Ostatecznie - tylko rozwód.

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Sama_mama
Posty: 80
Rejestracja: 04 kwie 2019, 11:49
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Sama_mama » 31 maja 2020, 9:19

Witajcie.

Czy ktoś mógłby mi naświetlić jak wygląda sprawa stwierdzenia nieważnosci małżeństwa.. Chodzi mi nie o procedurę tylko o dziecko... Co z nim. Jak to wygląda po..

kocimiętka
Posty: 60
Rejestracja: 24 mar 2019, 19:37
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: kocimiętka » 04 cze 2020, 7:18

A może spróbuj jeszcze trochę powalczyć?

https://milujciesie.pl/zawalczylam-o-meza.html

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8547
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Nirwanna » 04 cze 2020, 7:30

To świadectwo sycharki, niegdyś pisała na naszym forum pod nickiem "Chmurka" :-D
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

MaryM
Posty: 201
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: MaryM » 05 cze 2020, 23:21

Nirwanna pisze:
04 cze 2020, 7:30
To świadectwo sycharki, niegdyś pisała na naszym forum pod nickiem "Chmurka" :-D
Piękne to świadectwo...

Sama_mama
Posty: 80
Rejestracja: 04 kwie 2019, 11:49
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Sama_mama » 10 cze 2020, 9:53

kocimiętka pisze:
04 cze 2020, 7:18
A może spróbuj jeszcze trochę powalczyć?

https://milujciesie.pl/zawalczylam-o-meza.html
Dzień dobry.

A co o walczyć ? O kogo?
Nie wybaczę mu.. Nigdy.
Zdradę bym wybaczyła ale nie dzieci. Nie będę się upokarzać, wystarczy że on to robi.
To jest takie przykre.

tata999
Posty: 1061
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: tata999 » 10 cze 2020, 15:23

Sama_mama pisze:
10 cze 2020, 9:53
kocimiętka pisze:
04 cze 2020, 7:18
A może spróbuj jeszcze trochę powalczyć?

https://milujciesie.pl/zawalczylam-o-meza.html
Dzień dobry.

A co o walczyć ? O kogo?
Nie wybaczę mu.. Nigdy.
Zdradę bym wybaczyła ale nie dzieci. Nie będę się upokarzać, wystarczy że on to robi.
To jest takie przykre.
Dlaczego ewentualne "walczenie" opisałaś jako upokarzanie się? Intuicyjnie pomyślałem, że byłyby to ewentualnie akty miłości. Może łączyłyby się z upokorzeniem. Nie wiem w jaki sposób. A może odrzucenie aktu miłości nie byłoby upokorzające? Może tylko w pewnych sytuacjach?

Traktowanie postępowania jako upokorzenie brzmi dla mnie, jako element rywalizacji. Czy czujesz jakąś rywalizację? Jeśli tak, to o co? W moim mniemaniu kobieta i mężczyzna nie muszą rywalizować dlatego, że mężczyzna nie ma szans być lepszy od kobiety w byciu kobietą (chodzi o naturalnie kobiece cechy) i na odwrót. A w pozostałych aspektach można się realizować poza/bez związku małżeńskiego. Nie przypadkowo związek małżeński to związek kobiety i mężczyzny oraz tylko taki.

Czuję chyba podobnie, że jakiekolwiek gesty w stronę męża mogłyby być w Twojej sytuacji niczym rzucanie pereł przed wieprze. Warto rozważyć niż działać pochopnie. Miłość do samego siebie, zadbanie o siebie i swoje poczucie wartości są bardzo ważne.

Sama_mama
Posty: 80
Rejestracja: 04 kwie 2019, 11:49
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Sama_mama » 10 cze 2020, 16:03

Tata999

Nie chce juz o nic walczyć, zabiegać , prosić , błagać. Nie mam za grosz szacunku do tego człowieka.. Jak mam go szanować? Jak kochać po czymś takim?
Mieszka ze swoją kochanką. Lada dzień urodzą im się dzieci a on nawet nie zapyta jak syn ( mąż był tak wspaniały, powiedział przez telefon w dzień dziecka synkowi że będzie miał 2braciszkow ) . Najchętniej bym mu głowę urwała ( że tak delikatnie napisze). Ona mi się w twarz śmieje...że wygrala. Jej rodzina popiera ich.. Co ja mogę ? Nic...
Tylko zająć się sobą i dzieckiem.... A małżeństwo i całą resztę zakopać 2m pod ziemią...

Blondynka55
Posty: 224
Rejestracja: 14 sty 2019, 15:13
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Blondynka55 » 11 cze 2020, 8:07

Sama_mama pisze:
10 cze 2020, 16:03
Tata999

Nie chce juz o nic walczyć, zabiegać , prosić , błagać. Nie mam za grosz szacunku do tego człowieka.. Jak mam go szanować? Jak kochać po czymś takim?
Mieszka ze swoją kochanką. Lada dzień urodzą im się dzieci a on nawet nie zapyta jak syn ( mąż był tak wspaniały, powiedział przez telefon w dzień dziecka synkowi że będzie miał 2braciszkow ) . Najchętniej bym mu głowę urwała ( że tak delikatnie napisze). Ona mi się w twarz śmieje...że wygrala. Jej rodzina popiera ich.. Co ja mogę ? Nic...
Tylko zająć się sobą i dzieckiem.... A małżeństwo i całą resztę zakopać 2m pod ziemią...
Witaj Sama_mama
Zgodzę się z Tobą, aby zająć się sobą i dzieckiem, jednak co do drugiej wypowiedzi nie mogę.
Pan Bóg oboje Was stworzył do życia w małżeństwie, bez względu na sytuację które będą miały miejsce czego dotyczy przysięga małżeńska.
Bez względu czy , ją wypełniacie oboje czy nie .Może to być trudne do przyjęcia,ale taka jest Jego nauka.
Bóg nikogo nie skreśla. Mnie uświadomiło wiele rzeczy i dużo zrozumiałam, a najbardziej dotarły do mnie te słowa; ,,Jeśli Bóg w życiu jest na pierwszym miejscu ,wszystko znajdzie się na właściwym miejscu ".
Św Augustyn
Życzę Ci dużo sił i Bożej odwagi!!!.

Sarah
Posty: 68
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Sarah » 11 cze 2020, 11:20

Sama_mama pisze:
10 cze 2020, 16:03
mąż był tak wspaniały, powiedział przez telefon w dzień dziecka synkowi że będzie miał 2braciszkow ) . Najchętniej bym mu głowę urwała ( że tak delikatnie napisze
Sama, dobrze Cię rozumiem... ale przecież prawdę powiedział - syn będzie miał dwóch braci przyrodnich (chociaż ja wolę angielskojęzyczne określenie: półbraci). Spróbuj jakoś się z tym pogodzić i to tolerować, bo inaczej Twoje nastawienie będzie miało negatywny wpływ na relację synka z jego ojcem.
I pójdę do grobu z podniesioną głową.

(B. Dylan)

Ukasz
Posty: 2641
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Ukasz » 11 cze 2020, 12:12

Sama_mama pisze:
10 cze 2020, 16:03
Nie chce juz o nic walczyć, zabiegać , prosić , błagać. Nie mam za grosz szacunku do tego człowieka.. Jak mam go szanować? Jak kochać po czymś takim?
Mieszka ze swoją kochanką. Lada dzień urodzą im się dzieci a on nawet nie zapyta jak syn ( mąż był tak wspaniały, powiedział przez telefon w dzień dziecka synkowi że będzie miał 2braciszkow ) . Najchętniej bym mu głowę urwała ( że tak delikatnie napisze). Ona mi się w twarz śmieje...że wygrala. Jej rodzina popiera ich.. Co ja mogę ? Nic...
Tylko zająć się sobą i dzieckiem...
. A małżeństwo i całą resztę zakopać 2m pod ziemią...
Pytałaś wcześniej o to, jakie są konsekwencje stwierdzenia nieważności małżeństwa dla dziecka. Myślę, że to jest i będzie dla niego ważne. Czy ono urodziło się w małżeństwie? Czy jest owocem czystej, Bożej miłości jego rodziców? I jednocześnie sądzę, że to wcale nie jest najważniejsze. W tych pytaniach i odpowiedziach najważniejsza jesteś Ty i prawda o Tobie. Jeżeli rozważasz złożenie wniosku o stwierdzenie nieważności małżeństwa, to na pewno jest dla Ciebie kluczowe dogłębne rozeznanie tego. Tak, żebyś sama miała pewność. Sąd biskupi może być potem pomocą, ale bez Twojej wewnętrznej pewności żaden wyrok nie przyniesie Ci ukojenia.
Tu chodzi o Ciebie. Piszesz wstrząsające rzeczy o zachowaniu Twojego męża i jego kochanki. To jednak w żadnym stopniu nie świadczy o Tobie. To jest, mówiąc brutalnie, nie na temat. Jak można kochać po czymś takim? Tylko Bogiem. I jeżeli kochasz Bożą miłością, to zachowanie męża i innych osób nie ma władzy nad Tobą. Jeżeli jesteście związani sakramentem, to masz Bożą obietnicę, że kochasz i będziesz kochać, bo to stało się częścią Ciebie, bo jesteście jednym ciałem.
Trafiłem ostatnio na dwa teksty, które mi bardzo mocno przypomniały o tym, że nie ucieknę od prawdy o sobie. Jeden pokazuje osobę, która za tą prawdą poszła, drugi taką, która próbowała od nie uciec.
Ten pierwszy to opis męczeństwa św. Perpetuy.
https://kbroszko.dominikanie.pl/kl_perp ... licyta.htm
Ojciec bardzo pragnął odwieść mnie od wiary i, powodowany miłością do mnie, nie ustawał w próbach zawrócenia mnie z obranej drogi. Wtedy to powiedzałam: „Ojcze, czy widzisz na przykład stojące tam oto naczynie, dzbanuszek, czy coś innego?” „Widzę” — odrzekł ojciec. „A czy możesz je nazwać inaczej niż tym, czym jest ono rzeczywiście?” „Nie, nie mogę” — odpowiedział. „Tak samo i ja nie mogę nazwać siebie inaczej, jak tylko tym, kim jestem faktycznie, a więc — chrześcijanką”.
Drugi tekst to czytanie, którego część pojawi się w liturgii w bardzo ważny dla mnie dzień.
https://brewiarz.pl/vi_20/1606p/czyt.php3 2 Krn 18,3-8.12-17.22.25-31a.33-34
Król izraelski, Achab, zwrócił się do króla judzkiego Jozafata: „Czy pójdziesz ze mną przeciw Ramot w Gileadzie?” Odpowiedział mu: „Ja tak jak i ty, lud mój jak i twój lud będziemy z tobą na wojnie”.
Ponadto Jozafat rzekł królowi izraelskiemu: „Najpierw zapytaj, proszę, o słowo Pana”.
Król więc izraelski zgromadził czterystu proroków i rzekł do nich: „Czy powinienem wyruszyć na wojnę o Ramot w Gileadzie, czy też powinienem tego zaniechać?” A oni odpowiedzieli: „Wyruszaj, a Bóg je da w ręce króla”. Jednak Jozafat rzekł: „Czy nie ma tu jeszcze jakiegoś proroka Pana, abyśmy przez niego mogli zapytać?” Na to król izraelski odrzekł Jozafatowi: „Jeszcze jest jeden mąż, przez którego można zapytać Pana. Ale ja go nienawidzę, bo mi nie prorokuje dobrze, tylko zawsze źle. Jest to Micheasz, syn Jimli”. Wtedy Jozafat powiedział: „Nie mów tak, królu”. Zawołał więc król izraelski któregoś dworzanina i rzekł: „Pośpiesz się po Micheasza, syna Jimli”. Ten zaś posłaniec, który poszedł zawołać Micheasza, powiedział mu tak: „Oto przepowiednie proroków są jednogłośnie pomyślne dla króla, niechże twoja przepowiednia, proszę cię, będzie jak każdego z nich, taką, żebyś zapowiedział powodzenie”. Wówczas Micheasz odrzekł: „Na życie Pana, na pewno będę mówił to, co powie mój Bóg”.
Potem przyszedł przed króla. Wtedy król się odezwał do mego : „Micheaszu, czy powinniśmy wyruszyć na wojnę przeciw Ramot w Gileadzie, czy też powinniśmy tego zaniechać?” Wtedy do niego przemówił: „Wyruszcie, a zwyciężycie. Będą oni oddani w wasze ręce”. Król zaś mu powiedział: „Ile razy mam ciebie zaklinać, żebyś mi mówił tylko prawdę w imieniu Pana?” Wówczas on rzekł: „Ujrzałem całego Izraela rozproszonego po górach, jak trzodę owiec i kóz bez pasterza. Pan Bóg rzekł: «Nie mają swego pana. Niech wróci każdy w pokoju do swego domu»”.
Wtedy król izraelski zwrócił się do Jozafata: „Czyż ci nie powiedziałem? Nie prorokuje mi pomyślności, tylko nieszczęścia”. Micheasz zaś mówił dalej: „Oto Pan dał teraz ducha kłamstwa w usta tych twoich proroków. Pan bowiem zawyrokował twoją zgubę”. Król izraelski Achab rozkazał: „Weźcie Micheasza i zaprowadźcie go z powrotem do Amona, dowódcy miasta, i do syna królewskiego, Joasza, i powiedzcie: «Tak rzekł król: Wtrąćcie go do więzienia i żywcie chlebem i wodą jak najskąpiej, aż do mego powrotu w pokoju»”. Na to Micheasz powiedział: „Gdybyś miał powrócić w pokoju, to znaczyłoby, że Pan nie mówił przeze mnie”.
Jednak król izraelski i Jozafat, król judzki, wyruszyli na Ramot w Gileadzie. Tam król izraelski powiedział Jozafatowi: „Zanim pójdę w bój, przebiorę się. Ty zaś wdziej swoje szaty”. Następnie król izraelski przebrał się i dopiero wtedy przystąpili do walki. A król syryjski dowódcom swoich rydwanów wydał taki rozkaz: „Nie walczcie ani z małym, ani z wielkim, lecz tylko z samym królem izraelskim”. Toteż kiedy dowódcy rydwanów zobaczyli Jozafata, powiedzieli: „Ten jest królem izraelskim”. Wtedy otoczyli go, aby z nim walczyć.
A pewien człowiek naciągnął łuk i przypadkiem ugodził króla izraelskiego między spojenia pancerza. Powiedział więc król woźnicy: „Zawróć i ratuj mnie z tej walki, bo zostałem zraniony”. Tego dnia rozgorzała walka, a król izraelski utrzymywał się stojąc na rydwanie naprzeciw Syryjczyków aż do wieczora, a zmarł o zachodzie słońca.

Pavel
Posty: 2821
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Pavel » 12 cze 2020, 8:56

Sarah pisze:
11 cze 2020, 11:20
Sama_mama pisze:
10 cze 2020, 16:03
mąż był tak wspaniały, powiedział przez telefon w dzień dziecka synkowi że będzie miał 2braciszkow ) . Najchętniej bym mu głowę urwała ( że tak delikatnie napisze
Sama, dobrze Cię rozumiem... ale przecież prawdę powiedział - syn będzie miał dwóch braci przyrodnich (chociaż ja wolę angielskojęzyczne określenie: półbraci). Spróbuj jakoś się z tym pogodzić i to tolerować, bo inaczej Twoje nastawienie będzie miało negatywny wpływ na relację synka z jego ojcem.
Tak, powiedzial prawdę. Sęk w tym, że prawdą można zranić lub nawet zabić.
Poza tym, wg mnie podanie takiej informacji w dzień dziecka jest bardzo kiepskim prezentem dla dzieci i rodziny. W dodatku przez telefon i obwieszczanie tego jako sukces, powód do radości. Niestety, celebrowanie zdrady i jej owoców na ruinach małżeństwa i prawdziwej rodziny sukcesem nie jest.

Tak, jakoś to należy poukładać, aby dzieci jak najmniej cierpiały przez błędy rodziców. W mądry sposób, co w mojej opinii oznacza między innymi nie nazywanie dysfunkcji normą.

Twoja sytuacja Sama_mamo niewątpliwie należy do tych po ludzku najtrudniejszych. Są co prawda świadectwa, że rownież z takich sytuacji z Bogiem można wyprowadzić dobro i uratować małżeństwo, ale rozumiem, że trudno być optymistą a ból jest ogromny.

Przeboleć ten ból...to nigdy nie jest łatwe. Czasami wręcz niewykonalne, nawet po terapiach.
Warto wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie, a ból....oddać Bogu. Zdać się na Niego i jego łaskę.
Tą ciemną doliną życia przejść razem z Nim, bo samemu ciężko sobie poradzić.

Pamiętam w modlitwie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Sama_mama
Posty: 80
Rejestracja: 04 kwie 2019, 11:49
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Sama_mama » 12 cze 2020, 17:38

Pavel, dziękuje , o to mi chodziło. Dla niego to była okropna wiadomość, biorąc pod uwagę że syn ciągle myślał że wrócimy do siebie( nie raz tłumaczyłam że na chwilę obecną jest to niemożliwe ale jak będzie tego nikt nie wie) może to był błąd z mojej strony mówiąc tak.. Nie wiem.. Ciężko jest wytłumaczyć 5latkowi gdzie jest tata, dlaczego nagle ma inne dzieci, przez ten czas, czyli rok, mąż za każdym razem mówił synkowi że nikogo nie ma i więcej dzieci nie będzie miał ( a ona w 8m). Kłamał w żywe oczy, nie uszanował własnego pierworodnego syna... Nie rozumiem tego. Nie rozumiem jak można być takim człowiekiem...
Mi samej jest się ciężko z tym pogodzić. To nie jest prosta i łatwa sprawa. Często zastanawiam się czy on zdaje sobie sprawę z tego co zrobił... Dla mnie jest to kompletnie nie do przyjęcia, nie do wybaczenia i zaakceptowania...

Jeśli chodzi o relacje ojciec - Syn to nie ma żadnej. Mąż nawet nie wie jaki rozmiar ubrań nosi syn.. Dla Was może to być błahostka, bzdura... A dla mnie... Przepraszam, ale świadczy tylko o tym ile wie o własnym dziecku i ile dla niego znaczy.
Nie zasłużył na miano taty/ojca , żaden normalny człowiek nie postępuje w ten sposób. Moje nastawienie nigdy się nie zmieni... I mam nadzieję że kiedyś mój syn to zrozumie.
Przez rok rwałam włosy z głowy. Obwiniałam się na każdym kroku a to była jego manipulacja... Dobrze grał skrzywdzonego. Dziękuje Bogu że prawda wyszła na jaw a on poniesie konsekwencje swojego zachowania... Jakże dorosłego i odpowiedzialnego. ..

Ahhh zapomniałam dodać że mąż zaproponował mi abym została matką chrzestną... Ehh czy to nie hipokryzja? Oni chcą dzieci ochrzcić ale jak? Kto to zrobi skoro nie mamy rozwodu.

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1848
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: ozeasz » 12 cze 2020, 19:38

Sama_mama pisze:
12 cze 2020, 17:38
Ciężko jest wytłumaczyć 5latkowi gdzie jest tata, dlaczego nagle ma inne dzieci, przez ten czas, czyli rok, mąż za każdym razem mówił synkowi że nikogo nie ma i więcej dzieci nie będzie miał ( a ona w 8m). Kłamał w żywe oczy, nie uszanował własnego pierworodnego syna... Nie rozumiem tego. Nie rozumiem jak można być takim człowiekiem...
Zastanawia mnie to podkreślone zdanie, jak to z pięcio, czterolatkiem rozmawiać na takie tematy, przecież Ono się nie pozbiera z tego i będzie miało traumę, zastanawialiście się (oboje) nad tym co robicie dziecku wciągając Go w wasze rozmowy, problemy ? :shock: :(
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8547
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Nirwanna » 12 cze 2020, 19:59

Sama_mama pisze:
12 cze 2020, 17:38
Pavel, dziękuje , o to mi chodziło. Dla niego to była okropna wiadomość, biorąc pod uwagę że syn ciągle myślał że wrócimy do siebie( nie raz tłumaczyłam że na chwilę obecną jest to niemożliwe ale jak będzie tego nikt nie wie) może to był błąd z mojej strony mówiąc tak.. Nie wiem.. Ciężko jest wytłumaczyć 5latkowi gdzie jest tata, dlaczego nagle ma inne dzieci, przez ten czas, czyli rok, mąż za każdym razem mówił synkowi że nikogo nie ma i więcej dzieci nie będzie miał ( a ona w 8m). Kłamał w żywe oczy, nie uszanował własnego pierworodnego syna... Nie rozumiem tego. Nie rozumiem jak można być takim człowiekiem...
Mi samej jest się ciężko z tym pogodzić. To nie jest prosta i łatwa sprawa. Często zastanawiam się czy on zdaje sobie sprawę z tego co zrobił... Dla mnie jest to kompletnie nie do przyjęcia, nie do wybaczenia i zaakceptowania...

Jeśli chodzi o relacje ojciec - Syn to nie ma żadnej. Mąż nawet nie wie jaki rozmiar ubrań nosi syn.. Dla Was może to być błahostka, bzdura... A dla mnie... Przepraszam, ale świadczy tylko o tym ile wie o własnym dziecku i ile dla niego znaczy.
Nie zasłużył na miano taty/ojca , żaden normalny człowiek nie postępuje w ten sposób. Moje nastawienie nigdy się nie zmieni... I mam nadzieję że kiedyś mój syn to zrozumie.
Przez rok rwałam włosy z głowy. Obwiniałam się na każdym kroku a to była jego manipulacja... Dobrze grał skrzywdzonego. Dziękuje Bogu że prawda wyszła na jaw a on poniesie konsekwencje swojego zachowania... Jakże dorosłego i odpowiedzialnego. ..

Ahhh zapomniałam dodać że mąż zaproponował mi abym została matką chrzestną... Ehh czy to nie hipokryzja? Oni chcą dzieci ochrzcić ale jak? Kto to zrobi skoro nie mamy rozwodu.
Sama_mama, mnie uderzyło to co wyboldowałam. Przede wszystkim sprawia wrażenie, że Twój mąż kompletnie nie rozumie choćby kwestii sakramentów w KK, to pomysł tak absurdalny, że dosłownie nie wiem jakich słów użyć. To raz.
Zauważ też, że akurat w tej kwestii rozwód nie ma nic do rzeczy. Czy przed rozwodem, czy w trakcie, czy po rozwodzie - jesteście sakramentalnym małżeństwem. Kropka.

A po drugie - granice! Twoje. Warto postawić granice, aby nie dać się ranić kolejnymi absurdalnymi słowami, pomysłami. Tę energię którą przeznaczasz teraz na żal,smutek i wylewanie bólu (ważny etap,tak jest ok), warto abyś wkrótce przekierowała na konkretne postawienie granic ranieniu, bo na ten moment Twój mąż nie umie być mężem i ojcem.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Pavel
Posty: 2821
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Ostatecznie - tylko rozwód.

Post autor: Pavel » 12 cze 2020, 21:04

Sama_mama pisze:
12 cze 2020, 17:38

Jeśli chodzi o relacje ojciec - Syn to nie ma żadnej. Mąż nawet nie wie jaki rozmiar ubrań nosi syn.. Dla Was może to być błahostka, bzdura... A dla mnie... Przepraszam, ale świadczy tylko o tym ile wie o własnym dziecku i ile dla niego znaczy.
Nie zasłużył na miano taty/ojca , żaden normalny człowiek nie postępuje w ten sposób. Moje nastawienie nigdy się nie zmieni... I mam nadzieję że kiedyś mój syn to zrozumie.
Do tego co już napisali Ozeasz i Nirwanna, chciałbym dorzucić ten fragment, a w nim 3 kwestie:
1. Pozornie nieistotne, ale dla mnie ukazuje brak wiedzy o tym jak funkcjonuje mężczyzna. Nic strasznego, sam przed kryzysem nie wiedziałem co w tym co robię jest normalne a co jest moją wadą. Da się nadrobić na szczęście.
A więc - ja mam 4 dzieci, jestem całkiem dobrym tatą (tak mówią ;) )i również nie wiem jakie rozmiary noszą moje dzieci. Znam natomiast rozmiar buta dwójki starszych, a to dlatego że jeździłem z nimi z pół roku temu je kupować. Ubrania kupuje żona, więc za bardzo nie wnikam. Szcześliwie zazwyczaj ubierają się same, albo ogarnia to żona, bo gdy zaglądam do szafy chłopaków to nawet nie wiem które ubrania czyje, a różnica wieku to 4 lata. To po prostu nie moja bajka. Jak trzeba, dam sobie radę, ale nie uważam tego za wyznacznik bycia dobrym ojcem. Podejrzewam, że podobnie ma większość facetów.

Piszę o tym właściwie dlatego, że warto wiedzieć które pretensje są obiektywnie słuszne, a które są pretensjami o to, że jest mężczyzną.

2. Przebaczenie najbardziej pomaga przebaczającemu. Mam więc nadzieję, że w swoim czasie, gdy trudne emocje już nieco ostygną zdecydujesz się to zrobić.
W każdym razie - tak masz teraz, to naturalne i nie ma w tym nic dziwnego ani złego. Jednocześnie trwanie na takim etapie zbyt długo będzie niszczyć ciebie.
3. Ciebie i syna. To co się dzieje w jego życiu w związku z waszym kryzysem, ma wpływ na resztę jego życia.
Skutki tego można I warto ograniczyć, minimalizować, ale zlikwidować się nie da.
Warto mu tych trudnych wrażeń odejmować, nie dodawać.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Ruta i 10 gości