Co dalej?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 3875
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Co dalej?

Post autor: Ruta »

Rozumiem twój wpis tak, że mąż nie jest uzależniony, bo pije mało i pije czasem, pracuje. Pamiętam też, że terapeuta z którego usług korzystaliście nie uznał picia twojego męża za problem. Długo też tak twierdziłam o moim mężu, że co jak co, ale nie jest alkoholikiem - nie jest w nałogu alkoholowym..

Mój mąż nie pił całymi dniami. Pił w weekendy. Ponieważ przez większość czasu nie pił, nie sądziłam, że może być chory na chorobę alkoholową. Niewiele wtedy o chorobie alkoholowej wiedziałam. Kojarzyła mi się z ostatnią fazą tej choroby, gdy chory pije niemal cały czas i nie jest zdolny do funkcjonowania, pracy, wypełniania obowiązków. Raz na jakiś czas mój mąż nie pił wcale przez dluższy czas i to był dla mnie koronny dowód, że w mojej rodzinie nie ma problemu alkoholowego.

Jednocześnie czułam, że coś jest nie tak z tym alkoholem, prosiłam męża wielokrotnie, żeby nie pił. Słyszałam, że go ograniczam, on ma prawo do relaksu i tak dalej i tak dalej. No więc znowu się wycofywałam. A choroba męża rozwijała się dalej...i dalej...
***

Niezależnie od tego, czy twój mąż już jest w nałogu, czy w fazie prealkoholowej i pije ryzykownie, to, co opisujesz o zachowaniach męża i swoich już teraz jest dynamiką rodziny alkoholowej. To taka dynamika, w której rodzina nie zaspokaja potrzeb należących do niej osób, w której dorośli nie potrafią współpracować i się wspierać, mierzą się z depresjami, napięciem, gdzie każdy radzi sobie sam, problemy są skrywane, gdzie dzieci są świadkami awantur, a z czasem świadkami emocjonalnego lub rzeczywistego rozwodu rodziców. W takiej rodzinie także osobne zamieszkanie dorosłych nie zmienia tego, że cały rodzinny system pozostaje systemem chorującym.

Znam rodziny alkoholowe w których oboje dorosłych nie pije. Ale są z domów alkoholowych. I mimo braku alkoholu w ich życiu, także funkcjonują jak rodziny alkoholowe. Schematy i dysfunkcje zostają. Potrzeba terapii.
***

W całej Polsce funkcjonuje sieć poradni Uzależnień, wspierających nie tylko zdrowienie osób uzależnionych od alkoholu, ale także osób z rodzin alkoholowych, współuzależnionych i pochodzących z rodzin alkoholowych, tzw. DDA. Prowadzą one standaryzowane terapie, realizowane przez terpeutów mających wiedzę na temat przebiegu i zdrowienia z choroby alkoholowej i trudności osób z rodzin alkoholowych i sposobów ich pokonywania. Terapie są wysokiej jakości, prowadzone przez specjalistów, nie przez przypadkowe osoby, a przy tym są bezpłatne.

Zachęcam cię nadal do zapisania się do Poradni Uzależnień. Pierwsze spotkanie to konsultacja i diagnoza. Jeśli z diagnozy wynika potrzeba terapii, jest kwalifikacja na odpowiednią terapię.

Sama zapisywałam się do Poradni Uzależnień z dużym oporem. Byłam pewna, że problem uzależnienia od alkoholu nie dotyczy mojej rodziny. Sądziłam, że wyjdę z zaświadczeniem, że wszystko jest w porządku. Wyszłam terminem rozpoczęcia terapii współuzależnienia. Podjęłam ją i była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu.
Kaja18
Posty: 50
Rejestracja: 08 sie 2023, 14:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co dalej?

Post autor: Kaja18 »

To prawda co napisałaś- nasz terapeuta zachowania męża określał raczej jako prowokację skierowaną w moją stronę żebym coś zmieniła w naszym wspólnym życiu. Tłumaczył to tak, że mąż jest nieszczęśliwy w tym jak żyjemy. Nasze życie kręci się wokół pracy i dzieci. Po części z konieczności żyjemy osobno w jednym domu. Nie mamy znajomych i nie wychodzimy. Rodzina daleko i trzyma się z daleka, bo tak jest przyjęte i tak im wygodnie. Teraz trochę żałuję, że otwarcie mówiłam o problemach w naszym życiu. Dostałam co prawda jakieś wsparcie i rozmowy początkowo ale z drugiej strony wszyscy jakby się odsuneli jeszcze bardziej z naszego życia i też z życia dzieci. Czuję się troche jakby stwierdzili, że lepiej trzymać się od nas z daleka... Teraz już mam zdecydowanie większy dystans do mówienia o naszej prawdziwej sytuacji.
My z mężem nie mamy wspólnego czasu. Nie wychodzimy nigdzie sami. Mąż nienawidzi okazywać słabości czy prosić o pomoc. I tak to się rozwija. Może przez to jak między nami jest dzieci nie potrafią spędzać czasu osobno? Nie wiem.
Mąż twierdzi, że czuje się sprowadzony do roli pracownika i "portfela". Ja próbuję się dostosować skoro nie ma pomocy z zewnątrz to radzę sobie sama i nie narzekam, zawsze tak sobie tłumaczyłam, że jeszcze kilka lat i będzie lżej- ale mąż radzi sobie inaczej...

Ruto, dziękuję za Twoja odpowiedź. Ja dojrzewam do pewnych działań i zmian bardzo długo. Próbuję racjonalizować różne rzeczy ale masz rację w tym, że czuję że coś jest nie tak. To nie tak powinno wyglądać. Mąż na tą chwilę nie chce wracać do terapii. Ja widzę, że pewnie dojdę do punktu gdzie wrócę do tego. Zorientuje się co do terapii uzależnień w swoim miejscu zamieszkania.
Ruta
Posty: 3875
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Co dalej?

Post autor: Ruta »

Jakie kompetencje i jakie wykształcenie miał wasz terapeuta?

To co piszesz o jego ocenie waszych trudności brzmi dla mnie co najmniej dziwnie i niepokojąco. Czemu ty sama bez udziału męża miałabyś coś zmieniać w waszym życiu? I co to miałyby być za zmiany? Czemu mąż miałby mieć prawo do zachowywania się w niedojrzały sposób i "prowokowania cię do zmian w waszym życiu" poprzez spożywanie alkoholu? Piętnostolatek alarmujący rodziców, że coś jest w jego życiu nie tak, poprzez wypicie piwa jest zjawiskiem wymagającym stanowczych reakcji, ale zrozumiałym. Nastolatki nie są dojrzałe.
Jednak dorosły człowiek, ojciec i mąż umie już chyba formułować komunikaty, proponować zmiany, podejmować inicjatywę, dialog. A jeśli nie potrafi, no to czas zacząc się tego wszystkiego uczyć.

Alkohol nie rozwiązuje problemów malżeńskich. Zmiany w życiu rodzinnym i małżeńskim mogą wprowadzać małżonkowie - wspólnie. I zdecydowanie na trzeźwo.

Życie małżonków w czasie gdy mają na wychowaniu dzieci, kręci się wokół pracy i dzieci. Małżeństwo jest dla zrodzenia i wychowania potomstwa i jest to z jednej strony ciężka praca, ale z drugiej strony źródło satysfakcji, radości, poczucia wspólnoty, szczęścia, które daje budowa więzi. Owszem warto budować także indywidualną relację małżonków. Tylko że taka więź buduje się przede wszystkim na współpracy w obowiązkach, w podejmowaniu decyzji, wychowaniu dzieci.

Wyjścia? Nie macie po naście lat, by priorytetem waszego życia rodzinnego i małżeńskiego miały być wyjścia. Owszem świetnie, jeśli czasem można znaleźć kogoś do dzieci, pójść razem do kina, na spacer. Ale nie zawsze ktoś do dzieci jest. Jeśli takiej osoby nie ma, można też zaplanować wspólny czas, wieczorem położyć dzieci spać i zagrać razem na konsoli albo w szachy, albo obejrzeć film. Albo po prostu posiedzieć razem w ciszy. Można też zaplanować rodzinną wycieczkę albo razem przygotować obiad albo posprzątac garaż. To też dobry sposób spędzania czasu. I też buduje więzi.

Postępujaca izolacja rodziny i ukrywanie problemów rodzinnych to także mechanizmy rodziny alkoholowej. Także te mechanizmy przerobiłam w swoim małżenstwie. To jest droga po równi pochyłej. W dół. Nie w górę.

Warto skorzystać z możliwości diagnozy w poradni uzależnień. Nawet gdybyś nie chciała podejmować terapii w tym kierunku, to już sama diagnoza pomoże ci zobaczyć trudności waszej rodziny w nowym świetle, zobaczyć na ile picie męża jest składową tych problemów.

Czy potrafisz wskazać osoby uzależnione w poprzednich pokoleniach w rodzinie twojej i męża do linii pradziadków? Im więcej osób uzależnionych, tym więcej dziedziczonych mechanizmów rodziny alkoholowej.

Warto szukać dobrej jakości materiałów o dobrych wzorcach życia rodzinnego. Kilka książek o prawidłowych wzorcach rodzinnych i o wychodzeniu ze schematów wadliwych napisała śp. Janet Woititz, twórczyni terminu DDA. Jej książka "Lęk przed bliskością" jest na liście polecanych lektur na forum.

Podstawową książką z której można z kolei uczyć się lepszej komunikacji jest książka Marshalla Rosenberga "Porozumienie bez przemocy".

Edukacja, poznawanie nowej wiedzy jest ważnym elementem pracy nad sobą w celu poprawy więzi i relacji w rodzinie i w malżeństwie.
Kaja18
Posty: 50
Rejestracja: 08 sie 2023, 14:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co dalej?

Post autor: Kaja18 »

Terapeuta- były wykładowca akademicki, kilkanaście pracy w zawodzie. W pewien sposób byłam zaskoczona jego stanowiskiem ale on w rozmowie z nami nie nazywał zachowań męża przemocą a picia alkoholizmem. Mówił że zachowania te mogą się utrwalić i w niego przerodzić. Mąż bardzo ostro reagował na jakiekolwiek próby nazwania problemu, wręcz z agresją.

Jeżeli chodzi o moją rodzinę to napewno znajdą się w niej osoby z tą skłonnością ale są też inne choroby i uwarunkowania genetyczne. Czy to znaczy, że ja jestem ich kalką? W rodzinie męża okazjonalne picie jest akceptowane, to przyjęta forma zabawy np weselach.
Przyjmując te kryteria właściwie nie znam wokół siebie osoby, która by tego problemu nie miała. I piszę to poważnie. Nie znam osób, które byłyby 100 % abstynentami, a nie są to ludzie z marginesu. Każdemu z nich zdarza się wypić, czasem trochę więcej na weselu, imieninach, kieliszek nalewki od czasu do czasu. Ja nie piję od kilku lat wogóle pod żadną formą ale jestem w mniejszości.

Mój mąż nie jest typem osoby, która gra w planszówki. Lubi z synem majsterkować, czegoś go nauczyć. Ostatnimi czasy coraz rzadziej to robi i widzę, że się zmienił pod tym względem ale raczej bliższe są mu wspólne prace w domu niż zabawa.

Mam wrażenie, że trochę piszesz o małżeństwie idealnym gdzie wszyscy razem spędzają czas, bawią się w planszówki itp. Wiem, że mój mąż jest niedojrzały a ja przejęłam rolę opiekunki ale założyłam sobie, że może nie jesteśmy idealnie dobrani ale jesteśmy w stanie wychować dzieci. Terapeuta również tłumaczył, że jesteśmy swoimi przeciwieństwami ale przy odpowiedniej pracy z obu stron możemy przetrwać jako rodzina i być dla siebie oparciem.

Odniosę się jeszcze do tego fragmentu gdzie piszesz o tym, że mąż nie wyrażał chęci zmiany pewnych sytuacji w naszym życiu. Tu muszę przyznać, że wielokrotnie mówił mi że chce czasem wyjść sam i spotkać się z kimś, móc się wygadać. Ja kiedy dzieci były małe byłam nastawiona negatywnie, nie chciałam żeby sam wychodził i się o to kłóciliśmy. Podobnie było ze spaniem osobno.
Ruta
Posty: 3875
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Co dalej?

Post autor: Ruta »

Kaja,
nie wiem, czemu wasz terapeuta nie rozpoznał przemocy. Natomiast wydzielanie pieniędzy, ograniczenie dostępu do części pieniędzy w małżeństwie to przemoc. Także inne zachowania twojego męża, które opisywałaś w wątku są znanymi i opisanymi zachowaniami przemocowymi. To jest powszechnie dostępna wiedza. Podstawowe informacje znajdziesz na stronie https://www.niebieskalinia.pl/o-zjawisk ... y-przemocy

To co wiem, z doświadczenia, to że wskutek nierozpoznania przez terapeutę nadużywania pozycji przez osobę mająca przewagę w jakiejś sferze (np. fiznansów) w celu kontroli drugiej osoby - czyli przemocowych wzorców zachowań - terapia często szkodzi parze, zamiast pomagać. Utrwala i normalizuje przemoc, usprawiedliwia ją poprzez obwinianie osoby wobec której przemoc jest skierowana.

Z kolei brak wiedzy terapeuty na temat rodzinnych schematów alkoholowych oraz przebiegu choroby alkoholowej i współuzależnienia prowadzi do tego, że terapia, jaka by nie była, jest co najmniej nieskuteczna. Często często staje się szkodliwa, stając się częścią rodzinnego/małżeńskiego systemu iluzji. Leczenie choroby alkoholowej (lub innego nałogu) i współuzależnienia ma w schemacie terapeutycznym priorytet przed wszelkimi innymi interwencjami.

O ile terapeuta par powinien mieć wiedzę o przemocy, o tyle nie musi być specjalistą terapii uzależnień. Potrzebuje tylko wiedzieć, że jeśli klient pije ryzykownie lub zdarzają mu się nadużycia alkoholu zadaniem terapuety jest przekierować klienta do specjalisty uzależnień po diagnozę. Podobnie należy postapić w razie stwierdzenia fazy prealkoholowej, czyli ryzyka rozwoju choroby alkoholowej. Także ta faza wymaga interwencji specjalisty.
***

Agresja w odpowiedzi na próby nazwania problemu jest jednym z przejawów rozwijającej się choroby alkoholowej. Jest częścią składową tzw. systemu iluzji i zaprzeczeń. Osoba u której rozwija się choroba zaprzecza albo samemu piciu/nadużyciom lub pomniejsza ilości spożywanego alkoholu albo swoje spożywanie alkoholu normalizuje i/lub zaprzecza skutkom picia, np. dla rodziny, swojej obniżonej lub nieprawidłowej aktywności, słabnącej zdolności do wypełniania obowiązków rodzinnych.
***
Kaja18 pisze: 02 mar 2026, 13:38 Jeżeli chodzi o moją rodzinę to napewno znajdą się w niej osoby z tą skłonnością ale są też inne choroby i uwarunkowania genetyczne. Czy to znaczy, że ja jestem ich kalką?
Nie jesteśmy kalkami. Jednak w przypadku uzależnień lub dysfunkcji rodzinnych "dziedziczymy" schematy i dysfunkcje, nieprawidłowe wzory zachowań. Nawet jeśli nie rozwija się u nas uzależnienie, możemy być osobami z DDA lub współuzależnionymi. Takie schematy można rozpoznać i przepracować. To samo dotyczy przemocowych schematów zachowań (i tych czynnych, stosowania przemocy i biernych, nieprawidłowych reakcji na przemoc). One także są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nie przez geny. Przez uczenie się zachowań.

Natomiast, co do schorzeń genetycznych, to zależy. U mojego ojca w rodzinie występuje rzadka dziedziczna choroba metaboliczna. Wystarczy dostosowanie diety. Osoby z tej rodziny mają coś w rodzaju diety rodzinnej i problemów zdrowotnych nie mają. Natomiast u dzieci wychowanych poza tym środowiskiem rodzinnym, które dziedziczą to zaburzenie i są odżywiane według innych schematów, rozwijają się poważne trudności rozwojowe. Aż do czasu wykrycia choroby metabolicznej, bywa że po wielu latach, gdy szkody zdrowotne są już duże. Jednak nie wszystkie dzieci to zaburzenie metaboliczne dziedziczą, nawet wśród rodzeństwa. Loteria genetyczna.

Warto poznać historię chorób warunkowanych genetycznie zarówno w swojej rodzinie, jak i w rodzinie męża. Choćby po to, by umieć na czas rozpoznać swoje problemy lub problemy dzieci, jeśli wystąpią.
Kaja18 pisze: 02 mar 2026, 13:38 W rodzinie męża okazjonalne picie jest akceptowane, to przyjęta forma zabawy np weselach.
Przyjmując te kryteria właściwie nie znam wokół siebie osoby, która by tego problemu nie miała. I piszę to poważnie. Nie znam osób, które byłyby 100 % abstynentami, a nie są to ludzie z marginesu. Każdemu z nich zdarza się wypić, czasem trochę więcej na weselu, imieninach, kieliszek nalewki od czasu do czasu. Ja nie piję od kilku lat wogóle pod żadną formą ale jestem w mniejszości.
Nie każda osoba spożywająca alkohol jest osobą uzależnioną od alkoholu. Natomiast każda osoba, która pije systematycznie nawet umiarkowane ilości lub która okazjonalnie nadużywa alkoholu, doprowadzając się do stanu utraty kontroli, pije ryzykownie. To oznacza, że jeśli nie przestanie pić w taki sposób, rozwinie się u niej pełnoobjawowa choroba alkoholowa. To jak z paleniem papierosów, jeśli ktoś regularnie po nie sięga, rozwija się u niego nałóg nikotynowy.

W Polsce fazy prealkoholowej na ogół nie traktuje się jako fazy uzależnienia, bo w taki sposób pije większość społeczeństwa. Ale taki destrukcyjny sposób picia i jego akceptacja są jedną z przyczyn, dla których jesteśmy społeczeństwem mocno dotkniętym alkoholizmem i wszystkimi jego skutkami, w tym rozpadem rodzin.

Przy trzydziestce większość moich znajomych z pracy i z mojego środowiska piła ryzykownie. To był styl życia. Część przestała, podjęli inny tryb życia, terapie, dziś są w większości pełnymi abstynentami. Część już nie żyje, głównie zawały i podobne choroby. Niektórzy funkcjonują jako tzw. wysokofunkcjonujący alkoholicy, inni są w fazie rozkładu. Wiele z tych osób "normalnie pracuje", często na odpowiedzialnych stanowiskach, wiele wykonuje zawody zaufania społecznego. Tak jak piszesz, to nie jest tzw. margines. Choroba alkoholowa jest bardzo demokratyczna.

Sama w porę się zatrzymałam. Mój mąż się nie zatrzymał. Myślałam, że ja go zatrzymam, bo byłam współuzależniona. Na szczęście poszłam na swoją terapię.
Kaja18 pisze: 02 mar 2026, 13:38 Mój mąż nie jest typem osoby, która gra w planszówki. Lubi z synem majsterkować, czegoś go nauczyć. Ostatnimi czasy coraz rzadziej to robi i widzę, że się zmienił pod tym względem ale raczej bliższe są mu wspólne prace w domu niż zabawa.
Stopniowe ograniczanie dotychczasowych aktywności na rzecz izolacji i spożywania alkoholu to przejaw rozwijającej się choroby alkoholowej.
Nie trzeba grać w planszówki. Jest mnóstwo innych aktywności dostępnych dla całych rodzin, pozwalających razem spędzic czas. Osobny czas dla każdego dziecka spędzony na tym, co dziecko lubi, także jest ważny.
Kaja18 pisze: 02 mar 2026, 13:38 Mam wrażenie, że trochę piszesz o małżeństwie idealnym gdzie wszyscy razem spędzają czas, bawią się w planszówki itp.
Wspólne rodzinne spędzanie czasu, w tym wspólna zabawa, choć niekoniecznie planszówki, jest normą, nie ideałem. Podobnie jak rozmowy, wspólna odpowiedzialność, planowanie życia rodzinnego, wydatków, omawianie pojawiających się wyzwań, problemów.
Rzecz w tym, że często tak nie potrafimy. Nie wynieśliśmy takich umiejętności z domów. Jednak to są własnie umiejętności - więc można się ich nauczyć.

Idealne dobranie to mit. Różnimy się i z różnicami uczymy się żyć, akceptować je. To buduje. Ale dysfunkcje, w tym niedojrzalość, nadopodpowiedzialność, choroba nałogowa, wspóluzależnienie to nie różnice. Różnice akceptujemy, dysfunkcje przepracowujemy - nie sami, bo się nie da. Przy pomocy specjalistów z danej dziedziny.
Kaja18 pisze: 02 mar 2026, 13:38 Wiem, że mój mąż jest niedojrzały a ja przejęłam rolę opiekunki ale założyłam sobie, że może nie jesteśmy idealnie dobrani ale jesteśmy w stanie wychować dzieci.
Też byłam opiekunką męża. To jest schemat współuzależnienia, nadopowiedzialności, nie schemat "nieidealnego dobrania".

Da się tak wychować dzieci - na osoby uzależnione, współuzależnione, DDA, DDR, DDDA, z zaburzeniami nerwicowymi, obniżonym poczuciem własnej wartości... i tak można pisać, lista możliwych zaburzeń jest długa.

Dokąd moje dzieci były małe, nie było tych skutków widać i wydawało się, że wszystko idzie dobrze. Dzieci miały dobre warunki materialne, zapewnione wsparcie w rozwoju i rehabilitację, dobre wyniki edukacyjne i sportowe. Tyle, że wszystko to do czasu. Z problemów jakie się pojawiły z dziećmi wychodziłam kilka lat. Sama, bo mąz do tego czasu już się rozsypał. Najpierw trochę jeszcze markował pomoc, potem nawet już tego nie robił. Dzialał za to w kierunku przeciwnym - obciążał i mnie i dzieci swoimi dysfunkcjami. Blokował terapie. Dziś jest już lepiej. Ale po drodze był ogrom cierpienia, mojego i dzieci. I ogrom pracy.
Kaja18 pisze: 02 mar 2026, 13:38 Terapeuta również tłumaczył, że jesteśmy swoimi przeciwieństwami ale przy odpowiedniej pracy z obu stron możemy przetrwać jako rodzina i być dla siebie oparciem.
Wszystko szczera prawda. Pod warunkiem przepracowania problemów. Jeśli jest przemoc - należy ją zakonczyć. Jak jest problem alkoholowy - to zawsze problem całej rodziny - należy go rozwiązać. Wspóluzależnienie i wspóluzaleznioną odpowiedzialność także należy leczyć. Niezdrowe schematy zmienić na zdrowe.

Jeśli przemoc, nadopowiedzialnośc żony i rodzinny problem alkoholowy zostaną zakopane, rodzina i małżeństwo nie będą stać w miejscu. To jeszcze byłoby do zniesienia. Będzie coraz gorzej. Wiem. Przeszłam to wszystko. Podobnie jak wiele rodzin przed nami.

Nie trzeba sięgac dna jak ja i moja rodzina. Znam rodziny, które zabrały się za swoje zdrowienie szybciej.
Kaja18 pisze: 02 mar 2026, 13:38 Odniosę się jeszcze do tego fragmentu gdzie piszesz o tym, że mąż nie wyrażał chęci zmiany pewnych sytuacji w naszym życiu. Tu muszę przyznać, że wielokrotnie mówił mi że chce czasem wyjść sam i spotkać się z kimś, móc się wygadać. Ja kiedy dzieci były małe byłam nastawiona negatywnie, nie chciałam żeby sam wychodził i się o to kłóciliśmy. Podobnie było ze spaniem osobno.
Z mojej perspektywy wygląda na to, że twój mąż wyrażał chęci zmiany w swoim życiu, a nie w waszym życiu. On miał zyskać prawo do spania osobno, żeby się wysypiać i swoich osobnych wyjść, żeby się odstresowywać. Twoim kosztem, bo kiedy by spał osobno i wychodził sam, całość odpowiedzialności i obowiązków spadałaby na ciebie. Nie dziwię się, że protestowałaś.

Zarówno sen, jak i potrzeba odstresowania się są potrzebami obojga małżonków. W czasie kiedy dzieci są małe samotne towarzyskie wyjścia bez żony niekoniecznie są najlepszym dla rodziny sposobem odstresowania się, zarówno w wykonaniu żony, jak i męża.
Napięcie można zrzucać rodzinnie. Na przykład przez aktywność sportową, basen lub aktywność na świeżym powietrzu, rodzinny spacer. Spotkanie rodzinne. Spotkanie z innymi rodzicami małych dzieci. Wyjazd rodzinny. Rodzinne warsztaty z opieką dla dzieci. To przykłady. Możliwości są praktycznie nieograniczone i wiele możliwych aktywności wcale nie wymaga pieniędzy. Wspólny rodzinny czas odstresowuje i pomaga budować więzi.

Rozmowa nie powinna toczyć się o tym, jak zapewnić sen i odstresowanie mężowi, ale jak je zapewnić wam obojgu. Z uwzględnieniem, że jesteście rodzicami małych dzieci i małżonkami, potrzebujecie budować rodzinę, a nie od niej uciekać. Owszem przychodzi i czas na to, że małżonkowie podejmują osobne aktywności, ale już z poziomu współpracy, zaufania, zintegrowania, gdy potrzeby rodziny i jej czlonków są dostetcznie zabezpieczone. No i nie jedno kosztem drugiego.
Kaja18
Posty: 50
Rejestracja: 08 sie 2023, 14:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Co dalej?

Post autor: Kaja18 »

Ruto, dziękuję za odpowiedź w moim wątku dała mi do myślenia. Musisz też wiedzieć, że przeczytałam cały twój wątek i zdaje sobie sprawę z doświadczenia jakie posiadasz. Masz też niezwykłą umiejętność przekazywania głębokich prawd prostymi słowami i ten przekaz jest bardzo jasny.

Muszę też przyznać, że niektóre fragmenty wywołały pewien mój opór. Zwłaszcza to jak przedstawiasz obraz rodziny. Ten obraz jest tak sielankowy i cukierkowy. Wspólne chwilę, wszystko razem zabawa i praca. Nie wiem może faktycznie że mną jest coś nie tak, ale nie znam takich rodzin. Mnie samej, powiem szczerze, zdarza się chcieć spędzić czas osobno, tzn. bez dzieci. Spotkać się z koleżanką, wyjść na zakupy. Mąż nigdy mi tego nie odmawiał- rozumiał tą potrzebę. Ɓył nawet moment, że ze względów zawodowych wyjechałam na dwa dni. Oczywiście tęskniłam za dziećmi ale nie miałam jakiegoś poczucia winy z tego powodu, nie czułam się złą matką... Czy mąż ucieka od rodziny? Nie wiem. Napewno walczy o osobną przestrzeń ale też stara się zabezpieczyć nas finansowo. Stara się dbać o oszczędności. I to jest dla niego bardzo ważne, żebyśmy zawsze mieli pieniądze. Jest to też drażliwy temat. Ja do tego tego tematu raczej na luzie podchodzę.
To nie jest też tak, że nie rozmawiamy o problemach i nie szukamy rozwiązań. No właśnie z twojej odpowiedzi przebija trochę taka 'czarno-biała' kategoryzacja albo wszystko zle- potrzeby dzieci zaniedbane, ja nadopiekuńcza itp. albo dobrze- planszówki, wspólna praca i zabawa itp.

Ja nie boję się przyznać, że niektórzy nie są gotowi na założenie rodziny. Wydaje im się, że są gotowi ale tak nie jest. Nie są skłonni do poświęceń i nie lubią spędzać czasu z dziećmi. Gdybym wiedziała to co teraz wiem być może wstrzymałabym się od wiązania swojego życia z moim mężem ale jesteśmy gdzie jesteśmy i naszym zadaniem jest wychować dzieci.
Mój mąż często mówił o tym co będzie kiedy dzieci dorosną. Jak wtedy będzie wyglądać nasze życie? Czy będziemy starymi ludźmi którzy już na nic nie mają siły i na wszystko jest za późno. Nie chcę żebyś źle mnie zrozumiała nie neguję problemów męża i jego niedojrzałości. Równocześnie trudno mi się zgodzić, że mężczyźni spełniają się jako ojcowie, na placykach zabaw przez kilka lat, jak w naszym przypadku. Może są jakieś pojedyncze przypadki albo robią to dla żony, którą bardzo kochają itp.
Ruta
Posty: 3875
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Co dalej?

Post autor: Ruta »

Kaja18 pisze: 08 mar 2026, 13:21
Muszę też przyznać, że niektóre fragmenty wywołały pewien mój opór. Zwłaszcza to jak przedstawiasz obraz rodziny. Ten obraz jest tak sielankowy i cukierkowy. Wspólne chwilę, wszystko razem zabawa i praca. Nie wiem może faktycznie że mną jest coś nie tak, ale nie znam takich rodzin.
Mnie samej, powiem szczerze, zdarza się chcieć spędzić czas osobno, tzn. bez dzieci. Spotkać się z koleżanką, wyjść na zakupy. Mąż nigdy mi tego nie odmawiał- rozumiał tą potrzebę. Ɓył nawet moment, że ze względów zawodowych wyjechałam na dwa dni. Oczywiście tęskniłam za dziećmi ale nie miałam jakiegoś poczucia winy z tego powodu, nie czułam się złą matką...
Doprecyzuję, nie mam na myśli obrazu: albo-albo.
W każdej rodzinie dorośli potrzebują czasu dla siebie. Nie chodzi o to, by z takiego czasu rezygnować. Choć gdy dzieci są jeszcze małe i opieka nad nimi jest sprawowana w domu, to wiele potrzeb dorosłych na jakiś czas jest odkładanych. Zdrowi dorośli potrafią znieśc ograniczenia i trudności związane z opieką nad dziećmi oraz zwiększony wysiłek, jaki jest potrzebny do tej opieki, spokojnie. Potrzeby małych dzieci mają w rodzinach priorytet.

Wyjście z domu, najbardziej oczywista rzecz dokąd nie ma dzieci, wymaga tylko zapewnienia opieki do dzieci. I to jest okej. Właściwe jest też, że jedno z małżonków wychodzi z domu, a drugie w tym czasie zostaje w domu. Albo, że oboje razem wychodzą, a w domu zostaje ktoś inny.

Natomiast są rodziny, gdzie osobne wyjścia małżonka lub obojga rodziców to są wyjścia związane ze spożywaniem alkoholu. Organizowane są też samotne wyjścia męża lub żony na spotkania towarzyskie lub rodzinne, także z alkoholem.To jak obserwuję doskonały sposób na rozbijanie więzi i narastanie konfliktów w małżeństwie. Dużo o tym mówi Pan Pulikowski, ksiądz Dziewiecki i wielu innych specjalistów, zajmujących się rodzinami.

Znam zdrowe rodziny, które przepracowały nieprawidłowe schematy. I tam nie ma wyjść alkoholowych, ani wyjść towarzyskich w pojedynkę. Małżonkowie są skupieni na opiece nad dziećmi, na swoim rozwoju, na budowaniu swojej więzi. I tak, wychodzą i wyjeżdżają osobno. W podróże służbowe, na spotkania z osobami z rodziny, na kursy, na studia, z koleżankami - wychodzą żony, z kolegami - wychodzą mężowie, uprawiają też różne sporty i każde ma czas na swoje ćwiczenia.
Kaja18 pisze: 08 mar 2026, 13:21 Czy mąż ucieka od rodziny? Nie wiem. Napewno walczy o osobną przestrzeń...
Ja też nie wiem... Myślę, że warto się przyjrzeć, na co mąż chce tą przestrzeń pożytkować. Jeśli na spożywanie alkoholu i na wydarzenia alkoholowe, to jest to w moim odbiorze pożytkowanie problemowe. I problemowe picie.
Kaja18 pisze: 08 mar 2026, 13:21 ale też stara się zabezpieczyć nas finansowo. Stara się dbać o oszczędności. I to jest dla niego bardzo ważne, żebyśmy zawsze mieli pieniądze. Jest to też drażliwy temat. Ja do tego tego tematu raczej na luzie podchodzę.
Warto poznawać zdrowe wzorce zaspokajania potrzeb finansowych rodziny. Warto też patrzeć, czy to, jak to jest zorganizowane w moim małżeństwie, daje równy dostęp do wspólnych środków, do udziału w decyzjach. Jak sobie radzimy jako małżonkowie w sferze finansowej? Czy wystarcza nam na nasze potrzeby?

Czemu jest to drażliwy temat w twoim małżeństwie?
Kaja18 pisze: 08 mar 2026, 13:21 To nie jest też tak, że nie rozmawiamy o problemach i nie szukamy rozwiązań. No właśnie z twojej odpowiedzi przebija trochę taka 'czarno-biała' kategoryzacja albo wszystko zle- potrzeby dzieci zaniedbane, ja nadopiekuńcza itp. albo dobrze- planszówki, wspólna praca i zabawa itp.
Czarno-białość widzę w innej sferze i moim zdaniem nie ma w niej kompromisów. Gdy oboje małżonków jest trzeźwych, jest norma. Wystarczy, że jedno z malżonków nie jest trzeźwe i wtedy jest brak normy.

To nie znaczy, że do normy wystarczy dwoje trzeźwych ludzi. Moi rodzice byli trzeźwi a stworzyli patologiczny dom (oboje z rodzin alkoholowych). Ale to znaczy też, że wystarczy nietrzeźwość jednego małżonka, by cała rodzina zaczęła funkcjonować w sposób zaburzony.

Znam wiele małżeństw, które próbowały żyć ze słoniem w salonie i często tym słoniem był pijący mąż. Ja tworzyłam takie małżeństwo. Dzięki mojej pracy, wysiłkowi, staraniom, wiele rzeczy się udawało dobrze. Ale równocześnie pomalutku, powolutku zjeżdżaliśmy niżej i niżej. W pierwszych latach po kilka centymetrów rocznie, więc dało się to zignorować. Tyle, że z czasem tempo rośnie.

Ja widziałam już potem, że zjeżdżamy. Tylko od niewłaściwej strony się za to zabieralam. Chciałam skłonić męża, by przestał pić. A powinnam była pójść na własną terapię - współuzależnienia. W końcu poszłam. I zaczęła się droga zdrowienia. Moja i dzieci. Mąż nie chce sobie zmarnować życia na rodzinę i malżeństwo, więc dalej tkwi w nałogach, by wykorzystać życie najlepiej jak umie.
Kaja18 pisze: 08 mar 2026, 13:21 Ja nie boję się przyznać, że niektórzy nie są gotowi na założenie rodziny. Wydaje im się, że są gotowi ale tak nie jest. Nie są skłonni do poświęceń i nie lubią spędzać czasu z dziećmi.
Chodzi o niektórych, czy o twojego męża? Jeśli o niektórych to szkoda czasu o nich myśleć. Jeśli o męża - to warto się przyjrzeć, czy twoja ocena to projekcja, czy też jest ona oparta na faktach. Projekcje warto odpuszczać, za to z faktami warto się konfrontować.

Bardzo długo nie konfrontowalam się z faktami.
Omijałam je.
Kaja18 pisze: 08 mar 2026, 13:21 Gdybym wiedziała to co teraz wiem być może wstrzymałabym się od wiązania swojego życia z moim mężem ale jesteśmy gdzie jesteśmy i naszym zadaniem jest wychować dzieci.
Dobrze napisałaś, to wasze zadanie - nie twoje zadanie. Jeśli, zanzaczm - jeśli - twój mąż obezwładnia się alkoholem, nie jest w stanie wykonywać swojej części.

Owszem każdy mąz i każda żona ma prawo nie lubić jakiś obpwiązków rodzinnych, choćby zabaw z dziećmi, może nie chcieć gotować, czy jakiś innych czynności nie robić. Jedni małżonkowie wszystko robią razem, inni rozdzialają między siebie zadania według swoich upodobań i kompetencji.

Niemniej jednak dzieci potrzebują obecności i zaangażowania i mamy i ojca do prawidłowego rozwoju. Żeby ojciec mógł odnaleźć swój własny sposób na zaangażowanie jako rodzic potrzebuje być trzeźwy.
Kaja18 pisze: 08 mar 2026, 13:21 Mój mąż często mówił o tym co będzie kiedy dzieci dorosną. Jak wtedy będzie wyglądać nasze życie? Czy będziemy starymi ludźmi którzy już na nic nie mają siły i na wszystko jest za późno.
W podobny sposób myślał mój mąż: że musi się wybawić i wykorzystać życie póki jest młody. Obowiązki, rodzina, dzieci, ja - byliśmy dla niego przeszkodą i obciążeniem. Gdyby się "za dużo" nami zajmował, miała go czekać smutna starość i zmarnowane życie. No to jechał na weekend do swojej mamy pić i wychodzić z kolegami, żeby sobie życia przy nas nie "zmarnować".
Wiele osób z rodzin alkoholowych postrzega życie rodzinne i dzieci jako sposób na marnowanie najlepszych lat życia i marnowanie sił. Więc uciekają od rodzin, od obowiązków, po to, żeby się nie obudzić starymi, gdy na wszystko będzie za późno. Tymczasem tym, co marnuje im siły i życie nie jest ich rodzina i nie są tym ich dzieci. To alkohol zabiera im dzień po dniu, tydzień po tygodniu, to co tak bardzo chcieliby zachować.

A co ty uważasz za życie? Jak postrzegasz siebie i swoją przyszłość? Także tą odległą po wychowaniu dzieci? Jak na dziś widzi przyszłość twój mąż - i w co oraz w kogo chce lokować swoje siły, zasoby, środki?
Kaja18 pisze: 08 mar 2026, 13:21 Nie chcę żebyś źle mnie zrozumiała nie neguję problemów męża i jego niedojrzałości. Równocześnie trudno mi się zgodzić, że mężczyźni spełniają się jako ojcowie, na placykach zabaw przez kilka lat, jak w naszym przypadku. Może są jakieś pojedyncze przypadki albo robią to dla żony, którą bardzo kochają itp.
Nie potrafię na podstawie twoich wpisów stwierdzić, czy twój mąż jest niedojrzały. Natomiast to, co piszesz o jego spożywaniu alkoholu i zachowaniach, wskazuje na wysokie prawdopodobieństwo, że jest osobą pijącą problemowo.

Problemowo piją także dojrzałe osoby i one z czasem zaczynają funkcjonować niedojrzale. Alkohol jest substancją zaburzającą funkcjonowanie. Pierwsze szkody czyni w życiu rodzinnym osoby pijącej. Pierwsi cierpią bliscy - pijący alkohol jeszcze wtedy nie cierpi.

Zdrowi bliscy nie biorą na siebie cierpienia, ani odpowiedzialności pijącego. Wspóluzależnieni biorą.

To co piszesz o sobie, swoich reakcjach, wskazuje, że z dużym prawdopodobieństwem funkcjonujesz w sposób współuzależniony. Na szczęście można to łatwo zweryfikować, czy jest taki problem. Jeśli jest, warto go zaopiekować, podejmując terapię. Jeśli nie ma - rozwiązania są gdzie indziej.

Dlatego warto się przejść, czy przedzwonić do poradni uzależnień i umówić na spotkanie. Pierwsze spotkanie to wlaśnie spotkanie diagnostyczne. Jeśli diagnozowane jest współuzależnienie, dostaje się propozycję terapii. Jeśli nie jest, dostajesz informację, że nie masz problemu współuzależnienia, czasem też sugestie co do możliwego kierunku terapii. Całość opieki w poradni uzależnien jest bezpłatna. I diagnoza - i terapia, jeśli jest potrzebna.

Nadal zachęcam cię do skorzystania z mozliwości diagnozy. Nie kosztuje, nie boli, nie wymaga wysiłku. Ale wiele wnosi. Rozwiewa wątpliwości.

Znam wielu zaangażowanych ojców. Każdy jest zaangażowany na swój sposób, niekoniecznie na placach zabaw. Są zaangazowani dla siebie, nie dla żony. Ci ojcowie mają jedną cechą wspólną. Są trzeźwi.
ODPOWIEDZ