Nie rozwiodłam się

Wydarzył się cud uzdrowienia małżeństwa, a może tylko maleńki cudzik?...

Moderator: Moderatorzy

Chmurka
Posty: 24
Rejestracja: 29 sie 2024, 3:03
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Nie rozwiodłam się

Post autor: Chmurka »

Cześć Forumowicze,

Podczytuję to forum od 3 lat, czyli rok krócej niż trwają moje problemy w relacji z moim sakramentalnym mężem... :⁠-⁠)

Chcę Wam podziękować za to wirtualne miejsce, wyniosłam z niego wiele mądrości! A że jestem konkretna, to napiszę w punktach:

1. Wierzę, że Chrystus działa w moim życiu głównie przez konkretnych ludzi i w Waszych komentarzach często widziałam odblaski Bożej miłości, co mnie inspirowało do pracy nad swoim zachowaniem.

2. Udało mi się odpuścić zmienianie męża, a zaczęłam zmieniać siebie. Właśnie kończę studia podyplomowe i w końcu robię prawo jazdy. Pracuję nad swoją życiową i psychiczną niezależnością, co łatwe nie jest, bo mój mąż z tych nadopiekuńczych. A jednak cudem to się udaje i mimo kryzysu idę do przodu. Bardzo mi to pomogło podnieść swoją sprawczość i poczucie własnej wartości, które na początku naszego kryzysu sięgnęło dna najgłębszej morskiej głębiny.

3. Zaczęłam sama stawiać granice teściowej i przestałam bać się jej fochów. Umiem spokojnie, jasno i grzecznie powiedzieć co mi się nie podoba i poprosić o konkrety z jej strony. Działa to zadziwiająco skutecznie. Miło by było gdyby jeszcze mój mąż stawał po mojej stronie - zazwyczaj niestety milczy, ale nie jest to już dla mnie tragedią, jak wcześniej.

4. Dostrzegłam swój egocentryzm i zamknięcie się w rozpaczy. A tak naprawdę na tym forum jest mnóstwo takich historii jak nasza. To pozwala nabrać dystansu.

Jak się skończy nasza historia? Jesze nie wiem. Najważniejsze jest to, że kiedy zaczęło sypać mi się małżeństwo i to tak szybko po ślubie, myślałam że umrę. I w pewnym sensie psychicznie umarłam. A jednak nadal żyję i w dodatku nie straciłam wiary - to codziennie jest dla mnie niepojętym cudem.

Dodatkowo nieoczekiwanie, teraz czuję większą wolność wewnętrzną. Na początku kryzysu uważałam że moje nieudane małżeństwo to pułapka bez wyjścia, która mnie niszczy każdego dnia. Dziś, kiedy przestałam pokładać nadzieję w mężu, a przeniosłam punkt ciężkości na Boga, okazuje się że jestem bardziej wolna niż kiedy byłam singielką. Przede wszystkim wolna od iluzji, złudzeń i oczekiwań wobec innych ludzi (w tym mojego męża, który nie jest żadnym herosem, jak go widziałam na początku, ale takim samym grzesznikiem jak ja).

Na koniec mam jeszcze prośbę do użytkowników forum - proszę o polecenie lektury i nagrań na temat złości i agresji. Jestem z natury cholerykiem i chciałbym to w swoim życiu ogarnąć, a jakoś nie odnalazłam w tytułach za dużo na ten temat. Jakie są wasze sprawdzone sposoby żeby się nie wściekać? Aktualnie nie mam przestrzeni ani zasobów żeby rozpocząć terapię, ale chcę kontynuować inne formy pracy nad sobą.

Pozdrawiam serdecznie,
Chmurka
Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 14882
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Nie rozwiodłam się

Post autor: Nirwanna »

Chmurko, chwała Panu! :-D
Bardzo dobrze się czyta Twoje konkretne, wypunktowane świadectwo :-D

Co do polecenia lektury, podrzucę Ci ten tytuł: "Kobieta z płonącym nosem. O złości kobiety biblijnie i terapeutycznie ", autorka Debora Sianożęcka https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4884496 ... peutycznie
Ufam, że będzie doskonałym punktem wyjścia do pracy nad tym obszarem Twojego "ja" :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2139
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Nie rozwiodłam się

Post autor: ozeasz »

Chmurka pisze: 23 paź 2025, 2:51 Na koniec mam jeszcze prośbę do użytkowników forum - proszę o polecenie lektury i nagrań na temat złości i agresji. Jestem z natury cholerykiem i chciałbym to w swoim życiu ogarnąć, a jakoś nie odnalazłam w tytułach za dużo na ten temat. Jakie są wasze sprawdzone sposoby żeby się nie wściekać? Aktualnie nie mam przestrzeni ani zasobów żeby rozpocząć terapię, ale chcę kontynuować inne formy pracy nad sobą.
Też jestem cholerykiem, i "pracuję" na kształtowaniem swojego charakteru od wielu lat.


Co takiego dzieje się w Twoim życiu że chcesz to zmienić?

Ja w którymś momencie uświadomiłem sobie, że "jestem największym wrogiem samego siebie", dzisiaj powiedziałbym, że mój temperament i charakter nie współgra z moimi celami i wartościami i nieraz jest przeszkodą w ich osiąganiu, nauczyłem się kochać samego siebie, myślę że to był jeden z głównych elementów tych trudnych zjawisk związanych z moim temperamentem, brak miłości samego siebie.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Chmurka
Posty: 24
Rejestracja: 29 sie 2024, 3:03
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Nie rozwiodłam się

Post autor: Chmurka »

ozeasz pisze: 01 lis 2025, 9:53 Też jestem cholerykiem, i "pracuję" na kształtowaniem swojego charakteru od wielu lat.

Co takiego dzieje się w Twoim życiu że chcesz to zmienić?

Ja w którymś momencie uświadomiłem sobie, że "jestem największym wrogiem samego siebie", dzisiaj powiedziałbym, że mój temperament i charakter nie współgra z moimi celami i wartościami i nieraz jest przeszkodą w ich osiąganiu, nauczyłem się kochać samego siebie, myślę że to był jeden z głównych elementów tych trudnych zjawisk związanych z moim temperamentem, brak miłości samego siebie.
Bardzo dobre pytanie. No ja mam taki ambiwalentny stosunek do złości i gniewu. Nie rozumiem na przykład dlaczego gniew jest zaliczany do grzechów, bo słuszny gniew na jakąś niesprawiedliwość często jest punktem wyjścia do rozwoju a nawet jakiegoś szlachetnego działania w obronie kogoś/czegoś. Fajnie to widać czasem u dzieci które są rzeczywiście wyczulone na niesprawiedliwość dorosłych albo na źle traktowanie zwierząt. Moja mała kuzynka z powodu świętego oburzenia na złych dorosłych zaniedbujących zwierzęta namówiła rodziców na adopcję psa. Tak rozumiany gniew to dobre uczucie, można jego energię przekuć w działanie. Wiele razy tak też było w moim życiu.

Nie byłam taką choleryczką zawsze, właściwie to się dopiero rozhulało jak wyszłam za mąż. Wcześniej też mi się zdarzały wybuchy ale nie tak często i nie tak nasilone. Cierpi na tym z pewnością mąż i teściowa, którzy z kolei są raczej skryci, tłumiący i unikający emocji.

A konkretnie - zauważyłam że reakcja wybuchowa zaczęła mi wchodzić w NAWYK!!! i mnie to przeraziło. Kulminacją był moment kiedy zdarzyło mi się przekląć przy mojej mamie. Wstyd mi do tej pory. Kiedyś nigdy nie przeklinałam.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że któregoś dnia połączyłam różne fakty z mojego chaotycznego życia zawodowego, osobistego, miłosnego, podróżniczego i zrobiłam sobie diagnozę ADHD. Po 30-tce, już po ślubie. Oczywiście wyszło że mam, więc wiem że jestem bardziej emocjonalna niż większość społeczeństwa i że to jest dosłownie w moim DNA, zresztą jedno z moich rodziców jest identyczne w tej kwestii, ADHD jest często dziedziczne. Diagnoza też mnie skłania do tej pracy nad emocjami.
Ruta
Posty: 3823
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Nie rozwiodłam się

Post autor: Ruta »

Gniew, a nawet agresja, jako uczucia nie są grzechem, bo żadne uczucie nie jest grzechem. Dowiedziałam się tego z wykładów ks. Marka Dziewieckiego. Ksiądz jest doktorem psychologii, ma ogromną wiedzę. W skrócie: zgrzeszyć można myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem, ale nie uczuciem. Uczucia mogą być przyjemne lub nieprzyjemne, trudne bądź łatwe, ale nie ma uczuć dobrych lub złych. Uczucia są moralnie obojętne. Polecam wykłady i książki ks. Dziewieckiego.

Z kolei od ks. Grzywocza dużo nauczyłam się o tym, po co uczucia są, jakie funkcje pełnią, jak je obsługiwać. Jest taka seria jego wykładów: "uczucia niekochane". Są do odszukania na YouTubie. Ja bardzo lubię jego wykład: "Trochę inaczej o agresji".

[ całość można zakupić w formie e-booka - ks. Krzysztof Grzywocz "Kierownictwo duchowe, a uczucia niekochane"]

Pytasz: Jakie są wasze sprawdzone sposoby żeby się nie wściekać?

Ja ze swojej natury jestem spokojna. W badaniach temperamentu konsekwentnie wypadam jako flegmatyczka. Jednak w moim trudnym małżeństwie stałam się chodzącą bombą. Wybuchałam raz po raz. U mnie to wynikało, dziś już to wiem, z tłumienia złości. Trening tłumienia odebrałam bardzo wcześnie, już jako mała dziewczynka. Dowiedziałam się, że nie wolno się złościć i że to grzech. Wzięłam to bardzo poważnie. Zamiast złości zaczęłam wtedy czuć smutek. I tak bez tej złości żyłam.

W małżeństwie także tłumiłam złość. Tylko, że tych powodów do złości było bardzo dużo. Mój mąż upijał się, używał narkotyków, był uzależniony również od pornografii, tracił kolejne prace, przerzucał na mnie obowiązki, ranił mnie na różne sposoby. Był też w ścisłym związku ze swoją mamą. Razem tworzyli koalicję z której wynikało, że wszystkiemu co robi mąż jest winna ja. Miałam tak doskonale opanowane tłumienie złości, że wcale jej w tym wszystkim nie czułam. Ale to, że jej nie czułam, nie znaczy, że jej nie było. Była. Wywalała w takich nagłych wybuchach. W takim wybuchu głośno krzyczałam, wykrzykiwałam swoje emocje, logicznie to nie miało sensu. Potem często płakałam. Ten mechanizm wybuchania się we mnie utrwalił.

Do pracy nad zmianą zmotywowało mnie zrozumienie, że w ten sposób ranię bliskich i siebie.

1. Na początku najbardziej pomocna była dla mnie pauza.

Pauza polega na tym, że kiedy coś czuję, nie reaguję od razu, tylko się zatrzymuję, pauzuję właśnie.

Bodziec -pauza- reakcja.

Moje reakcje po pauzie były zdecydowanie łagodniejsze.

2. Nauczyłam się też zasady HALT. Kiedy jestem
Hungry - głodna
Angry - w złości
Lonely - osamotniona
Tired - zmęczona

jestem bardziej skłonna do wybuchu, agresji. Dlatego nie wchodzę wtedy w interakcje, rozmowy, rozwiązywanie czegokolwiek. Wycofuję się wtedy i zaopiekowuję się odpowiednią "literką": jem, rozładowuję w zdrowy sposób swoją frustrację, złość, do znośnego poziomu, zapewniam sobie potrzebną relację, obecność, odpoczywam.

To takie środki pierwszej pomocy, znacząco zmniejszające ilość wybuchów, pomagające panować nad emocjami, zarządzać nimi. Działają. Sprawdzone.
Któregoś dnia mój młodszy syn powiedział do taty: - No widzisz. Mówiłem ci, że mama nie będzie krzyczała :)
To był owoc tej mojej pracy, mozolnej nauki pauzowania i haltowania.

Natomiast w głębszej pracy uczyłam się rozładowywać wewnętrzne napięcie. Nie wiedziałam o tym, że je mam. Traktowałam swój stan jako normalny, bo innego nie znałam. Moje życie przebiegało tak, że moim stałym, naturalnym stanem, stał się stan stałego pobudzenia. W skali od 0 do 100, gdzie 0 to spokój, ja doszłam do 100 jako mojego 0. Gdy napięcie rosło, wychodziłam poza skalę. Kiedy po raz pierwszy poczułam spokój, wpadłam w panikę... Dziś się z tego śmieję, ale wtedy naprawdę byłam przestraszona.

Jest też kwestia zwiększania pojemności na emocje. Ja mało ich w sobie mieściłam. Wydawało mi się, że wielu nie jestem w stanie wytrzymać. I pewnie nawet miałam rację. Przyjmowanie różnych emocji, dawanie sobie czasu na zrozumienie ich, odczucie, przeżycie powoli tą moją pojemność zwiększało. Jak rozszerzający się wszechświat.

Samo uwolnienie nagromadzonego napięcia i zwiększanie pojemności na uczucia było ważne, ale potrzebowałam jeszcze zbudować w sobie spokój. Nie znalazłam innego narzędzia, niż opieranie się na Bogu, rozwijanie swojej ufności w Nim. Spokojowi sprzyja też poznanie siebie, bycie przy sobie, rozumienie siebie, swoich reakcji.

Parę dni temu zachowałam spokój, ten swój wewnętrzny, w obliczu zdarzeń mogących wytrącić z równowagi. Nie potrzebowałam już haltu ani pauzy. Byłam emocjonalnie poruszona, ale nadal w środku siebie spokojna. To bardzo przyjemne. Dla mnie. No i dla bliskich.

Przede mną jednak nadal sporo pracy.

Nie tłumię już gniewu, złości, agresji, umiem je w sobie przyjąć i je przeżyć. Umiem nie wylać ich na nikogo, ani na siebie. Umiem je rozładować, by się we mnie nie gromadziły. Ale nadal boję się ich używać. Mówiąc po "grzywoczowemu", moje psy jeszcze nie szczekają i jeszcze nie warczą... ale może kiedyś zaczną.

Miłej konferencji o agresji, polecam z serca :)
Ostatnio zmieniony 14 sty 2026, 23:46 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: link zastąpiony informacją
ODPOWIEDZ