ile można wytrzymać...?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 14 sty 2019, 10:52

Lena 50...wybacz, że nie skomentuje ale już napisałem, że daję z siebie wszystko co mogę i argumenty o odciążeniu żony można wyrzucić do kosza. 3 dzieci do hardcore ---fakt, nikt jednak nie mówił jednak, że będzie łatwo. Nie ma czasu na czas dla siebie, wogóle czasu nie ma na nic poza dziećmi i codziennymi obowiązkami. Sądzę, że codzienność, zmęczenie, schemat działania zabił i uczucia i chęć do walki o zmianę stanu rzeczy. Szansę upatruję w powrocie do pracy żony. A z własnych obserwacji widzę (choć to mega trudne), że nie wybuchanie, nie dyskutowanie jest sposobem na przetrwanie tego bądź co bądź złego okresu...wierzę, że będzie dobrze. Za słowa wsparcia dziękuję wszystkim.

Pustelnik
Posty: 1577
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: Pustelnik » 14 sty 2019, 11:21

ojciec i mąż pisze:
14 sty 2019, 10:52
(...) nie wybuchanie, nie dyskutowanie jest sposobem na przetrwanie tego bądź co bądź złego okresu...wierzę, że będzie dobrze. Za słowa wsparcia dziękuję wszystkim.
Zgoda, podoba mi się to.
Ja jednak bym dodał, od czasu do czasu (jak często ?) warto szczerze powiedziec o swoim trudnym odbiorze tej sytuacji, o ... dyssatysfakcji (? :-) jest coś takiego ?) emocjonalnej chociażby ...
Pogody Ducha !

happybean
Posty: 204
Rejestracja: 19 gru 2018, 14:02
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: happybean » 14 sty 2019, 13:04

Pustelnik pisze:
14 sty 2019, 11:21
ojciec i mąż pisze:
14 sty 2019, 10:52
(...) nie wybuchanie, nie dyskutowanie jest sposobem na przetrwanie tego bądź co bądź złego okresu...wierzę, że będzie dobrze. Za słowa wsparcia dziękuję wszystkim.
Zgoda, podoba mi się to.
Ja jednak bym dodał, od czasu do czasu (jak często ?) warto szczerze powiedziec o swoim trudnym odbiorze tej sytuacji, o ... dyssatysfakcji (? :-) jest coś takiego ?) emocjonalnej chociażby ...
Pogody Ducha !
Brak jakiejkolwiek reakcji jest raczej przyzwoleniem na stoaowanie przemocy psychicznej wibec siebie.
O tym sie nie mowi ale kobiety bywaja czesto onwiele bardziej bezwzgledne, stosujace przemoc psychiczna na mezczyznach i jest na to przyzwolenie spoleczne

lena50
Posty: 446
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: lena50 » 15 sty 2019, 0:00

ojciec i mąż pisze:
14 sty 2019, 10:52
Lena 50...wybacz, że nie skomentuje ale już napisałem, że daję z siebie wszystko co mogę i argumenty o odciążeniu żony można wyrzucić do kosza.
Nie przeczę ,że dajesz z siebie wszystko...znaczy odciążasz żonę,pomagasz na ile możesz.

Rozumię że pracujesz zawodowo,zarabiasz na rodzinę i masz prawo do zmęczenia.
Rozumie Twoją żonę,która pracuje "nie zawodowo" i też ma prawo do zmęczenia.
Oboje pracujecie ciężko i często ponad swoje siły....Ty zawodowo 16 godzin dziennie,potem w domu,żona 24 w domu przy dzieciach.
Oboje jesteście sfrustrowani.

Zauważ jednak,że pisałam nie tylko o odciążeniu żony z obowiązków,ale również o zorganizowaniu opieki nad dziećmi i zabraniu Jej gdzieś.
Koleżanki wyżej obszerniej o tym pisały,ja tylko podsumowałam.
Kobieta to nie tylko matka ,ale również żona.....jak to określiła s zona.
Przeczytaj jeszcze raz jej posty,bo mądrze kobieta prawi.....no chyba ,że nie interesuje Cię opinia kobiety,to zawsze możesz przystać na wypowiedziach...... Tata_to_Zero.
lena50....dawniej lena

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 5688
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: Nirwanna » 15 sty 2019, 7:05

Tak myślę sobie, że warto pochylić się nad wypowiedziami każdego, kto się wypowiada w wątku; potraktować te wypowiedzi jako lustro, zastanowić się, gdzie to lustro pokazuje mi prawidłowy obraz, a gdzie mocno wykrzywiony.
Każdy kto tu się wypowiedział, ma swoje konkretne doświadczenia, które przeżywa jako w jakiejś mierze spójne z przeżyciami autora wątku, i do autora wątku należy wybór, co odbiera jako pomocne, a co nie.
Nazywanie zachowań, postaw jako destrukcyjnych czy mało owocnych - jest ok.
Deprecjonowanie konkretnego człowieka - dla mnie nie jest ok.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

krople rosy

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: krople rosy » 15 sty 2019, 9:04

Ojciec i mąż napisałeś, że wyprowadziłeś się na pewien czas z domu. Jak Twoja nieobecnosć wpłynęła na żonę?
Byłą spokojniejsza?
Pytam bo zastanawiam się czy tu rzeczywiście chodzi tylko o przeciążenie obowiązkami i rutyną czy może żona ma jakąś ukrytą niechęć/awersję do Ciebie...

Jonasz
Posty: 1426
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: Jonasz » 15 sty 2019, 16:08

tata999 pisze:
13 sty 2019, 23:33
To, że robisz wszystko, żeby nie pozwolić, żeby zabrali dziecko to wcale nie znaczy, że nie zabiorą. Myślę, że trochę nie doceniłeś wagi sytuacji.

To jak traktowani są ojcowie (na słabszej pozycji) w obecnym polskim systemie prawnym to żadna tajemnica, a powszechna wiedza. Niemniej jednak zgadzam się, że warto starać się wykorzystać te kilka % szans.
Doceniam wagę sytuacji i wiem że systemu zmienić nie mogę.
Bardziej chodzi mi o to drugie.
Ale żeby postarać się to trzeba po prostu wstać i zacząć działać.
Na tyle na ile mogę.

ojciec i mąż pisze:
14 sty 2019, 10:52
A z własnych obserwacji widzę (choć to mega trudne), że nie wybuchanie, nie dyskutowanie jest sposobem na przetrwanie tego bądź co bądź złego okresu...wierzę, że będzie dobrze. Za słowa wsparcia dziękuję wszystkim.


Do przetrwania tak.
Tylko z tego co zrozumiałem szansę widzisz w powrocie żony do pracy.
A mogę zapytać szansę na co?
Odwilż, ocieplenie?
krople rosy pisze:
15 sty 2019, 9:04
Ojciec i mąż napisałeś, że wyprowadziłeś się na pewien czas z domu. Jak Twoja nieobecność wpłynęła na żonę?
Byłą spokojniejsza?
Pytam bo zastanawiam się czy tu rzeczywiście chodzi tylko o przeciążenie obowiązkami i rutyną czy może żona ma jakąś ukrytą niechęć/awersję do Ciebie...
Szczerze mówiąc też się zastanawiam.
Sam powód wystąpienia tego faktu.
Wiążesz ten fakt \z samym pojawieniem się kolejnego dziecka, tak?
Pretensje pod kierunkiem Twojej mamy?
Możliwe że nie czujesz się usatysfakcjonowany odpowiedziami, które otrzymałeś.
Przepraszam Cię, ale zapytam dość prowokacyjnie może i niesłusznie nawet może...
Hm.. a nie masz czasem wrażenia, że masz nie trojkę, a czwórkę dzieci?
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 237
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: karo17 » 15 sty 2019, 19:49

Ojciec i mąż:
„Lena 50...wybacz, że nie skomentuje ale już napisałem, że daję z siebie wszystko co mogę i argumenty o odciążeniu żony można wyrzucić do kosza. 3 dzieci do hardcore ---fakt, nikt jednak nie mówił jednak, że będzie łatwo. „

Czy to nie wygląda tak jakby żona z racji tego że jest żoną miała „odrabiać pańszczyznę?”

Razem decydowaliście o dzieciach?
Z tego co piszesz wygląda jakby dzieci nie wiadomo skąd się brały jedno za drugim...

Wychowanie dziecka to też odpowiedzialność.
Z jednym było trudno i nieporozumienia i jako lekarstwo na to kolejne i kolejne?
Oczywiście są żony tzw. „kury domowe” (proszę się nie obrażać) i to jest ich jedyną aspiracją. I dobrze.
Są żony, które poza dziećmi chcą też zawodowo coś osiągnąć i to też jest dobrze.
Czy rozmawialiście kiedykolwiek o tym?

Z nastawienia że żona z racji tego że jest żoną ma robić tak i tak, być taka i taka nic dobrego nie wyjdzie. To chciejstwa. A chcieć można wiele rzeczy, a w małżeństwie ważne też czego chce druga strona i kompromisy.

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 237
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: karo17 » 15 sty 2019, 20:49

Przestrzegał bym też przed stawianiem sprawy że: „druga strona coś powinna”.
Każdy zaczynając małżeństwo chce żeby było dobre (nie piszę idealne). A w praktyce wychodzi jaka jest ta druga osoba, co ją denerwuje itd. W porę nie zareagowanie (mądre rozeznanie), to prosta droga do separacji czy gorzej rozwodu.
Mnóstwo bardzo dobrych książek jest tu podanych. Czasem trzeba więcej cierpliwości. Gdy są dzieci to już nie jest „zabawa”.
A chyba nikt nie chciałby byś w sytuacji gdy będzie widywał dzieci co jakiś czas a do płacenia zostaną alimenty.
O ile żona chce jeszcze rozmawiać, trzeba to wykorzystać żeby nie było a późno.

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 15 sty 2019, 21:09

krople rosy pisze:
15 sty 2019, 9:04
Ojciec i mąż napisałeś, że wyprowadziłeś się na pewien czas z domu. Jak Twoja nieobecnosć wpłynęła na żonę?
Byłą spokojniejsza?
Pytam bo zastanawiam się czy tu rzeczywiście chodzi tylko o przeciążenie obowiązkami i rutyną czy może żona ma jakąś ukrytą niechęć/awersję do Ciebie...
Nieobecność nic nie zmieniła...dzieci to także zmęczenie, nerwy, irytacja. Być może jest ukryta niechęć jak to nazywasz ale kiedy pytam o konkrety nigdy ich nie poznaje...

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 15 sty 2019, 21:12

happybean pisze:
14 sty 2019, 13:04
Brak jakiejkolwiek reakcji jest raczej przyzwoleniem na stoaowanie przemocy psychicznej wibec siebie.
O tym sie nie mowi ale kobiety bywaja czesto onwiele bardziej bezwzgledne, stosujace przemoc psychiczna na mezczyznach i jest na to przyzwolenie spoleczne
Nie jest tak, że stoję jak sierota i nic nie robię ale swoje reakcje ograniczam do minimum...krótki przekaz co myślę i koniec.
Ostatnio zmieniony 15 sty 2019, 21:17 przez jacek-sychar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Poprawiono cytowanie

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 15 sty 2019, 21:19

lena50 pisze:
15 sty 2019, 0:00
ojciec i mąż pisze:
14 sty 2019, 10:52
Lena 50...wybacz, że nie skomentuje ale już napisałem, że daję z siebie wszystko co mogę i argumenty o odciążeniu żony można wyrzucić do kosza.

Zauważ jednak,że pisałam nie tylko o odciążeniu żony z obowiązków,ale również o zorganizowaniu opieki nad dziećmi i zabraniu Jej gdzieś.
Koleżanki wyżej obszerniej o tym pisały,ja tylko podsumowałam.
Kobieta to nie tylko matka ,ale również żona.....jak to określiła s zona.
Przeczytaj jeszcze raz jej posty,bo mądrze kobieta prawi.....no chyba ,że nie interesuje Cię opinia kobiety,to zawsze możesz przystać na wypowiedziach...... Tata_to_Zero.
Pisałem już o tym ale może raz jeszcze...nie mamy możliwości zorganizowania opieki nad dziećmi przez inne osoby, zresztą żona jest temu niechętna a trudne, żebym dla "naszego dobra" rozpoczynał wojnę o "wyjście" dzieci do "kogoś". Wiem, że odpoczynek jest dla nas potrzebny ale jest jak jest i nie widzę szybkiej perspektywy na zmianę tego stanu.

s zona
Posty: 2737
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: s zona » 15 sty 2019, 22:44

ojciec i mąż pisze:
15 sty 2019, 21:19


Pisałem już o tym ale może raz jeszcze...nie mamy możliwości zorganizowania opieki nad dziećmi przez inne osoby, zresztą żona jest temu niechętna a trudne, żebym dla "naszego dobra" rozpoczynał wojnę o "wyjście" dzieci do "kogoś". Wiem, że odpoczynek jest dla nas potrzebny ale jest jak jest i nie widzę szybkiej perspektywy na zmianę tego stanu.
Wybacz ,
ale tego zupelnie nie rozumiem .. mieszkacie na bezludnej wyspie ...zawialo tak ,ze nie macie przejezdnych drog ..
Nwm co jeszcze sie zadzialo ?
Nie macie zadnych przyjaciol , znajomych , kogo mozna poprosic o pomoc .. ev poprosic kogos odplatnie . ... Nie rozumiem ,co stoi na przeszkodzie ,zeby ktos zajal sie dziecmi a Wy Wszym malzenstwem , co dalej ..
Rozumiem zone ,ze nie chce ciagac dzieci " do kogos" ,ale jesli dzieci zostaja w domu , ze swoimi zabawkami , w miejscu ktore znaja ,wiec jest szansa ,ze zasna spokojnie .. A to to cisnienie i zmeczenie moze z Was zejdzie ....Nikt z nas nie jest robotem i ma prawo byc zwyczajnie zmeczonym , a potem rozdraznienie i niepotrzebne nerwy ...
Zdadzam sie z przedmowcami i moze tylko takie zdanie do przemyslenia
karo17 pisze:
15 sty 2019, 20:49

O ile żona chce jeszcze rozmawiać, trzeba to wykorzystać żeby nie było a późno.
Moze warto sie nad tym zastanowic .
Lawendowa pisze:
08 sty 2019, 14:56


Podpowiedź Nirvanny z endokrynologiem uważam, że jest bardzo dobra. Żona autora wątku może na terapię nie chcieć iść, ale endo jest taki neutralny (nie stygmatyzuje). Dobry endokrynolog będzie umiał powiedzieć czy problem jest z hormonami, tarczycą itd. czy zupełnie gdzie indziej. Może to być też jakaś forma depresji poporodowej, a te mają tendencję do nasilania się po kolejnych ciążach.
Moze warto to potwierdzic lub wykluczyc ...

krople rosy

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: krople rosy » 16 sty 2019, 8:58

ojciec i mąż pisze:
06 sty 2019, 20:51
Obecnie jak to określa żona nasze życie jest patologią !

Dlaczego żona tak uważa?

,,.Obrywa mi się o wszystko o to, że jestem pod wpływem swojej mamy - nie jestem (nie bywamy zresztą u nikogo a i nas nikt nie odwiedza) o to, że nie dorosłem do bycia ojcem i mężem, o to że nie można na mnie polegać, że nie interesowałem się żoną podczas żadnej z ciąż, że nie mam pojęcia o potrzebach swoich dzieci, że nie umiem ich wychowywać ...''

.,, Od 4 miesięcy słowo rozwód usłyszałem już wielokrotnie - nie są to groźby zresztą nowe...w latach poprzednich pojawiały się także.''

Co w Waszej sytuacji zmieni rozwód? Jest między Wami bardzo źle , i uważam, że nie chodzi tu tylko o nadmiar obowiązków i rutyny życia.

Bo gdy się ludzie kochają to wszystko jest do przejscia...przeczekania...i udźwignięcia.
Ale gdy jest jakaś wenętrzna niechęć, awersja, żal, złość....to byle drobiazg wywołuje awanturę i irytuje w drugim człowieku najmniejszy odruch.

,,Obecnie sytuacja sięgnęła już jednak zenitu...jestem opanowanym człowiekiem ale jest to już ponad moje siły i najzwyczajniej powoli mam tego dość...nie wiem co robić...szans na spokojną rozmowę nie ma bo jestem debilem i głąbem z którym nie warto rozmawiać. Nie użalam się nad sobą ale dla dobra i dzieci i nas chcę ratować małżeństwo. Nie szukam też recepty na to co zrobić...bardziej prosiłbym o świadectwa osób w podobnej sytuacji. Dziękuję !
Dlaczego wg żony nie warto z Tobą rozmawiać?

tata999
Posty: 354
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: tata999 » 16 sty 2019, 11:01

karo17 pisze:
15 sty 2019, 19:49

Czy to nie wygląda tak jakby żona z racji tego że jest żoną miała „odrabiać pańszczyznę?”

Razem decydowaliście o dzieciach?
Z tego co piszesz wygląda jakby dzieci nie wiadomo skąd się brały jedno za drugim...

Wychowanie dziecka to też odpowiedzialność.
Nie z racji tego, że jest żoną, ale rodzicem i nie pańszczyznę tylko rodzicielskie obowiązki. O tym chyba była mowa.

Pytanie o decydowaniu o dzieciach brzmi intrygująco. Co jest podstawą tego pytania? Pytam wprost, bo mi jednoznacznie kojarzy się pytaniem o gwałt lub oszukiwaniem z anttykoncepcją. Nie wyobrażam sobie jak inaczej można nie decydować we dwoje (też chyba nie ktoś trzeci decydował). Zresztą związek małżeński ma m.in. cel wychowania potomstwa. To odpowiedzialność tak, jak napisałaś.

Przy okazji dziękuję Wam Forumowiczom za Wasze wypowiedzi, mądrość i życzliwość. Myślę, że jak wiele osób czerpię dużo, dodajecie sił i pomagacie poukładać myśli. Nie wiem jak za to dziękować. Chcę, żebyście wiedzieli, że pomagacie i doceniam, choć nie zawsze wyrażam wdzięczność.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości