Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Aleksander
Posty: 1299
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Aleksander » 14 kwie 2019, 10:40

Jedna z wiadomości zainspirowała mnie, do założenia wątku o powyższym tytule.

Większość z forumowiczów przeżyło okres w swoim związku, w którym wiedzieliście, że mąż (albo że żona) spotyka się z kowalską / z kowalskim.

Jak wówczas określilibyście swoje własne zachowanie?

Czy dawaliście na to "przyzwolenie"?
Czy po prostu "przyjęliście do wiadomości"?

Zastanawiam się, jakie kroki "nie przyzwolenia" można by podjąć:

- odstawienie od wspólnego stołu
- wywalenie z sypialni
- wystawienie walizek
- separacja
- rozwód

... tylko że to raczej niczego nie zmieni, bo przecież nie dysponujemy wolną wolą męża czy żony. Więc chyba nie w naszej gestii jest "zezwalać" ... bądź "nie zezwalać"... i jak mąż czy żona się uprze, to z przyzwoleniem czy bez przyzwolenia... będzie robić to, na co ma ochotę.

Choć zgodnie z forumową sentencją: "Mamy to, na co się godzimy" ... w sumie takie słowo jak "przyzwolenie" może faktycznie jest na miejscu. A może jest nadużyciem? Jak czujecie?
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 5943
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Nirwanna » 14 kwie 2019, 11:16

Ja swego czasu najpierw się wkurzałam, potem manipulowałam i kombinowałam jakby tu wpłynąć, potem sama się z tym źle poczułam, więc przyjęłam do nieakceptującej wiadomości i zaczęłam się mozolnie uczyć stawiać granice, aby ochronić siebie.
Dłuuugi proces to był.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

SiSi
Posty: 307
Rejestracja: 06 sie 2018, 9:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: SiSi » 14 kwie 2019, 11:41

Dla mnie małżeństwo to dwie osoby - mąż i żona.
Wszelkie dziwne twory, trójkąty to już sytuacja patologiczna - dla mnie.
Przeżyłam ten czas bycia z mężem pod jednym dachem, kiedy miałam świadomość , że nie zerwał relacji z kowalską.
Nigdy więcej. Wpływało to na mnie destrukcyjnie. Nie dawałam psychicznie rady i traciłam szacunek do siebie.
Wiem, że to mało popularne na forum, ale są sytuacje kiedy nad małżeństwem można pracować będąc oddzielnie. Przede wszystkim pracować nad sobą.
Tak więc - separacja.

Jonasz
Posty: 1605
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Jonasz » 14 kwie 2019, 12:14

Separacja w sensie emocjonalnym jak najbardziej.
Od wspólnego łoża tak chociażby że względów zdrowotnych.
I przestajemy służyć wyreczac
W wersji zenskiej chyba najczęściej pranko gotowanko prasowanko
W wersji męskiej opłaty finanse pomoc w komputerze i przy samochodzie sprawy urzedowe
Podwozenie.
I czas jeżeli są dzieci. W kwestii zajmowania się nimi.
Taki mam pomysł taki kierunek.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Pijawka » 14 kwie 2019, 12:59

W mojej sytuacji jest "pozamiatane", bowiem jesteśmy już po rozwodzie i mąż nie pyta mnie (ani nie ma jak ponieść żadnych konsekwencji) w związku z tym, że żyje z kochanką na kocią łapę. Wiem, że jeszcze przed rozwodem rozpoczął się ich romans ale oficjalnie zamieszkali dopiero po tym jak "odzyskał wolność".
Jaki więc może być mój "brak przyzwolenia" na kowalską? Oficjalnie: żaden. Mogę sobie co najwyżej pogadać, powściekać się, rozpłakać z bezsilności i żalu... I nic więcej. Mój "brak przyzwolenia" na kowalską nic nie wnosi, chociaż on o nim wie ( ale ma co głęboko w poważaniu). Co ciekawe- kiedy mąż dawał mi przyzwolenie na kowalskiego wcale nie czułam się z tym dobrze. Uważałam, że w ten sposób potwierdza że już się dla niego nie liczę jako kobieta A dodatkowo usprawiedliwia tym obecność swojej kowalskiej...i "wszystko gra"..To, że ja zakończyłam znajomość z moim kowalskim nie zrobiło na mężu żadnego wrażenia,koncertowo olał temat.. ale sam nadal siedzi w konkubinacie z kowalską i ma się dobrze.
Myślę, że małżonek który odchodzi ma naprawdę "wywalone" czy dajemy mu przyzwolenie czy nie.

JolantaElżbieta
Posty: 350
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: JolantaElżbieta » 14 kwie 2019, 13:47

Pijawka pisze:
14 kwie 2019, 12:59
W mojej sytuacji jest "pozamiatane", bowiem jesteśmy już po rozwodzie i mąż nie pyta mnie (ani nie ma jak ponieść żadnych konsekwencji) w związku z tym, że żyje z kochanką na kocią łapę. Wiem, że jeszcze przed rozwodem rozpoczął się ich romans ale oficjalnie zamieszkali dopiero po tym jak "odzyskał wolność".
Jaki więc może być mój "brak przyzwolenia" na kowalską? Oficjalnie: żaden. Mogę sobie co najwyżej pogadać, powściekać się, rozpłakać z bezsilności i żalu... I nic więcej. Mój "brak przyzwolenia" na kowalską nic nie wnosi, chociaż on o nim wie ( ale ma co głęboko w poważaniu). Co ciekawe- kiedy mąż dawał mi przyzwolenie na kowalskiego wcale nie czułam się z tym dobrze. Uważałam, że w ten sposób potwierdza że już się dla niego nie liczę jako kobieta A dodatkowo usprawiedliwia tym obecność swojej kowalskiej...i "wszystko gra"..To, że ja zakończyłam znajomość z moim kowalskim nie zrobiło na mężu żadnego wrażenia,koncertowo olał temat.. ale sam nadal siedzi w konkubinacie z kowalską i ma się dobrze.
Myślę, że małżonek który odchodzi ma naprawdę "wywalone" czy dajemy mu przyzwolenie czy nie.
No, ale ty sama źle się czułaś z tym przyzwoleniem męża, więc nie ma się tak całkiem "wywalone". Zresztą warto się skupić na swoich wartościach. Wiem to z doświadczenia, bo już wiele mam za sobą. Gdybym słuchała doradców, miałabym i kaca i poczucie winy i konflikt sumienia. A tak przynajmniej mam spokój, że postąpiłam zgodnie z moją naturą, chociaż niezgodnie z moimi poglądami, bo zgodziłam się na rozwód. Ale tu akurat byłam postawiona pod ścianą i nie miałam innego wyjścia. I z tym też się pogodziłam. Zgoda na cudzy grzech też jest grzechem. Mój mąż wie, że ja nigdy mu nie pobłogosławiłam "nowej relacji". Ponieważ jestem jakoś tam egoistką, to wolę, żeby on mial wyrzuty sumienia, niż ja :-)

Rybka
Posty: 98
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Rybka » 14 kwie 2019, 14:06

Po miotaniu się i całkowicie nie umiejętnym stawianiu granic aktualnie można powiedzieć ze „ olałam " temat i staram się odkleić od męża i ratować siebie. Oczywiście z sypialni odseparowany. O tyle mi jest łatwiej ze na co dzień w domu go nie ma. Choć ostatnio zjawia się częściej i przynajmniej tyle - nie dotyka w ten czas telefonu.
Na dzień dzisiejszy niw potrafię podjąć ostatecznej decyzji i odkąd to zrozumiałam jestem bardziej spokojna ,choć wiele osób dziwi się mojej postawie. Daje czas sobie. Na niego wpływu nie mam.
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

CzysteŚwiatło
Posty: 116
Rejestracja: 22 wrz 2018, 13:53
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: CzysteŚwiatło » 14 kwie 2019, 14:07

Przyzwolenie lub jego brak moim zdaniem nic nie zmienia w relacji małżonek - kowalska/kowalski. Mój mąż jak przyzwolenia nie dostał, to sam go sobie zrobił (szczena mi opadła, gdy go kiedyś o to wprost zapytałam, kto mu dał prawo do zdradzania mnie, usłyszałam odpowiedź - ty sama).
Przechodziłam etap w którym byłam gotowa pójść na wszelkie ustępstwa, byleby naprawić nasze małżeństwo. Gdyby wtedy zechciał do mnie wrócić, to zgodziłabym się na to, aby nadal utrzymywał z kowalską kontakt. Na szczęście Bóg nad nami czuwał i nie dopuścił do tego, aby w tamtym momencie mój mąż zawrócił. Długo się zastanawiałam nad tym, czy wymagać od niego zupełnego zerwania z kowalską. W końcu mu postawiłam to jako warunek odbudowy małżeństwa. Oczywiście uciekł ode mnie jeszcze bardziej. Ale widzę, że to była dobra decyzja. Teraz przynajmniej wiem, że powrót do małżeństwa będzie dla niego w pełni świadomą i przemyślaną decyzją, a nie podjętą pod wpływem chwilowej słabości. Słabe to pocieszenie w sytuacji, gdy na pojednanie się nie zanosi, ale jednak zawsze jakiś fundament dla podbudowania własnej wartości.
"Panie, przepasz mnie i poprowadź gdzie ja nie chcę pójść"

tata999
Posty: 386
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: tata999 » 14 kwie 2019, 15:09

Aleksander pisze:
14 kwie 2019, 10:40

Zastanawiam się, jakie kroki "nie przyzwolenia" można by podjąć:

- odstawienie od wspólnego stołu
- wywalenie z sypialni
- wystawienie walizek
- separacja
- rozwód

... tylko że to raczej niczego nie zmieni, bo przecież nie dysponujemy wolną wolą męża czy żony. Więc chyba nie w naszej gestii jest "zezwalać" ... bądź "nie zezwalać"... i jak mąż czy żona się uprze, to z przyzwoleniem czy bez przyzwolenia... będzie robić to, na co ma ochotę.

Choć zgodnie z forumową sentencją: "Mamy to, na co się godzimy" ... w sumie takie słowo jak "przyzwolenie" może faktycznie jest na miejscu. A może jest nadużyciem? Jak czujecie?
Raczej coś jednak zmieni. Może nie to, co byśmy chcieli i jak byśmy chcieli, ale konsekwencje jakieś będą. Największe dla tego, kto podejmuje decyzję.

Jeśli o mnie chodzi, to osoby, które przyzwalają nie wzbudzają mojego szacunku.

"Nie przyzwolenie" to mogą być działania nie wobec współmałżonka, a innych osób i siebie. To, że nie kryjesz prawdy, odkrywasz ją, wyjawiasz (np. na spotkaniach Sychar), dzielisz się przemyśleniami z bliskimi, nie zamiatasz pod dywan, wyjasniasz dlaczego jest tak jest, nie przyzwalasz na szarganie siebie i innych itp. Wystawienie walizek, separacja itp. to zwykle konsekwencja powyższego i ktok/decyzja zdrajcy.

Aleksander
Posty: 1299
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Aleksander » 14 kwie 2019, 17:01

tata999 pisze:
14 kwie 2019, 15:09
[...]
Jeśli o mnie chodzi, to osoby, które przyzwalają nie wzbudzają mojego szacunku.
[...]
Nie wzbudzają szacunku - OK - ale jak chciałbyś nie przyzwalać?
Zakuć w pas cnoty ;) :D ... ?

No ok... można się pochwalić przed całym światem, że mam męża takiego lub takiego, albo żonę taką a owaką... zepsuć "reputację" i wizerunek na osiedlu, czy w rodzinie...

Ale wciąż nie widzę tu "braku przyzwolenia".
Przyzwalasz, tylko że dodatkowo opowiadasz o tym.

Możesz powiedzieć więcej coś o tym "jak nie pozwalasz się szargać"? Co masz na myśli?
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Satine
Posty: 54
Rejestracja: 15 mar 2019, 9:26
Płeć: Kobieta

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Satine » 14 kwie 2019, 17:35

Myślę, że należy rozgraniczyć dwie sprawy.

Jeśli mówimy o małżeństwie sakramentalnym, to wg mnie oczywiste jest, że nie może być naszej zgody (przyzwolenia, pogodzenia się, akceptacji) tego, że nasz mąż/żona ma kowalskiego. Przypomina mi się trafne porównanie Andrzeja (administratora), wiele lat temu, że cudzołóstwo to taki sam grzech jak kradzież, zabijanie, fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu itd. W sensie, że jest na tej samej liście przykazań - nie oceniając i nie porównując wagi samego czynu. I teraz - jeśli jesteśmy chrześcijanami - czy możemy przyzwalać komuś na to, by kradł i zabijał? Kłamał i przynosił tym szkody? Cudzołożył? To to samo. Oczywiście nie chodzi tu o działanie "przeszkadzające", że nie wiem - śledzimy kogoś, wystajemy pod klatką z Biblią, czy używamy niechrześcijańskich metod zgodnie z niekatechizmową zasadą: cel uświęca środki. Więc obmawiamy kogoś, niszczymy go w pracy itd. Tylko raczej o bezwzględny i jasny komunikat - że nie akceptujemy tego, że nasz sakramentalny mąż i żona ma kogoś trzeciego. Ten małżonek musi to mieć jasno przedstawione. Nie akceptujemy teraz, ani nigdy. Nie szanujemy tego, nie uważamy za normę, ani nic wartościowego. Jeśli trzeba - czasem oznacza to separację.

Natomiast w przypadku związków innych niż małżeństwo sakramentalne, należałoby zadać pytanie - dlaczego nie ma tego ślubu kościelnego. Jeśli nie ma żadnych przeszkód i obie strony są wolne przez Bogiem - to optowałabym za rozstaniem, w myśl tego, że skoro ja nie chcę wziąć ślubu kościelnego z żoną/mężem, to blokuję mu możliwość poznania kogoś, kto przemieni życie tego mojego partnera i sprawi, że będzie chciał żyć w zgodzie z sakramentami. Ludzie zmieniają się czasem o 180 stopni. Poznają kogoś, kto inspiruje, pokazuje właściwą drogę. Tkwiąc w związku niesakramentalnym bez chęci zmiany - blokujemy szansę partnerowi na życie w zgodzie z sakramentami. I nie szkodzi, że może w tym momencie jest on niewierzący. To nie nasza sprawa.
A zatem - jeśli w związku niesakramentalnym partner odchodzi z kowalskim - należy - wg mnie - dać mu wolność i pozwolić na budowanie związku z kimś innym. To taki charakter związku - cywilny, można go brać w życiu wiele, wiele razy, wiele razy się rozwodzić, wszystko legalnie i zgodnie z prawem. Więc jeśli ktoś stawia wyżej prawo cywilne, które zakłada możliwość wielokrotnego zawierania związku małżeńskiego, to bez sensu jest moralizowanie i wymaganie od kogoś wierności po grób. To mylenie pojęć. To znaczy, że albo jest wewnętrzne pragnienie bycia w związku sakramentalnym, albo nie rozumie się, że ogólnie i świecko pojęta moralność nie zakazuje wiązania się z wieloma partnerami w swoim życiu. A zatem - co ma do tego przyzwolenie lub nie?

Jeśli będziemy równać te dwa związki, te dwie relacje i nie będziemy zwracać uwagi na to, czy wiąże nas sakrament, czy nie - to wtedy czemu mamy potępiać związki naszych mężów i żon z kowalskimi? Skoro to to samo? Jeśli taki związek niesakramentalny jest tym samym, co związek cywilny, to powinniśmy dać w spokoju żyć naszym mężom z kowalskimi, skoro to z nimi są szczęśliwi, tak?

Podsumowując

- w małżeństwie sakramentalnym: jasny komunikat - zero przyzwolenia, akceptacji, żadnych trójkątów, wolnych związków, wierność i lojalność lub nic (czyli separacja, która nie zwalnia nas oczywiście z wierności itd.).

- w związku cywilnym - należy się po prostu rozstać i pozwolić partnerowi na życie takie, jak chce, z kolejnymi kowalskimi

Przyzwolenie na kowalskiego - obojętnie w jakim związku - jest chore, świadczy o NASZYM problemie braku szacunku do siebie samych. I nie ma związku z tym, z kim i jak jesteśmy związani.


Mieszając te dwie relacje, stawiamy na głowie w ogóle pojęcie sakramentu.

tata999
Posty: 386
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: tata999 » 14 kwie 2019, 17:55

Nie jest możliwe sprawienie, żeby druga osoba nie zdradzała. Możesz tylko zaufać. Nawet pas cnoty sobie zdejmie.

Jeśli opowiadasz, że nie przyzwalasz to nie przyzwalasz. Niezależnie, czy mówimy o zdradzie, kradzieży, czy jeszcze czymś innym.

Szargać, np. dobrem dzieci, gdy wiesz, że byłyby pokrzywdzone na wyjeździe "miodowym" kochanków to nie przyzwalasz na zabranie ich na taki wyjazd.

Aleksander
Posty: 1299
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Aleksander » 14 kwie 2019, 18:37

Satine pisze:
14 kwie 2019, 17:35
[...]
- w małżeństwie sakramentalnym: jasny komunikat - zero przyzwolenia, akceptacji [...]
Aha - czy cały ów "brak przyzwolenia" sprowadza się do wygłoszenia czytelnego komunikatu?

E no to luz... to wg. takiej definicji to nie chyba mało kto przyzwala... ;)


Wskazówka od taty999 - nie wiem jak z realizacją (na szczęście nie mam takich doświadczeń - póki co) - czyli uniemożliwianie bądź maksymalne utrudnianie kontaktów: kowalski <-> potomstwo.
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: Pijawka » 14 kwie 2019, 19:23

tata999 pisze:
14 kwie 2019, 17:55
Szargać, np. dobrem dzieci, gdy wiesz, że byłyby pokrzywdzone na wyjeździe "miodowym" kochanków to nie przyzwalasz na zabranie ich na taki wyjazd.
Tylko jak to osiągnąć w praktyce, kiedy dzieci mają godziny i dni przeznaczone z ojcem A wiadomo, że on mieszka z kowalską i nieuchronne są te ich spotkania? Sąd nie ograniczył widzeń do spotkania w wyznaczonym miejscu- więc on może je zabierać gdzie chce i w tym czasie być z kim chce. Drugi rodzic może sobie " życzyć" lub nie a w praktyce i tak jest bezsilny...

tata999
Posty: 386
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Przyzwolenie na kowalskiego / kowalską

Post autor: tata999 » 14 kwie 2019, 19:44

W praktyce faktycznie zdrajca będzie gardził tak samo dziećmi, jak i drugim rodzicem, niestety. Jednakże czasami nie jesteśmy bezsilni. Ja na przykład nigdy nie przekazalbym dzieci kowalskiemu. Jak matka chce to niech sama przyjeżdża po odbiór.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Aleksander, Google [Bot], MareS i 11 gości