Obrona bez prawnika w sądzie

Bogu, co boskie, cesarzowi, co cesarskie... Czasami trzeba wkroczyć na drogę prawną, zanim to zrobisz, zajrzyj, zapytaj

Moderator: Moderatorzy

s zona
Posty: 1974
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: s zona » 05 gru 2018, 17:08

Czyste Swiatlo ,
rozumiem ,ze tak masz i to szanuje .. ale moze - jak Ci to sugeruje Ozeasz - warto sie temu blizej przyjrzec ?
Moze stad ta irytacja ..
Kiedys byla tu polecana ksiazka Ewy Zurhorst " Kochaj siebie a nie wazne z kim sie zwiazesz "
https://www.empik.com/kochaj-siebie-a-n ... ,ksiazka-p

mare1966
Posty: 979
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: mare1966 » 05 gru 2018, 23:04

CŚ ,
ścisłe w temacie już się wypowiadałem .
Dodam jeszcze - nie zatrudniałem prawnika .

W zasadzie twoja irytacja jest nawet naturalna .
Odbierają ci nadzieję , kiedy ty szykujesz się dopiero do walki .
No , ale ja uznałem , że jesteś inteligentna
i nie będziesz jechała tylko na emocjach . Nawet w szczytnej sprawie .

Zwykle mężczyźni ( ci odchodzący też ) mniej kierują się emocjami , niż kobiety .
Zwykle są też bardziej skłonni zrobić zwrot o 180 .
Tak , ogólniki ale ważne .
Tak nawiasem , najtrudniej czasem dostrzec , co oczywiste albo olbrzymie albo banalnie proste .

Wiem , że moja teoria nie cieszy się powszechnym uznaniem ( na tym forum ) ,
ale ludzie kierują się zwykle własnym "interesem" .
Zbawienie to też "interes" , nawet całkiem spory .
Mąż też musi się doszukać jakiegoś "interesu" aby mu się zechciało nie rozwodzić .
Podam przykład :
Co da przekonywanie ślepego do zakupu okularów ?
I teraz w praktyce .
Znajdź powód , dla którego mąż ( nie ty ) mógłby wrócić do ciebie .
Coś co by stanowiło dla niego wartość , korzyść itp.

Jak ludzie widzą SWOJĄ korzyść , to ich nie trzeba "przekonywać" ,
sami się pchają .

CzysteŚwiatło
Posty: 49
Rejestracja: 22 wrz 2018, 13:53
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: CzysteŚwiatło » 06 gru 2018, 17:42

mare1966 pisze:
05 gru 2018, 23:04

Wiem , że moja teoria nie cieszy się powszechnym uznaniem ( na tym forum ) ,
ale ludzie kierują się zwykle własnym "interesem" .
Zbawienie to też "interes" , nawet całkiem spory .
Mąż też musi się doszukać jakiegoś "interesu" aby mu się zechciało nie rozwodzić .
Podam przykład :
Co da przekonywanie ślepego do zakupu okularów ?
I teraz w praktyce .
Znajdź powód , dla którego mąż ( nie ty ) mógłby wrócić do ciebie .
Coś co by stanowiło dla niego wartość , korzyść itp.

Jak ludzie widzą SWOJĄ korzyść , to ich nie trzeba "przekonywać" ,
sami się pchają .
W tym właśnie chyba leży problem większości małżeństw, że kochający oferują wszystko co mają, a zdradzający tego nie doceniają. Teoria moim zdaniem jak najbardziej trafna i szczera, ale dla mnie bardziej realistyczne jest stwierdzenie, nie ważne co mam do zaoferowania, ale czy mój mąż będzie potrafił to docenić. Wiadomo, zdrada zawsze wiąże się z tym, że jednak czegoś tej drugiej osobie brakowało. Tylko pytanie, czy to, że czegoś brakowało jest moją winą? Mój mąż sam nie potrafi wytłumaczyć czemu uciekł. Dużo słów i dużo oskarżeń a żadnych konkretów. Ja się starałam być dla niego oparciem. Robiłam co mogłam, aby czuł się przy mnie bezpieczny. Często nawet własnym kosztem. A on i tak mi zarzuca, że nigdy nie miał z mojej strony wsparcia i zrozumienia, gdy tak na prawdę to on nie odzywał się gdy miał problem. Więc znalazł kogoś, komu mógł się ze wszystkiego zwierzyć. A, że to poszło trochę za daleko.... No przecież w jego mniemaniu to on zasługuje na szczęście niezależnie od kosztów. A przy okazji się dobrze zabawiał moimi uczuciami i emocjami. Więc co z tego, że mam dużo do zaoferowania, jeśli on z tego skorzysta, by się znowu tym zabawić i mnie zranić?
"Panie, przepasz mnie i poprowadź gdzie ja nie chcę pójść"

mare1966
Posty: 979
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: mare1966 » 06 gru 2018, 19:30

CŚ pisze :
"W tym właśnie chyba leży problem większości małżeństw, że kochający oferują wszystko co mają, a zdradzający tego nie doceniają."

Nie przesadzajmy .
A raczej powiedzmy sobie szczerze i zakodujmy na trwałe .
Nie po to się wiążemy , aby było nam gorzej tylko LEPIEJ .
POTRZEBUJEMY ( MY ) drugiej osoby .
Skończmy z tą wielką miłością , dawaniem itd.
Każda kobieta woli mieć męża inteligentnego , wykształconego , z dobrymi perspektywami
na jako taki status , wysokiego , przystojnego , .................... itd.
Gdyby to była "miłość bezinteresowna" to by wybrała najgorszego takiego spotkała .
Bezinteresowna - bo nie będzie miała korzyści z takiego małżeństwa .
Oczywiście - podobnie jest z facetami .
Jedyna różnica to taka , że trochę inne priorytety .

No i przyjmując to do wiadomości , już łatwo się domyśleć
dlaczego "oni" odchodzą .
Nie mąja tego co CHCIELI DOSTAĆ .



CŚ pisze :
"Teoria moim zdaniem jak najbardziej trafna i szczera, ale dla mnie bardziej realistyczne jest stwierdzenie, nie ważne co mam do zaoferowania, ale czy mój mąż będzie potrafił to docenić."

Trwalszym fundamentem małżeństwa jest w miarę wspólny SYSTEM WARTOŚCI i charaktery
niż tzw. "wielka miłość "
I owszem , mąż może np. zupełnie nie doceniać twojej walki o małżeństwo ,
bo wcale nie widzi w tym wielkiej wartości .
Jak np. ktoś jest niewierzący to bez sensu trwać w związku na siłę .


CŚ pisze :
" Tylko pytanie, czy to, że czegoś brakowało jest moją winą? "

Jeden odejdzie , drugi nie .
Czyli , to od samego małżonka zależy co zrobi .
Czy jak ktoś przechodzi na czerwonym , to mamy prawo go przejechać ,
bo my mamy zielone ?
A przecież zwykle nie robimy specjalnie na złość małżonkowi .


CŚ pisze :
"Dużo słów i dużo oskarżeń a żadnych konkretów. "

No jak to ?
Oskarża o co ?
To , to i to i to są konkrety właśnie .
( inna rzecz , dyskusyjna czy do końca prawdziwe )
........ ale on tak to widzi


CŚ pisze :
"Ja się starałam być dla niego oparciem."

No i błąd .
Bo znalazł inne oparcie .
Co to kaleka , a ty kula ?
Część dziewczyn , ma niestety taką misję opiekuńczą nad biednym chłopczykiem .
I działa do czasu .



CŚ pisze :
"No przecież w jego mniemaniu to on zasługuje na szczęście niezależnie od kosztów."

A to ma być interes dla dwojga .
Tak INTERES , synergia .
Potrzebujemy się i dlatego się wiążemy .
Potrzebujemy na wielu płaszczyznach , bo takie są korzyści .

Ten mit "romantycznej miłości" zrobił spustoszenie w świadomości ,
nie tylko nastolatków , ale i 30-latków a nawet facetów pod 60 i dalej .

mare1966
Posty: 979
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: mare1966 » 07 gru 2018, 21:12

napisałem :
"Trwalszym fundamentem małżeństwa jest w miarę wspólny SYSTEM WARTOŚCI i charaktery
niż tzw. "wielka miłość "
I owszem , mąż może np. zupełnie nie doceniać twojej walki o małżeństwo ,
bo wcale nie widzi w tym wielkiej wartości .
Jak np. ktoś jest niewierzący to bez sensu trwać w związku na siłę ."



Ostatnie zdanie miało być :
Jak np. ktoś jest niewierzący to DLA NIEGO bez sensu trwać w związku na siłę ."

Podmiot domyślny , ale doprecyzowuję . :)

CzysteŚwiatło
Posty: 49
Rejestracja: 22 wrz 2018, 13:53
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: CzysteŚwiatło » 08 gru 2018, 8:31

mare1966 pisze:
06 gru 2018, 19:30
Nie po to się wiążemy , aby było nam gorzej tylko LEPIEJ .
POTRZEBUJEMY ( MY ) drugiej osoby .
Skończmy z tą wielką miłością , dawaniem itd.
Każda kobieta woli mieć męża inteligentnego , wykształconego , z dobrymi perspektywami
na jako taki status , wysokiego , przystojnego , .................... itd.
Gdyby to była "miłość bezinteresowna" to by wybrała najgorszego takiego spotkała .
Bezinteresowna - bo nie będzie miała korzyści z takiego małżeństwa .
Oczywiście - podobnie jest z facetami .
Jedyna różnica to taka , że trochę inne priorytety .
Nie chcę zabrzmieć złośliwie, ale Mare, jeśli nie doświadczyłeś w swojej życiu bezinteresownej miłości to bardzo Ci współczuję.
I generalnie jest różnica między "bezinteresownością" a "litością" i to pierwsze wcale nie oznacza, że wezmę za męża pierwszego pijaczynę spod osiedlowego sklepu w imię "bezinteresownej miłości". Bo to nie jest miłość. Bezinteresowna miłość jest wtedy, gdy chcę oddać coś od siebie i nie oczekuję z góry wzajemności. Bo fakt, że siebie nawzajem potrzebujemy, to jedno, ale że miłość nie jest targowiskiem to inna sprawa. Bardzo ładne słowa kiedyś słyszałam odnośnie posiadania dzieci. Ludzie decydują się często na potomstwo, ponieważ "chcą je mieć" a nie "chcą mieć gdzie wylewać swoją miłość". W tym tkwi nasz egoizm. Ja tego doświadczam każdego dnia ze strony mojej mamy. Bardziej ją interesuje to, jak ludzie ją postrzegają jako matkę niż to, czy moje podstawowe potrzeby są zaspokojone. W dobrze funkcjonującym małżeństwie też powinniśmy patrzeć przez inną perspektywę, takiej właśnie szczerej, bezinteresownej miłości. Wzajemnego uzupełniania się w dawaniu bez oczekiwania czegokolwiek. Myślę, że chyba każdy kto ma w rodzinie niepełnosprawnego doświadczył tej pełni bezinteresowności. Ciągłe dawanie i nie otrzymywanie wzajemności. Tak też zresztą jest teraz. Gdyby mój mąż miał wypadek i spędził resztę życia pod respiratorem to bym go nie zostawiła. Więc dlaczego mam go zostawić teraz, gdy tylko zbłądził? Fakt, on sam może odejść, jest wolny. Ale to nie znaczy, że ja też odchodzę. Bo go kocham bezinteresownie, modlę się za niego i choć niczego bardziej nie chcę niż jego powrotu, to go nie wymagam. I moja postawa bynajmniej nie wynika z tego, że jest "inteligentny, wykształcony, z perspektywami" itp. I to nie jest łatwe. To jest niemiłosiernie bolesne. Ale teraz jestem na krzyżu, więc to musi boleć. A jak już przez ten krzyż przejdę, to zmartwychwstanę.


mare1966 pisze:
06 gru 2018, 19:30
No jak to ?
Oskarża o co ?
To , to i to i to są konkrety właśnie .
( inna rzecz , dyskusyjna czy do końca prawdziwe )
........ ale on tak to widzi
O wszystko i o nic. Jego oskarżenia zaczynają się na mojej osobie (że go nigdy nie rozumiałam, że nie rozmawiamy ze sobą itp), a po mojej odpowiedzi zazwyczaj schodzą na niego (że on nie lubi ze mną rozmawiać, że on nie będzie potrafił mi zaufać, że nigdy mnie nie szanował, nie był dobrym mężem i nie chce mieć dzieci ze mną). Czyli klasyczna ucieczka.

mare1966 pisze:
06 gru 2018, 19:30
Ten mit "romantycznej miłości" zrobił spustoszenie w świadomości ,
nie tylko nastolatków , ale i 30-latków a nawet facetów pod 60 i dalej .
No nie przesadzajmy. Odróżnijmy "romantyczną miłość" od "szczerej i bezinteresownej". Bo romantyczna to płytkie patrzenie sobie w oczy i rzeczywiście mit. A ta druga ma swoje korzenie u samego Źródła, i jeśli z Niego będzie czerpać to nie jest mitem, tylko faktem. I tylko Bóg może dać łaskę wytrwania w niej pomimo trudności. Bo jeśli jest oparta na Jego sile, a nie na mojej, to nie dojdę do momentu, w którym uznam, że takie oddanie się drugiemu sprawiło, że oddałam się cała i zostało we mnie tylko puste echo. Można jak krzak Mojżesza się palić i nie wypalać, pod warunkiem, że ogień pochodzi od Boga. A fakt, że druga połówka zakorzeniła swoje uczucie w sobie a nie w Bogu i próbowała o własnych siłach się podjąć tego ogromnego wysiłku jest przyczyną naszych problemów. I wcale mnie to nie dziwi, że nie chce nic naprawiać. Bo nawet ja sama mam ochotę zrezygnować z walki i zgodzić się na separację i wyjechać na drugi koniec świata, więc czego tu oczekiwać od kogoś tak brutalnie ludzkiego?
"Panie, przepasz mnie i poprowadź gdzie ja nie chcę pójść"

CzysteŚwiatło
Posty: 49
Rejestracja: 22 wrz 2018, 13:53
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: CzysteŚwiatło » 08 gru 2018, 9:32

mare1966 pisze:
06 gru 2018, 19:30

CŚ pisze :
"Ja się starałam być dla niego oparciem."

No i błąd .
Bo znalazł inne oparcie .
Co to kaleka , a ty kula ?
Część dziewczyn , ma niestety taką misję opiekuńczą nad biednym chłopczykiem .
I działa do czasu .
A on był moim oparciem. Więc jeśli tak utwierdzasz, że oboje czegoś potrzebujemy, to chyba oboje korzystamy na tym, że się wzajemnie wspieramy? A on tego wsparcia potrzebował do tego stopnia, że nawet w tym kryzysie, nawet w deklaracji rozwodu dążył do tego, abym nadal tym oparciem dla niego była. Nie chciał złożyć pozwu bez mojej zgody i wsparcia. Chciał abym się wprowadziła z powrotem. Bardzo liczył na to, że będzie mógł ruszyć z miejsca z moją pomocą. O czymś to świadczy. Albo o tym, że nie ruszy, jeśli nie będzie miał do czego wrócić, albo o tym, że jednak ta druga osoba nie daje mu wszystkiego, czego tak na prawdę potrzebuje.
"Panie, przepasz mnie i poprowadź gdzie ja nie chcę pójść"

s zona
Posty: 1974
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: s zona » 08 gru 2018, 10:14

Czyste swiatlo ,
jako kobieta doskonale rozumiem Twoje odczucia , prawe spojrzenie na wspolmalzonka .. tylko , ze nie raz taka daleko posunieta empatia przeradza sie w naiwnosc .. osobiscie to przerabiam od kilku lat .. I czekam ...teraz juz wiem ,ze pewne granice powinnam zachowac , glownie w trosce o siebie ,dzieci .. ale ,jak to jest trudne ,to dobry Bog raczy wiedziec ...

Jestem z modlitwa o 12 h :)
https://www.youtube.com/watch?v=sRRkPlwWOb0

PS a moze warto rozwazyc przeniesienie watku z kacika prawnego w inne poczytne miejsce ?

mare1966
Posty: 979
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: mare1966 » 08 gru 2018, 11:44

CŚ , ja i rozumiem i czuję
to co piszesz .
Nawiasem , ze 2-3 dni temu był taki reportaż w TV .
( to dziecko , które trzeba opatrywać dziennie przez kilka godzin )
Podobne przypadki można podpiąć pod "miłość bezinteresowną"
( w potocznym rozumieniu znaczenia tego słowa , albo w sycharowym )
Ja mam podejście ścisłe ( nawet matematyczne )
i dla mnie nawet 0,00000000001 to nie jest 0 .
Owszem , bliskie 0 , ale nie zero .

==================================
CŚ pisze :
"To jest niemiłosiernie bolesne. Ale teraz jestem na krzyżu, więc to musi boleć. A jak już przez ten krzyż przejdę, to zmartwychwstanę."

..................TO ZMARTWYCHWSTANĘ

No właśnie , i to jest ta zasadnicza korzyść , interes
który masz gdzieś tam na uwadze , w podświadomości , w duszy , sercu , w umyśle .
Ta obietnica wiecznego życia , życia po śmierci , w dodatku w wiecznym szczęściu
skłania ludzi do "inwestycji" w te papiery , w tą lokatę .
Oczywiście jedni podejdą do tego bardziej emocjonalnie , ubiorą to w altruizm ,
uduchowią itd.
A ja piszę "brutalną prawdę" o nas samych .
Jasne , zaraz oburzą się "święci" .

Mnie się "podobają" apostołowie .
Spierali się , który z nich jest większy , kto będzie po lewej i prawej Jezusa .
............. normalne ludzie
Nie poszli na piękne oczy , "spojrzenie Jezusa"
To była jakaś mieszanka idei , wietrzenia interesu , może okazja oby uciec żonie( ? )
Nie róbmy z nich świętych , więcej wyobraźni i realizmu .
Będzie potem mniej rozczarowań ludźmi czy Kościołem , księżmi .

======================================================================
Cś pisze :
"A on tego wsparcia potrzebował do tego stopnia, że nawet w tym kryzysie, nawet w deklaracji rozwodu dążył do tego, abym nadal tym oparciem dla niego była. Nie chciał złożyć pozwu bez mojej zgody i wsparcia."

Jak dla mnie - skrajny egoista , narcyz ,
pozbawiony zdolności empatii , czy wyobraźni .

To tak , jakby np. esesman w obozie
domagał się wsparcia i pocieszenie , ze strony więźniów ,
których właśnie prowadzi do komory gazowej .
Oczywiście PRZESADZIŁEM , ale to coś w tym stylu .

Nie wiem , może Jezus faktycznie by go pocieszył .
Może nawet by to dało nieoczekiwane rezultaty .
Może nawet u ciebie to da takie rezultaty .
Może to będzie ta kawa , którą podaje maż żonie jak nocą wraca od kochanka .
( patrz Lustro )
Może .

To też jakaś strategia , zło dobrem .
Tyle , że to zdecydowanie "dla orłów" , a nie kurczaków .

CzysteŚwiatło
Posty: 49
Rejestracja: 22 wrz 2018, 13:53
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: CzysteŚwiatło » 08 gru 2018, 15:00

Ok, jeśli chcemy rozgraniczyć naiwność od bezinteresowności, to rzeczywiście, ta linia jest bardzo cienka. Ja postawiłam mężowi granicę, a on po 30 minutach postanowił zobaczyć, co się stanie jeśli ją przekroczy. Od tamtej pory nie rozmawiamy. I to ja postawiłam ten wymóg, choć wcale tego nie chciałam i nie chcę nadal, a przed sądem to mnie tylko pogrąża. Ale ja nie chcę być jego poduszką bezpieczeństwa ani workiem treningowym. Próbowałam zło zwyciężać dobrem, ale efekt był odwrotny, bo tylko utwierdzał mojego męża w słuszności jego postępowania, a nawet zezwierzęcił moją osobę. Nawet potrafił mi udowadniać, że jego zdrada jest moją winą. Wiem, że jest mu bardzo ciężko. Jest teraz niesamowicie samotny, oparty tylko na swojej wirtualnej, delegacyjnej, odległej kochance. I bardzo chciałabym mu powiedzieć, że jestem, wspieram, pomagam, troszczę się i boli mnie to, że tego nie robię. Ale to już by było naiwne. Więc kocham i czekam, choć wiem, że pewnie już nie zawróci.
"Panie, przepasz mnie i poprowadź gdzie ja nie chcę pójść"

mare1966
Posty: 979
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: mare1966 » 08 gru 2018, 16:19

Ja nie widzę akurat naiwności i bezinteresowności w tym samym zbiorze rzeczy ,
czy na wspólnej płaszczyźnie .
To elementy z innej bajki .
Ale to tak na warstwie słownej .
Bardzo trudno niestety dociec , co ty masz na myśli , to takie nieostre .
Zresztą generalnie bardzo trudno się dogadywać .

======================

Jak ja widzę twojego męża ( na podstawie tego co piszesz ) .
Twoja postawa jest trochę taka mało wyrazista .
Powiem tak - inna baba by zrobiła piekielną awanturę .
Wywaliła go z domu i rzeczy powyrzucała na korytarz ( albo z okna jak w tej reklamie ) .
I wiesz co ?
Wydaje mi się , że on by szybko "otrzeźwiał" .

A tak to prowadzicie sobie gabinetowe seanse terapeutyczne .
Znaczy ty jesteś terapeutą , a on pacjentem .
O jaki on biedny , taki samotny , tak mu ciężko .
"Dziewczyno - masz ty dobrze w głowie ?"
............ mam nadzieję , że masz trochę poczucia humoru i dystansu

Trzepnij go patelnią .
To on powinien ciebie wspierać .
W końcu to on miał "przygodę" czy ty ?

CzysteŚwiatło
Posty: 49
Rejestracja: 22 wrz 2018, 13:53
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: CzysteŚwiatło » 08 gru 2018, 18:45

Mare, ironicznie dokładnie to samo usłyszałam od terapeutki wczoraj :D. Ona mi mówi o tym, że na tym etapie kryzysu mam prawo robić mu awantury i odwalać histerię. A ja zadałam jedno pytanie: po co? On i tak ma już wystarczająco kłód pod nogami na swojej "drodze do szczęścia". Moja histeria i walenie patelnią po głowie nic nie zmieni. Tylko go utwierdzi w tym, że warto uciekać od wariatki. A i mi to w niczym nie pomoże.
"Panie, przepasz mnie i poprowadź gdzie ja nie chcę pójść"

mare1966
Posty: 979
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: mare1966 » 08 gru 2018, 20:21

CŚ pisze :
"Mare, ironicznie dokładnie to samo usłyszałam od terapeutki wczoraj . Ona mi mówi o tym, że na tym etapie kryzysu mam prawo robić mu awantury i odwalać histerię."

To dlaczego nie wyciągasz wniosków ?
Czy to ciebie nie zastanawia , że dwie obce osoby ( w dodatku różnej płci )
mówią coś podobnego ?




CŚ pisze :
"A ja zadałam jedno pytanie: po co?"

I co ci odpowiedziała ?
Nie była zaskoczona TAKIM pytaniem ?
......... bo wg. mnie to pytanie dużo mówi o tobie
Bo twoja reakcja na "przygodę" męża jest raczej mało typowa .
Ty mu nie dajesz szansy na to aby oprzytomniał
i doszedł do tego , że ci robi świństwo .
Zachowujesz się jak nadopiekuńcza mama do "niesfornego" jedynaka .

Ciągle zastrzegam - piszę na podstawie skąpych informacji .

To by nie była histeria , tylko dość normalne zachowanie .
Oczywiście jednorazowe .
Nawet sąd by to uznał jako działanie w afekcie .

Nawiasem , dobrze , że nie macie dzieci .
Ten facet sam jest jeszcze dziecko .
( przynajmniej tak to wygląda )

CzysteŚwiatło
Posty: 49
Rejestracja: 22 wrz 2018, 13:53
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: CzysteŚwiatło » 09 gru 2018, 9:15

Mare, gwoli wyjaśnienia, raczej nie namawiała mnie do tego, co powiedziała, że mam pełne prawo do takiej reakcji w odpowiedzi na moje wątpliwości odnośnie wybaczenia. I moje pytanie jej wcale nie zdziwiło.

A na całą resztę patrzę z trochę innej perspektywy. Jeżeli ktoś się zachowuje jak nastolatek, to raczej nie potrzebuje drugiego nastolatka do tego, aby się ogarnąć, tylko kogoś dorosłego, kto wyciągnie konsekwencje i czeka na odpowiedni moment, by sprowadzić go na dobrą drogę. Mój mąż szuka ciągle pretekstu do rozwodu. I każde moje histeryczne zachowanie by nim było, a chyba nie o to chodzi. Moje działanie jest raczej stopniowe (chaotyczne i emocjonalne, ale efekt końcowy niechcący jest inny :P). Najpierw się wyprowadziłam. Potem stracił wszystkich wspólnych znajomych. Potem ograniczyłam kontakt do minimum. Potem okazało się (no szok), że nie przyłożę ręki do rozwodu. Drugi szok- jednak nie będę wiernie czekać na jego powrót. Potem zupełnie kontakt się zupełnie zerwał. Może by inny efekt przyniosło, gdybym rzuciła wszystkim na raz. A może właśnie to stopniowanie bardziej zaboli, gdy się zorientuje, że ja się wycofuję w odpowiedzi na jego zachowanie. Ale prędzej czy później i tak zaboli. Trochę się zdziwi, że jednak rozprawa potrwa trochę dłużej, niż mu się wydawało, gdy będę się odwoływać od wyroku, gdy się okaże, że jednak mu nie pomogę w pozbywaniu się naszych mebli i sprzętów (a uwierz mi, już samo to będzie trudne, bo nie wyobrażam sobie, aby to zrobił w krótkim czasie i nie był stratny finansowo)... I nagle z 3 miesięcy oczekiwania na jedną rozprawę, która miała być tylko zgodnym podpisywaniem papierka, zrobi się rok lub 1,5 w którym jest zdany sam na siebie. Tak, wiem, to jest mało. Ale ja znam mojego męża i wiem, że dla niego to góra lodowa, i jeśli go kowalska dobrze nie zmotywuje, to wątpię aby się podjął choć próby wspinaczki (a tak nawiasem mówiąc- na pewno by się tej wspinaczki podjął, gdyby miał choć cień świadomości tego, że ja mu te kłody pod nogi rzucam świadomie i z zupełną premedytacją). I chciałabym, aby to nie brzmiało tak złośliwie, jak brzmi. Bo nie o to w tym wszystkim chodzi (jak już mówiłam wcześniej - im trudniejszą będzie miał drogę, tym większą możliwość refleksji i zastanowienia się nad swoim postępowaniem). Ale jeżeli Ty uważasz, że mój mąż nie ponosi żadnych konsekwencji z powodu mojej stoickiej postawy, to chciałam Cię wyprowadzić z błędu. Jak to mówi zawsze pięknie ks. Piotr Glas: "rachunek przyjdzie pocztą".
"Panie, przepasz mnie i poprowadź gdzie ja nie chcę pójść"

mare1966
Posty: 979
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Obrona bez prawnika w sądzie

Post autor: mare1966 » 09 gru 2018, 10:42

Cóż , jeżeli masz taką strategię i ona daje tobie zadowalające efekty ,
to tylko się jej konsekwentnie trzymać .
Ja mam jednak wątpliwości , czy to aby nie będzie tylko zwycięstwo tymczasowe .
Bo nadejdzie moment gdy on się wzmocni i wtedy te mury przeskoczy bez trudu .

Cięgle mogę się mylić , ale piszę tak jak widzę .
To nie jest związek dorosłych osób , tylko relacja dorosły-dziecko .
A nawet dzieci dorastają i uwalniają się spod kurateli .
Myślę , że to "sprowadzanie go na dobrą drogę" nie będzie łatwe .

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość