Złożony pozew ...co dalej

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Micealo
Posty: 178
Rejestracja: 27 wrz 2021, 14:04
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Micealo » 22 lis 2021, 15:22

Dziekuję Pavle.
Tylko u mnie jest ten problem ze ja przez 3 -4 lata ostatnie wogole nie rozmawiałem z żoną , były właśnie takie suche komendy.
Nie było żadnej rozmowy , dialogu ..."tylko co kupić" itp.
I teraz obawiam się , że jak nadal tak będzie jak było to żona w ogóle nie zauważy żadnej zmiany , z drugiej strony jak się czasem odzywam przez messenger to ranię , z wypominaniem jej "kowalskiego " .Docinam w taki czy inny sposób .
I z drugiej strony , nie wiem jak mam się teraz zachowywać , powiedziałem jej że chciałbym po prostu tak jak czuję ...
To ona- nie ...ale alternatywy nie przedstawiła .
Mega trudno , mieszkać ze sobą podczas kryzysu.

Pavel
Posty: 4571
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Pavel » 22 lis 2021, 22:10

Micealo pisze:
22 lis 2021, 15:22
Dziekuję Pavle.
Tylko u mnie jest ten problem ze ja przez 3 -4 lata ostatnie wogole nie rozmawiałem z żoną , były właśnie takie suche komendy.
Nie było żadnej rozmowy , dialogu ..."tylko co kupić" itp.
I teraz obawiam się , że jak nadal tak będzie jak było to żona w ogóle nie zauważy żadnej zmiany , z drugiej strony jak się czasem odzywam przez messenger to ranię , z wypominaniem jej "kowalskiego " .Docinam w taki czy inny sposób .
I z drugiej strony , nie wiem jak mam się teraz zachowywać , powiedziałem jej że chciałbym po prostu tak jak czuję ...
To ona- nie ...ale alternatywy nie przedstawiła .
Mega trudno , mieszkać ze sobą podczas kryzysu.
Wiesz, aby była jasność - ja ci wcale nie polecam kopiowania tego co robiłem ja.
Moja sytuacja to była moja sytuacja i nawet rozsądne kroki które w moim przypadku pomogły - w twoim mogą być nieadekwatne do sytuacji albo nawet szkodliwe. Tzn. powtarzanie na zasadzie "kopiuj-wklej".
Polecam tylko dwa rozwiązania które warto (w dodatku lepiej jakościowo) implementować w swoim życiu bezkrytycznie: budowanie relacji z Bogiem i praca nad sobą. To nie ma szans zawieść.
Reszta, konkretne rozwiązania - warto rozpatrywać indywidualnie i dopasować do swojej indywidualnej sytuacji.
Jak?
Pracując nad sobą, poznając siebie, żonę, analizując małżeństwo.

Ja przestałem się, na miesiąc, do żony odzywać, bowiem za dużo i za często gadałem. Nie miała przestrzeni by pomyśleć, bo ze swej strony dawałem jej porządnie opisane (ilościowo, niekoniecznie jakościowo)scenariusze i opcje. Nazbyt się narzucałem i w przeróżny sposób naciskałem na ratowanie małżeństwa. W rezultacie była przemęczona psychicznie i miała mnie po dziurki w nosie. Już pomijając jej ówczesne wyczyny i pogubienie.
Dlatego postanowiłem (gdy to załapałem) zamilknąć.

Generalnie sposób działania jaki ogólnie przyjąłem w kontaktach z żoną był inny niż brak gadania (tu zmierzałem do względnie zdrowego balansu).
Mianowicie postanowiłem by ze swojej strony przestać psuć. Czyli nie pogarszać ze swojej strony i tak już wystarczająco popsutej relacji. Bodziec - pauza - reakcja. To dobra metoda zwłaszcza gdy się jest w gorącej wodzie kąpanym ratusem bez cierpliwości.

Nie oznacza to braku bronienia się, kładzenia uszu po sobie. Wtedy starałem się wdrażać nowe metody komunikacji, stawianie granic (z czasem rozumiejąc, że najskuteczniejsze granice to te stawiane sobie).


Inna rzecz, że piszesz o tym jak w ostatnich latach funkcjonowałeś. Dobrze, że to widzisz, warto to zmieniać. Konsekwentnie, jedna rzecz po drugiej.

Zaznaczam, że robię to tylko na chwilę, ale chciałbym odwrócić nieco punkt ciężkości.
Pamiętam bowiem swoją początkową ocenę siebie.
Gdzie była i co robiła w tamtym czasie twoja żona? jak ona funkcjonowała?

Zmierzam do tego, że ja również się mocno zamknąłem i w jakiś sposób uciekłem od żony i częściowo dzieci...w grę na telefonie.
Podczas analizy doszedłem jednak do źródeł tego zachowania. Jasne, niedojrzałego i niszczącego relację z żoną, dziećmi, otoczeniem.
Ale z czegoś to wynikało.
U mnie - żona wręcz polowała na moje potknięcia, próbowała sobie, mnie i otoczeniu pokazać, że jestem gorszy niż jestem (jakbym i bez tego nie był pogubiony). To nie moje wymysły, to jej słowa.
Brak docenienia, ciepła, dobrego słowa, za to masa krytyki. Próby dyskredytowania zwłaszcza w obecności rodziny, znajomych. Nierzadko świadomie.
W efekcie w niedojrzały sposób podświadomie próbowałem kompensowac sobie potrzebę bycia ważnym, potrzebnym, docenionym, podziwianym.
Jasne, żona starała się po swojemu mi komunikować, że jej takie życie nie pasuje, co jej nie gra.
Tyle, że ja odbierałem to jako marudzenie, czepianie się.
Jedna sprawa - byłem ślepy i głuchy, niedojrzały, mentalnie zdecydowanie nie byłem mężczyzną.
Druga - jej sposób komunikacji był raniący, powodujący próby bezrefleksyjnej obrony na zasadzie odbijania piłeczki, nie było spokojnej rozmowy, propozycji rozwiązań, spojrzenia na siebie i jej udział w kryzysie.

Aby była jasność - tak jak ja nie miała wiedzy, umiejętności, dojrzałości. Za to podobnie jak ja - sporo dysfunkcji, chęci zmieniania wszystkich poza sobą.
Tak nie dało się niczego poprawić, naprawić.
Psuliśmy więc dalej, aż ona pękła. Przelało się jej, bo się pogubiła i popłynęła.
Ale oboje mieliśmy, całkiem słusznie, siebie dosyć.
Bo tak jak nawalałem jako mąż ja, tak nawalała jako żona i ona.
I warto mieć tego świadomość.
O ile to żadne usprawiedliwienie, bo warto zająć się swoim udziałem, o tyle na kryzys (niekoniecznie po połowie) pracują obie strony.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

sajmon123
Posty: 424
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: sajmon123 » 22 lis 2021, 23:23

Pavel pisze:
22 lis 2021, 22:10
Micealo pisze:
22 lis 2021, 15:22
Dziekuję Pavle.
Tylko u mnie jest ten problem ze ja przez 3 -4 lata ostatnie wogole nie rozmawiałem z żoną , były właśnie takie suche komendy.
Nie było żadnej rozmowy , dialogu ..."tylko co kupić" itp.
I teraz obawiam się , że jak nadal tak będzie jak było to żona w ogóle nie zauważy żadnej zmiany , z drugiej strony jak się czasem odzywam przez messenger to ranię , z wypominaniem jej "kowalskiego " .Docinam w taki czy inny sposób .
I z drugiej strony , nie wiem jak mam się teraz zachowywać , powiedziałem jej że chciałbym po prostu tak jak czuję ...
To ona- nie ...ale alternatywy nie przedstawiła .
Mega trudno , mieszkać ze sobą podczas kryzysu.
Wiesz, aby była jasność - ja ci wcale nie polecam kopiowania tego co robiłem ja.
Moja sytuacja to była moja sytuacja i nawet rozsądne kroki które w moim przypadku pomogły - w twoim mogą być nieadekwatne do sytuacji albo nawet szkodliwe. Tzn. powtarzanie na zasadzie "kopiuj-wklej".
Polecam tylko dwa rozwiązania które warto (w dodatku lepiej jakościowo) implementować w swoim życiu bezkrytycznie: budowanie relacji z Bogiem i praca nad sobą. To nie ma szans zawieść.
Reszta, konkretne rozwiązania - warto rozpatrywać indywidualnie i dopasować do swojej indywidualnej sytuacji.
Jak?
Pracując nad sobą, poznając siebie, żonę, analizując małżeństwo.

Ja przestałem się, na miesiąc, do żony odzywać, bowiem za dużo i za często gadałem. Nie miała przestrzeni by pomyśleć, bo ze swej strony dawałem jej porządnie opisane (ilościowo, niekoniecznie jakościowo)scenariusze i opcje. Nazbyt się narzucałem i w przeróżny sposób naciskałem na ratowanie małżeństwa. W rezultacie była przemęczona psychicznie i miała mnie po dziurki w nosie. Już pomijając jej ówczesne wyczyny i pogubienie.
Dlatego postanowiłem (gdy to załapałem) zamilknąć.

Generalnie sposób działania jaki ogólnie przyjąłem w kontaktach z żoną był inny niż brak gadania (tu zmierzałem do względnie zdrowego balansu).
Mianowicie postanowiłem by ze swojej strony przestać psuć. Czyli nie pogarszać ze swojej strony i tak już wystarczająco popsutej relacji. Bodziec - pauza - reakcja. To dobra metoda zwłaszcza gdy się jest w gorącej wodzie kąpanym ratusem bez cierpliwości.

Nie oznacza to braku bronienia się, kładzenia uszu po sobie. Wtedy starałem się wdrażać nowe metody komunikacji, stawianie granic (z czasem rozumiejąc, że najskuteczniejsze granice to te stawiane sobie).


Inna rzecz, że piszesz o tym jak w ostatnich latach funkcjonowałeś. Dobrze, że to widzisz, warto to zmieniać. Konsekwentnie, jedna rzecz po drugiej.

Zaznaczam, że robię to tylko na chwilę, ale chciałbym odwrócić nieco punkt ciężkości.
Pamiętam bowiem swoją początkową ocenę siebie.
Gdzie była i co robiła w tamtym czasie twoja żona? jak ona funkcjonowała?

Zmierzam do tego, że ja również się mocno zamknąłem i w jakiś sposób uciekłem od żony i częściowo dzieci...w grę na telefonie.
Podczas analizy doszedłem jednak do źródeł tego zachowania. Jasne, niedojrzałego i niszczącego relację z żoną, dziećmi, otoczeniem.
Ale z czegoś to wynikało.
U mnie - żona wręcz polowała na moje potknięcia, próbowała sobie, mnie i otoczeniu pokazać, że jestem gorszy niż jestem (jakbym i bez tego nie był pogubiony). To nie moje wymysły, to jej słowa.
Brak docenienia, ciepła, dobrego słowa, za to masa krytyki. Próby dyskredytowania zwłaszcza w obecności rodziny, znajomych. Nierzadko świadomie.
W efekcie w niedojrzały sposób podświadomie próbowałem kompensowac sobie potrzebę bycia ważnym, potrzebnym, docenionym, podziwianym.
Jasne, żona starała się po swojemu mi komunikować, że jej takie życie nie pasuje, co jej nie gra.
Tyle, że ja odbierałem to jako marudzenie, czepianie się.
Jedna sprawa - byłem ślepy i głuchy, niedojrzały, mentalnie zdecydowanie nie byłem mężczyzną.
Druga - jej sposób komunikacji był raniący, powodujący próby bezrefleksyjnej obrony na zasadzie odbijania piłeczki, nie było spokojnej rozmowy, propozycji rozwiązań, spojrzenia na siebie i jej udział w kryzysie.

Aby była jasność - tak jak ja nie miała wiedzy, umiejętności, dojrzałości. Za to podobnie jak ja - sporo dysfunkcji, chęci zmieniania wszystkich poza sobą.
Tak nie dało się niczego poprawić, naprawić.
Psuliśmy więc dalej, aż ona pękła. Przelało się jej, bo się pogubiła i popłynęła.
Ale oboje mieliśmy, całkiem słusznie, siebie dosyć.
Bo tak jak nawalałem jako mąż ja, tak nawalała jako żona i ona.
I warto mieć tego świadomość.
O ile to żadne usprawiedliwienie, bo warto zająć się swoim udziałem, o tyle na kryzys (niekoniecznie po połowie) pracują obie strony.
Jeden z lepszych wpisów, jakie ostatnio przeczytałem na forum. I to tylko dzięki temu o czym pisał Jacek Sychar w innym wątku - tylko dzieleniem się swoim doświadczeniem. Z tego co pamiętam, to wróciliście do siebie po 8 miesiącach. Ja po 12 miesiącach dalej nie umiem zamknąć jadaczki i mówię (coraz mniej) o różnych scenariuszach itd.

Każdy ma swoje za uszami, każdy ma coś z dzieciństwa co zostaje aktywowane niejako przez określone zachowania drugiej strony. Dlatego tak jak piszesz, warto zająć się Sobą by ten lont się nie odpalał. Druga strona jeśli nie zechce to będzie dalej tkwiła w swojej wizji...

Micealo
Posty: 178
Rejestracja: 27 wrz 2021, 14:04
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Micealo » 23 lis 2021, 14:36

Pavel , bardzo wartościowy post , pouczający , dający do myślenia . Jest wiele podobieństw i zapewne różnic.
Dziękuje , bo te słowa na pewno wykorzystam , są skarbnicą wiedzy , jak bardzo teraz mi potrzebnej.

Boli mnie strasznie jak dowiaduje się co jakiś czas o wysyłce sms, mms do kowalskiego przez żonę . Pojawia się złość, gniew...
A przecież te uczucia powinienem "odpuścić" . Wydaje się , że te odwieszenie od żony to u mnie jeden krok do celu i dwa w przeciwnym kierunku . Chyba jeszcze nie umiem sobie z tym poradzić. Bywają dni gdy nie ma kontaktu z żony strony , albo tak mi się wydaje , ale gdy tylko się dowiaduje , raptownie " podnosi mi ciśnienie "
Częsta spowiedź i komunia św . dodają trochę spokoju i opanowania i sił . Chyba najtrudniej z brakiem sexu, wstrzemięźliwość jest trudna ...

Pavel
Posty: 4571
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Pavel » 23 lis 2021, 16:49

Micealo pisze:
23 lis 2021, 14:36
Pavel , bardzo wartościowy post , pouczający , dający do myślenia . Jest wiele podobieństw i zapewne różnic.
Dziękuje , bo te słowa na pewno wykorzystam , są skarbnicą wiedzy , jak bardzo teraz mi potrzebnej.

Boli mnie strasznie jak dowiaduje się co jakiś czas o wysyłce sms, mms do kowalskiego przez żonę . Pojawia się złość, gniew...
A przecież te uczucia powinienem "odpuścić" . Wydaje się , że te odwieszenie od żony to u mnie jeden krok do celu i dwa w przeciwnym kierunku . Chyba jeszcze nie umiem sobie z tym poradzić. Bywają dni gdy nie ma kontaktu z żony strony , albo tak mi się wydaje , ale gdy tylko się dowiaduje , raptownie " podnosi mi ciśnienie "
Częsta spowiedź i komunia św . dodają trochę spokoju i opanowania i sił . Chyba najtrudniej z brakiem sexu, wstrzemięźliwość jest trudna ...

Odpuścić uczucia?
Ja nie polecam.
Twoje emocje to informacje. „Odpuszczanie” ich to nic innego niż wmawianie sobie, że to co czujesz...no, że nie powinieneś czuć tego co czujesz.
A to niekoniecznie powinna być prawda.
Dlatego warto się przyglądać trudnym emocjom, zadawać sobie pytanie: dlaczego tak się czuję?
Czy to uczucie adekwatne do sytuacji?

W tym konkretnym przypadku, gdy żona romansuje z kowalskim, uczucia rozczarowania, gniewu, zawodu, złości wydają mi się adekwatne do sytuacji.
To uczucia które informują: czuje się krzywdzony i oszukiwany.
Inną sprawą jest to, co z tymi emocjami zrobić.
Jak je mądrze skanalizować, jak ewentualnie wyrazić.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Micealo
Posty: 178
Rejestracja: 27 wrz 2021, 14:04
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Micealo » 24 lis 2021, 7:09

Jest za duzo we mnie gniewu i złości . Całkowicie niepotrzebnie może wypominam jej te pisanie z kowalskim, ale napisałem jej ze ja sie z tym zle czuje ,gdy ona pisze,kontaktuje sie . To oczywiście złość ze ona może pisać z kim chce i kiedy chce .
Dobrze nie dobrze ze zareagowałem po raz kolejny , i znowu dzień do (czterech liter ) Przykro ,po prostu bardzo . Może nie powienienm wogole reagować . Ale czy wtedy nie przyzwalam na wszystko .A tak przynajmniej będzie miała jakieś opory .
Nie było i nie ma jeszcze odwieszenia . I od dzis postaram sie …z całych sił

Julit
Posty: 96
Rejestracja: 08 wrz 2021, 21:41
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Julit » 24 lis 2021, 7:56

Micealo pisze:
24 lis 2021, 7:09
Jest za duzo we mnie gniewu i złości . Całkowicie niepotrzebnie może wypominam jej te pisanie z kowalskim, ale napisałem jej ze ja sie z tym zle czuje ,gdy ona pisze,kontaktuje sie . To oczywiście złość ze ona może pisać z kim chce i kiedy chce .
Dobrze nie dobrze ze zareagowałem po raz kolejny , i znowu dzień do (czterech liter ) Przykro ,po prostu bardzo . Może nie powienienm wogole reagować . Ale czy wtedy nie przyzwalam na wszystko .A tak przynajmniej będzie miała jakieś opory .
Nie było i nie ma jeszcze odwieszenia . I od dzis postaram sie …z całych sił
Moj koszmar zaczął się 6.06. Odwieszenie poczułam 31.10. Moje granice cierpliwosci i naiwności zostały przekroczone. Prawdę wyszarpywalam własnymi rękami, trochę się przy tym poraniłam, ale jak dla mnie, było warto. Już nie czuję złości związanej z obecnością kowalskiej. Uwolniłam się emocjonalnie. Jestem w programie 12 kroków i terapii indywidualnej. Pomaga.

agnes94
Posty: 224
Rejestracja: 22 sie 2021, 11:22
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: agnes94 » 24 lis 2021, 8:46

Myślę Micaelo, że to tak nie działa że Ty zwracasz żonie uwagę, że Ci źle z tym bo ona pisze z kowalskim i w niej może to budzić opory przed tym. Myślę wręcz, że to może przynosić zupełnie odrotny skutek. Wkońcu zakazany owoc najlepiej smakuje a jak jeszcze widzi, że w Tobie budzi to negatywne uczucia to dla niej dodatkowy plus pisania z kowalskim.
Wiem co czujesz, bo sama byłam w takiej sytuacji kiedy mieszkałam z mężem a sprawa z kowalską wyszła już na jaw i widziałam, że on cały czas z nią piszę to aż mnie skręcało. Kilka razy zwróciłam mu uwagę, mówiłam że mi z tym źle i przynosiło to jakiś skutek? Nie, wręcz mąż jeszcze bardziej oscentacyjnie to robił więc postanowiłam zmienić taktykę. On pisał a ja nic, chociaż w środku we mnie aż się gotowało ale nie komentowałam, nie zwracałam uwagi a wręcz czasami brałam telefon i pisałam do koleżanki i czasem się uśmiechałam do telefonu. Może źle postępowałam ale po prostu mi było z tym lżej bo z czasem ta oscentacja męża zniknęła bo zobaczył, że mnie to nie rusza a przez to i mi było lżej. Może to nie rozwiązuje problemu ale daje więcej spokoju, przynajmniej mi dawało.

Micealo
Posty: 178
Rejestracja: 27 wrz 2021, 14:04
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Micealo » 24 lis 2021, 9:24

Julit pisze:
24 lis 2021, 7:56
Micealo pisze:
24 lis 2021, 7:09
Jest za duzo we mnie gniewu i złości . Całkowicie niepotrzebnie może wypominam jej te pisanie z kowalskim, ale napisałem jej ze ja sie z tym zle czuje ,gdy ona pisze,kontaktuje sie . To oczywiście złość ze ona może pisać z kim chce i kiedy chce .
Dobrze nie dobrze ze zareagowałem po raz kolejny , i znowu dzień do (czterech liter ) Przykro ,po prostu bardzo . Może nie powienienm wogole reagować . Ale czy wtedy nie przyzwalam na wszystko .A tak przynajmniej będzie miała jakieś opory .
Nie było i nie ma jeszcze odwieszenia . I od dzis postaram sie …z całych sił
Moj koszmar zaczął się 6.06. Odwieszenie poczułam 31.10. Moje granice cierpliwosci i naiwności zostały przekroczone. Prawdę wyszarpywalam własnymi rękami, trochę się przy tym poraniłam, ale jak dla mnie, było warto. Już nie czuję złości związanej z obecnością kowalskiej. Uwolniłam się emocjonalnie. Jestem w programie 12 kroków i terapii indywidualnej. Pomaga.
Julit długo ..ale jest odwieszenie, mega Ci gratuluje.

Zwyklaosoba
Posty: 376
Rejestracja: 22 gru 2020, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Zwyklaosoba » 24 lis 2021, 11:30

Micealo pisze:
24 lis 2021, 9:24
Julit pisze:
24 lis 2021, 7:56
Micealo pisze:
24 lis 2021, 7:09
Jest za duzo we mnie gniewu i złości . Całkowicie niepotrzebnie może wypominam jej te pisanie z kowalskim, ale napisałem jej ze ja sie z tym zle czuje ,gdy ona pisze,kontaktuje sie . To oczywiście złość ze ona może pisać z kim chce i kiedy chce .
Dobrze nie dobrze ze zareagowałem po raz kolejny , i znowu dzień do (czterech liter ) Przykro ,po prostu bardzo . Może nie powienienm wogole reagować . Ale czy wtedy nie przyzwalam na wszystko .A tak przynajmniej będzie miała jakieś opory .
Nie było i nie ma jeszcze odwieszenia . I od dzis postaram sie …z całych sił
Moj koszmar zaczął się 6.06. Odwieszenie poczułam 31.10. Moje granice cierpliwosci i naiwności zostały przekroczone. Prawdę wyszarpywalam własnymi rękami, trochę się przy tym poraniłam, ale jak dla mnie, było warto. Już nie czuję złości związanej z obecnością kowalskiej. Uwolniłam się emocjonalnie. Jestem w programie 12 kroków i terapii indywidualnej. Pomaga.
Julit długo ..ale jest odwieszenie, mega Ci gratuluje.
Dla mni osobiście to krótki czas kilka miesięcy, ja czuję,że nigdy uczuć do końca nie będę w stanie wygasić
I To tych Dobrych Uczuć - tak mam na teraz. Nie wiem skąd to ale czasem myślę co ze mną nie tak, mąż "ciśnie" mnie tylko na podział majątku i wylicza non stop co mu się należy, wysyła rozliczenia, a jeszcze nawet rozwodu nie ma, wystąpił o rozdzielność co prawda, Mąż ma gdzieś nasz sakrament a ja cały czas mam
te myśl, że chciałabym to od nowa zbudować

Ruta
Posty: 2310
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Ruta » 24 lis 2021, 12:06

Micealo, piszesz "Jest za dużo we mnie gniewu i złości". Rozumiem to uczucie, przekonanie, że jakiejś emocji, uczucia jest we mnie "za dużo". I rozumiem też poczucie winy, że tak silnie reaguję i nawet próby zaradzenia uczuciom tez rozumiem. Sama czułam się tak bardzo winna swoim uczuciom i emocjom, że stłumiłam je zupełnie. Nie był to dobry pomysł.

Teraz pracuję nad tym, by uczyć się czuć, by nie winić siebie że czuję, ale też by uczuć się te uczucia obsługiwać, oraz by brać odpowiedzialność za to, jak swoje emocje i uczucia okazuję innym. Nie jestem jakoś bardzo w tym zaawansowana, ciągle błądzę i się potykam. Moje "odkrycia" dla osób zdrowych wydają się zapewne naiwne, banalne, oczywiste. Dla mnie są rewolucyjne. Podzielę się tym co odkryłam, zaobserwowałam, przepracowałam (lub jeszcze nie).

Pierwsze moje odkrycie jest takie, że uczucia są zupełnie neutralne moralnie. Nie da się czuć niewłaściwie, za mocno, krzywdząco.
Jeśli więc czuję gniew i złość, to jest ich we mnie tyle ile być powinno. I nikogo tym, że tak czuję nie krzywdzę. Bywa, że czuję chęć uderzenia mojego męża. To oznacza tylko tyle, że czuję się bardzo skrzywdzona, czuję potrzebę obrony, i że czuję potrzebę zadziałania tak, by on zmienił swoje postępowanie wobec mnie, wobec rodziny, dotarcia do niego z komunikatem, że jako mąż i ojciec nas krzywdzi. (O tym poczuciu, "by ktoś coś zmienił" napiszę dalej, bo to ważna część zagadnienia).

Uczucia i emocje informują nas o tym co się dzieje z nami, co się dzieje w naszych relacjach. To zmysły duszy. A część tych zmysłów pełni funkcję alarmów wczesnego ostrzegania i systemów radykalnego ostrzegania. W ciele mamy receptory temperatury, gdy dotykam czegoś gorącego, powodują automatyczną reakcję: cofam dłoń. Gdyby nie te receptory, nie czułabym bólu, mogłabym się zagapić i całkiem spalić swoją dłoń w ognisku i tego nie poczuć.

Są osoby, które mają rozregulowane receptory ciała i nie odczuwają bólu. Stale się ranią, łamią, doznają wszelkich możliwych urazów, bo ich systemy ostrzegania nie działają. Ja byłam osobą z wyłączonymi emocjonalnymi systemami alarmowymi. I stale byłam narażona na urazy. Nie warto manipulować przy swoim odczuwaniu. Warto doceniać gniew. I złość. Dają też napęd do zmiany, do obrony siebie - jeśli właściwie je wykorzystamy.
Tu masz wystąpienie Księdza Grzywocza o agresji, polecam całym sercem. Dużo mi się rozjaśniło.
https://www.youtube.com/watch?v=d8wcFuOufhw

System uczuć i emocji może być rozregulowany na znacznie więcej sposobów. Część tego co czujemy, emocji jakie się w nas pojawiają bierze się z naszych przekonań. Ja byłam przekonana, że moja wartość jako kobiety zależy od tego czy mój mąż jest mi wierny. Więc każda zdrada mojego męża budziła we mnie bardzo silne emocje. Odkąd to w sobie przepracowałam i moja wartość w moim wewnętrznym najbardziej intymnym ja nie zależy od męża i jego postępowania, czuję się zraniona postępowaniem męża i mnie ono boli. Ale skala emocji jest zupełnie inna. Nie mam już poczucia, że postępowania męża mi zagraża w jakikolwiek sposób, wobec tego nie mam już potrzeby kontrolowania go, wpływania na niego, uznawania, że jeśli nic nie zrobię to mąż potraktuje to jako przyzwolenie. Taka zmiana jest to część mojego procesu "odwieszania się". Ważna część.

To "przyzwolenie" jest także o innym przekonaniu, nad którym pracuję. Przez całe lata byłam przekonana, że wręcz należy wpływać na innych, czułam się odpowiedzialna za to jak postępują inni. Uważałam także, że mam prawo wpływać na innych tak, by postępowali zgodnie z tym, co ja uważam za właściwe. Miałam więc między innymi przekonanie, że mam nie tylko prawo, ale i obowiązek na męża wpływać, pozwalać mu, przekonywać go, nakłaniać - choćby do tak słusznej sprawy jak podjęcie terapii uzależnień, czy też nie zdradzanie mnie, nie ranienie.

Gdy czuję chęć wpłynięcia na kogoś, czuję też agresję, szczególnie, gdy równocześnie czuję bezsilność, bo ten ktoś dalej postępuje jak postępuje. Jak choćby w sytuacji chęci wpłynięcia na zmianę zachowania męża. U mnie, gdy mąż krzywdzi syna,pojawia się ochota, by mężowi przywalić kijem. Ja to w sobie zatrzymuję, nie uderzam męża, ani nie jetem wobec niego agresywna. Ale dla mnie jest to destrukcyjne.

Potrzebuję jeszcze odpuścić chęć wpływania na niego. A powiększyć swoją zdolność obrony siebie i dziecka. Pracuję nad tym.
Po pierwsze przestałam dawać sobie prawo do wpływania na innych ludzi, choćby i w najszlachetniejszych celach. Zamiast wpływania daję coś, co nie ma dobrej nazwy w języku polskim - informację zwrotną: otwarcie mówię, jak się z czymś czuję i na tym poprzestaję. Jeśli to nie powoduje zmiany, zaczynam siebie chronić, stawiając granicę - sobie. Granice stawiane innym nie działają. Taki prosty komunikat do męża: rani mnie gdy w ten sposób się do mnie zwracasz. Jeśli mąż przestaje - super. Jeśli nie - unikam sytuacji w których mąż może się do mnie tak zwracać, więc nie jestem raniona takim zwracaniem się. Sama mam na to wpływ i sama to reguluję. Piękne uczucie, panować nad swoim życiem. Wtedy, gdy mi się uda, bo nadal zaliczam tu solidne wpadki. Ale jak się udaje, jest pięknie, co motywuje mnie do dalszej pracy.

Wciąż natomiast budzi się we mnie potrzeba działania, gdy widzę, że ktoś robi coś "nie tak". Ale nauczyłam się włączać sobie pauzę. O tym pisał już Pavel "bodziec - pauza - reakcja". Coraz częściej na etapie pauzy, solidnej pauzy, długiej, gdy myślę, pytam kogoś mądrzejszego - i często dochodzę do wniosku, że reakcja jest zbędna. Zajmuję się sobą.

A potem jest jeszcze cały obszar co robić ze swoimi emocjami, jak się pojawią i przestaje się je krytykować, cenzurować. Początkowo są bardzo silne. Materiał na osobny wykład ;) Kluczem jest hasło "wentylować emocje" i "brać odpowiedzialność za to co czuję" - w sensie ja się zdenerwowałam, a nie on mnie zdenerwował, ja czuję się zraniona, a nie on mnie zranił. Jeśli "ja się czuję" to mam pełny wpływ na to co zrobię z tym dalej, jeśli "on mnie" to zaczynam zachowywać się jak bezwładna masa, coś jak tocząca się kula śniegowa, mogę po drodze sporo narozwalać. Lepiej nie. Bodziec - pauza - reakcja. Bodziec nie zależy ode mnie. Ale pauzę mogę sobie wypracować, i dzięki temu co podczas pauzy zrobię, mogę reagować świadomie.

Micealo
Posty: 178
Rejestracja: 27 wrz 2021, 14:04
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Micealo » 24 lis 2021, 13:42

Wydaje się , że miłość która połączyła mnie i małżonkę , jest prawdziwa,wyjątkowa szczera. Uważam że nie można przestać kochać , jeśli kochało się całym sercem ,całym sobą . Ja obecnie nawet gdy żona chce rozwodu , to nadal ją kocham , oczywiście są chwile zwątpienia , chwile kryzysu , Gdy pojawia się złość itp emocje. Miłość istnieje nadal.
Jest to mega trudne , kochać nadal całym sobą , gdy otrzymujemy ciosy od drugiej połówki, dlatego uważam że do poprawy i naprawy relacji jest potrzebna decyzja ( podejście rozumowe) .Dobrze opisywał to Mare
Zwykla osoba ...
Czasem jest tak ciężko że chciałbym wyć do księżyca, popłakać itp . Rozumiem Cię ...ja również nie rozumiem pewnych zachowań żony . Jest to jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu.
Ale po coś -to jest ...i uważam że po to abym stał się lepszą wersją siebie .
Pavel to dobrze opisuje, gdy on i żona w późniejszym okresie chcieli naprawiać , poprawiać itp.

mare1966
Posty: 1554
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: mare1966 » 24 lis 2021, 16:31

Micealo
widzę, że lubujesz się w takich pompatycznych opisach emocji.
Mnie tam nic do tego, ale w czym ta wasza miłość jest wyjątkowsza
od innych miliardów "wyjątkowych" ? :)
"Całym sercem, całym sobą" , "nie można przestać" itp.

No przecież ty sam prawie zapomniałeś na kilka lat o żonie, a ona najwyraźniej teraz o tobie.
Zjawisko "nawrotu miłości" a nawet wzmożonego miłowania jest powszechne w twojej sytuacji.
Rzecz tracona nabiera wartości.

Czego dorosły, inteligentny i wykształcony facet prawi bajki o połówkach ?
Tysiące takich "połówek" i to w twoim regionie.
Łączy was okres zakochania, czyli wspólne przeżycia, dzieci, majątek, mieszkanie itp.
A i to widać za mało....... na dzisiaj dla żony.

Kryzysy są SKUTKIEM, rozpadem układu.
Owszem , zawsze przynoszą, wymuszają zmiany, buduje się nowe.
To uniwersalne, dotyczy także kryzysów gospodarczych i politycznych.

Rada praktyczna : nie siedź w domu. Przestrzeń czterech ścian zamyka, ogranicza
myślenie, wzrok itd.
Przestrzeń sprawia, że widzimy dalej, szerzej , prawdziwiej.
Wreszcie ruch wzmacnia organizm.
Forma najprostsza - spacery, odwiedź jakieś muzeum albo siłownię.

Micealo
Posty: 178
Rejestracja: 27 wrz 2021, 14:04
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: Micealo » 24 lis 2021, 17:37

Pavle... Jakie czynniki spowodowały że Twojej żonie zaczęło się chcieć.. Ze podjęla decyzja o naprawie... Ze chciała wracać... Ze chciała się godzić.... Ze chciała rozmawiać... Ze chciała budować... Ze chciała tworzyć na nowo relacje...
Czy był jakiś element, Twoim zdaniem kluczowy., czy wydarzyło się coś?
I jakie czynności wykonaliście w początkowej fazie procesu naprawy?

mare1966
Posty: 1554
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Złożony pozew ...co dalej

Post autor: mare1966 » 24 lis 2021, 18:40

No brawo Micealo , wreszcie.
Bardzo dobre , konstruktywne pytania do Pawła.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości