Poważny kryzys małżeński

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

WrocKa
Posty: 13
Rejestracja: 28 lis 2019, 15:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Poważny kryzys małżeński

Post autor: WrocKa » 02 gru 2019, 10:34

Witam,

Czytam to forum już od jakiegoś czasu i wreszcie zdecydowałam się napisać, chociaż w zasadzie moja historia ne odbiega za bardzo od tych, które do tej pory przeczytałam...Chociaż każda historia jest niby inna...Zatem po kolei.
Jesteśmy z mężem małżenstwem od 10 lat. Paradoksalnie w tym roku hucznie świętowaliśmy naszą rocznicę, z mszą w naszej intecji, przyjęciem dla rodziny i przyjaciół...
Niestety zaraz potem wszystko zaczęło się psuć. Właściwie zaczęło się psuć już dużo wczesniej, ale chyba nie chciałam tego zauważyć.
Przez cały okres naszego małżeństwa to ja byłam "sterem" zwiazku. Podejmowałam decyzje, zajmowałam się domem, dzieckiem. Mąż w zasadzie musiał tylko pracować. Oczywiście często wypominałam mu, że nic go nie interesuje i wszystko na mojej głowie. On tak tego słuchał, jednym uchem wpuszczał drugim wypuszczał.
I tak rewało to latami. Niby byliśmy szczęśliwi - wspólne wakacje, wizyty u rodziny, ale bliskości i dialogu chyba od dawna nie było. W zasadzie wymienialiśmy się tylko informacjami.
Jakiś rok temu maż zaczął intensywanie ćwiczyć - biegać, chodzić na siłownię itp. Bardzo się w to wkręcił. ja na początku patrzyłam na to nieufnie, potem zaczęłam oczywiście się go czepiać, że cały czas wychodzi z domu i nie ma czasu dla rodziny. Oczywiście z tego nic sobie nie robił. Mówił, że mu to potrzebne, teraz lepiej się czuje i lepiej wygląda. I rzeczywiście zaczął lepiej wyglądać, kupować nowe rzeczy itp.
Zaczęłam być podejrzliwa, czy nie kryje się za tymś jakaś Kowalska, ale oczywiście cały czas negował. Ja robiłam się coraz bardziej zazdrosna i tak spirala się nakręcała.
Aż w końcu w lipcu wyrwałam mu z ręki telefon (od jakiegoś czasu nie rozstawał się z telefonem) i okazałao się, że jest jakaś koleżanka...
Wyparł się wszystkiego, że to tylko znajoma, że rozmawiają o muzyce itp. Skasował wszystko, także nie wiem de facto co tam było. Zapewnił mnie, że jestem tylko ja i nic to nie znaczy.
Próbowałam zapomnieć i przejść nad tym do porządku dziennego, ale nie potrafiłam i co jakiś czas wybuchały awantury. Tak strasznie mnie to dotknęło (skumulowały się jeszcze problemy w pracy, zdrowotne w rodzinie itp.) że dostałam załamania nerwowego.
Jestem na terapii u psychologa i mam depresję. Biorę leki.
Od tego cczasu (jak dostałam załamania nerowego) mąż odsunął się całkiem. Nasze relacje są zimne, on mnie unika, nie ma miedzy nami bliskości fizycznej. Kiedy chciałam porozmawiać, powiedział że się wypalił i nie wie czy mnie jeszce kocha. Że potrzebuje czasu i musi sobie wszystko przemyśleć.
Jestem załamana. Jak pytałam, to zapewnił że nie ma to związku z tamtą koleżanką ano żadną inną kobietą.
Po prostu on się zmienił i teraz już nie chce żyć jak kiedyś, pod moje dyktando. Mam ponoć inne priorytety i nie widzi za bardzo naszej przysłości.
Bardzo go kocham, powiedziałam mu to. On na to, że nie czuje tej miłości i w ogóle mnie już nie czuje.
Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli się rozstać. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, chociaż widzę już teraz dokłądnie, jak bardzo ja się przyczyniłam do jej rozkładu...
Czytam polecane tu książki, Wasze wątki, modlę się. Zmówiłam już 2 nowenny do Matki Boskiej rozwiązującej węzły a przedwczoraj zaczęłam Pompejankę.
Nie wiem co jeszcze mogę zrobić. Momemtami żyć mi się nie chce...Przeraża mnie to wszystko, co może się zdarzyć.
Myslicie, że to chodzi o tą kowalską, czy naprawdę przestał mnie kochać. Jak można kogoś przestać kochać tak z dnia na dzień? Ja tego w ogóle nie rozumiem i serce mi pęka, jak sobie pomyslę. Miłość to nie katar, że mija po 7 dniach....
Z góry dziękuję za wszystkie Wasze komentarze. Szukam wsparcia....Cięzkie to wszystko i takie abstrakcyjne. Nie tak miało być:(

Al la
Posty: 1197
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Al la » 02 gru 2019, 13:05

Witak, Wrocka, na naszym forum
Rozumiem, że korzystasz z informacji zamieszczonych na stronie naszej wspólnoty,
czy jednak masz możliwość wzięcia udziału w spotkaniach ogniskowych na żywo?
Bezpośrednie relacje z osobami mającymi podobne problemy, które przepracowują swój kryzys, są bardzo owocne.
Nie wiem co jeszcze mogę zrobić. Momemtami żyć mi się nie chce...Przeraża mnie to wszystko, co może się zdarzyć.
Zrobić możesz bardzo dużo, przede wszystkim zobaczyć swoją wartość.
Nie stanowisz całości razem z mężem, tylko jesteś osobą, człowiekiem, który zasługuje na miłość i wierność.
Masz jakąś pasję, zainteresowania( może odgrzebane z przeszłości), które sprawią, że znajdziesz sens życia?
Życzę Ci, abyś dostała odpowiedzi na swoje problemy i wspieram Cię modlitwą.

WrocKa
Posty: 13
Rejestracja: 28 lis 2019, 15:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: WrocKa » 02 gru 2019, 13:46

Dziekuję A la,

Teraz właśnie mam największy problem, żeby tą wartość zobaczyć. Zawsze wydawało mi się, że jestem przebojowa, pewna siebie a teraz wszystko prysło. Poczucie mojej wartości spadło do zera albo minus coś tam. Cały czas zadaję sobie pytanie jak to możliwe, że on przestał mnie kochać. Przyrzekał do śmierci a teraz co, nagle minęło? Przez to czuję się bezwartościowa i niewarta miłości. Rozumiem, że nie byłam idealną partnerką i mam wiele wad, nad którymi chcę pracować, ale kocha się pomimo wad. Tego nie mogę zrozumieć i jak o tym myślę, to mi serce pęka.
Postaram się wziąć udział w spotkaniu na żywo. Mam nadzieję, że mnie to umocni.
Mam pasje i zainteresowania, ale chwilowo nie mam motywacji do niczego. Nawet w pracy nie mogę się skoncentrować, bo głowa pęka mi od tych wszystkich myśli...
Dziękuję za modlitwę i też modlę się za wszystkich innych w kryzysie.

Jozka
Posty: 40
Rejestracja: 07 wrz 2019, 10:56
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Jozka » 02 gru 2019, 14:09

Teraz właśnie mam największy problem, żeby tą wartość zobaczyć. Zawsze wydawało mi się, że jestem przebojowa, pewna siebie a teraz wszystko prysło. Poczucie mojej wartości spadło do zera albo minus coś tam. Cały czas zadaję sobie pytanie jak to możliwe, że on przestał mnie kochać.
Wrocka bardzo mi przykro ze Cię to spotkało. Wiesz ja przezywam podobna sytuację do Ciebie. Tylko już dzięki wsparciu Boga i forumowiczów udało mi się zobaczyć gdzie błądzę. A błądziłam sądząc, że jakimś cudem mogę zmienić myślenie i czucie mojego męża. Nie pozwalało mi to skupić się na pracy nad sobą i zobaczeniu, że tak naprawdę to ja z męża zrobiłam sobie bożka. Bóg na pewno nie był na pierwszym miejscu w moim życiu.
I zdałam sobie sprawę, że skoro on nie potrzebuje mojej miłości, oddania, mnie samej jako małżonki i matki jego dzieci to nie będę mu siebie ofiarować. Odcięłam się od negatywnych emocji, manipulacji i pomału wstaję na nogi. Z Bogiem na pierwszym miejscu. Oddałam Mu moje życie.
A mąż mój coraz bardziej nerwowy się staje. Bo przyzwyczaiłam go, że on jest w centrum uwagi nawet jak nie okazywał mi szacunku, miłości i uwagi.
A ja zajęłam się sobą. I być może mąż będzie chciał ratować nasze małżeństwo. W wolności którą mu daję nie błagając go o miłość. I chcę siebie szanować bo ja jestem Córką Króla jak to mi kiedyś napisała Marylka :) I dobrze mi z tym.
Powodzenia Kochana!

jacek-sychar
Posty: 6382
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: jacek-sychar » 02 gru 2019, 14:32

Witaj WrocKa

No cóż, rzeczywiście typowa sytuacja.
Ty założyłaś "portki" i decydowałaś o wszystkim, a Twój mąż:
WrocKa pisze:
02 gru 2019, 10:34
w zasadzie musiał tylko pracować
Nie jest to optymalne rozwiązanie, bo facet powinien czuć się odpowiedzialny za rodzinę. A czuje się odpowiedzialny, gdy podejmuje decyzje.

Co masz robić?
Nie wiem. A nawet, gdybym wiedział, to bym nie powiedział, bo to przecież Twoje życie i Twoje konsekwencje. To co sprawdziło się u jednego, niekoniecznie musi u drugiego. Sama powinnaś znaleźć swój sposób na swojego ślubnego.

Ale pozwolę sobie opisać Ci historię jednej sycharowiczki.
Małżeństwo z dużo większym stażem. Dzieci prawie dorosłe. Jej mąż też zaczął ćwiczyć. Chodził na rolki. Okazało się po pewnym czasie, że te rolki mają jakieś tam kobiece imię. Gdy sprawa wybuchła, ona też wpadła w załamanie nerwowe. On - pewny siebie. Rozstali się. Ponieważ mieli kilka mieszkań, każde zamieszkało w swoim (dzieci też). Szybko jednak okazało się, że kowalska tylko chciała się zabawić i nie w głowie jej był trwały związek. Związek z kowalską rozpadł się natychmiast. Nasza bohaterka długo dochodziła do siebie. Po drodze były spotkania w ognisku i wakacje z Sycharem. Po około roku czasu mąż naszej bohaterki miał wypadek. Przewrócił się na rolkach. Zaczęły się kłopoty z oczami. I kto przy nim był? Tylko jego żona. Zaczęły się ich randki i po pewnym czasie znowu zamieszkali razem. Ostatnio ona miała mały wypadek - zwichnęła nogę. Próbując wstać przewróciła się i jeszcze na dodatek połamała. I kto się nią czule opiekował? Oczywiście jej mąż. Teraz ona się wyleczyła i znowu on idzie do szpitala na zabieg. A kto będzie się nim opiekował? Zgadliście! :D
Kryzys był dla nich (szczególnie dla niej) wielkim traumatycznym przeżyciem. Długi czas była na prochach. Ale z tego wyszła. Teraz są zgodnym małżeństwem.
Nie zawsze więc kryzys, nawet ze zdradą, jest końcem małżeństwa. Czasami jest etapem jego naprawiania. Oczywiście zdrada zawsze zostaje gdzieś tam, w tyle głowy. Tego nie można całkiem zapomnieć.

Jak skończy się Twoja historia?
To zapewne zależy od wielu czynników.
Pierwsze to dzieci. Nie pisałaś o nich, ale załóżmy, że są. One mogą być czynnikiem trzeźwiącym.
Drugi to determinacja Twojego męża. Na ile zniechęcił się już do Ciebie.
Po trzecie, na ile zdeterminowana jest kowalska. Jak jest zdeterminowana, to niedobrze, bo gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. (tutaj wyjaśnienie do Pań: to był cytat ;) )
Po czwarte może się coś jeszcze zdarzyć: choroba, coś z pracą, jakiś konflikt miedzy twoim mężem a kowalską, ... co nagle całkowicie zmieni sytuację.

Co bym Ci jednak proponował, to zacznij dbać o siebie. Nie rozpaczaj, na ile jest to możliwe (tak, wiem, niezwykle trudne). Staraj się odbudować siebie, żeby nagle mąż zobaczył Ciebie inną - odmienioną, uwodzicielską, piękną, ponętną, czyli taka, jaką warto byłoby zdobyć. Bo facet to myśliwy, który kocha polowanie.
I na koniec moja ostatnia rada - nie słuchaj cudzych rad. :lol:

WrocKa
Posty: 13
Rejestracja: 28 lis 2019, 15:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: WrocKa » 02 gru 2019, 15:01

Jozka dziękuję bardzo za odpowiedź.

Ja też coraz wyraźniej widzę, gdzie błądzę. I chyba zaczynam powoli naprawiać siebie, tyle tylko że on tą moją zmianą jest już chyba mało zainteresowany....
Powiedziałam, że wiem że dużo winy jest po mojej stronie i chciałabym pracować nad naprawą tego, ale on mówi że mi nie wierzy i już nawet tego chyba nie chce...

Rzeczywiście widzę, że ta sytuacja bardzo zbliżyła mnie do Boga. Od zawsze byłam osobą wierzącą, chodzę do kościoła, ale ta moja wiara była raczej taka obrządkowo-fasadowa. Nawet się nie modliłam codziennie. A teraz trwoga to do Boga...

Czy zawsze tak musi być, że dopiero jak życie nas doświadczy to widzimy, co naprawdę ważne?

Próbuję zająć się sobą, ale na razie nie idzie mi to za bardzo. Za duży żal i ból w sercu. Staram się modlić, bo tylko to zagłusza ten ból. Jak tylko zaczynam myśleć, rozpatrywać różne scenariusze i analizować to jakby mi ktoś sztylet w serce wbijał.

Mam też ogromny żal do siebie, że nie zauważyłam wcześniej tego kryzysu i nic z tym nie zrobiłam. Że dopuściłam do takiego stanu i dopiero się ocknęłam...

Wcześniej nie szanowałam męża, nawet czasem sama groziłam rozstaniem. Wiecznie miałam pretensje, że za mało jest w domu, że nie pomaga itp.

A teraz już wiem, że trzeba było ugryźć się w język i nie w ten sposób próbować dać znać o swoich potrzebach.

Tylko teraz już jest chyba za późno....

Al la
Posty: 1197
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Al la » 02 gru 2019, 15:24

WrocKa pisze:
02 gru 2019, 15:01


Próbuję zająć się sobą, ale na razie nie idzie mi to za bardzo. Za duży żal i ból w sercu. Staram się modlić, bo tylko to zagłusza ten ból. Jak tylko zaczynam myśleć, rozpatrywać różne scenariusze i analizować to jakby mi ktoś sztylet w serce wbijał.
to wszystko świeże, ból duży, wydaje się, że nic go nie zabierze
Ufaj Temu, który Cię stworzył i kocha Cię bardziej niż Ty sama siebie....

Tylko teraz już jest chyba za późno....
Uwierz, że nie jest za późno.
Dla Boga.
Kryzys jest drogą do Twojego uzdrowienia, do rozwoju, do nowej jakości życia.
Pogody Ducha!

Jozka
Posty: 40
Rejestracja: 07 wrz 2019, 10:56
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Jozka » 02 gru 2019, 15:39

Mam też ogromny żal do siebie, że nie zauważyłam wcześniej tego kryzysu i nic z tym nie zrobiłam. Że dopuściłam do takiego stanu i dopiero się ocknęłam...

Wcześniej nie szanowałam męża, nawet czasem sama groziłam rozstaniem. Wiecznie miałam pretensje, że za mało jest w domu, że nie pomaga itp.

A teraz już wiem, że trzeba było ugryźć się w język i nie w ten sposób próbować dać znać o swoich potrzebach.
Wrocka dobrze, że zauważyłaś tematy do przepracowania dla siebie. Ale może warto zadać sobie pytanie czemu tak reagowałaś? Bo jak znajdziesz odpowiedź to będziesz mogła to zmienić.
Rzeczywiście widzę, że ta sytuacja bardzo zbliżyła mnie do Boga. Od zawsze byłam osobą wierzącą, chodzę do kościoła, ale ta moja wiara była raczej taka obrządkowo-fasadowa. Nawet się nie modliłam codziennie. A teraz trwoga to do Boga...
Może właśnie teraz jest szansa, że Bóg będzie w Twoim życiu na pierwszym miejscu :) Zaufaj Mu. Pozwól Mu się poprowadzić.
Ja też coraz wyraźniej widzę, gdzie błądzę. I chyba zaczynam powoli naprawiać siebie, tyle tylko że on tą moją zmianą jest już chyba mało zainteresowany....
Powiedziałam, że wiem że dużo winy jest po mojej stronie i chciałabym pracować nad naprawą tego, ale on mówi że mi nie wierzy i już nawet tego chyba nie chce...
Wiesz co? No to trudno jeśli nie chce. Ale jeśli zobaczy w Tobie prawdziwą zmianę, że jesteś w tym prawdziwa i konsekwentna to może uwierzy. Ale zmień się dla siebie przede wszystkim. Tylko wtedy będzie to prawdziwa zmiana.
Wiesz ja mam takie doświadczenie, że im bardziej się starałam to przynosiło to odwrotny efekt... Nie wiem skąd ten mechanizm... Mąż był nieprzyjemny, wręcz chamski momentami. A ja w tym wszystkim taka żałosna, że aż przykro było patrzeć.
Głowa do góry dzielna kobieto!

WrocKa
Posty: 13
Rejestracja: 28 lis 2019, 15:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: WrocKa » 02 gru 2019, 19:32

Al la i Jozka,

Dziękuję Wam bardzo za słowa wsparcia i Wasze komentarze.
To naprawdę dużo dla mnie znaczy, że jestem na tym forum. Czerpię siłę również z Waszych doświadczeń.

Czytając wiele historii tutaj uderzające jest, jak większość z nich jest do siebie podobna.
Ten sam albo prawie ten sam schemat....

Naszła mnie taka myśl, żeby zaprosić do czytania tego forum tych, któzy jeszcze nie są w kryzysie.
Może dzięki temu oni unikną naszych błędów...

Pytanie tylko, czy jeżeli człowiek sam się nie sparzy, to zrozumie...?

Obawiam się, że nie. I że droga do zrozumienia i naprawy może wieść tylko poprzez własny upadek....:(

sasanka
Posty: 120
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: sasanka » 02 gru 2019, 21:19

Jacku przeczytałam Twoją wypowiedź i najważniejsze to zdanie : na ile zdeterminowana jest kowalska. To chyba klucz do tej sytuacji.Do tej i tych podobnych. Jeżeli facet nie ma tzw. "wsparcia" w postaci kowalskiej to często odpuszcza , bo zwyczajnie mu się nie chce starać. To za duży wysiłek , a nagroda niepewna i może dużo stracić.
Przeczytałam gdzieś , że wszystko zależy od potrzeb kobiety. Jeżeli kowalska ma taką potrzebę to zrobi wszystko , aby "zabrać" Ci męża.I stąd ta determinacja. Patrząc na sytuacje w moim otoczeniu to wiele razy się sprawdziło.Mogę podać przykłady , ale po co? Wy też pewnie to znacie.

A.zelia
Posty: 115
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: A.zelia » 02 gru 2019, 21:30

WrocKa pisze:
02 gru 2019, 19:32
Naszła mnie taka myśl, żeby zaprosić do czytania tego forum tych, któzy jeszcze nie są w kryzysie.
Może dzięki temu oni unikną naszych błędów...
Są tu tacy 😊 kilka osób raz na czas imputuje mi drugie dno, a ja jestem w celu, o którym piszesz. Nawiasem mówiąc część wiedzy z tego forum nadaje się też na nauki przedmałżeńskie.

nałóg
Posty: 978
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: nałóg » 02 gru 2019, 22:17

Tiaaaaa ,,,, wiele zależy od kowalskiej bo ona jako kobieta potrafi odmóżdżać faceta.Popatrzcie miłe Panie na siebie i w siebie ...... w jaki sposób i jak często stosowałyście techniki odmóżdżania swoich wybranków.PD

Jozka
Posty: 40
Rejestracja: 07 wrz 2019, 10:56
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Jozka » 02 gru 2019, 22:21

Nałóg sprezyzuj proszę jak odmożdżamy naszych małżonków bo zglupiałam :shock: W ramach samopoznania :D

Wiedźmin
Posty: 1357
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Wiedźmin » 02 gru 2019, 23:25

Jozka pisze:
02 gru 2019, 22:21
Nałóg sprezyzuj proszę jak odmożdżamy naszych małżonków bo zglupiałam :shock: W ramach samopoznania :D
Małżonków to już nie... już nie trzeba :P bo ..."mój ci on" .

Nałogowi pewnie chodziło o czas "łowów" i narzeczeństwa :D
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

s zona
Posty: 3647
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: s zona » 03 gru 2019, 8:20

Wiedźmin pisze:
02 gru 2019, 23:25
Jozka pisze:
02 gru 2019, 22:21
Nałóg sprezyzuj proszę jak odmożdżamy naszych małżonków bo zglupiałam :shock: W ramach samopoznania :D
Małżonków to już nie... już nie trzeba :P bo ..."mój ci on" .

Nałogowi pewnie chodziło o czas "łowów" i narzeczeństwa :D
Smiem twierdzic,ze trzeba .. moze nie w" wersji odmozdzania",ale takiego kobiecego ciepla, docenienia itp..
Sadze,ze zwalniajac sie z tego" robimy" miejsce dla potencjalnych kowalskich ..

Ale chetnie poslucham rady fachowca :)

ps przy okazji dzisiaj o 18h15 w Tv Trwam i RM

Rozmowy niedokończone: Zdrada! Jak przebaczyć w małżeństwie
program publicystyczny
Goście: ks. prof. Andrzej Pryba MSF; Izabela i Maciej Organistowie.

21:30 Audycja dla Małżonków i Rodziców: Cnota umiarkowania
s. Urszula Kłusek, autorka książek o tematyce religijnej i wychowawczej, prowadzi spotkania dla młodzieży i rodziców

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości