Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

nałóg
Posty: 2211
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: nałóg » 11 kwie 2020, 22:24

Caliope, Ty listę Zerty nie masz „ przerobić” jak do egzaminu, Ty masz ją stosować na codzień w swoim życiu , w relacji z mężem zostawiając go Bogu a sama zająć się sobą, swoim wyglądem, starannością makijażu, ubioru, uczesania,przekazem poza werbalnym.Swoim rozwojem emocjonalnym i duchowym.PD

Kłapouszek
Posty: 90
Rejestracja: 03 gru 2019, 14:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Kłapouszek » 12 kwie 2020, 0:22

Droga Caliope, pozwolę sobie odnieść się do Twojego przedostatniego wpisu. Moja sytuacja bardzo różni się od Twojej, ale chciałabym odnieść się do zdania, w którym piszesz, że jesteś zła, gdyż nie możesz dostać się do dowodów na temat kowalskiej. Nie traktuj tego jako rady i nie musisz mnie posłuchać, ale jestem osobą, która ma bardzo dużo dowodów na podwójną zdradę męża z tą samą kowalską: zapis rozmów, wyznania, zdjęcia. I co mi to dało? Zniszczyło mnie, spowodowało, że zaczęłam w głowie tworzyć obrazy: co, gdzie, jak. Od listopada codziennie przypominałam sobie to, co przeczytałam, ich rozmowy i czule słówka. Oszczędź sobie tej goryczy, to nie wniesie do Twojego życia niczego dobrego, tylko jeszcze wypali Cię od środka, a tego nigdy nie wymażesz, jak za pomocą gumki.
Ja dopiero teraz, gdy mąż się wyprowadził, odzyskałam spokój, gdyż wiedza uzyskana o kowalskiej zniszczyła nawet naszą chęć ratowania małżeństwa po pierwszej zdradzie. Przytulam mocno.

Caliope
Posty: 432
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 12 kwie 2020, 1:18

Nałogu, lista Zerty nie przerobiona tylko stosowana na codzień, skutek taki że jeszcze bardziej się oddalam, trudno. Makijaż robię codziennie,zmieniłam fryzurę, styl, nigdy ne chodzę w dresach,jestem pewna siebie i mam przed sobą mur,może kowalska? ludzie mi mówią jak ładnie wyglądam,ale nie mąż. Widzę błędy jakie robiłam przez chorobę przez którą byłam słaba psychicznie. Zmieniam to, czas pokaże czy odzyskam szacunek.

Caliope
Posty: 432
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 12 kwie 2020, 13:58

Najgorsza rzecz dla mnie, brak szacunku .Bo nie przewidziałam, że po ciąży będę miała kłopoty hormonalne i będę miała lęki, stany depresyjne, będę smutna i nie będę miała energii by się ruszać i walczyć. Nie przewidziałam, że dostanę szansę na normalne życie i doświadczę po powrocie z życia w szklance, że znów będę cierpieć. Czy z tego można wyjść, by odzyskać szacunek, jak są wypominki że za wolno się ruszam i zwalanie odpowiedzialności na mnie ? ile siły i zmian trzeba by drugą strona zauważyła cokolwiek ? Bóg tylko wie...
Wesołego Alleluja, ja mam okropne święta.

Delfin
Posty: 25
Rejestracja: 05 wrz 2019, 13:39
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Delfin » 12 kwie 2020, 22:19

Kłapouszku masz zupełnie rację wiedzą o kowalskiej i tego co jak gdzie kiedy tylko niszczy człowieka od środka. Nie warto o to wogole pytać. Mówię na własnym przykładzie. Ja tez odzyskałam spokój dopiero jak mąż się wyprowadził. Teraz omijam szerokim łukiem ich temat czy mieszkają razem czy nie co robią. Czas zajać się sobą. Pierwsze święta bez niego dało się przeżyć dało. Więc Caliope dasz radę zajmij się sobą nie myśl o mężu to nic nie da. Przestaw myślenie na myśleniu o sobie. Jego zostaw Bogu też myślałam że nie dam rady ale powoli daje. Tłumaczę sobie że narazie w takiej wersji jak mój mąż teraz się prezentuje nawet życzeń nie odpisał to go nie chce.

Minu
Posty: 78
Rejestracja: 14 wrz 2019, 17:21
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Minu » 12 kwie 2020, 22:55

I ja zgadzam się z moimi poprzedniczkami w 100% :Nino, Kłapouszkiem i Delfinem. Wiedza o kowalskiej nie przyniesie dla Ciebie niczego dobrego...niczego...Ja rownież jestem wdzięczna Bogu,że omijają mnie te wiadomości i mam nadzieję,że tak zostanie...na tym etapie obawiam się, że ta wiedza by mnie po prostu zniszczyła...
Przepraszam Caliope, że w Twoim wątku ale chciałabym przekazać wszystkim moim poprzedniczkom, które już mają za sobą pewne etapy...bardzo trudne etapy wychodzenia i radzenia sobie ze swoimi życiowymi historiami/kryzysami...,że bardzo je podziwiam i szanuję! Za wytrwałość, siłę, mądre słowa, pogodę Ducha i ciężką pracę!Jesteście naprawdę wielkie kobietki i już teraz powinnyście być z siebie dumne. Te słowa oczywiście kieruję też do wszystkich tutaj udzielających się mężczyzn:) Wam też dziękuję za ten męski punkt widzenia!

Sama_mama
Posty: 80
Rejestracja: 04 kwie 2019, 11:49
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Sama_mama » 13 kwie 2020, 0:14

Caliope , uwierz mi, ta wiedza jest Ci w 100% nie potrzebna. Bez tego będziesz zdrowsza , będzie Ci lepiej... po odejściu męża jakoś żyłam ,praca, dom, synek... codzienne obowiązki. Nie miałam pojęcia o kowalskiej... nie chciałam wiedzieć. To ona do mnie napisała.. tak.. była i jest na tyle perfidna, bezczelna.. od tego dnia umarło we mnie wszytko i do tej pory czuje się jakbym gniła... ciężko jest. Nie prosiłam o taką wiedzę a niestety mam zaszczyt wiedzieć kim ona jest ... nic przyjemnego. Moja Droga odpuść.

Ściskam mocno.

Caliope
Posty: 432
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 13 kwie 2020, 0:52

Bardzo dziękuję wam za wpisy. Widać ja mam inny problem, może ja nie kocham męża już tak zwyczajnie, bo Bóg jest pierwszy, czuję inną głębszą miłość, a przede wszystkim jak kiedyś bardzo kocham siebie, bo wiele razy mogłam już nie żyć. Musiałam sobie poucinać wspomnienia z mężem, jego dotyk, zapach ,nie czytać starych sms. Tak jest łatwiej to przejść i może dlatego bym chciała wiedzieć i mieć za sobą etap, że albo ona zniknie i będzie praca nad małżeństwem, albo koniec. Nie będę płakać, błagać, tylko pójdę z uśmiechem na twarzy bo Bóg jest zawsze ze mną i będzie. Nigdy nie lubiłam stać w miejscu, tylko przeć do przodu, nie chcę dzielić swojego cennego życia z kimś kto ucieka ze strachu przed odpowiedzialnością i zasłania się kowalską,kolegą czy pracą.Dzisiaj mąż pochwalił moją sałatkę, ale też zasugerował że niezbyt umiem gotować, to gdzieś indziej się stołuje najwidoczniej, nie sprawdzam gdzie jest, kiedy rzekomo pracuje. Jeśli nie ma kowalskiej, to mój mąż jest dziwnym przypadkiem który robi rzeczy jak osoba zdradzająca i rani mnie tym przez co mu nie ufam.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9064
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Nirwanna » 13 kwie 2020, 8:05

Caliope, jeśli Bóg u Ciebie jest pierwszy, to może warto w tej sytuacji właśnie zastosować to pierwszeństwo? Inaczej mówiąc, nie co ja chcę (ja nigdy nie lubiłam stać w miejscu, ja nie chcę dzielić swojego cennego życia, itp.), ale co Ty, Boże chcesz dla mnie. Być może On chce, abyś się właśnie zatrzymała, być może chce dać Ci jakiś czas niepewności, być może taka pustynia jest Ci z jakiś względów potrzebna. W życiu duchowym pustynia to klasyczny etap, choć rzadko kto z własnej woli tę pustynię wybiera. Jednak gdy przychodzi - warto rozeznać czy jest ona wolą Bożą i jeśli tak - zwyczajnie się na nią zgodzić. Również z tym, że jeśli masz mieć jakąś wiedzę - to ją dostaniesz, ale to właśnie Bóg decyduje, czy jest ona niezbędnie potrzebna oraz kiedy.
Parę lat temu pisała Metanoia o oddaniu tej kwestii Bogu - według Jego woli. Modliła się o poznanie Jego woli w tym względzie, oraz o otwartość swoją na Jego wolę. I właśnie o to - Boże, jeśli mam znać prawdę, pokaż mi ją, ja jej na siłę szukać nie będę, bo być może siebie skrzywdzę. Pan Bóg szybko jej prawdę pokazał, tzw. "przypadkiem", wystarczającą ilość tej prawdy, aby wdrożyć działanie, a ona dzięki temu nie musiała wchodzić w aktywności moralnie nieobojętne,oraz dostała prawdę na jej miarę, nie za dużo. Bo może by nie dźwignęła.
Warto takie rzeczy autentycznie powierzyć Ojcu, On w końcu wie najlepiej, jak zacząć prostować krzywe sytuacje.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Nino
Posty: 392
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Nino » 13 kwie 2020, 9:39

Mam podobną intuicję. Bycie na pustyni jest trudne. Kiedy jednak na niej pozostaję, godzę się na ten "post" i na te "wyrzeczenia", dostrzegam, że coś się rozjaśnia.....
Dzięki, Nirwano, za przypomnienie, aby modlić się o odkrycie Woli Bożej dla mnie. Po prostu.

Caliope
Posty: 432
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 13 kwie 2020, 11:41

Dziękuję Nirwanno, najwidoczniej mam zostać na tej pustyni. Tylko nie radzę sobie z cierpliwością, zawsze dążę do rozwiązania by mieć błędy za sobą i uczyć się na nich. Spróbuję się zatrzymać ,nie myśleć, choć to trudne, już tyle czasu minęło.Czuję że jest coś czego nie mogę opisać i ogarnąć ciałem, tylko Bóg to wie. Nino, dziękuję, miło poczytać, że jest ktoś kto czuje podobnie :)

Caliope
Posty: 432
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 16 kwie 2020, 20:06

Od wczoraj syn jest u babci, a ja zostałam w domu z mężem. Zajmuję się sobą ,gotuję i pierwszy raz od 7 lat oddałam dziecko na prawie tydzień z czego jestem dumna. Oczywiście sytuacja napięta, mąż wrócił z pracy w złym humorze i wyszukał sobie temat o maskach by rozładować na mnie swoje emocje. Ja powiedziałam tylko jedno zdanie i zajęłam się sobą, teraz cisza. Siedzę w innym pokoju i tyle. Wiem że nie przeprosi, nie ma szacunku, to i po co.

A.zelia
Posty: 160
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: A.zelia » 19 kwie 2020, 8:41

Terapia to dobry pomysł
Jestem z rodziny wielodzietnej, do dentysty i logopedy chodziliśmy wszyscy. Odstęp wiekowy między mną a kilkorgiem rodzeństwa jest mały. Znam rodziców z dzieckiem astmatykiem, funkcjonują normalnie.
Piszesz o problemach finansowych, teściowa namawia do pracy, dostajesz rykoszetem za niepowodzenia finansowe. A co o tym sądzi Twoja mąż? Czy Twoje zostanie w domu i nie pracowanie zawodowo to była Wasza wspólna decyzja?

Caliope
Posty: 432
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: Caliope » 19 kwie 2020, 11:58

Tak właściwie to jego,ja się zgodziłam bo w depresji po porodzie trwającej do niedawna, bo nic nie pomagało, nie dałabym rady iść do pracy i nie mogłam liczyć na pomoc przy dziecku, bo od niego słyszałam że to ja mam się nim zająć, a nie angażować rodzinę, a on pracuje i nigdy nawet nie był sam z dzieckiem.Mój syn nie tylko ma astmę, jest wcześniakiem z lekkim porażeniem mózgowym z zaburzeniami integracji sensorycznej, chodzi do specjalnego przedszkola, potrzebuje specjalistów, wyjazdów,rehabilitacji, ciągłej pracy w domu, bo rozwój idzie bardzo powoli, nie je, ma nadwrażliwość sluchową. Spoczywa na mnie cała odpowiedzialność, choć staram się jej trochę egoistyczne oddać, bo jestem bardzo zmęczona i teraz zajmuję się tylko sobą jak syn jest u babci. Gdyby to była tylko astma to byłoby super, ale tak nie jest.

A.zelia
Posty: 160
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Czy warto mieć nadzieję? czy to koniec.

Post autor: A.zelia » 19 kwie 2020, 12:50

Zasadniczo rodzina pomoc może nie musi, choć niektóre pary myślą inaczej. Mnie no ręce opadają jak słyszę żale, że babcia nią dała sobie podrzucić wnuka, a "przecież nie ma nic do roboty".
Jeżeli on wziął na siebie całość pracy zarobkowej to dom jest w Twojej gestii. Przyznam, że nie jestem zwolennikiem wtykania małżonkowi pracującemu zawodowo od progu mopa do ręki pod hasłem równego podziału obowiązków.
Czy powiedziałaś mężowi wyraźnie, że propozycja takiego, a nie innego modelu rodziny wyszła od niego i nie życzysz sobie wyładowywania na sobie frustracji finansowych i innych? Ewentualnie jeśli ten model nie działa może warto siąść do rozmowy o Twoim powrocie do pracy, oczywiście rozpoczętej od podziału obowiązków w domu?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości