Wątek Ukasza

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 2553
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 01 paź 2019, 23:25

Cieszę się, że dobrze się Wam tu gada. A ja się trzymam. Przyznaję, że to nie jest łatwy czas, nie chcę "kozaczyć", ale w sumie jestem w dość dobrym nastroju. Piszcie spokojnie, jak zacznie zbytnio boleć, dam znać, że już wystarczy.
marylka pisze:
01 paź 2019, 18:02
Robienie zdjeć w podkoszulce"to sexi to be fifty" na steperze od kolegow, gdzie wiadomo, że zdjecie nie jest dla Ukasza - jest oczywistym braniem udziału we wpychaniu w czyjes lapy żone.
Dla mnie to oczywiste.
A kto tego nie widzi - to jego sprawa
nałóg pisze:
01 paź 2019, 9:56
Bo albo się robi żonie foty "reklamowe" jej wdzięków albo się stawia wyraźną granicę. Ona tymi fotami pewnie mogła "wabić' innych......
Ukasz pisze:
27 kwie 2019, 10:17
Gdy byłem zajęty jakimiś pracami w kuchni, poprosiła mnie o pomoc. Chodziło o zrobienie zdjęcia w trakcie ćwiczenia na nowym urządzeniu. Ubrała się w czarne, bardzo krótkie spodenki i podkoszulkę z napisem "To sexy to be 50" - najwyraźniej dodatek do głównego prezentu od kolegów. Z pierwszych ujęć nie była zadowolona, bo tu źle skadrowana głowa, tu nie widać dobrze nóg... W końcu kolejną próbę uznała za satysfakcjonującą.
Powoli do mnie docierało, w czym wziąłem udział.
Widzę, że nie wyraziłem się jasno: robiąc zdjęcia nie wiedziałem, po co one są. To trwało może kilkadziesiąt sekund, podczas których starałem się po prostu spełnić prośbę żony, skupiałem się na robieniu tych kilku zdjęć (nie jest to moja mocna strona i robiłem je jej telefonem, którego nie umiem obsługiwać) i nie zastanawiałem się nad kontekstem. Znaczenie tej sytuacji dotarło do mnie już po fakcie. Przeznaczenia zdjęć zresztą moglem się początkowo tylko domyślać, ten podpisany i oprawiony w ramki wydruk zobaczyłem dopiero po kilku dniach. Wykorzystała zresztą w końcu nie jedno ze zdjęć zrobionych przeze mnie, tylko selfi. Przemyślałem to na chłodno, jak opadły emocje, i powiedziałem jej kilka dni później, że albo ja albo oni. Ona teraz opowiadając w rodzinie o wyrzucaniu jej z domu podaje jako przyczynę tamten incydent, rzekomo niesłusznie przeze mnie zinterpretowany. Jakoś do niej dotarło, że przede wszystkim w tym obszarze nie ma mojej zgody na kontynuację obecnego układu.
nałóg pisze:
01 paź 2019, 9:56
Twój wątek/historia byłaby/jest instruktarzowa do czego może doprowadzić wydawało by się coś, co wg sporej części populacji uprawia większość męskiej części ludzkości i jakaś część damskiej ....czyli onanizmu i pornografii
Uważam za fałszywe sprowadzanie kryzysu naszego małżeństwa do mojego uzależnienia. To na pewno odegrało jakąś rolę, ale jaką - tego się dowiem dopiero po drugiej stronie. Patrzę na to i jako na przyczynę i jako na skutek innych problemów. I nie wiem, dlaczego nie potrafiłem zupełnie przestać - tak wtedy miałem i już. Myślę, że to jednak bardzo ważne, że nigdy nie dałem za wygraną i nie powiedziałem sobie: no dobra, tak widać muszę, nie będę się ograniczać ani żałować. Każdy upadek był po jakiejś próbie oporu i zawsze po nim był żal. I pokuta, dla mnie względnie dotkliwa, którą sam sobie nakładałem i zawsze ją wypełniałem. Byłem uzależniony i pozostanę do końca życia, także żyjąc już w czystości. I nie definiuje mnie to jako człowieka, nie determinuje wszystkich innych wyborów i uczynków, nie ustawia moich relacji z innymi.
ozeasz pisze:
01 paź 2019, 12:08
Ukasz ,czy mi się wydaje, czy pisałeś że robisz kroki?

Czytając ostatnie parę stron i pamiętając coś z wcześniejszych ,mam wrażenie że jesteś uzależniony od żony,zauważam takie fale zbliżania, odsuwania, (wydaje mi się że to oznacza słabość w rozumieniu poczucia wartości, a w związku z tym decyzyjności i konsekwencji) , jak pisał Nałóg, zauważam walkę o jakiej napisała Renta odwołując się do filmu "wojna państwa rose", i jakiś rodzaj przemocy o której napisała Marylka.
Tak, jestem na krokach, dokładnie teraz na 7. Sądzę, że wykonuję wszystkie ćwiczenia starannie i z zaangażowaniem. I widzę swoją postawę inaczej, niż jest tu opisywana.
Mam stabilne poczucie i świadomość własnej wartości. Także jako mężczyzny. Nie sądzę, żebym był uzależniony od żony. Na pewno widzę zasadniczą różnicę między moją postawą względem niej kiedyś, choćby na początku obecności na forum i teraz. Nie czuję w sobie gniewu wobec żony, uważam, że nie walczę z nią. Bronię się tylko wtedy, gdy ona ostro przekracza moje granice. I nie sądzę, żebym zastosował wobec niej przemoc - choć nie przeczę, że ona mogła tak odebrać niektóre moje zachowania, a na pewno tak odebrała zamknięcie drzwi. I nie chcę żadnej władzy nad nią: przynajmniej na najbliższy, a pewnie dość długi czas, chcę żyć bez niej.
ozeasz pisze:
01 paź 2019, 12:08
Czy czytałeś może Rosenberga "Porozumienie bez Przemocy"? Mnie ta lektura mocno poruszyła, m.in. dlatego że potwierdziła moje patrzenie - "współczującą percepcję" , szczerze, to z tego co opisujesz nie potrafię dostrzec miłości do żony,(oprócz deklaracji) chęci dobra dla Niej, to bardziej walka o władzę, która ma dać jakieś poczucie (bezpieczeństwa, pozór szczęścia, tego że coś robisz?) nie wiem, sam oceń, to moje refleksje po lekturze paru ostatnich stron Twego wątku.
Książka opisuje uświadomienie potrzeb i sposób ich realizacji.
Książkę znam tylko z drugiej ręki, z kilku wykładów. Kiedyś zamierzam przeczytać. Teraz w mojej kolejce lektur priorytet mają już nie poradniki małżeńskie i "komunikacyjne", lecz liturgika i biblistyka. To jest mój tlen, o którym pisała Renta. I droga, którą idę konsekwentnie od dwóch lat. Próby porozumienia z żoną zdarzały się, kończyły, wracały - i nie były w tym czasie na pierwszym planie.
ozeasz pisze:
01 paź 2019, 12:08
Powiedz, kiedy w taki sposób rozmawiałeś z żoną, na temat Jej potrzeb, nie tych, które Tobie się wydają że są Jej?
Pisałem już o tym kilka razy: od lat nie udało mi się podjąć szczerej rozmowy z żoną. Od dość dawna ona już nawet nie twierdzi, że źle do tego podchodzę, tylko że po prostu nie chce. Nie życzy sobie, żebym ja coś o niej wiedział, i nie jest zainteresowana mną.
Marylko, chętnie posłucham kazania przesłanego w linku, tylko dziś już pewnie nie zdążę.
Twój poprzedni post odebrałem mniej więcej tak: wypowiadasz się z dużą dozą pewności o tym, co się we mnie dzieje, nie mając ku temu podstaw. Między wierszami wyczytujesz według mnie o wiele więcej, niż tam jest, pomijając często to, co można znaleźć w owych napisanych wierszach. Nie przypisuję CI oczywiście złych intencji.
nałóg pisze:
01 paź 2019, 22:15
Lustro, a po co Ukasz dzieli się tu swoim życiem i doświadczeniami? Jak sądzisz? Może sam Ukasz podpowie.......
Na to pytanie odpowiedziałem już dwa lata temu:
Ukasz pisze:
21 lis 2017, 22:16
Lustro zadała ważne pytanie, czego oczekuję po tym forum. Przede wszystkim pomocy w spojrzeniu na moją sytuację z boku, oczami innych. Spieram ze tezami wywołującymi mój sprzeciw, bo nie są dla mnie wyrocznią, a są ważne. Moim zdaniem to jest właśnie podstawowy cel dyskusji jako takiej: nie przekonanie adwersarza, to czasem bywa potrzebne i czasem się nawet udaje. W wymianie argumentów zawsze ważniejsze jest jednak lepsze wzajemne zrozumienie. Ono jest prawdziwym owocem dialogu. Choć w wielu sprawach nie dałem się przekonać, niesamowicie poszerza to horyzonty, przynajmniej moje.
Te wirtualne rozmowy dały mi też poczucie wspólnoty. Nie zastąpią spotkań z żywymi ludźmi, z tych na pewno nie zrezygnuję, bo już ten przedsmak stawia na nogi.
Choć w drodze do tego punktu miałem dobrych przewodników (spowiednik, kierownik duchowy, przyjaciel z bardzo solidną formacją – doświadczony katecheta), żaden nich nie miał za sobą tego osobistego doświadczenia. Poznanie ludzkich dramatów nie tylko pozwala spojrzeć na własny ból z większym dystansem i lepiej wychodzić z narzuconej sobie samemu roli ofiary, ale też uczyć się na błędach cudzych, zamiast na własnych. Forum okazało się być kopalnią wiedzy na temat małżeństwa. Sam nie mogę wyjść ze zdumienia, dlaczego wcześniej nie poszedłem w tym kierunku – uzupełnienia swojej wiedzy. Przecież lektury były łatwo dostępne, ich odnalezienie również. Jak mogłem być tak głupi, żeby nie zdać sobie sprawy z własnej ignorancji i nie sięgać po bezcenną wiedzę leżącą na wyciągnięcie ręki? Przez sześć lat, a w zasadzie znacznie dłużej... Cieszę się, że przynajmniej teraz to do mnie dotarło i intensywnie nadrabiam zaległości.
I ta odpowiedź jest wciąż aktualna.

Niebajka
Posty: 36
Rejestracja: 06 sie 2019, 2:53
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Niebajka » 02 paź 2019, 1:23

Hej Ukasz,

przebicie się przez Twój wątek to naprawdę wyzwanie. Ale się udało.
Dużo słów tu padło.

Moje odczucia są takie (może Tobie albo komuś pomogą):
* wątek jest "popularny", bo widać w nim życie i walkę, walka jest ze samym sobą, dużo szarpania, chodzenia od ściany do ściany, dramatyczne zwroty akcji, film sensacyjny po prostu;
* ktoś tu napisał: "zmniejsz sinusoidę" i ja bym chciała ten przekaz wzmocnić, to Twoje szarpanie jest atrakcyjne do czytania i jednocześnie wykańczające dla ciebie, a przy tym raczej nie buduje, takie to przynajmniej sprawia wrażenie; pokora przynosi spokój duszy;

* widzę na przestrzeni miesięcy postępy, ale zdecydowanie nadal robisz wrażenie współuzależnionego (ja też to mam, więc wyraźnie to czuję w Twoim pisaniu): bo co ona..., bo jak ona to..., a jak ona to..., a gdyby ona..., a może kiedyś ona..., a widzę, że ona...
Uwaga, eksperyment myślowy (mi pomógł)!
Wyobraź sobie, że jej nagle i jakby magicznie nie ma, znika, przenosi się do Mongolii, nie znasz adresu. Daj sobie chwilę, poczuj to. Co czujesz? Gdzie jesteś? Czy jeszcze jesteś? Co teraz chcesz zrobić? Na co masz ochotę?
Czy jesteś, jaki jesteś BEZ NIEJ. Czy masz plany, czy zajmujesz się czymś fajnym?
A teraz wróć ;) I zrób to fajne ;)

* od pisania na forum też można się uzależnić, od czytania i dyskutowania też; mi ostatnio terapeutka doradziła, żebym się na jakiś czas odessała od forum, normalnie jak bez kroplówki z rana... ale da radę, to nawet dobre, pozwala wsłuchać się w siebie... na powrót;

* odnośnie różnych opinii w Twoim wątku, mam wrażenie, że każdy próbuje w pewien sposób potwierdzić swoje wybory, jakich dokonał, że na pewno były najlepsze. Do tych komentujących: Bóg nam kiedyś pokaże, jakie były prawdziwe konsekwencje naszych wyborów, pewnie dowiemy się już po drugiej stronie. Na teraz możemy podjąć tylko najlepsza decyzję, na jaką nas było stać w danym momencie. I nie musimy jej potwierdzać na forum w różnych wątkach. Zamiast tego pomodlić się o dary Ducha Świętego na następne decyzje, też niedoskonałe.

Ukaszu, jakoś tak sobą czuję Twoje cierpienie, chyba jestem podobnej konstrukcji. Też chodzę od ściany do ściany. Pozdrawiam i chyba najbardziej tobie i sobie życzę złapania równowagi.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich aktywnych w wątku.

Niebajka.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8276
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Nirwanna » 02 paź 2019, 6:46

lustro pisze:
01 paź 2019, 23:25
Nalogu
Przykro mi, ale nie za bardzo mogę Ci odpowiedzieć, ponieważ brakuje tu części moich postów będących konwersacją z Tobą.
Przy takim "filtrze" komunikacyjnym nie da się rozmawiać.
Lustro, już niczego nie brakuje, to nasze przegapienie, przepraszamy.

Przy tak aktywnym wątku moderacja też czasem nie wyrabia na zakrętach.
Hm, może by tak ogłosić Dzień Dobroci dla Moderacji? Obrazek 8-)

Niebajko, bardzo się odnajduję w tym co napisałaś - dziękuję :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

nałóg
Posty: 1609
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: nałóg » 02 paź 2019, 8:41

Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Cieszę się, że dobrze się Wam tu gada. A ja się trzymam.
Ukasz, to dobrze że poczucie humoru albo pogoda ducha Cię nie opuszcza.
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Piszcie spokojnie, jak zacznie zbytnio boleć, dam znać, że już wystarczy.
Tak przypuszczałem że nie potrzebujesz "obrońców' bo sam możesz postawić granicę i oznajmić "STOP" dalej to już tylko mój teren"
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Jakoś do niej dotarło, że przede wszystkim w tym obszarze nie ma mojej zgody na kontynuację obecnego układu
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Uważam za fałszywe sprowadzanie kryzysu naszego małżeństwa do mojego uzależnienia
Ukasz, masz rację, uzależnienie jest tylko albo aż wierzchołkiem ,czubkiem ,skutkiem wielu, czasami trudno rozpoznawanych i definiowanych braków emocjonalnych i uczuciowych sięgających daleko w przeszłość. Ty wiesz że uzależnienie to "nałogowe regulowanie uczuć i emocji".PO COŚ wchodziłeś w ten czynny nałóg i zanim zaczął boleć to był nawet przyjemny(pewnie) , rozładowywał napięcie
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Patrzę na to i jako na przyczynę i jako na skutek innych problemów
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Byłem uzależniony i pozostanę do końca życia, także żyjąc już w czystości. I nie definiuje mnie to jako człowieka, nie determinuje wszystkich innych wyborów i uczynków, nie ustawia moich relacji z innymi.
Ukasz,zapewne wiesz ,że będąc uzależnionym lecz nie czynnym można godnie i normalnie żyć....... oczywiście wymaga to uwagi i profilaktyki.
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Tak, jestem na krokach, dokładnie teraz na 7. Sądzę, że wykonuję wszystkie ćwiczenia starannie i z zaangażowaniem. I widzę swoją postawę inaczej, niż jest tu opisywana.
Super.Czujesz ten program? czujesz że to dobra droga? dla Ciebie?
Ukasz....dzięki za przypomnienie po co jesteś na forum.
PD

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Jonasz » 02 paź 2019, 9:12

Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
A ja się trzymam. Przyznaję, że to nie jest łatwy czas, nie chcę "kozaczyć", ale w sumie jestem w dość dobrym nastroju.
Miło mi to czytać ;)
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Uważam za fałszywe sprowadzanie kryzysu naszego małżeństwa do mojego uzależnienia. To na pewno odegrało jakąś rolę, ale jaką - tego się dowiem dopiero po drugiej stronie. Patrzę na to i jako na przyczynę i jako na skutek innych problemów.
Do podobnych przemyśleń doszedłem u siebie ;)
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Przemyślałem to na chłodno, jak opadły emocje, i powiedziałem jej kilka dni później, że albo ja albo oni.
Myślę że to bardzo ważne spostrzeżenie - takie reagowanie nie na bieżąco lecz z opóźnieniem.
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
Nie sądzę, żebym był uzależniony od żony.
Ukasz pisze:
01 paź 2019, 23:25
I nie sądzę, żebym zastosował wobec niej przemoc - choć nie przeczę, że ona mogła tak odebrać niektóre moje zachowania,
Ja byłem.
Dziś to wiem na pewno
Momentami mam wrażenie, ze samo powiedzenie "nie" z mojej strony było już traktowane i odczuwane przez drugą stronę jako swego rodzaju przemoc.
A na pewno coś nowego i niewygodnego..
Masz rację w jednym - kto tego nie doświadczył, nie zrozumie.
Patrząc z boku nie zdoła wejść we wnętrze i dostrzec zniszczeń w środku.
Tam było u mnie przynajmniej najgorzej.

Trzymaj się i.... dotleniaj się.
Chyba dzięki takiemu dotlenianiu ja wewnętrznie ożyłem.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pustelnik » 05 paź 2019, 15:29

Uznałem, że w tej chwili nie mogę dla nas zrobić nic więcej, że to jest najlepsze, na co nas teraz stać. I mam świadomość, że nasze relacje mogą się już nigdy nie odrodzić, a resztę życia spędzę bez kontaktu z moją żoną.
Nie oznacza to jednak, że straciłem nadzieję na życie razem. To wciąż jest możliwe, choć na pewno nie teraz.
Witaj Ukaszu,
Jak dla mnie :
- ciągle :( ... oczekiwania (od ... drugiego ... człowieka) ...
- ciągle "przewidywanie" ( w wersjii ... "wróżenie z fusów" a potem ... wspomaganie projektowanej wersji ???)

Ja tam odwiedzilem starszą córkę na drugim koncu Polski ktora pomieszkuje z obcokrajowcem ... .
Próbuję budować ... ludzkie relacje, chociaż nie jest to łatwe dla (po) depresanta. I chyba ... nie mam żadnych oczekiwań w stosunku do niej (i do niego).

Wkrótce wyjazd ns slub i wesele siostrzenca. Spotkam tam swoją małżonkę (podwiezie mlodsza córkę i wnuczkę). I nie wiem czy chcę czy będę budowal relacje z żoną (ostatnio to ona coś "z lekka próbuje"). I bardzo dobrze mi ... bez tego przewidywania.... :-).

Oczywiście, masz prawo być inny Ukaszu ...

Ukasz
Posty: 2553
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 05 paź 2019, 16:39

Niebajko,

dziękuję za czas poświęcony na lekturę mojego tasiemcowatego wątku i przede wszystkim za piękny post.
Niebajka pisze:
02 paź 2019, 1:23
* ktoś tu napisał: "zmniejsz sinusoidę" i ja bym chciała ten przekaz wzmocnić, to Twoje szarpanie jest atrakcyjne do czytania i jednocześnie wykańczające dla ciebie, a przy tym raczej nie buduje, takie to przynajmniej sprawia wrażenie; pokora przynosi spokój duszy;
Ten ktoś to Renta. Ja nie czuję wielkiej sinusoidy. Raz mi lepiej, raz gorzej, trzymam kurs i nie widzę u siebie ani euforii, ani rozpaczy. Może piszę zbyt ekspresyjnie.
Niebajka pisze:
02 paź 2019, 1:23
Uwaga, eksperyment myślowy (mi pomógł)!
Wyobraź sobie, że jej nagle i jakby magicznie nie ma, znika, przenosi się do Mongolii, nie znasz adresu. Daj sobie chwilę, poczuj to. Co czujesz? Gdzie jesteś? Czy jeszcze jesteś? Co teraz chcesz zrobić? Na co masz ochotę?
Czy jesteś, jaki jesteś BEZ NIEJ. Czy masz plany, czy zajmujesz się czymś fajnym?
Nie muszę sobie tego wyobrażać - jej nie ma. Wiem, gdzie jestem, robię wiele fajnych rzeczy, sprawia mi to przyjemność, mam bogate plany.
Niebajka pisze:
02 paź 2019, 1:23
* od pisania na forum też można się uzależnić, od czytania i dyskutowania też; mi ostatnio terapeutka doradziła, żebym się na jakiś czas odessała od forum, normalnie jak bez kroplówki z rana... ale da radę, to nawet dobre, pozwala wsłuchać się w siebie... na powrót;
To też mnie kusi, ale na razie bywam tu codziennie ze względu na modlitwę tygodniową i Echo Słowa. Odpowiadam, jak ktoś coś napisze w moim wątku. Śledzę inne historie, czasem się tam odzywam. Sądzę, że od przyszłego miesiąca mój wątek będzie zamierać i to będzie mój odpoczynek od forum.
nałóg pisze:
02 paź 2019, 8:41
Super.Czujesz ten program [12 kroków]? czujesz że to dobra droga? dla Ciebie?
Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Chcę go doprowadzić do końca i może wtedy zrobię jakiś bilans. Nie wchodziłem w wielkimi oczekiwaniami i nie widzę na razie spektakularnych efektów, może nie potrafię się otworzyć.
Pustelnik pisze:
05 paź 2019, 15:29
Jak dla mnie :
- ciągle :( ... oczekiwania (od ... drugiego ... człowieka) ...
- ciągle "przewidywanie" ( w wersjii ... "wróżenie z fusów" a potem ... wspomaganie projektowanej wersji ???)
Chcę żyć kiedyś z moją żoną, mam nadzieję, że tak będzie. Nie oczekuję, nie przewiduję, że będę kiedyś żył z moją żoną. Nie widzę racjonalnych przesłanek, że ona do mnie wróci. Nie widzę żadnych racjonalnych przesłanek pozwalających wykluczyć, że tak się jednak stanie. Nie widzę poza modlitwą żadnych działań, które mogłyby to przybliżyć.

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pustelnik » 06 paź 2019, 10:52

Witaj Ukaszu, zainteresowales mnie wypowiedzią w innym wątku :
Ukasz pisze:
05 paź 2019, 9:54
Nie wiem, czym dla nich jest teraz charyzmat sakramentu. Nie chcę oceniać tej postawy, a tym bardziej tych osób, ale na pewno nie chcę też iść w tym kierunku.
Może się mylę ale być może stworzyłeś nowe pojęcie ?
Charyzmat sakramentu małżeńskiego ?
A analogicznie : charyzmat "namaszczenia chorych" czy "komunii świętej" też "jest" ?
Co przez to rozumiesz ?
To jak to "przeżywasz", "odczuwasz", co o tym myślisz ? Czy całkiem co innego ?

Pozdrawiam Cię !

Ukasz
Posty: 2553
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 06 paź 2019, 17:49

Mylisz się, nie stworzyłem tego pojęcia. Słyszałem je wielokrotnie, m.in. na rekolekcjach sycharowskich i od mojego kierownika duchowego. Charyzmat to szczególny dar Ducha Świętego dany dla budowania Kościoła. O łasce małżeństwa sakramentalnego mówi m.in. KKK, art 1614n:
1614 W swoim nauczaniu Jezus wypowiadał się jednoznacznie o pierwotnym sensie związku mężczyzny i kobiety, tak jak został on na początku zamierzony przez Stwórcę. Zezwolenie na oddalenie żony dane przez Mojżesza było ustępstwem z powodu zatwardziałości serca. Związek małżeński mężczyzny i kobiety jest nierozerwalny; łączy ich sam Bóg: "Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" (Mt 19, 6).

1615 To jednoznaczne podkreślenie nierozerwalności więzi małżeńskiej mogło zaniepokoić i wydawać się wymaganiem nie do wykonania. Jednak Jezus nie obarczał małżonków ciężarem niemożliwym do udźwignięcia i zbyt wielkim, bardziej uciążliwym niż Prawo Mojżeszowe. Przychodząc, by przywrócić pierwotny porządek stworzenia, naruszony przez grzech, Jezus daje siłę i łaskę do przeżywania małżeństwa w nowych wymiarach Królestwa Bożego. Idąc za Chrystusem, wyrzekając się siebie, biorąc na siebie swój krzyż, małżonkowie będą mogli "pojąć" pierwotny sens małżeństwa i przeżywać je z pomocą Chrystusa. Łaska małżeństwa chrześcijańskiego jest owocem Krzyża Chrystusa, będącego źródłem całego życia chrześcijańskiego.
Tylko dzięki tej łasce - charyzmatowi sakramentu małżeństwa - małżonkowie mogą pojąć jego sens i przeżywać je z Chrystusem. Nie mam wątpliwości, że owo przeżywanie małżeństwa w więzi z Chrystusem nie powinno wygasać, jeśli mąż lub żona pójdą sobie inną drogą. Że wciąż jest to szczególna łaska dana mi w Kościele i dla budowania Kościoła, że mogę i powinienem z niej czerpać i jakoś się nią dzielić. Że małżeńskie powołanie po porzuceniu przez drugą stronę nie ogranicza się do wierności.

marylka
Posty: 1083
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: marylka » 06 paź 2019, 20:30

Ukasz pisze:
06 paź 2019, 17:49
mogę i powinienem z niej czerpać i jakoś się nią dzielić. Że małżeńskie powołanie po porzuceniu przez drugą stronę nie ogranicza się do wierności.
Zgadzam się
Ukaszu - szczególnie tutaj na sycharze bardzo wartościowe sa świadectwa małżonków, ktorzy zostali sami.
"Świeżo" opuszczeni czesto sa zagubieni i nie widza sensu dalszego życia.
Pokazanie, że życie może byc i jest ciekawe i piekne jest bardzo cenne dla każdego
Dlatego niech nie zamiera Twoj watek.
Ja z ciekawoscia tu zawsze bede zagladała
Pozdrawiam

Ukasz
Posty: 2553
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 13 paź 2019, 9:23

24 września opisywałem sytuację tak:
Ograniczam kontakt do niezbędnego minimum. Zachowuję się tak, jakby jej nie było, choć bez chamstwa, nie wchodzę jej w drogę, odpowiadam na "Dzień dobry" itp. Na razie nie zamierzam rozmawiać z nią o niczym bez obecności adwokata. Ona bardzo się stara być miła. Wyraźnie dąży do tego, żeby wszystko wróciło do "normy".
Przez ostatnie chyba 10 dni żony nie było w domu. Po powrocie zmieniła swoje zachowanie - teraz w ogóle traktuje mnie jak powietrze. Ja ograniczałem wypowiedzi do tego, czego wymaga moim zdaniem kultura - ona teraz nie odpowiada na "Dzień Dobry".
Składałem wyjaśnienia na policji, pani GOPSu była u mnie w domu. Wygląda na to, że przyjmują moje wyjaśnienia jako wystarczające i doniesienie będzie zweryfikowane negatywnie. Dzielnicowy poinstruował mnie, jak skutecznie zamknąć dom przed żoną.
Po konsultacji z prawnikiem przedstawiłem żonie propozycję wspólnego wniosku o separację bez orzekania o winie, połączonego z rezygnacją z wzajemnych roszczeń. Jeżeli się nie zgodzi, ja złożę taki pozew jednostronnie, a wcześniej wystąpię o rozdzielność majątkową z datą wsteczną. Jednocześnie poinformowałem ją, że niezależnie od jej odpowiedzi posesja i dom zostaną przed nią zamknięte pod koniec miesiąca.
Termin wynika przede wszystkim z planowanej daty wprowadzenia się syna z jego żoną. Oni jednocześnie nie mogą się już doczekać, żeby tu zamieszkać (remont ich części trochę się przedłuża) i zarazem obawiają się, co może zrobić mama.
Zależy mi na tym, żeby żona zgodziła się na separację i opuszczenie domu. Alternatywą jest wieloletnia walka w sądzie, która nie tylko byłaby kosztowna finansowo, ale przede wszystkim w ważniejszych aspektach. Odbiłaby się mocno także na relacjach z dziećmi, po części nawet z dalszą rodziną. Teoretycznie mógłbym tego uniknąć także godząc się na roszczenia finansowe żony. Wiem o nich tyle, że są wysokie i dotyczą wydatków remontowych ponoszonych faktycznie (czyli przed ponad pięciu laty) i formalnie wspólnie. Pewnie bym jakoś sprostał takiemu wysiłkowi finansowemu, choć nawet nie znam sumy. Nie chcę jednak akceptować takiej niegodziwości. Wszystko, co kiedyś zainwestowaliśmy wspólnie, oddaję naszym dzieciom i to za jej zgodą. Ostatnie wydatki ponosiłem sam i nie miała w nich żadnego udziału. Jedną rzecz sfinansowała sama, ale ja potem, za jej zgodą, zwróciłem jej cały ten koszt - a teraz miałbym jeszcze raz zapłacić połowę... Już i tak finansowałem jej wyjazdy z kolegami pożyczając jej pieniądze i pozwalając na mieszkanie bez ponoszenia żadnych kosztów. O te pieniądze się upomnę, jeśli ona teraz nie zgodzi się na nic.
Chcę więc poszukać jakiś dróg nacisku na nią, żeby przyjęła propozycję rozstania się bez wzajemnych pretensji.

W czasie naszej ostatniej rozmowy z żoną usłyszałem, że ona mnie stworzyła. Wcześniej mówiła, że wszystko osiągnąłem jej kosztem - teraz już nie osiągnąłem nic, tylko to ona zdziałała wszystko. To jej wyznanie skłoniło mnie do otwartego mówienia o tym, do czego doszedłem kilka lat temu, ale nie byłem pewien swoich wniosków. Teraz wątpliwości mnie opuszczają. Moim zdaniem ona cierpi na narcystyczne zaburzenie osobowości. Próbowałem jakoś zweryfikować ten domysł. Zestawiałem symptomy tego zaburzenia z jej zachowaniem i wszystko zgadzało się w 100%. Przeczytałem odpowiednie rozdziały w kilku podręcznikach psychologii. Przykład mojej żony byłby tam bardziej wyrazisty niż którykolwiek z podanych, bo łączy w sobie nie wybrane, lecz wszystkie cechy tego zaburzenia. Oczywiście nadal nie mogę mieć pewności, nie mam wiedzy fachowej w tym zakresie. Tylko ona sama mogłaby to zweryfikować idąc do psychologa - czego zrobić nie chce. Jeżeli jednak tak rzeczywiście jest, to bez odpowiedniej terapii nie mieliśmy szans na odbudowanie relacji. I dopóki jej nie będzie, jedynym wyjściem jest pełna, faktyczna separacja.

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pustelnik » 13 paź 2019, 19:53

Ukasz pisze:
13 paź 2019, 9:23
Tylko ona sama mogłaby to zweryfikować idąc do psychologa - czego zrobić nie chce. Jeżeli jednak tak rzeczywiście jest, to bez odpowiedniej terapii nie mieliśmy szans na odbudowanie relacji. I dopóki jej nie będzie, jedynym wyjściem jest pełna, faktyczna separacja.
Witaj Ukaszu,
pozwolę sobie ( ale może i dla ... Ciebie (?)) nie całkiem zgodzić.
Parę tygodni (m-cy ?) temu zmarł współzałożyciel wspólnot ... Arka (nie pokręcilem nazwy?, dla mnie to ktoś taki "santo subito").
Z każdym można budować relację, zgoda NIE KAŻDY POTRAFII (w tym i ... ja (!)).
I tu trochę "pojadę po bandzie" :-).
Masz już swoje lata, staż małżenski, jakiś okres wiary dążącej do większej dojrzalosci, mylę się?
Co prawda rekolekcjonista (chołubiony w Sycharze, nie mnie to oceniać ...) lubi (taka dydaktyka, styl, lata przyzwyczajenia) zaczynac swoje "wykłady" od tego jak to "idealnie być powinno" ...
Czy ciągla się na tym wzorujesz Ukaszu ?
A może SIĘ NA TYM ZATRZYMUJESZ? (myślę, że w sporej części, ... raczej NIE)
POZDRO !

Ukasz
Posty: 2553
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 13 paź 2019, 23:31

Pustelniku,
mam wrażenie, że chcesz mi przekazać coś ważnego, ale nie wiem, co. Domyślam się, że masz na myśli ks. Marka Dziewieckiego, ale dalej brak mi nawet hipotez.
Pustelnik pisze:
13 paź 2019, 19:53
Z każdym można budować relację, zgoda NIE KAŻDY POTRAFII (w tym i ... ja (!)).
Pełna zgoda. Tylko nie z każdym da się budować relację małżeńską. Ja z moją żoną nie chcę innej relacji, a tej małżeńskiej nie byłem w stanie nawet uratować. Być może, gdybym był kim innym, to mógłbym więcej, i w tym sensie częściowo się z Tobą zgadzam, ale ja doszedłem do mojego dna.

Dziś żona stwierdziła, że zgadza się na wyprowadzkę. Że nasze małżeństwo uważa za zakończone. Z takim człowiekiem, jak ja, nie da się żyć. Twierdzi, że nie może zamieszkać w swoim mieszkaniu - z powodu, którego nie będzie mi podawać. Chce wynająć mieszkanie od naszego młodszego syna - a tak w ogóle to powinienem je podarować jej, a nie synowi, bo wspólnie w nim inwestowaliśmy. Na pewno nie zgodzi się na separację, tylko rozwód. Jednak wie, że na to ja się nie zgodzę. Odpowiedziałem, że z separacji mogę się wycofać, jeśli się wyprowadzi i zgodnie wystąpimy o rozdzielność majątkową. Na jakich zasadach? Na takich jakie ustalimy, czyli na takich, na jakie Ty się zgodzisz... Na tym rozmowa się urwała. Próbowałem do niej wrócić wieczorem, gdy wróciła ze spotkania z kowalskimi, ale wtedy nie dało się już zamienić słowa.
Rzeczywiście w tym mieszkaniu zainwestowaliśmy ze wspólnych jeszcze wtedy środków około połowy jego wartości. Sądziłem jednak, że ofiarowanie tego naszemu dziecku jest dobrym rozwiązaniem. Ona ma prawo do ok. 1/4 mieszkania, ja do reszty, dalibyśmy to jako nasz wspólny dar dla naszego syna. Formalnie mogę to zrobić bez oglądania się na nią, ale na pewno bez jej zgody nie chcę tak postąpić. Może przekażę połowę lub 3/4, resztę jej i niech ona sama decyduje, czy chce zapewnić swojemu dziecku łatwiejszy start w życie, czy zachować wszystko dla siebie.
Ta dzisiejsza rozmowa mocno mnie poruszyła. I dobrze.

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Jonasz » 14 paź 2019, 8:43

Ukasz pisze:
13 paź 2019, 23:31
Z takim człowiekiem, jak ja, nie da się żyć.
No po postawieniu granic - w końcu po iluś latach - też to chyba usłyszałem. ;)
Z jej perspektywy to chyba czysta strata i na razie nic więcej.

Ukasz pisze:
13 paź 2019, 23:31
Z takim człowiekiem, jak ja, nie da się żyć. Twierdzi, że nie może zamieszkać w swoim mieszkaniu - z powodu, którego nie będzie mi podawać.
Czyżby konsekwencje prowadzenia własnego biznesu?
Ukasz pisze:
13 paź 2019, 23:31
Ta dzisiejsza rozmowa mocno mnie poruszyła. I dobrze.
Nie dziwię się.
Ale jeżeli skutkiem jest nagły wzrost negatywnych emocji i czarnych wizji przyszłości to moim sposobem jest oddanie tego Panu Bogu.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Wiedźmin
Posty: 1566
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Wiedźmin » 14 paź 2019, 9:41

Ukasz pisze:
13 paź 2019, 9:23

[...] Po powrocie zmieniła swoje zachowanie [...]

[...] Dzielnicowy poinstruował mnie, jak skutecznie zamknąć dom przed żoną. [...]
A możesz to rozwinąć? Może być na priv.
Ukasz pisze:
13 paź 2019, 9:23
[...] poinformowałem ją, że niezależnie od jej odpowiedzi posesja i dom zostaną przed nią zamknięte pod koniec miesiąca. [...]
A to tak można? Przed orzeczeniem separacji czy rozwodu?

"Zgodnie z art. 28[1] Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (K.r.o.), jeżeli prawo do mieszkania przysługuje jednemu małżonkowi, drugi małżonek jest uprawniony do korzystania z tego mieszkania w celu zaspokojenia potrzeb rodziny. Przepis ten stosuje się odpowiednio do przedmiotów urządzenia domowego."
Ukasz pisze:
13 paź 2019, 9:23
Chcę więc poszukać jakiś dróg nacisku na nią, żeby przyjęła propozycję rozstania się bez wzajemnych pretensji.
Nacisku... no tak, pod odpowiednio dużym naciskiem i stal można skruszyć...
Ukasz pisze:
13 paź 2019, 9:23
[...] W czasie naszej ostatniej rozmowy z żoną usłyszałem, że ona mnie stworzyła. Wcześniej mówiła, że wszystko osiągnąłem jej kosztem - teraz już nie osiągnąłem nic, tylko to ona zdziałała wszystko. [...]
Ale jakie ma znaczenie to, co żona mówi o mężu (czy na odwrót) w czasie kryzysu?
Stworzyła, nie stworzyła... Jeśli Cie to boli (a pewnie trochę dotyka, skoro o tym piszesz) - to może jakieś ziarnko prawdy w tym jest.

Ukasz pisze:
13 paź 2019, 9:23
[...] Moim zdaniem ona cierpi na narcystyczne zaburzenie osobowości. [...]
Aha - i wszystko jasne. Masz diagnozę.
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Jozka i 7 gości