Ratować, czy nie?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

dzikaroza
Posty: 4
Rejestracja: 13 maja 2018, 14:20
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Ratować, czy nie?

Post autor: dzikaroza » 14 maja 2018, 9:23

Jestem prawie 10 lat po ślubie. Praktycznie od samego początku w kryzysie. Ciężko w kilku zdaniach opisać te 10 lat, ale z roku na rok jest coraz gorzej. Oziębłość seksualna męża, ogólna oziębłość z brakiem wyrażania emocji, szarpanie i uderzanie "lekkie" jak to mąż mówi (nigdy mnie nie skatował, ani nie podbił oka, tylko "lekko" bił jak to on mówi :? ) oszukiwanie (gdzieś był i nie powiedział, a się później wydało, coś kupił i ukrywał, nałogowe kupowanie muzyki na cd i mp3 itd, porobił długi), opowiadanie o mnie po jego rodzinie i jak się niedawno okazało również mojej. Spalił mi przez to wiele relacji, bo ludzie są niestety naiwni i niektóre rzeczy ciężko jest wytłumaczyć. Nie pracuję obecnie z powodu pogorszonego stanu zdrowia, więc jestem ta "gorsza". On gra rolę dobrego męża, który pracuje, zarabia i w towarzystwie jest grzeczny jak baranek. Więc ciężko mi udowodnić jego winę, bo ludzie nie widzą co się dzieje w domu. W domu, gdy nasza rozmowa schodzi na złe tory i jest już mocne napięcie, potrafi rzucać rzeczami (ostatnio rozwalił krzesło na kawałki i podarł Biblię w złości z grymasem na twarzy i śmiechem :? .... - czy grozi mu za to ekskomunika?). Wyzywał mnie brzydko, mówił nie raz "to ty się wynoś, ja za to mieszkanie płacę" (kiedy mówiłam aby wyszedł się przejść to ochłonie). Wiele razy mówił mi o pieniądzach, że to on ma władzę. Zawsze miał kłopot z rozmową, od razu wpada we wściekłość jak się z czymś nie zgadza, albo ucieka obrażony i jak chcę coś wytłumaczyć, to mówi, że mu wolność odbieram :?: bo chcę coś wyjaśnić? :| 2 lata temu dowiedziałam się o jego nałogu :!: który trwa od prawie 30 lat :!: :!: :!: chodzi oczywiście o nieczystość. Mąż mnie zostawiał seksualnie przez całe małżeństwo, mówił, że sam nie wie dlaczego itd. że to "uwarunkowania biologiczne" :( cokolwiek to znaczy... że go nie pociągam, ale później mówił że pociągam i tak nie umiał się wytłumaczyć o co mu chodzi. Wiele razy mówił, że nic już nie czuje, później zmieniał zdanie. Był na paskudnych portalach erotycznych, znalazłam przypadkowo jego profil i miał tam napisane okropne rzeczy, wulgarne i brutalne... . Ogólnie 10 lat emocjonalnej huśtawki i wprowadzania mnie w błąd, nadzieję, opuszczenie, rozpacz itd.... . Po narodzinach dziecka 2,5 roku nie było współżycia. Później było raz i znowu 1,5 roku przerwy. I tak w kółko.... Gdybym wiedziała o jego nałogu, nigdy bym za niego nie wyszła, bo nie mam tyle siły aby coś takiego zaakceptować (zataił to przede mną przed ślubem, więc nie wiem, czy unieważnienia nie powinnam złożyć). Ranił mnie tyle lat. Czułam się te wszystkie lata seksualnie poniżana i porzucana, wprowadzana w błąd. Psychicznie poniżana. Fizycznie również, zaczęłam chorować z depresji. Po porodzie zaczęłam mieć problemy z kręgosłupem, oraz dużo schudłam, przez co mam teraz kłopoty ze znalezieniem pracy. Jest coraz gorzej i brakuje mi wsparcia. Rodzice moi już nie żyją, więc nie mam bliskich, a tych których miałam - mąż obgadując mnie - straciłam.
I teraz druga strona - mąż z jednej strony robi wobec mnie to co robi, a z drugiej ma stosy, całe stosy :!: książeczek o modlitwie, też nałogowo kupowane... . Tak jest wierzący, ale jakby tak płytko... nie wiem jak to ocenić. Robi notatki jakieś, przepisuje Pismo Św... robi jakieś swoje karteczki z modlitwami. Mówi, że chce codziennie chodzić na Mszę a ja mu zabraniam :?: :!: nawet nie pytał, nie mówił, a stwierdził, że mu zabroniłam :!: bo kiedyś byłam zła jak okazało się, że potajemnie wychodził rano na Mszę na 6 rano, po tym jak dowiedziałam się o jego nałogu nieczystości, to chodził i się każdego dnia spowiadał :? mnie traktował jak wroga. Ale nie raczył porozmawiać. Takie same relacje ma z ojcem swoim. Nigdy nie rozmawiają, jego ojciec zawsze mówi do niego krzykliwym tonem, z agresją i kpiną. Mąż niby się modli, a jednocześnie doprowadza wszystko do ruiny, również finansowej, a do tego znieważa Pismo Św. Ratować takie coś, czy ratować siebie?

jacek-sychar
Posty: 3718
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: jacek-sychar » 14 maja 2018, 9:36

Witaj Dzikaroza na naszym forum.

Zacznę od końca:
dzikaroza pisze:
14 maja 2018, 9:23
Ratować takie coś, czy ratować siebie?
Oczywiście zawsze zaczynamy ratowanie od siebie. Jeżeli chcesz ratować swoje małżeństwo, czyli być ratownikiem, to musisz być silna.
Wybacz, ale na razie w Tobie tej siły nie widzę.
dzikaroza pisze:
14 maja 2018, 9:23
nie wiem, czy unieważnienia nie powinnam złożyć
Tutaj małe sprostowanie. W kościele katolickim nie ma unieważniania małżeństw. Może być tylko stwierdzenie nieważności.
Unieważnienie, jak sama nazwa wskazuje, unieważnia coś, co było ważne. W KK stwierdza się co najwyżej, że tego małżeństwa nigdy nie było. Niby niewielka różnica w słowach, ale kolosalna w znaczeniu.
Nie wiem, czy masz się tym zająć. Prawdopodobnie są jakieś ku temu podstawy.

Twój mąż stosuje względem Ciebie czystą przemoc. Przemoc fizyczną. Nie ma tutaj znaczenia, że "lekką". Co to znaczy lekką? :shock: Przecież Ty się ciągle go boisz. Ale ja widzę tutaj również przemoc psychiczną i finansową.

Jak jak piszesz o swoim mężu, to może warto by było sprawdzić, czy nie ma on jakiejś manii, bo to według Ciebie on robi, to nie jest zbyt normalne.

Warto też rozważyć zabezpieczenie się finansowe przed jego wydatkami.
Warto, abyś się do tego dobrze przygotowała i postawiła mu granice. Ale stawiając granice należy pamiętać, że nie można ich już potem odpuszczać, bo będzie jeszcze gorzej.

Ja nie jestem "specjalistą" od przemocy, nie doświadczyłem jej w swoim życiu. Ale zapewne zaraz odezwą się osoby, które miały z tym większy kontakt a tym samym lepiej to zagadnienie czują.

Oczywiście zapraszam do któregoś z naszych ognisk:
http://sychar.org/ogniska/

dzikaroza
Posty: 4
Rejestracja: 13 maja 2018, 14:20
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: dzikaroza » 14 maja 2018, 9:48

Dziękuję za odpowiedź.
Tak - chodziło mi o stwierdzenie nieważności, źle to napisałam.
Tak, niestety masz rację - nie mam już siły. Czuję, że wewnętrznie się poddałam. Przez te wszystkie lata uwierzyłam, że jestem zerem i wszystko to moja wina.

Mąż chyba ma manie, bo miał i ma nerwicę, natrętne myśli jakieś. Kiedy ma ważną sprawę to nic się dookoła nie liczy, chodzi po domu jak tir na autostradzie, jest bardzo niemiły. Kiedy chciał zmienić pracę i miał podjąć szybko decyzję, to w nerwach postawił cały dom. Potrafił iść do toalety i tam doprowadzać się do samogwałtu. Wiele razy w ciągu dnia, grzebał sobie - tak to brzydko nazwę - w narządach... . Coś okropnego co ja wtedy przeżywałam. Mąż oczywiście uważa, że to jest problem, on to widzi, ale twierdzi, że ja za bardzo wszystko przeżywam. Umniejsza mi bez przerwy, że przesadzam. 10 lat poniżania to dla niego nic i przesada z mojej strony.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 2583
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: Nirwanna » 14 maja 2018, 11:09

Witaj, dzikaroza na forum.
Jacek dobrze wypunktował podstawowe rzeczy. Bardzo warto, abyś wyszła z domu, poprosiła o pomoc. To co opisujesz, jest fatalne w skutkach i dla Ciebie i dla dzieci. Nałóg to jedna rzecz, ale zaburzenia psychiczne to druga, a jedno z drugim połączone - to czysta destrukcja. Zadbaj koniecznie o siebie!
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

marylka
Posty: 235
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: marylka » 14 maja 2018, 11:11

Dzikaroża.
Twoj mąż ma bardzo poważne problemy. Dopóki jest uzależniony - nie myśli trzeźwo. To tak jakbys tłumaczyła pijanemu alkoholikowi - to nic nie da. Dziewczyno - Ty musisz chronić SIEBIE I DZIECKO!
Możesz skorzystać z telefonu zaufania. Znajdź w necie grupe S -anon lub po prostu - dla współuzależnionych lub ofiar przemocy. Przestrzegam Cie, że może być coraz gorzej, bo nieleczony nałóg sieje pustki w psychice człowieka.
To, co opisujesz, co robi mąż kiedy jest w napieciu świadczy o silnej potrzebie regulowaniu uczuć, rozładowań napięcia, kompulsywnemu regulowaniu. To dą typowe mechanizmy - palacz by zapalił, alkoholik się napił.
Ratuj siebie i dbaj o siebie. Nie powinnaß być sama. Skoro znalazłaś w necie Sychar - na pewno znajdziesz organizację, która Ci pomoże.
Może skontaktuj się z rodziną? Nie pozwól się odgrodzić.
Pozostaję z modlitwą

boraq
Posty: 2
Rejestracja: 14 maja 2018, 8:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: boraq » 16 maja 2018, 23:43

Opisałeś moje problemy, może w wersji light. Mąż ma powazne problemy emocjonalne, podejrzewam że wynikają ze zranień w młodości. Grzechy nieczystości nie są skierowane przeciw Tobie, wynikają ze słabości, nałogu i kompulsji. Powinien się leczyć, Mozna z tego wyjść. Pozdrawiam

Mirakulum
Posty: 1549
Rejestracja: 16 sty 2017, 19:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: Mirakulum » 16 maja 2018, 23:59

Dzika różo
szukaj pomocy
to co opisujesz to przemoc w czystej postaci

Jak daleko masz do najbliższego ogniska "Sychar" ?

dzikaroza
Posty: 4
Rejestracja: 13 maja 2018, 14:20
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: dzikaroza » 17 maja 2018, 10:07

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Znalazłam ognisku Sychar w mojej miejscowości, wybiorę się tam. A Was proszę o modlitwę, bardzo mi to potrzebne, bo nie mam w swoim otoczeniu ani jednej osoby, która by była przy mnie. Dziękuję

Mirakulum
Posty: 1549
Rejestracja: 16 sty 2017, 19:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: Mirakulum » 18 maja 2018, 0:29

dzikaroza pisze:
17 maja 2018, 10:07
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Znalazłam ognisku Sychar w mojej miejscowości, wybiorę się tam. A Was proszę o modlitwę, bardzo mi to potrzebne, bo nie mam w swoim otoczeniu ani jednej osoby, która by była przy mnie. Dziękuję
no to nie masz daleko,

Masz moja modlitwę

Pogody Ducha

dzikaroza
Posty: 4
Rejestracja: 13 maja 2018, 14:20
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: dzikaroza » 18 maja 2018, 10:48

Dziękuję :)

mare1966
Posty: 769
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Ratować, czy nie?

Post autor: mare1966 » 18 maja 2018, 23:46

dzikarozo ,
dysfunkcje męża to jedna sprawa ,
a twoje "wady" to druga .
Przez "wady" rozumiem tu przeróżne problemy , brak pewnych umiejętności ,
nieradzenie sobie w wielu sprawach itd.
Wszystko ma jakieś swoje przyczyny .
Myślałaś o tym ?
Wiesz , podejrzewasz co się z czego wzięło ?
np.
Skoro od samego początku mąż przejawiał takie skłonności , zachowanie ,
to raczej trudno było nie zauważyć , naprawdę nic
nie budziło w tobie pytań ?
I dlaczego nie budziło .
Przeanalizuj też swoją rodzinę , stosunki w domu itd.
Pomoże z pewnością .

Samo tylko zwalanie na męża ( choć ewidentnie ma wiele problemów )
nie pomoże , ani małżeństwu , ani tobie samej .

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: agaton, Aleksander i 8 gości