zniszczyłam swoje małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Triste
Posty: 6
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 15 kwie 2019, 20:23

Witajcie,
Przyszedł czas aby podzielić się z Wami moją historią. Jest mi bardzo cięzko napisać o tym wszystkim co się wydarzyło w moim małżeństwie, a przechodzimy bardzo głęboki kryzys i szczerze mówiąc nie odnajduję już w sobie siły aby walczyć dalej.
Z mężem znamy się 4 lata, małżeństwem jesteśmy od dwóch lat.

Zanim poznałam poznałam męża wpadłam w straszne długi. Było mi z tym bardzo ciężko, nie potrafiłam nikomu o tym powiedzieć, żyłam z tym krzyżem sama, nie potrafiłam się otworzyć, podzielić tym co się stało.
Niestety okłamałam męża :( pewnego dnia jeszcze zanim zostałam jego narzeczoną powiedziałam że musimy się spotkać i porozmawiać. Chciałam mu powiedzieć o wszystkim ale niestety przyznałam się tylko do części tych długów, resztę zataiłam, Nie byłam w stanie spojrzeć mu w twarz, nie byłam w stanie powiedzieć wszystkiego.

Mąż wtedy stanął po mojej stronie. pomógł mi, wyciągnął do mnie rękę. Nie zostawił w potrzebie.
Niestety mój koszmarny błąd polega na tym że do pozostałej części długów przyznawałam się później jeszcze dwa razy - raz na krótko po ślubie, ostatecznie o wszystkim powiedziałam dopiero po pół roku trwania małżeństwa.
Wiem że to co zrobiłam jest godne potępienia, zyję z ogromnym poczuciem winy. Codziennie patrzę na się i nie mogę znieść tego jaką krzywdę wyrządziłam moim bliskim, rodzicom, mężowi, teściom.
Nie dziwię się że mąż stracił do mnie zaufanie. Pokazał mi swoje serce a go odrzuciłam, Nie wiem dlaczego ? Ze strachu ? Ze wstydu ? Tak bardzo go kochałam i tak bardzo bałam się jego utraty że nie potrafiłam wyjawić mu całej prawdy od początku, a powinnam mu zaufać, otworzyć się. Nie zrobiłam tego :(
Staraliśmy się jakoś żyć dalej, poróbowałam odzyskać to utracone zaufanie, starałam się być najlepszą żoną ... w moim mniemaniu :(
Niestety tak nie było. Odsuwaliśmy się od siebie coraz bardziej, mój mąż był taki daleki, nieobecny, odtrącał mnie, milczał, zawsze był cichym i skrytym człowiekiem do którego trudno się przebić. Nie łatwo się otwiera, ma problemy z rozmową.
Tzn. rozmowy nie przychodzą mu łatwo.. Przestaliśmy rozwiązywać problemy, mieliśmy często ciche dni.
Doszło do tego że staliśmy się intruzami we własnym domu.
Dodam że mieszkamy z moimi rodzicami, którzy nawet według mojego męża nigdy nie ingerowali w nas nie wtrącali się.

Doszło do sytuacji że mąż zaczął mnie oskarżać o rzeczy które nie miały racji bytu, zaczął podejrzewać mnie o rzeczy których nie zrobiłam. Zaczęliśmy się męczyć sobą nawzajem.
Bolała mnie bardzo obcość mojego męża, tak bardzo potrzebowałam jego miłości, zainteresowania :( Dodam że wychowywałam się w domu rodziców emocjonalnie rozwiedzionych.
Ojca nie widziałam całymi dniami. Mama starała się jakoś sobie radzić ale nigdy nie miałam z nią jakichś bliskich relacji.
Zawsze byłam zdana sama na siebie.

Różnimy się bardzo charakterami z mężem. On jest bardzo spokojny, wręcz za bardzo, nie znosi gdy ktoś podniesie głos, nie znosi awantur, krzyków wrzasków. Ja jestem bardziej wybuchowa, głośna, szybko się złoszczę ale też szybko mi przychodzi.
W lutym ... mąż wyprowadził się do swojego w mieszkania w innym mieście. Zrobił to wbrew mojej woli, taką powziął decyzję i tak zrobił. Jednocześnie zaczęliśmy chodzić na terapię małżeńską.
Uczymy się tam prawidłowej komunikacji, docieramy w głąb samego siebie.. jest naprawdę ciężko. Bardzo wiele emocji kosztują mnie te spotkania ale i wiele dają, pomimo że na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona i nie polubiłam terapeutki to dałam szansę jej i sobie aby lepiej się poznać.
Niestety mi jest bardzo ciężko.
Czuję się opuszczona, zostawiona przez męża, nie mam już wsparcia i oparcia w nim. Żyję z poczuciem winy, w samotności.
Dziś powiedziałam mężowi że ja nie potrafię już dłużej tak żyć, Potrzebuję terapii ale potrzebuję też jego i nie wyobrażam sobie aby żyć dalej w takim zawieszeniu.
I czekać miesiącami czy coś w nim w nim drgnie lub nie i stwierdzi że to koniec definitywny. Nie potrafię się na niczym skupić, nie mogę spać, niemogę żyć. Czuję się wypalona, odarta z uczuć.
Mąż powiedział że nie ufa mi i czuje do mnie dystans. A jednocześnie kocha mnie.
Nie rozumiem nic z tego. ..... Nie mam już gdzie czerpać sił. Oboje jesteśmy wierzący. Chodzimy do kościoła.
Jest mi tak rozpaczliwie źle że nie wiem gdzie się podziać, co robić, czuje się tak zmęczona tą walką że mam ochotę nieraz zakończyć to wszytko i żyć w samotności, byleby już nie cierpieć tak bardzo.

jacek-sychar
Posty: 7001
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: jacek-sychar » 15 kwie 2019, 20:43

Witaj Triste na naszym forum

Pisząc pamiętaj, żeby nie podawać danych, które umożliwiłyby identyfikację Ciebie i Twojej rodziny.

Pantop
Posty: 1502
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Pantop » 15 kwie 2019, 22:46

Witaj Triste

Wybacz pewien bezład mej wypowiedzi.
Potraktuj ją jako kilka punktów, nad którymi warto pomedytować :D

Jakem czytał Twe wynurzenia naszła mnie refleksja - do jakiego miejsca kopiujemy (bezwiednie) zachowania naszych rodziców i jak to rzutuje na nasze dalsze życie.

Pisałaś o długach, że było ich dużo, że bałaś się przyznać narzeczonemu - później mężowi.
To skutki pewnych doświadczeń.
A my działamy na podstawie zaprogramowanej podświadomości.
Programujemy my, ale najbliżsi także mają w tym swój udział.
Nasze reakcje są adekwatne do programu wg którego działamy (każdy ma swój własny) do momentu, kiedy zmienimy ów program w całości lub części.
Odkrycie tego co jest do wymiany/przeprogramowania - to jedno.
Jak tego dokonać - to drugie.

Powierzchowne zmiany mają to do siebie, że pomagają na jakiś czas.
Potem wszystko i tak musi wrócić do sedna czyli do źródła.
A źródłem jest oprogramowanie - najczęściej - wymagające korekty.

Tyle teorii.


Praktyka boli.
Programy ,,nie chcą,, się poddać korekcie od razu. Walczą, chcą przetrwać, proszą by ich nie kasować :P


Jest na forum ludzik o niku: Zepsuty.
On też miał przejściowe chwilowe problemy z długami. Ale się ocknął i długi spłacił (chyba nic nie poplątałem).
Poczytaj sobie jego wpisy.

Z mężem dasz się radę dogadać - przecież te parę złotych nie zburzy Waszej dobrej przyszłości. Wręcz odwrotnie - zaistniała sytuacja może być początkiem odzyskiwania wzajemnego zaufania i punktem zwrotnym w Waszym pięknym związku.


Tyle - teraz milknę.
Oczekuj głosu niewiast roztropnych.
Z tego co już wiem - na tym forum jest ich pod dostatkiem.
Głowa do góry - będzie dobrze.

Angela
Posty: 347
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Angela » 16 kwie 2019, 1:15

Triste pisze:
15 kwie 2019, 20:23
Doszło do sytuacji że mąż zaczął mnie oskarżać o rzeczy które nie miały racji bytu, zaczął podejrzewać mnie o rzeczy których nie zrobiłam. Zaczęliśmy się męczyć sobą nawzajem.
Bolała mnie bardzo obcość mojego męża, tak bardzo potrzebowałam jego miłości, zainteresowania Dodam że wychowywałam się w domu rodziców emocjonalnie rozwiedzionych.
Ojca nie widziałam całymi dniami. Mama starała się jakoś sobie radzić ale nigdy nie miałam z nią jakichś bliskich relacji.
Zawsze byłam zdana sama na siebie.
Znam ten mechanizm. Bezwzględne pragnienie akceptacji u innych.
Wychowana przez emocjonalnie rozwiedzionych rodziców, panicznie bałam się, że zostaną odkryte moje potknięcia. Byłam karana za błędy, za sukcesy już nie nagradzana- tak miało być, warunek akceptacji, miłości. Wpojono mi zasadę, że na miłość trzeba zasłużyć.
Dlatego również w małżeństwie swoje zaniedbania ukrywałam lub tłumaczyłam dziesiątkami powodów zewnętrznych. Dotyczyło to drobiazgów (np nieugotowanie na czas obiadu) ale i tak mąż wytknął mi kilkukrotnie łamanie przysięgi uczciwości małżeńskiej. Je go brak zaufania przerodził się w obsesję i separację emocjonalną.
Może u Ciebie był wstyd za swoją nieudolność i naiwność, które zaowocowały długami. Teraz dręczysz się wstydem za poprzednie myślenie. Może czas pokochać siebie, bez obwiniania Boga, że innym jest łatwiej.
Ja staram się powstrzymywać od rozpamiętywania porażek. Choć boli odtrącenie, staram się nie rezygnować z okruchów dobra. Próbuje nie widzieć w mężu złego człowieka, ale zranionego przez wlasne grzechy młodości, których skutki odezwały się po latach, niosąc cierpienie jemu i rykoszetem najbliższym.
Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe
(Ga 6,2). Gdyby można było uzyskiwać odpusty kar doczesnych za żywych! Niestety nauka Kościoła głosi, że jest to możliwe tylko za zmarłych (bo nie magą już nic dadać lub ujać swoją wolą) lub za siebie, gdy nasza wolna wola nie stoi na przeszkodzie działania łaski. Ale staram się swoje cierpienie ofiarowywać w intencji pomnożenia dobra, jakie Bóg uzna za najlepsze. Niestety często się jeszcze wycofuje z kontaktów z mężem z obawy, że nie poradzę sobie z kolejnymi zranieniami, ale kierunek pracy nad sobą mam obrany.

Triste
Posty: 6
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 18 kwie 2019, 8:13

Dziękuje za powyższe odpowiedzi. Na chwile obecna prawie w ogóle nie mamy kontaktu. Bardziej ja tego nie chce. Odsuwam sie. Czuje wewnętrzna potrzebę zamknięcia sie w swoim świecie. Nie umiem wyjść temu na przeciw. Boli mnie ze maz ma blokady przede mna - mówi ze poza brakiem zaufania są inne blokady. Nie potrafi powiedzieć jakie, nazwać ich. To cholernie boli. Takie odrzucenie.
A z drugiej strony nie mam prawa niczego od niego wymagać i oczekiwać.

Mick
Posty: 38
Rejestracja: 21 sty 2019, 23:26
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Mick » 22 kwie 2019, 21:06

Triste, dobrze, że się podzieliłaś swoim problemem, że otworzyłaś się. Coś w tej historii mi jednak nie gra.

Jeżeli oszukiwałaś męża, żyłaś w kłamstwie a jednocześnie oczekiwałaś zrozumienia i wsparcia - to faktycznie dochodzi tu do pewnej sprzeczności.
Triste pisze:
15 kwie 2019, 20:23
Tak bardzo go kochałam i tak bardzo bałam się jego utraty że nie potrafiłam wyjawić mu całej prawdy od początku, a powinnam mu zaufać, otworzyć się.
Tu jest kolejna sprzeczność, w miłości nie ma miejsca na ukrywanie prawdy.
Triste pisze:
15 kwie 2019, 20:23
Mąż wtedy stanął po mojej stronie. pomógł mi, wyciągnął do mnie rękę. Nie zostawił w potrzebie.
Triste pisze:
15 kwie 2019, 20:23
Bolała mnie bardzo obcość mojego męża, tak bardzo potrzebowałam jego miłości, zainteresowania
Triste pisze:
15 kwie 2019, 20:23
Czuję się opuszczona, zostawiona przez męża, nie mam już wsparcia i oparcia w nim.
To mi wygląda, jakbyś - zamiast budowania prawdziwego związku na miłości - miała jedynie pewne oczekiwania od męża - akceptacji, zrozumienia, pochwały, wsparcia.
Triste pisze:
15 kwie 2019, 20:23
Żyję z poczuciem winy, w samotności.
Triste pisze:
15 kwie 2019, 20:23
mam ochotę nieraz zakończyć to wszytko i żyć w samotności, byleby już nie cierpieć tak bardzo
W pierwszym zdaniu przyznajesz, że żyjesz w samotności, jednak w drugim masz ochotę wszystko zakończyć aby żyć w samotności. Jest to kolejna sprzezność.
Triste pisze:
15 kwie 2019, 20:23
Mąż powiedział że nie ufa mi i czuje do mnie dystans. A jednocześnie kocha mnie.
Nie rozumiem nic z tego.
Jeżeli mąż naprawdę Cię kocha, to jego decyzja o wyprowadzce jest genialna i godna podziwu. Jest to postawienie przez niego pewnej granicy. Ewidentnie zawiodłaś męża, zniszczyłaś jego zaufanie do Ciebie. Możliwe, że mąż poczuł się wykorzystany, że stałaś się jednostką w tym związku, centrum potrzebującego za każdym razem nowej dawki zaufania i zrozumienia. Skoro mąż się wyprowadził ale nadal twierdzi, że kocha, skoro uczęszczacie na terapię, to masz dużo szczęścia (w nieszczęściu). Jest to szansa dla Ciebie, abyś mogła się skupić na sobie. Nie oczekuj od innych, oczekuj od siebie. Może warto właśnie teraz odkryć karty, zawalczyć o swoje JA, o prawdę. Nie zamykaj się, nie kończ niczego, walcz! Nie wstydź się swoich słabości. Oprócz terapii na pewno warto zaufać Bogu, powierzyć Mu wszystkie te słabości, modlić się o swoją przemianę. Dużo też pomaga czynny udział w tym forum.

Triste
Posty: 6
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 23 kwie 2019, 8:29

Mick dziękuje za wypowiedź.
Moje zachowanie rzeczywiście bylo pełne sprzeczności bo to była sytuacja extremalna w moim zyciu. Na chwile obecna zblizylismy sie do siebie bardzo. Spedzilismy razem swieta. Wkładam dużo wysiłku w to by byc lepszą, bardziej cierpliwa, zeby też w tych niełatwych chwilach dac mężowi wsparcie. Nie poddaje sie i walcze nadal. Mam słabości chwilami bo ta sytuacja kosztuje naprawdę wiele. Nie jest łatwo. Ale zrobię wszystko aby naprawić swoje błędy i zaniedbania.

Forum daje mi sile do tej walki. Szczególnie historia Zepsutego który stal sie dla mnie wzorem osoby walczącej ze swoimi niedoskonałościami i słabościami.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości