Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 3823
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Jak tam u ciebie?

Lęki nie są głupie, po prostu są. Nie zawsze mają odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale nawet jeśli rozum to wie, lęk pozostaje lękiem. Ja miałam ogromny lęk o męża o to, że coś mu się stanie. Paraliżowało mnie to. Kiedy przychodził taki lęk, nie byłam w stanie nic robić, myśleć, cała moja uwaga kierowała się na to, by upewnić się, że mężowi nic nie jest. Nie mogłam zasnąć, nie mogłam nic zjeść. Taki lęk we współuzależnieniu bywa nazywany chorobą okienną - bo się chodzi od okna do okna: ciemna noc i lęk. Z tego lęku zaczęłam zdrowieć w terapii. Nie szło mi to. Rozumem objęłam, widziałam już jakie to absurdalne. Ale poziom lęku nie spadał nawet o milimetr. A któregoś dnia ten lęk rozkręcił mi się do granicy szaleństwa, w sumie ja go tak rozkręciłam. Poprosiłam wtedy o pomoc Boga, by mnie z tego lęku uzdrowił. I uzdrowił. Przestałam czuć lęk o męża, w jego miejsce przyszedł spokój. Tak po prostu, w jednej chwili. Ten lęk nie wrócił do mnie, już przez tyle lat. Warto więc o swoich lękach rozmawiać z Bogiem, opowiadać Mu o nich, oddawać do uzdrowienia. Jeśli coś przy mnie zostaje, zakładam, że jest to na moje siły, że Bóg jako mój rodzic wie, z czym sam sobie radę i mnie nie wyręcza w tym, co mogę sama.

Są.więc i takie lęki, z którymi się wciąż nie rozstałam. Mam ich całą kolekcję. Uczę się żyć z nimi, mimo nich, obok nich, zamiast żyć nimi. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się i z nich wyzdrowieć. Sama - to już wiem, że nie. Po to mam te terapie wszystkie, grupy wsparcia, rozmowy, lektury. I po to też jest współpraca z Łaską, by mnie prowadziła.

Nie obwiniaj się za lęk. To dowalanie sobie. Przytulam cię wirtualnie i polecam w modlitwie 💖
Solaris
Posty: 150
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Ja nie mam lęków związanych z mężem. Jego los na dzien dzisiejszy jest mi całkowicie obojętny.

Jest źle. Bardzo źle. Byla kolejna awantura. Temu facetowi juz peron odjechał bardzo daleko... pokłócił sie tak, ze juz drugie dziecko z nim nie chce rozmawiać. Znowu osaczyl, darł sie z góry, obrażał i prezentował te swoją ojcowską manię wyższości. Jemu sie wydaje, ze jak jest ojcem, to mu wszystko wolno. Otóż nie. Tak nie jest. A ja sie postawiłam, broniąc dziecka. Oj, co usłyszałam... nawet nie chcę o tym myśleć. To sie nadaje na niebieską kartę, przysięgam...

Nie byłam w kościele, ani dzisiaj, ani wczoraj. Nie mialam siły zwlec sie z domu. Nawet juz nie mam komu sie wypłakać.

Jest wiec bardzo, bardzo źle. Poświęciłam tyle lat. Byłam taka szczęśliwa. Moj dom był pełen ciepla, miłości, małżeńskiej i rodzicielskiej. I co sie z tym stało? Bardzo kiepski koniec mojego małżeństwa... wciaz sie łudzę, choc wiem ze nie mam czym. On sie nie nawróci. Będzie mnie niszczyl krok po kroku, a ja bede na to pozwalać, jak do tej pory.

Co sie z nim stało? Kim on jest? Ja rozumiem ze choruje, ale nie da sie chyba wszystkiego tłumaczyć choroba. To co sie stało? Jak? Kim jest ten człowiek?. Ja juz nie wiem. Nic juz nie wiem. Poza tym, ze wciaz go...kocham. I nienawidzę jednocześnie...
Ruta
Posty: 3823
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris pisze: 03 lut 2026, 1:58 Jest źle. Bardzo źle. Byla kolejna awantura. Temu facetowi juz peron odjechał bardzo daleko... pokłócił sie tak, ze juz drugie dziecko z nim nie chce rozmawiać. Znowu osaczyl, darł sie z góry, obrażał i prezentował te swoją ojcowską manię wyższości. Jemu sie wydaje, ze jak jest ojcem, to mu wszystko wolno. Otóż nie. Tak nie jest. A ja sie postawiłam, broniąc dziecka. Oj, co usłyszałam... nawet nie chcę o tym myśleć. To sie nadaje na niebieską kartę, przysięgam...
Wierzę ci. Przykro mi, że przechodzisz przez tak trudne doświadczenia. Wiem, że możesz czuć duży opór, ale kiedy w domu wobec dziecka dzieją się rzeczy nadające się na Niebieską Kartę, to dobrze jest tą Niebieską Kartę założyć.
Zdaje się, że to jest twój lęk - wyjście z problemem przemocy na zewnątrz, zgłoszenie jej.

Co mogłoby się stać, gdybyś założyła Niebieską Kartę?
Co mogłoby się stać, gdybyś wezwała policję do męża wyżywającego się na córce?

Stajesz w obronie dzieci. Najpierw starszej córki, teraz młodszej. To dobrze, to jest ważna zmiana. Warto uczyć się przy tym takich działań, które nie prowadzą do eskalacji. Uczyłam się metodą prób i błędów. Nieskuteczne są działania nastawione na to, by mąż zaczął lub przestał coś robić: polecenia typu: wyjdź, nie krzycz, krytyka, mówienie do czego mąż ma prawo, a do czego nie, wypominanie, straszenie (np. wezwaniem policji, założeniem Karty).

Skuteczne są działania własne: wyjście z domu z dzieckiem, wezwanie policji, założenie Karty. Jeśli to możliwe, w tej kolejności. Wiem, że trzeba przełamać wstyd. Wstydziłam się jak nie wiem. Najtrudniejszy jest pierwszy raz. Kartę można założyć dyskretnie nawet wtedy, gdy nie było wzywanej policji. Na przykład umawiając się na rozmowę z dzielnicowym. Ludzie chodzą do dzielnicowych w różnych sprawach, na przykład jak rower zginie, albo doświetlenia ulicy. Nikt nie wie, po co idziesz, a dzielnicowego obowiązuje tajemnica. Karta także jest poufna.

Plus wzywania policji jest ten, że obecnie policja ma prawo wydać nakaz opuszczenia domu osobie terroryzującej rodzinę. W czasie, kiedy ja wzywałam policję, takiej procedury nie było i różne były te interwencje. Ale każdy przyjazd, nawet najbardziej biernych policjantów, jednak studził zapał męża. Z czasem mu się awantury znudziły. Nadal jestem gotowa wzywać policję, gdyby męzowi zabrakło rozrywek. Na razie widać zpewnia sobie inne.

Pełne aktualne informacje o przebiegu interwencji policji i uprawnieniach policji w razie awantury znajdziesz tu:
https://niebieskalinia.info/baza-wiedzy ... c/policja/
Solaris pisze: 03 lut 2026, 1:58 Nie byłam w kościele, ani dzisiaj, ani wczoraj. Nie mialam siły zwlec sie z domu. Nawet juz nie mam komu sie
wypłakać.
Awantury wyczerpują. Znam dobrze ten stan. Próby obrony dzieci i atak, jaki potem następuje także wyczerpują.

Natomiast masz komuś się wyżalić. I masz do tego prawo. To trudna obciążająca sytuacja, potrzeba mieć możliwośc wypowiedzenia się, wyżalenia. Masz forum. Masz Boga, nie tylko w Kościele, w domu też. Masz infolinie pomocowe, w razie potrzeby możesz dzwonić nawet kilka razy na dobę. Dzwoniłas choć raz na infolinię?
Warto, to stały dostęp do pomocy, do specjalistów. Bezpłatny, całą dobę, od ręki. Nie ma czego się wstydzić, bo jesteś anonimowa, nikt nie bierze twoich danych, nie zbiera ich, nie pyta o nie.
Solaris pisze: 03 lut 2026, 1:58 Jest wiec bardzo, bardzo źle. Poświęciłam tyle lat. Byłam taka szczęśliwa. Moj dom był pełen ciepla, miłości, małżeńskiej i rodzicielskiej. I co sie z tym stało? Bardzo kiepski koniec mojego małżeństwa... wciaz sie łudzę, choc wiem ze nie mam czym. On sie nie nawróci. Będzie mnie niszczyl krok po kroku, a ja bede na to pozwalać, jak do tej pory.
Znam takie myśli. W praktyce zwykle okazuje się, że ani małżenstwo nie było takie cudowne, ot, górki, dołki, lepsze chwile, trudniejsze chwile i sporo zakopanych problemów...ani przyszłość nie taka beznadziejna, jak w wyczerpaniu po awanturze się widzi...
Solaris pisze: 03 lut 2026, 1:58 Co sie z nim stało? Kim on jest? Ja rozumiem ze choruje, ale nie da sie chyba wszystkiego tłumaczyć choroba. To co sie stało? Jak? Kim jest ten człowiek?. Ja juz nie wiem. Nic juz nie wiem. Poza tym, ze wciaz go...kocham. I nienawidzę jednocześnie...
Są choroby i stany w których ludzie są agresywni wobec najbliższych. To alkoholizm i inne uzależnienia, spora liczba chorób psychicznych, niekiedy zaawansowana depresja. Niekiedy agresja jest pochodną stosowanych leków, także przeciwdepresyjnych.
Nie chodzi o usprawiedliwianie agresji. Przed każdą agresją, także wywołaną lekami, chorobą, nałogiem, należy chronić siebie i osoby zależne. To zadanie spoczywa na osobie zdrowej. Na tobie. Osoba stosująca agresję tego nie zrobi.

Mieszanka uczuć do męża jest zrozumiała. Nie mam kontaktu z mężem i nie mam ochoty na ten kontakt. Jestem na niego wściekła, bo skrzywdził kolejny raz dzieci. Ale nadal go kocham i mu współczuję. Tyle, że teraz kocham też siebie i współczuję także sobie.
Solaris
Posty: 150
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Kolejna awantura. Nie przeżyję tego. Boże, dopomóż żebym znalazla siłę aby skończyć te przemoc.
Ruta
Posty: 3823
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Jak się dzisiaj czujesz? Przytulam, pamiętam w modlitwie.
Solaris
Posty: 150
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Hej, rano kolejne szpile. Czuję sie strasznie. Wyzuta ze wszystkiego , z uczuc, ale przede wszystkim z nadziei. To przykre uczucie, ale nic nie poradzę. Nawet pisac nie mam sil😪
Dziękuję ❤️
Firekeeper
Posty: 953
Rejestracja: 24 maja 2021, 19:46
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Firekeeper »

Solaris pisze: 05 lut 2026, 11:25 Hej, rano kolejne szpile. Czuję sie strasznie. Wyzuta ze wszystkiego , z uczuc, ale przede wszystkim z nadziei. To przykre uczucie, ale nic nie poradzę. Nawet pisac nie mam sil😪
Dziękuję ❤️
Sama pozwalasz na to aby mąż Ci wbijał szpilę. Po Ci to? Potrzebujesz więcej potwierdźeń na to, że wasza relacja to dno i wodorosty?

Dzwoń do lekarza. Nie szukaj wymówek, bo daleko, bo terminy, bo online, bo .....

Popatrz na mnie. Wiele lat walki o związek o relacje. Troszczenie się o innych kosztem siebie i co mam teraz chorobę bez możliwości wyleczenia. Nigdy nie będę zdrowa! Bo zawsze ktoś lub coś było ważniejsze ode mnie! Teraz jest już za późno w moim przypadku ale w twoim masz wybór. Albo zaczniesz się leczyć albo dojdziesz do mojego stanu i będzie za późno.
Ruta
Posty: 3823
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris pisze: 05 lut 2026, 11:25 Hej, rano kolejne szpile. Czuję sie strasznie. Wyzuta ze wszystkiego , z uczuc, ale przede wszystkim z nadziei. To przykre uczucie, ale nic nie poradzę. Nawet pisac nie mam sil😪
Dziękuję ❤️
Wiesz, miałam taki moment, kiedy przestałam wypierać część przemocy, której doświadczałam. To było bardzo bolesne. Po pierwsze obwiniałam się, że do tego wszystkiego dopuściłam. Po drugie, jak już nie wypierałam to każda nowa porcja przemocy bolała i obezwładniała. A ja nie umiałam jeszcze reagować i się bronić.

Nie umiałam też jeszcze jednej rzeczy. Przyznawać swojej bezsilności. Bałam się, że wtedy to już się całkiem rozsypię. Rozsypuje nie bezsilność, ale bezradność - bo to brak rady na moją sytuację. Ja nie mam rady i nikt inny też nie ma rady na tą sytuację. A bezsilność - to brak siły. Ja nie mam siły, ale są inni, którzy tą siłę mają i do których mogę po nią pójść. Ja i swojej besilności opowiedziałam któregoś dnia, gdy już naprawdę nie miałam siły Maryi. Na Boga w tamtym czasie się obraziłam - za postępowanie męża i za moją sytuację. Bóg się nie obraził na mnie. Zawsze jest przy nas. Dostałam pomoc od Maryi.

Zachęcam cię po sięgnięcie najpierw choćby po tą siłę, którą daje grupa wsparcia, taka on-line na początek wystarczy. Naprawdę to pomaga. Podobnie jak rozmowy z psychologami z infolinii pomocowych. Pomagają. Wspierają. Z każdej rozmowy coś tam się bierze dla siebie.

Nadal wspieram modlitwą 💕
Solaris
Posty: 150
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Firekeeper, wiem, ze to dno , a ja jeszcze w kupie mułu😪 mysle często o Tobie, jak sobie radzisz, jak sie czujesz. Czesto mysle😘 życzę Ci jak najlepiej😘

Dbam troche o siebie, to nie tak jak kiedyś, ze potrzeby wszystkich byly przed moimi. Tu akurat sporo sie zmieniło. I to tez chyba mojego męża bardzo drazni. Ja juz przestałam zwracać uwagę na to, co on robi. Idzie, gdzie chce, z kim chce, wraca kiedy chce- a ja przestałam sie tym interesować i stresować.

Mój organizm powoli daje sygnały, ze juz dosyć. Rozmawiałam bodajże we wtorek z psychologiem, zadzwoniłam na infolinię dla osób w kryzysie. Bóg czuwa nade mną i działa- wczoraj zwolnił sie wczesniejszy termin wizyty u lekarza, wprawdzie zaplanowane, ze to dla pacjentów juz w leczeniu ale ja wyraźnie napisałam ze 1 raz, i mimo to udało mi sie zabookowac te wizytę. Jest za miesiac. Lepsze to, niz kolejne cztery miesiace

Ja sie na Pana Boga nie obrazilam. Po prostu- zyje w takim tempie ze nie mysle. Widać, jeszcze nie jest dla mnie najważniejszy 😪

Tak, ja sobie wyrzucam bardzo to, ze dopuściłam do tego wszystkiego, ze nie bylo reakcji, ze pozwoliłam mężowi tak sie rozhulać. Teraz jestem na etapie decyzji ostatecznych, czuję sie jak bokser w narożniku ringu, który jest okładany na prawo i lewo. Mogę sie wydostać jedynie przecinając ten ring.

Mam wsparcie psychologa, rodziny, dzieci, znajomych którzy wiedzą. Nie jestem sama, ale musze uporać sie z tym sama.

I wciaz chce mi sie tylko płakać nad tym, jakim cudownym małżeństwem kiedyś byliśmy, a kim jesteśmy teraz? Przecież te prawie 30 lat nie mogły byc iluzją. Jak widać, cos sie wydarzyło, nie wiem tylko co. Teraz to moze nieistotne, ale ja chciałabym wiedzieć. Choć w sumie, po co mi ta wiedza, to tez nie wiem. Mleko sie wylało, skisło i śmierdzi. Nic juz nie bedzie takie samo. Moje zycie diametralnie sie zmieniło, nie jestem na to gotowa, ale nie bardzo mam wyjscie😪

Dziękuję ❤️
Ranidae
Posty: 12
Rejestracja: 18 sty 2023, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ranidae »

Solaris,
Wspieram Cię bardzo mocno. Wiem i rozumiem z czym się mierzysz.
Mnie nikt z otoczenia nie potrafi zrozumieć. Dla nich wszystko jest proste. Rozwiodłaś się, więc żyj swoim życiem. A to, że życie rozpadło mi się na kawałki i na razie nie potrafię ich poskładać, nikogo nie interesuje.
Jestem z modlitwą.
Ruta
Posty: 3823
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris pisze: 06 lut 2026, 9:56 Mój organizm powoli daje sygnały, ze juz dosyć.
Solaris, zadbaj o siebie. Przyjrzyj się objawom, idź do lekarza, opowiedz co ci dolega, zrób badania, omów wyniki z lekarzem. Psychosomatyczne nie znaczy wymyślone. To są realne szkody w organiźmie.

W szczycie kryzysu, kiedy mój mąż codziennie przyjeżdżał i zadręczał mnie i młodszego syna (starszy się wyprowadził), dorobiłam się poważnego nadciśnienia. Miałam już wchodzić na leki na stałe. Ale udało się wszystko to wyhamować, przez wychodzenie z przemocy: czyli moją terapię, naukę ochrony mnie i dzieci, naukę szukania wsparcia, zwracania się o pomoc, także przez naukę wyciszania się, spacery, ruch.
A i tak koniec konców przez te wszystkie lata dorobiłam się niedoczynności serca. Przemoc wyniszcza.
Solaris pisze: 06 lut 2026, 9:56 Rozmawiałam bodajże we wtorek z psychologiem, zadzwoniłam na infolinię dla osób w kryzysie. Bóg czuwa nade mną i działa- wczoraj zwolnił sie wczesniejszy termin wizyty u lekarza, wprawdzie zaplanowane, ze to dla pacjentów juz w leczeniu ale ja wyraźnie napisałam ze 1 raz, i mimo to udało mi sie zabookowac te wizytę. Jest za miesiac. Lepsze to, niz kolejne cztery miesiace
To dobre wiadomości. Na infolinię można dzwonić codziennie, po to ta infolinia jest. Zawsze to wsparcie, można się wygadać, ale też usłyszeć kilka wskazówek. Jedna osoba z infolinii przypasuje bardziej, inna mniej, ktoś inny wcale - nie ma co się zrażać. Jak czujesz, że rozmowa z daną osobą ci nie służy, możesz po prostu ją zakonczyć. Następnym razem trafisz na kogoś innego.
Solaris pisze: 06 lut 2026, 9:56 Ja sie na Pana Boga nie obrazilam. Po prostu- zyje w takim tempie ze nie mysle. Widać, jeszcze nie jest dla mnie najważniejszy 😪
Jeśli dasz radę, znajdź pięć minut dziennie na rozmowę z Bogiem. Taką swoją własną, swoimi słowami. Nie trzeba z tym czekać, aż Bóg stanie się najważniejszy. Bóg przyjmuje nas takimi, jakie jesteśmy.

Ja bardzo się bałam, że Bóg mnie zmieni, może nawet tak mocno, że nie będę już sobą. Ale to nie tak. Bóg uzdrawia, leczy, pomaga dokonywać dobrych wyborów, uczy. Ale nie przerabia Ruty na Konwalię. Stworzył mnie Rutą, taką mnie lubi i taką mnie chce. Chce mojego wzrostu i rozwoju, nie przerobienia mnie na kogoś innego.

Na mnie nie obraził się nawet za to, że ja się ciężko obraziłam i oskarżyłam Go o podłe stworzenie mężczyzn stosujących przemoc, zdradzających i wyżywających się na kobietach i dzieciach. I jeszcze, że nic nie robi, żeby pomagać krzywdzonym. Więc nie sądzę, że miałby się gniewać na ciebie o to, że nie jest najważniejszy. Myślę, że cieszy się zawsze kiedy z Nim rozmawiamy. Jak tata, który lubi spędzać czas z dziećmi, wspierać je i z nimi być.
Solaris pisze: 06 lut 2026, 9:56 Tak, ja sobie wyrzucam bardzo to, ze dopuściłam do tego wszystkiego, ze nie bylo reakcji, ze pozwoliłam mężowi tak sie rozhulać.
Z takimi wyrzutami pomógł mi ksiądz Marek Dziewiecki. Uświadomił mi, że mąż nigdy nie prosił mnie o zgodę na przemoc, więc ja na nic mu nie pozwoliłam. Nie wyrażałam też zgody na to, by mąż był brutalny wobec dzieci. Z miłości, braku wiedzy, naiwności, wielu nieprawdziwych przekonań o tym, jak żona powinna postępować wobec męża wpadamy w przemoc i współuzależnienie. Więc nie chodzi to o winę, tylko o odpowiedzialność. O to, że kiedy już zdamy sobie z tego wszystkiego sprawę - naszą odpowiedzialnością jest nauczyć się chronić i skutecznie bronić.

To mi pomogło wyjść z obwiniania siebie za to, co robił mój mąż. I równoczesnie pomogło mi nie wejść w rolę ofiary, tylko w rolę dorosłej osoby, biorącej odpowiedzialność za siebie i za dzieci.

Jesteś na tej drodze. Wiem, jakie to trudne. Ale jesteś. Działasz, starasz się, szukasz. U mnie to szło dwa kroki naprzód i pięć w tył. I jeszcze kilka po poboczach. Uczyłam się głównie na swoich błędach: na kilka błędów, czasem dotkliwych przypadał jeden mały sukces.
Solaris pisze: 06 lut 2026, 9:56
Teraz jestem na etapie decyzji ostatecznych, czuję sie jak bokser w narożniku ringu, który jest okładany na prawo i lewo. Mogę sie wydostać jedynie przecinając ten ring.

Mam wsparcie psychologa, rodziny, dzieci, znajomych którzy wiedzą. Nie jestem sama, ale musze uporać sie z tym sama.
Nauczyłam się, że sama to nie. Osoby, które mogłam prosić o przedstawienie ich punktu widzenia, rozwiązania jakie widzą, grupy wsparcia, książki kobiet, które przede mną przeszły drogę wychodzenia z przemocy, prace specjalistów, czasem nawet ktoś przypadkowy z kim miałam dobrą rozmowę, pomagały mi wyrywać się z osamotnienia. Także Adoracja, to bardzo wyjątkowy sposób bycia z Bogiem. Wszystko to pomagało mi zobaczyć, że w tym moim trudnym doświadczeniu nie jestem sama i że wiele osób przemierzyło już tą drogę. Że to część życia.

Natomiast jest jeszcze samodzielność. To zdolność do podejmowania własnych decyzji. Tu długo zawalalam, podejmowałam decyzje ulegając różnym presjom, naciskom, albo odwlekałam decyzje w nieskończoność. Nie czułam się pewnie w swoich decyzjach. Nie ufałam sobie, ani swoim uczuciom. Samodzielność nie oznacza jednak samotności. Oznacza dojrzałość. Tak to teraz widzę.
Solaris pisze: 06 lut 2026, 9:56 I wciaz chce mi sie tylko płakać nad tym, jakim cudownym małżeństwem kiedyś byliśmy, a kim jesteśmy teraz? Przecież te prawie 30 lat nie mogły byc iluzją. Jak widać, cos sie wydarzyło, nie wiem tylko co. Teraz to moze nieistotne, ale ja chciałabym wiedzieć. Choć w sumie, po co mi ta wiedza, to tez nie wiem. Mleko sie wylało, skisło i śmierdzi. Nic juz nie bedzie takie samo. Moje zycie diametralnie sie zmieniło, nie jestem na to gotowa, ale nie bardzo mam wyjscie😪
To część procesu. Ja żyjąc razem z mężem byłam pewna, że mamy wspaniałe małżeństwo. Potem, że fatalne. Dziś, z perspektywy czasu widzę, że było po prostu różnie. Mieliśmy swoje dobre chwile i swoje problemy i trudności, które narosły tak, że wspólne życie stało się niemożliwe. Nie ma jednej przyczyny, jednej chwili. To się działo przez lata, narastało powoli, niezauważenie. Aż z dobrego małżeństwa staliśmy się małżenstwem chorującym.

W sumie nadal lubię to swoje chorujące małżeństwo, choć dziś nie mam z mężem kontaktu i nie zamierzam go mieć. Nazywam to "zdrowiejącym małżeństwem". Nawet jeśli tylko ja zdrowieję, to dużo: w końcu cała połowa małżeństwa staje się zdrowa :D

Jestem sama - w rozumieniu, że bez męża - ale nie jestem samotna. Bałam się takiego stanu, ale niepotrzebnie. Jest dobrze, a nawet szczęśliwie. Każdy dzień mnie cieszy, nawet gdy jest trudny.
Solaris
Posty: 150
Rejestracja: 22 paź 2024, 19:42
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Solaris »

Współczuję Ci bardzo. Mnie czeka rewolucja, i tez nie wiem, co za rogiem. To, ze teraz mam wsparcie nie oznacza, ze bede je miała, ze bede miała zrozumienie. Najbardziej sie obawiam zdań w stylu- no dobrze uwolniłaś sie, to zacznij sie uśmiechać i weź sie w garść.

Ja chwilowo sie nie modlę. Dlatego dziekuje za Wasze modlitwy po stokroć ❤️
Ruta
Posty: 3823
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy zaufanie da sie w ogóle odbudowac?

Post autor: Ruta »

Solaris pisze: 06 lut 2026, 17:47 Współczuję Ci bardzo. Mnie czeka rewolucja, i tez nie wiem, co za rogiem. To, ze teraz mam wsparcie nie oznacza, ze bede je miała, ze bede miała zrozumienie. Najbardziej sie obawiam zdań w stylu- no dobrze uwolniłaś sie, to zacznij sie uśmiechać i weź sie w garść.

Ja chwilowo sie nie modlę. Dlatego dziekuje za Wasze modlitwy po stokroć ❤️
Dziękuję 💖 W pierwszej chwili pomyślalam, że w sumie nie ma czego mi obecnie współczuć, ale spojrzałam się na siebie... i jest trochę takich rzeczy. Doświadczenia przemocy zostawiły na mnie ślad. To nie jest tak, że kiedy przemoc znikła, to z dnia na dzień stalam się zdrową pełną życia osobą. Czasem nie mam siły wstać z łóżka. Jedne rany się goją, inne otwierają.

Myślę czasem o tym, że Jezus Zmartwychwstały zachował swoje rany. To bardzo długo wydawało mi się nielogiczne. Rozumowałam tak, że - no właśnie tak, jak piszesz - przychodzi taki czas, że jest jakby po wszystkim i czas wstać, zacząć się uśmiechać, wziąć się w garść. Te Jego rany nie pasowały mi do Zmartwychwstania.

Myślę, że jakimś sensie Jezus zachował swoje rany także dla mnie, dla ciebie, dla każdej osoby, która doznała przemocy, która została skrzywdzona, doświadczyła cierpienia. Na pewno jest wiele innych teologicznych wyjaśnień. Jednak dla mnie, i dla wielu osób zdrowiejących z różnych zranień, Jego rany pozwalają mi nie oczekiwać od siebie samej, że moja historia zniknie bez śladu, lub że znikną ślady tej historii, jakie na sobie i w sobie noszę.

Tęsknię też za bliską relacją. Mam całkiem sporo dobrych relacji. Mam też relację z Bogiem, ważną, cenną, karmiącą. Dobrą. Ale relacja małżeńska jest wyjątkowa. I kiedy jej nie mam, jest we mnie w jej miejscu pustka. Taka, która czasem boli. Mogę czuć ten ból i szczęście zarazem, ale ból pozostaje bólem. Doświadczyłam z mężem dobrych chwil, wspólnoty, bliskości, radości ze wspólnego działania i brakuje mi ich. Już nie próbuję ich na siłę odzyskać. Nauczyłam się cieszyć tymi, które już przeżyłam. Myślę o tych osobach, które są tak poranione, że w swoim życiu nie przeżyły nawet jednej takiej chwili. Nauczyłam się czuć wdzięczność, za to, co już dostałam.

Myślę, że nie jest istotne, czy inni mnie rozumieją. Wiele osób myśli, jak ja myślałam kiedyś. I jak pod wpływem takich myśli próbowalam traktować siebie. Było, minęło, wstawaj, nie cackaj się ze sobą.
Słyszę nieraz: co z tobą jest nie tak? Sporo jest ze mną nie tak, ale nie mam ochoty każdemu o tym opowiadać. Szczególnie tym, którzy pytają, ale wcale nie po to, by uslyszeć odpowiedź. Mam też przy sobie osoby, które mają za sobą podobne do moich przejścia, które jak ja zdrowieją. I które czasem nie mają siły wstać z łóżka. I czasem z niego nie wstają. Ale i tak cieszą się każdą chwilą, kiedy udaje im się żyć. I przyjmują spokojnie te chwile, kiedy się nie udaje. Mam też osoby, które nie mają takich przeżyć, ale mają dla mnie współczucie i zrozumienie. Nie dopytują, nie rozdrapują, nie oskarżają. Są.

Solaris, nie zawsze przez wszystkich będziesz rozumiana. Największe niezrozumienie spotykam w tym, że nadal mojego męża kocham. Kocham, bo widzę w nim człowieka, tak samo poranionego jak ja. Kocham, bo widzę w nim to, co rok po roku w nim znika, zjadane nałogiem. Kocham, bo tak wybrałam. Tak jak uczy ksiądz Marek Dziewiecki, chronię się przed mężem, ale swojej miłości do niego nie wycofuję. Miłość nigdy nie jest głupotą. Kiedy przestałam się obwiniać, za to, że męża kocham - jest mi łatwiej i ze sobą i z tymi, którzy mówią mi, że jestem głupia.
***

Więc to nie jest tak, że kończy się przemoc i potem jest bajka. Usłyszałam, że człowiek po przemocy, jest jak człowiek, który przeżył ciężki wypadek samochodowy. Przychodzi czas, że na zewnątrz wygląda jak wszyscy. Jakby nigdy nic. Ale nadal ma swoje ograniczenia, nie ma pełnej sprawności, może coś mu tam wycięli, może łamie go w połamanych kościach na zmianę pogody. To nie zabiera mu radości życia, ale nadal potrzebuje zdrowieć, ma gorsze dni, odczuwa ból, potrzebuje lekarzy, terapii, wsparcia, pomocy, rehabilitacji. Po ustaniu przemocy jest się osobą w procesie zdrowienia.
ODPOWIEDZ