Wątek Ukasza

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

marylka
Posty: 1080
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: marylka » 08 kwie 2019, 12:56

Niedoskonały pisze:
08 kwie 2019, 7:30
nałóg pisze:
07 kwie 2019, 21:51
Czas,Czas,czas a do tego akceptacja i wdzięczność dobrze pojmowana.Moj przyjaciel alkoholik po 3 latach od zaprzestania picia poszedł do swojej siostry by się tym pochwalić i by być pochawalonym i mówi: nie piję już 3 lata.A jego siostra na to : a ja nigdy nie piłam.PD
mam troszeczkę inny pogląd na to. W takiej sytuacji może dojśc do sytuacji że nigdy nie będziemy mogli się pochwalić, że zrobiliśmy krok do przodu. Bezrobotny chwaląc się że zdobył pracę, palacz że rzucił palenie, złodziej że przestał kraść, niewierny, że się nawrócił za każdym razem znajdziemy kogoś kto powie słuchaj z czego się cieszysz ja nigdy tego nie robiłem.
Wydaje mi się że powinniśmy cieszyć się każdym nawet najmniejszym krokiem który robimy do przodu, chociaż czasami jest to bardzo trudne.
Właśnie po to sa wspólnoty.
U mnie było tak że we wspólnocie meża jak ktos przeżywał rok życia w trzeźwosci to przynosil jakies słodkosci, żeby wspólnie dzielic sie ta radością.
I oni siebie nawzajem rozumieja/do dzis tak jest/ i wspieraja się, także poprzez uczczenie kolejnego etapu życia w trzeźwosci.

Natomiast osoby stojace z boku nie maja pojecia, nie rozumieja - z czego sie cieszysz?
Ja na przyklad reagowalam agresja na to wszystko.
Wiec mój mąż poczatkowo nie miał kompletnie we mnie wsparcia.

On mówił - " jestem trzeźwy miesiac - super co?
Jesteś ze mnie dumna?"

A ja słyszałam - " już miesiac jak cie nie zdradzam. Zobacz ile wytrzymuję? Nieźle co?"

Tak odebrana wiadomośc byla dla mnie mega upokarzajaca. Ooooo - ile wysiłku wkłada mój mąż, żeby mnie nie zdradzać! I ja mam taniec radości teraz odtańczyć przed nim?

Żona też może miec podobnie....już miesiac jak cie słucham, rozmawiam z Toba, nie bełkocze, nie jestem agresywny, licze sie z toba...już miesiac jestes ważniejsza od wódki!

Szczerze?
Dla mnie/moje podejscie było - to łaski bez.
Nie wysilaj sie skoro tak wiele wyrzeczen kosztuje cie bycie ze mna.
Ja też mam swoje poczucie godnosci i wcale nie musze na to wszystko patrzeć i tego wszystkiego przeżywać
Mówie to jako ŻONA.
Wyjscie z nałogu to dla żony poziom ZERO.
Czyli nic.
Bo TAKIM miał byc w dniu ślubu już.
Dopiero potem - to trzeba budować relacje.
I TU żona może czuć zmiany.

Opisuje mój stan świadomosci na temat nałogu w czasie, kiedy odchodziłam od meża.
Nie rozumiałam jak może być coś co niszczy jego jako człowieka i nas jako rodzine. I on to coś cały czas ma na pierwszym miejscu. Cały czas o tym mysli i skacze wokół tego.

Im bardziej poznawałam mechanizmy nałogu tym bardziej zaczynałam to wszystko rozumieć. Dlatego dzisiaj razem świetujemy i cieszymy sie z każdego dnia trzeźwości.
Bo.....i na ten poziom ZERO też nieźle trzeba sie napracować, żeby wyjsć. Dlatego szanuje każda prace nad soba.
I....od tego poziomu ZERO już MOŻNA cokolwiek zacząć budować. Poniżej - NIC nie zbudujesz.

Ale i rozumiem, że nie wszyscy sa w temacie i inaczej moga te sprawy postrzegać. Bo też tak miałam.
Pozdrawiam

nałóg
Posty: 1602
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: nałóg » 08 kwie 2019, 16:15

Myślę ,że Marylka pokazała możliwe odczucia Twojej współmałżonki.
Ludzie z poza kręgu uzależnienia często nie potrafią lub nie chcą zrozumieć trzeźwiejącego nałoga . Ja ich rozumiem. Bo ci tzw. normalni (nie uzależnieni) nie znają stanu emocjonalnego totalnego zniewolenia, ubezwłasnowolnienia, przymusu picia/ćpania/grania. pornografii, zakupów.
Kiedyś byłem na wyjeździe i w 1 piątek poszedłem do spowiedzi. Podczas spowiedzi powiedziałem że jestem trzeźwym alkoholikiem, a ksiądz wychyla się z konfesjonału i pyta : to kiedy ostatni raz piłeś: a ja mu na to no.....ponad 9 lat temu.
A ksiądz : to co ty mi tu z alkoholizmem wyjeżdżasz. Ja myślałem że ty z flaszka do spowiedzi przystępujesz.

Matka mojego przyjaciela z AA pyta : czy ty nadal chodzisz do tych pijaków? kolega odpowiada: tak mamo chodzę. A matka: i po co tym łazisz, czas marnujesz jak ty już ze 3 lata nie pijesz.PD

Ukasz
Posty: 2552
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 08 kwie 2019, 23:13

Na wszelki wypadek, dla osób czytających wątek od tego miejsca, zaznaczę, że nie piję i nigdy nie piłem alkoholu wcale, kawy zresztą też, podobnie z papierosami, narkotykami i innymi używkami. Byłem w jakimś stopniu uzależniony od masturbacji i potem od pornografii, ale Bóg uleczył mnie ponad rok temu i od tego czasu nie przychodzą nawet pokusy.
Mam natomiast ogromne pragnienie bliskości z żoną. Wydaje mi się, że nie chodzi o seks - co nie znaczy, że takiej propozycji bym odmówił - tylko bliskiej relacji. Dotyku, słów, spojrzeń, gestów. Chyba każdy z nas tego doświadczył, a znaczna część z nas jest przecież teraz tego pozbawiona. Pisanie o tym, że śpimy wprawdzie w jednym łóżku (gdy ona akurat nocuje w domu), ale nic z tego nie wynika, brzmi wręcz niepoważnie. Chcę się jednak tym podzielić. Dopóki żona była daleko, dobrze sobie z tym radziłem, nie odczuwałem tego nawet jako ciężaru. Teraz jest znacznie trudniej. Zarówno jej deklaracja, że chce budować więź, jak również obecność tuż obok bardzo podsycają to pragnienie. Mam zresztą takie przekonanie, że moje żywe, mocne uczucia względem niej są na tym etapie potrzebne. Gdybym je jakoś zgasił, a z jej strony nie dostrzegam żadnych emocji, to byśmy tak sobie wegetowali ani razem, ani osobno. Im ona jest bliżej, tym bardziej pragnę tej bliskości. Gdy zasypiamy tuż obok, ale przed zaśnięciem z jej strony jest zupełna cisza, zero ciepła, to jest to na tyle bolesne, że wraca bezsenność. A tego nie było odkąd wyprowadziłem się półtora roku temu. Jak dotąd udaje się przy tym zachować pogodę ducha na co dzień, swobodę w kontakcie z nią, bez wieszania się i nacisku. Wszystko to kosztuje jednak dużo. Nawet nie próbuję rozważać, czy mi starczy sił - bo co ja o tym wiem. Mam nie martwić się o jutro, dosyć ma dzień swojej biedy. To takie dopowiedzenie na temat tego, na ile jestem OK z obecną sytuacją. Wiem, że wiele osób tutaj chciałoby być na moim miejscu i dziękuję Bogu, że jestem tu, gdzie jestem.

marylka
Posty: 1080
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: marylka » 09 kwie 2019, 13:31

Według mnie jestes zdrowym facetem i Twoje pragnienie żony jest jak najbardziej normalne. Zdziwiłabym sie gdybys jej nie pragnął jako meżczyzna.
Nie myslałeś, żeby jej powiedziec "dobranic" i delikatnie objać w pasie przytulajac sie do jej plecow?
Piszesz cały czas o chłodzie i obojetnosci żony. Ale nie wiemy z czego to wynika. Może być, że ona też nie wie jak ma zacząc sie do Ciebie zbliżać i na Ciebie otwierać.
Z tego co sie orientuje lubi jak ja gdzieś zapraszasz. Może to jej język miłości?
Poznałeś język miłosci Twojej żony?
Łatwiej i szybciej możesz do niej dotrzeć mówiac jej /a nie swoim/ językiem miłości.
Pozdrawiam

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Jonasz » 09 kwie 2019, 14:31

Ukaszu przypominam sobie w Twoim wątku coś co czytając pomyślałem że gdybym ja tego doświadczył osobiście by mnie zablokowało co do bliskości z żoną mimo mojego pragnienia.
Zresztą patrząc pod tym kątem na swoje poletko bez trudu zlokalizowałem wcześniej nie znane fakty, którymi żona mnie de facto zablokowała.
Zrozumiałem wtedy pewne bezsenne noce lub bardziej bezsensowne. I bądź co bądź bolesne.
Wydaje mi się ze wy Dziewczyny często piszecie o takiej blokadzie u siebie...
Jest to chyba bardzo krzywdzące.
Tak... okradać... i i niszczyć..... :cry:
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Ukasz
Posty: 2552
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 09 kwie 2019, 23:18

Marylko, ja nie wiem, z czego wynika blokada żony, ale nie z braku mojego zaproszenia. Jak pisałem, ja wciąż próbuję delikatnych, czułych gestów; raz zostają przyjęte, raz odrzucone.
Sądzę, że znam języki miłości mojej żony: afirmatywny język i prezenty. Nie jestem zbyt wymowny w tych językach, lecz próbuję, np. kwiaty na co dzień, podarki przy każdej okazji, chwalę głośno i wyraźnie, gdy tylko mogę to zrobić szczerze. Z tym ostatnim - dostrzec takie możliwości - jest największy problem, jeszcze dużo pracy przede mną.
Jonaszu, chyba nie rozumiem, o co Ci chodzi. Czy o to, że pod koniec naszego bycia razem odbierałem zachowanie żony jako zaspokajanie wyłącznie potrzeb fizjologicznych? To bolało i ułatwiło mi decyzję o wyprowadzce, ale mnie nie zablokowało. Nie czuję się pod tym względem ani trochę zablokowany. Jestem tylko ostrożny w zachętach do bliskości fizycznej: nie chcę, żeby wyprzedzała (zbytnio...) tę emocjonalną. Tak troszkę może wyprzedzić, bo to też jest forma budowania więzi.

lustro
Posty: 1080
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: lustro » 10 kwie 2019, 7:05

Ukaszu

Jakoś bardzo mnie poruszył to, co napisałeś.
Może dlatego, że to dobrze znam, tylko bardziej z drugiej strony...

Bardzo ładnie piszesz o żonie i o tym, co się w Tobie względem niej dzieje. Czuć w tym nieklamane ciepło.
To napewno bardzo trudne, co przezywasz.
Z mojego doświadczenia wiem, że bardzo trudne...po obu stronach zwiazku.
To jest właśnie ten trud powrotu, ten prawie niekończąca się proces. To trwa. I obie strony pytają siebie jak to przetrwać, a raczej jak to zmieniać, żeby poprawić a przy tym przetrwać.
Jeżeli możesz, uzbroj się w cierpliwość. I siłę.
Te wewnętrzne blokady puszczaja bardzo powoli jeśli chodzi o bliskość.
Z jednej strony bardzo się jej chce, a z drugiej nie potrafi się otworzyć.

Wiem, bo sama to przeszłam i o ironio, nadal przechodzę. Choć to tyle lat.
I cały czas jest to huśtawka, choć coraz słabiej rozhustana.
Tu trzeba czasu. Dobrego czasu.
Twoja dobra wola i cierpliwość mogą bardzo wiele.

vertigo
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: vertigo » 10 kwie 2019, 8:13

lustro pisze:
10 kwie 2019, 7:05
Ukaszu
Jeżeli możesz, uzbroj się w cierpliwość. I siłę.
(..)
I cały czas jest to huśtawka, choć coraz słabiej rozhustana.
Tu trzeba czasu. Dobrego czasu.
Twoja dobra wola i cierpliwość mogą bardzo wiele.
Zgadzam się z Lustro. Przy takiej postawie uważam, jest szansa u Was na coś nowego. Twoja żona, jak rozumiem, też bardzo delikatnie, na swój sposób, działa metodą "jeden krok do przodu, trzy do tyłu". Ja bym w to wszedł i uznał za dobry znak, bo u mnie czegoś takiego nie było, chyba, że było, tylko tak zawoalowane, że nie potrafiłem odczytać.
A do tego aktywny kowalski cały czas w tle, chociaż właściwie, to myślę, że ja byłem w tle.
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9)

renta11
Posty: 530
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 10 kwie 2019, 9:06

Ukaszu

Cieszę się :D , pomodlę się o Waszą dobrą przyszłość.

Ukasz
Posty: 2552
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 10 kwie 2019, 9:39

Dzięki Wam wszystkim. Bardzo mi pomagacie.

Ukasz
Posty: 2552
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 27 kwie 2019, 10:17

Trzy tygodnie temu pisałem, że jestem w pewnej rozterce, czy ciągnąć obecny układ, ale staram się raczej być otwarty na to, co przychodzi i rozeznawać sytuację na bieżąco. Otóż zdarzył się szczegół, który skłania mnie do zrewidowania obrazu sytuacji i postawienia granic.
W odstępie kilku dni są imieniny jednego z nas i imieniny drugiego. Kiedyś, przed kryzysem, robiliśmy imprezę i zapraszaliśmy wspólnych znajomych. Spytałem, co robimy w tym roku. Nic - bo ona wyjeżdża na tydzień i jej nie będzie. Domyśliłem się, że to wyjazd z jej kolegami, i zabolało, ale uznałem, że to nie jest czas na okazywanie takich trudnych uczuć, i przyjąłem to w milczeniu. Niedługo potem sama jednak zaproponowała, żebyśmy z tej okazji poszli razem do teatru. Do "wyboru" dała mi jeden termin, mam wtedy "kroki", ale po namyśle i zrobieniu bilansu moich dotychczasowych i planowanych nieobecności na warsztatach zgodziłem się. Gdy wróciliśmy do domu okazało się, że ona już tego dnia świętowała z kolegami u nas w domu. Kupili jej i zmontowali wielki, profesjonalny steper. Gdy byłem zajęty jakimiś pracami w kuchni, poprosiła mnie o pomoc. Chodziło o zrobienie zdjęcia w trakcie ćwiczenia na nowym urządzeniu. Ubrała się w czarne, bardzo krótkie spodenki i podkoszulkę z napisem "To sexy to be 50" - najwyraźniej dodatek do głównego prezentu od kolegów. Z pierwszych ujęć nie była zadowolona, bo tu źle skadrowana głowa, tu nie widać dobrze nóg... W końcu kolejną próbę uznała za satysfakcjonującą.
Powoli do mnie docierało, w czym wziąłem udział. Moja żona chciała pokazać się jako kobieta pociągająca dla mężczyzny, mieć zdjęcie, które wywoła u płci przeciwnej wrażenie nie tylko estetyczne - pragnienie zbliżenia. Ja zostałem użyty jako statyw. Ani w czasie tej krótkiej sesji, ani potem w łóżku jako mężczyzna dla niej nie istniałem.
Pisałem o braku bliskości i z uwagą czytałem wypowiedzi pań o potrzebie czasu na to, by kobieta się odblokowała. Uznawałem, że nie siedzę w jej głowie i być może jest seksualnie po prostu zamknięta, a ja mam to uszanować. Ten epizod uświadomił mi, że jej potrzeby w tej sferze są żywe i przynajmniej w pewnej mierze zaspokajane, ale nie ze mną. Kieruje je całkowicie ku jednemu lub kilku facetom, którzy zajęli moje miejsce. Z jej inicjatywy byłem tego świadkiem i w żaden sposób nie mogę udawać, że tego nie wiem.
Wczoraj wróciła późno w nocy z zakrapianej imprezki. "Moi przyjaciele obsypali mnie kwiatami". Rano wyraźnie starała się być miła i jednocześnie jasno wykluczyła jakąkolwiek erotykę między nami.
Czekałem na jakiś znak, który ułatwi mi rozeznanie: czy mam kontynuować obecny układ, czy postawić konkretne warunki. I mam. Nie wiem jeszcze, jak to przeprowadzić, ale nie mam wątpliwości, że postawię ją przed wyborem. Albo ja albo oni.

Wiedźmin
Posty: 1566
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Wiedźmin » 27 kwie 2019, 17:12

Ukasz pisze:
27 kwie 2019, 10:17
[...] Z pierwszych ujęć nie była zadowolona, bo tu źle skadrowana głowa, tu nie widać dobrze nóg... W końcu kolejną próbę uznała za satysfakcjonującą. Powoli do mnie docierało, w czym wziąłem udział. Moja żona chciała pokazać się jako kobieta pociągająca dla mężczyzny, mieć zdjęcie, które wywoła u płci przeciwnej wrażenie nie tylko estetyczne - pragnienie zbliżenia. Ja zostałem użyty jako statyw. [...]
Ukasz ;)

Kolejne doświadczenie. Moja ukochana żona też miała (ma) parcie na szkło.
Tyle, że ja już wiem jak kadrować :P ;) :D :D :D ... tak, aby ona była zadowolona i jej fani :P

Rolę statywu mam przerobioną.

Druga różnica między nami... to taka, że ja mogę jeść "tego miodu" ile chce... tylko widzisz, od pewnego czasu - już nie chcę. Bo wiem, że był tam przede mną jakiś inny niedźwiedź (albo i niedźwiedzie) :D ... a był też czas, kiedy pewnie równolegle ze mną ktoś ów miodek pił... straciłem więc apetyt.

Więc zastanów się dobrze, czy to, że grasowały tam inne niedźwiedzie na pewno nie będzie Ci przeszkadzać.
Ukasz pisze:
27 kwie 2019, 10:17
[...] Nie wiem jeszcze, jak to przeprowadzić, ale nie mam wątpliwości, że postawię ją przed wyborem. Albo ja albo oni.
Wiesz - ja na razie jestem na etapie, gdzie po prostu nie tykam miodu - nawet jak sam chciałby mi do pyska trafić. Jakbym nie miał dość małych wciąż dzieci (Ty chyba już nie masz maluchów) - z pewnością wystawiłbym ten słoik z miodem przed drzwi domu rodzinnego.
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

SiSi
Posty: 1908
Rejestracja: 06 sie 2018, 9:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: SiSi » 27 kwie 2019, 17:26

Ukaszu,
Trudno czyta mi się to co opisujesz, chyba głównie z uwagi na to, że boleśnie wspominam takie przedmiotowe traktowanie mnie przez męża.
Czytajac, mam wrażenie, że świat Twojej żony kręci się na zupełnie innej orbicie niż Twój...
Jest atrakcyjna, pewna siebie, niezależna, inteligentna - taki przynajmniej mam obraz wynikający z Twoich wypowiedzi, ma jakiś swój świat, który mówiąc kolokwialnie " kręci ją".
I ma męża, który tak wiele wysiłku wkłada, żeby ją wsadzić na właściwą orbitę.
Zgadza się tylko na to co jej pasuje, dopasowuje Twoje propozycje do własnych potrzeb i na nic więcej się nie godzi. Można powiedzieć - chociaż tyle, można też ( trudniejsze)- nie godzę się na to.

Wybór trudny, ale czasem konieczny.

Ukasz
Posty: 2552
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 27 kwie 2019, 18:56

Aleksandrze - ja też jakieś półtora roku temu dobrowolnie ten miodek odstawiłem. Nawet nie chodziło o współbiesiadników, bo dotąd nie wiem, czy inne niedźwiedzie z tej miski piją czy tylko sobie wąchają, co o utratę smaku. Czysty cukier został, ale bez dodatków, a na to już nie miałem i nie mam ochoty. Teraz wracała nadzieja, że powoli coś się odrodzi.
Nie mam małych dzieci. Mam żonę, która nie jest słoikiem miodu, który mógłbym wystawić za próg. I nie chodzi o to, że nie mam możliwości wyrzucić jej z domu - zewnętrznie mam, wewnątrz coś krzyczy, że tak się godzi.

Dziękuję Ci Sisi szczególnie za ten obraz mojej żony i mnie.
Jej - bo cieszy mnie, że z moich słów wyłania się obraz takiej kobiety, a nie jakiejś zołzy.
Mój - bo skłania mnie do przemyślenia mojej postawy. Staram się skupiać na sobie: postępować po prostu dobrze, zgodnie ze swoim sumieniem i powołaniem, a żonie zostawić wolny wybór. Wygląda na to, że mam to co korygować.
Z jednej strony schowanie głowy w piasek i udawanie, że nic się nie stało, byłoby łatwiejsze i do przeprowadzenia i do zracjonalizowania. Postawienie granic budzi niepokój: przecież mogę się mylić w ocenie sytuacji i marnować szansę, jaką Bóg przede mną stawia. Z drugiej obecny stan wcale łatwy nie jest, coraz trudniej jest zachować lub odzyskać pogodę ducha. O wiele trudniej niż wtedy, gdy jej nie było obok. Rozstrzygnięcie jawi się więc jako ulga niezależnie od tego, jak ona zdecyduje. Gdyby nie ta niepewność, czy nie przesadzam, nie psuję dobrych początków...

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Jonasz » 27 kwie 2019, 23:31

Ukasz pisze:
27 kwie 2019, 18:56
Z jednej strony schowanie głowy w piasek i udawanie, że nic się nie stało, byłoby łatwiejsze i do przeprowadzenia i do zracjonalizowania. Postawienie granic budzi niepokój: przecież mogę się mylić w ocenie sytuacji i marnować szansę, jaką Bóg przede mną stawia.
Ukaszu swego czasu trafiłem na fragment Ewangelii w którym ktoś prosił Jezusa żeby zainterweniował w sporze z jego bratem, chodziło o majątek. A Jezus powiedział że to nie jego sprawa....
Od tamtej pory zmieniłem myślenie.
To że Sakrament to z jednej strony zaproszenie do pomocy Boga w budowaniu mojej relacji małżeńskiej, bo sami nie damy rady.
A jego pomoc nie będzie polegała na wyręczaniu nas w tym tylko bardziej na uzdalnianiu/naprawie każdego z nas osobna do budowania tej relacji. A także wspólnej - skoro mamy być jednym ciałem.
Czasem to dziecko po 40 niespodziewane, czasem pożar, bankructwo ma służyć własnie temu - zna nas najlepiej i wie czego nam potrzeba.
Grunt to znaleźć takie miejsce, gdzie kończy się moja odpowiedzialność, odpowiedzialność współmałżonka no i Jego nie wyręczać.
Nie wspominam o ucieczce....
SiSi pisze:
27 kwie 2019, 17:26
I ma męża, który tak wiele wysiłku wkłada, żeby ją wsadzić na właściwą orbitę.
No właśnie.
Może bardziej nie robić tego za Nią, a tylko zrobić miejsce... Może przeszkadzasz i blokujesz...
Ryzyko jest sam doświadczam tego lęku.
Ale to już sprawa nie moja, nie ja będę rozliczał z danego słowa.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości