Proszę o modlitwę!

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

karolina1411
Posty: 20
Rejestracja: 08 wrz 2018, 10:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Proszę o modlitwę!

Post autor: karolina1411 » 10 wrz 2018, 13:32

Cześć! Przez ostatnie dni przejrzałam wiele wątków na forum. Moja historia jest świeża i bardzo bolesna. Z mężem byliśmy razem łącznie 11 lat, nie mieszkaliśmy razem przed ślubem. Po 7 latach związku oświadczył mi się w bajkowej scenerii, potem 2 lata narzeczeństwa- piękny, bogaty w rozmowy i przemyślenia czas, ślub jak z bajki, wymarzone wesele. 13 sierpnia minęły 2 lata odkąd Pan Bóg pobłogosławił nas miłością sakramentalną. Nie byliśmy idealnym małżeństwem, związkiem z resztą też nie. Ja miałam wiele wad, on również, ale oboje znaliśmy siebie na wylot, wiedzieliśmy, co wnosimy do tego małżeństwa. Ja jestem furiatką, która mówi dziesięć razy za dużo, zanim zdąży pomyśleć. Mąż jest raczej oschły i chłodny, nie lubi mówić o uczuciach, wszystko skrywa w sobie. W kryzysach ja atakuje i walczę, on jest bierny i ucieka w inne rzeczy. Długo staraliśmy się o dziecko, leczyłam się, było coraz lepiej, ale przez dotychczasowe niepowodzenia było mi bardzo ciężko. Dużo płakałam, a on mnie wspierał. Były kłótnie i więcej chłodu niż dotychczas, mąż przechodził kryzys związany z życiem zawodowym, nie wyszły mu plany, na których bardzo mu zależało. Było ciężko, ale nie sądziłam, że może stać się to, co się stało.

Po powrocie z wakacji (na których zachowywał się bardzo dziwnie) mąż oświadczył mi, że musimy się rozstać.
Powiedział, że mnie nie kocha. Że łączy nas tylko przywiązanie. Że to nie jest nagła decyzja, od pół roku czuje, że nie łączą go ze mną żadne ciepłe uczucia. Powiedział, że patrząc na mnie czuje tylko negatywne rzeczy, że nawet mnie nie lubi (jeszcze 10 dni wcześniej mówił, że mnie kocha). Powiedział, że odchodzi, chce ułożyć sobie życie od nowa, nie chce w tym nowym życiu śladu po mnie. Spakował się, wyprowadził z dnia na dzień. Odciął się od znajomych i rodziny, utrzymuje tylko sporadyczny kontakt ze swoją mamą. Wynajął mieszkanie, szuka stałej pracy, pracuje dorywczo. Na moje próby ratowania małżeństwa odpowiada, że mam zrozumieć, że mnie nie kocha, że beze mnie jest mu lepiej. Każe mi wyjść do ludzi i znaleźć kogoś, kto mnie pokocha. Słyszę, że gdyby wiedział przed ślubem, to co wie teraz, to nie ożeniłby się ze mną. Usłyszałam, że po jakimś czasie się rozwiedziemy, a on chce sobie kiedyś ułożyć życie z kimś, kogo pokocha. Teraz podobno nikogo nie ma.

Na argument świętości małżeństwa i nierozerwalności sakramentu odpowiada, że mam w to Boga nie mieszać, że woli być szczęśliwym człowiekiem niż dobrym katolikiem. To jest totalny szok, bo zawsze byliśmy blisko Pana Boga. Modliliśmy się codziennie razem, błogosławiłam go, gdy gdzieś jechał. My nawet poznaliśmy się w Kościele! Czuje, jakbym w ogóle nie znała tego człowieka.
Kocham mojego męża. Jestem w stanie mu wszystko wybaczyć. Nie bez bólu, jestem świadoma tego, co mi zrobił, ale chcę budować z nim dom mimo wszystko. Kocham jego rodzinę, która jest piękniejsza od mojej własnej, poranionej. Kocham nasz dom i to nienazwane i nieokreślone, co dzieje się między małżonkami.
Wiem, że mam pracować nad sobą. Zaczęłam terapię, żeby odnaleźć się w kryzysie i uporać z demonami z mojej własnej rodziny. Jestem psychologiem. Wiem, co powinnam, ale czuję się sparaliżowana. Jakbym miała na sobie ołowianą kamizelkę- niby funkcjonuję, ale najgorzej usiąść i zaczerpnąć powietrza. Bez bólu się nie da.

Mam 26 lat. Nie mam dzieci. Cierpię straszliwie i bardzo się boję. Czuję się bezdomna. Boję się życia w samotności, boję się braku rodziny, do której Pan Bóg mnie powołał. Wszyscy znajomi wokół założyli rodziny, rodzą im się dzieci, mężowie po pracy wracają do żon. Boję się życia z dala od Pana Boga, w grzechu, ale też nie chcę życia w samotności. Jestem taka młoda! To miał być początek pięknego rodzinnego życia, tego wszystkiego na co człowiek liczy, gdy świadomie decyduje się założyć rodzinę. Zostałam z niczym. Tak strasznie się boję.

Pomocy!
Ostatnio zmieniony 10 wrz 2018, 15:56 przez Czarek, łącznie zmieniany 1 raz.

Czarek
Posty: 1527
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: Czarek » 10 wrz 2018, 16:24

Witaj Karolino na forum.

Z twojego postu wyciąłem imię małżonka. Warto abyś nie podawała takich szczegółów, bo internet nie jest anonimowy.

Na początku zachęcam Ciebie do odwiedzenia jednego z naszych Ognisk. Ich wykaz masz tutaj: http://sychar.org/ogniska/

Polecam także do obejrzenia na youtube cykl konferencji ks. Marka Dziewieckiego "Przysięga małżeńska i je konsekwencje". To może Ci bardzo pomóc w zrozumieniu i zdiagnozowaniu błędów, które zostały popełnione w małżeństwie. Ich świadomość daje szansę na zmianę.
karolina1411 pisze:
10 wrz 2018, 13:32
Zaczęłam terapię, żeby odnaleźć się w kryzysie i uporać z demonami z mojej własnej rodziny. Jestem psychologiem. Wiem, co powinnam, ale czuję się sparaliżowana. Jakbym miała na sobie ołowianą kamizelkę- niby funkcjonuję, ale najgorzej usiąść i zaczerpnąć powietrza. Bez bólu się nie da.
Uważam, że decyzja o podjęciu terapii jest słuszna. Na forum w sytuacji kryzysu w relacji małżeńskiej zachęcamy do podjęcia trudu i wysiłku pracy nad sobą. Dobrze jest do takiego procesu zaprosić Boga, aby On mógł zatroszczyć się o Twoją sferę duchową.
karolina1411 pisze:
10 wrz 2018, 13:32
Mam 26 lat. Nie mam dzieci. Cierpię straszliwie i bardzo się boję. Czuję się bezdomna. Boję się życia w samotności, boję się braku rodziny, do której Pan Bóg mnie powołał. Wszyscy znajomi wokół założyli rodziny, rodzą im się dzieci, mężowie po pracy wracają do żon. Boję się życia z dala od Pana Boga, w grzechu, ale też nie chcę życia w samotności. Jestem taka młoda! To miał być początek pięknego rodzinnego życia, tego wszystkiego na co człowiek liczy, gdy świadomie decyduje się założyć rodzinę. Zostałam z niczym. Tak strasznie się boję.
Karolino Twój stan emocjonalny jest dla mnie całkowicie zrozumiały. Na dzień dzisiejszy runął świat, który wraz z mężem zbudowaliście. Nie oznacza to jednak, że nie ma szans aby we współpracy z Bogiem nie mógł powstać nowy. Moim zdaniem nie warto pisać czarnych scenariuszy i popadać w rozpacz.

Dobrze, że trafiłaś na forum. Mam nadzieję, że dostaniesz tutaj dużo mądrego wsparcia innych sycharków, które pomoże Ci się podnieść.

Amica

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: Amica » 10 wrz 2018, 16:38

Karolino, czyli poznaliście i zaczęliście być parą, kiedy miałaś 15 lat?

Nic dziwnego, że zawalił Ci się świat, skoro niemal od zawsze był w nim Twój mąż. Ja nawet nie pamiętam siebie z czasów, kiedy miałam 15 lat (a mam 43).

To dobrze, że zdecydowałaś się na terapię. Czy jest w Twoim mieście Ognisko Sychar? Może warto, byś poszła na takie spotkanie, poznała ludzi, którzy są w podobnej sytuacji i Cię wesprą, podniosą na duchu.

Będę pamiętać o Tobie w modlitwie. O Was. Zachowania naszych mężów, ich argumentacja, sposób zakończenia związku - bardzo podobne. Trzymaj się dzielnie i trwaj w Panu, On da Ci najlepsze pocieszenie i pokój duszy. Ze spokojem w sercu wiele się układa też w głowie. Przychodzą rozwiązania, sposoby. Życzę Ci tego!

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 201
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: karo17 » 10 wrz 2018, 18:02

Niestety kolejne bardzo młode małżeństwo w kryzysie. Było coś co świadczyłoby o tym że mężowi jest źle w małżeństwie? Narzekał na coś?

AmaDa55
Posty: 59
Rejestracja: 25 lip 2018, 10:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: AmaDa55 » 10 wrz 2018, 18:43

Widzę sporo podobieństw do mojej historii.
Maz skryty, ja wybuchowa. Wiele lat razem.
Mój mąż także "nagle" się wyprowadzil. Mówił, że rozwód to jedyna opcja. Teoretycznie nikogo trzeciego nie ma. Mówił też, że nie kocha, że lepiej szukać szczęścia gdzie indziej. Z tym, że my mamy dziecko.
To Ci pewnie nie pomoże, ale z dnia na dzień czuję się coraz lepiej, silniej. Początkowe dni po jego wyprowadzce - szkoda gadać - panika, łzy, totalna rozpacz.
Bądź silna i, co najtrudniejsze, nie proś, nie dzwoń - to tylko pogarsza sprawę.
Być może z czasem mu ta złość przejdzie i będziecie mogli próbować odbudować małżeństwo. Moja historia trwa, zdecydowaliśmy wspólnie podjąć terapię.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 627
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: ozeasz » 10 wrz 2018, 20:00

karolina1411 pisze:Długo staraliśmy się o dziecko, leczyłam się, było coraz lepiej, ale przez dotychczasowe niepowodzenia było mi bardzo ciężko. Dużo płakałam, a on mnie wspierał. Były kłótnie i więcej chłodu niż dotychczas, mąż przechodził kryzys związany z życiem zawodowym, nie wyszły mu plany, na których bardzo mu zależało. Było ciężko, ale nie sądziłam, że może stać się to, co się stało.
Witaj Karolino ,wiem że to może niedelikatne pytanie ,ale czy mąż komunikował że posiadanie potomstwa jest dla niego priorytetem ,czy może to być powód Jego zachowania ?


Skoro jesteś psychologiem Tomasz pewnie w tym względzie wiedzę większą niż przeciętny człowiek ,czy jest taka możliwość że mąż ma depresję ,że się załamał po tych wydarzeniach w Waszym życiu ?

Piszesz że małżeństwem jesteście od dwóch lat ,jeśli dobrze zrozumiałem , piszesz też że przed ślubem nie mieszkaliście razem , mam niestety jeszcze jedno niedelikatne pytanie : czy to oznacza że nie współżyliście ze sobą ,czy dobrze odbieram Twoją informację , że zbliżenia nastąpiły dopiero w małżeństwie ?


Jeśli pytania moga naruszać Twoje granice , nie musisz odpowiadać , pozdrawiam serdecznie .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
karo17
Posty: 201
Rejestracja: 02 maja 2018, 17:47
Płeć: Mężczyzna

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: karo17 » 10 wrz 2018, 20:06

Bardzo nie na miejscu są takie pytania. Czemu mają służyć Ozeasz? Ciekawości?

karolina1411
Posty: 20
Rejestracja: 08 wrz 2018, 10:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: karolina1411 » 10 wrz 2018, 21:16

karo17 pisze:
10 wrz 2018, 18:02
Niestety kolejne bardzo młode małżeństwo w kryzysie. Było coś co świadczyłoby o tym że mężowi jest źle w małżeństwie? Narzekał na coś?
Tak i nie.
Powiedział mi kiedyś, że czuje się nieszanowany, bo w przypływie złości bardzo źle o nim mówię. Miał rację, mówiłam tak, jak nie powinnam. Jak myślę o tym, co mu powiedziałam w niejednej kłótni, to przechodzą mnie ciarki.
Powiedział mi też, że cały czas się go o coś czepiam. Miał rację. Ale miałam za co się czepiać: ja pracowałam, zajmowałam się domem, on dostawał stypendium z uczelni, gdzie robił doktorat (bardzo niewielkie stypendium). Brakowało pieniążków, także na moje leki, a jemu nie chciało się pójść nawet do ojca do firmy dorobić. Jak ja byłam w pracy grał na komputerze, jak wracałam szedł na siłownię. Siłownia to było jego życie. Nawet spłuczki nie chciał naprawić, jak go prosiłam. Nie zajmował się samochodem - problemem było dla niego dolanie mi płynu do spryskiwaczy.
Ale mimo że wiedziałam, jak bardzo nie odpowiada mi jego zachowanie i jak niewłaściwe jest moje, w życiu nie dopuszczałam do siebie myśli, że może to doprowadzić do jego odejścia. Jeszcze 10 dni przed rozstaniem mówił mi, że mnie kocha. Jeszcze miesiąc wcześniej staraliśmy się o dziecko, którego on także chciał.
Więc tak, skarżył się. Ja także się skarżyłam.
I nie, nie myślałam, że jest mu źle.

karolina1411
Posty: 20
Rejestracja: 08 wrz 2018, 10:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: karolina1411 » 10 wrz 2018, 21:19

Amica pisze:
10 wrz 2018, 16:38
Karolino, czyli poznaliście i zaczęliście być parą, kiedy miałaś 15 lat?

Nic dziwnego, że zawalił Ci się świat, skoro niemal od zawsze był w nim Twój mąż. Ja nawet nie pamiętam siebie z czasów, kiedy miałam 15 lat (a mam 43).
Tak. Byłam dzieckiem, nie będąc z nim. Dorastaliśmy razem.
Pierwsze spacery, pierwsze kino, randki, studniówki, wakacje. Wszystko wspólne.
Grono znajomych, miasto, szkoła.
Nie mam żadnej sfery życia, w której nie byłoby go chociaż symbolicznie, bo nawet gdy robiłam coś sama, realizowałam się, to on mnie w tym wspierał.

Bardzo mi źle.

karolina1411
Posty: 20
Rejestracja: 08 wrz 2018, 10:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: karolina1411 » 10 wrz 2018, 21:21

AmaDa55 pisze:
10 wrz 2018, 18:43
Bądź silna i, co najtrudniejsze, nie proś, nie dzwoń - to tylko pogarsza sprawę.
Być może z czasem mu ta złość przejdzie i będziecie mogli próbować odbudować małżeństwo. Moja historia trwa, zdecydowaliśmy wspólnie podjąć terapię.
Kochana, dziękuję za te słowa. Bo właśnie to jest mój problem, że nie potrafię się z nim nie kontaktować. Cały czas wypisuję licząc, że zmienił zdanie. Piszę do niego co dwa dni. Ostatnie zdanie Twojej wypowiedzi to promyk nadziei.
Nie umiem się pogodzić z tym, że mnie nie kocha.

karolina1411
Posty: 20
Rejestracja: 08 wrz 2018, 10:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: karolina1411 » 10 wrz 2018, 21:32

ozeasz pisze:
10 wrz 2018, 20:00

Witaj Karolino ,wiem że to może niedelikatne pytanie ,ale czy mąż komunikował że posiadanie potomstwa jest dla niego priorytetem ,czy może to być powód Jego zachowania ?


Skoro jesteś psychologiem Tomasz pewnie w tym względzie wiedzę większą niż przeciętny człowiek ,czy jest taka możliwość że mąż ma depresję ,że się załamał po tych wydarzeniach w Waszym życiu ?

Piszesz że małżeństwem jesteście od dwóch lat ,jeśli dobrze zrozumiałem , piszesz też że przed ślubem nie mieszkaliście razem , mam niestety jeszcze jedno niedelikatne pytanie : czy to oznacza że nie współżyliście ze sobą ,czy dobrze odbieram Twoją informację , że zbliżenia nastąpiły dopiero w małżeństwie ?


Jeśli pytania moga naruszać Twoje granice , nie musisz odpowiadać , pozdrawiam serdecznie .
Oczywiście, odpowiem, bo trzeba stanąć w prawdzie w tej sytuacji. Skoro proszę Was o pomoc to niejako jestem zobowiązana do jasności sytuacji.
Dziecko nie mogło być powodem jego odejścia. On z tą sytuacją radził sobie lepiej, był dla mnie dużym wsparciem. Nie załamywał się i szczerze wierzył, że się uda. To ja wariowałam widząc u znajomych małe dzieci, on widział je w dość odległej przyszłości. Był pewny, że w końcu się uda. A staraliśmy się dopiero 9 miesięcy, z problemami, ale z dobrymi rokowaniami - wrócił naturalny cykl, udało się zdiagnozować moje problemy z krzepliwością i przeciwdziałać im, brałam leki- mąż robił mi zastrzyki!

Tak, jest szansa, że się załamał kwestią zawodową. To było dla niego niezwykle ważne. Nie depresyjnie, ma inny styl radzenia sobie. Rozważam to, że negatywne emocje, których doświadczył, a z którymi nie potrafił sobie poradzić (przez tłamszenie wszystkie w środku) projektował na mnie i mnie potraktował jako źródło tych emocji. Oczywiście nieświadomie. To tłumaczy, czemu tak nagle powiedział, że myśląc o mnie nie czuje nic dobrego. To dziwne, bo nawet jeśli coś wygasło, to przecież przez 11 lat musiało zdarzyć się także wiele pięknych dla niego chwil. Prawda?
Ale jeśli zrzucił na mnie to zło, z którym sobie nie radził, to nie wróży dobrego zakończenia. Bo sam przed sobą może nigdy nie uświadomić sobie, że problem był w innym miejscu. On szczerze będzie wierzył w to, że to ja jestem taka okropna.
Ale to tylko hipoteza. Jedna z wielu. Jak ta o kochance i ta o tym, że był kryptogejem. Żadnych dowodów na którąkolwiek wersję.

Co do ostatniego wątku: zaczęliśmy się spotykać w 2007 mając po 15 lat (jesteśmy rówieśnikami). Zaręczyliśmy się w 2014, mając po 22 lata. Ślub wzięliśmy w 2016 mając po 24 lata. Sypialiśmy ze sobą przed ślubem, jednak nie bez kosztów psychicznych: toczyliśmy walkę z własnym sumieniem i pokusami. To nie tak, że odpuściliśmy. Upadliśmy, ale biliśmy się o bycie w porządku. I spowiadaliśmy się. Szczerze.

Czy w związku z powyższym nasuwają Ci się jakieś refleksje?
Dziękuję za odpowiedź!

AmaDa55
Posty: 59
Rejestracja: 25 lip 2018, 10:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: AmaDa55 » 10 wrz 2018, 22:28

karolina1411 pisze:
10 wrz 2018, 21:21
AmaDa55 pisze:
10 wrz 2018, 18:43
Bądź silna i, co najtrudniejsze, nie proś, nie dzwoń - to tylko pogarsza sprawę.
Być może z czasem mu ta złość przejdzie i będziecie mogli próbować odbudować małżeństwo. Moja historia trwa, zdecydowaliśmy wspólnie podjąć terapię.
Kochana, dziękuję za te słowa. Bo właśnie to jest mój problem, że nie potrafię się z nim nie kontaktować. Cały czas wypisuję licząc, że zmienił zdanie. Piszę do niego co dwa dni. Ostatnie zdanie Twojej wypowiedzi to promyk nadziei.
Nie umiem się pogodzić z tym, że mnie nie kocha.
To jest najtrudniejsze - sama też pisałam dużo więcej, niż trzeba było. U nas jeszcze dochodzi kontakt w związku z dzieckiem, widujemy się codziennie. Mąż nadal mówi, że mnie nie kocha. Na terapię się zgodził i tak, to jest jakaś nadzieja... Bo z początku nie chciał o niej słyszeć.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 627
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: ozeasz » 11 wrz 2018, 0:02

Skoro piszesz że z kwestią posiadania dziecka mąż radził sobie lepiej to odpada powód jego braku ,zresztą 9 miesięcy to chwilka ,sami z żoną mieliśmy dziecko dopiero po dwóch latach ,też było zagrożenie zdrowia żony ,ale się zdecydowała , a ja z radością to przyjąłem .

Dla mnie laika depresja mogłaby odpowiadać za nielogiczne decyzje z dnia na dzień ,ale jak napisałem jestem laikiem w tych sprawach nawet jeśli ocieram się z tymi problemami od lat na terapiach i warsztatach , zaintrygowałaś mnie z tymi emocjami , moja żona dokonała przeniesienia ze swojego ojca na mnie , plus moje własne błędy i efektem może być to co opisujesz ,że bezwzględnie to ja jestem winny , co do pamięci moja żona twierdzi , że nie pamięta swojego zachowania z okresu zdrad,ale też żadnych dobrych chwil naszego małżeństwa ,nie wiem czy wierzyć czy nie ?

Co do współżycia myślałem ,że jeśli faktycznie był brak zbliżenia to zmiany mogły nastąpić kiedy to zaczęło u Was funkcjonować , różnie ludzie reagują ,ale skoro zbliżenia trwają już dłużej to też raczej odpada.

A o co chodzi z tym kryptogejem ?
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

karolina1411
Posty: 20
Rejestracja: 08 wrz 2018, 10:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: karolina1411 » 11 wrz 2018, 8:36

ozeasz pisze:
11 wrz 2018, 0:02

A o co chodzi z tym kryptogejem ?
To jest taki szok, że rozważałam już wszystko, łącznie z tym, że był homoseksualistą. W sypialni od początku nie było zbyt dobrze.
A teraz to nowe życie i odcięcie się od wszystkich... Dziwne.
Ale tak jak mówię, nic na pewno. Nie mam żadnych dowodów.

karolina1411
Posty: 20
Rejestracja: 08 wrz 2018, 10:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Proszę o modlitwę!

Post autor: karolina1411 » 11 wrz 2018, 21:47

Kochani,
a co zrobić z mieszkaniem? Chwilowo jestem u rodziców. Powrót do naszego mieszkania wydaje się jakąś masakrą.
Byłam tam posprzątać, tak normalnie, umyć okna po wakacjach, lodówkę, piecyk. Wszędzie leżą jego rzeczy, ubrania, golarka, książki, karteluszki. Nie wiem, co zrobić.
Czuję, że jeśli wyniosę jego rzeczy, to tak jakbym to ja go "wyprowadzała" z naszego mieszkania. Nie umiem tego zabrać, to jest takie trochę nietykalne. Jakbym go wymazywała, zgadzała się na jego odejście, przykładała do tego rękę. Przecież to też jego dom, nawet jeśli mówi, że nie chce tam mieszkać.
To trochę nie fair, że zostawił mnie z tymi wszystkimi rzeczami. Jak je wynieść? I, co gorsza, jak żyć pośród jego przedmiotów, gdzie wszystko woła jego obecnością i krzyczy jego zapachem? Jak mam się położyć do naszego małżenskiego łóżka? Przecież to jak tortura.
A nie mogę na stałe mieszać z rodzicami. Chyba nie dojdę do siebie ukrywając się przed życiem.
Co ja mam robić? Co wy robiliście?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość