Wątek Vertigo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

vertigo
Posty: 8
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Wątek Vertigo

Post autor: vertigo » 10 maja 2018, 15:16

Witajcie! Forum czytam od kilku miesięcy, ale dopiero dziś zebrałem, się, by zamieścić swój wątek.

Jesteśmy małżeństwem ponad 20 lat, mamy dwoje prawie dorosłych dzieci. Patrząc wstecz to dochodzę do wniosku, że obydwoje weszliśmy w ten związek niedojrzali oczekując, że dostaniemy od drugiej strony coś, czego nam zabrakło w domach rodzinnych. Jakoś to funkcjonowało, ale brakowało rozmów o nas, o radościach i smutkach, o swoich potrzebach i oczekiwaniach. Nie mieliśmy takich wzorców. Żyliśmy tak sobie z dnia na dzień: praca, zajmowanie się dziećmi, obowiązki domowe, każdy – jak teraz to widzę - coraz bardziej w swoim własnym świecie, choć nie mogę powiedzieć, że nie było radosnych i miłych chwil, bo były i to całkiem sporo (a przynajmiej ja to tak odbierałem). Ale zabrakło czegoś ważnego, głębszego. A przede wszystkim nie było regularnej osobistej i małżeńskiej relacji z Bogiem, życie sakramentalne stopniowo zamierało (poza udziałem w niedzielnych i świątecznych mszach). Po niewczasie wiem, jak zaniedbywałem potrzeby żony. Żeby jeszcze skomplikować sprawę, wciągnąłem się w bardzo niebezpiecznie uzależnienie, które zaczęło niszczyć mnie i po cichu nasz związek. Rozpoczął się powolny marsz ku katastrofie. Podejmowałem jakieś samotne próby wyrwania się z tego, ale oczywiście bezskuteczne. Żona w końcu zorientowała się, w czym rzecz. Poczuła się bardzo zraniona, wręcz odrzucona. Ale nie powiedziała mi o tym, nic z tym nie zrobiła, tylko dusiła w sobie. I z każdym dniem, krok po kroku wycofywała się emocjonalnie. Ja byłem zaślepiony na tę jej zmianę, bo wszystko funkcjonowało jak dotychczas. Czasem przychodziły chwile reflekcji, ale je zbywałem („Przecież wszystko jest w porządku”). Teraz widzę, że były to sygnały ostrzegawcze „z góry”.

W końcu przyszła ostatnia już chyba chwila otrzeźwienia i zapytałem, czy coś jest nie tak między nami. Odpowiedź mnie powaliła! TAK! Oraz że jej emocje od jakiegoś dłuższego czasu stopniowo odpływały ode mnie, aż odpłynęły. I jest ktoś jeszcze, kto ją bardzo dobrze rozumie i pociesza! Gdy po jakimś czasie oprzytomniałem, podjąłem natychmiastową decyzję: spowiedź, odnowienie i pogłębianie relacji z Bogiem oraz terapia. Potem zacząłem coś mamrotać do żony, że ją bardzo przepraszam, że zmienię się, żeby dała szansę, że zaczniemy od nowa, itp, itd. (jedynie nie błagałem, żeby nie odchodziła). Ale ona tylko słuchała z politowaniem. Co się ze mną działo w kolejnych dniach i bezsennych nocach już za bardzo nie pamiętam. Najważniejsze, że była wreszcie spowiedź po kilku latach przerwy i rozpoczęcie własnej terapii. Było też trochę rozmów z żoną, ale raczej niewiele z nich wynikało, ja się miotałem, ona praktycznie tylko słuchała, a jak już mówiła, to że nie wie, czy chce od nowa coś ze mną robić. Wykluczyła pójście na jakiekolwiek terapie. I potrzebuje czasu. Przystałem na to, bo nie wiedziałem za bardzo, co robić. Być może tu popełniłem błąd, że nie postawiłem sprawy z kowalskim jasno, ale naprawdę byłem ledwo żywy, oszołomiony, w stanie paniki. Naiwnie myślałem, że to samo się rozwiąże. Rozpamiętywałem swoje błędy, stracone szanse, krzywdy, jakie wyrządziłem żonie. Przy życiu trzymała mnie modlitwa i częsty udział w Eucharystii (i tak jest nadal). Któregoś dnia przypomniałem sobie o Wspólnocie Sychar (kiedyś opowiadał mi o niej znajomy). I tak trafiłem na to Forum. Czytałem i czytam. Podziwiam Was wszystkich: za mądrość, za świadectwo, za trwanie w często jakże dramatycznych sytuacjach. Dzięki Wam odzyskałem wiarę w siebie i nadzieję, że choć po ludzku wygląda na pozamiatane, może kiedyś przyjdzie taki czas, że zaczniemy z żoną budować naszą relację od nowa (bo odbudowywać nie ma czego). I że jedyna droga jaka do tego może doprowadzić, to relacja z Bogiem i systematyczna praca nad sobą. I powoli, powoli, zacząłem wychodzić na powierzchnię. Terapia też robi swoje. Co raz więcej rozumiem siebie. Mam też mądrego przyjaciela, który zawsze wysłucha i jeszcze powie coś wspierającego.

Dzięki Wam wrażam powoli program autonaprawy. Czytam polecane książki, słucham konferencji, rozważam. Staram się analizować swoje słabe strony, błędy i zaniedbania wobec żony. Nie zapominam o relacjach z dziećmi, próbuję lepiej wykorzystywać czas (nie zawsze udaje się). Pamiętam też o chwilach dla siebie i odpoczynku. Pracuję nad sobą, by wyzdrowieć z uzależnienia. Choć czasem jest mi bardzo ciężko. Jak sobie wtedy radzę? Modlitwa i płacz. Pomaga!

Żona jest jedynie fizycznie (przepraszam wszystkich, którzy i tego są pozbawieni). Nie ma naszych wspólnych wyjść, bliskości, oczywiście seksu także. Brakuje rozmów o nas. Żona już dawno powiedziała, że niczego ode mnie nie chce. Zacząć pracy nad naszym związkiem także nie. A wieczorami wychodzi na długo do klubu fitness i siłowni. Wiem, że to preteks do spotkań z kowalskim. I prawie nie rozstaje się z komórką. Jak za bardzo kręcę się po domu, to ucieka do łazienki.

Są też pozytywy: nadal mieszkamy razem, to ona na ogół rozpoczyna rozmowy „o niczym”, dba jak do tej pory o dom, wraca do domu o stałej porze, choć znacznie później, niż dotychczas. Ale widzę, że jest jest bardzo ciężko.

Dlatego postanowiłem, że będę trwać i okazywać miłość żonie poprzez to, co obecnie możliwe (w bardzo podobnych działaniach, jak to ktoś kiedyś opisał), choć może to zakrawa na jakiś masochizm i przyzwalanie na zło. Stosuję niektóre punkty z „listy Zerty”. Ale mam wrażenie, że działa to w odwrotym kierunku – czuję, że żona odbiera to jako moje wycofanie, brak inicjawy i zaangażowania (choć za bardzo nie ma przestrzeni, albo tak mi się jedynie wydaje) i być może jakąś akceptację tego, co się dzieje. Do tego jeszcze schudłem mocno, więc zmieniłem garderobę i wyglądam na kilkanaście lat mniej, czego nie da się nie zauważyć. Wszyscy znajomi są w szoku, że wyglądam super, pytają skąd ta zmiana i jak to zrobiłem :lol: , więc nie wykluczam, że żona podejrzewa, że kogoś mam. Sama mojej zmiany totalnie nie komentuje, ale pewnie to normalne w takich sytuacjach.

Nie wiem, ile dam tak radę i nie wiem za bardzo, co robić. Z jednej strony świadom jestem, że mam swój udział w tej sytuacji i piję koszmarnie gorzkie piwo, jakiego naważyłem. Z drugiej strony bardzo ciężko jest mi pogodzić się z tą sytuacją zdrady co najmniej emocjonalnej z jej strony. Raz chcę trwać w tej jakże trudnej pozytywnej postawie miłości w gestach i czynach, a znowu jej wyjścia powodują chęć postawienia wszystkiego na o ostrzu noża. Za bardzo nie wiem, jakie postawić wymagania i granice. I czy już stawiać. Przeczytałem kilka polecanych książek, ale na razie mam mętlik w głowie, a na pewno chcę uniknąć działania pod wpływem emocji. Do tej pory Bóg mnie ustrzegł, choć już kilka razy walkę stoczyłem ze sobą straszną.

Tyle na razie, raczej same ogólniki, ale będę pisał więcej. Potrzebuję Waszego spojrzenia z dystansu i porady, bo naprawdę nie wiem, co robić. Czy to gra na przetrzymanie, czy na konkretne działania? W ogóle sytuacja wygląda na dziwną i może jest w tym jakieś głębsze dno. Ale może to tylko moje złudzenie albo naiwność. Pytajcie śmiało, piszcie otwarcie, także na priva, ja też z pewnymi sprawami będę zwracał się do Was bezpośrednio.

Pokój i dobro.
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9)

jacek-sychar
Posty: 5432
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Vertigo

Post autor: jacek-sychar » 10 maja 2018, 17:12

Witaj Vertigo na naszym forum.
vertigo pisze:
10 maja 2018, 15:16
piję koszmarnie gorzkie piwo, jakiego naważyłem.
Jedyny pozytyw tego jest taki, że to piwo jest bezalkoholowe. ;)

Jak czytałem Twój post, to przypomniała mi się moja sytuacja. Miejscami identyczna.
No, ale dość wspomnień.

czy znasz etapy przeżywania żałoby (przebaczenia)?
http://www.katolik.pl/przebaczenie-jako ... 16,cz.html
Ty teraz przeżywasz żałobę po swoim poprzednim etapie małżeństwa.
Dlatego pojawia się i zniechęcenie i oskarżanie się, i gniew, i niedowierzanie.
Standardowo straciłeś na wadze. Wyglądasz lepiej, choć w środku może czujesz się jak wrak człowieka. Ja zrzuciłem około 20 kg, więc raczej wyglądałem na chorego na raka. Niestety po dojściu do równowagi szybko te zrzucone kilogramy nadrobiłem. :(
Ale taki stan często nie jest pozytywny. Może on powodować późniejsze choroby. Teraz pewnie jedziesz jeszcze na adrenalinie. Ale tak się długo nie da. Staraj się dbać o siebie. Wręcz dogadzaj sobie. Warto, żeby żona zobaczyła Ciebie uśmiechniętego i zadowolonego.

Niestety zauroczenia kobiet są bardzo niemiłe. Tracą często całkowicie rozsądek.

Zapraszam oczywiście do naszych ognisk. Ich lista jest tutaj:
http://sychar.org/ogniska/

zapraszam również na ostatni nasz turnus wakacyjny, na którym są jeszcze ostatnie miejsca. Jeżeli nie dasz rady zaprosić (namawiać nie warto, zwykle działa odwrotnie) żony, to chociaż sam się wybierz. Więcej szczegółów masz tutaj:
viewtopic.php?f=73&p=55760#p36656
Oczywiście jak lubisz góry. :D

agaton
Posty: 33
Rejestracja: 30 lis 2017, 22:41
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Vertigo

Post autor: agaton » 10 maja 2018, 19:01

Witaj Vertigo, ośmielam się odezwać, bo łączy nas długi staż małżeński. Nie odważę się na sugerowanie czegokolwiek, bo sama czuję się jak dziecko we mgle. Przestałam rozumieć Męża, zraniona jego obecnymi priorytetami, zmianą postępowania coraz bardziej wycofuję się z naszego małżeństwa. Oczywiście jestem obecna ciałem, na zewnętrz nawet wygląda to całkiem normalnie; ale w środku jestem wypalona, rozgoryczona i zrozpaczona. A może bardziej byłam, bo obecny stan to raczej pustka i obojętność( jakże bolesne). Nigdy w życiu nie przypuszczałam,że problemy w małżeństwie kiedykolwiek będą naszym udziałem, wszystko ale nie to.
Wiem, to przejaw pychy,ale tyle lat (wydawało się?) żyliśmy zgodnie, po kilkunastu latach czułam się nieustannie zakochana w swoim Mężu, wśród przyjaciół i znajomych uchodziliśmy za idealne małżeństwo, tym bardziej boleśnie odbieram to, co się teraz dzieje. Kryzys w związku o tak długim stażu jest szczególnie dotkliwy, bo dotyka człowieka w okresie,kiedy i tak jest bardziej podatny na zranienia, gdzie dołączają często troski związane z zaawansowanym wiekiem Rodziców, dzieci wychodzą z domu. Zawsze marzyłam, że będzie to wyjątkowo piękny czas dla nas- nareszcie znów we dwoje ze stabilną sytuacją zawodową i większą ilością wolnego czasu.
I po tylu latach trudno podjąć jakieś radykalne decyzje, może dlatego i u Ciebie i u mnie wygląda to trochę dziwnie, bo z jednej strony są momenty ,kiedy chciałoby się postawić wszystko na ostrzu noża, a z drugiej strony trwa się, wierząc, że to niemożliwe żeby tak miało zostać....nawet jeśli druga strona nic nie robi w kierunku naprawy związku.

vertigo
Posty: 8
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Vertigo

Post autor: vertigo » 10 maja 2018, 19:20

Dzięki Jacku za powitanie. Co do etapów żałoby, to chyba jestem gdzieś w czwartym (oburzenie) z przebłyskami piątego (przetrwanie). Przed Świętami Wielkiej Nocy odzyskałem jakiś pokój wewnętrzny, staram się odciąć od negatywnych myśli (trudne) a wolny czas przeznaczać na pozytywne działania albo kontrolowane lenistwo. Domyślam się, że jadę na adrenalinie, więc porobiłem różne badania, na szczęście wszystko wyszło OK. Fizycznie czuję się bardzo dobrze, mam dużo energii, więc różne domowe obowiązki nie są uciążliwe, a wręcz czepię z nich przyjemność (nigdy nie wiadomo, czy się nie trzeba będzie wykonywać ich już tylko samemu). Dorzuciłem trochę sportu.

A najważniejsze to zachowywać i pogłębiać relację z dziećmi. Ostanio syn przytulił się do mnie i powiedział, że jestem najwspanialszym tatą na świecie i bardzo mnie kocha. Rozczuliłem się po tym maksymalnie. Warto żyć dla takich chwil.

Najbardziej rozwalają mnie w sumie rzadkie sytuacje, gdy człowiekowi wydaje się, że ta druga strona sprawia przez swoje zachowanie czy gesty jakąś nadzieję, a za chwilę okazuje się, że to była tylko bańka mydlana - piękna, kolorowa, a jak pękła, to oczy szczypią.
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9)

jacek-sychar
Posty: 5432
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Vertigo

Post autor: jacek-sychar » 10 maja 2018, 19:28

Vertigo
vertigo pisze:
10 maja 2018, 19:20
A najważniejsze to zachowywać i pogłębiać relację z dziećmi. Ostanio syn przytulił się do mnie i powiedział, że jestem najwspanialszym tatą na świecie i bardzo mnie kocha. Rozczuliłem się po tym maksymalnie. Warto żyć dla takich chwil.
Tak, to są piękne chwile.
Najmłodszy syn został po odejściu żony ze mną. Mieszkał ze mną 5 lat. Potem przeniósł się do mamy. Teraz znowu od kilku miesięcy mieszka ze mną. Cieszą takie relacje i mogą one być bardzo pożyteczne dla naszych dzieci.
vertigo pisze:
10 maja 2018, 19:20
Najbardziej rozwalają mnie w sumie rzadkie sytuacje, gdy człowiekowi wydaje się, że ta druga strona sprawia przez swoje zachowanie czy gesty jakąś nadzieję, a za chwilę okazuje się, że to była tylko bańka mydlana - piękna, kolorowa, a jak pękła, to oczy szczypią.
Tak, ja też naciąłem się na kilka takich baniek mydlanych.

vertigo
Posty: 8
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Vertigo

Post autor: vertigo » 08 lip 2018, 13:39

Witajcie! Nie mogłem się zebrać, by coś napisać przez ostatnie dwa miesiące. Sporo korespondowałem na privie, za co dziękuję.
U nas sytuacja do wczoraj niewiele się zmieniła, żona albo unikała rozmów, albo głównie milczała. Jeśli coś mówiła, to to, że już jest za późno, że nie wierzy, że między nami coś się zmieni na lepsze, choć moje zmiany ocenia dobrze (regularnie chodzę na terapię indywidualną, nieco rzadziej na grupę wsparcia, sporo czytam i rozważam, zacząłem 12 kroków). Z każdym dniem stawała się co raz bardziej nieobecna, wycofana. Jak pisałem, spotkania i korespondencja komórkowa z kowalskim trwają sobie. Ja starałem się jakoś pozytywnie funkcjonować, choć pewnie kiepsko to wychodziło. Za to dużo radości przynosiły wspólne chwile z dziećmi, chwile dla siebie oraz ogarnianie obowiązków domowych :lol: .

W międzyczasie dopadły mnie problemy zdrowotne i wylądowałem w szpitalu. Pobyt tam i kilka dni po powrocie do domu były dla mnie bardzo trudne, ale wydaje mi się, że także pomocne. Zrozumiałem wreszcie, że wpływ mam tylko na siebie, że czas zaakceptować fakt, że na obecnym etapie żona praktycznie wyrzuciła mnie ze swojej "orbity". Czuję się jakby mocniejszy wewnętrznie, choć świadom jestem, że to może być złudzenie.

Sytuacja nabrała wczoraj wieczorem dużego przyspieszenia. W końcu porozmawialiśmy, ale rozmowa była trochę wymuszona, gdyż "nakryłem" żonę na spotkaniu z kowalskim. Ciekawa była ich reakcja, gdy mnie zobaczyli :lol: Powiedziałem dwa zdania do kowalskiego, po czym zabrałem żonę do domu, by wreszcie porozmawiać.

Rozmowa była dość chaotyczna. Żona jest teraz przede wszystkim "emocją", ja "racjonalnością", stąd trudno o wspólną płaszczyznę
porozumienia. Żona podkreślała, że w towarzystwie kowalskiego czuje się zrozumiana, doceniona, dowartościowana, że bardzo dobrze się z nim rozmawia. O mnie natomiast jako przeciwieństwo, czyli czego jej zabrakło z mojej strony.

Ja starałem się zwrócić jej uwagę na sztuczność świata, w jakim teraz żyje. I nie patrzeniu na wszystko przez pryzmat emocji. Oraz, że oddzielam ją jako osobę, którą nadal kocham i chcę budować naszą relację od nowa, jeśli także będzie gotowa, od postępowania.

Jednocześnie zdecydowanie powiedziałem, że nie akceptuję dłużej życia w "trójkącie" i dałem jej 2 tygodnie na podjęcie decyzji, co chce z tym zrobić. Ona też stwierdziła, że ma już dosyć tej sytuacji. I na tym rozmowa się zakończyła.

Czekają więc mnie/ją/nas trudne dwa tygodnie. Za tydzień mieliśmy jechać na wakacje, ale teraz żona zdecydowanie odmówiła, więc pojadę sam z dziećmi. Sprawdzę, jak sobie wtedy poradzę. Czym to się zakończy, to serce mówi jedno, a rozum drugie. Każde rozwiązanie będzie trudne. Wewnętrznie przygotowuję się, że jednak rozum ma rację i żona zdecyduje się odejść.

Mam więc do Was prośbę, jeśli tak będzie, to podpowiedzcie - jakich błędów powinienem wtedy uniknąć?
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9)

Aleksander
Posty: 865
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Vertigo

Post autor: Aleksander » 09 lip 2018, 14:14

vertigo pisze:
08 lip 2018, 13:39
[...] Za tydzień mieliśmy jechać na wakacje, ale teraz żona zdecydowanie odmówiła, więc pojadę sam z dziećmi.
Super - bardzo dobrze - jedź sam na wakacje z dzieciakami - ja w zeszłym roku pojechałem też sam (pierwszy raz to były osobne "rodzinne" wakacje) - i było super - świetny kontakt z dziećmi... bardzo miło i SPOKOJNIE spędzony czas. Mi świetnie zrobiły tamte wakacje... a i żona będąc całkiem sama dłuższy czas (bez dzieci i bez męża) ... w pustym mieszkaniu - pewnie też miała czas, aby przemyśleć to i owo.
vertigo pisze:
08 lip 2018, 13:39
Czym to się zakończy, to serce mówi jedno, a rozum drugie. Każde rozwiązanie będzie trudne. Wewnętrznie przygotowuję się, że jednak rozum ma rację i żona zdecyduje się odejść.
A to moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Nie przygotowuj się na nic. Nasze myśli, czy się to komuś podoba czy nie, czy ktoś w to wierzy czy nie - mają moc... więc lepiej myśleć pozytywnie - myślenie negatywne i projektowanie przyszłości w czarnych kolorach się po prostu nie opłaca.
vertigo pisze:
08 lip 2018, 13:39
Mam więc do Was prośbę, jeśli tak będzie, to podpowiedzcie - jakich błędów powinienem wtedy uniknąć?
Nie myśl negatywnie :).
Nic negatywnego - to jedna ze złotych myśli z tego forum :)

Czeka Cie super wakacyjny czas - skup się na dzieciakach i na sobie :)

vertigo
Posty: 8
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Vertigo

Post autor: vertigo » 11 lip 2018, 21:03

Aleksander, dzięki za wsparcie i mądre słowa. Faktycznie, nie ma sensu samemu się dręczyć. Teraz czas na wakacyjny odpoczynek spędzony z dziećmi i lekturę dobrych książek. Zabieram ze sobą kilka pozycji z polecanej listy oraz wędkę. Mam zamiar posiedzieć w ciszy na wodą, może złapię jakąś złotą rybkę :lol:

A Jej Niedostępność niech sobie też odpocznie ode mnie i może coś przemyśli. Tylko ten kowalski.. :x Ech..
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9)

vertigo
Posty: 8
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Vertigo

Post autor: vertigo » 14 lip 2018, 9:40

Zaraz wyruszamy na tygodniowe wakacje. Mam nadzieję, że to będzie dobry czas - dzieci, odpoczynek, książka, chcę też znaleźć chwile w ciszy sam na sam z Bogiem. Żona zostaje w domu. Co będzie po powrocie - zobaczymy.
Prośba o modlitwę za nas. Pamiętam o Was.
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9)

Czarek
Posty: 1525
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Vertigo

Post autor: Czarek » 14 lip 2018, 9:46

Vertigo życzę Tobie błogosławionego czasu z Bogiem, sobą samym i dziećmi.
Jestem z modlitwą.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości