Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Wiedza, która może pomóc, gdy boli dusza...

Moderator: Moderatorzy

Solaris
Posty: 210
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Czym jest modlitwa? Kontaktem z Bogiem. Ja sie oddalam.
Mimi
Posty: 188
Rejestracja: 31 sie 2023, 12:29
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Mimi »

Solaris pisze: ↑13 wrz 2026, 20:05 Czym jest modlitwa? Kontaktem z Bogiem. Ja sie oddalam.
Kochana, mówiąc Mu o tym czynisz z tych słów modlitwę.

Przytulam❤️‍🩹
Bławatek
Posty: 2763
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Bławatek »

Solaris często modlitwę postrzegamy jako gadanie formułek, albo rozmowę, a modlitwa to też nasza obecność. Był czas gdy Bogu wyrzucałam swoje żale, ciągle pytałam "dlaczego?". Bóg był cierpliwy i na to pozwalał. Dopiero później mogłam zacząć spokojnie z Nim rozmawiać. Jest taka pieśń w necie "Nikt cię nie kocha tak jak Ja" - gdy było mi źle to przy niej płakałam jak bóbr, bo docierało do mnie ile krzywdy od innych dostałam, a teraz jej słucham z radością bo słyszę- choćby ci było źle, choćby koło ciebie nikogo nie było Ja jestem i będę.

Łzy, smutek, żal, gorycz... to nasze emocje. Dawniej uczono, że są one złe, teraz się mówi, że wszystkie są potrzebne i nie ma złych. Jak trzeba to popłacz, jak potrzebujesz to się pozłość, ale pamiętaj, że gdy weźmiesz życie w swoje ręce i będziesz, przez nie szła z Bogiem to będziesz szczęśliwa.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Solaris
Posty: 210
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Nie postrzegam modlitwy jako formulek, ale nie mam chęci odzywania sie do Boga. I nawet nie przez pytanie-dlaczego. Robie sie w środku po prostu pusta.

Piosenki sluchalam wiele razy, polecałaś mi ją. Oczywiście ryk. Zaczęłam chyba unikać tego, co doprowadza mnie do łez. A i w niedzielę sie zwyłam znowu, kazanie o krzywdzie, przebaczaniu, ale i pamięci o krzywdzie. No idealnie w punkt. Łzy same leciały, córka tylko przytulała.

Bardzo chciałabym przestac płakać. Bardzo chciałabym iść dalej i odzyskać spokoj. I nie chce byc sama. Ale niestety będę.
Bławatek
Posty: 2763
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Bławatek »

Solaris łzy są oczyszczające, widocznie ty tak przeżywasz żałobę.

Też miałam taki okres, że płakałam stale, jedynie przy synu i w pracy jakoś się trzymałam. Potem.bylo już lepiej - pewnie głównie po lekarstwach przepisanych przez psychiatrę. Aż przyszedł dzień gdy spojrzałam.w lustro i powiedziałam do siebie "ja bym takiej mamy nie chciała" - pozbierałam się dla siebie i dla syna. Postanowiłam wtedy, że na przekór wszystkiemu będę szczęśliwa, i krok po kroku, dzień po dniu, sama się o to staram.

A czego najbardziej się boisz w tym, że może będziesz sama? Bo ja np. nie widzę w tym zagrożeń a za to dużo możliwości- dzięki rodzinie i znajomym mogę mieć relacje, mogę wspólnie z innymi spędzać czas i wtedy samotna nie będę.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Solaris
Posty: 210
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

Pisząc o samotnosci mam na myśli to, ze nie bede miec nikogo do kochania, przytulania i wypłakania sie w rękaw. Nikt tez nie bedzie mnie tak kochał. Nikt nie bedzie przytulał. Choc w sumie zyje sama od dawna. Co z tego, ze był mąż, jak i tak nie zaspokajal moich emocjonalnych potrzeb? Juz wtedy bylam sama. Mialam jeszcze dzieci, teraz juz wyjechały z domu, wiec bedzie mi jeszcze trudniej. Duzo pracuję, to tez jak na moj stan bardzo dobrze.

Mam oczywiście rodzine, przyjaciół, znajomych. Pod tym względem sama nie jestem i nie bede. Ale ani rodzina, ani przyjaciele nie dadzą mi tego, co daje miłość.

Tocze sie w dół, lekarz zdecydował o zwiększeniu dawki antydepresantów. O 50, a potem 100%. Zapytalam na wizycie, czy ja kiedykolwiek z tego wyjdę? Przeciez nie chce brać tych prochów cale zycie. Nie wiem. Nikt tego nie wie. Jestem przytłoczona, mam problemy finansowe, z trudem utrzymuję drugiego studenta, pomagam tez starszej, tez jeszcze studentce. Nie moge sprzedać mieszkania, wiec musze placic spory czynsz, bo metraż spory. Nie daje rady. Musze pozyczac od rodziny, po wypłacie spłacam. To tez nie pomaga sie podnieść.

Ja zawsze szybko sie wzruszałam, jestem osobą emocjonalną i wrażliwą, stąd te łzy. Pewnie jeszcze popłaczę. A potem otrę łzy, i wstanę. I bede czekac, co przyniesie zycie.
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2170
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: ozeasz »

Solaris pisze: ↑16 wrz 2026, 22:55 Nie postrzegam modlitwy jako formulek, ale nie mam chęci odzywania sie do Boga. I nawet nie przez pytanie-dlaczego. Robie sie w środku po prostu pusta.

Piosenki sluchalam wiele razy, polecałaś mi ją. Oczywiście ryk. Zaczęłam chyba unikać tego, co doprowadza mnie do łez. A i w niedzielę sie zwyłam znowu, kazanie o krzywdzie, przebaczaniu, ale i pamięci o krzywdzie. No idealnie w punkt. Łzy same leciały, córka tylko przytulała.

Bardzo chciałabym przestac płakać. Bardzo chciałabym iść dalej i odzyskać spokoj. I nie chce byc sama. Ale niestety będę.
To co opisujesz jest trudnym doświadczeniem, jesteś poraniona, zmęczona i może doszłaś do swoich granic możliwości na teraz, trudno się radować i być szczęśliwym jeśli doświadczenia kruszą serce a wewnętrzny ból i cierpienie nie ma końca. Może ta pustka to ochrona przed totalnym załamaniem, może to taki "mechanizm" który chroni?

Sam nieraz mam ciężki czas, mija piętnasty rok nieformalnej separacji, żona nie wykazuje chęci powrotu, ani obudowania związku, mimo że wraca do Boga. Czasem to po prostu ciemność i w tej ciemności może pojawić się światło, ja mam taką nadzieję bo już nieraz Ono się pojawiało.

Mnie podnosi na duchu m.in. to jak inni sobie radzą z czymś takim. Czytałem o matce Teresie, tyle słyszałem o Jej służbie, a książka napisana na podstawie listów do spowiednika wskazuje że Jezus objawił się Jej tylko raz, a dalej była już coraz większa ciemność i świadomość że jest coraz dalej od Boga i pisała o Bogu który jej wręcz nie chce.
Pisała o straszliwym poczuciu pustki i niewypowiedzianej ciemności. Te doświadczenia mogły być związane ze złożonym ślubem: "żeby niczego Bogu nie odmawiać". Nie wiem jak Tobie ale mnie takie doświadczenia w jakiś sposób pomagają zrozumieć że są rzeczy których zrozumieć się nie da, można je próbować akceptować lub odrzucić.
Akceptacja cierpienia, ciemności, pustki w zaufaniu że mimo tego Bóg jest blisko a to ja jestem ślepy, lub w jakiś sposób ograniczony zmysłami na Jego obecność mnie osobiście przynosi ulgę, a zwykle po czasie zauważam Boże działanie i owoce tego zaufania Bogu mimo powyższych stanów.

Nie wiem jak inaczej mogę pomóc, bo taka jest intencja tego wpisu, ale jak masz jakiś pomysł napisz tutaj co wg Ciebie przyniosłoby ulgę, co pomogło by się wyciszyć, odnaleźć na nowo sens życia?
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Solaris
Posty: 210
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Początek samotnej drogi-jak sobie poradzic, jak przetrwać, jak żyć...😪

Post autor: Solaris »

15 lat... strasznie długo😪

Nie wiem, co moze mi pomóc. Nie mam pojecia, jak sie odnaleźć w tym wszystkim. To wszystko bardzo boli, choc nie bede ukrywać, ze to mile uczucie czuć sie bezpiecznie w domu, nie musiec bac sie do niego wejść, nie sluchac krzyków, awantur. Milo jest nie widzieć, jak maz siedzi z telefonem, pisząc do kochanki.
Bede musiala sie z tym wszystkim poradzic. Ale na pewno to jeszcze nie ten czas. Teraz płaczę. I musze skupić sie na codzienności zycia, choćby na tym, jak to zrobic, zeby nie pożyczać pieniedzy i z jednej pensji utrzymac siebie i dwójkę studentów.
ODPOWIEDZ