Narcyzm

Wiedza, która może pomóc, gdy boli dusza...

Moderator: Moderatorzy

Nino
Posty: 611
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Nino »

Nie wiem, kiedy to pisałam. Teraz jest sierpień 2022 i od kilku miesięcy mamy silną odwilż. Spod mojego narcyza wychynął... fajny facet, który chce ze mną być, mimo że łatwo nie jest. Pospadały na nas w tym zejściu różne problemy i borykamy się z trudnościami, ale....jesteśmy razem :)
Przede wszystkim dwa lata temu mąż wprowadził się z powrotem do domu. Długo go nie było. Ponad rok. Nie zeszliśmy się wtedy, ja często i na długo wyjeżdżałam do pracy zagranicę, ale....zaczął się między nami dialog. Po chwilowej poprawie, znowu tąpnęło. To było latem zeszłego roku. Mąż ponownie się zamroził i... wyniósł z domu. Na szczęście do córki. Dojeżdżał od niej do pracy, a do mnie, do domu, przyjeżdżał na weekendy. Nie byliśmy w stanie spędzac ze soba wiecej czasu. Za duzo bylo zranien i roznych emocji.
Odradzalismy sie jako para bardzo powoli. Bardzo. Ja caly czas bylam mocno skupiona na swoich sprawach, ale minimalizowalam wyjazdy zagranice. Stopniowo zmienialam prace, powolutku, naprawde powoli odradzaly sie wiezi miedzy naszą czwórką. Suma drobnych zdarzen i decyzji, ktore na powrot zblizaly nas do siebie.
Dopiero od kilku miesiecy czuje, ze maz mentalnie jest ponownie przy mnie i chce tego.
Doradzalabym zaniechanie wyprowadzek! Wywalania sie z domu! Wytrzymac razem pod jednym dachem nawet jak jest bardzo kiepsko ( no chyba ze jest ewidentna patola i przemoc ). Mnie bardzo pomagala wtedy praca za granicą. Wentylowalam sie wtedy, nabieralam sil i dystansu, polegalam na sobie. Niesamowicie cieszylam sie, kiedy maz przytachał z powrotem swoje rzeczy do naszego garazu i zaraz wyjechałam do pracy, bo chyba bysmy zjedli sie wtedy.
A i tak dwie wielkie walizy rozpakowal dopiero po roku... Duzo by pisac ;)
Sarah
Posty: 372
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Sarah »

Nino, a czy to nie jest po prostu taki "taniec" z narcyzem: przyciąganie i odpychanie, rozstania i słodkie powroty, wycofanie i miodowe miesiące?
"Zamiast ciągle na coś czekać, zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później niż ci się wydaje". Ks. Jan Kaczkowski
Nino
Posty: 611
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Nino »

My nie mamy słodkiego powrotu, ani miodowego miesiąca. Toczy się pewien proces, który trudno opisać w jednym poście.
Jestem w krokach. Oddalam mezowi wolnosc do samodecydowania, a jednoczesnie te trzy lata temu zdecydowalam, ze pozostane jego zoną, w czasie, kiedy mnie najboleśniej odepchnął.
Tak, realizowalismy pewien dans macabre. Niektóre układy udało mi sie odkodowac. Z niektorych wyrwac. Byc moze, ze w niektore wciąż powracam.... Małżeństwo trwające 30 lat to jednak pewna tajemnica.. Komus z boku nie uda sie go objąc i zglebic. Mnie trudno.....Bog zna prawde o nas.
Teraz ciesze sie, ze odrodzilismy sie jako rodzina. Ze jestem z mezem. Ale nie objadam się miodem ;)
s zona
Posty: 3079
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: s zona »

Nino,
Bogu dzieki za dobre wiesci . Dobrze sie czyta,ze " jednak da sie " .. Mimo trudu sklejania, to lepsze wino czeka ..
I uratowane Relacje Rodzinne .... Bezcenne ...
Chwala Panu :)

ps osobiscie mysle,ze to zasluga Krokow,ze inaczej patrzymy najpierw na swoje winy/uchybienia a dopiero potem psioczymy na wspolmalzonka...Pogody Ducha Nieustajacej :)
Nino
Posty: 611
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Nino »

Dziękuję, dobrze to nazwałaś: " trud sklejania". I pamiętam Twoje żarliwe modlitwy za mnie..W czasie, gdy było najgorzej, kiedy rozwód wisiał na włosku, a mój małżeński dans macabre osiągał szczyty wirtuozerii! Nic, tylko wybrać się z mężem do Mam Talent, aby zaprezentować zdumionemu jury, jak po mistrzowsku można się ranić i kąsać. I ile w tym mieć inwencji!
Tak, i " uratowane relacje rodzinne ". To też lepiej ujęłaś, bo ja napisałam, że cieszę się, iż moja rodzina się odrodziła, a ona właściwie to dopiero się odradza, zaliczając, jak to w życiu, tąpnięcia po drodze. Myślę, że pewnym przełomem dla naszej czwórki, kiedy poczułam, że każdy tam na swój sposób przełamał niechęć i złość, otworzył się, nabrał minimum zaufania: było zeszłoroczne Boże Narodzenie. Zorganizowałam je i pieczołowicie przygotowałam w mieszkaniu córki. Wiedzialam, ze dzieci nie czują sie zupelnie na silach, aby przyjezdzac do rodzicow na swieta jakby nigdy nic. Ja tez tego nie czulam. U corki bylismy tylko my: rodzice i nasze dzieci. Mozna powiedziec: na neutralnym gruncie. Przeżylismy wtedy niezwykłe chwile...pojednania....
I żeby nie schrzanić teraz tego, co zostało uratowane!! Uzmysławiam sobie, co nie działało i dlaczego i jak mogę inaczej? Kroki są w tym bardzo pomocne, ponieważ ciągle nakierowują uwagę na mnie samą. Na obszar, w którym mogę sprzątać, działać, przemeblowywać, a jestem kobietą czynu ;) Nie robić tego za drugiego i w jego imieniu. Ja jeszcze nie skonczylam Krokow, ale chetnie przeszlabym je ponownie. Moze wtedy z wiekszą uważnością, a z mniejszymi emocjami ;)
Tobie też PD :) z serca dziękuję :)
Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 4424
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Narcyzm

Post autor: ozeasz »

Nino pisze: 12 sie 2022, 9:22 Dziękuję, dobrze to nazwałaś: " trud sklejania". I pamiętam Twoje żarliwe modlitwy za mnie..W czasie, gdy było najgorzej, kiedy rozwód wisiał na włosku, a mój małżeński dans macabre osiągał szczyty wirtuozerii! Nic, tylko wybrać się z mężem do Mam Talent, aby zaprezentować zdumionemu jury, jak po mistrzowsku można się ranić i kąsać. I ile w tym mieć inwencji!
Tak, i " uratowane relacje rodzinne ". To też lepiej ujęłaś, bo ja napisałam, że cieszę się, iż moja rodzina się odrodziła, a ona właściwie to dopiero się odradza, zaliczając, jak to w życiu, tąpnięcia po drodze. Myślę, że pewnym przełomem dla naszej czwórki, kiedy poczułam, że każdy tam na swój sposób przełamał niechęć i złość, otworzył się, nabrał minimum zaufania: było zeszłoroczne Boże Narodzenie. Zorganizowałam je i pieczołowicie przygotowałam w mieszkaniu córki. Wiedzialam, ze dzieci nie czują sie zupelnie na silach, aby przyjezdzac do rodzicow na swieta jakby nigdy nic. Ja tez tego nie czulam. U corki bylismy tylko my: rodzice i nasze dzieci. Mozna powiedziec: na neutralnym gruncie. Przeżylismy wtedy niezwykłe chwile...pojednania....
I żeby nie schrzanić teraz tego, co zostało uratowane!! Uzmysławiam sobie, co nie działało i dlaczego i jak mogę inaczej? Kroki są w tym bardzo pomocne, ponieważ ciągle nakierowują uwagę na mnie samą. Na obszar, w którym mogę sprzątać, działać, przemeblowywać, a jestem kobietą czynu ;) Nie robić tego za drugiego i w jego imieniu. Ja jeszcze nie skonczylam Krokow, ale chetnie przeszlabym je ponownie. Moze wtedy z wiekszą uważnością, a z mniejszymi emocjami ;)
Tobie też PD :) z serca dziękuję :)
Mając doświadczenie kilkunastu lat rozłąki i różnych jej etapów oraz będąc tu na tym forum mam świadomość (pewnie niewielką) jak łatwo kogoś wbić w jakąś etykietę.

To "klapki" które sami sobie nakładamy stawiając się jeszcze przy tym wyżej niż osoba którą się ocenia.

W dzisiejszych czasach jest moda na diagnozowanie, nazywanie i w wielu sytuacjach to może być pomocne dla nas samych, aby pojąć inność innych, ale jeśli to ma być jakaś szufladka to tak naprawdę myślę że ona opisuje naszą, moją słabość jako człowieka, ucznia Chrystusa nie tego ocenianego.

Taka moja refleksja na temat wątku.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II
Nino
Posty: 611
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Narcyzm

Post autor: Nino »

Kiedy podejrzewałam męża o okazały narcyzm, faktycznie był u progu depresji (jeśli nie już).
To wielkie szczęście, żeśmy się znowu nie rozpadli...Dopomogły "szczęśliwe zbiegi okoliczności" i odciąganie uwagi od męża na mnie samą w Krokach. Kiedy miałam spadek formy zeszłego lata i znowu po prostu serdecznie dość, zaczęły ocieplać się stosunki między ojcem a dziećmi. To z ich inicjatywy urządziliśmy mu 50-tkę, a niedługo potem były moje urodziny i pojechaliśmy w czwórkę na termy...(taki prezent sobie wymyśliłam).
Potem wyjechałam, ale pozostałam z mężem w kontakcie. Nie wyjechałam na długo. Czułam, że te wyjazdy przestają mi/nam służyć, ale odegrały ważną rolę.
Piszę o tym, bo gdy oglądam się za siebie, widzę drogę, którą przechodzimy.
Jedną z rzeczy, którą odpuściłam, było stawianie się w roli psychologa męża i jego diagnostyka. Teraz, kiedy między nami jest nieźle widzę, że największe wrażenie robią na mężu zmiany, których dokonuję we własnym życiu. Że potrafiłam wyjść ze strefy komfortu i zawalczyć o siebie, otwierając nieoczekiwanie nowe perspektywy.
Niepoprawny83
Posty: 273
Rejestracja: 07 wrz 2021, 22:43
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Narcyzm

Post autor: Niepoprawny83 »

Taki tam kolejny filmik o narcyzmie, niby jeden z wielu i na dodatek dosyć stary to jednak wg mnie warto się z nim zapoznać nie tylko dlatego, że sposób myślenia autorki zgadza się z moimi spostrzeżeniami ;) ; na uwagę zasługuje fakt, że "jej" narcyzowi udało się uleczyć swoje zranienia, a to już ewenement, przynajmniej nie spotkałem się z podobnym świadectwem.

https://www.youtube.com/watch?v=zGHGdi1wP6k
Zaufaliśmy miłości.
Ser
Posty: 23
Rejestracja: 27 cze 2021, 16:14
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Narcyzm

Post autor: Ser »

Ciesze się, że trafiłem na ten wątek. Paradoksalnie szukałem czegoś zupełnie innego... natomiast przypadków nie ma, wiadomo. Dziękuje Wam za Wasze wypowiedzi. Pozwoliło mi to dokładnie określić cechy mojej żony, która paradoksalnie zarzuca narcyzm mi.
Na początku wypowiedzi nie dawały nadziei, na szczęście ostatnie posty mają już w sobie inne emocje.
Dopiero ostatnio, w sumie dzięki podpowiedzi kolegi udało mi się definitywnie zerwać kontakt z żoną. I jest mi w końcu dobrze... zaczyna mi być dobrze. Przez całe małżeństwo jakbym był zamrożony. Całkowicie skoncentrowany tylko na tej relacji i zadowoleniu żony, której i tak nie dało się zadowolić. Aż w końcu wyrzuciła, mnie jak... Wiadomo nie muszę kończyć. Oczywiście jest tu dużo moich błędów i mojej odpowiedzialności. Jestem dda, więc świetny materiał dla narcyza. Prawdę mówiąc ciszę się, że to się skończyło. Ogromnie mi tylko żal dzieci i staram się o nie zadbać jak umiem najlepiej. Jest też nadzieja. Ja jestem już po 12 krokach, a żona w trakcie.
U nas dużo problemów się nakłada, ciężko to ogarnąć. Tzn dali byśmy radę z Bogiem, dopóki byliśmy razem z nim dawaliśmy radę.
Dla mnie małżeństwo skończyło się wtedy kiedy skończyły się wspólne wieczorne modlitwy. Dokładnie tak jak mówi Pulikowski.
Wiem po sobie, po tym co odkryłem i dalej odkrywam po 12 krokach, że żona musi nosić w sobie jakąś ogromną krzywdę i ranę na duszy. Wierzę, że dzięki relacji z Bogiem której na nowo się uczymy w krokach Bóg uzdrowi moją żonę z narcyzmu. Liczę na to i już po cichutku się cieszę na nową wspaniałą żonę i dom wybudowany na skale tak jak kiedyś chcieliśmy. Uśmiecham się sam do siebie, bo kiedyś pod tym zdaniem kryło się dla mnie coś zupełnie innego niż teraz.
ODPOWIEDZ