Witaj,
Odniosę się do fragmentów twojego posta.
PatrykOoo pisze: ↑01 cze 2026, 9:40
Witam
Na forum natknąłem się przypadkiem i pomyślałem, czemu nie ?
Sytuacja standardowa: żona, dzieci, dom, pies, kredyt. Problem zaczął się jak pojawiło się pierwsze dziecko. Brak bliskości, zmęczenie, brak czasu. Starałem się pomagać, odciążać. Jakieś wypady dla żony ( spa, kosmetyczka, fryzjer, znajomi) żeby nie siedziała w domu. Problem w tym że im więcej z siebie daje tym bardziej jestem wykorzystywany.
Ostatnio usłyszałam zdanie, że kochać to znaczy robić przysługi i dobro drugiemu ale nie tak jak ja chcę ale jak tego oczekuje druga strona bo tylko wtedy to niesie szczęście. Przykład żona lubi pomidorową i jej dobrze wychodzi a mąż nie za bardzo, ale o tym nie mówi, więc żona ją gotuję bo mąż je, a mąż je bo nie chce zrobic przykrości żonie lub musi bo nic innego nie na. Żona szczęśliwa, że uszczęśliwia męża, ale mąż raczej szczęśliwy nie jest. Lub - mąż co tydzień kupuje żonie kwiaty, a żona niekoniecznie kwiaty lubi wolałaby czekoladki lub wspólny czas, mąż szczęśliwy że dba o żonę, a żona już dawno z tych podarowanych kwiatów się nie cieszy. To przykłady schematów w jakich często żyjemy - nam się wydaje że wiemy co uszczęśliwia drugiego człowieka, a czasami warto zapytać, szczerze porozmawiać. I dlatego Abigal poleciła Ci książkę "5 języków miłości". Doświadczenie z forum pokazuje, że wiele osób po lekturze tej książki odkrywało w czym leżała przyczyna większości małżeńskich problemów - nieznaniu siebie nawzajem, swoich oczekiwań, potrzeb. Więc po pierwsze warto poznać drugiego człowieka i jego potrzeby a po drugie robimy dla drugiego człowieka coś bo chcemy coś dla niego zrobić - z tego też można czerpać przyjemność i radość.
Teraz po 10 latach małżeństwa z dwójką dzieci na pokładzie czuję że stałem się sponsorem i lokatorem "bez przywilejów". Nie pomogły rozmowy, proponowałem psychologa-żona nie potrzebuję. O seksie nawet nie wspominam bo nie ma o czym - brak pożycia i jakiejkolwiek bliskości od roku.
Sorry, że spytam - a te rozmowy to był twój monolog czy żona aktywnie w nich uczestniczyła? Pytam, bo ja mojemu mężowi wiele razy mówiłam, co mi nie odpowiada, że brakuje mi jego uwagi, zaangażowania, wspólnie spędzanego czasu itp. tylko, że mój mąż chyba nie chciał słuchać albo usłyszeć, bo wtedy musiałby coś zmienić. U nas było tak, ze to ja sponsorowałam różne rzeczy mężowi, wysyłałam na spotkania ze znajomymi, ale w rewanżu nigdy od męża czegoś podobnego nie dostałam. Teraz po latach wiem, że są takie osoby, które nie widzą potrzeby by coś od siebie dawać drugiemu. A po drugie dając nie zawsze powinniśmy oczekiwać rewanżu. Pytanie czy taka zawsze była twoja żona tylko tego nie widziałeś, czy dopiero teraz gdy twoje zbiorniki miłości zostały puste to to zauważyłeś.
Nie wiem już co robić bo ani drobne gesty, ani kwiaty, ani rozmowa nie pomagają. Próbowałem chyba wszystkiego... Gdy chcę się zbliżyć to wiadomo albo jestem zmęczona , albo jest późno, albo boli mnie głowa ( paracetamol i ibuprom nie pomagają

) nie naciskam bo wiadomo nikt nie chce być do niczego przymuszany. Ale swoje potrzeby mam.
Moje pytanie: co zrobić żeby skrócić dystans między nami? Walczyć ? poddać się ? Czy poszukać kochanki i udawać że wszystko jest w porządku ?
Może najprościej stanąć w prawdzie i zapytać żonę - i przyjąć wszystko co się usłyszy, a można usłyszeć wiele zdań, które mogą zaboleć. Bo może żyjecie wg twojego planu więc żona się wycofała, a może żona taka jest z natury, więc na całkowitą przemianę bym nie liczyła, ale może zechciałaby Cię usłyszeć i coś dla ciebie zrobić, by wam było lepiej.
Czasami nie mamy wiedzy więc warto o nią zadbać - tradycyjnie polecam konferencje nt. miłości I nie tylko, ks. Dziewieckiego, o. Szustaka czy pana Pulikowskuego. No i książki, których listę znajdziesz na stronach Sycharu.
Kochanka to zawsze zły pomysł. Wystarczy poczytać forum.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota