Zagubienie w małżeństwie
Moderator: Moderatorzy
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Dziękuję Niepozorny za Twoje pytanie. Stwierdzenia mają podstawy, ale ze względu na otwartość forum nie mogę uzasadnić.
-
jeanne1234
- Posty: 19
- Rejestracja: 21 sty 2026, 20:54
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Zagubienie w małżeństwie
Właściwie czytając posty i historie ludzi zranionych tak mocno przez małżonków, coraz bardziej widzę, że nie jesteśmy jako uczniowie w innej sytuacji niż nasz Pan Jezus Chrystus. I niestety po swoich własnych doświadczeniach tracę wiarę, że człowiek może się zmienić na lepsze. U swojego męża nie chcę widzieć, ale jednak są: manipulacja, rozgrywka szachowa, gra aktorska... Nie mogę uwierzyć, że można być tak zakłamanym... A zarazem mam do siebie żal, że tyle razy dawałam mu szansę, której on ani nie chciał ani nie docenił. I że walczyłam o jego zdrowie, gdy on mnie w chorobie porzucił, a potem całą odpowiedzialność przekierował na mnie.
- Niepozorny
- Posty: 3286
- Rejestracja: 24 maja 2019, 23:50
- Jestem: w separacji
- Płeć: Mężczyzna
Re: Zagubienie w małżeństwie
Nie lubię pisać długich postów. Nie mam do tego predyspozycji, ani dużej ilości czasu. Z tego powodu odniosłem się do niewielkiego fragmentu posta jeanne1234. Moje pytania są najlepszą formą, na jaką mogłem sobie wtedy pozwolić. Nie są sarkastyczne (nie taki był mój zamiar). Zadałem je, żeby skłonić jeanne1234 (oraz inne osoby z forum, które kiedykolwiek to przeczytają) do refleksji. Nie mam zielonego pojęcia, czy dana osoba ma jakieś doświadczenie\umiejętność\wiedzę w danym temacie czy nie. To wie tylko ta osoba i sama sobie może odpowiedzieć na zadane przeze mnie pytania. Nie mam i nigdy nie miałem czegoś takiego, że po takich moich postach czułem się "bardziej mądry".Ruta pisze: ↑08 mar 2026, 8:07 Kiedyś słysząc "diagnozy" stawiane bliskim przez osoby bez specjalizacji reagowałam podobnie. Nie masz wiedzy - nie diagnozuj. Czy jesteś lekarzem? Czy jesteś psychiatrą? Wydawało mi się to rozsądne - ta moja reakcja. A ja sobie wydawałam się bardziej mądra. Podobnie reagowałam na "etykiety" - nie oceniaj, nie sądź.
Biorąc pod uwagę poniższą odpowiedź zakładam, że autorka odczytała mój post inaczej niż Ty Ruto.
Dziękuję jeanne1234 za odpowiedź.jeanne1234 pisze: ↑08 mar 2026, 9:48 Dziękuję Niepozorny za Twoje pytanie. Stwierdzenia mają podstawy, ale ze względu na otwartość forum nie mogę uzasadnić.
Z braku rodzi się lepsze!
Re: Zagubienie w małżeństwie
No i Duch Św przyprowadził mnie właśnie do tej wypowiedzi, żebym znalazła odp na moje pytanie z wątku, niesamowite. Dziękuję Ruta!Ruta pisze: ↑24 lut 2026, 13:32 Kontrola myśli ma kilka warstw.
Pierwsza warstwa to nauczenie się oddzielania tego, co jest w myślach wyobrażeniem (projekcją lub ruminacją) od myśli o faktach, poprzez uważne przyglądanie się myślom.
Projekcje to m.in. myśli o tym, co będzie, co się stanie. To także myśli o tym, co druga osoba myśli, co planuje, co powie, co zrobi, co czuje. Ja w głowie miałam całe scenariusze, co się stanie, jeden bardziej katastroficzny od drugiego. Oraz wiele myśli, w których zgadywałam lub nawet "wiedziałam" co mąż myśli, co zrobi, co robi teraz, co powie.
Ruminacje to m.in. uporczywe myśli o przeszłości, co on powiedział, co ja powiedziałam, co powinnam zrobić inaczej, jak inaczej zareagować, co by było gdyby.
Projekcje są ukierunkowane w przyszłość, ruminacje w przeszłość. Przyszłości jeszcze nie ma, przeszłości już nie ma. Nie wiem, co druga osoba myśli, co czuje i co planuje.
Zarówno projekcje jak i ruminacje wyczerpują emocjonalnie, bo emocjonalnie reagujemy na nie tak samo, jak na fakty. Czyli mnóstwo zasobów zużywamy wtedy na przeżywanie tego, czego już nie ma albo czego jeszcze nie ma i na to czego nie ma teraz.
***
Potem jest druga warstwa. Zdanie sobie sprawy, że takie myśli to nie są fakty, tylko ułudy, pomaga przebijać takie myśli jak bańki mydlane. Tego też można się nauczyć. I warto, bo to znacząco zmniejsza poziom lęku, poczucia winy, smutku, paniki i innych trudnych uczuć, powstająch w reakcji na projekcje i ruminacje.
Można też w ramach oduczania się pisania w głowie katastroficznych scenariuszy lub obsesyjnego obwiniania się za przeszłość, świadomie raz na jakiś czas stworzyć sobie pozytywny lub zabawny scenariusz rozwoju zdarzeń lub taką opowieść o przeszłości, w której akcent będzie położony na tym, co naprawdę zrobiłam dobrze, co naprawdę poszło dobrze, z czym sobie dobrze poradziłam.
W razie projekcji o drugiej osobie dobrze sobie świadomie mówić: nie wiem co myśli, planuje i czuje druga osoba, co robi i co zrobi. To moje projekcje, nie fakty o drugiej osobie.
***
Oduczanie się projekcji i ruminacji oraz projekcji o innych pozwala wyróżnić jeszcze jedna kategorię myśli. Myśli o faktach. To takie myśli, które są o tym, co aktualnie tu i teraz się dzieje, a nie, co sobie wyobrażam, że się dzieje, działo lub się zdarzy.
Nauka kontroli swoich myśli o faktach to trzecia warstwa. Myśli o faktach mogą być adekwatne, albo nieadekwatne. Dlatego także im warto się przyglądać. I reagować wyłącznie na te adekwatne. Nieadekwatne zaś przebijać jak mydlane banieczki. To także ułudy.
***
Przykład nieadekwatnych myśli o faktach z mojego życia.
Mój mąż czasem wchodził do domu z pracy wyraźnie wściekły. To fakt. Adekwatna myśl w tej sytuacji brzmi na przykład tak: mój mąż przyszedł z pracy wściekły.
Taka myśl ogranicza się do stwierdzenia faktu.
Moje myśli szły jednak dalej: Co ja znowu nie tak zrobiłam? Co mam zrobić, żeby on przestał być wściekły? Moje myśli automatycznie angażowały mnie w poczucie winy.
Gdybym zatrzymywała się na fakcie, mogłabym zareagować w odpowiedzi na fakt. Na przykład zejść mężowi z drogi, aż mu przejdzie, albo zapytać go wprost: widzę, że jesteś wściekły, czy chcesz o tym porozmawiać, czy wolisz pobyć z tym sam?
Kiedy reagowałam na moje nieadekwatne myśli (to moja wina, muszę coś z tym zrobić) zamiast reagować na fakty, zaczynałam dopytywać męża, co nie tak zrobiłam, starałam się też załagodzić sytuację, załagodzić nastrój męża, poprawić mu humor. A on się wtedy wściekał jeszcze bardziej - już wprost i jawnie na mnie.
Co oczywiste dla mnie - dzisiaj - moje działania oparte na nieadekwatnych do faktów myślach, ekalowały napięcie. Z prostego powodu, próbowalam - w fałszywym poczuciu winy, które sobie projektowałam - zmienić nastrój męża, wpłynąć na ten jego nastrój i go zmienić.
Gdy ktoś próbuje modyfikować czyjeś uczucia, to osoba poddawana takim zabiegom nie czuje się komfortowo, może czuć złość, irytację na taką ingerencję. Drażnienie kogoś, kto jest już rozdrażniony nie jest dobrym pomysłem.
***
Co do skutecznej obrony. Izolacja jest podstawową formą obrony. Jeśli mąż reaguje agresją, izoluję się od niego. Jeśli trzeba, włącznie do oddzielnego zamieszkania. Izolacja chroni przed agresją. Próby interakcji z osobą agresywną nasilają agresję.
Są też granice - te stawiane sobie, nie drugiej osobie. Nie chcę słuchać wyzwisk męża - to kończę rozmowę, gdy zaczyna mnie wyzywać: rozłączam rozmowę, wychodzę z pokoju, z domu jeśli trzeba. Dzięki temu nie słucham wyzwisk. To skuteczna granica postawiona sobie. Dzięki temu to ja mam wpływ na swoją sytuację i na to, czy słucham wyzwisk czy nie.
Nie chcę być co chwilę odrzucana, to nie narzucam się ze swoją obecnością, nie narażam się na odrzucenie. Znowu - działam wyłącznie w swoim zakresie. Chronię siebie.
Mąż wysyła mi przykre wiadomości. Mogę go zablokować, mogę kasować wiadomości bez czytania, mogę czytać je raz na tydzień.
Czuję się niedobrze z tym, że robię mężowi pranie. Nie robię mu prania. Albo uznaję, że z jakiś moich powodów wybieram, by mu nadal to pranie robić. Ja decyduję, ja jestem sprawcza. Wybieram to, co dla mnie w danej sytuacji dobre, wygodne, na co mam zgodę.
Maż zaniedbuje obowiązki finansowe. Oceniam jakie rozwiązanie może być skuteczne: rozmowa, zaproszenie na mediację, powództwo do sądu o środki na utrzymanie rodziny.
Opcji postawienia granic sobie jest w każdej sytuacji wiele, najlepsze są te, z którymi to ja czuję się dobrze. Warto też pamiętać o tym, że mam prawo zmieniać swoje decyzje, jeśli coś nie działa, nie chroni dostatecznie, mogę szukać innych rozwiązań. Nie muszę sztywno trzymać się tego, co nie pomaga, nie chroni, nie działa.
Natomiast reakcją na obronę bywa zwiększona agresja, oskarżenia. Wtedy potrzebna jest izolacja.
***
Wszystko to, zarówno nauka kontrolowania myśli, oddzielania fikcji od faktów i nauka reagowania na fakty, nie na wyobrażenia, także i granice - są tak naprawdę o tym samym. O odpuszczaniu kontroli.
Projekcje - to próby kontrolowania przyszłości, ruminacje - to próby kontrolowania przeszłości, projekcje o drugiej osobie - próby kontrolowania tej osoby. Najczęściej próbujemy kontolować rzeczywistość i ludzi z lęku. Tylko, że te próby kontroli nasilają lęk, bo są z góry skazane na porażkę. Nie da się kontrolować innych osób, przeszłości i przyszłości. Działać można tylko tu i teraz. Wpływ ma się przede wszystkim na siebie.
Lęk obniża się za to, kiedy uczę się chronić tu i teraz i reagować adekwatnie do tego, co się dzieje. Gdyby na przykład wściekły mąż wybuchł na mnie i dzieci, by rozładować swoje napięcie i ja bym potrafiła nas ochronić w tej konkretnej sytuacji - na przykład wychodząc z dziećmi z domu - nie potrzebowałam bym potem ruminować na temat tej sytuacji, ani projektować sobie takich przyszłych sytuacji, ani projektować sobie stanów męża w lęku przed jego wybuchami.
Warto też nauczyć się skutecznie przerywać nieprzyjemne interakcje, bez wchodzenia w dyskusje i próby przekonywania drugiej osoby do moich racji. Nauczyłam się na terapii dwóch zdań, które są w tym pomocne:
Ja tak nie uważam.
Mam na ten temat inne zdanie.
Na końcu takiego zdania jest kropka. Oznaczająca koniec interakcji.
***
Dla mnie pomocą w nauce ochrony siebie była też Lista Zerty. Dla mnie te punkty były o tym, jak nie eskalować napięcia między mną a mężem. Sprawdziły się. Pomogły mi też odwiesić się od męża.
Re: Zagubienie w małżeństwie
Ten opis to w 80% moja sytuacja... nawet to mówienie, że on chce tylko spokoju się zgadza...jeanne1234 pisze: ↑27 sty 2026, 19:51 Dziękuję, tak, otworzyłam się przed paroma osobami, ponieważ było mi już bardzo ciężko... Mąż obwinia mnie za całą sytuację i za rozpad małżeństwa. Nie bierze sam odpowiedzialności za swoje czyny i słowa. Od paru lat, gdy pytałam, co mogę zmienić, mówił "Nic od Ciebie już nie oczekuję...". I niedawno skomentował, że czekał, aż ja się zmienię (tzn. chyba wrócę do stanu sprzed urodzenia dziecka) i ja się nie zmieniłam. I z tego powodu jest to właśnie moja wina, bo się nie domyśliłam. Mąż choruje na depresję i nawet przed lekarzem manipuluje faktami. Jak mam zachowywać się mieszkając pod wspólnym dachem, ale oddzielnie w innych pokojach? Gotuję, sprzątam, zajmuję się dzieckiem. Wewnętrznie rozpadam się... Modlę się i staram się ufać, jednak postępowanie mojego Męża i to jak mną pogardza i mnie poniża, jeśli cokolwiek Mu się nie podoba, wywołuje we mnie skrajne emocje. Próbowałam z Nim rozmawiać i jedyne czego On chce to cyt. "spokój" i żebym Go w niczym nie krytykowała i nie odzywała się (On od zawsze b. źle znosi krytykę). Czuję się mało bezpiecznie, ponieważ jest On człowiekiem bardzo inteligentnym i mściwym niestety. Powiedział mi, że On od lat "przeze mnie cierpiał i że teraz ja mam przez Niego cierpieć". Zastanawiałam się konkretnie co mogłam źle zrobić: jestem choleryczką, był pracoholizm z mojej strony (chwalił mnie tylko, gdy na koncie pojawiał się przelew z moim dochodem), poświęcałam Mu mało czasu (choroba i obowiązki domowe itp. zostawiały mi mało przestrzeni dla Niego), ale On nie wykazywał też żadnej inicjatywy. Też od lat w sensie bycia Żoną byłam nieszczęśliwa i czułam się zaniedbywana, ale rozumiałam, że to jest taki etap życiowy i że będziemy mogli z tego wyjść powolutku przy wspólnym wysiłku i dobrej woli. Mąż też podważał moją chorobę i dopiero po mojej hospitalizacji i potwierdzeniu diagnozy przestał. Dokuczał mi również z powodu przytycia od leków i niesprawności, pomimo, że nie wykorzystywałam choroby jako wymówki i starałam się działać nawet w najsłabszych momentach w domu. Najgorsze, że pomimo, że rozumiem, że ew. "wina" za rozpad rozkłada się na obie osoby, to szukam w sobie winy po tym jak On mnie obarczył nią w 100%...
Re: Zagubienie w małżeństwie
Jeanne, przeczytałam Twój wątek i widzę, że już parę miesięcy się nie odzywałaś. Jak sytuacja u Ciebie? J


