Odejść czy trwać

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

Chodzę na terapię, modlę się, proszę Boga o wszystko o co potrafię. O silę, o wsparcie, o opiekę nad dziećmi, o zlitowanie nade mną. Słucham konferencji. Czytam książki.
Jest dzień gdzie sobie radzę, a potem dzień gdzie sięgam dna wiedząc że mój mąż mnie nie chce i mnie nie kocha. A potem nagle odzywa się do mnie miło i nadzieja znów odżywa że może jednak coś w nim się zmieniło. A potem kolejny cios i informacja że będzie rozmawiał z szefem żeby zmienić godziny pracy by zajmować się dziećmi.
Mam złamane serce.
Nie czekam na niego, zmieniam siebie. Wiem że nic mi nie da walka z wiatrakami. On nie chce.
Ale jak mnie boli moja dusza. Dziś po prostu siedzę i płacze
Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

Trzy miesiące później i moje życie wygląda jeszcze gorzej niż wyglądało.
Odeszłam od męża, został z naszymi dziećmi w domu w którym się wychowywały.
Nasza ostatnia rozmowa odbyła sie bez emocji z obu stron. Stwierdził, żebym w końcu przestała go straszyć że odejdę i żebym odeszła albo przestała robić z siebie ofiarę. Szkoda że nie widział, że był to mój ostatni krzyk o ratowanie tego co nazywałam kiedyś moja rodzina. Doszłam do ściany tego, ile moge znieść jako osoba, która go kocha.
Na moją prośbę żeby został i ze mną porozmawiał stwierdził, że nie jest na moje zawołanie. Ciekawe, bo kilka godzin wcześniej koleżanka zadzwoniła że ma problem z samochodem i pobiegł jej pomóc.
Poczułam że miałam do wyboru 2 opcje albo zostać i udawać, że jego zachowanie nie niszczy mnie i zniknąć jako ja, albo odejść.
Nigdy sobie nie wyobrażałam że tak będzie wyglądało moje życie. Widocznie takie są efekty budowania życia bez Boga i bez miłości. Ta z jego strony wyczerpała się po kilku latach naszego małżeństwa, nim zaszłam w drugą ciążę.
Teraz mieszkam u rodziców, sama. Chodzę na terapię. Nie dam rady się modlić, wczoraj prosiłam Matkę Bożą Różańcowa o opiekę nade mną, dziećmi i nad nim. Przed snem słucham Pawlukiewicza, tylko wtedy mogę zasnąć myśląc o sobie jako o osobie, która zostawiła męża i dzieci.
Gdy patrzę na swoje życie, zastanawiam się, jak to się stało, że pozwoliłam się tak niszczyć psychicznie. Tłumacze to tym, że postawiłam go na pierwszym miejscu swojego życia. Bóg się chyba w końcu upomniał o mnie i rozwalił to co tak usilnie budowałam na piasku.
Uczę się znowu kochać siebie, bo wtedy może będę znowu umiała kochać innych. I gdy dojdę ze sobą do ładu, może będę mogła znowu być w stanie zająć się dziećmi jako ich mama a nie cień samej siebie.
Proszę o modlitwę. Niech łaskawy Bóg i Najświętsza Panienka czuwa nad moimi dziecmi
Ruta
Posty: 3875
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Ruta »

Witaj,
Czas bez dzieci jest trudny. Ale czasem, po wieloletniej przemocy, jest potrzebny. Przez pół roku mieszkałam sama bez dzieci. Starszy syn usamodzielnił się, młodszy na pół roku zamieszkał z tatą i dziadkami. Nie była to moja decyzja, syn uległ namowom męża i dziadków. Bolało mnie to tym bardziej, ale się zgodziłam.
Przez ten czas, kiedy byłam sama, miałam okazję odpocząć, zaopiekować się sobą, po bardzo długim czasie życia w napięciu, stresie. Choć niejeden raz płakałam z tęksnoty za dziećmi. Pozwalałam sobie na to.

Bycie rodzicem nie zamieszukującym z dziećmi nie jest łatwe, ale utrzymanie więzi jest możliwe. U mnie dodatkowym problemem były spore odległości. Ale także z tym udało się poradzić. Potrzebowałam zgodzić się na to, że będzie mnie przez jakiś czas w życiu dzieci mniej. I będzie to inna obecność, niż dotąd.

Myslę, że na dojście do siebie potrzebowałam więcej czasu, niż te pół roku. Jednak mąż po dobrym starcie, gdy się starał, coraz bardziej zaniedbywał syna i jego potrzeby. Dziecko pod jego opieką było w coraz gorszym stanie. Syn wrócił pod moją opiekę. Na szczęście nie musiałam o to walczyć. Syn miał mieszane uczucia, ale generalnie chciał wrócić pod moją opiekę, a mąż także sam uznał, że nie daje rady prawidłowo sprawować opieki. Nie odzyskałam pełni sił, ale nawet te pół roku mi pomogło.

Potrzebujesz czasu, by dojść do siebie. Dbaj o regularną terapię. Poszukaj grupy wsparcia. Tęknota, gdy się pojawia też jest naturalnym uczuciem. Sporo czasu spędziłam po prostu płacząc przed Bogiem. Dla mnie najtrudniejsze w tej sytuacji było dbanie o siebie bez wyrzutów sumienia. Gdy szłam na rower, na spacer, albo przygotowywałam sobie posiłek, czułam się winna. Potrzebowałam czasu, by zrozumieć, że jeśli dbam o siebie, czy odczuwam radość, to nie jest to przeciwko moim dzieciom. I że nie będzie za to żadnej kary ani dla mnie, ani dla dzieci.
Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

Dziękuję Ruta.
Żal, smutek, wyrzuty sumienia przybywają falami, odchodzą i przychodzą i tak w kółko. Smutek jest najgorszy bo potem płacze jakby mi ktoś umarł. Wczoraj kupiłam sobie po raz pierwszy tabletki uspokajające, było ze mną tak źle. Musiałam przetrwać popołudnie sama. Słuchałam kazań i muzyki starając się uspokoić. Z czasem będzie lżej, mam nadzieję.
Dzisiaj doszłam do wniosku że potrzebuję wybaczyć sobie i mojemu mężowi, inaczej nie ruszę dalej. Inaczej te kroki będą tylko na pokaz. Dzisiaj będę się o to modlić.
Dziękuję za twoje słowa i pokazanie swojego doświadczenia.
Bławatek
Posty: 2572
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Bławatek »

Gotowana żabo nie jest łatwo podjąć decyzję o odseparowaniu się, szczególnie jak są dzieci, ale być może już doszłaś do ściany i uznając, że nie masz siły by dłużej tak żyć. Zapewne twój mąż daje radę z dziećmi bo pewnie w innym przypadku na taki krok byłoby ci trudno się zdobyć. Mój mąż naszym synem nigdy sam się nie zajmował więc nawet gdy ja byłam u kresu wytrzymałości to bałam się syna choć na 1 dzień z ojcem zostawić.

Gdy się jest w trudnej relacji i ma się dużo stresów I niepokojów to one się często kumulują i wychodzą wtedy gdy nie są potrzebne i dlatego dobrze jest zadbać o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, jak również zatroszczyć się o siebie na codzień, bo my kobiety często o tym zapominamy.

Tak - dobrze jest wybaczyć i sobie i mężowi, bo często działamy i wybieramy na podstawie tego co mamy zakodowane, wyuczone i często błędne działania wynikają z wadliwej bazy danych - nie mieliśmy na to wpływu, ale gdy do naszej świadomości dochodzi, że można by coś zmienić by było lepiej to jak najbardziej warto zacząć działać inaczej. Wybaczenie nie równa się zapomnieniu, bo każde nasze doświadczenie, i te dobre i te złe, to nauka dla nas i możliwość wybierania w przyszłości.

Niech Cię Bóg prowadzi i pomaga ci dobrze wybierać i dbać o siebie.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

Dziękuję za dobre słowa.

Byłam dzisiaj na rekolekcjach: wybrani choć zranieni. Nie miałam o nich informacji wcześniej, właściwie planowałam iść na inne, ale zdecydowałam się godzinę przed bo stwierdziłam, że to jednak bardziej odpowiada mojemu stanowi ducha. I cieszę się, bo wiem, że Bóg chciał, żebym tam była.

Dzisiaj wiem, że to, co doprowadziło do naszego kryzysu, to obustronne poczucie zranienia, przez które żadne z nas nie potrafiło spojrzeć na to drugie, które również było bardzo poranione. Każde z nas wybierało swoją własną rację niż relację.
Terapeutka mówiła to nam wielokrotnie podczas sesji, ale wtedy, dziś już wiem że błędnie, myślałam że to tylko tyczy się mojego męża, a nie mnie. Bóg postawił mnie w końcu w prawdzie. Zranienia można wyleczyć z poziomu głowy i serca. A o ile głową wybaczyłam mężowi już dawno temu, serce nie wybaczyło tak naprawde. Dzisiaj modliłam się o to, by Bóg pozwolił mi to zrobić, bym mogła odnaleźć swój spokój i spojrzeć na mojego męża tak, jak go widzi Bóg. I gorzko zapłakałam.
Widzę ogromną obustronna niedojrzałość w wyrażaniu miłości. Widzę to, jak bardzo siebie stawialiśmy ponad nasze małżeństwo. To co mnie tak bolało, czyli totalny brak wzięcia odpowiedzialności za sytuacje które mnie raniły do żywego przez mojego męża jest tylko kroplą w morzu tego totalnego bałaganu zwanego naszym małżeństwem. Do którego przyczyniliśmy się oboje.
Poranilismy siebie, dzieci i nasze rodziny. Dwójką niedojrzałych ludzi bawiących się w rodzinę. Smutne to, jak teraz na to patrzę.

Słyszałam już wielokrotnie, że jedno musi stać się dorosłe żeby przejść przez kryzys. Postawić się ponad swoją dumę, egoizm i swoje racje. A dziś wiem, że żadne z nas tego nie potrafiło.

Mówią, że Bóg najpierw delikatnie pokazuje palcem co jest źle, a jak to nie działa, to zrobi to z hukiem. No i zrobił tak że zrozumiałam. Upokorzył mnie przez mojego męża żebym zobaczyła, że i ja taka święta nie byłam w tej relacji. Cieszę się że to zobaczyłam w końcu. Pycha w jakiej trwałam była powodem upadku tego, co było dla mnie najważniejsze: rodzina.

Mówią że mądry uczy się na cudzych błędach, głupi na swoich. Ja nauczyłam się na swoich. Ale dobrze że w końcu do tego doszło.

Chciałabym móc przeprosić mojego męża za to, ale nie wiem, na ile wystarczy mi pokory by się do tego przyznać. Dzisiaj nie jestem na to gotowa. I nie wiem czy on też jest gotowy, by to usłyszeć. Znając jego, nie wiem czy to nie będzie dla niego tylko jak sypanie mąki na chleb przy wyrabianiu ciasta, postawi go to w sytuacji w której kolejny raz powie, że on jednak miał rację, to wszystko moja wina i tylko moja i nie popchnie kolejny raz w zadufanie, że jest taki wspaniały. A może to znowu moja głowa mówiąca, że chce miec kontrolę przez to nad nim.

Ech potrzebuje rozeznania tego, bo nie chce znowu popełnić kolejnego błędu.
Bławatek
Posty: 2572
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Bławatek »

Gotowana żabo, tak, czasami wiele nie widzimy i Bóg prowadzi nas do prawdy, ale czasami przez nasze decyzje idziemy okrężną drogą.

Nie ma ludzi idealnych, tylko niektórzy wolą żyć w pancerzu wyidealizowanego wizerunku swojego i często trudno wtedy być w relacji z innymi.

Ja kiedyś męża przeprosiłam za to co złego zrobiłam w naszym małżeństwie i że też idealna nie jestem, nie byłam. Ale to nie był dobry moment ponieważ mąż zrozumiał tylko tyle, że się przyznałam do winy, więc tryumfował.

Niech Cię Bóg dobrze prowadzi
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

Dziękuję Bławatku.

Mam nadzieję że dobrze rozeznam czas, w którym będę mu to mogła powiedzieć uczciwie i szczerze, a on zrozumie to tak, by mu to pomogło w jego zyciu
Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

Dzisiaj minęły dwa tygodnie odkąd nie mieszkam już w miejscu, które od 10 lat nazywałam swoim domem.
W pierwszym tygodniu dzieci widziałam raz, w drugim 3. Nie mam uregulowanych odwiedzin, a często mąż ma mnóstwo zaproszeń do znajomych. Widzę że to wymaga poświęcenia temu większej uwagi.

Z mężem rozmawiałam ostatnio tylko raz. Stwierdził że zrobił to, bo nie było innej możliwości żeby się mnie pozbyć z domu. Jest mu teraz dobrze. W domu jest spokój.

Dzieci nadal nie wiedzą czemu mnie nie ma. Wiedza że mieszkam u dziadków i to tyle. Tylko najbliższą rodzina jest świadoma tego że odeszłam, ale nawet oni nie wiedzą, że bardziej czuje się wyrzucona niż jakby to była moja własna decyzja. Mąż twierdzi że nie tęskni za mną, czuje się z tym dobrze. Mówi że nie mamy wspólnych celów, że jestem nerwowa, że wszystkie napięcia w domu były moja winą bo odkąd mnie nie ma, jest dobrze.

Mam w sobie wiele żalu. Obcowanie w jego obecności i rozmowy są dla mnie ciężkie i trudne. Przyszłość z nim jest dla mnie wielką niewiadomą. Nie wiem czy chce do tego dążyć. Przez tamten rok modliłam się ciągle o naprawę małżeństwa, teraz mówię tylko do Boga, niech będzie wola Twoja. Słyszałam ostatnio powiedzenie, że "wolałbym spędzić wieczność przy stole z samymi grzesznikami niż jeden dzień z ideałem". I chyba czuje, że to do mnie trafia.

Terapia jest moją ucieczka, modlitwa codzienna i Pismo Święte. Chodzę na spacery, gdy jest mi ciężko.

Pamiętam że kiedyś Ozeasz chyba napisał na mojej stronie, że kryzys to czas braku i pustki i chęci zapełnia tego braku. Że nie jestem zakochana w swoim mężu ani on we mnie. Ozeasza, miałeś rację, ja sama nie wiem, czy mogę tak powiedzieć o nim, że go kocham i że on czuł moja miłość. Ja jego nie czułam od lat. Chyba to obustronne. Szalona zakochana miłość minęła. Ta stała, Boża - trwa we mnie, ale co będzie dalej nie wiem.

Im dłużej go nie widzę, tym jestem spokojniejsza, pewniejsza siebie. Jedno spotkanie z nim burzy mój spokój całkowicie. Czuje się jak marionetka niezdolna podejmować własnych decyzji. Tak to chyba nie powinno wyglądać. Mam wrażenie że to byłam albo na nim uwiedziona albo uzależniona.

Jak z tego wybrnąć? Jak się od tego uwolnić? Jak to rozeznać?
Bławatek
Posty: 2572
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Bławatek »

Gotowana żabo, też przechodziłam przez podobne doświadczenia- każdy kontakt z mężem, każda rozmowa, burzyły mój spokój i wprowadzały w dziwny stan. Trudno mi to nawet nazwać. Im większy dystans mamy tym jestem bardziej spokojniejsza i bardziej sobą.

A nie boisz się, że twój mąż może dzieciom przekazywać informacje, że ich porzuciłaś, odeszłaś bo nie kochasz itp.? Za dużo podobnych histori słuchałam, że od razu zapala mi się lampka. Czy nie lepiej dzieciom nakreślić powód waszej separacji- oczywiście na tyle na ile ich wiek i dojrzałość pozwalają.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

To jedna z moich większych obaw, że będzie próbował nastawić je przeciwko mnie. Jednakże nie umiem sobie wyobrazić, co by miał na tym zyskać. Niechęć dzieci do siebie? Wiadomo przecież, że jeżeli chcesz zniechęcić dziecko do siebie mow źle o jego rodzicach, a ono samo znienawidzi cie szybciej niż myślisz.
Gdy przychodzę do dzieci lub je odwożę on jest dla mnie miły, pyta czy wejdę na chwile, nawet częstuję mnie obiadem. Rozmawia ze mną normalnie, jak z każdym innym człowiekiem na świecie. Nie widzę w nim złości czy nienawiści do mnie. Jest dla mnie jak obcy człowiek i tak samo mnie traktuje. Mając w głowie tylko to że kiedyś myślę było nam razem dobrze.
Póki co jest na urlopie aż do połowy marca. Więc teraz ma takie swoje wakacje i może wszystko kiedy chce i jak chce. Cokolwiek chce zrobić, zrobi. Sytuacja zrobi się gorsza gdy wróci do pracy i dzień dzisiejszy go dogonić, a ja nie wiem jeszcze jak to rozwiązać.
Do życia z nim podchodzę raczej na zasadzie dalszej współpracy niż wiecznej wojny. Ja jego nie zmienię, on mnie też już nie, więc właściwie sprowadza się to do zdania, czy kiedykolwiek mając szansę powrotu zdecydowałabym się na to, by zaakceptować jego moim zdaniem bardzo krzywdzące zachowania wobec mnie czy uznać że mnie to przerasta i dać sobie spokój. Bo kiedyś tak zawsze uważałam, ze wybiera się kogoś pomimo jego wad. Niestety te przeszły już moje najśmielsze wyobrażenia więc na ten moment odpowiedź brzmi: nie dam rady kolejny raz tego zniesc.
Zmieniam siebie. Nad nim nie mam władzy. Zostawiam i polecam go Bogu
Bławatek
Posty: 2572
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Bławatek »

Gotowana żaba pisze: 02 mar 2026, 8:24 To jedna z moich większych obaw, że będzie próbował nastawić je przeciwko mnie. Jednakże nie umiem sobie wyobrazić, co by miał na tym zyskać. Niechęć dzieci do siebie? Wiadomo przecież, że jeżeli chcesz zniechęcić dziecko do siebie mow źle o jego rodzicach, a ono samo znienawidzi cie szybciej niż myślisz.
Gdy przychodzę do dzieci lub je odwożę on jest dla mnie miły, pyta czy wejdę na chwile, nawet częstuję mnie obiadem. Rozmawia ze mną normalnie, jak z każdym innym człowiekiem na świecie. Nie widzę w nim złości czy nienawiści do mnie. Jest dla mnie jak obcy człowiek i tak samo mnie traktuje. Mając w głowie tylko to że kiedyś myślę było nam razem dobrze.
Kochana, warto być ostrożną, bo życie niestety nieraz pokazuje, że nie znamy osób z którymi żyjemy. A z rozmów z innymi wiem, że rodzice potrafią manipulować dziećmi. Nawet nie dlatego by skrzywdzić dziecko czy zniechęcić do siebie, ale by dopiec drugiej stronie.

Wkleję Ci poniżej twój post z marca 2025 gdzie sama piszesz, że mąż mówił ci, że jakieś fakty nie miały miejsca, a ty pamiętasz, że mąż wiedział. To jest forma manipulacji. Być może Gaslighting czy powolne wkręcanie osoby w inne postrzeganie, odbieranie rzeczywistości. Więc istnieje ryzyko, że dzieci też mogą takiej formie być poddawane.
Gotowana żaba pisze: 28 mar 2025, 8:39 Tydzień minął w uprzejmej atmosferze. Na zwykłych rozmach o dniu dzisiejszym.

Wczoraj rozmawialiśmy chwilę o planach na najbliższy wyjazd. Ciekawa rozmowa, jakiej nigdy wcześniej nie przeprowadziliśmy.

Aż od słowa do słowa usłyszałam, że on chciał mnie zostawić już z 10 lat temu, a ja wyskoczyłam z informacją o ciąży. Nie utrzymałam jej, bo jak już poszłam do lekarza, nic nie było, ale razem zostaliśmy. Cztery - pięć lat później się pobraliśmy.
Usłyszałam też, że nigdy nie mieliśmy żadnych wspólnych zainteresowań i nic nas nie łączy.
Że druga ciąża była dla niego zaskoczeniem, dla mnie wtedy też była, ale on czuł się zmuszony ze mną zostać. Że on się starał, do tych moich urodzin, ale teraz już nie. Że jemu świat się zawalił bo on twierdzi że broni tylko dziecka przede mną i moim zachowaniem, a ja mu takie coś zafundowałam. Pytam się co. Że nigdy nie słuchałam kiedy o coś prosił.

Na koniec tych wszystkich żali, tej rozmowy, powiedziałam, że kochałam go cały czas i jeżeli nie czuł się kochany, to wcale nie oznacza że nie zrobiłam wszystkiego, co umiałam i potrafiłam na tamten czas. Po czym stwierdził że brak szacunku, obrażanie się, milczenie nie jest miłością bo to tylko słowa, a nie czyny. Jakbym tylko ja robiła te wszystkie rzeczy w jego stronę.

Szczerze powiedziawszy, zakwestionowałam wczoraj sens i istnienie naszego małżeństwa, a także dalszy jakikolwiek cel jego trwania.

Zapytałam go, po co w takim razie braliśmy ślub, po co były dzieci, po co nasze wspólne zycie. Wg niego to śmierdzące kartofle czyli kompromisy między nami. Usłyszałam ze on nie wie czy nie zaszłam w ciążę z młodszym dzieckiem specjalnie. Co za okrucieństwo. Mam wrażenie że sama je sobie zrobiłam. Dwukrotnie poroniłam przed ta ciąża a on mi twierdzi, że o tym nie widział, a pamiętam jeszcze rozmowę o tym tuż po tym jak wróciłam od lekarza. Pamiętam jak dzwoniłam spod przychodni do niego po tym, co usłyszałam.

Sam się przyznał, że od naszej ostatniej rozmowy zresetował swoje uczucia czyli to co było już nie istnieje i jesteśmy na zerze.
Zapytałam czy on w ogóle ma jakieś uczucia do mnie, że w ogóle mam cokolwiek, czego mogłabym się trzymać i cokolwiek o co warto walczyć. To stwierdził tylko, że to nie jest miłość z mojej strony.

Zastanawiam się teraz, czy w takim przypadku, gdy rzeczywiście, nic nas już nie łączy, skoro żadnych uczuć z jego strony nie ma, warto walczyć o cokolwiek. Nie wiem dlaczego nie zostawił mnie wiele lat temu. Oszczędziłoby to nam wielu lat cierpienia, niezrozumienia i bólu jakiego fundujemy dzieciom.

Jak można wyłączyć do kogoś uczucia? Ja myślę że nie da się, ja sama nie umiem. A skoro on to robi, to zastanawiam się teraz, czy w ogóle kiedykolwiek mnie kochał. Czy to wszystko było tylko udawanie z jego strony.

Prze chwilę myślałam nawet, że skoro kiedyś mnie kochał, to może pokocha mnie znowu. A teraz myślę, że skoro nigdy nie kochał, to jak miałby pokochać?

Czy jest sens patrzenia jedynie do przodu, nie oglądania się za siebie? Bez rozmów i dyskusji o tym co nas boli i rani?
Czy to jest jakiś sposób wyjścia z kryzysu?
Skąd wiecie, że kogoś kochacie?
Może ja naprawdę się mylę
Mając też w pracy osoby które zmieniały rzeczywistość i naginaly wspomnienia z przeszłości nauczyłam się być bardziej uważna. Co jest męczące. Mierzę się z pisaniem pamiętnika/dziennika by w razie czyich manipulacji mieć dowód dla siebie ale brak mi czasu. Poza tym gruby zeszyt bym musiała z sobą dźwigać i bym się mogła w tym zatracić tj, wszystko bym notowala. Choć byłoby to ułatwienie, bo tak to siedzę i czasami godzinę przypominam sobie jak dana sytuacja wyglądała gdyż niektórzy umiejętnie każdemu "dziecko do brzucha" potrafią włożyć.

Do życia z nim podchodzę raczej na zasadzie dalszej współpracy niż wiecznej wojny. Ja jego nie zmienię, on mnie też już nie, więc właściwie sprowadza się to do zdania, czy kiedykolwiek mając szansę powrotu zdecydowałabym się na to, by zaakceptować jego moim zdaniem bardzo krzywdzące zachowania wobec mnie czy uznać że mnie to przerasta i dać sobie spokój. Bo kiedyś tak zawsze uważałam, ze wybiera się kogoś pomimo jego wad. Niestety te przeszły już moje najśmielsze wyobrażenia więc na ten moment odpowiedź brzmi: nie dam rady kolejny raz tego zniesc.
Zmieniam siebie. Nad nim nie mam władzy. Zostawiam i polecam go Bogu
Gotowana żabo miłość polega na tym by akceptować drugą osobę również z wadami, gdyż każdy jakieś ma, ale w momencie gdy działanie osób krzywdzi nas mamy prawo powiedzieć STOP/NIE.

Pytanie czy twój mąż akceptuje lub byłby w stanie akceptować twojej wady.

Mój mąż chętnie tłumaczył się swoimi wadami lub brakiem czegoś, za to z mojej strony ciągle oczekiwał idealnego, zgodnie z jego widzimisiem działania. Ja nie mogłam mieć słabości, czy wad.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Bławatek
Posty: 2572
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Bławatek »

Przypomniałam sobie kiedy w największe osłupienie i zaklopotanie swoimi słowami wprawił mnie mąż. W trakcie pisania odpowiedzi do sądu wyliczyłam ile "kosztuje nasze dziecko" nie pomijając żadnych dotychczasowych wydatków. Co roku dla kolegów urządzaliśmy urodzinki na sali zabaw a także dla naszych rodzin z dziećmi bo nie mieliśmy warunków by do nas zapraszać, a mój mąż podważył takie wydatki twierdząc, że nigdy takich urodzin nie robiliśmy, a ja miałam nie tylko rachunki ale i zdjęcia na których on też był. Długo nie wiedziałam co mam o tym myśleć.

Inna sprawa - mąż mimo, że z synem spędza 1 godzinę tygodniowo wszystkim w swojej rodzinie mówi, że często widuje się z synem, więc wszyscy myślą, że jest tatusiem roku. Nie weryfikując słów można się po czasie bardzo zdziwić. Mój teść był zdumiony gdy w końcu usłyszał wersję drugiej strony i wyszło, że prawda jest inna. A ja nigdy nie zabraniałam kontaktów mężowi tylko wielokrotnie mu mówiłam, że nie życzę sobie kontaktów syna z jakimikolwiek jego paniami - no to mam, znikomy kontakt ojca z synem.
Miłość nigdy nie dzieje się sama... potrzebna jest konkretna robota
Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

Bławatku, dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem. Twoja historia jest pod pewnymi kwestiami podobna do mojej. Wielokrotnie zdążało się już, że moj mąż zaprzeczał jakiejś sytuacji o której wiem, że się zdażyłabadz o niej wiedzial. I kwestionował to piblicznie. Doszło do tego, że w pewnym momencie przestałam sobie ufać. Ale widzę dziś, że to były tylko jego manipulacje. Powinnam była ufać sobie bardziej niż to robiłam.

Nawet dzisiaj przy mnie mąż powiedział dzieciom umówiona wersję, że mieszkam u rodziców póki moja mama nie zdejmie gipsu. Nie wiem, po co im to utrwala, ale nie widzę z jego strony manipulacji - przynajmniej na dany moment. Za to słucham uważnie co mówią dzieci. Drugi raz się na to nie nabiorę.

Pomysł z dziennikiem jest bardzo dobry. Zwłaszcza dzisiaj, gdy zapytałam go, czy wraca do pracy za 2 tygodnie, na co stwierdził, że jest już na zwolnieniu bo córka jest chora. Zdziwił mnie tym, bo byłam pewna że dobrze pamiętam, ale być może w ostatnim czasie nie przyswajałam informacji zbyt dokładnie. Póki co, mam się na baczności znając go i jego niejasno przekazywane informacji. To jedyny kredyt zaufania jakim dziś dostal. Drugi raz się na to nie nabiorę.

Ponieważ jednak dzisiaj byłam już bardzo zmęczona i bardzo głodna zrezygnowałam z drążenia tematu. Nic dobrego by to nie przyniosło. W weekend chce się z nim umówić na spotkanie i ustalenie kwestii dotyczących dzieci. On zaczyna pracę bardzo wcześnie i chce wiedzieć w jaki sposób chce rozwiązać wożenie dzieci z rana. Na ten moment albo rozmawiał już z szefem o zmianie godzin pracy na późniejsze albo jak zakładam, rozmawiał że swoją mamą że będzie je prowadzała. Na opcję nr 2 nie ma mojej zgody.

Jestem bardzo ciekawa za to jego pomysłów. Chce żeby mi je przedstawił i chce tego wysłuchać, a potem mieć czas by o tym pomyśleć dokładnie i to przenosić i przeanalizować w swoim sercu i w glowie. Nie wiem jak on to widzi. Na razie nie zakładam że chce źle, ale nie ufam już jego decyzjom tak jak kiedyś i zaufanie do niego jest bardzo nadwyrężone. Jak na drodze, zasada ograniczonego zaufania działa wg mnie bardzo dobrze w tym momencie.
Gotowana żaba
Posty: 46
Rejestracja: 10 mar 2025, 13:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Odejść czy trwać

Post autor: Gotowana żaba »

Chociaż ciężko mi z tym, widzę, że pogubiliśmy się strasznie w tym małżeństwie. Że to wszystko co mnie spotkało było jedynie kwestia czasu bo żadne z nas nie pracowało nad sobą w trakcie trwania tego małżeństwa. I takie są efekty. Sami sobie zgotowaliśmy ten los.

Kryzys się zaczął gdy nawet tego nie dostrzegałam. Myślałam że to chwilowe trudności jak w każdym małżeństwie. A teraz widzę z perspektywy czasu jak głęboko to sięgało.

Czuje mocno obecność Boga w tym czasie. Czuje że on jest obok i chociaż tego nie rozumiem za nic, prowadzi mnie droga, której nie chciałam, ale która on wybrał na ten moment dla mnie.

Chciałabym wierzyć że moje życie jeszcze się połączy z życiem mojego męża, a tymczasem, rozumiem w końcu co znaczy to co tak wszyscy usilnie pisaliście, mam czekać nie czekając. Może kiedyś będziemy razem, może już nigdy.

Niech będzie jego wolą, jako w niebie tak i na ziemi. Chwała Panu
ODPOWIEDZ