Kocham żonę - ona chce się wyprowadzić z synkiem

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Rafał123
Posty: 2
Rejestracja: 14 wrz 2018, 23:59
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Kocham żonę - ona chce się wyprowadzić z synkiem

Post autor: Rafał123 » 15 wrz 2018, 23:01

Witam wszystkich tu obecnych. Jestem tu nowy i chciałbym opisać kilka słów o mojej obecnej sytuacji. Jeśli źle wybrałem dział - proszę o przekierowanie.

Nie całe trzy tygodnie temu moja żona oznajmiła mi, że jestem najgorszą zarazą w jej życiu i że chce się wyprowadzić z synkiem i chce żyć beze mnie. Jesteśmy po ślubie prawie 7 lat a w związku około 10. Mamy cudownego kochanego synka lat 4. On również ciągle mówi "Kochana i cudowna mamusia" i "Kochany i cudowny tatuś". Cała sytuacja miała miejsce około trzech tygodni temu. Dzień poprzedzający to wróciłem dwie godziny później po zajęciach tańca i odwoziłem koleżankę i z nią rozmawiałem z aucie. Tylko rozmawiałem. Mówiłem, żonie, że będę zaraz po zajęciach. Dwa dni wcześniej wróciłem z imprezy koło południa. Nocowałem u kolegi bo było to daleko. Tylko nocowałem. To były akurat jej 35 urodziny. Już chyba się domyślacie mojej osoby...

Przez ostatnie jakieś dwa lata raczej w każdy weekend wyjeżdżałem na seminaria albo jak byłem to chodziłem z kolegami na imprezę. Nie dałem odczuć żonie zaufania do mnie, poczucia bezpieczeństwa oraz partnerstwa. Choć przewrotnie chyba codziennie mówiłem jej że ją bardzo kocham i że jest piękna. Jednak w tych ważnych dla niej momentach wychodziłem, nie słuchałem, uważałem często jej decyzje za złe.

Gdy żona te trzy tygodnie temu oznajmiła mi, że nie ma mnie teraz w jej życiu i że uczucie zupełnie umarło zaczął się mój dramat. Dramat jaki ja jej dawałem przez dłuższy czas. Ona to samo dała mi skoncentrowane i wylała wszystko na raz. Płakałem i mówiłem jej w oczy, żeby się nie wyprowadzała, że ją niewyobrażalnie kocham. Ona z zimnym spojrzeniem i lekkim uśmiechem twierdziła, że jest już za późno i że tyle razy dawała mi szansę. Zaczął się mój dramat. Wyprowadziłem się, żeby ona nie musiała tego robić raptownie. W pustym mieszkaniu płakałem tydzień, patrzyłem się w sufit i znowu płakałem. Zacząłem pojmować jak bardzo ją zaniedbałem choć dawała mi tyle luzu i pozwalała na wiele. Nigdy przenigdy nie sądziłęm, że taka sytuacja może mieć u nas miejsce. Byłem tak zaślepiony i zapętlony, że nie zauważałem tego wszystkiego. Zawsze rozmawialiśmy o związkach które są bez uczuć i jakoś dziwni a teraz ja zostałem największym frajerem tego świata tak zaniedbując żonę. Poszedłem emocjonalnie na samo dno...ale też przenigdy tak głęboko nie spojrzałem na siebie. Zacząłem analizować wszystko i tak żałować bo widziałem, że osoba w której się zakochałem od samego początku moja cudowna kochana żona - odchodzi.

Nie przychodziłem pijany do domu, nie jestem narkomanem, pomagam ludziom od zawsze kiedy chcą ale jednak nie tego wymaga prawdziwa miłość do najbliższej osoby.
Bardzo dobrze odczułem na swojej skórze jak bardzo żona mnie nienawidzi. Jak już mnie nie kocha. Na ostatniej wspólnej imprezie zostałem zmasakrowany psychicznie. Bawiła się cudownie z innymi podczas gdy ja stałem i na to patrzyłem. To imprezy taneczne (bachata, salsa) zatem tańce są bardzo zmysłowe i pełne namiętności. Potworny ból.
Dziś mija kilka dni od kiedy przestałem płakać i postanowiłem uszanować jej decyzję i ją wspierać. Pomagać oglądać mieszkania itp. Od kiedy nie poruszam całej tej sytuacji, możemy normalnie na spokojnie rozmawiać lekko się śmiać i z synkiem się bawić.
Jest mi bardzo trudno to robić bo czuję, że nie mogę się do nie zbliżyć. Tak bardzo zaburzyłem jej światopogląd na małżeństwo, na dobry związek na rodzinę. Nikt ze znajomych nigdy by nie powiedział o nas, że może dojść do takiej sytuacji. Zawsze uśmiechnięci, zawsze ze sobą rozmawiają.

Dziś zaproponowałem wspólny rower. Jeździliśmy, cieszyliśmy się i rozmawialiśmy. Potem razem zjedliśmy jej pyszny obiad. Kilka razy jej powiedziałem w oczy, że ją bardzo kocham i że jest moją żoną i że jej wybaczam co mi powiedziała. Na tą chwilę już na spokojnie ale nadal utrzymuje wyprowadzkę. Robię codziennie jakiś gest żeby wiedziała, że już jestem inną osobą. Bo jestem! Dziś na koniec dnia w jej oczach zauważyłem już może nie mróź ale temperaturę dodatnią. Może mi się tylko wydawało.

Trafiłem na to forum poprzez książkę "Ile jest warta Twoja obrączka". Moja siostra bardzo wierząca wysłana dwa egzemplarze jej i mi. Chciałbym aby moja żona również ją czytała. Może czyta bo nie jedną taką czytała i mi polecała podczas kiedy ja to lekko olewałem mówiąc, że takie coś jest nie dla mnie.

Różnimy się charakterami to prawda ale przeżyliśmy razem mnóstwo pięknych chwil. Jeszcze jakiś miesiąc temu, może półtorej codziennie wieczorem oglądaliśmy filmy, piliśmy wino i pięknie się kochaliśmy.
Ja byłem uzależniony od pornografii. Zacząłem żonę traktować lekko przedmiotowo. Generalnie w tych sprawach zawsze było u nas bardzo dobrze. Wiem, że te filmy raczej mnie zwichrowały. Jakiś tydzień temu całkowicie to odrzuciłem. Jako typowy facet zauważam nadal ładne kobiety na ulicy ale już ich nie rozbieram wzrokiem. Brakuje mi po prostu mojej pięknej żony.

Moje pytanie brzmi: Czy kobieta jeśli szczerze kochała może tak nagle się odkochać całkowicie z racji bólu, który dostała?

Nie raz doprowadziłem ją do łez mówiąc w oczy, że chyba do siebie nie pasujemy i że raczej nic nie wniosła w moje życia. Tak bardzo żałuję tych słów. Nie byłem sobą. Imprezy i koleżanki nie sprawiały mi poczucia szczęścia. To była odskocznia bo tak naprawdę brakowało mi żony. Tego żeby rzuciła mi się na szyję i powiedziała zostań ze mną, nie idź to nich. Wiem, nie dałem jej tego co było dla niej ważne więc co miała mi dać w zamian.

Tak to wygląda teraz i nie wiem co począć. Jestem już innym człowiekiem. Najważniejsze wartości znowu wyszły na górę ale nie ma możliwości ich udowodnić. Staram się bardzo ale czy będzie tego efekt? :(

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 4005
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kocham żonę - ona chce się wyprowadzić z synkiem

Post autor: Nirwanna » 16 wrz 2018, 8:08

Witaj, Rafale, na forum,

Nowym osobom na forum przypominamy, że internet anonimowy nie jest, więc zadbaj o to, aby pisząc nie podawać zbyt dużej ilości szczegółów. Warto zadbać w ten sposób o anonimowość własną i swojej rodziny.

A teraz odnośnie tego, co napisałeś. Myślę, że masz świadomość tego, że - kolokwialnie mówiąc - zawaliłeś po całości. Zraniłeś żonę w kobiecych obszarach najbardziej newralgicznych, uderzając w jej poczucie bezpieczeństwa, w jej poczucie bycia ważną, w jej kobiecość. Sądzę, że warto abyś doczytał sobie solidnie, co dla kobiet, w szczególności dla Twojej żony - jest ważne. Lista polecanych przez nas lektur jest tu: viewtopic.php?f=10&t=383

Piszesz, że się zmieniłeś, że najważniejsze wartości znów wyszły na górę. To dobry kierunek, ale dopiero początek, miej tego świadomość. Chodzi o to, że teraz masz potężną motywację, chcesz pokazać żonie że się zmieniłeś, a ona w pewien sposób to przyjmuje. Motywację i nadzieję zatem Ci dostarcza na bieżąco. Problem w tym, czy będziesz kontynuował ten kierunek zmian, gdy będzie bardzo źle (żona kompletnie się od Ciebie odetnie), czy wręcz przeciwnie - bardzo dobrze (żona wróci, znów będziecie mieszkać razem). Czy znasz przyczyny, dlaczego tak się zachowywałeś? Czy zmieniasz nie tylko zachowania, ale ucinasz u korzenia przyczyny tych zachowań?
Jakie miejsce zajmuje w Twoim życiu Bóg? Na ile czerpiesz siłę i nadzieję od Niego?

A dział forum niech na razie zostanie, ufajmy, że właśnie na takim etapie jesteś :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Pavel
Posty: 1717
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kocham żonę - ona chce się wyprowadzić z synkiem

Post autor: Pavel » 16 wrz 2018, 22:05

Witaj Rafale,
Nirwanna powyżej napisała same mądre rzeczy :)

Ja tylko, z własnego doświadczenia, dodam, że Twoja zmiana jest na razie co najwyżej pobudką.
Fajnie, że do niej doszło, niestety my faceci bardzo często budzimy się, gdy coś jest już w stanie ciężkim bądź agonalnym. Tak było i ze mną. Wcześniej podobnie jak Ty myślałem, że jest względnie ok. Ślepota totalna z bardzo niefajnymi konsekwencjami.

Gorąco polecam zawarte w powyższym poście lektury oraz dostępne na forum konferencje. Mi pozwoliły one lepiej poznać siebie i ukazały prawdę o nas i naszym małżeństwie. Trudną i nierzadko bolesną prawdę, która była jednak niezbędna w procesie naprawy.

Naprawy samego siebie, bowiem tylko na siebie mamy bezpośredni wpływ.

Polecam Ci również czytanie forum, również archiwalnego:
www.archiwum.kryzys.org
Historie opisane na forum są bowiem kopalnią wiedzy o kryzysach.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

nałóg
Posty: 677
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kocham żonę - ona chce się wyprowadzić z synkiem

Post autor: nałóg » 17 wrz 2018, 10:44

Rafał123 pisze:
16 wrz 2018, 8:08
Dzień poprzedzający to wróciłem dwie godziny później po zajęciach tańca i odwoziłem koleżankę i z nią rozmawiałem z aucie. Tylko rozmawiałem. Mówiłem, żonie, że będę zaraz po zajęciach. Dwa dni wcześniej wróciłem z imprezy koło południa. Nocowałem u kolegi bo było to daleko. Tylko nocowałem. To były akurat jej 35 urodziny.
Tak.... tylko nocowałeś....tylko sam byłeś na tańcach....tylko odwoziłeś koleżankę.....tylko rozmawiałeś ....
Rafał....... tak "leciutko" śliznąłeś się po pornografii. Piszesz o tym że byłeś uzależniony od pornografii. Uzależnienie nie znika. Ono pozostaje nawet wtedy gdy nie wchodzisz w porno. Możesz być tylko "trzeźwym" lecz nie wolnym od nałogu.
Co do kryzysu..... jak piszesz to pewnie z 7 lat psułeś ,wiec masz co najmniej tyle samo czasu na naprawę.
Wyrazem totalnego zaniedbywania kobiety/żony przez męża jest balowanie w dniu jej urodzin nie z nią.

Ciężka praca przed Tobą i długa........
PD

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 53
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Kocham żonę - ona chce się wyprowadzić z synkiem

Post autor: Pijawka » 17 wrz 2018, 11:21

Przeczytałam kiedyś takie zdanie, że " kobieta nigdy nie odchodzi od męża z dnia na dzień"...tylko po długim czasie namysłu, analizowania a niekiedy dopiero po znalezieniu alternatywnej "drogi szczęścia"- czyli innego mężczyzny, albo rzadziej- innego zajęcia, pracy,hobby itd..
Powiem tak: ja na Twoim miejscu - mowiąc w przenośni- całowałabym żonę po piętach za to,że przez tyle lat znosiła upokorzenie związane z Twoim nałogiem pornografii, imprezy, wyjazdowe balety, jakieś koleżanki i sam sobie dopisz co jeszcze.. W końcu jej się "ulało" i doszła do wniosku, że to koniec. Nie obwiniaj jej za to,że ma już dość tych ekscesów. Nie znam jej myśli i odczuć- ale jako kobieta powiem, że decyzji o odejściu od męża ( mając małe dziecko) nie podejmuje się pohopnie.
Czy się odkochała- to tylko ona wie najlepiej ale nie radzę o to teraz pytać.
Na moje oko uznała, że trzeba brać dziecko pod pachę i zawijać się stąd, bo może tylko taki szok sprawi, że będziesz w stanie cokolwiek dobrego ze sobą zrobić.
Tego Ci serdecznie życzę, choć na razie odkryłeś zapewne czubek góry lodowej swoich wad ;) Niemniej jednak bardzo Ci kibicuję i pozdrawiam

Rafał123
Posty: 2
Rejestracja: 14 wrz 2018, 23:59
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Kocham żonę - ona chce się wyprowadzić z synkiem

Post autor: Rafał123 » 17 wrz 2018, 20:35

Bardzo dziękuję Wam za odpowiedzi. Krytyka, którą przyjmuję ze spokojem jest jak najbardziej odpowiednia dla mnie.
Znam żonę bardzo dobrze i mam co prawda bardzo małą ale mam nadzieję, że wszystko kiedyś się zakończy pozytywnie.
Zauważyłem od kilku dni, że kiedy jej pomagam bardzo, że kiedy świetnie się synek ze mną bawi i jest szczęśliwy ona bardzo dużo myśli. Wydaje się, że w każdej wolnej chwili spogląda w dal i myśli. Moim zdaniem są na to tylko dwie opcje. Pierwsza to taka, że myśli o wspólnej przyszłości, druga to taka, że myśli jak najetyczniej to powoli zakończyć. Nie wiem na tą chwilę jakie są jej myśli ale widzę gesty, zachowania, które skłaniają mnie to tej pierwszej opcji. Przedwczoraj poprosiła mnie kiedy akurat opiekowałem się synkiem, żebym ją rozmasował. Od pasa w górę i od pasa w dół. Zrobiłem tylko masaż ale starałem się by był bardzo powolny. Może to głupio brzmi ale czy gdyby mnie całkowicie nienawidziła to by do tego doszło? Dzisiaj akurat pomogłem im transportem obejrzeć dwa mieszkania. W każdej chwili doceniam jej siłę na to i stanowczość. Nie zapominam także lekko podkreślić jej niesamowitą osobę. Napiszę Wam szczerze, że niewiarygodnie ją szanuję teraz bo po tylu latach potrafiła mnie zdominować i zaskoczyć (negatywnie ale jednak). Taka kobieta to prawdziwy skarb i cieszę się że jest moją żoną (modlę się aby tak zostało). Jeśli chodzi o mój stosunek do wiary to zawsze wierzyłem w nie znaną Siłę Wyższą. Nie zrozumcie mnie źle ale zawsze uważałem, że ile jest narodów tyle każdy ma swoją Siłę Wyższą. Oczywistym jest dla mnie fakt, że wszystko co nas otacza nie jest przypadkiem. Powiem więcej, przez te ostatnie tygodnie dostałem wiele znaków, które nie są przypadkiem. Proszę zrozumcie mnie.

Oczywiście listę lektur zaraz przejrzałem. Szybko znalazłem już pierwszą dostępną w Empiku "5 języków miłości dla mężczyzn". Była tylko jedna sztuka. Przypadek?
Aktualnie słucham "Mężczyźni są z Marsa..." - pytam się czemu ja wcześniej tego nie miałem w rękach??

Dokładnie jest omówione jak funkcjonuje kobieta a jak mężczyzna. Moim zdaniem taka lektura jest instrukcją dla par/małżeństw i powinna być obowiązkowo dawana przy sakramencie małżeństwa. Jestem pewien, że wiele małżeństw by się nie rozstało.

Wiem, że jestem obco tu teraz na tą chwilę odbierany ale jestem sobą. Jestem inną osobą. Nie czuję, żeby to były chwilowe emocje ale może się mylę. Wiem, że nigdy tak bardzo nie spojrzałem w siebie głęboko jak przez ostatnie dwa tygodnie. Mieszkam sam i mam wiele czasu by wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze. Mimo wszystko spoglądam w niebo i proszę i pomoc bezustannie.

Domini
Posty: 5
Rejestracja: 23 wrz 2018, 5:00
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Kocham żonę - ona chce się wyprowadzić z synkiem

Post autor: Domini » 24 wrz 2018, 9:52

Witaj,
Czytam Twój post i wydaje mi się, że trochę się pogubiłeś w wartościach. Inne rzeczy, które powinny byc na dalszym planie weszły u Ciebie na szczyt. Rozrywka stala sie chyba wazniejsza od zony, a oczekiwales, ze zona uwiesi sie na Twojej szyji i bedzie błagac, zebys został w domu.
U mnie wygląda to tak. Na pierwszym miejscu jest Bog, potem mąż, dzieci.... dopiero dalej znajomi, praca.
Takie drzewko wartości bardzo pomaga. Kiedy z męzem jest cos nie tak lub kiedy wiem, ze to po prostu nie jest czas na wyjscie z kolezanką do kawiarni, potrafię odwołać spotkanie. Przeciez z mężem bede zyła do starości, a z kolezanką nie wiem ile bedziemy miec kontakt. Na czyjej relacji powinno mi zależec bardziej?
Widze, ze juz zrozumiales swój bład. Zastanawiales sie kiedys po co Bog dopuszcza kryzysy? Bo gdyby zylo nam się wspaniale, mielibysmy zarobki 50 tysięcy miesięcznie, wspanialy dom, wakacje kilka razy w roku, wszystko na wyciągniecie ręki to chciałoby nam się szukac Boga? gdyby nie to co przezywasz teraz, kiedy bys sie otrzasnął?
Na pewno musisz byc wytrwały. odbudowa zwiazku to sinusoida, raz bedziesz widział super efekty, a kolejnego dnia mozesz watplic czy to ma sens. to normalne. rob wszystko co mozesz, zeby odbudowac jej zaufanie i bezpieczenstwo
Co do twojego nalogu, walcz. Znam 2 osoby, ktore walcza z tym co ty. Jedna w ostatnim roku upadła 2 razy (brzmi niezle co... 2 razy w roku, to juz nie 2 razy w tygodniu czy 2 razy dziennie), druga od 3 lat nie właczyla zadnego filmu. Mozna? Mozna. Ale tak naprawde mozemy tylko z pomoca Boga z tego wyjsc. Wszystko mozemy w tym ktory nas umacnia.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość