Jak się zachowywać w kryzysie

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 11 lut 2020, 13:19

Mam zagwozdkę. Mąż nie przyznaje się do Kowalskiej, mam tylko poszlaki. Czy uważacie, że powinnam ustalić w jego pracy realność przedłuzonych wyjazdów służbowych czy nie? Znam tam tylkjo przełozonego- pobieznie. Czy ta wiedza jest mi potrzebna?

Gaea
Posty: 37
Rejestracja: 28 sty 2020, 9:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Gaea » 11 lut 2020, 13:49

Ja uważam, że nie. Co Ci da zabawa w detektywa poza dodatkowym stresem?. Zresztą wątpię by udzielono Ci w pracy jakichś informacji.

Nino
Posty: 141
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 11 lut 2020, 15:25

Mary... powstrzymaj się. Skoro to tylko poszlaki, nikt, absolutnie nikt temu nie zaprzeczy, ani nie potwierdzi, a Ty wypadniesz bardzo smutno w tym kontekście.

Wiem, bo przerabiałam na własnej skórze. Jeszcze całkiem niedawno długa rozmową z byłą koleżanką męża z pracy, podszyta intencją, że a nóż się czegoś dowiem.

Guzik prawda! A już wchodzić z tym "śledztwem" w środowisko pracy męża, w moim odczuciu, może okazać się katastrofą.

Wiem, co Tobą miota, bo u mnie jest TAK SAMO. Wspominałaś, że rozpoczęłaś NP. Mnie NP niesamowicie uspokaja. To już druga pompejanka od jesieni i.... TO działa!!! Przed chwilą też miałam napad myśli: a co, jeśli tam jest nie tylko kowalska, ale i dziecko w drodze??? I uklękłam do Różańca ( i tak muszę ich zmówić trzy w ciągu dnia) i... uspokoiłam się. Nie myślę o tym, o czym nie wiem, czy ma miejsce, czy miejsca nie ma. I tyle.

Mój mąż też idzie w zaparte. Wcześniejsze zdrady ujawniły się przypadkiem. Teraz też była jakaś zdrada latem, ale na jaką skalę, z kim, czy trwa, czy przerodziła się w coś więcej, JAK więcej?: nie mam pojęcia. Jak mu się o niej ( tej zdradzie ) wymknęło zupełnie niechcący podczas naszego spotkania w grudniu, to potem już po staremu: szedł w zaparte.

Potem, pod wpływem sugestii z tego forum uznałam, że nie będę drążyć tematu kowalskiej. Mąż się wyprowadził, a ja go nie śledzę. Przez chwilę miałam żal do Pana Boga, że tak trzyma mnie i dzieci w napięciu....Niech by ten mąż wreszcie się ujawnił? Co zrobił, lub zamierza zrobić? Czy ma kogoś?

No, ale według jego logiki powiedział już co ma do powiedzenia: że dąży do rozwodu i to wystarczy.

Oczywiście, że bolą jak diabli takie stwierdzenia i taka postawa. Tak, to jest przemoc emocjonalna.

Więc aby jej nie doświadczać, trzeba postawić granicę. I w ten sposób ja, jagniątko naiwne i pobekujące, kilka tygodni temu zupełnie nieświadomie, postawiłam swoją pierwszą granicę w tym szaleństwie. Konsekwentnie nie drążę tematu kowalskiej, co nie oznacza, że nie pojawiają się myśli, najczęściej w sposób napadowy i niespodziewanie, a także małe upadki, jak chęć pociągnięcia koleżanki za język w sposób zawoalowany...;)

Kiedy jednak o tym nie myślę ( o kowalskiej) i nie roztrząsam: odczuwam pokój w sercu. Kowalskiej nie ma w moim życiu, które i tak jest wystarczająco trudne w tej mojej samotności i dochodzeniu do siebie oraz pracy nad sobą, cokolwiek by to jeszcze w moim przypadku nie znaczyło.

O tym, jak toksyczna jest choćby najmniejsza myśl o potencjalnej kowalskiej nie pokaże Ci ten przykład dokładnie sprzed chwili. Odezwała się do mnie rekruterka z pewnej firmy w sprawie pracy, którą chciałabym otrzymać ( dosłownie w czasie, gdy pisałam ten post ). Jako że był to pierwszy telefon z tej firmy, wyświetlił mi się jako numer mi nieznany. Gdy zadzwonił telefon, a wierz mi, rzadko kto do mnie dzwoni, to są dwie osoby na krzyż ( moje dzieci ) i czasem mój brat, Mama lub koleżanka... No więc, gdy zadzwonił ten numer, zły szepnął: a może to kowalska???? Odebrałam, ale głos miałam nie swój, jak spod ziemi, podszyty lękiem i gniewem! Wyobrażasz sobie? Tak zareagowałam na tę durną myśl. Babka do mnie zaczyna gadać. Przedstawia się, a ja słyszę tylko jej imię, które - nomen omen - jest imieniem dawnej kochanki męża. Dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, co to za telefon i w jakiej sprawie. Odzyskałam rezon. Zobacz, co zły wyprawia z myślami w naszych głowach... A co dopiero, jak na to pozwalamy!

MaryM, to cierpienie spowodowane poczuciem niepewności jest straszne. Nie marnuj go. Wszyściutko, co do okruszka, oddawaj Jezusowi. Ja tak robię. Najczęściej, jako zadośćuczynienie za nasze małżeńskie grzechy: moje i męża. Albo proszę Matkę, aby zaniosła te "męki" naszemu Zbawicielowi, z prośbą o przyjęcie jako zadośćuczynienie i z prośbą o miłosierdzie dla nas. A, co! Jak coś przez Ręce Maryi, to już 1000 procent pewności, że się nie zmarnuje...

Wiesz, a zastanawiałaś się może, dlaczego Twój mąż tak bardzo, bardzo, bardzo wypiera się tej kowalskiej?

Bo ja się zastanawiałam i jedyna sensowna odpowiedź, jaka przyszła mi do głowy to taka: że on się - z jakiegoś powodu - BOI, a druga: jeszcze sensowniejsza, że nie ma sensu się nad tym zastanawiać.

MaryM, w tej chwili czuję wręcz miłość do Ciebie. Współodczuwam...Nie dowiaduj się w sprawie kowalskiej. Odpuść. Pomodlę się o siłę dla Ciebie.

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 11 lut 2020, 21:54

Gara, Nino dziękuję! Tylko to forum układa mi w głowie. Wojownicza koleżanka i kuzynka sugerowały ostre cięcia, pakowanie chłopa i działalność wywiadowczą. Uważają, ze jestem głupia nie drążąc. Nino kochana- To co napisałaś, rzuciło mi światło. Jakbym doznała olśnienia. Co z tego, ze rzucę mu w twarz dowodem? Tylko bardziej hardy się zrobi! Znowu wyjeżdża na podejrzany wyjazd Sluzbowy ale odpuszczę, dzięki Wam. On się na pewni boi- najbardziej podejrzewam, ze Kowalska to mężatka z tej samej firmy i postanowili powoli to rozegrać. Mogli podejrzewać, ze zacznę rozrabiać jak pijany zająć i woleli strategię na odsunięcie i poczucie winy żony, ostentacyjna wyprowadzka wypalonego małżonka oraz spektakularne poznanie nowej miłości po jakimś czasie.... ale zabiorę się do różańca bo pisanie scenariuszy to mój horror. I właściwie musimy być wdzięczne mężom, że nasze wizje nie maja prawdziwej twarzy kowalskiej. Nie musimy się nękać podglądaniem potencjalnych kowalskich w internecie. To takie zabijanie naszych małżeństw przez małżonków przez eutanazję. Tez słabe moralnie ale może nie dzwigbelabym uśmiechniętej paszczy kowalskiej, . Pewnie miałabym jeszcze bardziej pod górkę z emocjami. W każdym razie uratowana jestem przed upokorzeniem spektakularnym. Mocno przytulam i czuję taką bliskość serc, jaką mogą dać zagubione jagniątka😃 to cudowne uczucie oparcia w kimś, kto ROZUMIE. Przytulam i otulamy modlitwą

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 11 lut 2020, 22:00

Gaea- przepraszam za błąd - to wina autokorekty i popekanego ekranu, który słabo reaguje. Muszę sprawić sobie komputer, bo literówek nie widzę ww trakcie pisania 😥

Gaea
Posty: 37
Rejestracja: 28 sty 2020, 9:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Gaea » 12 lut 2020, 19:27

MaryM pisze:
11 lut 2020, 22:00
Gaea- przepraszam za błąd - to wina autokorekty i popekanego ekranu, który słabo reaguje. Muszę sprawić sobie komputer, bo literówek nie widzę ww trakcie pisania 😥
Spokojnie, wszystko jest ok :)
MaryM pisze:
11 lut 2020, 21:54
Wojownicza koleżanka i kuzynka sugerowały ostre cięcia, pakowanie chłopa i działalność wywiadowczą. Uważają, ze jestem głupia nie drążąc.
Przede wszystkim nie rozumiem co miałoby Ci to dać, ale teraz taka moda na silne, bezwzględne kobiety, najlepiej byś pojechała w tę delegację za nim i nakryła go w łóżku jak to na filmach...
Trzymaj się :)

Nino
Posty: 141
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 12 lut 2020, 20:23

Mary... mam jeszcze taką refleksję. Tak sobie myślę, że to właśnie może być dobre dla Ciebie, że NIC NIE WIESZ.

Ja, jeszcze niedawno miałam żal do Pana Boga, że NIC NIE WIEM, a teraz zaczynam widzieć w tym...łaskę. Podejrzewam, że moja wrażliwość, temperament itd, nie uniosłyby szczegółów zdrady. Wglądu w smsy, wiadomości, zdjęcia... A już zupełnie nie do pomyślenia jest dla mnie sytuacja dzielenia wspólnego mieszkania w jawnej zdradzie. Ten koszmar, który przechodzi Zdradzona, Czerwona...

I wcale nie uważam, że my mamy "lepiej". Może Bóg wie, wie to za nas, że akurat takich akcji nie uniosłybyśmy?

W moim procesie odwieszania się zaczynam ten brak wiedzy na temat kowalskiej postrzegać właśnie jako łaskę. Wcześniejsze zdrady męża też ujawniały się przez przypadek i potem niewiele więcej się dowiadywałam, ponieważ mąż szedł w zaparte. Mój/nasz błąd polegał na tym, że się nad tymi zdradami uczciwie nie pochyliliśmy. Nie przyjrzeliśmy się temu, gdzie leży ich źródło, tylko.... zamiataliśmy pod dywan.
I to się okazało zabójcze w dłuższej perspektywie.
Nie uważam, że zdrady należy rozdrapywać. Babrać się w szczegółach, gdzie, w jaki sposób itd... Chodzi o to, aby uzmysłowić sobie ich konsekwencje, wyciągnąć naukę na przyszłość, zastanowić się nad ich źródłem i podjąć ciężką pracę w związku, aby się nie powtórzyły. Powrócić do Pana Boga, do sakramentów, pracować nad emocjami, może solidna psychoterapia, pracować nad postawą miłości, która nie dopuszcza do zdrad, również wtedy, gdy w pewnym sensie są w zasięgu ręki i mogą na wiele miesięcy stać się wspaniałym znieczulaczem....

Jestem wdzięczna Panu Bogu za to, że uchronił moją wyobraźnię i moje uczucia wiedzą na temat kowalskiej. Być może przyjdzie czas, że karty się odkryją, ale w tej chwili nie byłabym na to gotowa. Już sama rozłąka z mężem jest dla mnie tak trudna, że gdybym w tym wszystkim miała dostęp do wiedzy na temat kowalskiej, jakichś zdjęć i niezliczonej ilości wymienionych nocami wiadomości: serce by mi pękło. I TO DOSŁOWNIE.

Dzięki tej łasce łatwiej mi utrzymać pozytywny wizerunek męża. Przecież jasne jest, że już nic między sobą nie sklecimy, jak zdrada, jeśli była/jest , nie ujawni się. Ale chodzi o to, aby ją wyznać, ze skruchą, aby uzmysłowić sobie cały ciężar jej niszczycielskiej siły i radykalnie się od niej odwrócić, m.in. na drodze nawrócenia. Aby sobie prawdziwie wybaczyć i dojrzale pojednać.

Pewnie, że mam te myśli napadowe. One są straszne! Ale.... trzeba odpuścić. Nie drąż, nie śledź, nie dociekaj, nie rozmawiaj o tym z wojowniczą przyjaciółką.

Jeśli mąż zdradza, to jest jego sprawa. I jego sprawą będzie w przyszłości, co z tą zdradą zrobi? Czy Cię za to wszystko przeprosi z autentyczną skruchą. I nie dlatego, że jesteś jakaś królowa, i on teraz musi się przyczołgać na kolanach, bo narozrabiał.

Dlatego, że jesteś Córką Króla. I jesteś żoną. I jest w Tobie wielka godność, i piękno, i też miłosierdzie. Jednak jak mąż podejdzie to Twego miłosierdzia, to już jego odpowiedzialność.

Nasz Bóg jest nieskończenie miłosierny, ale nie dosięgnie nas jego moc, jak nie zobaczymy w pełnym świetle tego, co nas od tego Miłosierdzia odgrodziło, i jak nie zapragniemy szczerze: powrotu i... przemiany.

Już coraz mniej che mi się analizować charakter męża. Że jest niedojrzały, raniący, narcystyczny....

Rozważam, jak postawić granicę... cierpieniu, które wywołuje jego zachowanie wobec mnie.

I widzę, że mogę to uczynić przez odcięcie się od "takiego męża". Od męża, który mnie opuścił i być może zdradza.

Kocham mojego męża bardzo głęboko, jednak nie chcę doznawać cierpienia płynącego z doświadczania przemocy emocjonalnej, którą mi funduje. Jedyny sposób w tym momencie to odciąć się.

I oczywiście zająć się sobą :)

A nocami, krzyżem, przez Najświętszym Sakramentem...

Mary, widzę, że Ty mimo wszystko wspaniale sobie radzisz w codziennym życiu. I tak trzymać!

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 13 lut 2020, 23:13

Nino dokładnie tak chyba jest. Mam teraz nadzieję, ze dowiem się jak najpóźniej o Kowalskiej. Obecnie kontynuuję odwieszenie i dostrzegam to, co może dostrzegł mąż- ze nic nas nie liczy oprócz mieszkania i dzieci. Kocham ale to obcy człowiek, którym stał się na własne życzenie albo przez własne problemy izolując się ode mnie. Biorąc latami ale nie dając nic. Może mi się uda całkiem odwiesić?

Triste
Posty: 309
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Triste » 14 lut 2020, 7:45

MaryM pisze:
13 lut 2020, 23:13
Nino dokładnie tak chyba jest. Mam teraz nadzieję, ze dowiem się jak najpóźniej o Kowalskiej. Obecnie kontynuuję odwieszenie i dostrzegam to, co może dostrzegł mąż- ze nic nas nie liczy oprócz mieszkania i dzieci. Kocham ale to obcy człowiek, którym stał się na własne życzenie albo przez własne problemy izolując się ode mnie. Biorąc latami ale nie dając nic. Może mi się uda całkiem odwiesić?
Tak, jakbym o sobie pisała.
dla mnie maż to już też obcy człowiek, nic o mnie już nie wie, nie wie co się dzieje w moim życiu.
Żadne więzi nas nie łączą, bliżsi są mi ludzie z pracy.
I też się stał obcy na własne życzenie.

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 14 lut 2020, 16:15

Triste pisze:
14 lut 2020, 7:45
MaryM pisze:
13 lut 2020, 23:13
Obecnie kontynuuję odwieszenie i dostrzegam to, co może dostrzegł mąż- ze nic nas nie liczy oprócz mieszkania i dzieci. Kocham ale to obcy człowiek, którym stał się na własne życzenie albo przez własne problemy izolując się ode mnie. Biorąc latami ale nie dając nic. Może mi się uda całkiem odwiesić?
Tak, jakbym o sobie pisała.
dla mnie maż to już też obcy człowiek, nic o mnie już nie wie, nie wie co się dzieje w moim życiu.
Żadne więzi nas nie łączą, bliżsi są mi ludzie z pracy.
I też się stał obcy na własne życzenie.
I wracam do zagwozdki z tematu- jak się zachowywać? Niektórzy tu piszą o mężach niezdecydowanych, którzy godzą się na jakieś formy wspólnego spędzenia czasu. U mnie coraz bardziej obcy mąż pusto patrzy w ekrany wszystkiego co plumka i buczy. Odpowiada zapytany. Wyprowadza się w 14 marca podobno. Poproszony o załatwienie czegoś zw z mieszkaniem sucho informuje w bezosobowej formie. Nie patrzy na mnie.,Je wspólne posiłki ale osobno. Milczy. Serio wiem, ze nic nas nie łączy, nie wiem nic o jego pracy zawodowej bo odciął mnie dawno temu chociaż w budowlance sporo się dzieje (szanowalam gdy mówił, ze nie lubi opowiadać). Nie pyta o cokolwiek dotyczącego mnie i mojej pracy (absolutnie nie nudnej, miałabym co opowiadać ale od lat ignorował to, twierdząc, że sam się nie wywnętrza to i ja mam odpuścić). Nie interesują go członkowie mojej rodziny, nawet jeśli byli wiele lat dla niego mili. CO robić z OBCYM na pokładzie? Jak po wymianie 2 zdań i 1 równoważnika idę do pokoju to mam mieszane uczucia. Z jednej strony myślę, ze on tego oczekuje i nie lubi mnie w salonie naszego mieszkania - z drugiej: czy takie znikanie z horyzontu nie ułatwia mu całkowitego odejścia? Poradzicie, bo jestem na ostatniej prostej- on na pewno się wyprowadza za równy miesiąc i nie chce być mądra pi szkodzie. Ps. Kocham ale czuję także ze swojej strony, że zerwał więzi i sama ich nie odbuduję.

Nino
Posty: 141
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 14 lut 2020, 20:13

Mary...

będę się za Was bardzo gorąco modlić. Trochę mnie śmieszy ta jego akcja wyprowadzkowa. Miało być z wielką pompą zaraz po Nowym Roku, a tu wychodzi, że... wiosną, hahahahaha.
A na początku marca oznajmi, że... poczeka aż sprzedacie mieszkanie!

Mery, jestem w stanie Cię zrozumieć, jak trudno żyć z człowiekiem, który tak właśnie się zachowuje.

Wiesz, patrząc na to z boku to.... naprawdę bym to... olała. Przepraszam za wyrażenie, ale ono mi tu najbardziej pasuje. Nie: zlekceważyła, bo w nim objawia się mimo wszystko jakiś brak szacunku, a.... no właśnie - tak będzie lepiej - zupełnie się tym nie przejmowała.

Wiem, łatwo powiedzieć. Miałam przecież to samo spektrum zachowań w wykonaniu mego męża, a teraz jeszcze wyprowadzonego.

I naprawdę, nie ma innego wyjścia, jak modlić się, wszystko oddawać Panu Bogu i.... żyć swoim życiem i dla siebie.

Pokory uczymy się przez to jak na kursie eksternistycznym.

Życzyłaś mi w moim wątku, aby wytrzymała w walentynki... Nie wytrzymałam. Zadzwoniłam po południu. Nie odebrał. Upadłam? Upadłam. Jestem tylko słabym człowiekiem, pogadam na ten temat z Panem Jezusem w nocy. Ale.... potem zaraz odpuściłam. Nie zadzwoniłam po raz drugi. Nie płakałam, nie dołowałam. Pojechałam na zakupy, zabrałam się za robienie smacznej kolacji ( jest gość w domu ). Jak pichciłam, odmówiłam ze św. Janem Pawłem II NP. Wieczorem może będzie chwila, aby pogadać z koleżanką na komunikatorze ( nie o mężu! ). Mamy inne swoje tematy.

Uspokoiłam się. Idę dalej.

Ruta
Posty: 275
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Ruta » 14 lut 2020, 23:18

Nino pisze:
14 lut 2020, 20:13
Mary...

będę się za Was bardzo gorąco modlić. Trochę mnie śmieszy ta jego akcja wyprowadzkowa. Miało być z wielką pompą zaraz po Nowym Roku, a tu wychodzi, że... wiosną, hahahahaha.
A na początku marca oznajmi, że... poczeka aż sprzedacie mieszkanie!

Mery, jestem w stanie Cię zrozumieć, jak trudno żyć z człowiekiem, który tak właśnie się zachowuje.

Wiesz, patrząc na to z boku to.... naprawdę bym to... olała. Przepraszam za wyrażenie, ale ono mi tu najbardziej pasuje. Nie: zlekceważyła, bo w nim objawia się mimo wszystko jakiś brak szacunku, a.... no właśnie - tak będzie lepiej - zupełnie się tym nie przejmowała.

Wiem, łatwo powiedzieć. Miałam przecież to samo spektrum zachowań w wykonaniu mego męża, a teraz jeszcze wyprowadzonego.

I naprawdę, nie ma innego wyjścia, jak modlić się, wszystko oddawać Panu Bogu i.... żyć swoim życiem i dla siebie.

Pokory uczymy się przez to jak na kursie eksternistycznym.

Życzyłaś mi w moim wątku, aby wytrzymała w walentynki... Nie wytrzymałam. Zadzwoniłam po południu. Nie odebrał. Upadłam? Upadłam. Jestem tylko słabym człowiekiem, pogadam na ten temat z Panem Jezusem w nocy. Ale.... potem zaraz odpuściłam. Nie zadzwoniłam po raz drugi. Nie płakałam, nie dołowałam. Pojechałam na zakupy, zabrałam się za robienie smacznej kolacji ( jest gość w domu ). Jak pichciłam, odmówiłam ze św. Janem Pawłem II NP. Wieczorem może będzie chwila, aby pogadać z koleżanką na komunikatorze ( nie o mężu! ). Mamy inne swoje tematy.

Uspokoiłam się. Idę dalej.
Nino, twój post uspokoił również i mnie. Podoba mi się, że potrafisz spojrzeć na siebie ze zrozumieniem i nie wpadać w samoobwinianie się przez kolejne wieki. Dzięki tobie pomyślałam sobie: no tak dobra, parę dni (no więcej niż parę) poszalałam sobie na emocjonalnej huśtawce, upadłam wchodząc w stare koleiny współuzależnienia, ale mogę sobie teraz odpocząć, uspokoić się i iść dalej (zamiast odbywania wielogodzinnej kontemplacji nad własną głupotą, mogę się wyciszyć, pomodlić i coś upichcić - to kknstruktywniej). Moge być dla siebie miła i wyrozumiała - super :D

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 16 lut 2020, 22:19

Nino pisze:
14 lut 2020, 20:13
Mary...

będę się za Was bardzo gorąco modlić. Trochę mnie śmieszy ta jego akcja wyprowadzkowa. Miało być z wielką pompą zaraz po Nowym Roku, a tu wychodzi, że... wiosną, hahahahaha.
A na początku marca oznajmi, że... poczeka aż sprzedacie mieszkanie!

Mery, jestem w stanie Cię zrozumieć, jak trudno żyć z człowiekiem, który tak właśnie się zachowuje.

Wiesz, patrząc na to z boku to.... naprawdę bym to... olała. Przepraszam za wyrażenie, ale ono mi tu najbardziej pasuje. Nie: zlekceważyła, bo w nim objawia się mimo wszystko jakiś brak szacunku, a.... no właśnie - tak będzie lepiej - zupełnie się tym nie przejmowała.

Uspokoiłam się. Idę dalej.
Dzięki Nino, włączyłam próbę olewania po twoim poście. Idzie mi tak sobie. ale przynajmniej się staram. Czuję się chyba uwięziona w tej relacji z mężem, który jak już wspomniałam nic ode mnie już nie chce, nie potrzebuje. A ja mimo wszystko troszczę się tak jednostronnie o relację. On by się już dawno wyprowadził, ale kolega go przeciągnął z tym mieszkaniem. Wiec mój mąż realizue z opóźnieniem swój plan - to mieszkanie bardzo mu pasuje i układ z kolega też, zatem od początku wiedział, co robi... Jesteśmy na ostatniej prostej, mąz przegląd garderoby już zrobił. Mimo, ze po miesiącach emocje opadły, jest zdeterminowany jak pierwszego dnia....

Nino
Posty: 141
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: Nino » 17 lut 2020, 12:50

Mary, nie troszcz się już o relację z mężem. Już przestań. Ona nie istnieje. Ta prawda jest dość brutalna, nasze iluzję rozpadają się z hukiem i kosztem ogromnego bólu, ale tak to właśnie wygląda.

Myślę, że jesteś w takim punkcie, że teraz musisz wytężyć wszystkie siły, aby przestawić zwrotnicę o 180 stopni i... zatroszczyć się o relację sama z sobą. I z Panem Bogiem. Czyli wracamy do sycharowskiego: zatroszcz się o siebie.

Na naszych mężów nie mamy obecnie żadnego wpływu, jak poprzez modlitwę. Czyli całkowicie oddajemy stery Panu Bogu. I całkowicie poddajemy się Jemu, w tym bólu i w tym szaleństwie.

Myślę, że jak nasza postawa będzie autentyczna i do bólu szczera, to... zacznie przynosić owoce. Myślę, że u mnie one już się pojawiają, choć nie tego oczekiwałam...

Uczę się przyjmować ten ból. Tak, mąż mnie zostawił i zaniechał relacji z dziećmi. I to jest wystarczająco bolesny fakt, z którym muszę się zmierzyć i zaakceptować. Wszelkie inne dywagacje nie mają sensu. Czy jest kowalska, i jak bardzo jest, jakie są pobudki i motywacje męża, jakie są jego intencje i dalsze plany. Czy jest zimnym narcyzem, czy pogubionym misiem....

Koniec. Nie jestem psychoterapeutką męża.

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak się zachowywać w kryzysie

Post autor: MaryM » 17 lut 2020, 15:01

Racja Nino... relacja już nie istnieje. Narcyz czy misio- wszystko mi jedno. I tez nie chcę hyc jego terapeytką. Co nie zmienia faktu, ze przy dość sporadycznym kontakcie wciąż niezręcznie się czuję. Nie umiem być przy nim sobą

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości