Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Bławatek
Posty: 119
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Bławatek » 29 lip 2020, 21:52

Ruta pisze:
27 lip 2020, 21:47
Polubiłam swoje nowe życie, jestem z siebie zadowolona, radzę sobie całkiem dobrze, choć bywam zmęczona dużą ilością obowiązków. Uczę się prosić o wsparcie i pomoc i je przyjmować, uczę się także odmawiać. Jako osoba współuzależniona często nadmiernie angażowałam się w pomoc innym, często kosztem siebie. Teraz uczę się dbać także o siebie i o swoje potrzeby.
Ruto, ja też powoli odnajduję się w nowej sytuacji. Jest mi dobrze samej z sobą, choć nieraz obowiązki przytłaczają. Przy mężu byłam ciągle zestresowana i bardziej zmęczona, bo mało pomagał w domu i przy dziecku. A teraz planuję sama czas i nie muszę korygować planów bo mąż ma zły humor. Smutno mi czasem bo tak wielu ludziom przez całe życie się w małżeństwie lepiej lub gorzej wiedzie ale trwają razem, a my musimy mierzyć się z rozwodem.

Niech to dobre samopoczucie Cię nie opuszcza 🙂. Niech Cię Bóg prowadzi.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 31 lip 2020, 11:04

Kochani,
Coś we mnie wczoraj pękło i od tej chwili mierzę się z bardzo trudnymi emocjami...
Mąż zdaje się być trzeci tydzień trzeźwy, i od trzech tygodni zaczął regularnie kontaktować się z naszym synkiem i spędzać z nim wiecej czasu. Jest z mężem na tyle dobrze, że spędzili razem weekend i planują kolejny. Dla małego to trudny czas, z jednej strony cieszy się, że tata poświęca mu czas, z drugiej jest w małym sporo napięcia. Sądzę, że wiem, skąd to się bierze, mąż zwykle, gdy trzeźwieje jest trudny w relacji, chwiejny, niedostępny emocjonalnie. Potrzeba paru tygodni, aby do siebie doszedł. Rozumiem radość synka, że tata jest, że pojawia się na dłużej niż 15 minut, wymieszaną z rozczarowaniem, z napięciem, niepokojem, czy to się za chwile nie skończy i lękiem, czy na pewno jest z tatą bezpieczny. Staram się być przy synku, uważać na jego emocje, widzę, że potrzebuje znacznie więcej uwagi, prosi, by przy nim być, gdy zasypia (od dawna zasypia sam), potrzebuje więcej fizycznego kontaktu, przytulania, głaskania, wybucha nagłym, nieadekwatnym do sytuacji płaczem, gdy nawet lekko się uderzy i tych nagłych uderzeń się o cos zrobiło się dużo, wszystkie są wyolbrzymiane (jest z tych dzieci, które rzadko płaczą, marudzą, mały trenuje sporty, ze spokojem znosi całkiem solidne obicia, więc myślę, że po prostu takie uderzenie się staje się pretekstem do rozpłakania się i wyrzucenia emocji). Wszystko to mały odreagowuje objadaniem się.
Nie wiem, czy dobrze oceniam trzeźwość męża, zwykle jednak wzrost zainteresowania dzieckiem wynika u niego z powrotu do abstynencji. Z drugiej strony zbliża się sprawa, w mojej ocenie mąż boi się sądu, jak głupio by to nie brzmiało. Nie zdziwiłabym się, gdyby mąż po prostu lepiej maskował nietrzeźwość i realizował kontakty, aby dobrze wypaść na sprawie. Niemniej jednak na same kontakty, na ile mogę to ocenić, zgłasza się we względnie dobrym stanie. Choć jak zawsze niepokoję się, że po prostu nie jestem w stanie dobrze ocenić i rozpoznać stanu po użyciu narkotyków. Nikt nie jest. Gdy zdarzył się wypadek autobusu z udziałem odurzonego kierowcy, który jak się okazało, odurzał się systematycznie, wiele publikacji zarzucało niedopełnienie obowiązków dyspozytorowi. Rzecz w tym, że nie wiem, jak bez testów dyspozytor miałby się zorientować, że cos jest nie tak. Nie da się. Mimo, że znam mojego męża, rzadko mam pewność, że jest odurzony lub na zejściu, bo taki stan rzadko bywa ewidentny, za to nigdy nie mam pewności, czy jest trzeźwy czy tylko wydaje mi się, że chyba jest.

Zwykle widzę męża tylko przez chwilę, gdy przekazuję mu pod opiekę synka. Nie kontaktujemy się w żaden sposób poza tymi chwilami. Mąż od paru miesięcy unika mnie wyraźnie, więc nie naciskam. Mam wrażenie, że mąż jest przekonany, że jakikolwiek kontakt ze mną sprawi, że nie dostanie rozwodu. A może to jeszcze coś innego nim kieruje. Nie wiem. Jednak przez dwa ostatnie kontakty starałam się być w pobliżu dyskretnie, bez podchodzenia, zaczynania rozmów - na tyle, żebym mogła widzieć co się dzieje, bo reakcje synka i to co się z nim dzieje, jednak mnie niepokoją. W zasadzie mąż w trakcie tych kontaktów po prostu jest, nie bardzo nawet z dzieckiem rozmawia, siada na ławce i patrzy w telefon. Na krótkie chwile decyduje się pokopać piłkę.
Jednak wczoraj mąż przez chwilę był "dawnym sobą". Nie trwało to długo, ale wystarczyło, by mnie kompletnie rozbić emocjonalnie. Zwykle mąż jest pusty. To jest tak, jakby miało się do czynienia z maszyną, po drugiej stronie nie ma emocji, empatii, kontaktu. I nagle na chwilę w tej pustce pojawił się mój mąż, taki którego znam. Widziałam, jak bardzo poruszyło to naszego synka. Mnie także bardzo poruszyło.
Poczułam natychmiast, jak bardzo za moim mężem tęsknię, jak bardzo mi go brakuje i jak bardzo się o niego martwię. Jak bardzo chcę, aby wyzdrowiał. Od tej chwili to ja jestem gotowa wybuchnąć płaczem z byle powodu. I wcale mi nie przechodzi.
To źle, bo rozsypana nie jestem w stanie mądrze wspierać dziecka, które teraz bardzo tego potrzebuje.
Być może do mojego rozsypania przyczyniło się napięcie z ostatnich tygodni i obawy o bezpieczeństwo dziecka, obawy, że źle oceniam trzeźwość męża i że mąż opiekuje się dzieckiem w stanie odurzenia. Cokolwiek to jest i co się do tego przyczyniło, nie umiem się teraz z tego podnieść. Tęsknię. Martwię się. Płaczę.

Caliope
Posty: 304
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 31 lip 2020, 12:24

Widzisz Ruto to jest tak, że gdyby mąż był cały czas w abstynencji i dodatkowo poszedł po pomoc wróciłby taki jaki był. Ale musi chcieć, a to boli jak są przebłyski przeszłości, a musisz zdać sobie sprawę, że to nie wróci. Może tylko wrócić w innej jakości z mężem abstynentem.
Synek sobie nie radzi z emocjami, dobrze że pozwalasz mu płakać, wyrzucać to co go boli. Ja musiałam być cicho, nie miałam głosu,trzymałam w sobie wiele lat, aż przestałam cokolwiek mówić co czuję, czego chcę.
Te trzy tygodnie abstynencji to cisza przed kolejnym ciągiem alkoholowym, za kilka dni będzie się nagradzał, że dał radę wytrzymać tyle czasu.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 31 lip 2020, 15:49

Caliope pisze:
31 lip 2020, 12:24
Widzisz Ruto to jest tak, że gdyby mąż był cały czas w abstynencji i dodatkowo poszedł po pomoc wróciłby taki jaki był. Ale musi chcieć, a to boli jak są przebłyski przeszłości, a musisz zdać sobie sprawę, że to nie wróci. Może tylko wrócić w innej jakości z mężem abstynentem.
Synek sobie nie radzi z emocjami, dobrze że pozwalasz mu płakać, wyrzucać to co go boli. Ja musiałam być cicho, nie miałam głosu,trzymałam w sobie wiele lat, aż przestałam cokolwiek mówić co czuję, czego chcę.
Te trzy tygodnie abstynencji to cisza przed kolejnym ciągiem alkoholowym, za kilka dni będzie się nagradzał, że dał radę wytrzymać tyle czasu.
Dziękuję Caliope. Myślę, że mąż spina się przed rozprawą, więc pewnie będzie starał się wytrzymać także w sierpniu. On naprawdę się tego sądu irracjonalne boi. Przed poprzednią sprawą także przez jakiś czas był trzeźwy. Mam nadzieję, że utrzyma się w tym ze względu na niego samego, ale też naszego synka, no i mój spokój. Bo żeby nie wypaść źle w sadzie będzie naciskać na realizowanie kontaktów czy bedzie trzeźwy czy nie.

Dla niego ciągi oznaczają zwykle odurzanie się różnymi substancjami, alkohol jest tylko jedną z nich. Niedawno przypadkiem dowiedziałam się, że mój mąż sięgał także po różne wynalazki, tzw. pigułki czy kwasy...a myślałam, że mnie już raczej niczym nie zaskoczy.

Trudne jest mierzenie się z nałogiem bliskiej osoby, twarda miłość i wszystkie te rzeczy... Dziś mam zdecydowanie gorszy dzień...

renegate
Posty: 108
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: renegate » 01 sie 2020, 1:55

Ruto, czy myślałaś lub próbowałaś wystąpić o przymusowe leczenie dla męża?

Caliope
Posty: 304
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 01 sie 2020, 10:27

renegate pisze:
01 sie 2020, 1:55
Ruto, czy myślałaś lub próbowałaś wystąpić o przymusowe leczenie dla męża?
Renegate, do tego trzeba mieć niebieską kartę. Wiele raportów policji, komisję alkoholową, zeznania świadków, udokumentowane pobyty na izbie,opinie biegłych.Gdyby to było takie proste, to by mój ojciec i ojczym byliby leczeni, ojczym miał kilka spraw o znęcanie się nad moją rodziną i sąd mógłby go skierować, ale nie było widać potrzeby. U Ruty tak nie ma, na szczęście.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 01 sie 2020, 11:40

renegate pisze:
01 sie 2020, 1:55
Ruto, czy myślałaś lub próbowałaś wystąpić o przymusowe leczenie dla męża?
Leczenie przymusowe jest stosowane tylko w skrajnych przypadkach, gdy osoba uzależniona jest w bardzo ciężkim stanie i zagraża swojemu życiu. Nawet wtedy osoba uzależniona po pierwszym etapie musi wyrazić zgodę, a jeśli jej nie wyraża, ma prawo opuścić ośrodek leczenia.

W przypadku większości uzależnionych udaje im się zachować rodzaj higieny picia lub odurzania się, aby nie doprowadzić się do skrajnego wyczerpania organizmu czy zawalenia wszystkich spraw. Zwykle jest to możliwe dzięki solidnej grupie wsparcia złożonej ze współuzależnionych osób. Jest nawet kategoria współuzależniony szef. Jest ich całkiem sporo. Osoby uzależnione potrafią stworzyć wokół siebie cały wianuszek takich osób. A przy mniejszych umiejętnościach i zasobach przywiązują do siebie jedną konkretną osobę: żonę, matkę, babcię, czasem córkę.

My często myślimy o uzależnionych jako o osobach w ostatniej fazie nałogu, gdy tracą kontrolę, gdy wspierający nie chcą już dalej wspierać, gdy pijacy czy odurzających się doprowadzają się do wyniszczenia fizycznego. Tymczasem większość uzależnionych funkcjonuje pozornie całkiem dobrze, niektórzy odnoszą sukcesy w pracy, zajmują wysokie stanowiska, inni po prostu funkcjonują w pracy lepiej lub gorzej, zwykle pozornie mają bardzo dobre rodziny i udane małżeństwa czy związki. Cale otoczenie na to pracuje. Jednak za tym blaskiem jest i ogromne cierpienie osoby uzależnionej i wszystkich osób z nią związanych. To tzw. wysokofunkcjonujący alkoholicy, choć jest to trochę mylące, mowa zwykle raczej o wysokofunkcjonujących współuzależnionych.
To jest jeden z największych problemów z jakimi muszą się zmierzyć żony uzależnionych mężczyzn. Dla nich przebudzenie przychodzi często, gdy odkrywają, że są wyczerpane, że nie chcą już same dźwigać odpowiedzialności, że nie mają nic dla siebie, że w związku kierunek dawania idzie tylko w jedną stronę. Czasem to efekt trudnej sytuacji w której zostają same, wypadku, pogorszenia zdrowia kobiety lub dziecka. Do tego momentu można udawać, że on mnie kocha i w trudnych sytuacjach mogę na niego liczyć. Spada zasłona. Czasem to efekt prób zawalczenia o siebie w jakimś obszarze, np. chęci kobiety powrotu do pracy i w związku z tym powierzenia części odpowiedzialności mężowi. Nic z tego. Uzależniony nie jest w stanie takich obowiązków przejąć. Gdy kobieta naciska na zmiany i próbuje ugrać coś dla siebie, często zaczyna się przemoc psychiczna i fizyczna, emocjonalna, finansowa. Uzależniony zrobi wszystko by kobieta wróciła do swojej roli i nadal go wspierała. Czasem stosuje w tym celu inne techniki manipulacji, np. przekonuje żonę, że nie zarobi za dużo, że jak wróci do pracy, to dzieci na tym stracą, że będą z tego tylko koszty. Z czasem kobieta sama zaczyna tak sytuację postrzegać. Paleta narzędzi manipulacji jest ogromna.
Jeśli jednak kobieta jest odporna, przestaje poddawać się manipulacjom i nie daje się zastraszyć, np. dzięki terapii czy grupie wsparcia, zaczyna dbać o siebie i swoje potrzeby, dla uzależnionego przestaje rokować. Wtedy zwykle pan wynajduje sobie kowalską, albo wraca do mamy. Wiem, że to brzmi źle, ale nie należy się tym przejmować. Ani wycofywać miłości do osoby uzależnionej. Ale to musi być miłość mądra. I twarda.
Wtedy otoczenie zwykle zwraca się przeciwko żonie. Bo jak mogła wezwać policję na męża, przez nią stracił prawo jazdy i pracę. Nie przez nią, tylko przez siebie. Jak ona może nie wpuścić go do domu, to takze jego dom. Jak może nie gotować. Była bla bla. Nie należy się tym również przejmować, ani się zbytnio tłumaczyć.
Nie należy też sądzić, że twarda miłość spowoduje że uzależniony zacznie się leczyć. To przede wszystkim pozwala ochronić siebie i wrócić do zdrowego funkcjonowania. Uzależniony równie dobrze może się ocknąć, jak i poszukać sobie nowej współuzależnionej. To ważne, żeby o tym wiedzieć, terapeuci często o tym nie mówią. Gdy ja zaczęłam stawiać mężowi bardzo podstawową granicę: nie zgadzam się na odurzanie i upijanie się i nie będę tego wspierać ani w tym uczestniczyć, byłam pewna, że zmierzam prostą drogą do podjęcia przez męża leczenia. Zmierzalam prosto do wyprowadzki męża. Mąż się więc wyprowadził i ma nowych wspierających i wspierającą, którą wciąż starannie ukrywa. Żałuję, że mnie nie uprzedzono o takiej możliwości na grupie wsparcia i nie powiedziano mi wprost, że pierwszej kolejności granice dla uzależnionych mają chronić ich bliskich i mogą ale nie muszą zwiększać szansy na podjęcie leczenia. No i że same w sobie nie spowodują, że uzależniony leczenie podejmie. Za to mogę napisać podręcznik o tym, co zrobić by uzależniony mąż, który robi piekło z życia tobie i dzieciom sam z siebie wyprowadził się z domu przed upływem roku :) Sprawdzone metody łatwe w stosowaniu, bezkosztowe i w dodatku niskokaloryczne.

Najlepszym nauczycielem takiej twardej miłości dla mnie jest Ksiądz Dziewiecki. Ksiądz mówi wprost o tym, jakie są konsekwencje stawiania granic uzależnionemu i że nie zawsze jest to leczenie, czasem trwanie w nałogu. Oraz że mamy się chronić i mamy prawo o siebie dbać. I że nie robimy nic złego kochając swoich uzależnionych czy zdradzajacych, ani nie świadczy to o tym że jesteśmy głupie. Polecam serdecznie, jego konferencje są dostępne w Internecie. Tu na forum bardzo dużo na ten temat jest w wypowiedziach nałoga, warto go czytać, gdy mierzymy się z problemem uzależnienia bliskiej osoby.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 01 sie 2020, 11:54

Muszę się też czymś pochwalić. Bardzo dużo w moim wątku jest o tym, że nie umiem dobrze chronić naszego dziecka w związku z uzależnieniem męża. Że często obawiam się o bezpieczeństwo synka. Otóż, robię tu także postępy. Nie mogę podać szczegółów, zbyt charakterystyczne, ale po dlugiej walce ze sobą, wykonałam duży krok na tej drodze. Oczywiście kolejną twardą granicę mąż uznał za wrogie wobec niego działanie, dziś widziałam go przez krótką chwilę, rzucił mi to swoje nienawistne spojrzenie. Było mi przykro, ale już nie czuję się winna, gdy podejmuję takie działania. Ani się już tak bardzo nie boję. I coraz lepiej radzę sobie z tym, by działać zamiast mówić, nie grozić, nie robić wykładów i być konsekwentna. Oraz nie motywować się chęcią ochrony męża, ale ochrony siebie i dziecka przed destrukcją jaką on tworzy.

Zbieram się też emocjonalnie po doświadczeniu przez krótką chwilę tego, jaki mój mąż mógłby być, gdyby nie był uzależniony. Jest.
Tęsknię za nim, za tym wszystkim co jest w nim dobre i nawet sobie z tego powodu trochę płaczę, a trochę się modlę o jego uzdrowienie. Widocznie tego smutku też trochę potrzebuję.

renegate
Posty: 108
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: renegate » 01 sie 2020, 19:00

Caliope, Ruto są jeszcze inne drogi do skierowania kogoś na leczenie... Także takie na cito...
Generalnie ustawa o ochronie zdrowia psychicznego przewiduje nie tylko hospitalizację ze względu na zagrożenie życia osoby z problemami psychicznymi (np. osoby uzależnionej), także zdrowia. Ale także, gdy jest zagrożenie zdrowia i/lub życia osób w jej otoczeniu. Czyli dotyczyłoby to tych sytuacji, gdy ojciec przychodzi po dziecko pod wpływem alkoholu, narkotyków, ogólnie w słabej kondycji (tak to ujmijmy) psychicznej.

burza
Posty: 369
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: burza » 01 sie 2020, 21:09

Ruto, wspomnę w modlitwie o Tobie.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 02 sie 2020, 2:02

renegate pisze:
01 sie 2020, 19:00
Caliope, Ruto są jeszcze inne drogi do skierowania kogoś na leczenie... Także takie na cito...
Generalnie ustawa o ochronie zdrowia psychicznego przewiduje nie tylko hospitalizację ze względu na zagrożenie życia osoby z problemami psychicznymi (np. osoby uzależnionej), także zdrowia. Ale także, gdy jest zagrożenie zdrowia i/lub życia osób w jej otoczeniu. Czyli dotyczyłoby to tych sytuacji, gdy ojciec przychodzi po dziecko pod wpływem alkoholu, narkotyków, ogólnie w słabej kondycji (tak to ujmijmy) psychicznej.
Mąż ma dwukrotnie postawioną diagnozę uzależnienie krzyżowe z zaleceniem rleczenia w zamkniętym ośrodku uzależnień. Dwie nieudane terapie stacjonarne, to jest pracę ze stałym terapeutą, mąż ma za sobą. Sam je przerywał i szybko wracał z powrotem do używania. Nie zamierza więcej podejmować terapii, twierdzi że się wyleczył :shock: Terapia przymusowa obejmuje tylko okres detoksu, potem trzeba wyrazić zgodę. Mąż jej nie wyrazi. Nie ma więc po co stawać na głowie. Aczkolwiek gdyby narastała jego agresja z powodu przyjmowanych substancji lub mąż zaczął zagrażać sobie bardzo się wyniszczając, wiem już jak to funkcjonuje i jestem gotowa się o taką pomoc ubiegać. Niestety przychodzenie w stanie odurzenia po dziecko nie jest wskazaniem do przymusowej terapii w tym trybie.

Natomiast to, o czym piszesz jest mi kompletnie nie znane. Nie słyszałam o takich procedurach. Mogłabyś napisać coś więcej? Staram się wiedzieć jak najwięcej, na różne sytuacje.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 02 sie 2020, 2:03

burza pisze:
01 sie 2020, 21:09
Ruto, wspomnę w modlitwie o Tobie.
Dziękuję, jesteś kochana...

annes
Posty: 51
Rejestracja: 04 sie 2017, 23:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: annes » 02 sie 2020, 9:19

Dziecko nigdy, nigdy nie powinno pozostawać bez nadzoru z osobą uzależnioną od narkotyków.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 02 sie 2020, 11:45

annes pisze:
02 sie 2020, 9:19
Dziecko nigdy, nigdy nie powinno pozostawać bez nadzoru z osobą uzależnioną od narkotyków.
Zgadzam się z Tobą. Uważam, że nawet trzeźwa osoba uzależniona, która nie jest w procesie terapii jest zagrożeniem. Zarówno fizycznym z powodu obniżonego poczucia odpowiedzialności, jak i psychicznym z powodu swojej niestabilności, przedmiotowego traktowania innych osób, przed którymi nie są w stanie obronić się nawet dorośli.
Natomiast instytucją, która uważa inaczej jest sąd. Zdaniem sądu mam nie wydawać dziecka na kontakty, gdy mąż jest nietrzeźwy i wydawać dziecko na kontakty, gdy mąż jest trzeźwy. Naraża mnie to na przemoc za każdą moją odmową i kompletnie nie ma sensu, bo mąż może się odurzyć tuż po odebraniu dziecka. Sporo osób to rozumie, ale sąd póki co wierzy mężowi, że nie jest uzależniony, a ja chcę tylko wydłużyć proces rozwodowy, bo nie zgadzam się na rozwód. Więc sad nie przyjął na razie jedynego dowodu, który może potwierdzić problem męża, jakim jest diagnoza męża. Postawiona przez specjalistów.

Mąż jest na tyle nieogarnięty, że nie był w stanie wypełnić zobowiązania sądu i napisać pisma ze zmianą stanowiska, w sensie, że chce rozwodu z mojej winy. Nie płaci alimentów, na większość kontaktów nie przychodzi, o co nie mam żalu, mąż wie że nie wydam mu dziecka, kiedy jest w ciągu. Za to problem jest gdy przychodzi na 15 minut do godziny i potrafi w tym czasie kompletnie rozbić dziecko emocjonalnie. Lub gdy rzadko, ale jednak przychodzi naćpany i muszę stawiać mu opór gdy jest w stanie odurzenia, co dla mnie jest ryzykowne. Jest też problem z ogromnym napięciem jakie jest udziałem moim i dziecka, bo nigdy nie wiemy w jakim stanie on przyjdzie, czy przyjdzie i na jaki czas. Mam nadzieję, że tym razem dotrze do sądu na co sąd nas skazuje, w sensie mnie i dziecko.

Ruta
Posty: 372
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 02 sie 2020, 22:21

Mój synek jest już w domu. To był dla mnie trudny weekend, martwiłam się bardzo. W zasadzie czas płynął mi miedzy modlitwą, wyciszanie się i pisaniem na forum. Nie wiem jak upłynął czas mojego synka z tatą. Wiem, że nie warto wypytywać, dzieci potrzebują mieć czas by przestawić się z powrotem, odpocząć i jeśli jest taka potrzeba to także się otworzyć.
Na razie cieszę się, że mały jest cały i zdrowy.
Dziękuję, że jesteście.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: tata999 i 9 gości