co z Nami będzie ?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

benio9
Posty: 2
Rejestracja: 18 wrz 2018, 0:49
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

co z Nami będzie ?

Post autor: benio9 » 07 paź 2018, 13:19

Witam wszystkich,
Przeczytałem wiele wątków tego forum. Wasze opinie oraz możliwość porozmawiania o podobnych problemach dużo dają człowiekowi, sa dla mnie duża podporą.
Od ponad 10 lat jestem mężem a od ponad 6 ojcem. Wydawało się że żyjemy w szczęśliwym małżeństwie , dom, praca rodzina, znajomi itp.
Zawsze były jakieś mniejsze lub większe kłótnie ale jak to w małżeństwie. Niestety w życiu mojej żony pojawił się kowalski - kolega z pracy. Pierwszy romans trwał pół roku. Po tym jak się dowiedziałem, dużo rozmawialiśmy z żona, dużo sobie wyjaśniliśmy , powiedziałem że postaram się wybaczyć , ustaliliśmy że zaczynamy wszystko od nowa. Niestety po kilku miesiącach żona stwierdziła, że mnie jednak nie kocha i to wszystko nie ma sensu. Powiedziała ze kocha kowalskiego a on ja. Ze ja jestem wspaniałym tata ale nie facetem dla niej. Kowalski ma żonę i dwójkę małych dzieci. Mieszkamy cały czas razem, żona chce żebym się wyprowadził, powiedziała że chce rozwodu. Od niedawna o wszystkim wie również cała rodzina, co też jest min. dla zony powodem do tego że nie wyobraża sobie życia razem ze mną jeżeli wszyscy wiedzą ! Ja nie chce tego rozwodu, nie chce się wyprowadzać, kocham swoja zonę po mimo tego wszystkiego. Obydwoje mamy wspaniale relacje z córka, ona niczego nie podejrzewa, dla niej to będzie koniec świata. Zawierzyłem wszystko Panu, tylko on trzyma mnie jeszcze jakoś przy życiu. Chodzę również na spotkania Sychar. Nie wiem co robić dalej, bardzo chce ratować to małżeństwo dla siebie, dla Nas i dla Naszej córki. Nie wiem czemu, ale jak dowiedziałem się pierwszy raz o zdradzie bardzo mi zależało walczyłem o nią , o jej względy, zmieniłem wiele rzeczy w sobie, nad innymi pracuje do dzisiaj - i to wg. mnie jest postawa osoby walczącej, której zależy. A teraz jakoś te wszystkie emocje opadły, bardzo mi dalej zależy na żonie ale jakoś już nie tak jak wtedy .. nie wiem czemu tak mam .... Czuje też że tzw. "uwiesiłem się na niej" z czym czuje się źle.
Przy okazji tej całej sytuacji uświadomiłem również sobie ze mam syndrom DDA. Na pewno w dużym sensie wpłynęło to na Nasze problemy małżeńskie oraz moje życie w ogóle. Teraz dopiero to zrozumiałem. Zapisałem się na terapie. Dużym powodem naszych problemów małżeńskich jest Nasza rodzina tj. rodzice i Nasze odrębne zdania na ten temat (nie chce się na razie o tym rozpisywać).
Kilka dni temu żona powiedziała mi, że definitywnie mnie nie chce, ze chce rozwodu, ze powinien się wyprowadzić. Ze córce jakoś to wytłumaczymy, że jeżeli obydwoje mądrze jej to wyjaśnimy to ona na tym nie ucierpi. Ja sobie tego nie wyobrażam – jak nie ucierpi?, cały jej dotychczasowy stabilny, rodzinny, kochający świat mamy i taty upadnie. Nigdy nie będzie mi ograniczać kontaktów z córką. Powiedziała tez, że jeżeli nawet nie będzie z kowalskim to najwyżej zostanie sama. Choć z pewnością na razie planuje z Nim przyszłość ale do tego oficjalnie mi się nie przyznała.
Czuje że zona ma do mnie mnóstwo żalu, być może mnie nie na widzi w głębi serca. Praktycznie nie rozmawiamy ze sobą. Odsunęła się tez mocno od Boga, chociaż nigdy nie była jakoś specjalnie z Nim związana.
Mam tysiące myśli w głowie, raz chciałem separacji, a raz już rozwodu. Jednak jako człowiek wierzący, ufający Panu nie powinienem się rozwodzić. Zona twierdzi, że jeżeli mnie kocha nie musi ze mną być, chciałaby sobie jeszcze ułożyć z kimś życie dopóki jest młoda.
Czasem przychodzą mi również myśli, że może faktycznie się nie dobraliśmy, że może faktycznie ona już mnie nie kocha, że może ja tez jej nie kocham. Sama powiedziała mi ostatnio że ona tak naprawdę nie kochała mnie przez te wszystkie lata, że zaraz po ślubie już to czuła. Że byliśmy zbyt młodzi jak się pobraliśmy, nie doświadczeni itp. Dla mnie to brednie.
Nie wiem co robić dalej, w głębi serca chce o nią walczyć i bardzo mi na niej zależy, ale jeżeli żona skreśliła już nas związek całkowicie to ja na siłe do niczego jej nie zmuszę. Pozostaje mi tylko modlitwa i wiara w Boga …

jacek-sychar
Posty: 5724
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: co z Nami będzie ?

Post autor: jacek-sychar » 07 paź 2018, 13:26

Witaj Benio na naszym forum.

Pisząc pamiętaj, że internet nie jest anonimowy. Dlatego staraj się nie podawać szczegółów, które by umożliwiły identyfikację Ciebie i Twojej rodziny.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 667
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: co z Nami będzie ?

Post autor: ozeasz » 07 paź 2018, 14:35

benio pisze:Kilka dni temu żona powiedziała mi, że definitywnie mnie nie chce, ze chce rozwodu, ze powinien się wyprowadzić. Ze córce jakoś to wytłumaczymy, że jeżeli obydwoje mądrze jej to wyjaśnimy to ona na tym nie ucierpi. Ja sobie tego nie wyobrażam – jak nie ucierpi?, cały jej dotychczasowy stabilny, rodzinny, kochający świat mamy i taty upadnie.
Ja napiszę , na bazie własnych doświadczeń ,że nie wyprowadziłbym się ,gdybym miał taką możliwość , moja żona wywierała na mnie presję przez kilka lat ,tak naprawdę dopiero kolejna ze zdrad ,z kolejnym ... była powodem że to ja pękłem i wyprowadziłem się z córką która nie chciała wtedy zostać z mamą .
To nieprawda że można oszczędzić dzieci w takiej sytuacji ,nie ma takiej możliwości i pomyśleć że rodzice potrafią powiedzieć że kochają dziecko ,zarazem doprowadzając do takiej sytuacji jak zdrada ,szukanie personalnego szczęścia ,wyrywanie dziecka sobie nawzajem itd.

Mój syn ma dziś 22 lata ,córka skończyła 18 ,oboje mieszkają z mamą ,to co przeżywają wewnętrznie w związku z tym co się stało ,dowiedziałem się dopiero od dziewczyny syna ,parę miesięcy temu ,ani córka ,ani syn nie mówią nam rodzicom prawdy jak cierpią i co się z nimi dzieje . To co przekazała mi dziewczyna syna jest i tak pewnie ułamkiem tego co chciały odkryć osobie z zewnątrz.
Żona jest przekonana do dzisiaj że jest ok. , nie ma sobie nic do zarzucenia .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Angela, Melani i 3 gości