Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

KasiaW
Posty: 31
Rejestracja: 08 sie 2018, 8:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: KasiaW » 11 sie 2018, 8:15

jacek-sychar pisze:
10 sie 2018, 15:14

Daj czasowi czas. On jest najlepszym lekarzem.
Teraz może wydaje Ci się, że przeżywasz swój prywatny koniec życia.
Bardzo lubię to powiedzenie z dwóch powodów: po pierwsze, bo jest to moja słabość- chciałabym wszystko już i natychmiast, bo już zauwazylam, że z czasem Pan Bóg coś mi da jakby w zamian- to z reguły jest coś super ekstra, więc to oczekiwanie jest nawet odrobinę ekscytujące.
Zaufałam Bogu i jak porownuje siebie dziś i sprzed roku, to jakby dwie różne babki, przy czym ta teraznjejsza dużo fajniejsza 😉 Mój mąż wprawdzie uwaza, że zrobiłam się nie do wytrzymania, że coś mnie opętało, że kiedyś to potrafiłam współczuć drugiemu człowiekowi (czyt.glownie jemu), a teraz jestem zimna i wyrachowana.

A ja coraz wyraźniej widzę że tu między nami musiało podziać się coś takiego, co mi całkowicie odetnie możliwość kontrolowania sytuacji. To mam do przepracowania z całą pewnością.

Słuchałam świadectw Sycharkow o powrotach, o przebudowie relacji... Ciągle skupiam się na tym, jak Go naprawić, uleczyć, zamiast skupić się na sobie.

Czuję się momentami, jakby ktoś mi zakręcił zaworek i tlen przestał doplywac. Nie mam czym oddychać.

KasiaW
Posty: 31
Rejestracja: 08 sie 2018, 8:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: KasiaW » 11 sie 2018, 8:20

karo17 pisze:
10 sie 2018, 19:01
Czas na pewno sprawi że będziemy coraz starsi. To na 100% sprawi.
Czy mądrzejsi? Zależy...
To zależy jednak od nas, czy odrobimy zadaną lekcję, czy pójdziemy na życiowe wagary.
W moim życiu, patrząc wstecz, lekcje były ciągle z tego samego tematu a ja, z uporem maniaka, "spisywalam" bezczelnie od innych, głównie ze wzorców z domu rodzinnego, zamiast porządnie się przygotować i zdać na 5 o własnych siłach.

Czy tym razem mi się uda to wreszcie zaliczyć?

Astro
Posty: 57
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: Astro » 12 sie 2018, 3:59

Witaj
KasiaW czy mieszkasz jeszcze razem z meżem? W jakim wieku macie dzieci? Czy twój mąż jest świadomy że ma poważny problem czy się go wypiera. Pije nadal czy przestał . Poszedł do psychiatry bierze leki czy nie . Wiem wiele pytań i zadanych prosto . Niestety odpowiedzi na te pytania są bardzo ważne.

Powiem tak aby pomóc tobie i twojemu mężowi, to on musi najpierw zdać sobie sprawę z tego w jakim jest stanie psychicznym . Bez tego nie wyjdzie z tego bo jest to ciężkie i wtedy nie pomogą mu żadne leki + psychoterapia. Nawet kiedy zgłosi się do lekarza
Astro

KasiaW
Posty: 31
Rejestracja: 08 sie 2018, 8:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: KasiaW » 12 sie 2018, 8:57

Niestety jeszcze wciąż mieszkam, ale zmierzam do wyprowadzki, i to jak najszybciej.
Dzieci w bardzo podobnym wieku do Twoich.
Teraz nie pije, zaczął leczenie, ale właśnie sam fakt choroby wypiera. W sensie- nie chce się z tym pogodzić, zaakceptować i walczyć.
Długo, bardzo długo obwinialam się lepiej wiele rzeczy. Dopiero niedawno nowy lekarz mojego męża mnie uświadomił, co jest grane. Zmiana specjalisty wynikała z braku efektów pierwotnego leczenia. Okazało się, że pierwotna diagnoza nie była poprawna.

Wiem aż za dobrze, że bez jego świadomości i wzięcia odpowiedzialności nic się nie zmieni. Myślę, że facetom jest dużo trudniej przyznać się do słabości i częściej w takich sytuacjach upadają i idą w dół. Oddaję to Panu Bogu po prostu i modlę się za niego. Po ludzku nic więcej nie mogę na dziś zrobić.

Astro
Posty: 57
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: Astro » 12 sie 2018, 11:32

Witaj to bardzo źle że się wypiera tego niestety bo bez tego to żadne leczenie nie będzie skuteczne. Wyprowadzić się musisz dla dzieci i swojego dobra . Jakie to będzie miało skutki dla Twojego męża nie wiem ,ale obawiam się o niego czy dźwignie jeszcze to .
Co do zespołu Otella czy jest wyleczalne . To bardzo indywidualna sprawa zależy od wielu czynników ale jest lub można sobie z nim poradzić na tyle żeby normalnie żyć i nie niszczyć życia zony mając oczywiście pełną świadomość tego co się dzieje.
Astro

Amica
Posty: 142
Rejestracja: 26 mar 2018, 16:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: Amica » 12 sie 2018, 17:21

KasiuW, wprawdzie nie mam aż tak trudnej sytuacji jak Twoja (mąż odszedł, chce rozwodu, ale poza depresją nie ma żadnych zaburzeń psychicznych), no i nie mamy dzieci. Ale jednak są pewne podobieństwa. Np. chociażby to, że bardzo kocham męża, ale jedna z naszych ostatnich rozmów pokazała, że są dość spore przesłanki do tego, by stwierdzić, że nasze małżeństwo było nieważnie zawarte.

Kocham męża i jeśli on będzie chciał wrócić, zrezygnuje z rozwodu i będzie chciał nas na nowo budować, to będę się cieszyć.
Ale jeśli dojdzie do rozwodu - to dla mnie kolejnym krokiem będzie sprawdzenie ważności naszego Sakramentu.

Nie, rozwód nie utnie mi miłości do męża, nie usunie jej, wspomnień itd. Ale wierzę, że Bóg - jeśli będzie taka konieczność - po prostu zabierze ode mnie te wątpliwości, tęsknotę i miłość, uwolni mnie od tego. Trzymam się Go i wierzę, że jeśli będę dostatecznie często prosić Ducha Świętego o dar mądrości w podejmowaniu decyzji, o światło, mądrych ludzi z dobrymi poradami, to będę zaopiekowana i bezpieczna.

Ogromnie Ci współczuję Twojej sytuacji, współczuję Waszym dzieciom i Twojemu mężowi też. Pomodlę się za Was, za chwilę idę na Mszę Św. Pozdrawiam!

KasiaW
Posty: 31
Rejestracja: 08 sie 2018, 8:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: KasiaW » 12 sie 2018, 21:27

Amica pisze:
12 sie 2018, 17:21

Kocham męża i jeśli on będzie chciał wrócić, zrezygnuje z rozwodu i będzie chciał nas na nowo budować, to będę się cieszyć.
Ale jeśli dojdzie do rozwodu - to dla mnie kolejnym krokiem będzie sprawdzenie ważności naszego Sakramentu.
Też tak postanowiłam, jeżeli i u nas dojdzie do rozwodu. Pierwotnie mój mąż mnie straszył, że jeżeli ja wystąpię o separację, to on o rozwód. Teraz w ogóle się wścieka na sam fakt o rozstaniu. Myślę, że on chciałby żyć razem i jakoś to poskładać, ale zwyczajnie nie potrafi... Jak jednak zachowa się w ostateczności, to trudno przewidzieć.
Amica pisze:
12 sie 2018, 17:21
Ogromnie Ci współczuję Twojej sytuacji, współczuję Waszym dzieciom i Twojemu mężowi też. Pomodlę się za Was, za chwilę idę na Mszę Św. Pozdrawiam!
Dziękuję Ci bardzo, to dla mnie wiele znaczy.
Ostatnio zmieniony 12 sie 2018, 21:36 przez Czarek, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

KasiaW
Posty: 31
Rejestracja: 08 sie 2018, 8:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: KasiaW » 13 sie 2018, 17:01

Ciężki mam dziś dzień, żeby nie powiedzieć fatalny... Nie potrafię się pogodzić z rzeczywistością, nie rozumiem, po co to się dzieje, dlaczego nas to spotkało...

Dlaczego do mojego męża nic nie dociera?
Czy to jego umysł ucieka w chorobę, bo zbyt ciężko mu przyjąć prawdę?
Czy to jest robota złego, żeby rozbić nasza rodzinę, czy dzieje się to wszystko z dopustu Bożego, żeby sprowadzić mojego męża na odpowiednią ścieżkę?

Nie umiem żyć, nie potrafię się odnaleźć.
Jestem chyba bliska załamaniu.

klopot_16
Posty: 28
Rejestracja: 16 sie 2017, 21:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: klopot_16 » 13 sie 2018, 20:06

Czasami zdarzają się takie dni niestety. Ja zazwyczaj w chwilach załamania najpierw pozwalam sobie się wypłakać, błagając jednocześnie Boga o pomoc. I wiem, że On pomaga i jest przy mnie, bo potem odzyskuję spokój serca. Ja też nie rozumiem tej drogi, którą nas Bóg prowadzi, ale wierzę, że kiedyś wszystko się wyjaśni. Na codzień staram się skupiać na swoich obowiązkach i po prostu wykonywać je najlepiej jak umiem. A męża oddaję Panu Bogu. On go takim stworzył, więc niech się zajmie swoim dziełem ;)

krople rosy
Posty: 805
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: krople rosy » 14 sie 2018, 11:50

Amica pisze:
12 sie 2018, 17:21
Kocham męża i jeśli on będzie chciał wrócić, zrezygnuje z rozwodu i będzie chciał nas na nowo budować, to będę się cieszyć.
Ale jeśli dojdzie do rozwodu - to dla mnie kolejnym krokiem będzie sprawdzenie ważności naszego Sakramentu.
Kurczę...co Wy wszyscy z tym sprawdzaniem ważności małżeństwa?
Ja tego nie pojmuję.
Okazuje się, że tam gdzie przyszły burze i zawieruchy które narobiły sporo szkód w małżeństwie to znaczy że tych małżeństw w ogóle nie było?

Znam parę katechetów, ludzi (on i ona) po teologii , z niemałym zmysłem psychologicznym.....ze stwierdzonym małżeństwem jako nieważnie zawartym
Jesli więc w nich dojrzałości nie było do zawarcia małżeństwa to w kim jest?

Camilaa
Posty: 208
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: Camilaa » 14 sie 2018, 12:15

krople rosy pisze:
14 sie 2018, 11:50
Kurczę...co Wy wszyscy z tym sprawdzaniem ważności małżeństwa?
No właśnie...
Przecież chyba nikt albo w wiekszosci z wyrachowania nie bral ślubu, moze nie byl świadomy czegos albo teraz inaczej patrzy na to samo ale na tamten moment intencje byly szczere. Bo nawet jak ktos byl niedojrzaly czy nie odpowiedzialny a teraz wydoroslal to znaczy ze co...?
Nie wazny sakrament? Bo dostrzegl ze on sie rozwija a malzonek nie i gdyby to wiedział w dniu slubu to by nie wchodzil w małżeństwo? Ja rozumiem takie skrywane przesłanki jak choroba psychiczna ale reszta jest dla mnie poprostu ucieczką od odpowiedzialnosci za swoja przysiege...

krople rosy
Posty: 805
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: krople rosy » 14 sie 2018, 12:18

Amica pisze:
12 sie 2018, 17:21
Kocham męża
Amica pisze:
12 sie 2018, 17:21
Ale jeśli dojdzie do rozwodu - to dla mnie kolejnym krokiem będzie sprawdzenie ważności naszego Sakramentu.
Amico, i co Ci to da? Nawet jeśli otrzymasz informację zwrotną że małżonek nigdy nie był Twoim mężem to tak czujesz w sercu? I co dalej? Co zrobisz z tą informacją?
Pytam, nie oskarżam, chcę zrozumieć.

Amica
Posty: 142
Rejestracja: 26 mar 2018, 16:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: Amica » 14 sie 2018, 12:46

Krople Rosy,

tak, tam gdzie przyszły burze i zawieruchy i dodajmy - okazało się, że Boga nie było w danym małżeństwie. Zgadza się. No tak właśnie jest.

A przecież przyczyny stwierdzenia nieważności jest kilka, nie tylko niedojrzałość. Ci teologowie mogli mieć inne przyczyny, niekoniecznie musisz o nich wiedzieć, niekoniecznie powód oficjalny, jeśli go podali, mógł być zgodny z prawdą.

A i tak dojrzałość zapewne jedynie w kilku procentach z nas. Nie mogę znaleźć tego filmiku, ale pamiętam wypowiedź jakiegoś duchownego, że taki właśnie jest mniej więcej procent ważnie zawartych małżeństw - kilka. Zastrzegł też, że wiele małżeństw dojrzewa do tej miłości dopiero w małżeństwie - przechodząc pomyślnie kryzysy, poznając się, budując rodzinę. I że zakłada się, że nawet jeśli w dniu ślubu tej dojrzałości nie było, to wykształciła się w trakcie i tak jest dobrze. Zazwyczaj dzieje się to tam, gdzie Bóg jest blisko. I znowu - w ilu procentach małżeństw małżonkowie się wspólnie modlą, a ślub był zawierany z pełną świadomością obecności Boga? Ja się uważałam za osobę wierzącą, ale czas ślubu to był czas, kiedy tradycja wygrywała z żywą wiarą. Na pewno nie widziałam Boga jako Osoby w moim życiu, Osoby, która razem z nami wchodzi w małżeństwo.

Czy nieumiejętność przechodzenia kryzysu w sposób rozsądny (terapie, książki, wysiłek, dobra wola) nie są dowodem na brak tej dojrzałości? Skoro nie ma jej teraz, to i w dniu ślubu nie było...

Niestety. I nie jest to - myślę - pełna wina nas samych, bo rzadko kto rodzi się z wrodzoną umiejętnością kochania, a wchodząc w związki - nie bardzo kto z nas ma świadomość odpowiedzialności, obowiązków. W dodatku - ilu z nas wchodzi w małżeństwo z pełną świadomością swojej wiary, z wiedzą o tym, jaką Bóg pełni rolę w moim małżeństwie i tego, jakie konsekwencje niesie ze sobą ślub kościelny (bo mówimy o Sakramencie), kiedy nasza wiara zazwyczaj jest letnia (moja na pewno była). Nauki przedmałżeńskie zaliczyłam w klasie maturalnej, na świadectwie szóstka z religii. Teraz chce mi się śmiać z poziomu mojej ówczesnej wiedzy na temat Sakramentu.

W moim przypadku zachodzą przesłanki. Mąż twierdzi, że wszedł w małżeństwo ze świadomością, że robi to pod presją wewnętrzną, że nie był zakochany, nie kochał, a samego ślubu nie uważał za coś, co jest nierozerwalne. No oczywiście - to jego słowa. Usłyszałam je kilka miesięcy temu. Czy mówił tak, abym o niego nie walczyła, czy naprawdę tak uważa? Skoro o tym wiem, bo mi powiedział - to trudno mi jakoś przejść nad tym do porządku dziennego, nie mogę udawać, że tego nie słyszałam. Skoro mam więc wątpliwości, to wolę tego nie rozstrzygać sama, tylko oddać pod ocenę osobom, które się na tym bardziej znają, przebadają sprawę.

Żeby zmienić ogólną sytuację, potrzebne by były chyba zmiany systemowe. Może jakieś obowiązkowe rekolekcje dla narzeczonych? Połączone z warsztatami. Aby to było prawdziwe przygotowanie, a nie po łebkach. Papierek, zaliczone i już. I nikt tego nie sprawdza - tzn. świadomości konsekwencji, odpowiedzialności, świadomości nieuchronności kryzysów, sposobów na poradzenie sobie z nimi.

Mój mąż powiedział szczerze naszemu księdzu, który udzielał nam ślubu, że przyjął bierzmowanie, bo było potrzebne do ślubu. I że jest niepraktykujący. Powiedział tylko, że uważa wartości chrześcijańskie za najlepszy zbiór zasad i norm etycznych i wg takich będzie się starał postępować. I to wystarczyło. Dopiero po latach się dowiedziałam, że np. w naszym przypadku powinniśmy wziąć ślub jednostronny, gdzie tylko ja składałabym przysięgę, bo ja przynajmniej tę moją wiarę letnią deklarowałam...

Podskórnie chciałabym, aby Sąd Biskupi uznał nasze małżeństwo za ważnie zawarte. Bo chociaż jestem jeszcze dość młoda i bezdzietna, nie mam jakichś tęsknot czy braków związanych z brakiem męża przy boku. Nie przeraża mnie życie w samotności. Bardziej przeraża mnie myśl, że np. będę wierna, wytrwała, będę kochała, czekała i modliła się jako żona sakramentalna, a tego sakramentu nie było. I mąż - który może się przecież nawrócić - będzie mógł wziąć kościelny ślub ze swoją przyszłą partnerką, już ze świadomością i wiarą.

Jestem dość blisko Boga, skoro więc takie myśli przychodzą mi do głowy, nie znikają po starannym rozeznaniu, to uznaję to za pewien kierunek. A jak to się skończy, to pokaże czas.

Amica
Posty: 142
Rejestracja: 26 mar 2018, 16:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: Amica » 14 sie 2018, 13:07

Jedno z ostatnich zdań trochę nieszczęśliwie sformułowałam. Rzecz jasna - nie przeraża mnie, że mój mąż się nawróci i będąc wolnym od sakramentu, będzie mógł wziąć ślub z kolejną partnerką, już z wiarą i świadomością. Raczej uważam to też za atut w sytuacji, kiedy Sąd Biskupi orzeknie np., że nasze małżeństwo było rzeczywiście nieważne. Mnie to orzeczenie jest potrzebne raczej chyba obrania pewnego kierunku w życiu. Pozdrawiam!

marylka
Posty: 377
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Choroba psychiczna powodem kryzysu- separacja

Post autor: marylka » 14 sie 2018, 13:54

Amica pisze:
14 sie 2018, 13:07
Bardziej przeraża mnie myśl, że np. będę wierna, wytrwała, będę kochała, czekała i modliła się jako żona sakramentalna, a tego sakramentu nie było.
Chciałam Amico doprecyzować.
Otóż - dopóki sąd biskupi orzeknie że to małżeństwo było nieważnie zawarte - małżeństwo uważa sie za WAŻNE
Więc to nie bedzie tak że kiedyś tam u góry beda Ci mówić - niepotrzebnie trwałaś w wierności bo to i tak nieważne było.
"Cokolwiek rozwiażesz- bedzie rozwiązane"
Tak w skrócie.
Wiec zastanów sie nad prawdziwymi pobudkami zbadania ważności. Bo brzmi to dla mnie tak jakbys to sobie bardziej tłumaczyła niż nam
Pozdrawiam

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Zmeczona i 4 gości