Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

marylka
Posty: 420
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: marylka » 05 wrz 2018, 22:29

Dwa_odcienie pisze:
04 wrz 2018, 18:37

Chęć podtrzymania małżeństwa??

Ten człowiek przez 15 zdradzał i oszukiwal żonę!

Jej też poradzicie żeby wybaczyla i była cierpliwa w miłości?

Paranoja.
Wiesz dwa odcienie....ja poniekąd rozumiem Twoje odczucia jakie miałaś w zamkniętym już wątku.
I rozumiem że to może być dla Ciebie PARANOJA.
Ja chciałam zbadania ważności związku bo chciałam - podobnie jak Ty - jednak z kimś się związać.
Nie chciałam być sama zwłaszcza że nie uważam sie za osobe starą.
Tylko na tyle był i jest ważny Bóg dla mnie oraz przyjmowane Sakramenty - że NIE MOGŁAM szukać innego faceta przed zbadaniem właśnie tej ważności.
Natomiast. Dzięki Bogu i ludziom - głównie tutaj z Sycharu nie zrobiłam w końcu tego chociaż to mogła być formalność.
Pan Bóg DOSŁOWNIE uczynił cud w moim/naszym życiu. Nigdy nie miałam takiego męża, tak wspaniałego faceta jakiego mam w tej chwili.
Bardzo wiele włożył pracy w swój rozwój - dziś pomaga innym tak jak jemu kiedyś ktoś pomógł.
Jest wspaniałym mężem i ojcem.
Ja też przeszłam i zmierzyłam się sama ze sobą. No...trzeba jednak "jaj" żeby po wielu kłótniach jednak przyznać - ja też nie byłam święta.

I wiesz.....to nie sztuka wymienić faceta.....
Jak mówią:
"Faceta nie zmienisz.
Możesz zmienić faceta.
Ale to NIC nie zmieni"
Z obecnym facetem z którym jesteś - to ten sam poziom znajomości jaki miałaś kiedyś z mężem. Tylko na innym etapie jesteście.
Przyszłość zweryfikuje wszystko.
Wiesz dlaczego?
Bo najważniejsze to zmienić SIEBIE.
Jeśli tego nie zrobisz - będziesz dalej szukała ramion które na chwilę Cię przutulą i ust, które się Tobą zachwycą.
Tyle, że przyciągasz osobowości które maja jeden wspólny mianownik - one też tego potrzebuja od Ciebie. Mają swoje strachy i zranienia. I też nie przepracowane. I zawsze będziecie tęsknić za czymś głębszym. I szukać....i wymieniać.....
Gdybyś się odważyła - na prace nad soba zrozumiałabyś że Twoja zmieniona postawa spowoduje że postawa męża też się zmienia względem Ciebie. Już nie jesteś tą gorszą w oczach swoich przede wszystkim...i nagle...mąż sie stara...zmienia stosunek do Ciebie, szanuje Cię. Bo to TY SZANUJESZ SIEBIE.
I nie musisz szukać drugiego i następnego. Bo nie tędy droga. Nie w innym facecie jest Twoja wartość.

Owszem, interesuję się psychologią i wiem że jest takie podejście że w powtórnym związku dłużej trwa stan szczęśliwego związku. Bo tacy "drudzy" chcą udowodnić sobie, swoim pierwszym małżonkom i całemu światu, że potrafią stworzyć szczęśliwy związek. Że to nie ich wina ten rozpad tylko tego drugiego
Dlatego statystycznie drugi związek trwa dłużej niż pierwszy.
Ale to ułuda. No cóż....chyba tylko na własnej skórze się przekonać musisz bo jak pisałaś - jesteś tu z innych powodów i nie jesteś zainteresowana naprawą relacji z jedynym prawdziwym mężem.

Zastanawiam sie tylko...po co piszesz, że jesteś szczęśliwa w tym związku powtórnym?
Chcesz nas przekonać?
Czy siebie?

Pavel
Posty: 1717
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Pavel » 05 wrz 2018, 23:21

Dwa_odcienie pisze:
04 wrz 2018, 18:37
Chęć podtrzymania małżeństwa??

Ten człowiek przez 15 zdradzał i oszukiwal żonę!

Jej też poradzicie żeby wybaczyla i była cierpliwa w miłości?

Paranoja.
Możliwe, że dla Ciebie takie rozwiązanie na chwilę obecną jest paranoją.

Moje doświadczenie mówi, że przy współpracy z Bogiem, przy zawierzeniu mu, to co po ludzku/wg współczesnego świata jest niemożliwe może stać się możliwe.
Dla Boga przecież niemożliwe nie istnieje.
Zaufałem Panu (choć to nie było łatwe) i zacząłem naprawiać siebie, swoje życie.
Zacząłem uczyć się kochać, zupełnie inaczej niż wcześniej.
Po ludzku było już po nas, po naszym małżeństwie.

A jednak jesteśmy dziś razem.
Jest lepiej niż było kiedykolwiek przedtem, mimo tak trudnych i bolesnych doświadczeń.
Bóg bowiem potrafi z największego nawet zła wyprowadzić nieprawdopodobne dobro.
Warto mu w tym pomóc, a przede wszystkim nie przeszkadzać.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

acine
Posty: 83
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: acine » 06 wrz 2018, 9:37

Pavel, jak sobie poradziles z wybaczeniem zonie? Wiesz, my mezczyzni na ogol zupelnie inaczej,bardziej ambicjonalnie podchodzimy do zdrad niz kobiety. Wybaczyles juz zonie czy to jest dla ciebie ciagly proces? Tylko nie pisz ze przebaczyles formalnie ale w sercu jeszcze nie. Nie takiej odpowiedzi sie spodziwalbym od ciebie.

Dwa_odcienie
Posty: 53
Rejestracja: 09 sie 2018, 21:24
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Dwa_odcienie » 06 wrz 2018, 21:54

Nie, nie chce przekonywać ani siebie ani Was.
Ja 5o poprostu czuję.
Okey, jeśli Wy uratowaliscie swoje małżeństwa to szczerze Wam gratuluję. Jeśli potrafiliscie wszystko naprawić, odbudować, na nowo zaufać - tym bardziej Wam gratuluję.

Ja w swoim małżeństwie wracając do domu z pracy przez całą drogę analizowalam czy nie zrobiłam niczego złego, czy nie odezwałam się do męża w nieodpowiedni sposób i czy po powrocie nie będzie czekała na mnie awantura z tych właśnie powodów.
Czy napewno kupiłam wszystko na co człowiek za którego wyszłam może mieć ochotę, żeby później nie mówił mi "że nawet zakupów nie potrafię normalnych zrobić".

Wracałam do domu zestresowana i pełna obaw.

Dlaczego się zmienił jak poinformowałam go, że to koniec?
A no dlatego, że dotarło do niego, że nie będzie miał codziennie kanapek do pracy, ciepłego obiadku, wyprasowanych i poukladanych ubrań, wysprzatanego na błysk i przyjemnie pachnącego mieszkania, pełnej lodówki i zalatelwionych wszystkich bieżących spraw typu rachunki, rozliczenia itp.

I nagle powiedział że on zrozumiał (co mówił już nie raz) i że się zmieni (ile razy już to słyszałam).

Malo tego - z tego co wiem od wspólnych znajomych (bo jego znajomi byli moimi znajomymi zanim poznałam męża), w swoim nowym związku robi to samo. Jedyna zmiana taka że wreszcie zrobił (a raczej kupił) prawo jazdy i samochód. Więc jego partnerka nie musi go wozić do pracy (bo ja musiałam).

Dziewczyna ma 8 letnia córkę z pierwszego związku i roczną córeczkę ze związku z człowiekiem za którego wyszłam za mąż . Nie pracuje. jest w domu, zajmuje się dziećmi, domem i wszystkim tym co ja do tej pory. Może jej to pasuje... Może jej się to podoba...
Nie wiem jakie są między nimi relacje, ale w luźnej rozmowie ze znajomymi dowiedziałam się, że jak ją im przedstawił na jakimś tam spotkaniu towarzyskim - gdzie był alkohol, sami zwrócili mu uwagę żeby był dla niej dobry i miły. Żeby uważał na słowa.

Jak widać - zmiany wielkiej w jego zachowaniu nie ma. Jeśli jej to odpowiada, to i on będzie taki zawsze.

Mi to nieodpowiadalo. Bo ja też pracowałam. Też bywałam zmęczona, i też czasami potrzebowałam żeby ktoś przyniósł mi kubek gorącej herbaty, usiadł obok i zapytał jak mi minął dzień.

Przez 5 lat się tego nie doczekałam.


A teraz? Nie udowadniam niczego nikomu na siłę. Nie muszę przekonywać siebie że jestem szczęśliwa. Ja to poprostu czuje. Może i w kolejnym związku ludzie trwają dłużej w takiej atmosferze zakochania i zauroczenia. Ale ja nikomu o tym nie opowiadam, jak to mam teraz super i pięknie. Moi bliscy sami to zauważają - że jestem spokojna, uśmiechnięta, wypoczeta. Ze widać po mnie że wreszcie żyje i oddycha pełną piersią.

A mój partner? Mój partner wracając z pracy mimo że również bywa zmęczony, zawsze ma czas dla mnie, zawsze znajdzie czas na rozmowę, na bycie blisko.
Nie mówcie mi że to ułuda. Bo człowiek na którym zawsze można polegać i który dostrzega i docenia moją obecność, człowiek któremu z chęcią daję wsparcie, bo wiem że nie będę odrzucona, a wreszcie człowiek, który jest zawsze kiedy go potrzebuję i chce żebym ja też zawsze była kiedy on jest w potrzebie to jest właśnie dla mnie szczęście.

I życzę Wam abyście Wy w swoich związkach mimo wszelkich niedogodności odnaleźli takie szczęście jakie ja teraz odnalazłam.

acine
Posty: 83
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: acine » 07 wrz 2018, 8:31

Pavel pisze:
05 wrz 2018, 23:21
Dwa_odcienie pisze:
04 wrz 2018, 18:37
Chęć podtrzymania małżeństwa??

Ten człowiek przez 15 zdradzał i oszukiwal żonę!

Jej też poradzicie żeby wybaczyla i była cierpliwa w miłości?

Paranoja.
Możliwe, że dla Ciebie takie rozwiązanie na chwilę obecną jest paranoją.

Moje doświadczenie mówi, że przy współpracy z Bogiem, przy zawierzeniu mu, to co po ludzku/wg współczesnego świata jest niemożliwe może stać się możliwe.
Dla Boga przecież niemożliwe nie istnieje.
Zaufałem Panu (choć to nie było łatwe) i zacząłem naprawiać siebie, swoje życie.
Zacząłem uczyć się kochać, zupełnie inaczej niż wcześniej.
Po ludzku było już po nas, po naszym małżeństwie.

A jednak jesteśmy dziś razem.
Jest lepiej niż było kiedykolwiek przedtem, mimo tak trudnych i bolesnych doświadczeń.
Bóg bowiem potrafi z największego nawet zła wyprowadzić nieprawdopodobne dobro.
Warto mu w tym pomóc, a przede wszystkim nie przeszkadzać.
Pavel, jak sobie poradziles z wybaczeniem zonie? Wiesz, my mezczyzni na ogol zupelnie inaczej,bardziej ambicjonalnie podchodzimy do zdrad niz kobiety. Wybaczyles juz zonie czy to jest dla ciebie ciagly proces? Tylko nie pisz ze przebaczyles formalnie ale w sercu jeszcze nie. Nie takiej odpowiedzi sie spodziwalbym od ciebie.

marylka
Posty: 420
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: marylka » 07 wrz 2018, 10:26

Pozwól Marcin że odniosę sie w Twoim wątku do Dwa odcienie.
Wiesz..
To co piszesz to potwierdza DOKŁADNIE TO o czym pisałam wcześniej.
NIC się nie zmieniło oprócz partnerów.
A ludzie, którzy ratuja zwiazki WZRASTAJĄ i są PRAWDZIWIE SZCZĘŚLIWI.
najbardziej sprzeanalizowałaś męża jakim był dla Ciebie tyranem i nadal jest - tyle że dla partnerki.
Najmniej napisałaś o konkubecie swoim - ile związków ma za sobą, dlaczego zostawił poprzednią żonę? Nie wiem
Ale wiem jedno o Tobie.
Masz nowego boga.
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Mój partner wracając z pracy mimo że również bywa zmęczony, zawsze ma czas dla mnie, zawsze znajdzie czas na rozmowę, na bycie blisko.
....człowiek na którym zawsze można polegać i który dostrzega i docenia moją obecność, człowiek któremu z chęcią daję wsparcie, bo wiem że nie będę odrzucona, a wreszcie człowiek, który jest zawsze kiedy go potrzebuję i chce żebym ja też zawsze była kiedy on jest w potrzebie to jest właśnie dla mnie szczęście.
Czy wiesz że słowa ZAWSZE i NIGDY to ulubione słowa szatana?
Czy wiesz, że to nieprawda jest o czym piszesz?
Że żyjesz urojeniami?
Wiesz dlaczego?
Bo Twój konkubent to jest CZŁOWIEK. a nie bóg.
I NIE JEST I NIE BĘDZIE IDEAŁEM.
tak jak Twój mąż nim nie był i nie będzie.
A Ty masz pretensje, że on bogiem nie jest.
Czy to jego wina, że zrobiłaś z niego swojego bożka?
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Ja w swoim małżeństwie wracając do domu z pracy przez całą drogę analizowalam czy nie zrobiłam niczego złego, czy nie odezwałam się do męża w nieodpowiedni sposób i czy po powrocie nie będzie czekała na mnie awantura z tych właśnie powodów.
Czy napewno kupiłam wszystko na co człowiek za którego wyszłam może mieć ochotę, żeby później nie mówił mi "że nawet zakupów nie potrafię normalnych zrobić".

Wracałam do domu zestresowana i pełna obaw.
PO CO??????????? tak robiłaś?
Ty uważałaś sie za żonę czy służącą?
Dlaczego się nie szanowałaś?
Czemu nie postawiłaś granic???
Dlaczego - jeśli Ty się nie szanowałaś - mąż miałby Cię szanować?
To tak jakbyś lała dziecko za to że bił się z kolegą.
Może Twój mąż nie do końca rozumiał czym się różni żona od służącej ale TY TEŻ NIE ROZUMIAŁAŚ TEGO. i pozwalałaś sie tak traktować.
A dlaczego on jest bardziej winny niż Ty?
I zobacz...pozostał taki sam i z taka sama osobowością sie związał.
Tak jak Ty.
Mieliście szanse to naprawić
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Dlaczego się zmienił jak poinformowałam go, że to koniec?
A no dlatego, że dotarło do niego, że nie będzie miał codziennie kanapek do pracy, ciepłego obiadku, wyprasowanych i poukladanych ubrań, wysprzatanego na błysk i przyjemnie pachnącego mieszkania, pełnej lodówki i zalatelwionych wszystkich bieżących spraw typu rachunki, rozliczenia itp.

I nagle powiedział że on zrozumiał (co mówił już nie raz) i że się zmieni (ile razy już to słyszałam).
Albo już miałaś tego konkubenta albo TWOJA MĄDROŚĆ a na pewno SZATAN już wiedział co zrobić.
TY WIESZ NAJLEPIEJ co zrozumiał, a czego nie Twój mąż. NAGLE nie musisz sie domyślać czy mąż Cię pochwali czy zadrwi. NAGLE TY WIESZ CO ON CZUJE!!!!!
Może być że Twoją dobroć - po czasie, ale jednak docenił. Może zrozumiał jak bardzo Cię kochał.
Miałaś okazje i niepowtarzalną szansę usiąść z mężem i ustalić nowe ZASADY.
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Też bywałam zmęczona, i też czasami potrzebowałam żeby ktoś przyniósł mi kubek gorącej herbaty, usiadł obok i zapytał jak mi minął dzień.

Przez 5 lat się tego nie doczekałam.
Zamiast rozmyślać jak jeszcze umilić mu czas mogłaś pogadać
OD DZIŚ ja gotuję ty prasujesz. Godzine dziennie spędzamy wspólnie. Przy kubku herbaty, którą ty przygotowujesz. Jedziemy na rekolekcje uczyć się dialogu małżeńskiego...
Nawet nie spróbowałaś. Wolałaś poszukać nowego boga. Który i tak okaże się człowiekiem.
I...znowu będziesz miała pretensje...to smutne...najbardziej dla Ciebie.

Jest taka opowieść biblijna...jak siedzi Jezus przy studni..i przychodzi kobieta po wodę w samo południe...przyszła o tej porze, bo wiedziała że nikogo o tej porze nie zastanie...bo normalnie pod wieczór po wode ludzie przychodzą...ona nie chciała z nikim gadać. Bo miała już sześciu mężów. A z siódmym, z którym żyła to nawet ślubu nie miała.
Od co najmniej sześciu facetów usłyszała, że jest jakaś wybrakowana, skoro dostała list rozwodowy według obowiązujacego prawa.
Po ludzku wydawac by sie mogło że miała wziecie skoro tylu facetów na nią leciało. A ona - coraz bardziej się wstydzi siebie i w najwiekszy upał przychodzi żeby swojemu konkubentowi służyć i przynieść mu wodę....
Dobrze że był tam Jezus.....
Bo zostawiła ten dzban - przeszłość i SAMA pobiegła do ludzi żeby im powiedzieć że spotkała Jezusa.
Tylko ON przywraca godność.
Życzę Ci szczęścia. Tego PRAWDZIWEGO.
Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Kate81
Posty: 51
Rejestracja: 06 sty 2018, 9:40
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Kate81 » 07 wrz 2018, 11:21

Marylko, czemu Twój post jest taki emocjonalny? Czemu krzyczysz na Dwa_odcienie, używając Caps Locka i wielości znaków zapytania i wykrzykników?
Powiem Ci, dlaczego. To nie na Dwa_odcienie jesteś zła, tylko na swojego męża sprzed lat.
marylka pisze:
07 wrz 2018, 10:26
Czy wiesz że słowa ZAWSZE i NIGDY to ulubione słowa szatana?
Marylko, skąd wiesz, jakie są ulubione słowa Szatana?
Może przyjmij, że na dzień dzisiejszy partner Dwóch_odcieni zawsze znajduje dla niej czas i zawsze jest blisko niej. Czy będzie tak NA zawsze? Nie wiemy. A tym bardziej Ty nie wiesz, bo nie znasz ani jednej strony, ani drugiej.
marylka pisze:
07 wrz 2018, 10:26
PO CO??????????? tak robiłaś?
Ty uważałaś sie za żonę czy służącą?
Dlaczego się nie szanowałaś?
Czemu nie postawiłaś granic???
Dlaczego - jeśli Ty się nie szanowałaś - mąż miałby Cię szanować?
To tak jakbyś lała dziecko za to że bił się z kolegą.
Nie wiem, czemu robiła to Dwa_odcienie, ale powiem Ci, czemu ja to robiłam - bo miałam taką samą sytuację w małżeństwie. Ja stawiałam granice. Rozmawiałam z mężem nie raz, nie dwa i nie sto na ten temat - były kłótnie i płacz. Ale on za każdym razem uśmiechał się do mnie drwiąco i mówił, że to mój problem. On obiektywnie postępuje słusznie. A ja przecież nie odejdę od niego, bo jestem jego żoną. Wykorzystywał od początku moją religijność, mówiąc mi, co powinna robić chrześcijańska żona. Jak sprzątać, w co się ubierać, jak malować, z kim spotykać.

A ja się bałam, że mąż ode mnie odejdzie, jeśli nie będzie ze mnie zadowolony. Czułam się gorsza, niegodna. Że będę miała nieudane małżeństwo i nieudane życie. (Gdy odchodziłam, mąż powiedział mi, że w pełni świadomie i celowo przez lata zaniżał moją samoocenę, krytykując mnie, żebym myślała, że nikt inny oprócz niego mnie nie zechce, i by nie przyszło mi do głowy go zostawić).
W koniec końców było tak źle, że postanowiłam odejść.
Jego błagania i przysięgi, że będzie inaczej wstrząsnęły mną. Postanowiłam więc dać mu szansę...
Jak ta szansa się skończyła? Po miesiącu idylli wszystko wróciło do poprzedniego stanu, bo zobaczył, że zagrożenie minęło. Zarzucił nawet terapię małżeńską, bo słyszał tam niewygodne dla siebie rzeczy. Dlatego odchodząc od niego definitywnie, nie czułam żadnych wyrzutów sumienia.

Czy zrozumiał i coś do niego dotarło? Wątpię. Rozwód dał mi przy pierwszej rozprawie, w zamian za to, że zostawiłam mu wszystkie pieniądze. Odeszłam więc z zerem na koncie, szczęśliwa i wolna. Za mną 5 lat terapii - jestem już zupełnie inną osobą, pewną siebie, bez depresji i lęków. Dziś jestem w związku, w którym nie ma już tych samych problemów, jakie były w poprzednim. Albo może niektóre są, ale w zupełnie innym nasileniu.
I przede wszystkim widzę, że gdy mówię do drugiej osoby, że coś mi się nie podoba, on słucha. On bierze to na poważnie. Wykłóca się i broni, ale potem to przemyśli i kiedy trzeba - przyzna mi rację.

Moje doświadczenia to też doświadczenia osoby religijnej. Pochodzę z nawróconej rodziny, będącej zawsze blisko Boga, z seksem czekałam do ślubu, miałam osobistą relację z Jezusem, byliśmy z mężem w duszpasterstwie. Myślałam, że mając takie podstawy, nie może się nie udać. Ale jednak może.

Wiem, że to nie jest historia taka jak inne na Sycharze, ale ja uważam, że może niektórym z Was ta historia pomóc. Być może będę umiała powiedzieć komuś, kto walczy o związek, co może zrobić - bo wiem, czego ja na danym etapie bym potrzebowała. Moze będę potrafiła wyjaśnić, czemu jakiś małżonek nie wraca, albo pokazać coś, czego moze nie dostrzegacie.

Awatar użytkownika
Kate81
Posty: 51
Rejestracja: 06 sty 2018, 9:40
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Kate81 » 07 wrz 2018, 12:07

jacek-sychar pisze:
07 wrz 2018, 11:50
Jak jesteś taka szczęśliwa i wolna, to po co tracisz czas na pisanie na naszym forum? :shock:
Widzę Jacku, że bardzo Ci przeszkadzam ze swoją historią na tym forum. Już gdzieś chyba o tym pisałam - czytam to forum, ponieważ traktuję swoją historię poważnie i nie chcę popełnić błędów z przeszłości. Wasze historie są bardzo pouczające również dla osób szczęśliwych w związkach, które chcą w nich trwać. Odzywam się rzadko.
jacek-sychar pisze:
07 wrz 2018, 11:50
Rozumiem, że teraz żyjesz w białym małżeństwie?
Nie wiem, skąd taki wniosek. Czekałam z seksem DO ślubu. Stosując się do nazewnictwa regulaminowego - jedynego i prawdziwego ślubu sakramentalnego ;) A to, że po rozwodzie cywilnym jestem w nowym związku, nie ma z tym faktem nic wspólnego. Chciałam zaakcentować, że budując swoje małżeństwo miałam do tego stosunkowo dobre fundamenty. "5 języków miłości", inne dzieła Chapmana, połowę bibliografii chrześcijańskiej dotyczącej związków i małżeństw znałam jeszcze przed ślubem.

Monti
Posty: 223
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Monti » 07 wrz 2018, 12:20

Często zdarza się, że kolejne związki są bardziej udane niż małżeństwo sakramentalne. Owszem, nie działa w takim przypadku łaska sakramentu i wg nauki Kościoła ludzie żyją w grzechu, ale - po ludzku patrząc - związki te są lepiej dobrane. Ludzie są dojrzalsi i bardziej doświadczeni.

Wydaje mi się, że nie powinniśmy deprecjonować doświadczeń osób, które zawarły powtórne związki.Tak sobie myślę, że trwanie w samotności (zwłaszcza w przypadku osób, których małżeństwa rozpadły się w młodym wieku) jest na dłuższą metę pewnym heroizmem. Dyscyplina kościelna idzie zresztą w kierunku dopuszczania do sakramentów osób w powtórnych związkach pod pewnymi warunkami.

Ja osobiście nie byłbym pewnie w stanie ponieść kosztów, jakie niesie ze sobą powtórny związek (życie w grzechu), ale nie potępiam osób, które się na to zdecydowały.

Dwa_odcienie
Posty: 53
Rejestracja: 09 sie 2018, 21:24
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Dwa_odcienie » 07 wrz 2018, 13:04

marylka pisze:
07 wrz 2018, 10:26
Pozwól Marcin że odniosę sie w Twoim wątku do Dwa odcienie.
Wiesz..
To co piszesz to potwierdza DOKŁADNIE TO o czym pisałam wcześniej.
NIC się nie zmieniło oprócz partnerów.
A ludzie, którzy ratuja zwiazki WZRASTAJĄ i są PRAWDZIWIE SZCZĘŚLIWI.
najbardziej sprzeanalizowałaś męża jakim był dla Ciebie tyranem i nadal jest - tyle że dla partnerki.
Najmniej napisałaś o konkubecie swoim - ile związków ma za sobą, dlaczego zostawił poprzednią żonę? Nie wiem
Ale wiem jedno o Tobie.
Masz nowego boga.
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Mój partner wracając z pracy mimo że również bywa zmęczony, zawsze ma czas dla mnie, zawsze znajdzie czas na rozmowę, na bycie blisko.
....człowiek na którym zawsze można polegać i który dostrzega i docenia moją obecność, człowiek któremu z chęcią daję wsparcie, bo wiem że nie będę odrzucona, a wreszcie człowiek, który jest zawsze kiedy go potrzebuję i chce żebym ja też zawsze była kiedy on jest w potrzebie to jest właśnie dla mnie szczęście.
Czy wiesz że słowa ZAWSZE i NIGDY to ulubione słowa szatana?
Czy wiesz, że to nieprawda jest o czym piszesz?
Że żyjesz urojeniami?
Wiesz dlaczego?
Bo Twój konkubent to jest CZŁOWIEK. a nie bóg.
I NIE JEST I NIE BĘDZIE IDEAŁEM.
tak jak Twój mąż nim nie był i nie będzie.
A Ty masz pretensje, że on bogiem nie jest.
Czy to jego wina, że zrobiłaś z niego swojego bożka?
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Ja w swoim małżeństwie wracając do domu z pracy przez całą drogę analizowalam czy nie zrobiłam niczego złego, czy nie odezwałam się do męża w nieodpowiedni sposób i czy po powrocie nie będzie czekała na mnie awantura z tych właśnie powodów.
Czy napewno kupiłam wszystko na co człowiek za którego wyszłam może mieć ochotę, żeby później nie mówił mi "że nawet zakupów nie potrafię normalnych zrobić".

Wracałam do domu zestresowana i pełna obaw.
PO CO??????????? tak robiłaś?
Ty uważałaś sie za żonę czy służącą?
Dlaczego się nie szanowałaś?
Czemu nie postawiłaś granic???
Dlaczego - jeśli Ty się nie szanowałaś - mąż miałby Cię szanować?
To tak jakbyś lała dziecko za to że bił się z kolegą.
Może Twój mąż nie do końca rozumiał czym się różni żona od służącej ale TY TEŻ NIE ROZUMIAŁAŚ TEGO. i pozwalałaś sie tak traktować.
A dlaczego on jest bardziej winny niż Ty?
I zobacz...pozostał taki sam i z taka sama osobowością sie związał.
Tak jak Ty.
Mieliście szanse to naprawić
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Dlaczego się zmienił jak poinformowałam go, że to koniec?
A no dlatego, że dotarło do niego, że nie będzie miał codziennie kanapek do pracy, ciepłego obiadku, wyprasowanych i poukladanych ubrań, wysprzatanego na błysk i przyjemnie pachnącego mieszkania, pełnej lodówki i zalatelwionych wszystkich bieżących spraw typu rachunki, rozliczenia itp.

I nagle powiedział że on zrozumiał (co mówił już nie raz) i że się zmieni (ile razy już to słyszałam).
Albo już miałaś tego konkubenta albo TWOJA MĄDROŚĆ a na pewno SZATAN już wiedział co zrobić.
TY WIESZ NAJLEPIEJ co zrozumiał, a czego nie Twój mąż. NAGLE nie musisz sie domyślać czy mąż Cię pochwali czy zadrwi. NAGLE TY WIESZ CO ON CZUJE!!!!!
Może być że Twoją dobroć - po czasie, ale jednak docenił. Może zrozumiał jak bardzo Cię kochał.
Miałaś okazje i niepowtarzalną szansę usiąść z mężem i ustalić nowe ZASADY.
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Też bywałam zmęczona, i też czasami potrzebowałam żeby ktoś przyniósł mi kubek gorącej herbaty, usiadł obok i zapytał jak mi minął dzień.

Przez 5 lat się tego nie doczekałam.
Zamiast rozmyślać jak jeszcze umilić mu czas mogłaś pogadać
OD DZIŚ ja gotuję ty prasujesz. Godzine dziennie spędzamy wspólnie. Przy kubku herbaty, którą ty przygotowujesz. Jedziemy na rekolekcje uczyć się dialogu małżeńskiego...
Nawet nie spróbowałaś. Wolałaś poszukać nowego boga. Który i tak okaże się człowiekiem.
I...znowu będziesz miała pretensje...to smutne...najbardziej dla Ciebie.

Jest taka opowieść biblijna...jak siedzi Jezus przy studni..i przychodzi kobieta po wodę w samo południe...przyszła o tej porze, bo wiedziała że nikogo o tej porze nie zastanie...bo normalnie pod wieczór po wode ludzie przychodzą...ona nie chciała z nikim gadać. Bo miała już sześciu mężów. A z siódmym, z którym żyła to nawet ślubu nie miała.
Od co najmniej sześciu facetów usłyszała, że jest jakaś wybrakowana, skoro dostała list rozwodowy według obowiązujacego prawa.
Po ludzku wydawac by sie mogło że miała wziecie skoro tylu facetów na nią leciało. A ona - coraz bardziej się wstydzi siebie i w najwiekszy upał przychodzi żeby swojemu konkubentowi służyć i przynieść mu wodę....
Dobrze że był tam Jezus.....
Bo zostawiła ten dzban - przeszłość i SAMA pobiegła do ludzi żeby im powiedzieć że spotkała Jezusa.
Tylko ON przywraca godność.
Życzę Ci szczęścia. Tego PRAWDZIWEGO.
Pozdrawiam
Ja się nie szanowalam? Ja nie stawiałam granic? Ja się pozwalałam traktować jak służąca?
Droga Marylko.
Ja wracając z pracy też chciałam zjeść ciepły obiad. Ale żeby go zjeść najpierw musiałam sobie go zrobić. A jak poprosiłam żeby zrobił zakupy to słyszałam "ty jesteś kobietą. Mężczyźni się takimi rzeczami nie zajmują".

Nie pisz mi tu i słowach szatana. Nie wiem, mam wrażenie że przeszkadza Ci to że mówię wprost że jestem szczęśliwa w nie-małżeństwie.

Może dla ciebie to uluda, i robienie Boga z mojego partnera. Ale ja wiem ze od mojego obecnego partnera nie usłyszałam ani jednego złego, przykrego słowa. Nie podniósł nigdy na mnie głosu.
Nigdy nie doszło między nami do kłótni. Może nauczeni własnymi doświadczeniami? Poniekąd napewno tak.

Ale nie wmowisz mi że rządzi mną szatan.

Jestem szczęśliwa a Tobie to przeszkadza.

Bo co? Bo to nie związek sakramentalny?

Hmm... A wiesz co to fanatyzm? Bo wg mnie Twoja religijność powoli zaczyna przeradzac się właśnie w fanatyzm.

Mimo kipiacej z Twojej strony złości - pozdrawiam Cię. I życzę więcej spokoju.


P. S. Nie próbuj mi wmówić że mój rozwód to moja wina, porażka. Dla mnie to zwycięstwo, bo miałam na tyle siły w sobie i odwagi żeby damskiemu bokserowi powiedzieć "dość". I wiesz co?
Cieszę się, że się rozwiodlam. Bardzo.

Dwa_odcienie
Posty: 53
Rejestracja: 09 sie 2018, 21:24
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Dwa_odcienie » 07 wrz 2018, 13:07

marylka pisze:
07 wrz 2018, 10:26
Pozwól Marcin że odniosę sie w Twoim wątku do Dwa odcienie.
Wiesz..
To co piszesz to potwierdza DOKŁADNIE TO o czym pisałam wcześniej.
NIC się nie zmieniło oprócz partnerów.
A ludzie, którzy ratuja zwiazki WZRASTAJĄ i są PRAWDZIWIE SZCZĘŚLIWI.
najbardziej sprzeanalizowałaś męża jakim był dla Ciebie tyranem i nadal jest - tyle że dla partnerki.
Najmniej napisałaś o konkubecie swoim - ile związków ma za sobą, dlaczego zostawił poprzednią żonę? Nie wiem
Ale wiem jedno o Tobie.
Masz nowego boga.
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Mój partner wracając z pracy mimo że również bywa zmęczony, zawsze ma czas dla mnie, zawsze znajdzie czas na rozmowę, na bycie blisko.
....człowiek na którym zawsze można polegać i który dostrzega i docenia moją obecność, człowiek któremu z chęcią daję wsparcie, bo wiem że nie będę odrzucona, a wreszcie człowiek, który jest zawsze kiedy go potrzebuję i chce żebym ja też zawsze była kiedy on jest w potrzebie to jest właśnie dla mnie szczęście.
Czy wiesz że słowa ZAWSZE i NIGDY to ulubione słowa szatana?
Czy wiesz, że to nieprawda jest o czym piszesz?
Że żyjesz urojeniami?
Wiesz dlaczego?
Bo Twój konkubent to jest CZŁOWIEK. a nie bóg.
I NIE JEST I NIE BĘDZIE IDEAŁEM.
tak jak Twój mąż nim nie był i nie będzie.
A Ty masz pretensje, że on bogiem nie jest.
Czy to jego wina, że zrobiłaś z niego swojego bożka?
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Ja w swoim małżeństwie wracając do domu z pracy przez całą drogę analizowalam czy nie zrobiłam niczego złego, czy nie odezwałam się do męża w nieodpowiedni sposób i czy po powrocie nie będzie czekała na mnie awantura z tych właśnie powodów.
Czy napewno kupiłam wszystko na co człowiek za którego wyszłam może mieć ochotę, żeby później nie mówił mi "że nawet zakupów nie potrafię normalnych zrobić".

Wracałam do domu zestresowana i pełna obaw.
PO CO??????????? tak robiłaś?
Ty uważałaś sie za żonę czy służącą?
Dlaczego się nie szanowałaś?
Czemu nie postawiłaś granic???
Dlaczego - jeśli Ty się nie szanowałaś - mąż miałby Cię szanować?
To tak jakbyś lała dziecko za to że bił się z kolegą.
Może Twój mąż nie do końca rozumiał czym się różni żona od służącej ale TY TEŻ NIE ROZUMIAŁAŚ TEGO. i pozwalałaś sie tak traktować.
A dlaczego on jest bardziej winny niż Ty?
I zobacz...pozostał taki sam i z taka sama osobowością sie związał.
Tak jak Ty.
Mieliście szanse to naprawić
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Dlaczego się zmienił jak poinformowałam go, że to koniec?
A no dlatego, że dotarło do niego, że nie będzie miał codziennie kanapek do pracy, ciepłego obiadku, wyprasowanych i poukladanych ubrań, wysprzatanego na błysk i przyjemnie pachnącego mieszkania, pełnej lodówki i zalatelwionych wszystkich bieżących spraw typu rachunki, rozliczenia itp.

I nagle powiedział że on zrozumiał (co mówił już nie raz) i że się zmieni (ile razy już to słyszałam).
Albo już miałaś tego konkubenta albo TWOJA MĄDROŚĆ a na pewno SZATAN już wiedział co zrobić.
TY WIESZ NAJLEPIEJ co zrozumiał, a czego nie Twój mąż. NAGLE nie musisz sie domyślać czy mąż Cię pochwali czy zadrwi. NAGLE TY WIESZ CO ON CZUJE!!!!!
Może być że Twoją dobroć - po czasie, ale jednak docenił. Może zrozumiał jak bardzo Cię kochał.
Miałaś okazje i niepowtarzalną szansę usiąść z mężem i ustalić nowe ZASADY.
Dwa_odcienie pisze:
06 wrz 2018, 21:54
Też bywałam zmęczona, i też czasami potrzebowałam żeby ktoś przyniósł mi kubek gorącej herbaty, usiadł obok i zapytał jak mi minął dzień.

Przez 5 lat się tego nie doczekałam.
Zamiast rozmyślać jak jeszcze umilić mu czas mogłaś pogadać
OD DZIŚ ja gotuję ty prasujesz. Godzine dziennie spędzamy wspólnie. Przy kubku herbaty, którą ty przygotowujesz. Jedziemy na rekolekcje uczyć się dialogu małżeńskiego...
Nawet nie spróbowałaś. Wolałaś poszukać nowego boga. Który i tak okaże się człowiekiem.
I...znowu będziesz miała pretensje...to smutne...najbardziej dla Ciebie.

Jest taka opowieść biblijna...jak siedzi Jezus przy studni..i przychodzi kobieta po wodę w samo południe...przyszła o tej porze, bo wiedziała że nikogo o tej porze nie zastanie...bo normalnie pod wieczór po wode ludzie przychodzą...ona nie chciała z nikim gadać. Bo miała już sześciu mężów. A z siódmym, z którym żyła to nawet ślubu nie miała.
Od co najmniej sześciu facetów usłyszała, że jest jakaś wybrakowana, skoro dostała list rozwodowy według obowiązujacego prawa.
Po ludzku wydawac by sie mogło że miała wziecie skoro tylu facetów na nią leciało. A ona - coraz bardziej się wstydzi siebie i w najwiekszy upał przychodzi żeby swojemu konkubentowi służyć i przynieść mu wodę....
Dobrze że był tam Jezus.....
Bo zostawiła ten dzban - przeszłość i SAMA pobiegła do ludzi żeby im powiedzieć że spotkała Jezusa.
Tylko ON przywraca godność.
Życzę Ci szczęścia. Tego PRAWDZIWEGO.
Pozdrawiam
I jeszcze jedno.

Jeśli dla Ciebie dbanie o męża, bycie odpowiedzialnym i zaradnym życiowo to nie szanownie siebie, to masz chyba jakieś spaczone spojrzenie na rzeczywistość i bardzo złe doświadczenia.

marylka
Posty: 420
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: marylka » 07 wrz 2018, 13:27

Kate81 pisze:
07 wrz 2018, 11:21
Czemu krzyczysz na Dwa_odcienie, używając Caps Locka i
Nie krzycze na Dwa_odcienie....nie pomyślałabym tak.....nie takie miałam intencje.
Dlaczego akurat TY tak pomyślałaś? Że używajac dużej litery to krzyk?
Czy tak sie z Toba komunikowano?
Ja jak używam dużej litery to chce zwrócić uwage na dany wyraz, równie dobrze mogłabym go podkreślić.
Czujesz że to krzyk? Czujesz sie nagle niekomfortowo?
Bo jeśli tak to może to świadczyć, że ta samoocena nie do konca jest tak wywindowana u Ciebie jak tu piszesz.
Rozumiem Twoja historie i też przyjmuje do wiadomości że się PO LUDZKU CZASEM SIĘ NIE DA.
powiem więcej - ludzie z Sycharu też tak twierdzą.
Ale to NIE OZNACZA że antidotum na to NIE DA SIĘ są ramiona drugiego faceta. Dlatego niejeden tu małżonek jest w separacji lub nawet po rozwodzie cywilnym.
Traktuje jednak poważnie BOGA i słowa swojej przysięgi małżeńskiej - tym samym okazuje szacunek i wartość samemu sobie a i małżonkowi.
Natomiast - dla Boga WSZYSTKO JEST MOŻLIWE.
Dlatego dajemy MU przestrzeń do działania w pomocy powrotu do małżonka sakramentalnego.
BÓG i prawo Boże jest na pierwszym miejscu.
I dzieja się cuda. Sama o swoim pisałam post wyżej..
Dzieki temu zachowujemy to co najcenniejsze - SAKRAMENTY I WIĘŹ Z BOGIEM
Przykro mi czytać
Kate81 pisze:
07 wrz 2018, 11:21
Moje doświadczenia to też doświadczenia osoby religijnej. Pochodzę z nawróconej rodziny, będącej zawsze blisko Boga, z seksem czekałam do ślubu, miałam osobistą relację z Jezusem, byliśmy z mężem w duszpasterstwie. Myślałam, że mając takie podstawy, nie może się nie udać. Ale jednak może.
Rozumiem że to czas PRZESZŁY. Więc domyślam sie że nie słuchasz współczesnych kazań wybitnych doktorów Kościoła. Choćby ks. Pawlukiewicz, o. Szustak, ks. Dziewiecki....bo nie pytałabyś
Kate81 pisze:
07 wrz 2018, 11:21
Marylko, skąd wiesz, jakie są ulubione słowa Szatana?
Bo właśnie chociażby wymienieni księża mówią o tym.
jeśli mogę...z tego co piszesz, to myślę, że mogłaś wejść w głębszą relację z Bogiem mogliście wspólnie z mężem ją pogłębić, bo czytam, że byliście aktywnymi katolikami.. i mogłaś swoja więź z Bogiem pogłębić. ...nie taką na poziomie kilkulatka, który Bozie uważa za gwarancje sukcesu i szczęścia.
Owszem - tak jest - ale ten sukces i szczęście ma głębszy wymiar i nie odnosi sie do ziemskich i ludzkich pragnień. Bóg widzi więcej i szerzej. I chce ZAUFANIA.
A taka postawa - NIE TO NIE. TO BIORĘ ZABAWKI I IDĘ DO SIEBIE SKORO MI NIE DAJESZ CO CHCĘ - to chyba przyznasz że dojrzała nie jest
Kate81 pisze:
07 wrz 2018, 11:21
Myślałam, że mając takie podstawy, nie może się nie udać. Ale jednak może.
Dlatego to jest smutne....
Jak mogłaś tak myśleć deklarując sie jako katoliczka? Znasz Biblię?
Czytałaś ile tam historii?
Ile z tego jest szczęśliwych?
A ile o cierpiacych?
Nawet o cierpieniu niezawinionym?
Samego Jezusa zabili. A na pewno był lepszy niż Ty dla małżonka.
Więc skąd miałaś takie założenia?
Że jak będziesz grzeczna to bedzie git?
CHOCIAŻBYM PRZECHODZIŁ PRZEZ CIEMNA DOLINĘ ZŁA SIĘ NIE ULĘKNĘ - BO TY JESTEŚ ZE MNĄ.
TO jest najcenniejsza obietnica. JESTEM Z WAMI AŻ DO SKOŃCZENIA ŚWIATA.
czytaj: czy bedzie dobrze czy źle - NIE OPUSZCZĘ CIĘ.
I TO jest sedno chrześcijaństwa.
A nie...dawaj mi modlitwę to ja ci dam dobrego meża.
Przynajmniej ja to tak widzę.
Bóg też szanuje swoje SŁOWO. Dał Ci WOLNĄ WOLĘ. Wiec możesz robić co chcesz. I żyć jak chcesz. I ja żyje jak chcę. Nie rozumiem tylko dlaczego sie tłumaczysz i wyjaśniasz mi/nam jak i dlaczego tak żyjesz.
Ja szanuje Twój wybór. Ale jakkolwiek mnie bedziesz chciała przekonać - nie przyklasne Ci że dobrze robisz. Bo tak nie uważam.
A może czujesz jakis niepokój w sercu?
Bo tak jak piszą poprzednicy....ja tu trafiłam w fazie kryzysu do Sycharu. Potrzebowałam pomocy i ją otrzymałam. Gdybym żyła w takiej euforii w jakiej Ty jesteś - w życiu nie przyszło by mi na myśl żeby w necie szukać hasła KRYZYS W MAŁŻEŃSTWIE.
Prędzej bym szukała fajnej podróży wspólnej albo restauracji.
Wiec..co jest?
Może jednak puka Ci cos do serca...NIKT tu nie trafił przez przypadek...Ty też nie.
I dopóki żyjesz - możesz wszystko zmienić, naprawić....BÓG dał Ci CZAS.
Co z tym zrobisz? Jak to wykorzystasz?
Bóg dał Ci też WOLNA WOLĘ.
Dał Ci o wiele wiecej niż myślisz czy dostrzegasz...domyślam się że dał Ci ZDROWIE.
Nie wszyscy to mają...mogłabym tak wyliczać...ale nie będę. Chciałam Ci tylko pokazać, że może męża nie dostałaś na czas i moment kiedy chciałaś - idealnego i naprawionego. Ale dostawałaś w tym czasie dużo dużo innych łask, które na Ciebie spływały. Co zrobiłaś/ robisz z tym Bożym darem?
W swilojej wolnej woli możesz robić co chcesz.
Ja też pisałam o kryzysie wiary. Właśnie przez męża który okazał się kim jest.
Jednak po jakims czasie dostrzegłam - poradziłam sobie finansowo, dzieci mam zdrowe, otoczyła mnie opieką rodzina, właśnie BÓG wepchnął mnie na Sychar. Akurat wtedy napisała do mnie adminka że mogę zacząć 12 kroków. Zajełam się sobą.
A za męża zamówiłam msze. 30 dokładnie. Powiedziałam - poddaję się - TY SIE NIM ZAJMIJ. Ja nie mam już siły.
Ale...jakbym mogła odwrócić się od Boga?
ON mnie nie zostawił. Więcej - miałam wrażenie, że nigdy lepiej mi nie było!
Mimo cierpień psychicznych miałam ludzi którym mogłam sie wypłakać i wysłuchali mnie. Nie byłam sama.BÓG wie co i k8edy nam potrzebne. Zajął się moim mężem. Troche to trwało. Jednocześnie zajął się mną. Nie jestem idealna chrześcijanka bo mam swoje cechy charakteru które raz pomagaja raz przeszkadzają. Ale JA POTRZEBUJE BOGA. Nie zamieniłabym Komunii Świętej na faceta.
A Bóg wspiera....KAŻDEGO. Nie zawsze małżonek wraca. Ale osoby, które są wierne Bogu zaznają szczęścia - Tu na ziemi. MAJĄ BOGA.
BÓG SAM WYSTARCZY
Pozdrawiam

marylka
Posty: 420
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: marylka » 07 wrz 2018, 13:44

Kate81 pisze:
07 wrz 2018, 12:07
Czekałam z seksem DO ślubu. Stosując się do nazewnictwa regulaminowego - jedynego i prawdziwego ślubu sakramentalnego ;) A to, że po rozwodzie cywilnym jestem w nowym związku, nie ma z tym faktem nic wspólnego.
Jeżeli tak interpretujesz słowa nauki Kościoła to ja nie mam pytań. Bo emotka - przymrużone oczko dla mnie są jasnym przekazem ile i co dla Ciebie znaczą
W ogóle...przeczytaj co napisałaś powyżej. Widzisz w tym sens i logikę? Ja nie. I nie mam w zwyczaju poświęcać czas na pisanieoniewiadomoczym.
Kate81 pisze:
07 wrz 2018, 12:07
Chciałam zaakcentować, że budując swoje małżeństwo miałam do tego stosunkowo dobre fundamenty. "5 języków miłości", inne dzieła Chapmana, połowę bibliografii chrześcijańskiej dotyczącej związków i małżeństw znałam jeszcze przed ślubem.
No i co z tego?
Co z tego zastosowałaś?

A może też - powybierałaś fragmenty, które są Ci wygodne?

No.....to na nic takie czytanie...niestety

Amica

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Amica » 07 wrz 2018, 13:54

Kate81 pisze:
07 wrz 2018, 11:21
Za mną 5 lat terapii - jestem już zupełnie inną osobą, pewną siebie, bez depresji i lęków. Dziś jestem w związku, w którym nie ma już tych samych problemów, jakie były w poprzednim. Albo może niektóre są, ale w zupełnie innym nasileniu.

Hmm. I nie widzisz tutaj działania przyczynowo-skutkowego? :)

Bez terapii prawdopodobnie także i z tym partnerem miałabyś identyczne lub podobne kłopoty (skoro i tak jakieś masz, bo sama o tym wspominasz).
Odbyłaś terapię, więc mniejsze znaczenie ma to, kto jest u Twojego boku i jaki jest dla Ciebie, bo to TY naprawiłaś siebie. Proste. Tak to właśnie działa.

klopot_16
Posty: 35
Rejestracja: 16 sie 2017, 21:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: klopot_16 » 07 wrz 2018, 14:42

Kate81 pisze:
07 wrz 2018, 11:21
Wiem, że to nie jest historia taka jak inne na Sycharze, ale ja uważam, że może niektórym z Was ta historia pomóc. Być może będę umiała powiedzieć komuś, kto walczy o związek, co może zrobić - bo wiem, czego ja na danym etapie bym potrzebowała. Moze będę potrafiła wyjaśnić, czemu jakiś małżonek nie wraca, albo pokazać coś, czego moze nie dostrzegacie.
Kate81, a na jakim fundamencie zbudowane jest Twoje szczęście? Związek sakramentalny opiera się na skale - Chrystusie. Ty budujesz na piasku.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości