1,5 roku kryzysu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Bławatek
Posty: 384
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Bławatek » 06 wrz 2020, 20:40

fannyprice pisze:
06 wrz 2020, 13:27
Świadkami byli moi teściowie, chyba w końcu zobaczyli, że nie wymyślam sobie tych zachowań męża.. Choć stwierdzili, że na wiele sobie zasłużyłam bo np. nie odwiedzałam ich zbyt często, przez co mężowi musiało być smutno i pewnie dlatego odreagowywał w taki sposób. Dla mnie żadne usprawiedliwienie. Trudno mi w ogóle zobaczyć związek.
Fannyprice, przykre, że trafiłaś do szpitala, mam nadzieję, że teraz będziesz miała spokój - dla dobra swojego i dzieciątka.

Zacytowałam fragment Twojej odpowiedzi - ja też niedawno usłyszałam od Teściów, że mam duży wkład w nasz kryzys (tak wiem, że oboje małżonkowie ponoszą odpowiedzialność za małżeństwo, relację, ale jedna osoba samodzielnie nie naprawi), też mieli zarzut, że nie jeździłam do nich często - tylko zapomnieli, że mój mąż jadąc do nich (sam lub z naszym synem) był u nich chwilę a resztę czasu spędzał w garażu (synem zajmowali się wtedy teście)a ja wtedy ogarnialam prace domowe, a jak proponowałam abyśmy ich odwiedzili w niedzielę to mąż nie chciał bo chciał odpocząć w domu. I od Teściów usłyszałam jeszcze, że teraz czas działa na moją niekorzyść bo jak on wejdzie w jakaś nową relację to będzie nam trudno wrócić do siebie. I znów winna ja.
Niedawno od kogoś dowiedziałam się, że przede mną mąż miał kilka dziewczyn, a mi się zarzekał, że miał tylko jedną. Zabolało.

Na tą chwilę może lepiej jak będziecie oddzielnie w formalnej lub nie, separacji. A patrząc wstecz na nasz kryzys też 1,5 roku po ślubie przypuszczam, że gdybym wtedy się od męża odseparowala to być może zarówno ja jak i nasze 6 m-czne wtedy dziecko, bylibyśmy spokojniejsi, a tak nasze dziecko chłonęlo wszystko jak gąbka. I ma teraz ciężko charakter niestety. Miałam męża na codzien a i tak ze wszystkim i do wszystkiego byłam sama. Więc jestem pewna, że dasz sobie sama radę ze wszystkim.

Spokoju życzę i pamiętam w modlitwie

renta11
Posty: 565
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: renta11 » 07 wrz 2020, 9:36

ozeasz pisze:
05 wrz 2020, 15:53


Kiedy przeczytałem że nie jesteś uprawniona do leczenia męża...zrobiło mi się przykro czytając to, czuję w sobie że mam potrzebę wzajemnej troski i opieki, czuję że to jest jedna z cech sakramentu małżeństwa(tak pomyślałem sobie teraz, a może sakrament małżeństwa ze swoją mocą daną od Boga, ma za zadanie przełamywać ludzkie bariery i być jak sama nazwa wskazuje widzialnym znakiem niewidzialnej łaski?), ja od czasu kiedy poznałem żonę widzę, poznaję jak trudna jest Jej historia, przeszłość z którą do dzisiaj nie zmierzyła się, jak wielki ma ona wpływ na Jej percepcję, pragnę Jej pomóc ze wszystkich sił, a terapeutka z którą mam do dzisiaj kontakt sporadyczny niejako potwierdziła ten kierunek, powiedziała kiedyś: żona przyjęła na siebie to jarzmo przemocy i pomogła ci z tego wyjść, może być tak, że ty dzięki swoim cechom oraz swoją postawą-cierpliwości, ofiarności, przede wszystkim bezinteresownej miłości pomożesz Jej wyjść z tego w czym ugrzęzła ?
W tym mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, abym był ambasadorem Twojej miłości, Twoimi rękoma, ustami...tam gdzie zostałem posłany, w małżeństwie, rodzinie, środowisku życia.....
Ozeaszu

Jest jasne, że za wyjątkiem psychopatów, człowiek krzywdzi swoją krzywdą. Czy to z powodu: odziedziczonych traum, własnych przeżyć w okresie prenatalnym, okołoporodowym i wczesnodziecięcym kształtują się w nas wzorce radzenia sobie w konkretnych sytuacjach. Często są to wzorce patologiczne i niestety bardzo trwałe całe życie. Ale to każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny za to, jak sobie z tymi patologicznymi wzorcami radzi.

Ja wiele rozumiem w sprawie tych patologicznych wzorców (sama takie mam), ale nie tłumaczę tym każdego złego zachowania. Bo każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie i ewentualnie za to, co częściowo wzbudza swoim zachowaniem w drugim człowieku. Natomiast nie jest odpowiedzialny za drugiego dorosłego człowieka. Nie jesteś więc odpowiedzialny za to, jak Twoja żona radzi sobie z patologicznymi wzorcami. I czy ona coś z tym robi, czy nie robi. To nie jest Twój problem. MIŁOSIERDZIE, wiem że ono kieruje nas w stronę pomocy, ewangelizacji, narzucania swojego światopoglądu, wiary, „urabiania” ludzi po swojemu. Ale nie zawsze miłosierdzie jest dobrym wyborem. We wczorajszej medytacji u Jezuitów na Pogłębiarce właśnie jest o tym mowa.

https://www.youtube.com/watch?v=RU6xhFrtvCU

Mt, 18, 15-20
Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. 16 Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. 17 Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.

W oryginale zamiast słowa „upomnij” jest słowo „odkryj” co jest bardzo istotną różnicą. Odkrywasz przed grzesznikiem prawdę, ale jeśli jest on nie gotowy do pracy nad sobą, to zostawiasz go, oddalasz się. Dajesz mu wolność co do tej gotowości właśnie. Bo to jest jego część pracy, jego odpowiedzialność, jego gotowość do niej. Bo tylko w przypadku gotowości grzesznik sam może się nawrócić, zrozumieć, zadośćuczynić, może się rozwijać. Ty możesz stać tylko obok w gotowości do tego, aby bez nacisków otwierać go na prawdę. I nic więcej. Nie można tej osoby stale tłumaczyć, działać za nią, uzdrawiać jej czyli „urabiać” człowieka. Bo to ten człowiek musi sam to zrobić, musi sam zadbać o swoje zbawienie.
To bardzo trudne balansowanie. A u Ciebie widzę wchodzenie całym sobą w żonę, w imię Sakramentu i próba „urabiania” jej. A to JEJ sprawa, JEJ problem, JEJ odpowiedzialność.
Z tego co mnie jest wiadomo, Bóg dokona Sądu na każdym człowieku osobno, a nie na Małżeństwie. Małżeństwo nie ma osobnego bytu, to związek dwóch osób z jakimś tam (większym czy mniejszym) zbiorem wspólnym.
Podejmowanie działań w swojej obronie, czy w obronie dziecka (alimentowanie, zgłaszanie spraw do różnych urzędów) nie jest działaniem wymierzonym przeciwko małżonkowi, a zaledwie obroną swoich i dziecka praw, a nawet swoich i dziecka interesów (jako wartości dodanej). To jest dla mnie jasne.
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1787
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: ozeasz » 07 wrz 2020, 10:24

Rento czy Ty się o mnie martwisz, o moją żonę, chcesz "wyprostować" moje myślenie? :)
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9615
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Nirwanna » 07 wrz 2020, 11:17

renta11 pisze:
07 wrz 2020, 9:36
Ja wiele rozumiem w sprawie tych patologicznych wzorców (sama takie mam), ale nie tłumaczę tym każdego złego zachowania. Bo każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie i ewentualnie za to, co częściowo wzbudza swoim zachowaniem w drugim człowieku. Natomiast nie jest odpowiedzialny za drugiego dorosłego człowieka. Nie jesteś więc odpowiedzialny za to, jak Twoja żona radzi sobie z patologicznymi wzorcami. I czy ona coś z tym robi, czy nie robi. To nie jest Twój problem. MIŁOSIERDZIE, wiem że ono kieruje nas w stronę pomocy, ewangelizacji, narzucania swojego światopoglądu, wiary, „urabiania” ludzi po swojemu. Ale nie zawsze miłosierdzie jest dobrym wyborem. We wczorajszej medytacji u Jezuitów na Pogłębiarce właśnie jest o tym mowa.

https://www.youtube.com/watch?v=RU6xhFrtvCU

Mt, 18, 15-20
Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. 16 Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. 17 Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.

W oryginale zamiast słowa „upomnij” jest słowo „odkryj” co jest bardzo istotną różnicą. Odkrywasz przed grzesznikiem prawdę, ale jeśli jest on nie gotowy do pracy nad sobą, to zostawiasz go, oddalasz się. Dajesz mu wolność co do tej gotowości właśnie. Bo to jest jego część pracy, jego odpowiedzialność, jego gotowość do niej. Bo tylko w przypadku gotowości grzesznik sam może się nawrócić, zrozumieć, zadośćuczynić, może się rozwijać. Ty możesz stać tylko obok w gotowości do tego, aby bez nacisków otwierać go na prawdę. I nic więcej. Nie można tej osoby stale tłumaczyć, działać za nią, uzdrawiać jej czyli „urabiać” człowieka. Bo to ten człowiek musi sam to zrobić, musi sam zadbać o swoje zbawienie.
To bardzo trudne balansowanie. A u Ciebie widzę wchodzenie całym sobą w żonę, w imię Sakramentu i próba „urabiania” jej. A to JEJ sprawa, JEJ problem, JEJ odpowiedzialność.
Z tego co mnie jest wiadomo, Bóg dokona Sądu na każdym człowieku osobno, a nie na Małżeństwie. Małżeństwo nie ma osobnego bytu, to związek dwóch osób z jakimś tam (większym czy mniejszym) zbiorem wspólnym.
Podejmowanie działań w swojej obronie, czy w obronie dziecka (alimentowanie, zgłaszanie spraw do różnych urzędów) nie jest działaniem wymierzonym przeciwko małżonkowi, a zaledwie obroną swoich i dziecka praw, a nawet swoich i dziecka interesów (jako wartości dodanej). To jest dla mnie jasne.
Ważnym elementem tej medytacji jest wprowadzenie do niej, tu: https://www.youtube.com/watch?v=FgL0VCn5H9U
Mnie też w niej poruszyło rozróżnienie między słowem w naszym tłumaczeniu "upomnij" a intencją oryginału "odkryj".
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

renta11
Posty: 565
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: renta11 » 07 wrz 2020, 19:49

ozeasz pisze:
07 wrz 2020, 10:24
Rento czy Ty się o mnie martwisz, o moją żonę, chcesz "wyprostować" moje myślenie? :)
A może raczej próbuję "odkryć" coś przed Tobą? A w przypadku braku gotowości po prostu umknąć? :D
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

nałóg
Posty: 2707
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: nałóg » 08 wrz 2020, 9:38

Ruta pisze:
06 wrz 2020, 15:13
Wiem także ze swojego doświadczenia, że postawa teściów potrafi bardzo zranić, szczególnie, gdy obwiniają synową za naganne zachowanie syna. Wielu teściów tak reaguje, tak po prostu jest. Postaraj się tym nie zadręczać. Reagują głupio i niesprawiedliwie, ale widocznie inaczej nie potrafią...
Jako matki synów i córek macie wielkie szanse zostać teściowymi ....... proponuję zapisywanie tych wypowiedzi teściów, ich postaw i zachowań które wg Was są przykre, nie akceptowalne czy urażające. Zapytacie PO CO? A PO TO aby gdy już będziecie teściowymi i sięgniecie do tych notatek to może unikniecie tego co się Wam dziś wydaje niestosowne u Waszych teściów .

I jeszcze takie przemyślenie......... małżeństwo , związek emocjonalny pomiędzy dwoma osobami płci odmiennych to płaszczyzna do permanentnego kryzysu.....tylko o różnym natężeniu. Niektórym jest dane za ich wspólną, ciężką pracą nad sobą indywidualnie i wspólnie nad związkiem, mieć bardzo długie okresy wzajemnego zrozumienia , akceptacji inności, chęci otwarcia się na tego drugiego/gą i tego co po ludzku nazywa się "dobrym małżeństwem" , dobrym czasem, lub jak mawia mój kolega "BAJKĄ" w małżeństwie. Tego Wam i sobie życzę.
Wg mojego doświadczenia wynika że potrzebna jest obustronna mądra i czasami twarda miłość tak wobec siebie jak i wobec współmałżonka/ki.PD

Ruta
Posty: 903
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Ruta » 14 wrz 2020, 21:01

Co tam u ciebie Funnyprice? Jak się czujesz? Jesteś obecna w moich modlitwach.

fannyprice
Posty: 657
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 01 lis 2020, 20:56

Trochę czasu minęło od mojego ostatniego posta. Zdążyłam w tym czasie urodzić piękną córeczkę, która jest ogromną radością w moim życiu. Niestety, moja relacja z mężem nie przetrwała, już praktycznie jej nie ma. Czas tuż przed porodem i sam poród był trudny, powoli kończę połóg i rekonwalescencję po nagłej operacji. Wsparcia męża niestety nie miałam zbyt wiele, byliśmy odseparowani. Dopiero gdy wróciłam do domu ze szpitala, pojawił się z chęcią "pomagania". Zgodziłam się. To było cudowne kilka dni... Naprawdę myślałam, że zdarzył się jakiś cud. Mąż nagle był taki jakim pamiętam go z narzeczeństwa - czuły, ofiarny, kochający, radosny, troskliwy. Wspólnie zajmowaliśmy się córeczką, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Skończyło się to jednak po wizycie męża u swoich rodziców. Wrócił taki jak wcześniej... z mnóstwem wyrzutów wobec mnie i mojego złego zachowania. Nietrudno się domyślić jakie to było złe zachowanie - a to nie oddzwoniłam do teściów, a to nie zaprosiłam ich żeby zobaczyli wnuczkę tuż po porodzie, a to wysłałam/nie wysłałam zdjęcie wnuczki jakiego sobie życzyli, a to nie odpisałam natychmiast na smsa od nich itd. Mąż stwierdził, że nie wie jak my mamy być jeszcze razem skoro ja nie szanuję jego rodziców :shock:

Później było już tylko gorzej, mąż pozwalał sobie na coraz więcej przykrych słów, pojawiła się w tym agresja, nawet przy dziecku. To zabolało mnie strasznie i chciałam by się jednak wyprowadził i odseparował od nas. Przepraszał na kolanach, błagał o szansę, płakał, prosił by go nie skreślać, bo chce być ojcem, mężem, kocha i zrobi wszystko by o nas walczyć. Dwa dni później znów podniósł głos, puścił wszelkie hamulce. Nie wytrzymałam. Stanowczo zażądałam by się wyprowadził. I tak się stało, oczywiście na odchodne usłyszałam, że go wyrzuciłam, pozbawiam dziecko normalnej rodziny, zabrałam dziecku ojca, co ze mnie za matka, żona, że mam co chciałam itd.

Chwilę później odezwali się teściowie, z całą masą wyrzutów wobec mnie. Rozbiłam rodzinę, od początku chciałam być samotną matką i dopięłam swego itd. itd. Żałuję, że w ogóle z nimi rozmawiałam. Powiedzieli, że my już razem na pewno nie będziemy i trzeba "pozałatwiać dokumenty", ustalić widzenia z wnuczką i kontakty. Co na to mąż? Poparł w 100% rodziców. Stwierdził, że przez brak szacunku do nich skazałam nasze małżeństwo na porażkę, nie umiałam zaakceptować swojej nowej rodziny (czyli teściów), oni chcieli dobrze, a ja wymyślałam problemy. Dla mnie to jakiś obłęd, nie sądziłam, że mąż da się tak zmanipulować i zrezygnuje z nas, z córki, tak łatwo w imię lojalności wobec rodziców.

Niedługo po porodzie zmienialiśmy samochód na nowszy, bardziej "rodzinny". Mieliśmy wziąć go na raty. W przeddzień zakupu mąż był u teściów, dostał od nich sporą sumę na samochód. Ja o niczym nie wiedziałam, dopiero po czasie się dowiedziałam. Czułam się oszukana i pominięta. W końcu jesteśmy małżeństwem, myślałam, że nic o nas bez nas. Oczywiście mąż uznał że znów coś mi nie pasuje, znów jestem na nie, nie potrafię ucieszyć się tym, że teściowie nam pomogli.. I już głupieję, czy naprawdę to jest ok, że teściowie dają swojemu synowi duże pieniądze i wszystko odbywa się bez mojej wiedzy? Mimo, że byli wcześniej u nas, to dali te pieniądze dopiero wtedy gdy mąż pojechał do nich sam. Czy ja naprawdę wymyślam, że to nie w porządku?

Sytuacji przykrych było więcej, ale nie chcę tutaj wszystkiego opisywać. Na tę chwilę mąż nie kontaktuje się, nie interesuje kilkutygodniową córką, ja jakoś daję radę, choć fizycznie jest naprawdę trudno. Chodzę wyczerpana i bez sił. Jest mi przykro. I co gorsza, tęsknię mimo wszystko za mężem. Chyba przez to, że te kilka dni po porodzie był dla mnie naprawdę kochany, a bardzo dawno już tego nie doświadczyłam. Córeczka daje mi bardzo dużo radości, jej uśmiech wynagradza każdy trud. Mam na szczęście pomoc bliskich. Nie myślę o tym co dalej, jest we mnie dużo strachu jak to będzie, co powiem kiedyś córce... Znajomy ksiądz, który zna nas oboje powiedział mi, że ma duże wątpliwości czy ważnie zawarliśmy sakrament z uwagi na niedojrzałość męża i jego niezdrową więź z rodzicami. Ja boję się myśleć o tym, że nasze małżeństwo mogło nawet nie zaistnieć. Nie wiem czy to możliwe bym była wtedy tak ślepa i nie widziała tych przesłanek :(
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

Ruta
Posty: 903
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Ruta » 01 lis 2020, 22:29

fannyprice pisze:
01 lis 2020, 20:56
Trochę czasu minęło od mojego ostatniego posta. Zdążyłam w tym czasie urodzić piękną córeczkę, która jest ogromną radością w moim życiu. Niestety, moja relacja z mężem nie przetrwała, już praktycznie jej nie ma. Czas tuż przed porodem i sam poród był trudny, powoli kończę połóg i rekonwalescencję po nagłej operacji. Wsparcia męża niestety nie miałam zbyt wiele, byliśmy odseparowani. Dopiero gdy wróciłam do domu ze szpitala, pojawił się z chęcią "pomagania". Zgodziłam się. To było cudowne kilka dni... Naprawdę myślałam, że zdarzył się jakiś cud. Mąż nagle był taki jakim pamiętam go z narzeczeństwa - czuły, ofiarny, kochający, radosny, troskliwy. Wspólnie zajmowaliśmy się córeczką, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Skończyło się to jednak po wizycie męża u swoich rodziców. Wrócił taki jak wcześniej... z mnóstwem wyrzutów wobec mnie i mojego złego zachowania. Nietrudno się domyślić jakie to było złe zachowanie - a to nie oddzwoniłam do teściów, a to nie zaprosiłam ich żeby zobaczyli wnuczkę tuż po porodzie, a to wysłałam/nie wysłałam zdjęcie wnuczki jakiego sobie życzyli, a to nie odpisałam natychmiast na smsa od nich itd. Mąż stwierdził, że nie wie jak my mamy być jeszcze razem skoro ja nie szanuję jego rodziców :shock:

Później było już tylko gorzej, mąż pozwalał sobie na coraz więcej przykrych słów, pojawiła się w tym agresja, nawet przy dziecku. To zabolało mnie strasznie i chciałam by się jednak wyprowadził i odseparował od nas. Przepraszał na kolanach, błagał o szansę, płakał, prosił by go nie skreślać, bo chce być ojcem, mężem, kocha i zrobi wszystko by o nas walczyć. Dwa dni później znów podniósł głos, puścił wszelkie hamulce. Nie wytrzymałam. Stanowczo zażądałam by się wyprowadził. I tak się stało, oczywiście na odchodne usłyszałam, że go wyrzuciłam, pozbawiam dziecko normalnej rodziny, zabrałam dziecku ojca, co ze mnie za matka, żona, że mam co chciałam itd.

Chwilę później odezwali się teściowie, z całą masą wyrzutów wobec mnie. Rozbiłam rodzinę, od początku chciałam być samotną matką i dopięłam swego itd. itd. Żałuję, że w ogóle z nimi rozmawiałam. Powiedzieli, że my już razem na pewno nie będziemy i trzeba "pozałatwiać dokumenty", ustalić widzenia z wnuczką i kontakty. Co na to mąż? Poparł w 100% rodziców. Stwierdził, że przez brak szacunku do nich skazałam nasze małżeństwo na porażkę, nie umiałam zaakceptować swojej nowej rodziny (czyli teściów), oni chcieli dobrze, a ja wymyślałam problemy. Dla mnie to jakiś obłęd, nie sądziłam, że mąż da się tak zmanipulować i zrezygnuje z nas, z córki, tak łatwo w imię lojalności wobec rodziców.

Niedługo po porodzie zmienialiśmy samochód na nowszy, bardziej "rodzinny". Mieliśmy wziąć go na raty. W przeddzień zakupu mąż był u teściów, dostał od nich sporą sumę na samochód. Ja o niczym nie wiedziałam, dopiero po czasie się dowiedziałam. Czułam się oszukana i pominięta. W końcu jesteśmy małżeństwem, myślałam, że nic o nas bez nas. Oczywiście mąż uznał że znów coś mi nie pasuje, znów jestem na nie, nie potrafię ucieszyć się tym, że teściowie nam pomogli.. I już głupieję, czy naprawdę to jest ok, że teściowie dają swojemu synowi duże pieniądze i wszystko odbywa się bez mojej wiedzy? Mimo, że byli wcześniej u nas, to dali te pieniądze dopiero wtedy gdy mąż pojechał do nich sam. Czy ja naprawdę wymyślam, że to nie w porządku?

Sytuacji przykrych było więcej, ale nie chcę tutaj wszystkiego opisywać. Na tę chwilę mąż nie kontaktuje się, nie interesuje kilkutygodniową córką, ja jakoś daję radę, choć fizycznie jest naprawdę trudno. Chodzę wyczerpana i bez sił. Jest mi przykro. I co gorsza, tęsknię mimo wszystko za mężem. Chyba przez to, że te kilka dni po porodzie był dla mnie naprawdę kochany, a bardzo dawno już tego nie doświadczyłam. Córeczka daje mi bardzo dużo radości, jej uśmiech wynagradza każdy trud. Mam na szczęście pomoc bliskich. Nie myślę o tym co dalej, jest we mnie dużo strachu jak to będzie, co powiem kiedyś córce... Znajomy ksiądz, który zna nas oboje powiedział mi, że ma duże wątpliwości czy ważnie zawarliśmy sakrament z uwagi na niedojrzałość męża i jego niezdrową więź z rodzicami. Ja boję się myśleć o tym, że nasze małżeństwo mogło nawet nie zaistnieć. Nie wiem czy to możliwe bym była wtedy tak ślepa i nie widziała tych przesłanek :(
Chwała Panu Funnyprice, za Twoją piękną córeczkę i za szczęśliwy poród. Cieszę się z Tobą całym sercem. Myślałam o Tobie i modliłam się w twojej intencji. Dobrze, że znalazłaś siły, by nie pozwolić na przemoc.

Skup się na razie na sobie i na córeczce, zaufaj Bogu, znajdź czas, by Mu podziękować. Wiem, że to może brzmieć dziwnie, ale powierz męża Bogu razem z jego rodzicami. Będą u Niego bezpieczni. Módl się za nich. I na razie daj sobie czas, by odpoczywać, by cieszyć się malutką, by spędzać z nią każdą chwilę. To jest wyjątkowy ulotny czas, który mija tak szybko - a niemal każdy dzień z małym dzieckiem przynosi coś nowego, to niesamowite. Nie warto psuć sobie tej radości :)

Małgosia Małgosia kiedyś mi napisała tutaj, gdy za bardzo się zamartwiałam, że my mamy tylko teraz. Przeszłości już nie ma, przyszłości jeszcze nie ma. I że jeśli za bardzo wchodzimy w przeszłość lub przyszłość - to od razu do Maryi, aby je zabrała. Rozglądam się po moim teraz - i widzę dach nad głową, mojego pięknego synka, to, że jesteśmy zdrowi, że mam bliskich, że mam przyjaciól - że mam Boga, że świat jest piękny. Teraz jest dobre. Choć oczywiście bywa trudne - gdy tęsknimy, martwimy się. Dlatego warto to co trudne oddawać Bogu. Oddałam męża - dziewczyny pisały żeby paczkę zrobić ładnie kokradką przewiązac i tak wysłać. Słabo mi szło - mąz szedł w kawałkach - na ale pomyslałam, że gdzie jak gdzie - tam na górze najlepiej go pozszywają. Jest jeszcze - "Jezu Ty się tym zajmij". Także pomocne.

Jeśli niepokoi Cię kwestia ważności małżeństwa - to się prędzej czy póżniej wyjaśni. Daj sobie czas by nacieszyć się malutką, zregenerować siły. Nie przejmuj się oskarżeniami teściów - po prostu nie odbieraj od nich telefonów. Nie masz takiego obowiązku, szkoda twoich nerwów. Doskonale wiedzą, że kobiety w połogu, karmiącej młodej mamy się nie nęka. Jako młoda mama masz prawo się chronić. Nabierzesz sił, nacieszysz się malutką - to się wszystkim po kolei zajmiesz. Wszystko w swoim czasie.

Piszesz, że jesteś przemęczona - część tego to mogą być emocje, burze hormonalne, niedospanie. Z czasem się to układa, gdy rytm maluszka i mamy się zgrywają, synchronizują. Po tylu małych dzieciaczkach, które miałam pod opieką dam ci jedną dobrą radę - taką praktyczną: śpij zawsze gdy mała śpi, odpoczywaj gdy jest spokojna. Pomału ucz się, że jeśli chcesz sobie np. poczytać, czy posłuchać muzki - to nie czekaj, aż ona zaśnie - ale rób to, gdy jest spokojniutka. Zaopatrz się w odpowiedni leżaczek - taki niemowlęcy leżący, wtedy możesz mieć małą zawsze ze sobą - np. gdy chcesz przygotować coś w kuchni, czy np. się wykąpać. Są też takie niewielkie jeżdzące kołyski, które da się za sobą ciągać po całym domu. Ja z maluchem byłam często sama, po bardzo ciężkiej cesarce, i te sprzęty ułatwiły mi życie - bo mogłam robić to, co trzeba (absolutne minimum) i to co było potrzebne mi - czyli choćby przeczytanie kwałaka ksiązki - w czasie gdy mój synek nie spał. Jak spał - spałam i ja. Sen jest bardzo potrzebny :)
Za jakiś czas pewnie będziesz chciała poświczyć - poszukaj w sieci ćwiczeń dla mam z maluchami - sa bardzo fajne, takie w których maluszek tez bierze udział - i jest to rozojowe także dla malucha (ale raczej szukaj nagrań fizjoterapeutów, niż trenerek fitnes - niektóre z nich proponują nieco zbyt ekstremalne jak na maluszki ćwiczenia, no i dziecko to nie ciężarek, jak niektóre z nich twierdzą).
To ustalenie wspólnego rytmu - to własnie włączenie dziecka w codzienny rytm życia, nauka jak zaspokojać swoje potrzeby, żyjąc wspólnie z maleństwem, z czego na jakiś czas zrezygnować - z uwzględnieniem tego co lubi maluszek i na co reaguje dobrze, na co żle. Niektóre dzieci lubią długie spacery, inne "pozwolą" mamie poćwiczyć, ugotować, wykąpać się czy coś ugotować tylko w określonych porach. Każde dziecko ma też godziny, gdy chce być blisko mamy - i nie chce by ona robiła coś innego - jedne dzieci potrzebują takiej bliskości np. raz na godzinę przez 15 minut, inne raz na trzy godziny przez godzinę. Są i takie malenstwa, które pierwsze miesiące życia potrzebują być na mamie cały czas. Z czasem będziesz wiedziec jak jest z twoją księżniczką - gdy dziecko ma zaspokojoną potrzebę bliskości - z czasem pozwala mamie coraz bardziej się oddzielać (choć z poczatku nie na długi czas i nie daleko - najlepiej tak żeby ją widzieć, słyszeć, czuć jej zapach), nie warto maluszka "szkolić", to dość naturalny proces.

Pomodlę się dziś w Waszej intencji do św. Józefa, niech się Wami dobrze opiekuje: takie dwie śliczne dziewczynki - na pewno otoczy Was całą swoją troską. Pomodlę się też w intencji Twojego męża i jego rodziców - nie mam pomysłu jakim Świętym ich powierzyć, ale dziś jakiś Święty się znajdzie na pewno, no bo kiedy jak nie dziś?

Mocno Cię przytulam :)

A to prezent dla Ciebie - pięknie śpiewana Litania Loretańska - z pięknymi obrazami macierzyństwa :)
https://www.youtube.com/watch?v=s4E7MBWFbvA

Bławatek
Posty: 384
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Bławatek » 01 lis 2020, 22:38

Fannyprice gratuluję córeczki 🙂 i życzę szczęśliwego macierzyństwa 🙂

Z racji tego że też mam "trudnego" męża z całego serca zalecam to co jest w liście Zerty - (w skrócie) nie wierz do końca w to co widzisz i słyszysz. A przede wszystkim nie bierz tego do siebie. Przypominając sobie że na początku małżeństwa też mieliśmy kryzys wiem jak trudno jest kobiecie/żonie/matce mierzyć się z odrzuceniem ze strony kogoś kogo się kocha i komu się ślubowało. Wiem że trudne jest to co wszyscy dookoła mówią - zostaw to i zajmij się sobą (teraz też wyczekiwanym dzieciątkiem 🙂 ), ale w sytuacji kiedy mąż Cię rani i odczuwasz ból to jest ważny teraz spokój i nadzieja, tym bardziej że dzieci strasznie szybko łapią wszelkie emocje (znam z autopsji).

Mój trudny mąż parę tygodni temu zaproponował terapię małżeńską ! - dla mnie szok, bo ja właśnie w tamtym momencie odpuściłam kompletnie rozmowy z mężem na temat naszej rodziny i ewentualnego wycofania rozwodu. A tu nagle mąż rozważa powrót. Byliśmy niedawno u mediatora - uzgodniliśmy kilka punktów na których zależało mężowi i jak już myślałam że jest światełko w tunelu i zacznie się wszystko układać to mąż w drodze powrotnej nagle wypalił, że on to jednak musi przemyśleć, bo nie chce być oszukany. Do wtorku na czas na podjęcie decyzji czy zawiesza sprawę rozwodową. Od razu zaczął kalkulować swoje korzyści - ciągle było ja, mi, moje, dla mnie, natomiast zabrakło nam, nasze, dla nas... Jestem bardzo ostrożna bo boję się kolejnego zranienia. Tym bardziej, że nie usłyszałam i nie usłyszę od niego słowa przepraszam, bo on twierdzi że miał ważne powody aby mnie porzucić i tak traktować mnie i syna - brak czasu dla niego (na dodatek jego terapeutka go w tym myśleniu umacnia). Teściowie ciągle mi mówili że rodzina ma być razem a teraz nagle go karmią, pozwalają nocować. Nie wiem jak się potoczą nasze losy, jestem ostrożna we wszystkim, niech Bóg działa.

I Tobie też życzę Bożego działania w Twoim życiu, niech Maryja, która sama miała trudne początki macierzyństwa otoczy Cię szczególną opieką. Żyj szczęśliwie i ciesz się macierzyństwem. Mój syn nigdy nie lubił przytulania i całowania - teraz sam przychodzi się przytulać i dostaję od niego mnóstwo całusów. Mimo smutku że nie mam małżeństwa takiego jakiego chciałam cieszę się że mam syna.

fannyprice
Posty: 657
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 04 lis 2020, 7:03

Ruta pisze:
01 lis 2020, 22:29
Chwała Panu Funnyprice, za Twoją piękną córeczkę i za szczęśliwy poród. Cieszę się z Tobą całym sercem. Myślałam o Tobie i modliłam się w twojej intencji. Dobrze, że znalazłaś siły, by nie pozwolić na przemoc.

(...)

Pomodlę się dziś w Waszej intencji do św. Józefa, niech się Wami dobrze opiekuje: takie dwie śliczne dziewczynki - na pewno otoczy Was całą swoją troską. Pomodlę się też w intencji Twojego męża i jego rodziców - nie mam pomysłu jakim Świętym ich powierzyć, ale dziś jakiś Święty się znajdzie na pewno, no bo kiedy jak nie dziś?

Mocno Cię przytulam :)

A to prezent dla Ciebie - pięknie śpiewana Litania Loretańska - z pięknymi obrazami macierzyństwa :)
https://www.youtube.com/watch?v=s4E7MBWFbvA
Dziękuję Ruta za modlitwę, wsparcie i cenne rady. Rzeczywiście, będąc z dzieckiem codziennie, odkrywam dużo nowych rzeczy. Każdy dzień niby jest taki sam, ale pojawia się coś nowego i jednak okazuje się inny od poprzednich. Każdego dnia uczymy się też siebie nawzajem z maleństwem i to jest piękne, tworzy się więź, która będzie trwać już zawsze. Początkowo bardzo trudno było mi ogarnąć wszelką logistykę przy dziecku, ale teraz jest już znacznie lepiej, intuicyjnie wyczuwam co na dany moment będzie najlepsze.

Teściowie niestety nadal nękają, przestałam odbierać, zupełnie nie reaguję, ale to chyba tylko nasila ich zdenerwowanie. Najchętniej zerwała bym z nimi wszelki kontakt, są dla mnie toksyczni.
Bławatek pisze:
01 lis 2020, 22:38
Fannyprice gratuluję córeczki 🙂 i życzę szczęśliwego macierzyństwa 🙂
(...)

Mój trudny mąż parę tygodni temu zaproponował terapię małżeńską ! - dla mnie szok, bo ja właśnie w tamtym momencie odpuściłam kompletnie rozmowy z mężem na temat naszej rodziny i ewentualnego wycofania rozwodu. A tu nagle mąż rozważa powrót. Byliśmy niedawno u mediatora - uzgodniliśmy kilka punktów na których zależało mężowi i jak już myślałam że jest światełko w tunelu i zacznie się wszystko układać to mąż w drodze powrotnej nagle wypalił, że on to jednak musi przemyśleć, bo nie chce być oszukany. Do wtorku na czas na podjęcie decyzji czy zawiesza sprawę rozwodową. Od razu zaczął kalkulować swoje korzyści - ciągle było ja, mi, moje, dla mnie, natomiast zabrakło nam, nasze, dla nas... Jestem bardzo ostrożna bo boję się kolejnego zranienia. Tym bardziej, że nie usłyszałam i nie usłyszę od niego słowa przepraszam, bo on twierdzi że miał ważne powody aby mnie porzucić i tak traktować mnie i syna - brak czasu dla niego (na dodatek jego terapeutka go w tym myśleniu umacnia). Teściowie ciągle mi mówili że rodzina ma być razem a teraz nagle go karmią, pozwalają nocować. Nie wiem jak się potoczą nasze losy, jestem ostrożna we wszystkim, niech Bóg działa.
Dziękuję Bławatku :)
Nasi mężowie mają wiele wspólnego... To miotanie się, kalkulowanie, zrzucanie winy, twierdzenie, że "zasłużyłam sobie" jest mi dobrze znane. Mój mąż po kilku spotkaniach zaprzestał terapii bo terapeutka rzekomo stwierdziła, że już on nie ma nad czym pracować. Na wspólną terapię nie chce wrócić. Więc moim zdaniem było to takie zachowywanie pozorów, dla świętego spokoju, ale nic głębszego, prawdziwego. I jakoś nie wierzę, że on już nie ma nad czym pracować, żadnej zmiany na lepsze jakoś nie widać, a poza tym, która terapeutka po ledwie kilku spotkaniach powiedziałaby coś takiego i zrezygnowała tak łatwo z klienta?
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

Bławatek
Posty: 384
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Bławatek » 05 lis 2020, 11:15

Fannyprice, super, że odnajdujesz się w roli matki, jest to ciągły proces i nie zawsze będzie idealnie bo raz ty będziesz zmęczona na przykład innym razem córeczka będzie grymasić lub marudzić, ale jednak zawsze dobre chwile będą trwać i głównie takie się zapamiętuje🙂

Jeśli chodzi o teściów to moi są autorytarni - szczególnie treść. Po wtorkowej wizycie u mediatora najpierw mąż był na nie tzn. raczej nie zawiesi sprawy rozwodowej, po czym wczoraj oświadczył, że jednak zawiesi nasz rozwód. Rozmawiał ze swoimi rodzicami i zostałam "zaproszona" do nich na rozmowę, oczywiście dla mnie to sąd nad moją osobą, bo oni nie mogą zrozumieć, że to po stronie ich syna jest większość problemów naszego małżeństwa i dopóki on nie zrozumie, że od niego tak naprawdę wiele a nawet wszystko zależy to nie uda nam się stworzyć dobrego związku. Niech on w końcu dojrzeje i wydorośleje. Jeśli chodzi o spotkanie z teściami to spanikowałam, ale zaufana osoba dobrze ich znająca poradziła mi, że mam chwilowo odwlec to spotkanie, po pierwsze mam teraz naukę z synem a po drugiej 8 miesięcy czekałam na takie rozmowy. Więc odwlekam, szczególnie też dlatego że najpierw chcę zacząć z mężem terapię, a potem wysłuchać ewentualnie ich uwag i "zaleceń". Mamy iść w poniedziałek na terapie, mąż zaczął wymyślać że ma dentystę na co ja mu powiedziałam, że w dobie pandemi to może być ostatnia szansa na spotkanie w realu więc niech przełoży dentystę. I o dziwo zrobił tak. Nie wiem co będzie z tej terapii bo mąż chodzi na terapię indywidualną gdzie ciągle słyszy że ma prawo do szczęścia i dobrze zrobił porzucając rodzinę bo jak mu było źle to miał prawo 😳. Szkoda gadać...

Nie wiem czy dobrze ci proponuję ale ja w takiej sytuacji jak ty jesteś zrobiłabym tak: wiedząc, że z teściami rozmowa nie jest przyjemna to bym ją trochę odwlekła (tak jak to robisz) tym bardziej że po porodzie masz prawo być zmęczona no i potrzeby dziecka teraz są na pierwszym miejscu. Ale nie za długo. I w bardzo dogodnym momencie dla mnie zadzwoniłbym do nich i zaczęła rozmowę w taki sposób: "... przepraszam że wcześniej nie mogłam odbierać waszych telefonów, ale zawsze były one w czasie gdy karmiłam, przewijalam lub szykowałam jedzenie (...) a czasami byłam zmęczona i potrzebowałam snu lub ciszy jak każda mama małego dzieciątka, na szczęście mam teraz spokojną chwilę więc oddzwaniam..." - spokojnie bym wysłuchała i podziękowała za uwagi lub sugestie, ale dopowiedzialabym, że na tę chwilę nie skorzystam z ich rad i zaleceń bo chcę po swojemu natomiast w razie potrzeby się zgłoszę. Natomiast jeśli chodzi o męża to tylko wspolna terapia mogłaby nam pomóc się dogadac. I na koniec bym dopowiedziala, że mają się nie niepokoić gdy znów nie będę mogła odebrać telefonu ponieważ jestem teraz ze wszystkim sama a dzieckiem trzeba ciągle się zajmować. Jeśli chodzi zaś o odwiedziny to w dobie coronavirusa nie chcesz narażac ani ich ani tym bardziej maleństwa więc masz nadzieję że będą wyrozumiali. Niestety niektórym trzeba przypominać, że ma się prawo do własnego życia i decyzji. Zresztą zarówno mój jak i twój mąż stale nam pokazują co i kto jest dla nich najważniejszy - oni sami 🙁.

Caliope
Posty: 786
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Caliope » 05 lis 2020, 14:54

Ja bym się nie tłumaczyła teściom, to da odwrotny skutek. Zadzwoniłabym pytając co słychać, bo u mnie świetnie, ale się nie wysypiam. Do dziecka to trzeba być jak terminator, twoja córka jest na szczęście zdrowa, to dasz radę. Ja do tej pory sama zajmuję się synem, a nie jest całkiem sprawny ,dlatego cieszy mnie, że ktoś ma zdrowe dziecko które dobrze się rozwija. U mnie to jest różnie, ciężki w odejściu wcześniak z niedotlenienie, ale kocham go bardzo.

Ruta
Posty: 903
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Ruta » 07 lis 2020, 12:18

Funnyprice,

powierz teściów Bogu, spakuj w wielką paczkę, przewiąż kokardką i niech się nimi tam w górze zajmą. Nie pozwól, by ich jad zatruł Twoje piękne dni, i by ich złość, niemiłe traktowanie Ciebie odbierały ci siły. Jak oddasz ich Bogu, to nie będzie mieć znaczenia, czy zadzwonią, czy ty zadzwonisz, co powiedzą, ani co zrobią. Bo wszystko to będzie należeć do Boga i to On będzie się tym zajmować.

Mi, gdy potrzebowałąm coś oddać z początku pomagało właśnie pakowanie tych paczek (naprawdę to sobie wyobrażałam), teraz uczę się robić to w modlitwie. Pięknym zawierzeniem jest Jezu ty się tym zajmij. Wcześniej nie czułam słów tego aktu zawierzenia - teraz poruszają mnie do głebi. Znajdź swój sposób, by tych teściów oddać. Poproś Maryję - pomoże ci, z włąściwą sobie deliktanością, pomysłowością i radością. Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi - ale Maryja potrafi działać także z poczuciem humoru, a nawet być taka trochę no nie wiem...psotna, jak mała radosna dziewczynka. Coś wspólnie z Tobą wymyśli :)

Pomodlę się dziś w Twojej intencji :)

fannyprice
Posty: 657
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 09 lis 2020, 12:19

Dostałam dziś informację od męża, że złożył pozew. Chce także ustalić kontakty z córeczką, bo odmówiłam odwiedzin z uwagi na koronawirusa i według niego łamię prawo. Początkowo mówił, że to uszanuje, że się boję zarażenia i nie będzie nas narażał, ale dzień później z zaskoczenia naszedł mnie w domu, bo on musi zobaczyć swoje dziecko. Mąż nie wierzy w istnienie wirusa i od początku nie przestrzega żadnych zasad. Proponowałam wideorozmowy, ale nie odbiera ich, musi koniecznie teraz widzieć na żywo kilkutygodniowe niemowlę... Staram się zachować spokój, być stanowcza i konsekwentna, ale jest mi naprawdę trudno to wszystko udźwignąć. Po wielu przejściach karmię piersią i walczę o każdy dzień, a teraz boję się, że stracę pokarm :(
Mąż jeszcze miesiąc temu klękał przede mną z płaczem, zapewniał o miłości i błagał o szansę, a dzisiaj składa pozew...
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: rose, sajmon123 i 24 gości