Jak uratować małżeństwo?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Gru
Posty: 5
Rejestracja: 14 kwie 2018, 10:21
Płeć: Kobieta

Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Gru » 15 kwie 2018, 13:19

Witajcie,
jako użytkownik jestem tu nowa, ale czytam to forum od jakiegoś czasu. Postanowiłam jednak się uaktywnić. Próbuję wszystkiego, aby uratować nasze małżeństwo, ponieważ bardzo mi na nim zależy. Może będziecie w stanie mi coś poradzić. Sychar polecił mi terapeuta z pewnej fundacji.
Znamy się z mężem prawie 9 lat, a od 1,5 roku jesteśmy małżeństwem. Spędziliśmy ze sobą całe nasze młode-dorosłe życie. Jak w każdym związku były lepsze i gorsze chwile - każdy przecież człowiek to odrębny charakter. Dla męża przeniosłam się z bloku w mieście do jego rodziców na wieś, ponieważ mąż jest bardzo związany z gospodarstwem rolnym - to jego pasja. Szanuję to, cieszę się, że ma zainteresowania i ja sama wciągnęłam się w ten temat - chciałabym go w tym wspierać kiedy przejmie pieczę nad gospodarstwem. Zresztą nie tylko w tym - chcę go wspierać w życiu codziennym. Niestety mój mąż wyjechał 2 miesiące temu na weekend nikomu nic nie mówiąc. Po nieodebranych telefonach napisał tylko, że musi odpocząć i wszystko przemyśleć. Gdy wrócił zakomunikował mi, że chce się rozwieźć, bo mnie nie kocha i ma dosyć tego związku. Wyjechał tak jeszcze na 2 weekendy. Miesiąc temu zaczął spać na kanapie, a 3 tygodnie temu wyprowadził się do miasta gdzieś do kolegi i chce wynająć kawalerkę. Osoba, która nigdy nie chciała mieszkać w mieście i wielki przeciwnik płacenia za wynajem skoro jest gdzie mieszkać - zostawia mnie na wsi z teściami i wyprowadza się do miasta. Dla mnie to bardzo niekomfortowa sytuacja, ale nie mam się gdzie wyprowadzić. Zresztą rozstanie i rozwód to ostatnia rzecz, której bym chciała. Mąż od 2 miesięcy mówi o rozwodzie i w przyszłym tygodniu ma napisać pozew. Najpierw chciał żebym mu pomogła napisać, potem męczył mnie żebyśmy się dogadali co do podziału majątku. Ja powiedziałam, że nie chce tego rozwodu i nie ma takiej siły żebym zechciała. Dla mnie małżeństwo to sakrament, a nie umowa cywilno-prawna. To rodzina i tak jak w przysiędze bycie ze sobą na dobre i na złe! A mąż tylko mówi, że nie ma już uczuć. On chce spokoju, wolności i swobody - czuł się ograniczany tym, że musiał mi mówić jak jechał do kolegi i że do niego dzwoniłam. Uważa, że go ograniczałam, bo chciałam żeby spędzał ze mną trochę czasu, a nie non stop wymyślał sobie pracę w garażu. Zarzuca mi lenistwo, bo lubię po pracy odpocząć, a nie biegać gdzieś cały dzień. Za mało sprzątałam itp. Czuł się umęczony tym, że chciałam żebyśmy czasem zrobili razem zakupy - jakieś większe i cięższe - krytykuje, że nie potrafię sobie z tym poradzić. Że trzeba mi asystować we wszystkim, bo poprosiłam czasem, by rozstawił mi deskę do prasowania. Mówi, że zniszczyłam mu życie, bo on nie potrafił i bał się powiedzieć co chce a czego nie i że robił wbrew sobie żeby nie było kłótni. Ale czy ja mogę być odpowiedzialna za to, że on się bał?! Mówi, że za dużo gadałam, marudziłam i narzekałam. Ale ja zawsze chciałam i starałam się znaleźć kompromis, ze mną można porozmawiać na każde tematy (tak zawsze mówił mąż), to mąż zawsze mówił: "ale o czym tu znowu gadać?", albo: "nie, bo nie" (swoją drogą potrafił mówić NIE, więc chyba nie do końca robił wbrew sobie). Mąż mówi, że nie chce i nie potrafi ze mną być, bo jest pocharatany. Że potrzebuje pomocy i ma iść do psychologa, ale nie wiem czy faktycznie pójdzie. Mówi, że ma traumę i długo długo chce być sam. A jeszcze tydzień przed tym całym zamieszaniem mówił mi sam z siebie i pisał jak bardzo mnie kocha - na co teraz mówi, że robił to wbrew sobie. Jego mama i brat próbowali tłumaczyć, ale w końcu odpuścili. Każdy ma przecież swoje życie. A ja czuję się taka samotna! Nie potrafię żyć bez niego. To obecność drugiej osoby nadaje naszemu życiu sens. Proszę, poradźcie co jeszcze mogę zrobić! Czy to są powody do rozwodu? Na terapię czy mediacje mąż nie chce iść... Mówi, że nic (sakrament to jest nic?!) nas nie łączy i nie wrócimy do siebie...

jacek-sychar
Posty: 4420
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: jacek-sychar » 15 kwie 2018, 13:43

Witaj Gru na naszym forum.

Czasami żyjemy w małżeństwie i wydaje się nam, że wszystko jest w najlepszym prządku, a tutaj nagle małżonek mówi nam, że się dusi i odchodzi. Dlaczego tak się dzieje? W każdym przypadku jest trochę inaczej. Raz może się nie dogadujemy, innym razem ten odchodzący małżonek nie dorósł do roli męża/żony. A czasami może są jeszcze inne problemy.
Co wtedy robić? Ja sądzę, że najlepiej wtedy walczyć o siebie. Pierwszy okres rozstania jest zwykle najtrudniejszy. Wszystko się nam wali na głowę. Myślimy, że nie damy sobie sami rady. Ale to jest tylko złudzenie. Musimy odzyskać siebie. Tylko wtedy mamy szansę na dalsze kroki.

Zapraszam Ciebie do naszych ognisk. Ich lista jest tutaj:
http://sychar.org/ogniska/
Może udałoby Ci się pojechać na dłuższy wyjazd z nami. Mamy jeszcze wolne miejsca na turnusach wakacyjnych w Mikoszewie i Skomielnej. Więcej informacji jest tutaj:
viewtopic.php?f=73&t=914
viewtopic.php?f=73&t=910

Pisząc pamiętaj, że internet nie jest anonimowy. Staraj się nie podawać informacji, które mogłyby zidentyfikować Ciebie i Twoją rodzinę.

Smutek
Posty: 235
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Smutek » 15 kwie 2018, 15:55

Gru
Bardzo Ci współczuję, że przeżywasz takie trudne chwile.
Prawie jak u mnie z tym pisaniem pozwu, "bo on nie wie jak się za to zabrać". Odpowiedziałam, że ten pisze pozew komu zależy na rozwodzie, ja się nie chcę rozwodzić.
Jak sobie radziłaś przez te 2 miesiące?

Monti
Posty: 71
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Monti » 15 kwie 2018, 20:51

Gru, piszesz, że obecność drugiej osoby nadaje naszemu życiu sens. Wydaje mi się, że to jest pułapka, w którą wpada wiele osób (w tym również ja), że opieramy nasze szczęście i sens życia w innej osobie, zamiast w Bogu, który nigdy nie zawodzi. Czas kryzysu powinien być więc okazją do odnowy relacji z Bogiem.

Co do Waszej sytuacji to nie chcę się mądrzyć, bo są tu osoby dużo bardziej doświadczone ode mnie, ale z tego, co opisujesz, zachowanie Twojego męża wydaje się mocno niedojrzałe. Mam nadzieję, że się otrząśnie i zobaczy, ile może stracić.

karolina12
Posty: 35
Rejestracja: 29 sty 2017, 20:18
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: karolina12 » 15 kwie 2018, 21:31

Gru
Ja na forum Sychar zawitałam w 2010 r. kiedy moje małżeństwo (tak wtedy myślałam) było skończone , miałam przygotowany pozew o separację i założenie ze daję mężowi trzy miesiące na zmianę , jeżeli to nie nastąpi to rozważałam również rozwód... jakie było moje zdziwienie, a zarazem "złość" na innych Sycharków kiedy usłyszałam " Zacznij od siebie, zmień siebie"....dlaczego ja mam zmieniać siebie skoro to mój mąż był tym który ranił , przecież to on powinien się zmienić nie ja......nic bardziej mylnego...kiedy ja zaczęłam pracę nad sobą, kiedy ja zaczęłam się zmieniać , kiedy przestałam być "przewidywalna" dla mojego męża , wtedy zaczął się zmieniać...kiedyś usłyszałam od jednego z Sycharków takie słowa "jeżeli zaczniesz pracę nad sobą , jeżeli zaczniesz się zmieniać , to jest duża szansa że zacznie się zmieniać twoje otoczenie"...u manie tak właśnie było... dziś razem z mężem prowadzimy Ognisko Sychar...
Tak więc powtórzę jeszcze raz zacznij pracę od siebie , bo to na siebie masz wpływ....Pogody Ducha
Ufność do Boga może dokonać wszystkiego. (Św Matka Teresa z Kalkuty)

Angela
Posty: 198
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Angela » 15 kwie 2018, 23:56

Gru pisze:
15 kwie 2018, 13:19
Znamy się z mężem prawie 9 lat, a od 1,5 roku jesteśmy małżeństwem. Spędziliśmy ze sobą całe nasze młode-dorosłe życie. Jak w każdym związku były lepsze i gorsze chwile - każdy przecież człowiek to odrębny charakter.
Gru, 9 lat znajomości to dużo. Ale okazuje się, że nie poznaliście się do końca. Wygląda na to, że mąż przyzwyczaił się do kawalerskiego życia i obowiązki małżeńskie go rozczarowały. Jednocześnie wcześniej miał Ciebie u boku bez tych obowiązków. Jeżeli współżyliście wcześniej, mógł brać od ciebie bez wysiłku. Jeżeli nie mieszkaliście razem, to każda randka była małym świętem, na które każde z was chciało zaprezentować się z lepszej strony, to niosło dreszczyk emocji. Po ślubie to się skończyło, bo nie wyobrażam sobie, że w gospodarskie obowiązki wykonujesz w pełnym makijażu i butach na obcasie. Ty się odnalazłaś w życiu na wsi, ale jednocześnie zmieniłaś się. Nie jesteś dziewczyną jaką pamiętał z miejskiego życia i może do tych miejskich wrażeń niedojrzale ucieka. Co spowodowało tak długie narzeczeństwo? Była to konieczność skończenia szkoły, czy któreś z was odwlekało decyzję o ślubie? Przeanalizuj te wasze gorsze chwile z okresu przedślubnego. Może pomogą Ci zmieniać siebie. Tylko to możesz. Męża nie błagaj o powrót, to odnosi przeważnie odwrotny skutek. Żyj i zmieniaj się dla siebie oraz Jezusa- zawsze wiernego oblubieńca. Trwaj w przysiędze małżeńskiej, ale nie daj się rozpaczy. Odrywaj małe radości dnia codziennego, zwłaszcze te które daje obcowanie z naturą na codzień żyjąc na wsi. Jeżeli teściowie są Ci przychylni, lepiej się nie wyprowadzać. A czas odpoczynku najlepiej poświęcić na polecane na forum lektury i filmy o. Szustaka, ks. Marka Dziewieckiego, Jacka Pulikowskiego, Mieczysława Guzewicza.
A może na początek Monika i Marcin Gajdowie o niedojrzałości w małżeństwie:
https://m.youtube.com/watch?v=YOT7xh9lOgE
Życzę Ci, byś odkryła w sobie piękną, mądrą i dojrzałą osobę w sytuacji, gdy mąż zachowuje się jak dziecko.
Z modlitwą.

Gru
Posty: 5
Rejestracja: 14 kwie 2018, 10:21
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Gru » 17 kwie 2018, 20:16

Dziękuję Wam bardzo Kochani za odpowiedzi!

#jacek-sychar - wiesz, może i unas to kombinacja wszystkiego - może mieliśmy problem z komunikacją, prawdopodobnie mąż także nie do końca dorósł do swojej nowej roli, a może są i jeszcze inne powody... tego nigdy do końca nie wiemy...

#Smutek - koniec końców napisał, rozwiedliście się? Przez te 2 miesiące radziłam sobie tak, że w krytycznych momentach starałam się nie być sama, jeździłam do rodziców, spotykam się z przyjaciółką. Najgorsze są wieczory - wtedy najbardziej doskwiera samotność, tęsknota za obecnością i towarzystwem tej drugiej ukochanej osoby. Ja nie oczekuję fajerwerków; nawet sam fakt, że jest na kogo czekać nadaje codzienności sens.

#Monti - tak jak piszesz, faktycznie nie możemy uzależniać i opierać swojego życia na kimś, bo potem możemy się obudzić z ręką w nocniku. Tylko Bóg nigdy nas nie odtrąci i zawsze będzie z nami, nawet jak zbłądzimy. On nie zrezygnuje z nas mimo naszych wad i niedoskonałości. To On kocha nas takimi jakimi jesteśmy.

#karolina12 - zgodzę się z Twoimi słowami. Dołączyłam ostatnio do grupy "Domowe zawirowania. Budowanie relacji i rozwój osobisty." i właśnie tam dostrzegłam i zrozumiałam, że zamiast wymagać od innych, powinniśmy swoim zachowanie i postępowaniem pokazać drugiemu człowiekowi, że inaczej może być lepiej.

#Angela - zgodzę się, że mąż najwyraźniej miał inne wyobrażenie o małżeństwie i nie odpowiada mu szara rzeczywistość. Zwłoka ze ślubem związana była z moimi studiami dziennymi, ślub wzięliśmy zaraz po obronie mojej pracy dyplomowej - ja miałam 24 lata a mąż 25. Na początku błagałam, prosiłam. Ale nie mam już sił. Wcześniej mąż nie chciał ze mną rozmawiać i uciekał przy pierwszej lepszej okazji, teraz sam inicjuje rozmowy - niestety jedynie o pozwie i podziale majątku, na który strasznie naciska mnie już teraz, bo mu na tym zależy.

Ja cały czas spokojnie mówię, że nie będę nic rozdzielać, bo ja rozwodu nie chcę. Bardzo chcę dalej budować i pielęgnować naszą wspólnotę. Mąż zarzuca mi jednak, że byłam rozpieszczoną księżniczką-jedynaczką, która chciała mieć wszystko podstawione pod nosek. Uważa tak, bo nie podobało mu się, że prosiłam go w niektórych sytuacjach o pomoc, a nie potrafił powiedzieć, że nie chce czy nie lubi tego robić. Pochodzimy z dwóch różnych rodzin - on z tradycyjnego modelu rodziny, a moi rodzice są w związku pełnych miłości, ale na zasadach partnerstw. Nie widzi moich dobrych cech, zalet. Nie dostrzega dobrych uczynków, dobrego słowa. Mówi: "a co Ty takiego dobrego zrobiłaś? Raptem zupę i pranie". A mi chodzi nie o to, a o moje dobre ludzkie postępowanie.

Mam zamiar zacząć odmawiać Nowennę Pompejańską, oglądam na youtube filmy Ojca Szustaka i czekam z niecierpliwością na książkę "Ile jest warta Twoja obrączka?".

Życzę wszystkim Sycharkom miłego wieczoru!

Smutek
Posty: 235
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Smutek » 17 kwie 2018, 23:09

Gru
Nie rozwiedliśmy się, bo on chyba nadal nie znalazł nikogo kto by to załatwił za niego. Jest niedojrzały i ucieka od odpowiedzialności. Mieszkamy razem, bo wrócił po jednej nocy u rodziców, jak się okazało, dla wygody. Mam więc w domu obcego człowieka, który osobno śpi, je, nie odzywa się i nawet stara się nie patrzeć w moim kierunku, a co jakiś czas robi mi psychiczną jazdę, po której nie wiem jak się nazywam.
Jednak było parę ludzkich gestów i przebłysków człowieczeństwa, które wprawdzie toną pod kupą...kupy, ale staram się je widzieć i doceniać. Podnoszą mnie one z dołków, w które wpadam, chociaż staram się też nie nadawać tym okruchom jakiejś niesamowitej wagi, żeby się nie rozczarowywać.
Trzymaj się jakoś i nie uciekaj z forum. Mnie ono ogromnie pomaga.

Gru
Posty: 5
Rejestracja: 14 kwie 2018, 10:21
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Gru » 26 kwie 2018, 13:09

A ja znów mam emocjonalny dołek :(
Siedzę w pracy, a moje wnętrze rozdziera przeraźliwy ból. Chce mi się krzyczeć, wyć!
Nie potrafię pogodzić się z utratą rodziny, planów; marzeń o tym. Tak bardzo pragnę mieć z mężem dziecko.
Na razie staram się czynić jak najwięcej dobra. Zarejestrowałam się do dawców szpiku - może chociaż tak będzie mi dane podzielić się moimi genami.
Byłam też poradzić się księdza jak pomóc mężowi wrócić na dobrą drogę wypełniania przysięgi małżeńskiej. Zaproponował, że nas odwiedzi i porozmawia z mężem albo z obojgiem nas. Mąż pewnie się wkurzy, ale nie mam na to wpływu. Ksiądz stwierdził, że nie jest przecież przypadkową osobą tylko ziemskim wysłannikiem Boga i powinien mu wybaczyć. Nie wiem tylko czy to coś zdziała. Wydaje mi się, że mój mąż nie ma żadnych autorytetów...
Jutro jadę do terapeuty. Mąż też był u psychologa, bo mówi, że dobiły go moje myśli samobójcze. Uczepiłam się nadziei, że może psycholog będzie w stanie zdjąć mu klapki z oczu i pokazać, że nie wszystko jest takie jak mu się wydaje... ale oczywiście on ciągle mówi, że zdania nie zmieni.
W tym tygodniu ma pisać ten pozew... pytał mnie ostatnio czy jest gdzieś jego obrączka, bo potrzebuje kasy i chce ją sprzedać... :(

jacek-sychar
Posty: 4420
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: jacek-sychar » 26 kwie 2018, 13:38

Gru

Może Cię zmartwię, ale w takich sytuacjach zwykle osoba chcąca odejść ma klapki na oczach.
Może u Ciebie będzie inaczej.

Gru
Posty: 5
Rejestracja: 14 kwie 2018, 10:21
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Gru » 26 kwie 2018, 13:53

Może... czasem czepiam się jakiejkolwiek nadziei, a czasami nie mam jej już wcale...
Żyję w jakiejś matni...
W zeszłym tygodniu moja mama była na wycieczce we Włoszech i zaniosła moje intencje ratowania małżeństwa do św. Franciszka z Asyżu, do św. Rity od spraw beznadziejnych, na audiencję do Papieża... Jeżeli Bóg z nami - któż przeciwko nam?

Smutek
Posty: 235
Rejestracja: 18 lut 2018, 7:29
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Smutek » 26 kwie 2018, 17:43

Gru
Bardzo mi przykro, wiem jak się czujesz, chyba wszyscy tu wiedzą, bo prawie każdy przez to przechodził.
Nie przestawaj się modlić i ufać Bogu, chociaż jest ciężko, On pomoże Ci przez to przejść.
Mój mąż nie sprzedaje jeszcze obrączki, ale już ją zdjął i nie nosi wcale, a do psychologa ani myśli się wybierać. To, że ja zaczęłam terapię traktuje jak moją fanaberię i co najlepsze w ogóle nie łączy tego ze swoim zachowaniem (!)
Mnie na początku tylko praca trzymała w pionie, musiałam zwlec się (dosłownie) z łóżka, pomalować się i nie ryczeć przy obcych ludziach, ale w środku wszystko się wywracało na lewą stronę.
Ja też nie mam dzieci, ale z powodów zdrowotnych. Mimo to tliła się we mnie nadzieja, że może jednak... A teraz już i tak nic z tego.
Nie poddawaj się.
Ściskam Cię mocno.

Angela
Posty: 198
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Angela » 27 kwie 2018, 7:53

Gru pisze:
26 kwie 2018, 13:53
W zeszłym tygodniu moja mama była na wycieczce we Włoszech i zaniosła moje intencje ratowania małżeństwa do św. Franciszka z Asyżu, do św. Rity od spraw beznadziejnych, na audiencję do Papieża...
Witaj, ciepło przytulam.
Modlitwy Twoje i Twoich bliskich są bardzo ważne, ale nie traktuj ich magicznie. Ja po trzeciej nowennie pompejańskiej, gdy w moim małżeństwie nic się nie poprawiało, wręcz było gorzej, o mało nie obraziłam się na Boga, Najśw. Maryję i wszystkich świętych, których prosiłam o wstawiennictwo.
Na szczęście w porę się opamiętałam, bo uświadomiłam sobie, że modlitwa wiele mi dała. Przede wszystkim siłę, by nie dać się zgorzknieniu i nienawiści do męża, zmobilizowała do pracy nad sobą. Obecna sytuacja życiowa na nowo uczy mnie życia wiarą w praktyce. Wydaje się, że Bóg nas opuścił. To jak nauka jazdy na rowerku na dwóch kołach. Rower się rozpędza i wydaje się, że za chwilę będzie katastrofa. Zapominamy, że z tyłu za nami biegnie Tata i trzyma rowerek na drążku. Może się poobijamy, ale jaka frajda, gdy się już nauczymy. Bóg obiecuje, że nadejdzie czas, gdy będzie nas jeszcze cieszył każdy nowy dzień. I nie będzie to powrót do starego życia.
Dołączam swoją moditwę.

Gru
Posty: 5
Rejestracja: 14 kwie 2018, 10:21
Płeć: Kobieta

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Gru » 08 maja 2018, 11:39

Mąż podobno kończy już pisać pozew i w tym tyg. ma wysłać... :(
A nasze relacje ostatnio się zmieniły... nie ma złości, jest rozmowa, są uśmiechy, wspólne picie kawy, mąż zagaduje, zbliżenia intymne częstsze niż dotychczas... a z drugiej strony nie zabrał mnie ze sobą do kumpla na urodziny (a to nie było męskie spotkanie - była stała grupa par, bo spotkamy się tak od lat), śpi w osobnym pokoju, przytulać i całować się nie chce... liczyłam, że coś w końcu zaczyna do niego docierać... a tu pozew i pozew :(

Aleksander
Posty: 810
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak uratować małżeństwo?

Post autor: Aleksander » 08 maja 2018, 12:41

Gru pisze:
08 maja 2018, 11:39
[...] zbliżenia intymne częstsze niż dotychczas... a z drugiej strony [...] śpi w osobnym pokoju, przytulać i całować się nie chce... [...] pozew i pozew :(
"Trochę" to dla mnie niespójne.
Podobają Ci się częstsze "zbliżenia intymne" bez czułości i miłości? Robisz to bardziej dla niego czy dla siebie?

Zacznij robić to, czego Ty chcesz... zrób coś dla siebie - tylko i wyłącznie.
Wróć do siebie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: s zona i 4 gości