Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Moderator: Moderatorzy
Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Mąż mnie porzucił i zdecydował się na rozwód. Nie meiszkamy razem. W ostatnim czasie zaczął się do mnie przyjaźniej odnosić i uznałam to za dobry znak, dlatego zaczęłam nieopatrznie rozmowę nt. ratowania naszego małżeństwa. Z tego co mi powiedział, wynika, że nie ma w nim absolutnie żadnej chęci powrotu. Chciałby chyba, tak jak go rozumiem, żebyśmy byli przyjaciółmi, ale nie kocha mnie i nie chce być moim mężem. Jest to dla mnie strasznie bolesne. Mamy ponad 30 lat, nie mamy dzieci. On, jako mężczyzna, ma jeszcze wiele czasu przed sobą. Ja jednak próbuję pogodzić się z myślą, że po rozwodzie, który będzie się pewnie trochś ciągnął, po ewentualnym procesie o stwierdzenie nieważności sakramentu w sądzie kościelnym, jeżeli kiedykolwiek będę jeszcze w związku z mężczyzną, to będzie już za późno na dzieci. Czuję się z tym fatalnie. Wiem, że nie mnie jednej życie zawaliło się wraz z odejściem małżonka i że to egoistyczne rozpaczać nad małżeństwem z powodu MOICH marzeń i planów. Chciałabym jakoś pogodzić się z żalem po życiu i miłości, których prawdopodobnie nigdy nie doświadczę, a tymczasem minęło już kilka miesięcy od jego odejścia i wciąż czuję podobną rozpacz. Jak sobie z tym poradzić?
Ostatnio zmieniony 13 paź 2025, 10:40 przez Abigal, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: ukryto dokładny wiek
Powód: ukryto dokładny wiek
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Witaj Ka_go.
Dlaczego nie miałabyś rozpaczać z powodu odejściu małżonka i utraty planów i marzeń? Absolutnie masz do tego prawo. Także do zdrowego egoizmu i wyrażania trudnych uczuć. Odejście, zdrada małżonka jest jak strata kogoś najbliższego, który zmarł. A żałoba trwa przynajmniej rok i nie da się jej zagłuszyć np tabletkami. Tutaj są etapy straty viewtopic.php?t=2299.
I z własnego doświadczenia wiem, że wszystkie trzeba przejść, może nawet z kimś przepracować, np na terapii. Proces porządkowania siebie, swoich uczuć nie jest przyjemny, często bolesny, ale konieczny, aby spojrzeć wreszcie na siebie z innej perspektywy, czyli pogodzić się z tym, co zaistniało w moim życiu.
Warto zweryfikować też przy okazji różne przestrzenie życiowe, nr relacje z rodziną, przyjaciółmi, może w pracy. Również świat wartości, które wyznajesz, określić fundament, na którym budujesz siebie i swoje życie.
Także swoją relację z Panem Bogiem.
Zapraszam na stronę wspólnotową https://sychar.org/, znajdziesz tam różne materiały o relacjach, komunikacji w związku, stawianiu granic.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że wesprą Cię nasi forumowicze.
Pamiętaj, aby nie podawać szczegółowych informacji, internet nie jest anonimowy.
Dlaczego nie miałabyś rozpaczać z powodu odejściu małżonka i utraty planów i marzeń? Absolutnie masz do tego prawo. Także do zdrowego egoizmu i wyrażania trudnych uczuć. Odejście, zdrada małżonka jest jak strata kogoś najbliższego, który zmarł. A żałoba trwa przynajmniej rok i nie da się jej zagłuszyć np tabletkami. Tutaj są etapy straty viewtopic.php?t=2299.
I z własnego doświadczenia wiem, że wszystkie trzeba przejść, może nawet z kimś przepracować, np na terapii. Proces porządkowania siebie, swoich uczuć nie jest przyjemny, często bolesny, ale konieczny, aby spojrzeć wreszcie na siebie z innej perspektywy, czyli pogodzić się z tym, co zaistniało w moim życiu.
Warto zweryfikować też przy okazji różne przestrzenie życiowe, nr relacje z rodziną, przyjaciółmi, może w pracy. Również świat wartości, które wyznajesz, określić fundament, na którym budujesz siebie i swoje życie.
Także swoją relację z Panem Bogiem.
Zapraszam na stronę wspólnotową https://sychar.org/, znajdziesz tam różne materiały o relacjach, komunikacji w związku, stawianiu granic.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że wesprą Cię nasi forumowicze.
Pamiętaj, aby nie podawać szczegółowych informacji, internet nie jest anonimowy.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa
Matka Teresa
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Ka_go, obiema rękami podpisują się pod tym, co napisała Al la. Daj sobie prawo i czas na żałobę, wyrażenie żalu i bólu. I to ma prawo potrwać. Warto tego nie skracać, nie tłumić, bo stłumiona żałoba potrafi wracać w najmniej oczekiwanym momencie.
Może też opatrznościowo trafiłaś akurat na forum, gdzie wspieramy się w ratowaniu naszych sakramentalnych małżeństw. W tej chwili Twój mąż nie chce ratować małżeństwa, ale jednak kiedyś Ci przysięgał, i potem zmienił zdanie. Nie jest powiedziane, że tego zdania nie zmieni ponownie
Zwłaszcza, że - z tego co piszesz - nie ma między Wami jakiegoś ostrego konfliktu. Wasz dotychczasowy sposób tworzenia małżeństwa się wyczerpał, ale nie jest powiedziane, że nie można do małżeństwa wrócić. Niewykluczone, że można, tylko trzeba zmienić sposób tworzenia go, sposób budowania relacji oraz zbudować solidny fundament do budowania czyli zbudować solidną relację z Panem Bogiem.
Co o tym myślisz?
Może też opatrznościowo trafiłaś akurat na forum, gdzie wspieramy się w ratowaniu naszych sakramentalnych małżeństw. W tej chwili Twój mąż nie chce ratować małżeństwa, ale jednak kiedyś Ci przysięgał, i potem zmienił zdanie. Nie jest powiedziane, że tego zdania nie zmieni ponownie
Co o tym myślisz?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Jan Paweł II
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Bardzo Wam dziękuję za słowa wsparcia. Zasadniczo w ciągu tych kilku miesięcy już wykonałam sporo pracy, w teorii wiem, co powinnam robić, ale w praktyce trudno mi zapanować nad huśtawkami nastrojów. Na regularną psychoterapę mnie obecnie nie stać, zwłaszcza, że ze względu na rozstanie mam obecnie inne spore wydatki jeśli chodzi o zdrowie (przede wszystkim fizjoterapia). Bywam jednak nieregularnie u psychologa, bo czuję, że nie powinnam wylewać wszystkich żalów na meża rodzinie i znajomym. Moje życie duchowe też znacznie się polepszyło, zastanawiam się nad zaangażowaniem w jakiś wolontariat albo grupę modlitewną, ale w mojej okolicy jeszcze nie znalazłam nic odpowiedniego. Frustruje mnie strasznie, że nie docierają do niego żadne rozsądne argumenty, mam też skłonność - z którą staram się walczyć - do snucia w głowie scenariuszy. Boję się też samego procesu rozwodowego i rozprawy - bardzo chciałabym zachować na niej spokój a jestem prawie pewna że będę ryczeć jak bóbr i to nie pomoże.
Dziękuję jeszcze raz za wsparcie, dobrze móc się tu anonimowo wygadać
Dziękuję jeszcze raz za wsparcie, dobrze móc się tu anonimowo wygadać
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Witaj,
Ka_go każdy z nas inaczej przechodzi trudne momenty, żałobę po czyimś odejściu.
Mój mąż dążył do rozwodu bo się mną rozczarował i nie czuł się kochany, a po czasie wyszło, że był związany z koleżanką z pracy i to dla niej chciał być 'wolny'. Mój mąż też myślał, że się rozwiedziemy i będziemy przyjaciółmi. Przyjaciółmi powinniśmy być w małżeństwie. Do mojego męża też nic nie docierało - nawet argumenty, że nasz kilkuletni syn cierpi. Choć akurat mój mąż miał wahania i parę razy chciał wracać, ale zazwyczaj to było w momentach gdy z tamtą lub kolejną panią mu nie wychodziło czyli nie było szczere. A ja nie chciałam powrotu na zasadzie "jest mi źle to zamieszkamy z tobą". Jesteśmy oddzielnie. I dopóki nie zobaczę przemiany myślenia i postawy męża to ja sobie nie wyobrażam jego powrotu.
Moje plany, o których mąż wiedział jeszcze przed ślubem, już się nie ziszczą bo na wiele jest za późno, więc na tą chwilę marzę i planuję rzeczy które będą bardziej osiągalne w sytuacji w której się znalazłam.
Fajnie, że chcesz się wdrożyć w jakąś grupę czy wolontariat, ale żeby to nie była tak zwana zapchaj dziura. Warto ten czas który cię dosięgnął wykorzystać na swój rozwój - książki (m.in. z listy zamieszczonej na stronie Sycharu), konferencje ks. Dziewieckiego, o. Szustaka. Ja dzięki temu nieustannie pracuję nad sobą i mam nadzieję, że zmieniam się na lepsze.
A masz może możliwość pójść na spotkanie do jakiego Ogniska Sycharu?
Ka_go każdy z nas inaczej przechodzi trudne momenty, żałobę po czyimś odejściu.
Mój mąż dążył do rozwodu bo się mną rozczarował i nie czuł się kochany, a po czasie wyszło, że był związany z koleżanką z pracy i to dla niej chciał być 'wolny'. Mój mąż też myślał, że się rozwiedziemy i będziemy przyjaciółmi. Przyjaciółmi powinniśmy być w małżeństwie. Do mojego męża też nic nie docierało - nawet argumenty, że nasz kilkuletni syn cierpi. Choć akurat mój mąż miał wahania i parę razy chciał wracać, ale zazwyczaj to było w momentach gdy z tamtą lub kolejną panią mu nie wychodziło czyli nie było szczere. A ja nie chciałam powrotu na zasadzie "jest mi źle to zamieszkamy z tobą". Jesteśmy oddzielnie. I dopóki nie zobaczę przemiany myślenia i postawy męża to ja sobie nie wyobrażam jego powrotu.
Moje plany, o których mąż wiedział jeszcze przed ślubem, już się nie ziszczą bo na wiele jest za późno, więc na tą chwilę marzę i planuję rzeczy które będą bardziej osiągalne w sytuacji w której się znalazłam.
Fajnie, że chcesz się wdrożyć w jakąś grupę czy wolontariat, ale żeby to nie była tak zwana zapchaj dziura. Warto ten czas który cię dosięgnął wykorzystać na swój rozwój - książki (m.in. z listy zamieszczonej na stronie Sycharu), konferencje ks. Dziewieckiego, o. Szustaka. Ja dzięki temu nieustannie pracuję nad sobą i mam nadzieję, że zmieniam się na lepsze.
A masz może możliwość pójść na spotkanie do jakiego Ogniska Sycharu?
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
@Bławatek dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią - jest chyba bardzo, bardzo podobna do mojej, z tym że nie mamy dzieci. Bardzo tęsknię za mężem, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tak bardzo go kocham. Bardzo boli mnie wracanie wieczorami do pustego mieszkania. Nie chcę jednak oferować mu swojej przyjaźni, bo wiem że jeżeli cokolwiek o może otrzeźwić, to jego własny ból i samotność.
Listę książek już sprawdziłam zanim zaczęłam pisać na tym forum, coś tam już przeczytałam. Mam nadzieję, że działam w dobrym kierunku. Na spotkanie niestety nie bardzo mam jak przyjść, wszystkie w moim mieście są bardzo daleko ode mnie, a praca mi pochłania tyle czasu, że w tygodniu nie mam jak pojechać wieczorem na drugi koniec miasta.
Listę książek już sprawdziłam zanim zaczęłam pisać na tym forum, coś tam już przeczytałam. Mam nadzieję, że działam w dobrym kierunku. Na spotkanie niestety nie bardzo mam jak przyjść, wszystkie w moim mieście są bardzo daleko ode mnie, a praca mi pochłania tyle czasu, że w tygodniu nie mam jak pojechać wieczorem na drugi koniec miasta.
Ostatnio zmieniony 17 paź 2025, 23:53 przez Niepozorny, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: zastępiono nazwę miasta
Powód: zastępiono nazwę miasta
O co tu chodzi?
W zeszłym roku mój mąż złożył pozew rozwodowy. Wyprowadził się wcześniej z domu. Był to dla mnie bardzo trudny czas. Bardzo chciałam żeby wrócił. Po przeszło pół roku wprowadził się z powrotem i powiedział, że chce spróbować ratować związek. Niestety pójścia na wspólną terapię konsekwentnie odmawiał. Nasze wspólne życie w moim odczuciu się poprawiło. Nie kłócimy się. Pozwu rozwodowego jednak nie cofnął. Po ok 3-4 miesiącach wspólnego mieszkania zaczął być wycofany jeżeli chodzi o relacje fizyczne. Na dwa dni przed rozprawą poinformował mnie (wiadomością na messengerze) że mnie nie kocha, ze nie udało nam się odbudować uczucia i że ma nadzieję że znajdę sobie kogoś, kto mnie pokocha, a on sam chce mieć tylko spokój. Na rozprawie utrzymał swoje stanowisko, że chce rozwodu. Dalej się do mnie przyjacielsko odnosi i dalej mieszkamy razem. Pod koniec kwietnia 2027 następna rozprawa i jak sądzę, wtedy już rozwód będzie orzeczony. Chciałabym jednak spróbować jeszcze ratować nasz związek. Kocham go. Mam mętlik w głowie i nie rozumiem o co tu chodzi. Co więcej mąż jest osobą wierzącą i jednocześnie sądzę, że we własnym przekonaniu robi słusznie. Nie wiem jak mu się to spina.
Czy ktoś lepiej znający tajniki męskiej psychiki ma jakiś pomysł, co może dziac się w jego głowie? Czy jakieś pomysły jak postępować, żeby do tego kwietnia ewentualnie udało się przekonać męża do zmiany zdania?
Czeka mnie teraz trudny okres zawieszenia i nie wiem jak fukcjonować - gotować nam dalej obiady? Spać dalej w jednym łóżku? Chodzić razem do kościoła? Z jednej strony wydaje się to idiotyczne, z drugiej - teoretycznie wciąż jesteśmy małżeństwem.
Jesteśmy małżeństwem 7 lat, wcześniej bardzo długo byliśmy razem. Żadne z nas nie było nigdy w innym związku.
Czy ktoś lepiej znający tajniki męskiej psychiki ma jakiś pomysł, co może dziac się w jego głowie? Czy jakieś pomysły jak postępować, żeby do tego kwietnia ewentualnie udało się przekonać męża do zmiany zdania?
Czeka mnie teraz trudny okres zawieszenia i nie wiem jak fukcjonować - gotować nam dalej obiady? Spać dalej w jednym łóżku? Chodzić razem do kościoła? Z jednej strony wydaje się to idiotyczne, z drugiej - teoretycznie wciąż jesteśmy małżeństwem.
Jesteśmy małżeństwem 7 lat, wcześniej bardzo długo byliśmy razem. Żadne z nas nie było nigdy w innym związku.
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Ka_go, połączyliśmy moderatorsko Twój nowy post z Twoim wcześniejszym wątkiem. Dzięki temu widać całą Twoją historię, a więc i kontekst tego o czym piszesz 
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Jan Paweł II
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Mam podobne rozterki, wiec nie bardzo pomogę. Jestem kilka miesięcy po rozstaniu, po wieloletnim zwiazku i małżeństwie. I tez jestem w żałobie po tym wszystkim. Kocham ale nienawidzę, tesknię ale cieszę sie z tego ze jestem sama, bo mam spokój. I tak dalej, i tak dalej....
Doszło juz do mnie, ze musze sobie pozwolic na te uczucia. Mimo, ze tak sprzeczne- są moje. Póki co, jestem pod opieką psychiatry i psychologa. Tyle moge dla siebie zrobic. Nie udalo mi sie skleić związku, nie udali sie wybić kochanek z glowy meza, i wielu innych spraw. Nie udalo sie, bo on tego nie chcial. Uważał i uważa, ze wina jest wyłącznie po mojej stronie, bo jestem taka i owaka. Ale to nie ja zdradziłam.
Cierpie w pustym mieszkaniu. Nic na to nie moge poradzic. Życzę Ci sil. Moze Tobie sie uda, czego tez zycze z całego serca.
Doszło juz do mnie, ze musze sobie pozwolic na te uczucia. Mimo, ze tak sprzeczne- są moje. Póki co, jestem pod opieką psychiatry i psychologa. Tyle moge dla siebie zrobic. Nie udalo mi sie skleić związku, nie udali sie wybić kochanek z glowy meza, i wielu innych spraw. Nie udalo sie, bo on tego nie chcial. Uważał i uważa, ze wina jest wyłącznie po mojej stronie, bo jestem taka i owaka. Ale to nie ja zdradziłam.
Cierpie w pustym mieszkaniu. Nic na to nie moge poradzic. Życzę Ci sil. Moze Tobie sie uda, czego tez zycze z całego serca.
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Bardzo Ci dziękuję i współczuję. Przykro mi, że przez to przechodzisz. Mam nadzieję, że są jakieś rzeczy, które pozwalają Ci poczuć się lepiej. Nie poddawaj się i walcz o siebie
Re: Jak przeżyć żałobę po straconych marzeniach
Ka-go często ludzie są mocno poranieni lub mają takie cechy które powodują, że mylą miłość, bycie razem z uczuciem zakochania.
Przykre, że mąż dał Ci nadzieję a przed rozprawą nagle uznał, że nie kocha. To kolejny cios w twoje serce.
Przez to wszystkie lata wykonałam ogrom pracy i wiedza z książek czy konferencji wiele mi pozmieniała. Nauczyłam się stawiac granice I dbać o siebie.
W waszej sytuacji może warto byś sięgnęła do pozycji książkowych "Miłość potrzebuje stanowczości", " Granice w relacjach małżeńskich". Ks. Dziewiecki bywa ostry i zasadniczy, ale teraz po latach widzę, że ja swoją naiwnością wiele wybaczyłam czy akceptowałam a i tak mąż tego nie docenił. Ks. Dziewiecki zachęca do obrony siebie i stawiania granic.
Jeśli uważasz, że wspólne wyjście do kościoła albo obiady czy gotowanie dla męża ktory dalej tkwi na stanowisku, że chce odejść, nie kosztują cię dużo jeśli chodzi o psychikę czy emocje to to rób, ale może warto się wielu aspektom teraz przyjrzeć.
Przykre, że mąż dał Ci nadzieję a przed rozprawą nagle uznał, że nie kocha. To kolejny cios w twoje serce.
Przez to wszystkie lata wykonałam ogrom pracy i wiedza z książek czy konferencji wiele mi pozmieniała. Nauczyłam się stawiac granice I dbać o siebie.
W waszej sytuacji może warto byś sięgnęła do pozycji książkowych "Miłość potrzebuje stanowczości", " Granice w relacjach małżeńskich". Ks. Dziewiecki bywa ostry i zasadniczy, ale teraz po latach widzę, że ja swoją naiwnością wiele wybaczyłam czy akceptowałam a i tak mąż tego nie docenił. Ks. Dziewiecki zachęca do obrony siebie i stawiania granic.
Jeśli uważasz, że wspólne wyjście do kościoła albo obiady czy gotowanie dla męża ktory dalej tkwi na stanowisku, że chce odejść, nie kosztują cię dużo jeśli chodzi o psychikę czy emocje to to rób, ale może warto się wielu aspektom teraz przyjrzeć.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
- Niepozorny
- Posty: 3327
- Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
- Jestem: w separacji
- Płeć: Mężczyzna
Re: O co tu chodzi?
Witaj Ka_go
Kiedy twoim zdaniem tym małżeństwem nie będziecie?
Z braku rodzi się lepsze!


