Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Lawendowa
Posty: 2630
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Lawendowa » 13 lut 2020, 23:54

Ruto, warto zadbać teraz o to byś miała wokół siebie osoby do których możesz w każdej chwili zadzwonić, pójść. Takie, które empatycznie wysłuchają, ale i potrafią realnie popatrzeć z boku na sytuację i przede wszystkim wiedzą czym jest uzależnienie.
Ja ze swojej strony obiecuję modlitwę.
Podzielę się jeszcze moim doświadczeniem - bardzo często wtedy, gdy wybieram się na rekolekcje, zdarzają się takie sytuacje i przeszkody, że zaczynam się zastanawiać czy w ogóle uda mi się pojechać, ale to mija. To tak wygląda, jakby zły chciał mi w tym przeszkodzić.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

nałóg
Posty: 1254
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: nałóg » 14 lut 2020, 8:45

Ruto, wydaje mi się że interwencja policji i wykonanie przez nich testu na obecność narkotyków zdecydowanie wpłynęło by na sąd w kwestii przyjęcia jako faktu uzależnienia męża. Wiem....... jeszcze musiałabyś przełamać lęk przed taką konfrontacją . Chyba żebyś skorzystała z pomocy policji gdy uważasz że mąż prowadzi samochód pod wpływem narkotyków czy alkoholu.PD

Ewuryca
Posty: 152
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ewuryca » 14 lut 2020, 10:30

Jak dla mnie wzywanie policji na męża to pójście na otwartą wojnę i to raczej bez powrotu. Sama Ruta pisała w innym wątku aby dla dobra dziecka nie włączać policji w konflikt a wręcz wycofać się jeśli jest taka potrzeba. Mój mąż stracił prawko za jazdę po pijanemu, to była dla niego wielką trauma i myślę że gdybym to ja była osobą która na niego zadzwoniła to znienawidził by mnie do końca życia. Zastanawia mnie również czy syn Ruty nie jest za bardzo zaangażowany w ocenianie ojca. Jego postawa przypomina mi postawę Ruty, analiza jak się ojciec zachowuje, tego jak powinien się zachowywać i tego że ktoś ma być z nim obok aby to zachowanie zmienił. Nie wiem, może się myle, ale jak dla mnie brzmi to niepokojąco kiedy czytałam ostatnie dwa wątki.

Ruta
Posty: 275
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 14 lut 2020, 10:39

nałóg pisze:
14 lut 2020, 8:45
Ruto, wydaje mi się że interwencja policji i wykonanie przez nich testu na obecność narkotyków zdecydowanie wpłynęło by na sąd w kwestii przyjęcia jako faktu uzależnienia męża. Wiem....... jeszcze musiałabyś przełamać lęk przed taką konfrontacją . Chyba żebyś skorzystała z pomocy policji gdy uważasz że mąż prowadzi samochód pod wpływem narkotyków czy alkoholu.PD
Chyba nie mam wyjścia i muszę się nauczyć działać w ten sposób. W sensie prosząc o pomoc policję. Zadzwoniłam do dzielnicowego, żeby zapytać na jaką pomoc mogę liczyć, ale jest na urlopie. Martwię się, że policja mnie zignoruje, jeśli poproszę o pomoc. Oraz obawiam się agresji męża. Gdy bierze staje się agresywny i zwyczajnie się go obawiam. Trochę zaczynam się z tym swoim strachem konfrontować i widzę jak bardzo wpływa na to co robię i jak to sama przed sobą ukrywam. Wchodzę od razu w stare mechanizmy przystosowania, udając że nie ma problemu i za wszelką cenę staram się nie rozdrażnić męża. Wiem przy tym doskonale, że wezwanie policji na pewno wywoła jego agresję i głównie dlatego tego nie robię. Także dlatego, że obawiam się odium, kobiety która wezwała policję na swojego męża. Ale z tym już chyba będę umiała sobie poradzić. Niech sobie każdy myśli co chce. Nikt nie każe mężowi przychodzić do dziecka w takim stanie. Szukam teraz osoby, która będzie ze mną przy następnym kontakcie. Sama jestem za słaba jeszcze, żeby mieć pewność że w ostatniej chwili się nie wycofam, no i będę się czuła bezpieczniej.

Małgorzata Małgosia
Posty: 222
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Małgorzata Małgosia » 14 lut 2020, 11:57

Ruta pisze:
14 lut 2020, 10:39
nałóg pisze:
14 lut 2020, 8:45
Ruto, wydaje mi się że interwencja policji i wykonanie przez nich testu na obecność narkotyków zdecydowanie wpłynęło by na sąd w kwestii przyjęcia jako faktu uzależnienia męża. Wiem....... jeszcze musiałabyś przełamać lęk przed taką konfrontacją . Chyba żebyś skorzystała z pomocy policji gdy uważasz że mąż prowadzi samochód pod wpływem narkotyków czy alkoholu.PD
Chyba nie mam wyjścia i muszę się nauczyć działać w ten sposób. W sensie prosząc o pomoc policję. Zadzwoniłam do dzielnicowego, żeby zapytać na jaką pomoc mogę liczyć, ale jest na urlopie. Martwię się, że policja mnie zignoruje, jeśli poproszę o pomoc. Oraz obawiam się agresji męża. Gdy bierze staje się agresywny i zwyczajnie się go obawiam. Trochę zaczynam się z tym swoim strachem konfrontować i widzę jak bardzo wpływa na to co robię i jak to sama przed sobą ukrywam. Wchodzę od razu w stare mechanizmy przystosowania, udając że nie ma problemu i za wszelką cenę staram się nie rozdrażnić męża. Wiem przy tym doskonale, że wezwanie policji na pewno wywoła jego agresję i głównie dlatego tego nie robię. Także dlatego, że obawiam się odium, kobiety która wezwała policję na swojego męża. Ale z tym już chyba będę umiała sobie poradzić. Niech sobie każdy myśli co chce. Nikt nie każe mężowi przychodzić do dziecka w takim stanie. Szukam teraz osoby, która będzie ze mną przy następnym kontakcie. Sama jestem za słaba jeszcze, żeby mieć pewność że w ostatniej chwili się nie wycofam, no i będę się czuła bezpieczniej.
ruto, a co sądzisz o tym, żeby najpierw męża ostrzec wprost: jeżeli przyjdziesz w takim stanie i nie będziesz chciał się zbadać, od razu wzywam policję.
Zanim faktycznie wezwiesz, żeby poznał jasną granicę.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Ruta
Posty: 275
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 14 lut 2020, 22:29

Małgorzata Małgosia pisze:
14 lut 2020, 11:57
Ruta pisze:
14 lut 2020, 10:39
nałóg pisze:
14 lut 2020, 8:45
Ruto, wydaje mi się że interwencja policji i wykonanie przez nich testu na obecność narkotyków zdecydowanie wpłynęło by na sąd w kwestii przyjęcia jako faktu uzależnienia męża. Wiem....... jeszcze musiałabyś przełamać lęk przed taką konfrontacją . Chyba żebyś skorzystała z pomocy policji gdy uważasz że mąż prowadzi samochód pod wpływem narkotyków czy alkoholu.PD
Chyba nie mam wyjścia i muszę się nauczyć działać w ten sposób. W sensie prosząc o pomoc policję. Zadzwoniłam do dzielnicowego, żeby zapytać na jaką pomoc mogę liczyć, ale jest na urlopie. Martwię się, że policja mnie zignoruje, jeśli poproszę o pomoc. Oraz obawiam się agresji męża. Gdy bierze staje się agresywny i zwyczajnie się go obawiam. Trochę zaczynam się z tym swoim strachem konfrontować i widzę jak bardzo wpływa na to co robię i jak to sama przed sobą ukrywam. Wchodzę od razu w stare mechanizmy przystosowania, udając że nie ma problemu i za wszelką cenę staram się nie rozdrażnić męża. Wiem przy tym doskonale, że wezwanie policji na pewno wywoła jego agresję i głównie dlatego tego nie robię. Także dlatego, że obawiam się odium, kobiety która wezwała policję na swojego męża. Ale z tym już chyba będę umiała sobie poradzić. Niech sobie każdy myśli co chce. Nikt nie każe mężowi przychodzić do dziecka w takim stanie. Szukam teraz osoby, która będzie ze mną przy następnym kontakcie. Sama jestem za słaba jeszcze, żeby mieć pewność że w ostatniej chwili się nie wycofam, no i będę się czuła bezpieczniej.
ruto, a co sądzisz o tym, żeby najpierw męża ostrzec wprost: jeżeli przyjdziesz w takim stanie i nie będziesz chciał się zbadać, od razu wzywam policję.
Zanim faktycznie wezwiesz, żeby poznał jasną granicę.
Małgosiu, rzecz w tym, że wiele razy mówiłam i... mówiłam. Mąż mi nie wierzy. Natomiast oddzwonił do mnie ze swojego urlopu dzielnicowy, który okazał się panią dzielnicową. Bardzo mądrą i wspierającą. Rozmowa z nią bardzo mi pomogła.

Uświadomiłam sobie po rozmowie, że nie wzywam przecież czegoś w rodzaju brygady eksterminacyjnej, tylko policję, aby dostać pomoc. A jeśli mąż poniesie konsekwencje prawne, to na skutek swoich działań. Nikt nikogo nie kara za to, że ktoś wezwał policję, tylko za to że narusza prawo. Oraz, że mam prawo wzywać policję za każdym razem kiedy mąż przyjdzie do dziecka odurzony, on wie, że to nie w porządku. Próbowałam innych sposobów, żeby do męża dotarło, żeby tak nie robił, ale nic z tego do niego nie dotarło.

Na pewno to, co się dzieje ze mną odkąd mąż jest znowu w ciągu pokazuje, jak bardzo jeszcze jestem współuzależniona. Jak łatwo wchodzę w znane sobie mechanizmy uciekania od problemu, podejmowania prób przeczekania, unikania konfrontacji. Jak łatwo wpadam w panikę i uczucie bezradności i zaczynam działać tak, żeby tylko nie sprowokować męża. Jak bardzo jeszcze jestem niestabilna emocjonalnie. Ale robię też postępy, bo potrafię już swoje postępowanie ocenić, zauważyć i się nad nim zastanowić i szukać w sobie odpowiedzi, co NAPRAWDĘ się dzieje. Słucham też uważniej dziecka i jeśli zgłasza obawy, to reaguję na nie, zamiast zalagadzać i mówić, że na pewno wszystko jest dobrze, a tata był zmęczony i dlatego się dziwnie i nieprzyjemnie zachowywał.

Dziś miałam moment, w którym nagle zaczęłam myśleć, a może mi się to wszystko wydaje, może jestem przewrażliwiona, może widzę rzeczy, których nie ma. Może dziecko przesadza i oczekuje od taty za dużo. Może on nie bierze, tylko jest zmęczony i drażliwy bo mu się nie układa, jest przepracowany, wkurzam go, kowalska daje do wiwatu, może przyjeżdża przysnąć w domu, bo z kowalska nie może i woli przeczekać w domu, może dziecko go denerwuje, bo się jednak odzwyczaił... Zadzwoniłam do koleżanki, która widziała męża i poprosiłam, aby mi opisała jego stan jak widzi, bez analizowania przyczyny, po prostu opis, jak wyglądał, co robił, co mówił, jak reagował, jak się zwracał do innych osób. Nie to nie był opis człowieka zmęczonego, tylko odurzonego i kombinującego jak to ukryć i co zrobić, żeby wszyscy się odczepili.

Przełamałam dziś dużą barierę jaką mam w sobie, bo po raz pierwszy rozmawiałam o uzależnieniu męża poza przestrzenią terapeutyczną lub gronem najbliższych zaufanych osób. Po raz pierwszy też zwróciłam się o pomoc, gdy poczułam się zagrożona. Myślę, że dorosłam do obrony, także przez wezwanie policji. Kiedy słuchałam księdza Dziewieckiego, który mówił o wzywaniu policji wydawało mi się to radykalne, myślałam, że skoro nie obawiam się o życie, to muszę sobie jakoś radzić sama i wzywanie policji to przesada. Teraz myślę, że mam prawo się bronić wszelkimi dostępnymi metodami. Tu liczy się skuteczność.

Widzę też skuteczność mojej terapii w zakresie jak teraz postrzegam męża. Jeszcze niedawno mnóstwo energii w podobnej sytuacji poświęciłbym na zastanawianie się, czemu on w taki sposób postępuje, co ja zrobiłam nie tak, czy jest zły, gdzie się podziało to jego dobro które w nim widzę, co jest w nim prawdziwe, a co nie. Teraz wiem: mój mąż jest chory, nie potrafi inaczej i to co robi w stanie odurzenia płynie z uzależnienia i ze stanu odurzenia. Teraz już rozumiem lepiej, co to znaczy oddzielać człowieka od jego nałogu.

Widzę też ogrom pracy nad rozumieniem sakramentu małżeństwa jaki wykonałam i nad umacnianiem w sobie jego wartości dla mnie. I cieszą mnie owoce tej pracy. Ani razu w całej tej sytuacji nie pomyślałam aby dać sobie spokój, rozwieść się, odwrócić, czy wewnętrznie zwolnić się z podjętej odpowiedzialności. Nasze małżeństwo trwa niezależnie od tego jak postępuje mój mąż i moje zobowiązanie do wierności sakramentowi oraz do miłości, uczciwości i wierności wobec męża także. Tak czuję i czuję jak mnie to w tym ogromnym kryzysie wzmacnia. To wiele zmienia, bo nie czuję już wobec męża złości za to co się dzieje, nie czuję potrzeby uczynienia go winnym, ale czuję głównie współczucie. A z drugiej strony w końcu naprawdę czuję, że mam prawo się bronić i nie pozwalać na to, by nałóg męża ciągnął mnie i nasze dziecko w dół, wyczerpywał moje siły czy sprawiał, że żyję w strachu, a tym bardziej by zabijało to radość w naszym synku.

Nadal obawiam się konfrontacji, wezwania policji, reakcji męża, nawet gdy o tym piszę, czuję jak bardzo ten strach jest obecny w moim ciele. Zaczynam od razu czuć rodzaj bólu głowy, taki ucisk, a moje serce bije szybciej. Od paru dni prawie nie oddycham i nie śpię. Mam bardzo zły zwyczaj zajadania stresu i od paru dni także to robię, jem nie będąc głodna, szczególnie wieczorem i w nocy. W trudnych okresach, gdy mąż z jednego ciągu wpadał w kolejny, przybywało mi w krótkim czasie nawet po 10 kilo. Nie chcę już więcej być w takim stanie. Nie chcę strachu, nie chcę stresu, nie chcę paniki. Więc mimo, że się boję, wiem, że jeśli się nie przełamię, nic nie zmienię. Skoro udało mi się doprowadzić do tego, że mąż już nie zabiera dziecka z domu w stanie odurzenia, co kiedyś wydawało mi się niemożliwe, tak bardzo niemozwliwe, że powierzalam mu dziecko a potem umierałam ze strachu, a potem ze zgrozą słuchałam od synka, co mąż wyrabiał - skoro wypracowałam, że tego już w naszym życiu nie ma - to mam także szansę zmienić sytuację tak, aby mąż nie przychodził do domu ani do dziecka w stanie odurzenia. Albo inaczej: aby przychodził tylko wtedy, gdy jest absolutnie trzeźwy. Chyba strach przed tym, że taka sytuacja może trwać latami, jeśli otwarcie się jej nie sprzeciwię, jest we mnie silniejszy niż strach przed konfrontacją. Wiem, że ryzykuję, że mąż może mnie uderzyć zanim przyjedzie policja i zrobić wiele innych rzeczy, a w mojej głowie jest wiele strasznych scenariuszy, co może się stać, ale jeśli nie zaryzykuję, pozostanę z dzieckiem w tym w czym jesteśmy teraz. Przemodlę dziś jeszcze raz to wszystko. Modlitwa jest moją opoką, Bóg moją tarczą, Maryja moim ukojeniem. Dam radę.

Ruta
Posty: 275
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 14 lut 2020, 23:09

Lawendowa pisze:
13 lut 2020, 23:54
Ruto, warto zadbać teraz o to byś miała wokół siebie osoby do których możesz w każdej chwili zadzwonić, pójść. Takie, które empatycznie wysłuchają, ale i potrafią realnie popatrzeć z boku na sytuację i przede wszystkim wiedzą czym jest uzależnienie.
Ja ze swojej strony obiecuję modlitwę.
Podzielę się jeszcze moim doświadczeniem - bardzo często wtedy, gdy wybieram się na rekolekcje, zdarzają się takie sytuacje i przeszkody, że zaczynam się zastanawiać czy w ogóle uda mi się pojechać, ale to mija. To tak wygląda, jakby zły chciał mi w tym przeszkodzić.
Lawendowa, bardzo dziękuję za modlitwę. Z tymi rekolekcjami... dobrze, że wspomniałaś, od razu zadzwoniłam po wsparcie awaryjne. Uświadomiłam sobie, że przeciez jeśli wezwę policję, to mama męża, która chciała spędzić czas z wnukiem, na pewno odmówi. Ale mam już plan awaryjny.
Co do osób z otoczenia i wsparcia, ogólnie bywa różnie. Po pierwsze moja witryna zewnętrzna ma ogromny napis: daję radę. Rzadko się zwierzam i rzadko przyznaje do bezradności, nawet w modlitwie wolę się czasem wykłócać, i dopiero gdy się już naszarpię, to siadam i mówię, okej, jestem bezradna. Potrzebuję Twojej pomocy. Może też i dlatego tak mi dobrze w Nowennie Pompejańskiej, w której od pierwszego słowa czuję się otoczona troską i miłością, nie muszę mówić o mojej bezradności, tak jak nie trzeba o niej mówić kochającej matce. Po drugie trudno mi wprowadzać kogokolwiek w problemy męża. Nieliczne osoby które były blisko nas i są teraz blisko mnie wiedzą, ale albo wierzą w magiczną moc rozwodu i że w końcu ojcu się kontakty znudzą - więc uważają mnie za głupią, która robi sobie problemy, albo mają dość proste rozwiązania typu no to go nie wpuść, wezwij policję (ma to sens, ale wymaga abym do tego dorosła). Widzę, że trudno jest uzyskać empatyczne wsparcie, zwykle większość osób wyskakuje z radą, zrób tak i tak i obraża się, gdy "nie chcesz słuchać". Siłę ze wsparcia i zrozumienia ze strony innych osób czerpię głównie tu na forum i na mojej grupie.

Małgorzata Małgosia
Posty: 222
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Małgorzata Małgosia » 15 lut 2020, 9:15

Dasz radę, bo nie jesteś w tym wszystkim sama. Wspaniale, że Bóg daje Ci taką ogromną odwagę, doskonale rozumiem Twoje rozterki, czy nie przesadzasz i Twój strach przed mężem kiedy dowie się, że jedzie policja.
Mam przeczucie, bo taki obraz Twojego męża wyłania się z tego co piszesz, że on ucieknie, nie będzie agresywny fizycznie. Słownie pewnie tak.
Zobacz: sama napisałaś, że wielokrotnie mówiłaś mężowi, że wezwiesz policję, a on Ci nie wierzył. Dlaczego?
Chodzi o konsekwencję. Spójność. Nie rzucanie słów na wiatr. Jeśli stawiasz granicę mówiąc co zrobisz, następnym razem już nie mówisz tego samego, tylko robisz to co zapowiedziałaś.
O to chodzi. A nie o powtarzanie pustej groźby przy każdej sytuacji.
Cieszę się, że możesz zaufać dzielnicowej.

Przychodzi mi do głowy, że ta postawa "niewiary" męża w Twoje słowa jest podobna do tego co ja odkrywam o sobie, tylko jakby z "drugiej" strony.
Wierzyłam słowom męża wbrew jego zachowaniu. Tzn. jego słowa i czyny nie były spójne. Wolałam uczepić się tego (słów, które okazały się puste) co pozwalało mi podtrzymywać iluzję wielkiej miłości.
Smutne to, ale dziękuję Bogu, że daje mi siłę do otwierania oczu na prawdę o mnie i o moim małżeństwie.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

nałóg
Posty: 1254
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: nałóg » 15 lut 2020, 13:34

Ruta, piszesz o tym że często czujesz się bezradna ...... bezradna? A może jesteś często bezsilna? Czujesz różnicę w tych dwóch określeniach? Jesteś bezsilna wobec tego czy mąż może teraz siedzi przed ekranem z pornosem.... popijąc alkohol..... czy może paląc „zioło” lub wciągając kokę lub inne świństwo lub tego nie robi...... lecz nie jesteś bezradna.Możesz pomodlić się w jego intencji, możesz tu zwentylować swoje przykre, powodowane lękiem i niepewnością emocje.Wyrazem Twojej „ radności” jest tel i rozmowa z dzielnicową,praca nad sobą w grupie terapeutycznej.Dalej powiesz że jesteś BEZRADNA? Czy jednak tylko bezsilna ?Bezradny człowiek jest tylko wobec własnych urodzin i własnej śmierci.PD

nałóg
Posty: 1254
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: nałóg » 15 lut 2020, 13:35

Bądź spójna

Ruta
Posty: 275
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 16 lut 2020, 0:31

nałóg pisze:
15 lut 2020, 13:35
Bądź spójna
Nałóg bardzo Ci dziękuję. Myślę dużo o spójności, szukam jej, to czasem trudne, bo wymaga zobaczenia siebie w wielu aspektach. Będę musiała pomyśleć o tej mojej "bezradności". Na pewno jestem o wiele bardziej "radna" niż kiedyś. Uczę się reagować, szukać pomocy i nie rezygnować. Uczę się też wierzyć sobie i ufać swojej ocenie - choć zdając sobie sprawę z moich problemów, zwykle szukam na razie potwierdzenia u osób, które uważam za bardziej obiektywne, posiadające większą wiedzę niż ja - i które mogą czasem ocenić, czy widzę prawidłowo.

Dziękuję za wsparcie wszystkim Wam, bardzo mi pomagają i słowa otuchy i uwagi krytyczne także :D

Za mną bardzo trudny dzień. Po raz pierwszy wezwałam policję w związku ze stanem męża. Interwencja ograniczyła się do poproszenia męża o to, żeby sobie poszedł, ale dla mnie to i tak bardzo dużo. Jednak ponieważ nie mam wciąż żadnych dowodów na uzależnienie męża, a tym bardziej na stan w jakim po dziecko przyszedl, więc zapewne moja odmowa wydania dziecka w sądzie nie będzie na moją korzyść. Wiem, że nie mogę całkowicie ignorować sprawy w sądzie, ale staram się reagować na to, co się dzieje i działać tak, aby dziecko było bezpieczne, także gdy mąż jest w ciągu. Bez kierowania się tym, jak wypadnie to w sądzie. Nie mam żadnych dowodów na to, że mąż jest odurzony podczas kontaktów, oprócz tego, że widzę, że jest odurzony. Dopóki jakiś organ typu policja, czy sąd nie zdecyduje się stanu męża zweryfikować, takich dowodów mieć nie będę - a jak widzę, są na to niewielkie szanse.

Ostatni czas z dzisiejszymi wydarzeniami jako jakąś tam kumulacją bardzo mnie wyczerpał emocjonalnie. Nie czuję satysfakcji, ale ulgę i zadowolenie z tego, że uczę się skutecznie bronić siebie i dziecko już tak. Udało mi się też zorganizować wszystko tak, aby dziecko nie było przy policji i awanturze jaka się wywiązała. Oraz aby nie narazić się na fizyczną przemoc. I jestem zdecydowana prosić o pomoc za każdym razem, gdy mąż będzie odurzony. O czym go uprzedziłam. W zasadzie mogę powiedzieć więc, że realizuję swój plan terapii także w zakresie, w jakim jej celem jest doprowadzenie do tego, że odurzony mąż nie będzie obecny ani w życiu moim ani dziecka. Trzeźwy oczywiście zawsze będzie mile widziany.

Na pewno moją nagrodą za to, że zaczęłam nas mądrze bronić jest coraz większe zaufanie mojego dziecka do mnie. Czasem myślę, że synek jeszcze czasem mnie sprawdza i testuje. W weekend byliśmy w większym gronie w restauracji. Do rachunki podano dzieciom cukierki, dorosłym po kieliszku nalewki. I widziałam jak mały odetchnął z ulgą, gdy odsunęłam kieliszek. Swoją drogą abstynencja była najlepszą decyzją jaką mogłam podjąć, mając uzależnionego męża. Choć czasem korzyści są dość nieoczekiwane: dziś uaktywniła się rodzina męża wypierająca jego nałóg, usłyszałam szantaże, że go oskarżam, a sama piję na umór i na pewno sama jestem uzależniona, na pewno widuję się z mężczyznami, oni znajdą dowody i mi odbiorą dziecko. Powodzenia w poszukiwaniach. Bycie w porządku to wspaniale uczucie.

Od dłuższego czasu synek nie miał ani jednego incydentu z niekontrolowaną agresją, spokojniej śpi i nie siusia z nerwów. Więc nawet gdy dopada mnie poczucie winy, że może jestem zbyt radykalna, to jednak potem myślę, że jednak idę dobrą drogą.

Na pewno znalazłam się znów w punkcie, gdy będzie mi bardzo trudno modlić się za mojego męża, uczucia jakie wobec niego żywię nie są w tej chwili pozytywne. Ale wiem już, że to mija.

Myślę też, że gdy ten ciąg męża się skończy, to jeśli zacznie się kolejny, będę już te kilka doświadczeń mądrzejsza i może nawet nie wejdę już tak bardzo w stare koleiny reakcji. Tak jakby trochę jestem już na nowych torach.

Ruta
Posty: 275
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 16 lut 2020, 0:59

Małgorzata Małgosia pisze:
15 lut 2020, 9:15

Smutne to, ale dziękuję Bogu, że daje mi siłę do otwierania oczu na prawdę o mnie i o moim małżeństwie.
Dziękuję Ci Małgosiu, otucha jest mi bardzo potrzebna, a słowa które potrafisz znaleźć są zawsze takie ciepłe i wspierające.

Myślę o tym otwieraniu oczu, poruszyło mnie to, że napisałaś o prawdzie nie tylko o małżeństwie, ale również prawdzie o sobie. Z moją terapeutką jestem umówiona na dłuższą rozmowę o tym, kim jestem i jak mogę opisać siebie. Bo gdy mnie o to zapytała, poczułam kompletną pustkę. Umowilyśmy się na miesiąc na zastanowienie. I na razie nadal jestem w pustce.

Przyglądając się małżeństwu "odkrywam" różne rzeczy, które się działy. Tak jak piszesz na pewnym poziomie realne były dla mnie słowa męża i uczucia, nie fakty. Więc przyjrzenie się temu co się działo - ale i temu gdzie ja w tym byłam i szukanie prawdy o sobie - jest pełniejszą drogą do prawdy.

Podziwiam, jak potrafisz mierzyć się z trudnymi odkryciami, nie uciekając przed nimi, choć są smutne. Wiem, jak to boli. Myślę, że ważne jest także, by codziennie odnaleźć chociaż trochę radości, Bóg nie chce dla nas smutku. Jutro na mszy przyjmę intencję o taką codzienną Bożą radość życia dla Ciebie. Mocno cię ściskam.

Al la
Posty: 1476
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Al la » 16 lut 2020, 2:12

Ruta, robisz dużą pracę nad sobą, chociaż opisujesz trudne rzeczy, lubię czytać Twoje wpisy.
Ruta pisze:
16 lut 2020, 0:59
Z moją terapeutką jestem umówiona na dłuższą rozmowę o tym, kim jestem i jak mogę opisać siebie. Bo gdy mnie o to zapytała, poczułam kompletną pustkę. Umowilyśmy się na miesiąc na zastanowienie. I na razie nadal jestem w pustce.
Ja, gdy stanęłam w obliczu kryzysu, patrzyłam na siebie oczami męża, rodziny, znajomych, nie potrafiłam kompletnie określić siebie, swoich potrzeb, sensu życia.
Poprzez psychoterapię, własny rozwój, warsztaty 12-krokowe, rekolekcje, wspólnotę, odkrycie własnych pasji, zaczęłam odzyskiwać swoją tożsamość.
Odkrywanie prawdy o sobie to jest proces, nie od razu, powolutku.
Nie ma innej drogi, Ty ją już zaczęłaś.
Albo rozwój, albo powrót do przeszłości.
I najważniejsze, że wchodzisz na tę drogę razem z Bogiem.
Na pewno znalazłam się znów w punkcie, gdy będzie mi bardzo trudno modlić się za mojego męża, uczucia jakie wobec niego żywię nie są w tej chwili pozytywne. Ale wiem już, że to mija.
Na początku, będąc już w Sycharze, gdy poznałam modlitwę za małżeństwo, była dla mnie nie do wypowiedzenia.
Odrzucałam samą myśl, że mogłabym się tak modlić.
Jednak Bóg zmienia serca najbardziej kamienne, mi pokazał, że mój mąż też jest Jego dzieckiem i kocha go tak samo, jak mnie.
Wlał mi miłość do męża "mimo wszystko", mimo tego, co się zadziało między nami, miłość bezinteresowną.
Swoją miłość.
Kocham mojego męża, bo mamy sakrament, wspólne dzieci.
Łączy nas, małżonków, przymierze z Bogiem i jest ono nierozerwalne.

Rz 8, 26 - Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Ruta
Posty: 275
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 16 lut 2020, 19:59

Oberwało mi się dzisiaj bardzo mocno od bliskich osób i jest mi bardzo przykro. Zastanawiam się, czy słusznie, czy też jednak nie. Poszło między innymi o to, że jestem miła dla mojego męża... Miała być miła rozmowa, okazało się, że chodziło o interwencję pod tytułem "co ty wyrabiasz".

To prawda, że jestem miła. Jeśli tylko mąż przychodzi trzeźwy i nie nastawiony wobec mnie wrogo, spędzamy wtedy razem czas - nie ma takich chwil wiele, ale się zdarzają. Zapraszam także męża na święta, na ważne rodzinne okazja, także na jego urodziny, które organizuję. Bardzo rzadko, ale się zdarza, że siadamy razem do stołu, śmiejemy się. Spędziliśmy raz miłe chwile w naszym kościele. Osoba z rodziny, która nas widziała, określiła, że wyglądaliśmy "jakbyśmy szykowali się do ślubu, a nie do rozwodu". Zostałam oskarżona, że jeśli zachowuję się wobec męża w ten sposób, nikt mi nie wierzy, że ten sam mąż mnie wyzywa, bywa agresywny i że jeśli ma takie zachowania, powinnam go traktować zawsze na dystans, bo tak jestem "niewiarygodna".
Próbowałam wyjaśnić, że problemem mojego małżeństwa nie jest brak więzi, tylko nałóg męża. I że różnice w jego zachowaniu - a więc i w moich reakcjach i postawie - wynikają z tego, w jakim mąż jest stanie. I że to, że mąż czasem jest trzeźwy a czasem nie, jest typowe. Zostałam zapytana, czy wobec tego jak mąż znowu wytrzeźwieje, nadal będę wobec niego uprzejma - i oczywiście że tak, tak właśnie czuję.
Usłyszałam, że jestem głupia, nikt mi nie wierzy i wiele osób podejrzewa, że chcę się na mężu mścić, skoro tak postępuję - co wydaje mi się nielogiczne, bo gdzie tu zemsta? Ja z tą "zemstą" nadal mam problem i nie rozumiem idei zemsty na mężu, ani w czym miałoby się to przejawiać. To znaczy rozumiem, że zraniona kobieta może starać się jak najwięcej ugrać w sądzie finansowo, niszczyć męża na różne sposoby, zatruwać mu życie i zajmować się robieniem mu złośliwości - ale ja tak nie postępuję. Nie ma we mnie chęci zemsty. Trzymam się od męża i od jego życia odkąd się wyprowadził z domu, na ogromny dystans, nie interesuję się tym co robi, nie szukam informacji.

Jeśli mąż jest trzeźwy zachęcam go, by jak najwięcej czasu spędzał z naszym synkiem i ułatwiam to, na ile tylko mogę. Niezależnie od postawy męża staram się być uprzejma. Jeśli jest agresywny lub mnie wyzywa, nie odpowiadam agresją lub wyzwiskami. Bronię się izolując, nie atakując. Równocześnie staram się doprowadzić do sytuacji w której mąż nie będzie się widywał z dzieckiem nietrzeźwy. Ale to nie stanie się z dnia na dzień, bo bardzo długo nie stawiałam tu granicy. Teraz ją postawiłam i muszę nauczyć się konsekwentnie jej pilnować, aż mąż przekona się że jest ona nieprzekraczalna.
Usłyszałam też, że skoro mąż jest uzależniony powinnam doprowadzić do terapii przymusowej męża. A jak tego nie robię, to dowód że jestem przerażliwiona i mi się wydaje, nie mam dowodów że mąż jest odurzony, przecież nie było testu. Przecież ktoś by go złapał jak prowadzi w takim stanie. Więc pewnie go oskarżam z zemsty... oraz bezrozumne chce zniszczyć jego relacje z dzieckiem. Ja już chyba nie mam siły tłumaczyć co robię aby syn w tym wszystkim zachował dobre zdanie o ojcu, aby czuł się kochany i szanował swojego tatę. Mały bardzo go kocha i nie jest źle nastawiony do taty, ani przeze mnie ani przez nikogo innego, bo nie pozwalam źle mówić o mężu ani w mojej obecności ani tym bardziej w obecności dziecka.

Rzecz w tym, że w zasadzie przymusowej terapii nie ma. W stanie skrajnego zagrożenia życia osoby uzależnionej lub gdy z powodu nałogu stanowi bezpośrednie (potwierdzone) zagrożenie dla innych, sąd może orzec coś na kształt, ale wtedy pobyt przymusowy trwa dwa tygodnie a i tak pacjent może wyjść, po dwóch tygodniach podpisuje zgodę lub wychodzi. Pomijam, że dobrowolne podjecie terapii tworzy znacznie większą szansę jej powodzenia. Aczkolwiek na wszelki wypadek starałam się dowiedzieć jak najwięcej o procedurach na wypadek co można zrobić gdy nałóg powoduje bezpośrednie zagrożenie dla życia osoby uzależnionej i nie potrafi ona już przerwać ciągu mimo wyniszczenia, bo dwie moje znajome zostały wdowami, bezradnie patrząc dzień po dniu jak ich mężowie się wyniszczają. Ale obecnie mąż nie jest w stanie uzasadniającym przymusową terapię. Potrafi przerwać ciąg by się zregenerować.

Koniec końców usłyszałam, że nikt mi nie pomoże (nie prosiłam o pomoc) dopóki nie odetnę się od męża i nie ograniczę relacji z nim do chłodnych kontaktów w sprawach dziecka. A jak tak nie robię to nikt nie chce słuchać, że jest mi źle bo mam tak na własne życzenie. Nie żalilam się i nie mówiłam że jest mi źle. Zapytana o kontakty męża z synkiem powiedziałam prawdę bo rozmawiałam z bliskimi osobami z mojej rodziny. Powiedziałam, że jest ciężko, bo mąż znowu zaczął przychodzić odurzony i byłam gotowa na tym zakończyć - no ale właśnie wtedy się zaczęło - że się mszczę, że jestem za miła, że próbuję budować relacje z mężem i sobie wyobrażam i wszystko co napisałam powyżej. Oraz że sama powinnam iść na terapię. Powiedziałam, że jestem na terapii. Rozmowa zakończyła się w bardzo niemiłej atmosferze i miałam łzy w oczach. Teraz jest mi ciężko.

Nie będę kłamać, że jest dobrze, ale chyba aby uniknąć takich sytuacji będę mówić, że nie chcę o tym rozmawiać i będę zmieniać temat...

nałóg
Posty: 1254
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: nałóg » 16 lut 2020, 21:49

Te ostatnie zdania to też mowa o granicach.Tym razem Twoich i masz prawo do ich postawienia nawet gdyby byli to b. bliscy krewni.Z przymusowym leczeniem jest tak jak piszesz.... tylko w przypadku zagrożenia życia.Dla ludzi nie znających schematów uzależnień nie do pojęcia jest postawa : kocham człowieka a odrzucam jego uzależnienia.Ruta bądź sobą i tak 3 maj.PD

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: MareS i 10 gości