Odbudowa.. bolesna i trudna

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Emka
Posty: 10
Rejestracja: 15 maja 2019, 23:35
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Odbudowa.. bolesna i trudna

Post autor: Emka » 17 mar 2020, 19:25

Piszę z prośbą o podzielenie się Waszymi doświadczeniami. Czerpałam z tego forum haosie kryzysu i w jego apogeum. Mój mąż mieszkał cały czas w domu, widziałam jego walkę ze sobą, byłam w centrum jego agresji do mnie, bo spotkał miłość życia, pełen amok.. Potem była deklaracja, że jednak najważniejsza jest dla niego rodzina.. i deklaracja chęci odbudowy relacji . Dziś wiem, że to Kowalska wycofała się.. i to z tym nie mógł sobie poradzić. Skupiłam się na sobie a przede wszystkim na relacji z Bogiem. To jest moją siłą, zobaczyłam swoje błędy.. zaczęłam pracę nad sobą, zaprzyjaźniłam się z Bogiem. Czas mija, coraz częściej śmiejemy się, żartujemy.. choć mój mąż często bywa smutny ja staram się być pogodna i nie uzależniać od niego swoich emocji, wszystko oddaję Bogu, dziękuję za tyle łask.. Dla męża często nie czuję się nie jedyna a ,,zamiast,,. Chcę pracować nad jednością małżeńską.. i jestem w tym sama. Nie chcę też niczego narzucać, przyśpieszać, nie wiszę już na mężu, cenię naszą odrębność.. Największy dysonans mam w okazywaniu bliskości fizycznej, jak kochać się z osobą dla której nie jestem najważniejsza? po prostu nie mam ochoty.. Mój mąż podkreśla, że jest to ważny dla niego ważny, że zbliża nas do siebie..a dla mnie sex jest kwintesencją bliskości..

Longines
Posty: 25
Rejestracja: 03 sty 2020, 11:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Odbudowa.. bolesna i trudna

Post autor: Longines » 21 mar 2020, 9:34

Zwrócę uwagę na ostatnie zdanie.
"Mój mąż podkreśla, że jest to ważny dla niego ważny, że zbliża nas do siebie..a dla mnie sex jest kwintesencją bliskości.."

Pierwsza część jest jasna. Dla zdrowego mężczyzny to jest ważna sfera życia i ważna potrzeba. Stwórca tak nas wymyslił, że odczuwamy popęd. Młody, zdrowy mężczyzna tak po prostu ma i nie ma co owijać w bawełnę i udawać, że jest inaczej. W czasach kiedy ludzie byli baaaaardzo daleko od początku łańcucha pokarmowego i ginęli bardzo łatwo i szybko, ten program był konieczny do przetrwania gatunku. Mężczyzna odczuwał pociąg do kobiet (nie jednej tylko wielu) i dochodziło mniej więcej do jaskiniowej wersji tego, co rozumiemy pod słowem "seks". Nie było norm społecznych, ani moralnych, tak jak to teraz rozumiemy. Pierwotni ludzie nie łączyli nawet aktu kopulacji z narodzinami dziecka, bo odstep czasowy jest na tyle długi, że nie ogarniali tego umyslem.

Świat się zmienił, ale to akurat nie. Odczuwamy poped i dla młodego zdrowego mężczyzny seks jest ważną potrzebą. I nie oszukujmy się. O seksie myśli i do seksu dąży zarówno tępy osiłek, jak i gentleman-erudyta.

Teraz najwazniejsza część. "a dla mnie sex jest kwintesencją bliskości.."

Nieświadomie sama dotykasz istoty sprawy. "Dla mnie"- to jest w Twojej głowie. To jak postrzegasz te sprawy jest subiektywne. Nie do końca Twój świadomy wybór, bo to wypadkowa tego, co jest nam kodowane od dzieciństwa: wychowanie przez rodziców, wpływ otoczenia, filmów, książek. W większości religii seks jest, albo był przez stulecia łączony na poziomie podświadomość z poczuciem winy, grzechu. To też w nas siedzi.

Ty masz na seks takie zapatrywanie, ale przecież jesteś świadoma tego, że dla wielu innych ludzi seks jest czymś zupełnie innym. Od razu zaznaczam: nie uważam, że wartości jakimi sie kierujesz i Twoje postrzeganie seksu jest złe, czy niewłaściwe. Chcę Ci tylko uświadomić, że postrzeganie seksu jako mistycznego aktu, wyrazu uczuć etc. nie jest jedynym możliwym.

Są kobiety, dla których seks to np. przede wszytskim źródło przyjemnych doznań fizycznych albo emocjonalnych (atencja, podbicie ego) bez uczuciowej otoczki w ogóle, są panie które traktują to jako narzędzie najpierw do usidlenia mężczyzny, a potem do kontrolowania go i manipulowania (seks jakk nagroda, brak jako kara), jest niemało pań, które z tego zrobiły profesję, a sa tez takie które traktują to jako małżeński obowiązek i robią to, choć nie czerpią z tego satysfakcji.

Jak widzisz opcji jest wiele, a to oznacza że możesz swoje postrzeganie seksu w pewnych granicach zmienić. Proste, choć niekoniecznie łatwe.

Co mogłoby Ci pomóc? Do psychologów i seksuologów stoją kolejki ludzi, którzy po zdradzie mają problem z tą sferą życia.
No ale pomyślmy. Jesteś wierząca, macie ślub.
Jesteście rodziną. Wszytsko legalnie i bez poczucia winy, więc tu nie powinno być problemu.

Znowu "dla mnie". No właśnie. Pomysl co Ty możesz z tego mieć. A możesz przecież dużo. Przecież też masz swoje potrzeby. O nich też myśl, nje traktuj tego jako poświęcenia albo misji.
Doznania fizyczne przecież są bardzo przyjemne, świadomość bycia pożądaną, dreszcz emocji jak spróbujecie czegoś nowego. Masz pełne prawo mieć z tego bardzo wiele dla siebie, czerpać pełnymi garściami i wymagać tego dla siebie. Wszytsko na legalu, bo to mąż :)

Ukasz
Posty: 2357
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Odbudowa.. bolesna i trudna

Post autor: Ukasz » 21 mar 2020, 22:21

Dla mnie w działaniu jest ważne to, że widzę jakąś ścieżkę do celu. Niekoniecznie łatwą i krótką, widoczną jak na dłoni, ale dającą jakąś wskazówkę i nadzieję. Rozumiem, że Twój mąż pragnie zbliżenia, a Ty chciałabyś najpierw poczuć, że jesteś dla niego najważniejsza. Między zgodą na współżycie a zupełną odmową jest wielka przestrzeń na kroki z obu stron. Dla mnie byłoby ważne, żebym mógł odczytać jakieś jasne dla mnie, zrozumiałe sygnały ze strony żony. Nie chodzi o to, żeby mu dyktować, co ma zrobić, ale może lekko naprowadzić? Żeby zaczął Cię na nowo zdobywać?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości