Najgorsze dopiero przede mną..
Moderator: Moderatorzy
-
Jeszcze Żona
- Posty: 6
- Rejestracja: 02 kwie 2026, 8:24
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Najgorsze dopiero przede mną..
Witajcie.
Trafiłam na to forum zupełnie przypadkiem, ale atmosfera, która tu istnieje daje jakieś poczucie zrozumienia.. będzie długo, będzie bardzo osobiście, ale muszę z siebie to wylać. Traktuje to jako terapię, ubranie w słowa tego co chciałabym powiedzieć przyjaciółce..
Również jestem na skraju wytrzymałości, jak pewnie wiele osób tu będących. Moje małżeństwo trwa już 15 lat, bardzo młodo wzięliśmy ślub, bo w drodze była nasza córka. Między nami od zawsze było bardzo różnie, jednego dnia nie mogliśmy się od siebie odkleić, drugiego w trakcie kłótni leciały słowa, których nikt nigdy w życiu nie powinien usłyszeć. Mąż zaczął nadużywać alkoholu, pojawiła się pornografia i bardzo dziwne zachowania. Przestał mnie szanować, stałam się dla niego zwykłą służącą. To ja w tym małżeństwie jestem od ogarniania wszystkich przyziemnych spraw, w wielu rzeczach go wyręczałam i na siebie wzięłam odpowiedzialność za całą naszą rodzinę. On miał na wszystko czas. Byłam prawdziwym wsparciem w jego decyzjach, nie oczekując niczego w zamian. I niczego w zamian nie dostawałam oprócz upokorzenia. Rozpoczął pracę za granicą w schemacie dwa tygodnie tam, dwa tygodnie tu. Ten czas spędzony w domu polegał na kilkudniowym piciu od rana do wieczora z przerwami na jakieś dorywcze roboty. Kilka lat temu poważnie zachorował na przewlekłą chorobę, myślałam, że będzie lepiej. On nie miał pokory, nagle wszyscy stali się dla niego wrogami. Miał w sobie nieziemską nienawiść, nakręcał się bez powodu. Nie było między nami nigdy takich prawdziwych głębokich rozmów o nas, o emocjach i uczuciach.. po kolejnych przykrych wydarzeniach, dokładnie w środę popielcową zaczełam odmawiać Nowennę Pompejańską o uwolnienie mojego męża od tych wszystkich grzechów, w których tkwi i przez które nasze małżeństwo nie funkcjonuje. I zaczęły dziać się rzeczy dla mnie niepojęte. Po kilku dniach odkryłam, że pisze z pewną kobietą. Jest dużo starsza od niego (12 lat), samotna, łączy ich ta sama choroba - poznali się na oddziale szpitalnym. Wymieniali setki smsów, były godziny rozmów.. zrobiłam scenę zazdrości, jak w amoku zaczęłam go kontrolować. W końcu zablokował telefon żebym nie miała do niego dostępu. Po kolejnych kilku dniach mojej modlitwy, będąc za granicą, zadzwonił do mnie z płaczem jakiego nigdy nie słyszałam. Przepraszał za to jakie zgotował mi życie, nasza rozmowa trwała prawie 3 godziny, szczerość jaka wystąpiła była dla mnie czymś z jednej strony strasznym, a z drugiej strony poczuciem, że Bóg działa. Wyznał mi, że zaczął się modlić o to, żeby Bóg przewrócił jego życie do góry nogami, upewnił mnie, że nie zdradził mnie nigdy, ta kobieta jest dla niego taką koleżanką, z którą się nadaje na jednych falach i nic więcej, ale powiedział także, że nie jest w stanie powiedzieć że mnie kocha.. i to mnie rozwaliło na milion kawałków.. od tamtej pory dużo ze sobą rozmawiamy, mąż twierdzi, że nigdy więcej nie chciałby mnie skrzywdzić ale nie jest w stanie dać mi tego na co zasługuję. Nie czuje nic do mnie i chce się rozstać w zgodzie. Kilka ostatnich wieczorów przepłakaliśmy, bo jest nam z tym bardzo ciężko. Ja wiem, że nie mogę go trzymać przy sobie na siłę ale trudno mi się z tym pogodzić. On nie chce z dnia na dzień się wyprowadzić, żeby mnie nie skrzywdzić jeszcze bardziej. Widzę, że też mu jest bardzo ciężko, sam przyznał.
I tak tkwimy na krawędzi.
Zawsze stawiałam go ponad siebie. Ja siebie nie znam, nigdy nie miałam czasu na wzbudzenie w sobie jakichś zainteresowań, zawsze w pędzie schemat życia to dom- opieka nad babcią i rodzicami - praca - córka - mąż i jego problemy, a moja pozycja to tylko posługa. Mamy kredyt, mamy dom, wspólnych znajomych. Z zewnątrz fajna rodzina, a w środku... Pusto. Zostało mi jeszcze kilka dni odmawiania Nowenny w jego intencji. Powiedzcie mi, co ja mogę zrobić. Nie mogę być desperatką, muszę pozwolić mu odejść, ale nie myślałam że będzie to tak bolesne pomimo całej krzywdy którą mi wyrządził. Przebaczyłam, to znaczy chyba przebaczyłam, bardzo bym chciała, ale jest we mnie ogromny żal. Modlę się o uratowanie tego małżeństwa, ale jeśli to nie jest Wolą Bożą.. czy w ogóle takie sytuacje mogą być Wolą Bożą..? Małżeństwo dla mnie to uświęcenie dwóch osób, służenie sobie bez względu na wszystko, a teraz cała kurtyna spadła w dół, została tylko prawda, bardzo bolesna prawda i szczerość. Dziękuję Bogu za to co się wydarzyło, bo życie się na pewno zmieni, z córką też zaczyna mieć normalny kontakt (dla niej też nie był dobry, w pewnym momencie miesiącami się do niej nie odzywał, córka wielokrotnie mnie prosiła żebym go zostawiła..). Idą Święta.. nie jestem w stanie nic zrobić, mam w domu bałagan taki sam jak i w głowie .. Boję się tego jak je spędzimy. Mąż stwierdził że musimy rodzinę przygotować na to co się wydarzy i powiedzieć prawdę .. moi rodzice się załamią. Powiedzcie co mogę zrobić, jak się z tym pogodzić ? Jak nie czuć tego rozczarowania modlitwą?
Przepraszam za chaos, za potok tekstu, ale jest mi bardzo ciężko. Proszę Was o modlitwę żebym miała siłę to wszystko przetrwać. Może Wasze doświadczenia otworzą mi oczy i umysł na moje życie.
Trafiłam na to forum zupełnie przypadkiem, ale atmosfera, która tu istnieje daje jakieś poczucie zrozumienia.. będzie długo, będzie bardzo osobiście, ale muszę z siebie to wylać. Traktuje to jako terapię, ubranie w słowa tego co chciałabym powiedzieć przyjaciółce..
Również jestem na skraju wytrzymałości, jak pewnie wiele osób tu będących. Moje małżeństwo trwa już 15 lat, bardzo młodo wzięliśmy ślub, bo w drodze była nasza córka. Między nami od zawsze było bardzo różnie, jednego dnia nie mogliśmy się od siebie odkleić, drugiego w trakcie kłótni leciały słowa, których nikt nigdy w życiu nie powinien usłyszeć. Mąż zaczął nadużywać alkoholu, pojawiła się pornografia i bardzo dziwne zachowania. Przestał mnie szanować, stałam się dla niego zwykłą służącą. To ja w tym małżeństwie jestem od ogarniania wszystkich przyziemnych spraw, w wielu rzeczach go wyręczałam i na siebie wzięłam odpowiedzialność za całą naszą rodzinę. On miał na wszystko czas. Byłam prawdziwym wsparciem w jego decyzjach, nie oczekując niczego w zamian. I niczego w zamian nie dostawałam oprócz upokorzenia. Rozpoczął pracę za granicą w schemacie dwa tygodnie tam, dwa tygodnie tu. Ten czas spędzony w domu polegał na kilkudniowym piciu od rana do wieczora z przerwami na jakieś dorywcze roboty. Kilka lat temu poważnie zachorował na przewlekłą chorobę, myślałam, że będzie lepiej. On nie miał pokory, nagle wszyscy stali się dla niego wrogami. Miał w sobie nieziemską nienawiść, nakręcał się bez powodu. Nie było między nami nigdy takich prawdziwych głębokich rozmów o nas, o emocjach i uczuciach.. po kolejnych przykrych wydarzeniach, dokładnie w środę popielcową zaczełam odmawiać Nowennę Pompejańską o uwolnienie mojego męża od tych wszystkich grzechów, w których tkwi i przez które nasze małżeństwo nie funkcjonuje. I zaczęły dziać się rzeczy dla mnie niepojęte. Po kilku dniach odkryłam, że pisze z pewną kobietą. Jest dużo starsza od niego (12 lat), samotna, łączy ich ta sama choroba - poznali się na oddziale szpitalnym. Wymieniali setki smsów, były godziny rozmów.. zrobiłam scenę zazdrości, jak w amoku zaczęłam go kontrolować. W końcu zablokował telefon żebym nie miała do niego dostępu. Po kolejnych kilku dniach mojej modlitwy, będąc za granicą, zadzwonił do mnie z płaczem jakiego nigdy nie słyszałam. Przepraszał za to jakie zgotował mi życie, nasza rozmowa trwała prawie 3 godziny, szczerość jaka wystąpiła była dla mnie czymś z jednej strony strasznym, a z drugiej strony poczuciem, że Bóg działa. Wyznał mi, że zaczął się modlić o to, żeby Bóg przewrócił jego życie do góry nogami, upewnił mnie, że nie zdradził mnie nigdy, ta kobieta jest dla niego taką koleżanką, z którą się nadaje na jednych falach i nic więcej, ale powiedział także, że nie jest w stanie powiedzieć że mnie kocha.. i to mnie rozwaliło na milion kawałków.. od tamtej pory dużo ze sobą rozmawiamy, mąż twierdzi, że nigdy więcej nie chciałby mnie skrzywdzić ale nie jest w stanie dać mi tego na co zasługuję. Nie czuje nic do mnie i chce się rozstać w zgodzie. Kilka ostatnich wieczorów przepłakaliśmy, bo jest nam z tym bardzo ciężko. Ja wiem, że nie mogę go trzymać przy sobie na siłę ale trudno mi się z tym pogodzić. On nie chce z dnia na dzień się wyprowadzić, żeby mnie nie skrzywdzić jeszcze bardziej. Widzę, że też mu jest bardzo ciężko, sam przyznał.
I tak tkwimy na krawędzi.
Zawsze stawiałam go ponad siebie. Ja siebie nie znam, nigdy nie miałam czasu na wzbudzenie w sobie jakichś zainteresowań, zawsze w pędzie schemat życia to dom- opieka nad babcią i rodzicami - praca - córka - mąż i jego problemy, a moja pozycja to tylko posługa. Mamy kredyt, mamy dom, wspólnych znajomych. Z zewnątrz fajna rodzina, a w środku... Pusto. Zostało mi jeszcze kilka dni odmawiania Nowenny w jego intencji. Powiedzcie mi, co ja mogę zrobić. Nie mogę być desperatką, muszę pozwolić mu odejść, ale nie myślałam że będzie to tak bolesne pomimo całej krzywdy którą mi wyrządził. Przebaczyłam, to znaczy chyba przebaczyłam, bardzo bym chciała, ale jest we mnie ogromny żal. Modlę się o uratowanie tego małżeństwa, ale jeśli to nie jest Wolą Bożą.. czy w ogóle takie sytuacje mogą być Wolą Bożą..? Małżeństwo dla mnie to uświęcenie dwóch osób, służenie sobie bez względu na wszystko, a teraz cała kurtyna spadła w dół, została tylko prawda, bardzo bolesna prawda i szczerość. Dziękuję Bogu za to co się wydarzyło, bo życie się na pewno zmieni, z córką też zaczyna mieć normalny kontakt (dla niej też nie był dobry, w pewnym momencie miesiącami się do niej nie odzywał, córka wielokrotnie mnie prosiła żebym go zostawiła..). Idą Święta.. nie jestem w stanie nic zrobić, mam w domu bałagan taki sam jak i w głowie .. Boję się tego jak je spędzimy. Mąż stwierdził że musimy rodzinę przygotować na to co się wydarzy i powiedzieć prawdę .. moi rodzice się załamią. Powiedzcie co mogę zrobić, jak się z tym pogodzić ? Jak nie czuć tego rozczarowania modlitwą?
Przepraszam za chaos, za potok tekstu, ale jest mi bardzo ciężko. Proszę Was o modlitwę żebym miała siłę to wszystko przetrwać. Może Wasze doświadczenia otworzą mi oczy i umysł na moje życie.
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Witaj Jeszcze Żona.
Zapraszam Cię do zajrzenia na stronę wspólnotową http://sychar.org/pomoc/, znajdziesz tam materiały i informacje nt kryzysu małżeńskiego, konferencje z rekolekcji wspólnotowych, świadectwa członków naszej wspólnoty.
Warto poszerzyć swoją wiedzę, zanim podejmiesz jakieś kroki, szczególnie te o podejmowaniu decyzji o wyprowadzce męża, bo trochę nie rozumiem Twojego zaangażowania w plany męża i wspólnego informowania rodziny.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że wesprą Cię nasi forumowicze.
Pamiętaj, aby nie podawać szczegółowych informacji, internet nie jest anonimowy.
Tak, małżeństwo to dwie osoby, jednak dwie różne, z inną historią pochodzenia z domu pierwotnego, z różną hierarchią wartości.Małżeństwo dla mnie to uświęcenie dwóch osób, służenie sobie bez względu na wszystko, a teraz cała kurtyna spadła w dół, została tylko prawda, bardzo bolesna prawda i szczerość.
Zapraszam Cię do zajrzenia na stronę wspólnotową http://sychar.org/pomoc/, znajdziesz tam materiały i informacje nt kryzysu małżeńskiego, konferencje z rekolekcji wspólnotowych, świadectwa członków naszej wspólnoty.
Warto poszerzyć swoją wiedzę, zanim podejmiesz jakieś kroki, szczególnie te o podejmowaniu decyzji o wyprowadzce męża, bo trochę nie rozumiem Twojego zaangażowania w plany męża i wspólnego informowania rodziny.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że wesprą Cię nasi forumowicze.
Pamiętaj, aby nie podawać szczegółowych informacji, internet nie jest anonimowy.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa
Matka Teresa
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Witaj
Potrafię zrozumieć jak bardzo Ci teraz ciężko i źle. Mój mąż oddalał się wiele lat aż w końcu 6 lat temu nagle postanowił się wyprowadzić. Oj, był to dla mnie cios gdyż ja mimo trudnej relacji (działałam podobnie jak ty - żyłam dla innych o sobie zapominając) wiedziałam, że małżeństwo jest na całe życie. Wydawało mi się że mąż też tak myśli- fakt, wydawało mi się
. Było to podobnie jak u was więc te pierwsze Wielkanocne Święta były straszne - bolała niepewność, brak męża a także widok pełnych rodzin.
Tak - małżeństwo to relacja 2 osób, ale niestety tak się zdarza, że nie wszyscy myślą podobnie jak my I często po miesiącach a nawet latach okazuje się że nie znamy człowieka z którym żyjemy. Braliście ślub szybko ze względu na ciążę, u nas mąż dążył do szybszego ślubu tłumacząc to naszym wiekiem (oboje po 30tce) a wydaje mi się, że bał się, że ja odkryję jaki jest naprawdę. Żałuję, że mimo iż rozum mówił co innego posłuchałam męża i otoczenia, które było nim i jego postawą zachwycone. Mogłabym dużo pisać ale jeśli będziesz chciała to poczytaj mój wątek "Mąż odszedł - nie wiem co robić, jak go traktować".
Za Abigal powtórzę - warto na spokojnie różne kwestie przeanalizować. Maz chce się wyprowadzić to niech wszystkie konsekwencje bierze na klatę - dlaczego macie informować, że to wasza decyzja. Mój mąż przez kilka miesięcy nie potrafił się przyznać, przed ludźmi, że zostawił rodzinę.
Niech ten trudny czas nie będzie aż tak trudny. Często trudne rzeczy są przez nas n6ue zrozumiałe, ale może wyjść z tego dużo dobra. Dla ciebie. Trudne, ale prawdziwe. Przez lata zapomniałaś o sobie i może wreszcie nadszedł czas byś o sobie pomyślała, zatroszczyła się o siebie, zajęła sobą... trudne, wiem.
Pamiętam jak 1,5 roku przed odejściem męża na wspólnych wakacjach, gdzie już był bardzo oddalony, na plaży płakałam i pytałam Boga "Dlaczego?" oraz prosiłam "Zrób coś z moim mężem, bo ja mam dosyć, a jeszcze się oddalam od Ciebie". Odejście męża paradoksalnie uratowało mnie, choć to był miesiącami bolesny czas, to m.in. dzięki temu forum, konferencjom, książkom zobaczyłam jak nie dbałam o siebie i pozwalam się krzywdzić - a Bóg nie chciał bym tego doświadczyła.
Niech Bóg ukoi twój ból i niech Ci pomaga przejść przez ten trudny czas.
Potrafię zrozumieć jak bardzo Ci teraz ciężko i źle. Mój mąż oddalał się wiele lat aż w końcu 6 lat temu nagle postanowił się wyprowadzić. Oj, był to dla mnie cios gdyż ja mimo trudnej relacji (działałam podobnie jak ty - żyłam dla innych o sobie zapominając) wiedziałam, że małżeństwo jest na całe życie. Wydawało mi się że mąż też tak myśli- fakt, wydawało mi się
Tak - małżeństwo to relacja 2 osób, ale niestety tak się zdarza, że nie wszyscy myślą podobnie jak my I często po miesiącach a nawet latach okazuje się że nie znamy człowieka z którym żyjemy. Braliście ślub szybko ze względu na ciążę, u nas mąż dążył do szybszego ślubu tłumacząc to naszym wiekiem (oboje po 30tce) a wydaje mi się, że bał się, że ja odkryję jaki jest naprawdę. Żałuję, że mimo iż rozum mówił co innego posłuchałam męża i otoczenia, które było nim i jego postawą zachwycone. Mogłabym dużo pisać ale jeśli będziesz chciała to poczytaj mój wątek "Mąż odszedł - nie wiem co robić, jak go traktować".
Za Abigal powtórzę - warto na spokojnie różne kwestie przeanalizować. Maz chce się wyprowadzić to niech wszystkie konsekwencje bierze na klatę - dlaczego macie informować, że to wasza decyzja. Mój mąż przez kilka miesięcy nie potrafił się przyznać, przed ludźmi, że zostawił rodzinę.
Niech ten trudny czas nie będzie aż tak trudny. Często trudne rzeczy są przez nas n6ue zrozumiałe, ale może wyjść z tego dużo dobra. Dla ciebie. Trudne, ale prawdziwe. Przez lata zapomniałaś o sobie i może wreszcie nadszedł czas byś o sobie pomyślała, zatroszczyła się o siebie, zajęła sobą... trudne, wiem.
Pamiętam jak 1,5 roku przed odejściem męża na wspólnych wakacjach, gdzie już był bardzo oddalony, na plaży płakałam i pytałam Boga "Dlaczego?" oraz prosiłam "Zrób coś z moim mężem, bo ja mam dosyć, a jeszcze się oddalam od Ciebie". Odejście męża paradoksalnie uratowało mnie, choć to był miesiącami bolesny czas, to m.in. dzięki temu forum, konferencjom, książkom zobaczyłam jak nie dbałam o siebie i pozwalam się krzywdzić - a Bóg nie chciał bym tego doświadczyła.
Niech Bóg ukoi twój ból i niech Ci pomaga przejść przez ten trudny czas.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
-
Jeszcze Żona
- Posty: 6
- Rejestracja: 02 kwie 2026, 8:24
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Dziękuję za wsparcie 
Moim problemem jest fakt, że do tej pory byłam przekonana, że nie ma idealnych małżeństw i wszędzie są burze, po których wychodzi słońce ..
Boję się samotności.
Mąż zaczął być szczery i widzę jak boli go ta sytuacja, próbujemy jeszcze żyć "normalnie" i nie wiem dlaczego ale cały czas jest we mnie nadzieja, że ta miłość z jego strony się pojawi. Może się łudze, ale chyba tylko to mnie trzyma przy zdrowych zmysłach.
Bławatek: Twoje mówienie o tym trudnym czasie który przeszłaś jest tak bardzo dojrzałe, że bardzo Cię podziwiam i życzę samych dobrych chwil
Moim problemem jest fakt, że do tej pory byłam przekonana, że nie ma idealnych małżeństw i wszędzie są burze, po których wychodzi słońce ..
Boję się samotności.
Mąż zaczął być szczery i widzę jak boli go ta sytuacja, próbujemy jeszcze żyć "normalnie" i nie wiem dlaczego ale cały czas jest we mnie nadzieja, że ta miłość z jego strony się pojawi. Może się łudze, ale chyba tylko to mnie trzyma przy zdrowych zmysłach.
Bławatek: Twoje mówienie o tym trudnym czasie który przeszłaś jest tak bardzo dojrzałe, że bardzo Cię podziwiam i życzę samych dobrych chwil
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Bo tak jest w większości małżeństw, tylko potrzeba jeszcze dojrzałości by wiedzieć, że nie zawsze idealnie będzie.Jeszcze Żona pisze: ↑03 kwie 2026, 13:21 Dziękuję za wsparcie
Moim problemem jest fakt, że do tej pory byłam przekonana, że nie ma idealnych małżeństw i wszędzie są burze, po których wychodzi słońce ..
To nie jesteś odosobniona w tych swoich lękach, też się tego bałam, ale przez te ostatnie lata widzę, że to są niepodstawne lęki, bo nie żyjemy zazwyczaj na bezludnych wyspach i wokół jest wielu ludzi z którymi można przyjacielskie relacje mieć i nie być samotnym.Boję się samotności.
Nadzieję zawsze warto mieć, ale należy patrzeć realnie, że samo to może się nie pojawi, często potrzeba wiele pracy każdej ze stron.Mąż zaczął być szczery i widzę jak boli go ta sytuacja, próbujemy jeszcze żyć "normalnie" i nie wiem dlaczego ale cały czas jest we mnie nadzieja, że ta miłość z jego strony się pojawi. Może się łudze, ale chyba tylko to mnie trzyma przy zdrowych zmysłach.
Dziękuję. Tyle lat szukam odpowiedzi na wiele pytań, że w tym trudnym czasie dojrzewam - a to praca na całe życie. Jak to mawia o. Szustak - dojrzałość to wiedza, że w wielu miejscach jest się niedojrzałym i ciągła praca by to zmienić.Bławatek: Twoje mówienie o tym trudnym czasie który przeszłaś jest tak bardzo dojrzałe, że bardzo Cię podziwiam i życzę samych dobrych chwil
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Dlaczego czujesz rozczarowanie modlitwą? Wrzód, który narastał pęknął i paskudnie się rozlał. Stajecie w prawdzie o stanie faktycznym, który i tak zaistniał. Jeszcze nigdy w życiu nie zawiodła mnie Niepokalana i Nowenna Pompejańska. To nie oznacza, że nie ma walki, to nie oznacza, że Twój mąż nie ma wolnej woli. Właśnie ma szansę skonfrontować się z sytuacją.Jeszcze Żona pisze: ↑02 kwie 2026, 10:53 po kolejnych przykrych wydarzeniach, dokładnie w środę popielcową zaczełam odmawiać Nowennę Pompejańską o uwolnienie mojego męża od tych wszystkich grzechów, w których tkwi i przez które nasze małżeństwo nie funkcjonuje. I zaczęły dziać się rzeczy dla mnie niepojęte. Po kilku dniach odkryłam, że pisze z pewną kobietą. Jest dużo starsza od niego (12 lat), samotna, łączy ich ta sama choroba - poznali się na oddziale szpitalnym. Wymieniali setki smsów, były godziny rozmów.. zrobiłam scenę zazdrości, jak w amoku zaczęłam go kontrolować. W końcu zablokował telefon żebym nie miała do niego dostępu. Po kolejnych kilku dniach mojej modlitwy, będąc za granicą, zadzwonił do mnie z płaczem jakiego nigdy nie słyszałam. Przepraszał za to jakie zgotował mi życie, nasza rozmowa trwała prawie 3 godziny, szczerość jaka wystąpiła była dla mnie czymś z jednej strony strasznym, a z drugiej strony poczuciem, że Bóg działa. Wyznał mi, że zaczął się modlić o to, żeby Bóg przewrócił jego życie do góry nogami (….) Jak nie czuć tego rozczarowania modlitwą?
Mnie to wkurza nawet jak to czytam. A Ciebie nie wkurza? A cóż takiego „się” stanie? Jest taki schemat - odchodzący wkręca opuszczanego małżonka w ułatwianie swojego odejścia-czy to komunikacyjnie, czy prawnie. Pytasz jak się można pogodzić z tym? Z wkręceniem ja się nie godzę. Jak ktoś decyduje żonę opuścić zamiast zerwać pozamałżeńskie relacje i pójść na odwyk- to to jest decyzja, to „się nie dzieje”. Nie należy ściągać z człowieka konsekwencji jego decyzji, powinien ich moim zdaniem doświadczać bez „poduszki pod pupą.” Można za to wewnętrznie pogodzić się z wolnym wyborem męża - nie wpadać przy opuszczeniu w histerię, zachować mimo cierpienia godność, oprzeć się na Bogu, zaopiekować się sobą. Wspomnę w modlitwie.Jeszcze Żona pisze: ↑02 kwie 2026, 10:53 Mąż stwierdził że musimy rodzinę przygotować na to co się wydarzy i powiedzieć prawdę .. moi rodzice się załamią.
-
Jeszcze Żona
- Posty: 6
- Rejestracja: 02 kwie 2026, 8:24
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Wiesz. . . Ten zawód modlitwą to jest chyba takie moje rozkapryszenie. Modląc się oczekiwałam, że Bóg wszystko naprawi i będzie "po mojemu". Nie spodziewałam się tego, że moje małżeństwo będzie dzięki temu w kryzysie, którego jeszcze w tym momencie nie przewidywałam. Chyba trochę tę modlitwę potraktowałam jak złotą rybkę spełniającą życzenia " ja chcę tego i tego". Idealnie nazwałaś to wrzodem, który się rozlał. Kilka dni temu byłam rozżalona. Teraz przechodzę w fazę godzenia się z tym.
Z bocznej perspektywy wyglądam na współuzależnioną, teraz, jak emocje trochę ze mnie zeszły zaczynam widzieć to inaczej.
Moje poczucie odpowiedzialności za innych jest jest za mocne. Widzę to. Postanowiłam przybrać postawę bierną- co ma być to będzie.
Mam nadzieję nadal na to, że ten związek przetrwa, bo mąż jest ze mną. Pomagał w przygotowaniach do Świąt, zdarzyło się, że mnie przytulił. Zaufałam w pełni Panu.
Z bocznej perspektywy wyglądam na współuzależnioną, teraz, jak emocje trochę ze mnie zeszły zaczynam widzieć to inaczej.
Moje poczucie odpowiedzialności za innych jest jest za mocne. Widzę to. Postanowiłam przybrać postawę bierną- co ma być to będzie.
Mam nadzieję nadal na to, że ten związek przetrwa, bo mąż jest ze mną. Pomagał w przygotowaniach do Świąt, zdarzyło się, że mnie przytulił. Zaufałam w pełni Panu.
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Jezus sam mówił "Proście a otrzymacie", więc w modlitwie prosimy
. Pamiętać tylko trzeba, że nie wszystko o co prosimy przynosi nam korzyść albo to nie ten czas - Bóg wie lepiej. A często trudno Mu w pełni zaufać.
Może warto rozważyć własną terapię i popracować nad tym co może zmiany wymaga - ja też byłam zawsze za bardzo dla innych, a o sobie zapominałam więc m.in. szukałam warsztatów gdzie nauczę się stawiania granic, zadbania o siebie. Dużo też czytam czy oglądam w necie. Bo często zostaliśmy przez innych nie za dobrze zaprogramowani więc warto coś zmienić by i nam było lepiej.
Niech Was Bóg prowadzi.
Może warto rozważyć własną terapię i popracować nad tym co może zmiany wymaga - ja też byłam zawsze za bardzo dla innych, a o sobie zapominałam więc m.in. szukałam warsztatów gdzie nauczę się stawiania granic, zadbania o siebie. Dużo też czytam czy oglądam w necie. Bo często zostaliśmy przez innych nie za dobrze zaprogramowani więc warto coś zmienić by i nam było lepiej.
Niech Was Bóg prowadzi.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
-
Jeszcze Żona
- Posty: 6
- Rejestracja: 02 kwie 2026, 8:24
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Proszę, poradzicie mi w jaki sposób pracować nad sobą żeby nie rozpaczać..
Maz definitywnie oznajmił, że mnie nie kocha i nigdy nie pokocha. Podjęłam już decyzję - rozwód, sprzedaż domu, który był spełnieniem moich marzeń. Nie będę w stanie go sama utrzymać.
Utrzymuje coraz bardziej intensywne kontakty z tą starszą kobietą.
Jestem w okropnym stanie psychicznym, w ciągu dnia jestem taka jak zawsze, a już w drodze z pracy do domu ogarnia mnie rozpacz.
On niczego nie ułatwia - rozmawia ze mną przez telefon w sumie "normalnie", prosi żebym nie rozmawiała jeszcze o tej całej sytuacji z rodzicami. Kiedy był przed dwa tygodnie w domu przytulał się do mnie, kochaliśmy się.. przed samym jego odjazdem zobaczyłam kilka smsów które wysłał do niej.. i poczułam że znowu wszystko straciłam..
" Wstałaś już słoneczko" " Umierałem z tęsknoty jak przez święta nie pisałaś ' "Jesteś moim szczęściem" .. Powiedział, że zachowałam się po świńsku że sprawdzałam jego telefon.. więc zaczęła się kłótnia, bo to on nie powinien dopuścić tego, żeby coś takiego się wydarzyło.. w pierwszy dzień po jego powrocie z pracy mamy chrzciny i mojej kuzynki. On potwierdził naszą obecność.
Czuje się wykorzystana, nie wiem jak się zachować. Nie poradzę sobie sama finansowo.
Jak wyleczyć to uzależnienie emocjonalne ? Boję się leków od psychiatry bo muszę być w pełni skoncentrowana w pracy.
Czuję że umieram duchowo ..
Maz definitywnie oznajmił, że mnie nie kocha i nigdy nie pokocha. Podjęłam już decyzję - rozwód, sprzedaż domu, który był spełnieniem moich marzeń. Nie będę w stanie go sama utrzymać.
Utrzymuje coraz bardziej intensywne kontakty z tą starszą kobietą.
Jestem w okropnym stanie psychicznym, w ciągu dnia jestem taka jak zawsze, a już w drodze z pracy do domu ogarnia mnie rozpacz.
On niczego nie ułatwia - rozmawia ze mną przez telefon w sumie "normalnie", prosi żebym nie rozmawiała jeszcze o tej całej sytuacji z rodzicami. Kiedy był przed dwa tygodnie w domu przytulał się do mnie, kochaliśmy się.. przed samym jego odjazdem zobaczyłam kilka smsów które wysłał do niej.. i poczułam że znowu wszystko straciłam..
" Wstałaś już słoneczko" " Umierałem z tęsknoty jak przez święta nie pisałaś ' "Jesteś moim szczęściem" .. Powiedział, że zachowałam się po świńsku że sprawdzałam jego telefon.. więc zaczęła się kłótnia, bo to on nie powinien dopuścić tego, żeby coś takiego się wydarzyło.. w pierwszy dzień po jego powrocie z pracy mamy chrzciny i mojej kuzynki. On potwierdził naszą obecność.
Czuje się wykorzystana, nie wiem jak się zachować. Nie poradzę sobie sama finansowo.
Jak wyleczyć to uzależnienie emocjonalne ? Boję się leków od psychiatry bo muszę być w pełni skoncentrowana w pracy.
Czuję że umieram duchowo ..
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Poruszył mnie Twój post, szczególnie to, że nie dasz rady.
Mój mąż wyprowadził się 10 lat temu, mieszkam sama w dużym domu, dzieci też się wyprowadziły. Jestem w stanie utrzymać dom, nie zgodziłam się na rozwód, pozwoliłam mężowi ponieść konsekwencje swoich decyzji.
Szukałam wsparcia i pomocy w najtrudniejszym okresie kryzysu. Znalazłam to, czego potrzebowałam, w naszej wspólnocie Sychar. Podjęłam pracę nad sobą przez uczestnictwo w rekolekcjach, w warsztatach o przemocy, przebaczeniu, w programie 12 kroków ku pełni życia. I tak właśnie jest, żyję pełnią.
Odkryłam pasje dawno zakopane, mam w swoim otoczeniu wiele osób, w podobnej sytuacji do mojej, ale nie tylko. Wzajemnie się wzbogacamy i dzielimy swoimi przeżyciami.
Odnowiłam moją relację z Bogiem, dzięki Niemu odkryłam moc sakramentu małżeństwa, tu też mogę czerpać siłę, aby patrzeć z nadzieją na przyszłość moją i bliskich.
Męża oddałam Panu Bogu, nauczyłam się też kochać go inaczej, miłością bezinteresowną, taką, która niczego nie oczekuje.
Jeszcze Żona, ważne, żeby wziąć odpowiedzialność za siebie.
Ja nie powiem: czuję się wykorzystana, ale: pozwoliłam się wykorzystywać. Prawda, że inaczej brzmi?
To oznacza, że uczę się decydować o sobie, biorę odpowiedzialność za swój udział w kryzysie, nie jestem bierna i chcę sama odpowiadać za swoje słowa i czyny.
Przyjmuję też, ze mój mąż ma swoją drogę zbawienia, a nie taką, według mojego scenariusza.
Wiesz, to nie tak, że od razu doszłam do tego wszystkiego. To ponad 10 lat mojego życia i rozwoju, życia tak naprawdę bardziej świadomego. Są i chwile, kiedy upadam. Kiedy zawodzi mnie moje myślenie, rozpamiętywanie, kiedy znowu zaczynam "się spodziewać".
Ale teraz już wiem, gdzie się udać, żeby otrzymać znowu nadzieję. I nie chcę jej pokładać w drugim człowieku, w mężu, ale w Tym, który mnie stworzył.
Mój mąż wyprowadził się 10 lat temu, mieszkam sama w dużym domu, dzieci też się wyprowadziły. Jestem w stanie utrzymać dom, nie zgodziłam się na rozwód, pozwoliłam mężowi ponieść konsekwencje swoich decyzji.
Szukałam wsparcia i pomocy w najtrudniejszym okresie kryzysu. Znalazłam to, czego potrzebowałam, w naszej wspólnocie Sychar. Podjęłam pracę nad sobą przez uczestnictwo w rekolekcjach, w warsztatach o przemocy, przebaczeniu, w programie 12 kroków ku pełni życia. I tak właśnie jest, żyję pełnią.
Odkryłam pasje dawno zakopane, mam w swoim otoczeniu wiele osób, w podobnej sytuacji do mojej, ale nie tylko. Wzajemnie się wzbogacamy i dzielimy swoimi przeżyciami.
Odnowiłam moją relację z Bogiem, dzięki Niemu odkryłam moc sakramentu małżeństwa, tu też mogę czerpać siłę, aby patrzeć z nadzieją na przyszłość moją i bliskich.
Męża oddałam Panu Bogu, nauczyłam się też kochać go inaczej, miłością bezinteresowną, taką, która niczego nie oczekuje.
Jeszcze Żona, ważne, żeby wziąć odpowiedzialność za siebie.
Ja nie powiem: czuję się wykorzystana, ale: pozwoliłam się wykorzystywać. Prawda, że inaczej brzmi?
To oznacza, że uczę się decydować o sobie, biorę odpowiedzialność za swój udział w kryzysie, nie jestem bierna i chcę sama odpowiadać za swoje słowa i czyny.
Przyjmuję też, ze mój mąż ma swoją drogę zbawienia, a nie taką, według mojego scenariusza.
Wiesz, to nie tak, że od razu doszłam do tego wszystkiego. To ponad 10 lat mojego życia i rozwoju, życia tak naprawdę bardziej świadomego. Są i chwile, kiedy upadam. Kiedy zawodzi mnie moje myślenie, rozpamiętywanie, kiedy znowu zaczynam "się spodziewać".
Ale teraz już wiem, gdzie się udać, żeby otrzymać znowu nadzieję. I nie chcę jej pokładać w drugim człowieku, w mężu, ale w Tym, który mnie stworzył.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa
Matka Teresa
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Mi pomagała terapia, rozmowy z innymi, modlitwa i proszenie Boga o siłę. Często się wydaje, że żal, smutek nie są dobre, a jest wręcz przeciwnie - one są potrzebne, bo przecież dzieje się jakaś krzywda, jest nam źle. Często rozpaczamy bo widzimy, że kończy się dla nas coś co było ważne potrzebne nam.Jeszcze Żona pisze: ↑15 kwie 2026, 12:22 Proszę, poradzicie mi w jaki sposób pracować nad sobą żeby nie rozpaczać..
Tak, to potrafi bardzo zaboleć. Gdy ja usłyszałam takie słowa to mi się świat zawalił, a jeszcze najbliżsi nie potrafili mi pomóc, bo rady w stylu będzie dobrze, świat się nie kończy bolały dodatkowo. Ale, wiesz co? Mój świat się nie skończył, a teraz rzeczywiście potrafię być szczęśliwa. Tylko że musiało upłynąć trochę czasu, a czas ten to była moja praca i moja decyzja, że mimo wszystko chcę być szczęśliwa.Maz definitywnie oznajmił, że mnie nie kocha i nigdy nie pokocha.
Mąż nie kocha - bo może jest w kryzysie i sam nie wie czego chce. Albo rzeczywiście nie kocha bo myli kochanie z zakochaniem. Zakochanie to chwilowe zauroczenie , zafascynowanie, a miłość to postawa, decyzja, wybór. A niestety wielu dorosłych nie potrafi kochać.
Z poważnymi decyzjami warto się powstrzymywać gdy się jest w nowych sytuacjach, okolicznościach. Ja zanim podjęłam radykalne decyzje szukałam argumentów za I przeciw. I to mi pomagało podejmować dobre decyzje. Jedynie przed ślubem odrzuciłam racjonalne myślenie i mam dowód by już nigdy poważnych decyzji nie podejmować pod wpływem chwili.Podjęłam już decyzję - rozwód, sprzedaż domu, który był spełnieniem moich marzeń. Nie będę w stanie go sama utrzymać.
Też się zamartwiałam czy sobie poradzę, tym bardziej, że wtedy był covid więc oprócz strachu co dalej z nami, ze mną, był też strach o zdrowie, czy pracę będę miała. Non stop prosiłam Boga o pomoc i nigdy się nie zawiodłam. Gdy mi brakuje pieniędzy to też do Niego się uciekam i zazwyczaj pomaga - jakaś premia wpadnie, coś się uda w promocji kupić a resztę przeznaczyć na te inne sprawy. Nie szastam pieniędzmi na prawo i lewo, ale stabilnie udaje się żyć.
Być może u niej znalazł chwilowe wsparcie i właśnie to uczucie zauroczenia, które często szybko mija.Utrzymuje coraz bardziej intensywne kontakty z tą starszą kobietą.
Gdy bylam w podobnym stanie to mi pomogła wizyta u psychiatry i tabletki dzięki którym mogłam przespać noc i wypocząć. No i była kolejna okazja by się wygadać.Jestem w okropnym stanie psychicznym, w ciągu dnia jestem taka jak zawsze, a już w drodze z pracy do domu ogarnia mnie rozpacz.
Mój mąż po odejściu chciał być moim przyjacielem - podczas wielu lat małżeństwa nie był tak uroczy i miły jak właśnie po wyprowadzce. A na mnie to działało jak płachta na byka. Widzę, że twój mąż chciałby mieć ciastko i zjeść ciasto. To tylko od ciebie zależy czy będziesz się na takie traktowanie zgadzała.On niczego nie ułatwia - rozmawia ze mną przez telefon w sumie "normalnie", prosi żebym nie rozmawiała jeszcze o tej całej sytuacji z rodzicami. Kiedy był przed dwa tygodnie w domu przytulał się do mnie, kochaliśmy się.. przed samym jego odjazdem zobaczyłam kilka smsów które wysłał do niej.. i poczułam że znowu wszystko straciłam..
" Wstałaś już słoneczko" " Umierałem z tęsknoty jak przez święta nie pisałaś ' "Jesteś moim szczęściem" .. Powiedział, że zachowałam się po świńsku że sprawdzałam jego telefon.. więc zaczęła się kłótnia, bo to on nie powinien dopuścić tego, żeby coś takiego się wydarzyło..
Trudne są różne świętowania gdy nasze życie się wali, ale warto pomyśleć czy się da radę świętować, czy to nie będzie dla ciebie za duże obciążenie.w pierwszy dzień po jego powrocie z pracy mamy chrzciny i mojej kuzynki. On potwierdził naszą obecność.
Warto nauczyć się stawiac granice. I nie zamartwić się za bardzo na przyszłośćCzuje się wykorzystana, nie wiem jak się zachować. Nie poradzę sobie sama finansowo.
To długi proces i praca wieloetapowa. Ja miałam dobrze dobrane leki od psychiatry - działały tylko na noc, a w pracy dzięki temu, że byłam uspokojona i wyspana to dobrze funkcjonowałam. Bez leków bym nie dała rady skupić się na zadaniach, bo byłam wykończona fizycznie i psychicznie.Jak wyleczyć to uzależnienie emocjonalne ? Boję się leków od psychiatry bo muszę być w pełni skoncentrowana w pracy.
Czuję że umieram duchowo ..
Warto zająć się sobą, pomyśleć o sobie. Poszukać pomocy np. u psychiatry, terapeuty.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
-
Jeszcze Żona
- Posty: 6
- Rejestracja: 02 kwie 2026, 8:24
- Jestem: w kryzysie małżeńskim
- Płeć: Kobieta
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Dziękuję..
Nie potrafię na ten moment żyć.
Mam ochotę zniknąć.
Modlę się Nowenną o rozwiązanie węzłów. I nadal nie czuje spokoju.
Moja teściowa też była w takiej sytuacji: całe życie była uzależniona od swojego męża, on ją zdradzał fizycznie, o wszystko ją osadzał, aż po 25 latach małżeństwa wyprowadził się z dnia na dzień do innej.. historia zatoczyła krąg. Uważacie że powinnam porozmawiać z teściową i powiedzieć jej wszytko ?
O terapii cały czas myślę, ale odkładam ją. Boję się.
Nie potrafię na ten moment żyć.
Mam ochotę zniknąć.
Modlę się Nowenną o rozwiązanie węzłów. I nadal nie czuje spokoju.
Moja teściowa też była w takiej sytuacji: całe życie była uzależniona od swojego męża, on ją zdradzał fizycznie, o wszystko ją osadzał, aż po 25 latach małżeństwa wyprowadził się z dnia na dzień do innej.. historia zatoczyła krąg. Uważacie że powinnam porozmawiać z teściową i powiedzieć jej wszytko ?
O terapii cały czas myślę, ale odkładam ją. Boję się.
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
A czy Ty chcesz porozmawiać z rodzicami, teściową? Czy łatwiej Ci będzie bez podtrzymywania wizerunku męża? Czy otrzymasz potrzebne wsparcie? Sytuacja toczy się różnie, czasem odchodzący staje wobec zdrowej presji społecznej opartej o wartości i otoczenie jest dla niego lustrem. Czasem rodzina pochodzenia nie ma odwagi opowiadać się po stronie wartości, bo obawia się utraty kontaktu z synem/córką. Czasami jak ktoś się sprzeniewierzy, ale chce od razu naprawy rodziny - łatwiej kiedy pół świata nie zna szczegółów kryzysu. Jawność z kolei stawia wobec konsekwencji czynów, nie ma komfortu i słodkich tajemnic, widać spustoszenie. Nikt nie zdecyduje za Ciebie. Warto przeanalizować różne aspekty. Czy prośby męża chronią Wasze małżeństwo, czy jemu dają komfort? Czemu Ty decydujesz o rozwodzie? Co Ci to da? To nie Ty chcesz rozpadu. A jeśli potrzebujesz ochrony to zobacz na forum analizę jak można ochronić się poprzez separację, sporo materiałów masz na forum. Czytałam, że wybuchła między wami kłótnia. Mnie pomaga czasem myślenie, że nie muszę przekonywać kogoś do mojego (słusznego) stanowiska, mogę je krótko wyartykułować i tyle.
Re: Najgorsze dopiero przede mną..
Jeszcze Żono, miałam dokładnie taką samą refleksję, jak Sedum powyżej.Sedum pisze: ↑17 kwie 2026, 12:41 Czy prośby męża chronią Wasze małżeństwo, czy jemu dają komfort? Czemu Ty decydujesz o rozwodzie? Co Ci to da? To nie Ty chcesz rozpadu. A jeśli potrzebujesz ochrony to zobacz na forum analizę jak można ochronić się poprzez separację, sporo materiałów masz na forum.
Poza tym warto zagłębić się w różne materiały, polecane m.in. na forum - jak przeżyć stratę, jak przeżyć żałobę. Bo teraz jesteś w żałobie - dawne życie minęło nieodwracalnie. Do takiego samego etapu już nigdy nie wróci. Potrzeba to opłakać i zaakceptować, zgodzić się, że to potrwa, to proces, a na końcu może zaistnieć nowa jakość. Jaka - nie wiemy. To wypadkowa woli Bożej i wolnej woli człowieka. Ale na to już masz wpływ - jak zagospodarujesz swoją wolną wolę.
Zobacz jedną tylko pewną niespójność - mówisz, że dom jest spełnieniem Twoich marzeń, a jednocześnie - że jak wracasz do domu to wpadasz w rozpacz. Tymczasem możesz wybrać niekarmienie rozpaczy, a w to miejsce docenienie, że wciąż ten dom masz i możesz się tym ucieszyć. Zwyczajne przekierowanie uwagi, ale z Bożą pomocą i Twoim wyborem wdzięczności w miejsce rozpaczy - potrafi zdziałać cuda.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Jan Paweł II


