Nie mogę uwierzyć...

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

pogodna
Posty: 18
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 04 lip 2018, 18:23

Wracam do Was po 6 latach od zdrady mojego męża. Po kilku latach psychoterapii. Miałam poczucie, że to co się wydarzyło było darem dla nas. Naprawilismy relację, odbudowalismy nasza miłość, byliśmy szczęśliwą rodziną. Każdego dnia świadomie pracowałam nad naszym małżeństwem a mój mąż odwdzięczał się dobrem i czułością. Konflikty zdarzały się niezwykle rzadko, miał ode mnie wsparcie i szacunek. Doceniałam go i wierzyłam. Wyjechał w delegację i zdradził mnie drugi raz...

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 3033
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: Nirwanna » 04 lip 2018, 18:32

Witaj, pogodna, cóż mogę powiedzieć, przytulam Cię bardzo mocno....
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Utka2
Posty: 508
Rejestracja: 29 sty 2017, 22:47
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: Utka2 » 04 lip 2018, 21:32

Pogodna - nie wiem co mogłabym Ci napisać ... Siły życzę.

Aleksander
Posty: 808
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: Aleksander » 04 lip 2018, 22:07

pogodna - :( ...

... smutne to bardzo co piszesz - 6 lat - szmat życia - uratowałaś związek na 6 lat. To dobry wynik.

To co piszesz boli mnie mocno, bo potwierdza obawy wszystkich, którzy próbują podnieść się po zdradach.
Czyli że jak zdradzacz zdradził raz, to jest ogromne prawdopodobieństwo, że zdradzi ponownie.

Ja bym chyba wolał nie wiedzieć - naprawdę... drugi raz wolałbym już się nie dowiedzieć.

Ściskam Cię serdecznie - jak czegoś prócz modlitwy od nas potrzebujesz, daj znać.

rak
Posty: 371
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: rak » 04 lip 2018, 22:12

Pogodna,

Przyznam, że bardzo poruszył mnie Twój post, a już myślałem że się uodporniłem. Chyba moje własne lęki przy nim wyszły.

To chyba jest z tyłu głowy każdego po takim powrocie, niby okazuje sie miłość bezwarunkowo, wzmacnia charakter, ale ta włożona praca, wysiłek, emocjonalne dołki też budują oczekiwanie i aż krzyczą żeby je docenić. A tu kolejny zonk i to jeszcze po takiej przerwie, kiedy już wydawało się, że rana zagojona i wszystko dobrze. Ja miałem tylko miesięczną przerwę, a bolało jak ... trudno mi nawet wyobrazić sobie coś takiego po 6 latach.

Trzymaj się, mogę tylko napisać, że współczuję, bo to co napisałaś b. silnie rezonuje we mnie. Jak masz ochotę to pisz proszę więcej, mi pomagało wywalenie z siebie tych emocji. Zresztą masz pewnie własne sposoby radzenia sobie z tym, więc dobrze wiesz jak z nich korzystać...

Trzymaj się!

pogodna
Posty: 18
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 04 lip 2018, 23:19

Szukam dobra w tym wszystkim. Dobre jest to, że to skończył szybko bo już tak nie mógł. Dobre jest to, że czuję skruchę, żałuję, walczy, sam chce zacząć terapię, widzi w sobie problem. Dobre jest to, że się nie poddaje mimo moich huśtawek słucha w spokoju i stara się mnie zrozumieć. Dobre jest to, że daje mi odczuć, że bardzo mnie kocha.
Ból jest niewyobrażalny, boli bardziej niż ten pierwszy.

Pavel
Posty: 1378
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: Pavel » 05 lip 2018, 0:59

Witaj pogodna,
Bardzo mi przykro, otulam Cię modlitwą.

Poruszył mnie Twój post, my jesteśmy z żoną dwa lata po zakończeniu kryzysu.
Uświadomiłem sobie podczas czytania coś o czym czytałem i wielokrotnie mówiłem żonie - bez porządnego przepracowania kryzysu i samych siebie, igramy z ogniem.
Dotyczy to nie tylko nas samych, ale i współmałżonków.

Niech Bóg ma Cię w swej opiece!
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 422
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: ozeasz » 05 lip 2018, 8:07

pogodna pisze:
04 lip 2018, 23:19
Szukam dobra w tym wszystkim. Dobre jest to, że to skończył szybko bo już tak nie mógł. Dobre jest to, że czuję skruchę, żałuję, walczy, sam chce zacząć terapię, widzi w sobie problem. Dobre jest to, że się nie poddaje mimo moich huśtawek słucha w spokoju i stara się mnie zrozumieć. Dobre jest to, że daje mi odczuć, że bardzo mnie kocha.
Ból jest niewyobrażalny, boli bardziej niż ten pierwszy.
Pogodna … Bardzo dobre jest to że Ty to widzisz i mimo bólu i upadku ponownego męża ,nie zamykasz Mu drogi ,takie też jest Boże miłosierdzie , jeśli nie będzie w tym naiwności z Twojej strony i będzie miłość mimo cierpienia ,to taka miłość przetrwa wszystko .

Pogodna jestem świadomy że to nie jest łatwe ,ale życzę wytrwania ,masz/macie po swojej stronie Boga ,dopóki sie nie odwrócicie ,jest wielka szansa że to jeszcze bardziej scementuje Wasz związek , nikt z nas nie jest ideałem , realizm obdziera nasze idealne wizje i oczekiwania często niemożliwego ,ale rzeczywistość jest często w swej ograniczoności o wiele piękniejsza i bogatsza niż sama nieskazitelna wizja , tak że jeszcze raz życze Ci wytrałości w Twojej pięknej postawie , i podziwiam też męża który wyznał Ci to wszystko ,jet to ogromny ciężar dla Ciebie ,ale też pokazuje głębię Waszej więzi i jej prawdziwość .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 422
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: ozeasz » 05 lip 2018, 8:20

Pogodna zazdroszczę Ci /Wam pozytywnie że mimo tego , co się dzieje bólu i cierpienia ,jakiegoś pewnie zawodu , możecie mieć taką relację ,większość tu obecnych ze mną włącznie , w swoich relacjach natrafia na ścianę w próbie relacji ze zdradzającym współmałżonkiem ,ja chciałem wybaczyć mojej żonie wielokrotne zdrady ,z wieloma mężczyznami i do dzisiaj nie doczekałem się jakiejkolwiek skruchy ,mimo kontaktu nie usłyszałem jednego choćby przepraszam.
Z tego też powodu uważam ,że mimo tego bólu i cierpienia które zadał Ci mąż ,Jego postawa w chęci naprawienia jest godna naśladowania dla mnie i wskazuje na jakość Waszej relacji ,na to że ma w Tobie nie tylko żonę ,ale i przyjaciela godnego szacunku .

To co sie stało warto prześledzić ,bo powtórka wskazała też , że ciągle jest jakiś deficyt/słabość która spowodowała zachowanie męża , mimo bolesnego gruntu warto to przekopać i przepracować ,szukając źródła , korzenia tego destrukcyjnego zachowania .
Niech Was Pan błogosławi i strzeże na tej jakże trudnej drodze uzdrowienia i przebaczenia ...
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

pogodna
Posty: 18
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 05 lip 2018, 9:11

Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie. Uważałam mojego męża za PRZYJACIELA, zawsze widziałam jego wartość, w którą on sam jednak nie wierzył. Często mówił o sobie źle... Nie rozumiałam tego i nie zgadzałam się z tym. On bardzo często wyrażał się o mnie z szacunkiem i podziwem, idealizował mnie. Kowalska to moje całkowite przeciwieństwo - starsza, prostolinijna, nie kieruje się w życiu wartościami, uważa, że jest wolna i ma prawo żyć tak jak chce.
Szukam przyczyny...
On sam twierdzi, że nie wie dlaczego, że nie chciał, że brzydzi się sobą.

rak
Posty: 371
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: rak » 05 lip 2018, 10:40

pogodna pisze:
05 lip 2018, 9:11
Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie. Uważałam mojego męża za PRZYJACIELA, zawsze widziałam jego wartość, w którą on sam jednak nie wierzył. Często mówił o sobie źle... Nie rozumiałam tego i nie zgadzałam się z tym. On bardzo często wyrażał się o mnie z szacunkiem i podziwem, idealizował mnie. Kowalska to moje całkowite przeciwieństwo - starsza, prostolinijna, nie kieruje się w życiu wartościami, uważa, że jest wolna i ma prawo żyć tak jak chce.
Szukam przyczyny...
On sam twierdzi, że nie wie dlaczego, że nie chciał, że brzydzi się sobą.
Może za szybko z tym wszystkim, ale że sama szukasz przyczyny, to może spróbujmy...

Ja osobiście jak słyszę od żony, że ona nie wie dlaczego (albo wymyśla coś na chodu), to czytam to jak jej wcześniejsze słowa nic się nie stało, zapomnijmy o tym, brak chęci wglądu w siebie to też brak chęci odkopania i ujrzenia swojej winy, czyli też mimo deklaracji brak szczerej skruchy i żalu, który przewierca od środka i zmusza do refleksji.
Moja odpowiedź na to jest: Zastanów się dlaczego wartości wierności i uczciwości były dla Ciebie mniej ważne niż atrakcyjność stosunku z obcym facetem (w rozmowie nie owijam w bawełnę i dużo brutalniej określam sam jej fakt). To jest myślę ważne pytanie, które nie kieruje zdradzacza w stronę jakże wygodnego wybielania siebie, ale refleksji, czemu gnojenie siebie, własnej przysięgi i wartości jest takie łatwe, a wskakiwania do łóżka obcej osoby takie przyjemne i pociągające. Ja bym chciał, żeby żona sama wpadła na to, czemu tak się dzieje i w swojej wolności zobowiązała się do jakichś działań, które miałyby temu przeciwdziałaś - to by było dla mnie najpiękniejsze zadośćuczynienie i tyle o ile gwarant jakiejś stabilności, ale to jeszcze jest daleka pieśń przyszłości...

To co wspomniałaś o niskiej wewnętrznej wartości małżonka, to też wydaje się problemem u mojej żony i może też ta potrzeba dowartościowania się we własnych i czyiś innych oczach z tego wynika. Nie wiem, ale silny człowiek nie wykorzystuje okazji krótkotrwałego dowartościowania się kosztem straty szacunku do samego siebie, bo nie widzi takich "okazji" i brzydzi się nimi, a nie podnieca.

rak
Posty: 371
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: rak » 05 lip 2018, 10:50

dołożę jeszcze:

Silny człowiek nie brzydzi się sobą, bo nie ma powodu, stara się żyć w zgodzie z sobą i swoimi wartościami i jest świadomy, że czasem może mu się noga osunąć, ale zazwyczaj wie dlaczego, dlatego, że chce to wiedzieć, żeby ta niewiedza nie osłabiała go w przyszłości.
rak pisze:
05 lip 2018, 10:40
On sam twierdzi, że nie wie dlaczego, że nie chciał, że brzydzi się sobą.
To mocno brzmi jak odwrócenie kota ogonem. Jakby nie chciał, to by nie zrobił, rozumiem, że nikt go nie zmuszał. Natomiast wierzę, że nie chciało (może tak naprawdę mimo deklaracji i dalej nie chce) mu się zastanowić dlaczego tak się stało, bo tym się brzydzi i nie chce tego wyciągać. Łatwiej jest powiedzieć nie wiem, niż na poważnie takie syfy powyciągać z siebie, a nie tylko przykryć je na szybko jakimiś deklaracjami.

pogodna
Posty: 18
Rejestracja: 04 lip 2018, 17:51
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: pogodna » 05 lip 2018, 11:36

Rak to bardzo mądre co napisałeś... Masz rację on się boi kontaktu z tymi uczuciami. Jest słaby... Tak mu było wygodnie. Ja pracowałam nad sobą i związkiem on korzystał z tego, owszem zmieniał się na lepsze ale raczej opierało się to na poczuciu winy po pierwszym razie (tak teraz to widzę) a nie na świadomej decyzji zmiany. Było dobrze więc z jego strony nie było motywacji do pracy nad sobą (wewnątrz), raczej praca nad związkiem (zmiana zachowań, komunikacji). Efekty oczywiście były, jednak ostatecznie przegrał sam ze sobą. Silna wola nie jest jego mocną stroną. W życiu wybiera raczej drogę na skróty. W sobotę zaczyna terapię, jest to jego świadoma decyzja jednak znów myślę, że robi to bo tak teraz trzeba, bo to będzie sugerowało, że podjął kroki ku zmianie. Dlaczego tak myślę? Wchodzi w rolę ofiary, nieudacznika..."taki jestem, wszystko niszczę, całe moje życie jest pasmem złych decyzji, przecież ja i tak wszystko schrzanię"
Mówię, że każdy może zmienić swoje życie, zachowanie ale to wymaga pracy, świadomej decyzji. Wtedy słyszę deklaracje, podejmuje działanie. Coś robi i odpuszcza... Nie wiem jak będzie tym razem. Spadł na dno w swoim odczuciu, a więc ma szansę się odbić

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 422
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: ozeasz » 05 lip 2018, 11:58

pogodna pisze:
04 lip 2018, 23:19
Szukam dobra w tym wszystkim. Dobre jest to, że to skończył szybko bo już tak nie mógł. Dobre jest to, że czuję skruchę, żałuję, walczy, sam chce zacząć terapię, widzi w sobie problem. Dobre jest to, że się nie poddaje mimo moich huśtawek słucha w spokoju i stara się mnie zrozumieć. Dobre jest to, że daje mi odczuć, że bardzo mnie kocha.
Ból jest niewyobrażalny, boli bardziej niż ten pierwszy.
Raku ,dla mnie ,i tu jest to subiektywny odbiór podkreślam , wynikający z własnych doświadczeń i specyfiki mojej osobowości , te zachowania nie świadczą o unikaniu odpowiedzialności i niechęci w poszukiwaniu źródła ,a raczej na niemożność zaprzestania z jakiś przyczyn dokonywania działań które na krótką metę są tanią rekompensatą nie zwerbalizowanych deficytów , może jakiś potrzeb podstawowych ,i mogą się kończyć obrzydzeniem które jest efektem takiego rodzaju zachowania ,wobec którego może być bezsilny.

Ja nie zdradziłem żony fizycznie , jednak ilekroć dochodzi do , ładnie to ujmę , nieuporządkowanych zachowań seksualnych ,połączonych z pornografią (a to dla Jezusa i dla mnie jest cudzołóstwem),nie różnię się niczym od męża Pogodnej , i zdaję sobie sprawę jak można czuć obrzydzenie do siebie , a raczej dziś powiedziałbym do moich zachowań .

Dziś umiem to rozdzielić , czyny od osoby , jeśli mąż Pogodnej ma niskie poczucie wartości , to jest to na pewno przyczynek do tego rodzaju zachowań , nie wiem na ile Jego dzieciństwo ma jeszcze wpływ na jego samoświadomość i rozeznanie bodźców które wywołują tego rodzju nagradzanie się ,lub odtwarzanie "warunków bezpiecznych" dla Niego ,
I czy w ogóle ma ?

Na dzień dzisiejszy rozdzielenie czynów od osoby pozwala mnie samemu , funkcjonować jako dziecko Boże i zarazem pracować z Jego pomocą konstruktywnie nad sobą i swoimi słabościami .

Poprzednia postawa która jeszcze szczątkowo się przejawia ,połączenie osoby i czynu prowadzi mnie do zachowań biegunowych albo jestem ok i Bóg mnie kocha ,albo nie jestem ok i Bóg mnie nie kocha ,więc jako osoba odrzucona przez Boga (w moim poczuciu) nie mam szans na żadny rozwój ani wzrost ,a jedynie na taplanie się w błocie grzechu ,beznadziei i rozpaczy , nie mogąc sobie przebaczyć tego co czynię i w takiej sytuacji moja wina jest subiektywnie większa od miłości i miłosierdzia Bożego ,czego efektem jest pogorszenie mojej kondycji psycho-duchowej .

Dzięki Bogu raczej się to dzisiaj nie zdarza ,ale jest okupione latami cierpienia i poczucia bezsilności , i gdyby nie miłość Boża która kochając zarazem stawia wymagania ,wskazuje cel ,bez potępienia , nie wiem czy byłbym jeszcze osobą wierzącą ? Czy w ogóle jeszcze bym był?

Tu rozumiem stan w którym może ,powtarzam może być mąż Pogodnej jeśli jest analogiczna do mojej , i zdaję sobie sprawę jak można być WROGIEM SIEBIE SAMEGO NA CODZIEŃ , a bardziej Ewangelicznie nazywając : ,jak "stary człowiek" jest wrogiem Nowego Stworzenia ,człowieka. Pozdrawiam serdecznie.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 422
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie mogę uwierzyć...

Post autor: ozeasz » 05 lip 2018, 12:14

pogodna pisze:
05 lip 2018, 11:36
Rak to bardzo mądre co napisałeś... Masz rację on się boi kontaktu z tymi uczuciami. Jest słaby... Tak mu było wygodnie. Ja pracowałam nad sobą i związkiem on korzystał z tego, owszem zmieniał się na lepsze ale raczej opierało się to na poczuciu winy po pierwszym razie (tak teraz to widzę) a nie na świadomej decyzji zmiany. Było dobrze więc z jego strony nie było motywacji do pracy nad sobą (wewnątrz), raczej praca nad związkiem (zmiana zachowań, komunikacji). Efekty oczywiście były, jednak ostatecznie przegrał sam ze sobą. Silna wola nie jest jego mocną stroną. W życiu wybiera raczej drogę na skróty. W sobotę zaczyna terapię, jest to jego świadoma decyzja jednak znów myślę, że robi to bo tak teraz trzeba, bo to będzie sugerowało, że podjął kroki ku zmianie. Dlaczego tak myślę? Wchodzi w rolę ofiary, nieudacznika..."taki jestem, wszystko niszczę, całe moje życie jest pasmem złych decyzji, przecież ja i tak wszystko schrzanię"
Mówię, że każdy może zmienić swoje życie, zachowanie ale to wymaga pracy, świadomej decyzji. Wtedy słyszę deklaracje, podejmuje działanie. Coś robi i odpuszcza... Nie wiem jak będzie tym razem. Spadł na dno w swoim odczuciu, a więc ma szansę się odbić
Pogodna ,porzedni post był w innym tonie , pokazujesz w tych dwóch postach dwojakość w swoim sposobie widzenia męża …... co jest werbalizowane ,co On widzi w Twojej postawie która wg Ciebie i w moim odczuciu jest wzorowa :
pogodna pisze:Po kilku latach psychoterapii. Miałam poczucie, że to co się wydarzyło było darem dla nas. Naprawilismy relację, odbudowalismy nasza miłość, byliśmy szczęśliwą rodziną. Każdego dnia świadomie pracowałam nad naszym małżeństwem a mój mąż odwdzięczał się dobrem i czułością. Konflikty zdarzały się niezwykle rzadko, miał ode mnie wsparcie i szacunek.
Czy może być tak że komunikujesz sobą (słowa , zachowania , niedomówienia , sposób reakcji ,postawa itp.) te ostatnie uwagi i mąż mimo wszystko odbiera to jako jakiegoś rodzaju odrzucenie , odepchnięcie człowieka który sobie nie radzi ze sobą ?


Dla mnie te oba opisy nie są spójne ,może to z powodu brakach w umiejętności odczytywania Ciebie i tego co komunikujesz ,a może widzę coś , co może mieć miejsce ,napisz co sądzisz o moich uwagach jeśli oczywiście chcesz, Pozdrawiam serdecznie.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: jacek-sychar i 0 gości