Mój smutny koniec?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8569
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Nirwanna » 12 maja 2017, 22:30

Może macie dla mnie jakieś rady jak to każdego dnia układać??
Bez pośpiechu, nie musi być zawsze po Twojemu i nie uciekaj (!). Czyli "Odwagi! Ja jestem!" (Mt 14, 27) :-D
Ja teraz oddaje modlitwę, którą dostałam od Was za moje małżeństwo, za Was, za wszystkich.
Dziękujemy i prosimy o dużo :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 18 maja 2017, 14:14

Kochani,
Mijają kolejne dni, wspólne nasze dni, spokojne mimo problemów dnia codziennego. Nawet nie wiem co mówić/pisać. Chcę tylko dać Wam nadzieję, że cuda się zdarzają, ale Bogu muszę pomóc swoją pracą nad naszą relacją/sobą. Ja wiedziałam, że to będzie trudne, ale nie odpuszczam w modlitwie. Taka myśl mi przychodzi do głowy - dziękuję Bogu, że na początku nie zgodziłam się na rozwód, że przekonałam męża, aby się wstrzymał, bo dzięki temu oboje nie poszliśmy dalej np.w związki niesakramentalne, z których wiadomo trudniej się wyplątać, trudniej, ale wierzę że jest to możliwe.
Mimo tego, że mój mąż pytany o to jak się czuje odpowiada "boję się, ale nie żałuję, że wróciłem" cieszę się, bo jest ze mną szczery.
Mój mąż czasami do mnie mówi, że ma problem z otwieraniem się przede mną - jakiś czas mnie to smuciło, ale ostatnio na spacerze z psem spotkałam panią, którą często spotykam ze swoim psem na spacerze, która jak się okazało w rozmowie jest psychoterapeutką i która powiedziała mi (oczywiście nie wchodziłam z nią w szczegóły), żebym się nie martwiła o to, że mąż tak mówi, bo to jest właśnie pierwszy jego krok do otwierania się przede mną.Trzeba się trochę otworzyć przed drugą osobą, aby się przyznać do takiego czegoś.

inga
Posty: 230
Rejestracja: 15 kwie 2017, 9:28
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: inga » 18 maja 2017, 20:14

jest w Tobie siła Kobieto :) bardzo się cieszę, z tego co napisałaś
i dziękuję (dziękujemy), że piszesz. To bardzo ważne dla wielu osób. Oczywiście, każdy ma inną sytuację ale doceniam to, że dzielisz się z nami swoim doświadczeniem. Jeszcze więcej siły i miłości (!) Ci życzę.

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 18 maja 2017, 22:45

Zgadzam się, każdy ma inną sytuację i tak naprawdę nikt nie zna małżonków i ich sytuacji jak oni sami. Na pewno ja wiedziałam o mężu więcej niż ktokolwiek kto był ze mną fizycznie lub duchowo, choć Ci ludzie (łącznie z Wami) mieli dużą zaletę - nie byli tak zaangażowani emocjonalnie jak ja i mogli mi na chłodno coś radzić. Jednak z perspektywy czasu myślę, że dobrze też, że wsłuchiwałam się w siebie.
Fajnie też, że chodzę na terapię, na której dostaję wskazówki co robić dalej, aby zbudować tą relację i żeby ona trwała. Czytam mądre książki, które polecacie, oglądam przeróżnego rodzaju filmy (Dziewieckiego, Pawlukiewicza i inne) aby móc z miłością od nowa budować.
Ostatnio pani psycholog zadała mi pyt.: czy nie uważam, że jestem w rozwoju dalej niż mój mąż? Odpowiedziałam, że zdecydowanie tak. Wtedy ona mnie zatrzymała i powiedziała, że czasami będę musiała ZROZUMIEĆ, że on jest dalej w "postępie" po to aby te małżeństwo się rozwijało.
Dużo rzeczy jest jeszcze niepoukładanych np.moja bezsenność i między innymi jest ona dla mnie i pewnie też dla nas problemem , ale wierzę, że z czasem będzie lepiej, a jeśli nie to ja się godzę na to, robię wszystko, aby moje życie było lepsze jakościowo, ale jeśli coś mi się nie uda to chcę sobie wybaczać.

Utka2
Posty: 222
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Utka2 » 18 maja 2017, 22:59

Dziewczyno... aleś drogę przeszła ☺ tylko pogratulować przemiany

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 23 maja 2017, 14:15

Ojoj :) człowiek to do dobrego się łatwo przyzwyczaja :)
Ja wiem, że powrót męża to jeszcze świeża sprawa, ale miło jest bez kłótni itp. Łatwo nie jest, oj nie jest, tym bardziej, że każde z nas ma jakieś rany - ja staram się czytać, słuchać, modlić, aby się uleczyły, o siłę i mądrość w tym małżeństwie, o mojego męża i jego nawrócenie, bo niestety relacja między nim a Panem Bogiem jest lekko ujmując w kryzysie :( ale wierzę, że mając tak dużą liczbę osób za nami i on znajdzie drogę do Boga.
Teraz uczę się na nowo małżeństwa, staram się być lepszą wersją samej siebie.
A ile ja się nakłóciłam z Bogiem, a ile łez wylanych, ile złości i smutku we mnie było, ile pytań "dlaczego ja". Nie znam odpowiedzi na pytanie dlaczego ja, wiem jedno - nic by w naszym małżeństwie się nie zmieniło gdyby nie doszło do kryzysu - ja bym się może nie zmieniła.

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Niezapominajka » 29 maja 2017, 19:24

a jak Wam się udalo wrocic? Jak to sie stalo? On sam stwierdził?

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 30 maja 2017, 14:41

Niezapominajka pisze:
29 maja 2017, 19:24
On sam stwierdził?
Niezapominajko :) Oczywiście, decyzja była nasza wspólna - moja zgoda, jego chęć/potrzeba. Pamiętam jak się zwiózł ze wszystkimi rzeczami to jedyne co mu powiedziałam, to "WITAJ W DOMU" :) i go mocno przytuliłam.
Niezapominajka pisze:
29 maja 2017, 19:24
a jak Wam się udalo wrocic? Jak to sie stalo?
Wiesz u nas to było stopniowe, np. jak byliśmy razem na święta u mojej rodziny, to z opowieści mojej mamy później jak my pojechaliśmy wszyscy gadali :D że chyba coś się między nami zmieniło, bo tak fajnie uśmiechaliśmy się do siebie, to były takie drobne znaki, dzięki którym doszliśmy do takiego etapu, że mąż zadecydował, że chciałby (choć się boi) wrócić, ale i decyzja należała do mnie.
Dalej jestem w terapii indywidualnej, czytam, słucham dobrych źródeł, bo powrót męża to nie koniec, to kolejny etap rozwoju mojej osoby, a przez to mam nadzieję małżeństwa.
Bądźcie przy mnie modlitwą, a ja ze swojej strony też zapewniam o modlitwie i Ci którzy już utracili nadzieję, proszę nie poddawajcie się, bo jest ON -NAJWYŻSZY, który do mnie już nie 15 minut za późno, ale godzinę po przyszedł i mi pomógł, ale przy mojej czynnej postawie.

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Niezapominajka » 31 maja 2017, 13:24

Niesamowite. Bo długo wisiało u Ciebie na włosku, mąż żył osobno, niby chciał wracać aż poczuje, Ty płakałaś, choć jak czytałam dzielnie walczyłaś o siebie, w bólu i smutku, podjęłaś terapię. Ciekawe co skłąnia ludzi do powrotu, że znajdują siłę, aby być razem (tak myślę o moim mężu, kiedy on). Co decyduje? Że się jednak kocha.

Słonko
Posty: 219
Rejestracja: 01 lut 2017, 17:11
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Słonko » 01 cze 2017, 7:39

STOPko bardzo się cieszę z tego powrotu a szczególnie podziwiam ogrom pracy, który wykonałaś nad sobą. Dawno na forum nie zaglądałam i bardzo mało pisałam ale teraz wiem, że powinnam. Już Malinie polecałam ale Tobie też z całego serca polecam blog Agnieszki Pieniążek " Domowe zawirowania". Szczególnie kurs " maj pełen miłości " oraz " jak stworzyć zgrany team małżenski" . Metoda Agnieszki skierowana do kobiet spięła w całość wszystko o czym czytałam i słuchałam i dała konkretne narzędzia do pracy nad sobą i związkiem.
Jesteś na dobrej drodze i Pan jest z Tobą. Powodzenia w dalszej pracy

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 01 cze 2017, 19:21

Niezapominajka pisze:
31 maja 2017, 13:24
Bo długo wisiało u Ciebie na włosku, mąż żył osobno, niby chciał wracać aż poczuje
no właśnie różnie bywało, ale faktycznie miałam amplitudę emocji ze strony męża, ale jak pisałam wcześniej doszłam do takiego etapu, że postanowiłam poukładać swoje życie -wyprowadzić się z tego mieszkania, które wynajmuję i przenieść do domku po babci, nawet myślałam, żeby zamknąć swoją firmę, bo nie wiem czy byłabym w stanie widywać się z mężem codziennie. Pewnego dnia zbliżała się impreza u mojego męża w rodzinie - mąż myślał, że pojedziemy razem jednak ja powiedziałam, że nie pojadę, bo za dużo mnie kosztuje udawanie przed jego rodziną i mam dosyć chronienia go przed wszystkimi.Powiedziałam mu oczywiście spokojnie, że już wystarczy (choć tak za długo) takiego życia i to był moment (chyba), który przeważył. On powiedział mi, że też tak dalej nie chce żyć, że boi się powrotu, jak to będzie, czy otworzy się na tyle, abyśmy byli szczęśliwi, ale mimo tego chce wrócić i próbować. Powiedziałam mu, że pomogę nam, ale i jego potrzebuję pomocy w budowaniu na nowo tego małżeństwa. Dzisiaj staram się nie planować dalekiej przyszłości, ale tą najbliższą, bo wiem, że moje plany on traktuje trochę jak naciskanie, więc trochę musiałam wyhamować - ale to nic, to tylko uczy mnie cierpliwości.
Niezapominajka pisze:
31 maja 2017, 13:24
Ciekawe co skłąnia ludzi do powrotu, że znajdują siłę, aby być razem (tak myślę o moim mężu, kiedy on). Co decyduje? Że się jednak kocha.
ja osobiście myślę, że to jest sprawa indywidualna, kto jakie ma powody jeśli chodzi o powrót. U mnie na pewno była taka beznadziejność, beznadziejność takiego życia w zawieszeniu, ale pewnie także (co sam mi mówił), że dobrze mu w moim towarzystwie, że może się ze mną śmiać z głupot, że lubi coś ze mną robić np.zajmować się domem na wsi. On mi mówił wprost, że nie wie jak nazwać to co czuje, że nie umie powiedzieć na dzień dzisiejszy, że mnie kocha i ja to szanuję, choć mnie to boli, bo chciałabym aby powiedział mi że mnie kocha, ale robi takie rzeczy (czasami niewielkie), które ja odbieram jako miłość.

Niezapominajka
Posty: 393
Rejestracja: 06 kwie 2017, 11:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Niezapominajka » 03 cze 2017, 15:47

Ja też czekam na takie słowa.

Fajnie, że Wam się układa. Ty się przestałaś szarpać i teraz spokojnie i powoli.

A powiedz, bo tam w starym wątku albo to zgubiłam albo nie zauważyłam - czy on miał tę kowalską? Bo pisałaś ze mialas przypuszczenia, ze znalazlas jakies zdjecia. Czy to się wyjasnilo?

BjD
Posty: 88
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:38
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: BjD » 08 sie 2017, 8:20

Hej Stopko !! Co u Was ?? Cisza w Twoim wątku od ładnych kilku tygodni ............... Mam nadzieję, że jesteście po prostu zajęci sobą i dlatego nie piszesz :) Jak możesz to się odezwij bo mi osobiście takie informacje o powrotach dają mega "kopa". Upewniają , że warto trzymać się swojej obranej drogi...........choć w dzisiejszych czasach to dość trudne. Ja jestem ponad 2,5 roku sama z córcią..... mąż mieszka u kochanki.

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 09 sie 2017, 12:42

Kochani :-)
Przepraszam, że nie piszę - postaram się częściej odzywać - mam sporo obowiązków i często padam na twarz ze zmęczenia.

Po ponad dwu letniej rozłące od kilku miesięcy znowu jesteśmy razem. Nie jest to 100% tego co sobie wymarzyłam, ale 85% już jest :-), no ale w końcu jesteśmy w procesie, więc jeszcze dojdziemy do 100 :-)

Przeszłość do mnie wraca (w głowie), boję się oczywiście żeby historia się nie powtórzyła, ale wtedy myślę sobie "Panie Boże robię wszystko co mogę z mojej strony, aby te małżeństwo było szczęśliwe i trwałe.Akceptuję to, że na decyzje męża nie mam wpływu, ale pokładam nadzieję w Bogu, że zaopiekuje się naszym małżeństwem". Ja wierzę, że Bóg kocha mnie tak samo, jak męża i chce abyśmy byli szczęśliwi.

Pamiętacie, że u mnie było dno, padałam pod krzyżem wiele razy i gdyby nie łaska Ducha Świętego, SYCHAR, forum to nie wiem jak bym to wszystko przetrwała. DZIĘKUJĘ.

Nie dawno byliśmy z mężem w górach - to był bardzo miły tydzień, jak wchodziliśmy na Giewont widziałam troskę mojego męża - chyba z milion razy powtarzał "tylko się trzymaj, proszę się trzymaj" :-) a na szczycie mnie wycałował :-) było to bardzo miłe :-)
Dwa tygodnie temu byliśmy na weselu i postanowiliśmy wziąć udział w konkursie, w którym było 9 par i każda z par miała wykonywać polecenie typu: jedna noga i jedna ręka na ziemi (pewnie to kojarzycie), która ostatnia to zrobiła lub której się nie udało odpadała. Wygraliśmy. Bardzo się ucieszyłam, bo to też nam pokazało, że jesteśmy zgranym duetem :-) W tańcach to mąż prowadził - jak przystało na mężczyznę i to mnie też cieszyło.

A jednak cuda się zdarzają, więc pielę, podlewam, pielęgnuję nasze małżeństwo, ale na ataki złej pogody nie mam wpływu, ale mam wpływ, aby moje plony ubezpieczyć modlitwą i zawierzeniem Najwyższemu.

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 09 sie 2017, 12:49

Niezapominajko - tak była kowalska :-( przypuszczam, że jej już nie ma. Nie sprawdzam, nie kontroluję męża. Staram się być taką, żyć tak, aby mąż był przy mnie szczęśliwy, a wtedy sądzę, że kowalska nie będzie mu w głowie. Kilka dni temu powiedział, że czuje się coraz lepiej, cieplej i bezpieczniej przy mnie i to mi wystarczy. Nie wiem czy dobrze myślę, ale mężczyzna, który czuję się kochany, akceptowany, bezpieczny w domu nie będzie chciał z tego domu rezygnować.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości