy na temat wychodzenia z kryzysu w relacji wywołanego zachowaniami opisanymi przez autora wątku, mam wiedzę od koleżanek o możliwych przyczynach zachowań kobiet, podobnych do tych, które opisał autor. Tym się dzielę.
Wiem też już, że każdy kryzys, także zdrada lub uzależnienie mają wiele składowych. Także po stronie osoby, która nie dopuszcza się destrukcyjnych zachowań.
I wiem, że kryzys warto rozwiązywać po swojej stronie, zamiast kombinować jak tu jeszcze wpłynąć na męża lub żonę. To zawsze prędzej czy później doprowadzi do przemocy i dalszego niszczenia relacji.
Ruto, Ukasz, wprost w swoim wątku napisał, że policja była po jego stronie...
Zaprzestał zamykania drzwi, wymiany zamków i wyrzucania rzeczy żony przez okno, bo policja oraz zdaje się prawnik poinformowali go, że działa bezprawnie. Jednak w swoim wątku, nadal twierdził, że ma do tego prawo i policja nic mu nie miała do zarzucenia. Poza tym, nadal słał maile do żony, piekł ciasta dla niej, jedno z nich wraz z kwiatami wysłał na działkę jej podarowaną (którą potem chciał odbierać). Gdy ona wszelkiego kontaktu i prezentów sobie nie życzyła, w czym zresztą popierała ją rodzina Ukasza. Nie sądzę, by Ukasz cokolwiek zrozumiał...

Przymus stosuje się w zagrożeniu życia lub zdrowia osoby z problemami psychicznymi (w tym uzależnienie) lub takowymi powodowanymi przez niego w stosunku do innych osób. A zaznanie spokoju, bo dana osoba nas dręczy... Hmm, to, że dręczy nas czyjeś uzależnienie, bo się na nie nie zgadzamy, nie jest przesłanką o wysłania kogoś na przymusowe leczenie. Nie ma przymusu znoszenia kogoś, jego problemów, ani życia z osobą uzależnioną czy z problemami psychicznymi. Natomiast, oczywiście można zawsze powołać się na zagrożenie dla naszego życia lub zdrowia. Ale tu nie chodzi o dyskomfort psychiczny, niezgodę że ktoś, np. pije alkohol czy spożywa narkotyki.

renegate
Posty: 108
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: renegate » 03 sie 2020, 5:31

wigton pisze:
02 sie 2020, 18:27
Dwa słowa tytułem uwagi, że bronię żony choć to co robi, niewątpliwie jest dla mnie uciążliwe. Napisałem w jednym z postów, że najłatwiej byłoby poużalać się nad sobą i maksymalnie oczernić żonę. Proszę zwrócić uwagę, że oprócz tego, co osobiście sądzę o postępowaniu żony mówię też, co słyszę od niej w tej kwestii a naturalne jest, że bedzie się bronic. Wydaje mi się, ze zaprezentowanie problemu z dwóch stron jest bardziej kompleksowe niż jedynie moja interpretacja tego, co się dzieje, do tego w konwencji ataku "huzia na Józia". Także czytelnicy maja wowczas lepszy oglad sytuacji.
Jeśli rzeczywiście masz umiejętność dystansowania się i przedstawiania obiektywnie sytuacji, to bardzo dobrze.
Dostałeś tu jednak sporo różnych opinii, ocen, rad... Czy zamierzasz sprawdzić to, co się dzieje z Twoją żoną, z Waszym związkiem u specjalisty?

renegate
Posty: 108
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: renegate » 03 sie 2020, 5:56

Keira pisze:
02 sie 2020, 20:07
lustro pisze:
02 sie 2020, 12:24

Keri, moze masz przyjaciółkę, ktorej powierzasz swoje sekrety. Chciala byś, zeby twoje problemy, rozterki, ból...przyjaciolka relacjonowala swojemu mężowi?
Zastanow sie troche nad tym.
Demagogia. Nie chodzi o przyjaciółki tej żony, tylko chłopów, którzy wyznają jej miłość, prawią komplementy i chcą nosić na rękach. I z którymi żona autora wątku rozmawia do 3-4 w nocy, chodząc non stop z telefonem, lekceważąc prośby męża, wręcz chwaląc się, jak to jest adorowana i jak to się jej podoba. I nie chodzi też o to, by to czytać. Reakcja żony będzie wystarczająca. Zastanów się, co do czego porównujesz.

lustro pisze:
02 sie 2020, 12:24


Keri
Czytaj ze zrozumieniem to, co piszą inni.
Czy ktos tu usprawiedliwial zachowanie zony Wigtona? Wrecz to Wigton ciagle ją broni i tlumaczy - my juz nie musimy.

Jest tylko jedno ale - malzonkowie maja prowadzic siebie wzajemnie ku zbawieniu.
Bycie przyczyną upadku lub pogubienia sie wspolmalzonka tylko dlatego, ze trudno nam wyjsc z wlasnej strefy komfortu, nie jest chyba tym, czego Bog, małżonek, rodzina, bliscy i świat, oczekują po nas.
Uwazasz, ze to nie jest nasza powinnosc, zrozumieć co sie dzieje i dlaczego, i czy przypadkiem my sami nie jestesmy tego w czesci, powodem? I ze to nie wlasnie ja powinnieniem w sobie cos zmienic...zeby pomóc współmałżonkowi?


Myślę, ze mylisz zrozumienie z usprawiedliwianiem.
Swoją drogą, to tu nagminne.
Lustro, a to już jest podłe, wiesz? Jeśli jakiś człowiek może być przyczyną Twojego upadku, to jest to Twój problem. A nie tego człowieka. Każdy sam odpowiada za swój upadek, chyba że jest upośledzony umysłowo.
To Ty wybrałaś kiedyś: zdradzam. Mogłaś wybrać: odchodzę, separacja, rozwód. Ale wybrałaś zdradzam. To była TWOJA decyzja i jeśli po latach nadal uważasz, że to Twój mąż był przyczyną Twojego upadku - to wydaje mi się, że jesteś na początku tej drogi do zbawienia.

Wyobraź sobie, że ja też byłam zaniedbywaną żoną. Niekochaną, lekceważoną, moje potrzeby nie istniały. Komunikacja ani próby naprawy też nie. A więc też miałam powód. I był ktoś, kto z łatwością mi te potrzeby by zrekompensował. Oj był. Ale wiesz? Nie weszłam w to. I na tym możemy skończyć w zasadzie tę dyskusję. I akurat ja bardzo dobrze rozumiem żonę Wigtona. Wyśmienicie. Ale wybacz, nigdy nie zrozumiem i nie chcę rozumieć osoby zdradzającej, oszukującej małżonka, prowadzącą podwójne życie, raniącej jawnie lub w ukryciu. Po prostu nie rozumiem. Jeśli ktoś nie chce być z żoną/mężem, kwestie moralne, chrześcijańskie czy sakramentalne ma gdzieś, a małżonek-przyczyna naszego upadku w dodatku jest głuchy na argumenty i nie reaguje na nasze prośby, żale, bóle - to jest wiele sposobów na honorowe wyjście z sytuacji, zdrada nawet koło tych sposobów nie leżała. Bo zdrada nigdy nie jest sposobem na nic. Jest zdradą po prostu, egoistyczną realizacją własnych potrzeb, zresztą dość prymitywnych. I tyle.

Ruta, czy w Twoim rozumieniu zdrada polega tylko zdradzie fizycznej?
Zdradzić można nawet myślami. Ale już nie wchodżmy tak głęboko. Jeśli żona Wigtona tworzy, pielęgnuje i podtrzymuje takie sytuacje z innymi mężczyznami, że oni czują się na tyle pewni i ośmieleni do tego, by wyznawać jej miłość - to czym to jest, jeśli nie zdradą?
Jak wyobrażasz sobie niewinną rozmowę, w której kolejni panowie wchodzą w taką emocję, by wyznać obcej, niewidzianej przez siebie kobiecie z internetu, że ją kochają?


Ruto, czyli np. cyberseks, rozmowy o seksie mężatki z innymi mężczyznami nie są Twoim zdaniem zdradą? A wysyłanie zdjęć? Ci panowie mają mniej lub bardziej zawoalowaną obietnicę seksu, spotkania. Jaki mężczyzna by tygodniami adorował kobietę, jeśli nie miałby nadziei na konsumpcję? Jaki uczciwy mężczyzna nie śpi o 3-4 w nocy i rozmawia (o czym) z czyjąś żoną? O czym? Bądźmy poważni.

Ani słowem nie wspomniałam o przymusie. Ja tylko pisałam, że jeśli żona chce zachować małżeństwo, bo już wisi na włosku - winna zakończyć wszelkie relacje. To chyba oczywiste? Bez tego nawet nie zacznie się żadna terapia małżeńska. Bo rozumiem, że mogła czuć przeróżne frustracje, a Wigton nie jest idealnym mężem. Ale od tego są terapie, komunikacja,mediacje. Jeśli to nie pomoże - to rozstanie. Nie każde małżeństwo da się po ludzku uratować. Ale ona nie chce takich rozwiązań. Robi sobie, co chce, woli te kontakty od małżeństwa. No to niech ponosi konsekwencje samotnego życia, np. w separacji, skoro taki wybór na "naprawę" sytuacji wybrała. Przecież i tak emocjonalnie już opuściła męża. Czy tak się nie mówi tutaj wszystkim zdradzanym żonom? Czy to nie dziwne, że kiedy zdradza żona, to nagle jest milion "ale" do małżonka i pudrowanie rzeczywistości: "Nie wiemy, czy zdradza". No nie wiemy. Od dwóch lat mąż żyje w wielokącie z innymi mężczyznami, którzy zabierają na wiele godzin dziennie uwagę, emocje jego żony, ale wszystko jest ok. Pewnie nie robi jej kolacji przy świecach i mówi za mało komplementów. I nie takie te komplementy. I za dużo krytykuje.

Żona korzysta finansowo i społecznie z męża, lekceważy jego uczucia, a jednocześnie usypia czujność wyznaniami miłości i bogatym życiem intymnym, ale zdradza go (na razie być może tylko emocjonalnie) z całą grupą mężczyzn, które prędzej czy później przeniosą się do reala lub zakończą się jakimś innym nieszczęściem, stalkingiem np. czy czymś innym.
O ile z wnioskami, co do oceny kontaktów żony Wigtona bym się, póki co powstrzymała, a raczej, co do samych powodów tych kontaktów, o tyle zgadzam się z Keirą, co do samego aktu zdrady przedstawianego przez inne osoby.
Moim zdaniem, a idąc dalej, zgodnie z moją wiedzą, jeśli mówimy o dojrzałych ludziach, to zdrada nie następuje w trakcie trwania związku.
Jeśli w danym związku jest coś nie tak, to najpierw naprawiamy, informujemy drugą stronę, co wg nas jest nie tak. Sprawdzamy jej reakcję, próbujemy coś robić, stosujemy różne metody. Gdy wszytko zawodzi, brak jest reakcji adekwatnej z drugiej strony (nie zawsze to musi oznaczać, wypełnienie w 100% naszych próśb, zmiany podług naszych oczekiwań 1:1 itd., ale jednak kilka kroków w naszą stronę na początek), w końcu następuje rozmowa zasadnicza, danie jakiegoś czasu na zastanowienie, przemyślenie, odniesienie się do sytuacji drugiej strony. Gdy brak reakcji, mówimy, że odejdziemy, znowu czas. Gdy odejdziemy, ponownie czas, bo do drugiej strony wreszcie coś dotrze, przede wszystkim, że to nie żarty. Gdy druga strona tym się nie przejmie, to jest ból, poczucie rozczarowania, straty, na pewno nie czas na amory. To znowu jest następny czas. I jeśli nic się nie wydarzy, a raczej wręcz przeciwnie, widzimy, że druga strona świetnie się czuje wreszcie wolna, bez zobowiązań, to wtedy można myśleć o dalszych planach na przyszłość względem swojej własnej osoby i innego związku. Po przeżyciu żałoby po tym związku. Piszę teraz od strony świeckiej. Jednak jesteśmy na forum katolickim i jeśli rozważamy zdrady w czasie małżeństwa, nawet nie w separacji, nawet nie po rozwodzie cywilnym, to tym bardziej kuriozalne jest wchodzenie w relacje z innymi osobami, romanse, gdy udajemy, że związek sakramentalny trwa w najlepsze.
Napiszę więcej, z takiej strony, to nawet wiele ludzi w związkach bez legalizacji ma więcej zasad moralnych i etycznych, świństw sobie nie robi w trakcie związku. A i po jego skończeniu nie tak łatwo im wejść w inny.

lustro
Posty: 1150
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: lustro » 03 sie 2020, 6:52

Renegate

Tak, zgadzam się z twoim "planem ramowym" postepowania w kryzysie. To by bylo idealne. Niestety swiat idealny nie jest, co mozna dobrze zobaczyc takze na tym forum.

Chcialam tylko zapytac - jak zamierzasz przekazac ten "plan" oraz wskazowki do zastososania, w tym przypadku zonie Wigtina?
Jej tu nie ma.
Jest Wigton.
Czy to sa rady dla niego?
A jezeli nie - to jaki sens maja takie wywody?
Moze lepiej skupic się na tym, co Wigton moglby zrobić ze swojej strony, żeby zmienic aktualny obraz jego malzenstwa, który mu doskwiera. Niz rozpisywac instruktaze postepowania dla jego żony, ktorych ona nie przeczyta i nie wcieli w życie z prostego powodu - nie rozmawia z nami.

renegate
Posty: 108
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: renegate » 03 sie 2020, 7:57

Lustro, w wielu wątkach są komentarze ogólne. I to dobrze, moim zdaniem, bo nie tylko pewna grupa osób tu zarejestrowanych i zalogowanych z tego forum korzysta. Mało tego, część osób aktywnych, udzielających się tutaj może coś więcej przeczytać, niż tylko odpowiedzi skierowane do nich samych w ich wątkach, w bardzo konkretnych czasem kwestiach danego dnia, a nawet nie tylko sytuacji, które przedstawiane są, często tylko jednostronnie.
Co do określenia "ideał", to rzeczywiście niektórzy muszą spotkać w kryzysie specjalistę, który im ten ideał przedstawi, ale i są ludzie, którzy mają to sami z siebie. Grunt, żeby szło to do innych.
Jeśli chodzi o Wigtona, biorąc pod uwagę jego odgrażanie się rozwodem, dobrze by wiedział, że nie ma co szukać odskoczni od problemów z żoną w ramionach innej kobiety.
Na forum Wigton napisał, że to jego żona przejawia swoiste zachowania, ale po komentarzach, że na pewno jest już poza ich małżeństwem, co najmniej duchem i on może wpaść na pomysł "dowartościowania się".
A co do samej żony Wigtona, jego osoby i kryzysu, który wg niego jest, wyraziłam się jasno. Nie ma miejsca na dywagacje na forum, pora na udanie się do specjalisty.
Tu dostanie wsparcie duchowe, ewentualnie potem konkretne osoby podzielą się swoimi doświadczeniami czy wiedzą, jeśli coś dokładniej będzie wiadomo, co się w ich małżeństwie dzieje.
Na razie, sam Wigton pytał innych forumowiczów, co może dziać się w jego małżeństwie czy to coś poważnego, ale skąd my mamy to wiedzieć, skoro nie znamy dokładniej sytuacji...

lustro
Posty: 1150
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Przesadzam czy żona oddala się ode mnie?

Post autor: lustro » 03 sie 2020, 8:46

renegate pisze:
03 sie 2020, 7:57
Lustro, w wielu wątkach są komentarze ogólne. I to dobrze, moim zdaniem, bo nie tylko pewna grupa osób tu zarejestrowanych i zalogowanych z tego forum korzysta. Mało tego, część osób aktywnych, udzielających się tutaj może coś więcej przeczytać, niż tylko odpowiedzi skierowane do nich samych w ich wątkach, w bardzo konkretnych czasem kwestiach danego dnia, a nawet nie tylko sytuacji, które przedstawiane są, często tylko jednostronnie.
Co do określenia "ideał", to rzeczywiście niektórzy muszą spotkać w kryzysie specjalistę, który im ten ideał przedstawi, ale i są ludzie, którzy mają to sami z siebie. Grunt, żeby szło to do innych.
Jeśli chodzi o Wigtona, biorąc pod uwagę jego odgrażanie się rozwodem, dobrze by wiedział, że nie ma co szukać odskoczni od problemów z żoną w ramionach innej kobiety.
Na forum Wigton napisał, że to jego żona przejawia swoiste zachowania, ale po komentarzach, że na pewno jest już poza ich małżeństwem, co najmniej duchem i on może wpaść na pomysł "dowartościowania się".
A co do samej żony Wigtona, jego osoby i kryzysu, który wg niego jest, wyraziłam się jasno. Nie ma miejsca na dywagacje na forum, pora na udanie się do specjalisty.
Tu dostanie wsparcie duchowe, ewentualnie potem konkretne osoby podzielą się swoimi doświadczeniami czy wiedzą, jeśli coś dokładniej będzie wiadomo, co się w ich małżeństwie dzieje.
Na razie, sam Wigton pytał innych forumowiczów, co może dziać się w jego małżeństwie czy to coś poważnego, ale skąd my mamy to wiedzieć, skoro nie znamy dokładniej sytuacji...
Nie zrozumialas chyba mojego pytania.
Ja Cie pytam jaki sens ma pisanie takiego scenariusza zachowan jakie powinny twoim zdaniem być, do Wigtona?
On ma z nich skorzystać?
Bo jeżeli nie on - to po co?

Poza tym, nawet biorąc pid uwage, ze sa to "rozwazania ogolne", to czy one dotycza osib na firum czy raczej tego, jak twoim zdaniem powinni by byli zachowac sie odchodzacy/zdradzający?
Tylko, ze tych drugich tu nie ma. Oni z tych "porad" nie skorzystają.
A pozostałym sa one malo przydatne. A moim zdaniem wrecz szkodliwe, bo mówią zdradzonym/porzuconym, ze ktos ma zachowywac sie inaczej i sprawiaja, ze zaczyna sie miec oczekiwania w stosunku do innych.
A stad prosta droga do pogłębienia kryzysu i totalnego rozpadu.
Bo na współmałżonka nie mamy wplywu - mamy na samych siebie. Jak powiemy sobie, ze inni maja spelniac nasze oczekiwania i zachowywac sie wg naszego uznania, to frustracja rosnie. A szansa na naprawę maleje.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Caliope, MareS i 6 gości