Domniemanie ważności

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

evermind
Posty: 1
Rejestracja: 22 sie 2026, 20:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Domniemanie ważności

Post autor: evermind »

Od kilkunastu lat żyjemy w domniemaniu ważności małżeństwa i okropnie mnie to boli i wkurza. Tak nie da się żyć. Przez to że nasz wspólny spowiednik wypaplał tajemnicę spowiedzi, dowiedziałam się o nałogach męża, które - zdaniem męża - nie istniały i twierdził w narzeczeństwie, że z miłości do mnie sobie świetnie radzi. Z biegiem lat wychodziły na jaw coraz okropniejsze sekrety męża tak że dziś jestem pewna, że wzięłam ślub z kimś, z kim w życiu bym ślubu nie wzięła, bo bym się go po prostu bała i bałabym się o bezpieczeństwo dziecka. Teraz jest za późno - mamy jedno dziecko poronione w niebie i jedno niepełnosprawne na ziemi, które oddziedziczyło bardzo rzadzką chorobę genetyczną ojca i teraz nie czuję się na siłach, by być z dzieckiem 24 na dobę, tzn. dopiąć unieważnienie, rzucić pracę i opiekować się dzieckiem bez pomocy ojca dziecka. Jednocześnie życie jest tak nie do życia, że maksymalna dawkach leków na depresję mi nie wystarcza, a mąż co trochę dodaje mi atrakcji - wczoraj na przykład odkryłam, że znów podkrada mi bieliznę, tylko że do tej pory koronkowe majtki, a wczoraj stanik śmierdział jego potem. Brzydzi mnie to i przeraża, bo nigdy nie zdecydowałabym się na bycie w jakimkolwiek związku z facetem, którego kręcą damskie ciuchy. Martwię się o dziecko. Nie wiem, co robić.

Wczoraj wyświetliła mi się na facebooku reklama rekolekcji dla małżeństw z P. Pulikowskimi. Organizatorzy pisali, że zapewniają opiekę dla dzieci, ale jak spytałam o dziecko z autyzmem, to odmówili. Po co Kościół robi ludziom pranie mózgu, głosi hasła pro life, jak miejsce jest tylko dla zdrowych i ogarniętych. Na kolejny termin rekolekcji mogę już nie mieć z kim jechać...
Abigal
Posty: 4027
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Domniemanie ważności

Post autor: Abigal »

Witaj evermind.

Przykro mi, ze tak postrzegasz rzeczywistość, jakby nic dobrego w Twoim życiu się nie wydarzyło i oczekujesz zmian w okolicznościach na zewnątrz.

Mówimy w naszej wspólnocie, chcesz zmiany, zacznij od siebie, od zmiany tego, na co masz wpływ, nie doszukuj się źródeł swoich nieszczęść w tym, na co nie masz wpływu.

Zapraszam Cię do zajrzenia na stronę wspólnotową http://sychar.org/pomoc/, znajdziesz tam materiały i informacje nt kryzysu małżeńskiego, konferencje z rekolekcji wspólnotowych, również świadectwa małżonków.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że wesprą Cię nasi forumowicze.

Pamiętaj, aby nie podawać szczegółowych informacji, internet nie jest anonimowy.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa
Nati1990
Posty: 7
Rejestracja: 16 sie 2026, 16:05
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Domniemanie ważności

Post autor: Nati1990 »

Twoja sytuacja bardzo przypomina mi moją- opisaną kilka tematów niżej. Sama zastanawiam się nad ważnością mojego małżeństwa- u nas jeszcze kwestia innej wiary i odmiennego rozumienia sakramentu małżeństwa. Podobnie jak u Ciebie- autystyczne dziecko na pokładzie. Ostatnio mam myśli, że jak człowiek nie żyje zgodnie z planem Bożym to jego życie jest nadzwyczaj ciężkie- oczywiście mam na myśli moją sytuację. Sama nie wiem w którą stronę to wszystko pójdzie, ale teraz całkowicie zostawiam to Bogu- modle się i liczę że czas przyniesie rozwiązanie. Pozdrawiam
Bławatek
Posty: 2750
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Domniemanie ważności

Post autor: Bławatek »

evermind pisze: 22 sie 2026, 21:05 Od kilkunastu lat żyjemy w domniemaniu ważności małżeństwa i okropnie mnie to boli i wkurza. Tak nie da się żyć. Przez to że nasz wspólny spowiednik wypaplał tajemnicę spowiedzi, dowiedziałam się o nałogach męża, które - zdaniem męża - nie istniały i twierdził w narzeczeństwie, że z miłości do mnie sobie świetnie radzi. Z biegiem lat wychodziły na jaw coraz okropniejsze sekrety męża tak że dziś jestem pewna, że wzięłam ślub z kimś, z kim w życiu bym ślubu nie wzięła, bo bym się go po prostu bała i bałabym się o bezpieczeństwo dziecka. Teraz jest za późno - mamy jedno dziecko poronione w niebie i jedno niepełnosprawne na ziemi, które oddziedziczyło bardzo rzadzką chorobę genetyczną ojca i teraz nie czuję się na siłach, by być z dzieckiem 24 na dobę, tzn. dopiąć unieważnienie, rzucić pracę i opiekować się dzieckiem bez pomocy ojca dziecka.
Witaj,
Współczuję problemów. Często ludzie nie mówią prawdy innym ludziom o sobie bo boją się odrzucenia. Może tak było z twoim i z moim mężem. W porządku to nie jest, szczególnie gdy się składa przysięgę, która obowiązuje aż do śmierci. Czy myślałaś o pomocy kogoś z rodziny przy dziecku albo o zatrudnieniu opiekunki?
Jednocześnie życie jest tak nie do życia, że maksymalna dawkach leków na depresję mi nie wystarcza, a mąż co trochę dodaje mi atrakcji - wczoraj na przykład odkryłam, że znów podkrada mi bieliznę, tylko że do tej pory koronkowe majtki, a wczoraj stanik śmierdział jego potem. Brzydzi mnie to i przeraża, bo nigdy nie zdecydowałabym się na bycie w jakimkolwiek związku z facetem, którego kręcą damskie ciuchy. Martwię się o dziecko. Nie wiem, co robić.
Nie jest to latwa sprawa. Może warto swoje lęki i obawy przegadać z mężem oraz z jakimś psychologiem działającym w takich tematach.
Wczoraj wyświetliła mi się na facebooku reklama rekolekcji dla małżeństw z P. Pulikowskimi. Organizatorzy pisali, że zapewniają opiekę dla dzieci, ale jak spytałam o dziecko z autyzmem, to odmówili. Po co Kościół robi ludziom pranie mózgu, głosi hasła pro life, jak miejsce jest tylko dla zdrowych i ogarniętych. Na kolejny termin rekolekcji mogę już nie mieć z kim jechać...
Sama pewnie wiesz, że trudno obcym zaopiekować się dzieckiem z autyzmem lub innymi ograniczeniami społecznymi. Sama wielokrotnie pracowałam z dziećmi, opiekowałam się różnymi grupami i wiem jsk trudno ogarnąć zdrowe obce dzieci a ze szczególnymi potrzebami to jest jeszcze trudniejsze. Czy na czas takiego wyjazdu ktoś z waszych rodzin nie mógłby się zaopiekować waszym dzieckiem.

W mojej okolicy jest wiele miejsc gdzie Kościół pomaga osobom z dysfunkcjami. Tak samo jak są instytucje świeckie. Warto poszukać, popytać, czasami na różnych forach można znaleźć jakieś namiary..

Mierzysz się z wieloma trudnościami i problemami więc warto byś zadbała o swoje zdrowie również to psychiczne.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Sedum
Posty: 67
Rejestracja: 31 sty 2022, 20:40
Płeć: Kobieta

Re: Domniemanie ważności

Post autor: Sedum »

Hej, trudna ta Twoja sytuacja. Mam wrażenie jakbyś postrzegała sytuację na dziś jako niemożliwą do zmiany, bo niejako z każdej strony widzisz jakieś bloker, a ciężar przerasta Twoje siły. Mnie się wtedy uruchamia szukanie opcji (Co jeszcze można zrobić? Czy to co mogę zrobić mogę sobie podzielić na jakieś małe wykonalne kroki, z których mam siłę tylko na pierwszy?) Aby być sprawczą, potrzebuję się czasem wzmacniać. Pomaga mi budowanie sieci wsparcia dla siebie, odskoczni. Czasem wyjeżdżam nawet na weekend w inne środowisko i wracam z inną percepcją, energią. Co do końca Twojego posta mam trudność. Kościół to ja i Ty. Czy Ty ze swojego czasu wykroiłaś w swoim trudnym życiu czas na akcję pro life stawiając czoła hejtowi? Ja mam trudność właśnie z uwagi na rodzinę. A czy podjęłaś inicjatywę pilnowania cudzych dzieci, aby ktoś ratował małżeństwo? Ja na razie nie. Gdybym to zrobiła, zamiast zrobić coś dla mojego małżeństwa to zdecydowałabym się na pojedynczą akcję, jakby mnie ktoś poprosił w terminie dogodnym dla mojej rodziny.. tylko nie znam się na dzieciach ze specjalnymi potrzebami. Kościół to ja i Ty - z naszym trudem, ograniczeniami, inicjatywą..
ODPOWIEDZ