Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Monti
Posty: 700
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Monti » 16 lis 2019, 14:14

W kontekście Ewangelii przypomina mi się historia z wywiadu-rzeki z ks. Adamem Bonieckim, który ostatnio czytałem. Opowiadał, że w czasie wojny, gdy miał 10 lat, jego ojca zebrało gestapo. Cała rodzina przez dziewięć dni modliła się o uwolnienie ojca. Ostatniego dnia nowenny przyszła wiadomość, że został rozstrzelany.
Ta historia mocno mną poruszyła, ale tak naprawdę pewnie każdy nas może opowiedzieć swoje doświadczenie niewysłuchanych modlitw. Oczywiście swoista kościelna poprawność mówi, że nie ma modlitw niewysłuchanych. To prawda, wszak Bóg nie jest od spełniania naszych zachcianek (choć zdecydowana większość naszych próśb jest obiektywnie dobrych).
Z drugiej strony, także w naszych czasach można spotkać świadectwa spektakularnych uzdrowień, niewytłumaczalnych po ludzku.
Chyba jest tak, że w miarę rozwoju duchowego proporcje modlitwy zmieniają się i dominująca na początku modlitwa prośby ustępuje uwielbieniu czy kontemplacji. To chyba dobry kierunek, bo Bóg wie, jak wyprostować nasze poplątane ścieżki, a my musimy nastawić się raczej na słuchanie i szukanie Jego woli.

Pantop
Posty: 1962
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 17 lis 2019, 10:15

Ewangelia (Łk 21, 5-19)

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony».

Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to się dziać zacznie?»

Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „To ja jestem” oraz: „Nadszedł czas”. Nie podążajcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw „musi się stać”, ale nie zaraz nastąpi koniec».

Wtedy mówił do nich: «„Powstanie naród przeciw narodowi” i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.

Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić.

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».
Ostrzeżony - uzbrojony
Mnóstwo informacji, z którymi nie za bardzo wiadomo co zrobić.
Bezpośrednio.
Bo pośrednio - to już owszem.
Można się więcej modlić, jakieś praktyki pokutne czynić. O - przebaczać można więcej.
No ale po co?
Chyba po to - moim zdaniem - żeby być jakoś przygotowanym na najgorsze (w rozumieniu ziemskim):
/.../A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».
Panie Chryste - a gdybyś jeszcze zechciał rzucić snopek światła rozumienia na zagadnienie jak to możliwe, że przyprawionemu o śmierć, nie spadnie włos z głowy.
Zaznaczę również, że odczytuję niespadnięcie włosa z głowy w kontekście powiedzenia, nie zaś literalnie.

Jedna z możliwych teorii brzmi - nawet jak stracisz człowiecze życie i wszystkie włosy, to po drugiej stronie twe życie jest ocalone i nie utracisz nawet jednego włosa.


[moderacja]

Niechaj więc wypowiedzą się mądrzejsi (czyli praktycznie wszyscy).
Ostatnio zmieniony 17 lis 2019, 14:06 przez Jonasz, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Z wypowiedzi Autora wycięto słowa kierujące rozważania poza Słowo

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 17 lis 2019, 20:04

Pantop pisze:
17 lis 2019, 10:15
Niechaj więc wypowiedzą się mądrzejsi (czyli praktycznie wszyscy).
A to żeś Pantopie zastawił pułapkę: ktokolwiek się odezwie, wychodzi na pyszałka uważającego się za mądrzejszego od Ciebie. Niech Ci będzie - miej mnie za bardziej pysznego.

33 Niedziela zwykła, rok C, 17 listopada 2019
https://www.paulus.org.pl/czytania
Słuchajcie – zbliża się koniec świata. Co roku o tej porze liturgia przypomina nam o tym i podpowiada, co z tego wynika, jak mamy się zachować.
Czytanie z Księgi proroka Malachiasza (Ml 3,19-20.1)
Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki.
A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach.
Oto słowo Boże.
Jak należy się przygotować do końca świata, do dnia ostatecznego sądu?
Najpierw - czego nie robić?

Nie być pysznym i nie krzywdzić.
Na czym polega bycie pysznym? Czy chodzi o to, że ktoś jest bardzo smakowity?

Nie. Chodzi o to, że grzeszy pychą. Uważa siebie za kogoś lepszego od innych, za większego niż jest naprawdę. Najgorszym przejawem pychy jest to, że człowiek zaczyna uważać siebie za Boga. Na przykład uważa, że nie ma żadnych przykazań, które go obowiązują, tylko sam ustala, co jest dobre, a co złe. Zwykle to wychodzi tak, że dobre zaczyna być to, co jemu służy, a złe to, co mu przeszkadza.
A co to znaczy, żeby nie krzywdzić?

Każdy grzech jest jakąś krzywdą i dla drugiego człowieka, i dla mnie samego. Żeby rozróżnić to, co jest krzywdą, od tego, co nie jest, potrzebne jest Słowo Boże i głos sumienia. Jak można usłyszeć głos sumienia?

Po prostu wtedy, gdy zamierzam zrobić coś złego, i jeszcze mocniej wtedy, gdy to już zrobię, czuję się źle.
Ważniejsze jest jednak nie to, czego mamy się wystrzegać, ale to, co mamy robić. Co?

Czcić Boga. Jak można czcić Boga?

Najkrócej mówiąc – modlitwą i uczynkami. Każdy dobry uczynek może być na chwałę Bożą. Zwróćcie uwagę, że czczenie Boga to zupełne przeciwieństwo pychy i krzywdzenia. To Bogu oddaję cześć, a nie sobie samemu, a ludzi nie krzywdzę, tylko im pomagam.
Ps 98 (97), 7-8. 9
Pan będzie sądził ludy sprawiedliwie.
Niech szumi morze i wszystko, co w nim żyje, *
krąg ziemi i jego mieszkańcy.
Rzeki niech klaszczą w dłonie, *
góry niech razem wołają z radości.

W obliczu Pana, który nadchodzi, *
bo przychodzi osądzić ziemię.
On będzie sądził świat sprawiedliwie *
i ludy według słuszności.
Kto oczekuje przyjścia Pana i kogo Bóg będzie sądzić?

Cały świat i wszystkich ludzi. Także mnie. I cały świat, razem ze mną, zostanie odmieniony, nie będzie już taki, jak jest teraz. Będzie nadal, ale inny. Każdy z nas będzie żył, duszą i ciałem, ale zupełnie inaczej.

Czy powinniśmy bać się tej zmiany, końca tego świata, sądu ostatecznego?

Bać się tylko w tym sensie, żeby traktować go bardzo poważnie. Ten dzień na pewno przyjdzie i może się zdarzyć już za chwilę.
Czy mamy go oczekiwać ze smutkiem i obawą, czy z radością i nadzieją?

Z radością. Z wielką radością. Szumieć z radości, klaskać, wołać, krzyczeć ze szczęścia.
Skoro ten dzień na pewno przyjdzie, i wszystko stanie się zupełnie nowe, skoro to może się zdarzyć już za chwilę – to czy powinniśmy zajmować się np. pracą, nauką, wypoczynkiem?
Czytanie z Drugiego Listu świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan (2 Tes 3,7-12)
Bracia:
Sami wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania.
Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: kto nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi.
Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.
Oto słowo Boże
No i jak, mamy pracować, czy nie?

Mamy pracować. Modlimy się, żeby Bóg dal nam dzisiaj nasz codzienny, powszedni chleb. To jest jednak modlitwa nie tyle o jakiś cud, tylko właśnie o to, żebyśmy na ten chleb mogli i chcieli zapracować, a potem się nim sprawiedliwie i hojnie dzielić.
Posłuchajmy teraz, co o tym dniu mówi nam Pan Jezus.
Słowa z Ewangelii według świętego Łukasza.
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: ”Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”.
Zapytali Go: ”Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?”.
Jezus odpowiedział: ”Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: »Ja jestem« oraz »nadszedł czas«. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”.
Oto słowo Pańskie
Czy ktoś nam może powiedzieć, kiedy nastąpi koniec świata? Zdradzić tę tajemnicę?

Nie, nikt. Nigdy nie będziemy wiedzieć, że to przyjdzie zaraz albo dopiero za jakiś czas. Jezus przestrzega przed tymi, którzy to rzekomo wiedzą. Zachęca do tego, żebyśmy się zbytnio nie przywiązywali do rzeczy tego świata. Nawet tych największych i najpiękniejszych. I żebyśmy się jednocześnie nie trwożyli, nie bali. Przecież to On sam do nas przyjdzie. Pan Jezus. Po to, żeby zabrać nas do nieba, gdzie spotkamy wszystkich tych, których pokochaliśmy i którzy pokochali nas.

Monti
Posty: 700
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Monti » 18 lis 2019, 19:26

Łk 18,35-43
Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi.
Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”
Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie.
A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?”
Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”.
Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.
Dziś dobrze byłoby, żeby każdy z nas utożsamił się z tym ślepcem. Z Ewangelii Marka (Mk 10, 46-52) wiemy, że miał on na imię Bartymeusz. Jezus każdego zna po imieniu. My tylko musimy mieć odwagę zawołać, nie bacząc – podobnie jak ów niewidomy - na opinię innych.

Prośba Bartymeusza był na tyle uniwersalna i głęboka, a jednocześnie prosta, że stała się kanwą Modlitwy Jezusowej, popularnej zwłaszcza w kościele wschodnim, ale wracającej do łask także u nas.

Jezus dokonuje znaku w życiu niewidomego ze względu na jego wiarę. Ślepiec po odzyskaniu wzroku idzie na Jezusem. Konsekwencją cudu jest przemiana serca. Niewidomemu nie chodziło tylko o odzyskanie wzroku, on był żywo zainteresowany relacją z Jezusem, dlatego poszedł za nim. My często chcemy tylko u Boga coś dla siebie „załatwić”, żeby potem dalej żyć po swojemu. Św. Marek dodatkowo wspomina, że Bartymeusz, idąc do Jezusa, zrzucił z siebie płaszcz, co jest oznaką pełnego zaufania, ponieważ płaszcz był bardzo cennym elementem garderoby (zgodnie z nakazem z Księgi Wyjścia, kto wziął w zastaw płaszcz bliźniego, musiał oddać przed wieczorem, bo było to jedyne okrycie podczas snu).

Pantop
Posty: 1962
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 18 lis 2019, 21:53

Monti pisze:Dziś dobrze byłoby, żeby każdy z nas utożsamił się z tym ślepcem.
Pełna zgoda.
Pozwolę sobie na rozszerzenie kontekstu o wczoraj i jutro.
Bo czyż i wczoraj nie byłem ślepy?
I czyż jutro takim nie pozostanę?
Raczej tak.

Wolę nie myśleć o tym, jak Jezus w trakcie kolejnych mijających dni, nie tylko woła mnie po imieniu, nie tylko każe mnie do siebie przyprowadzać, ale osobiście mnie szuka na bezdrożach życia, a odnajdując - łapie za łachmany, dźwiga w górę i krzyczy prosto do ucha:
- Obudź się o nieszczęsny, otwórz swe niewidzące oczy, nakłoń swego ucha, wstań i krocz za Mną!!
A ja słyszę tylko jakiś hałas, otwieram poczerwieniałe oczy i widzę tylko zamazane kontury, niepodtrzymywany - walę się jak kłoda bezładnie na glebę.

Ot i horror...

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 18 lis 2019, 23:24

https://www.paulus.org.pl/czytania
1 Mch 1,10-15.41-43.54-57.62-64
Wyszedł korzeń wszelkiego grzechu, Antioch Epifanes, syn króla Antiocha. Przebywał on w Rzymie jako zakładnik, a zaczął panować w sto trzydziestym siódmym roku panowania greckiego.
W tym to czasie wystąpili spośród Izraela synowie wiarołomni, którzy podburzyli wielu ludzi, mówiąc: „Pójdźmy zawrzeć przymierze z narodami, które mieszkają wokoło nas. Wiele złego bowiem spotkało nas od tego czasu, kiedyśmy się od nich oddalili”. Słowa te w ich mniemaniu uchodziły za dobre. Niektórzy zaś spomiędzy ludu zapalili się do tej sprawy i udali się do króla, a on dał im władzę, żeby wprowadzili pogańskie obyczaje. W Jerozolimie więc wybudowali gimnazjum według pogańskich zwyczajów. Pozbyli się też znaku obrzezania i odpadli od świętego przymierza. Sprzęgli się też z poganami i zaprzedali się im, aby robić to, co złe.
Król wydał dekret dla całego państwa: „Wszyscy mają być jednym narodem i niech każdy zarzuci swoje obyczaje”. Wszystkie narody przyjęły ten rozkaz królewski, a nawet wielu Izraelitom spodobał się ten kult przez niego nakazany. Składali więc ofiary bożkom i znieważali szabat.
W dniu piętnastym miesiąca Kislew sto czterdziestego piątego roku na ołtarzu całopalenia wybudowano „ohydę spustoszenia”, a w okolicznych miastach judzkich pobudowano także ołtarze; ofiary kadzielne składano nawet przed drzwiami domów i na ulicach. Księgi Prawa, które znaleziono, darto w strzępy i palono ogniem. Królewskie polecenie zabijało tego, u kogo gdziekolwiek znalazła się Księga Przymierza albo jeżeli ktoś postępował zgodnie z nakazami Prawa.
Wielu jednak spomiędzy Izraelitów postanowiło sobie i mocno się trzymało swego postanowienia, że nie będą jedli nieczystych pokarmów. Woleli raczej umrzeć aniżeli skalać się pokarmem i zbezcześcić święte przymierze. Oddali też swoje życie. Wielki gniew Boży strasznie zaciążył nad Izraelem.
Łk 18,35-43
Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi.
Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”
Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie.
A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?”
Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”.
Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.
Te słowa i te działania w ich mniemaniu uchodziły za dobre. Jeden naród, wspólne zwyczaje, zasady, wartości. Zgoda zbudowana na jednorodności, na rezygnacji z tego, co nas różni. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście wygląda to dobrze. Co jednak w przypadku, gdy ktoś nie będzie chciał brać udziału w tej sielance? Wtedy w imię wyższego dobra, dobra wspólnoty, zmusimy go, aby się dostosował. Albo go usuniemy. To już przestaje wyglądać dobrze. A co, jeśli jeden z tych opornych ma rację? Broni czegoś, co jest dla tej wspólnoty bezcenne, tylko ona tego teraz nie widzi?
Niewidomy wołał, krzyczał, darł się w niebogłosy. Wyłamywał się, był zupełnie inny. Natychmiast próbowano go uciszyć. Nastawano na niego, aby zamilkł. Aby był cichy jak wszyscy pozostali. A on wołał tym głośniej. I Jezus go usłyszał. I uzdrowił.
Pomysł narzucenia wszystkim jednej sztampy jest kuszący. Dzisiejsze czytania przed nim przestrzegają. Bóg tak nie działa. Kocha każdego inaczej. I od każdego wymaga innej miłości. Od tego niewidomego oczekiwał krzyku i nieustępliwości.
Ja też mam znaleźć swój krzyk, swoje wołanie, swoje powołanie. I pamiętać, że ono jest moje, a inni mogą mieć inaczej. Bóg czeka na każdego z osobna, każdy jest dla niego tym jedynym i niepowtarzalnym.

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 19 lis 2019, 19:52

https://www.paulus.org.pl/czytania
2 Mch 6,18-31
W czasie prześladowań Izraela przez króla Antiocha Eleazar, jeden z pierwszych uczonych w Piśmie, mąż już w podeszłym wieku, szlachetnego oblicza, był zmuszony do otwarcia ust i jedzenia wieprzowiny. On jednak wybierając raczej chwalebną śmierć aniżeli godne pogardy życie, dobrowolnie szedł na miejsce kaźni, a wypluł mięso, jak powinni postąpić ci, którzy mają odwagę odrzucić to, czego nie wolno jeść nawet przez miłość do życia.
Ci, którzy byli wyznaczeni do tej bezbożnej ofiarnej uczty, ze względu na bardzo dawną znajomość z tym mężem wzięli go na osobne miejsce i prosili, aby zjadł przyniesione przez nich i przygotowane mięso, które wolno mu jeść. Niech udaje tylko, że je to, co jest nakazane przez króla, mianowicie mięso z ofiar. Tak postępując uniknie śmierci, a ze względu na dawną z nimi przyjaźń skorzysta z miłosierdzia. On jednak powziął szlachetne postanowienie, godne jego wieku, powagi jego starości, okrytych zasługą siwych włosów i postępowania doskonałego od dzieciństwa, przede wszystkim zaś świętego i od Boga pochodzącego prawodawstwa. Dał im jasną odpowiedź mówiąc, aby go zaraz posłali do Hadesu.
„Udawanie bowiem nie przystoi naszemu wiekowi. Wielu młodych byłoby przekonanych, że Eleazar, który ma już dziewięćdziesiąt lat, przyjął pogańskie obyczaje. Oni to przez moje udawanie, i to dla ocalenia maleńkiej resztki życia, przeze mnie byliby wprowadzeni w błąd, ja zaś hańbą i wstydem okryłbym swoją starość. Jeżeli bowiem teraz uniknę ludzkiej kary, to z rąk Wszechmocnego ani żywy, ani umarły nie ucieknę. Dlatego jeżeli mężnie teraz zakończę życie, okażę się godny swojej starości, młodym zaś pozostawię piękny przykład ochotnej i wspaniałomyślnej śmierci za godne czci i święte prawa”.
To powiedziawszy, natychmiast wszedł na miejsce kaźni. Ci, którzy go przyprowadzili, na skutek wypowiedzianych przez niego słów zamienili miłosierdzie na surowość. Sądzili bowiem, że one były szaleństwem.
Mając już pod ciosami umrzeć, westchnął i powiedział: „Bogu, który ma świętą wiedzę, jest jawne to, że mogłem uniknąć śmierci. Jako biczowany ponoszę wprawdzie boleści na ciele, dusza jednak cierpi to z radością, gdy Jego się boję”.
W ten sposób więc zakończył życie, a swoją śmiercią pozostawił nie tylko dla młodzieży, lecz także dla większości narodu przykład szlachetnego usposobienia i pomnik cnoty.
Ps 3,2-3.4-5.6-7
Panie, jak liczni są moi prześladowcy, *
jak wielu przeciw mnie powstaje.
Mnóstwo jest tych, którzy mówią o mnie: *
„Nie znajdzie on w Bogu zbawienia”.

Ty zaś, o Panie, jesteś moją tarczą *
i chwałą moją; Ty głowę mą wznosisz.
Głośno wołam do Pana, *
a On mi odpowiada ze świętej swej góry.

Kładę się, zasypiam i znowu się budzę, *
ponieważ Pan mnie wspomaga.
I nie ulęknę się wcale tysięcy ludzi, *
którzy zewsząd na mnie nastają.
Łk 19,1-10
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”.
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.
Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
Stoję przed trudnym wyborem: zgodzić się na na rodzinnej wigilii obecność kochanka mojej siostry, ojca jej dwojga nieślubnych dzieci, czy nie. W tym roku ja podjąłem się zorganizowania tej uroczystości i zostało to zaakceptowane. Okazuje się jednak, że ta akceptacja była warunkowa. Mogę to zrobić, o ile zaproszę wspomnianą osobę. Jeżeli nie, to prawdopodobnie będzie konkurencyjna impreza i rodzina podzieli się.
Dzisiejsze czytania są sugestywną podpowiedzią, ale jednocześnie w obie strony. Świadectwo Eleazara mówi jasno: nie dawaj nawet pozoru akceptacji zła. Bądź znakiem. Decyzja Jezusa o wizycie u celnika pokazuje coś innego: sam Bóg siada z grzesznikiem do stołu – i to w jego domu. Nie jest to całkiem jednoznaczne, bo Jezus wprawdzie do niego poszedł, ale po drodze nastąpiło nawrócenie tego człowieka. Czy Jezus o tym wiedział? Czy dlatego poszedł? Na pewno miał świadomość, że ludzie poczuli się zgorszeni, odebrali to jako akceptację dla samego grzechu. I jest jeszcze sam Zacheusz, który nawet nie tyle poszedł, co pobiegł na spotkanie Jezusa i chcąc Go zobaczyć nie zważał na to, że naraża się na śmieszność. Cóż, Słowo to nie algorytm, gdzie wprowadzam dane i otrzymuję wynik. To pokarm, który daje siłę do poszukiwania odpowiedzi w modlitwie.
Cała scena z Zacheuszem nabiera szczególnego znaczenia, gdy sobie uświadamiam jej miejsce. Jerycho było ostatnim przystankiem Jezusa w jego ostatniej drodze do Jerozolimy. Tam u wrót uzdrowił jednego lub – u św. Mateusza - dwóch niewidomych. Ewangelie synoptyczne są natomiast zgodne w tym szczególe, że ów człowiek najpierw głośno wołał o litość i nie dał się uciszyć. Potem, już w samym mieście, do podobnego spotkania dąży z podobną determinacją Zacheusz i on także zostaje uzdrowiony, ale na duszy. Jakby ci dwaj, Zacheusz i Bartymeusz, wiedzieli, że to ostatnia chwila, że zbliża się kres obecności Jezusa na ziemi, że już nigdy więcej Jego stopy nie staną w tym mieście, że umknie szansa na chwycenie się choćby cienia przechodzącego Zbawiciela. Dostrzegli to dwaj ślepcy – jeden na ciele, drugi na duszy. Budzi to we mnie myśli, że może i ja teraz przeżywam podobną chwilę, tylko nie potrafię jej dostrzec, a powinienem krzyczeć z całych sił, błagać o litość, pobiec Mu naprzeciw i wdrapać się na drzewo, aby tylko Go dostrzec.
Jednocześnie poruszyły mnie słowa psalmu: kładę się, zasypiam i znowu się budzę, ponieważ Pan mnie wspomaga. Gdyby nie Jego pomoc, nie byłbym w stanie nawet trwać. Sam nie mam już żadnych sił – tylko Ty głowę mą wznosisz. Panie, jesteś moją tarczą, jedyną obroną i moją jedyną chwałą. Głośno wołam do Pana... Tu znów wraca to głośne wołanie, ten wielki krzyk Bartymeusza pod murami Jerycha, ta modlitwa całym sobą.
Bóg mi odpowiada ze świętej swej góry – dzięki Ci Panie za tę łaskę, ale otwórz mi jeszcze uszy, abym słyszał. Albo obdarz mnie ciszą, abym przestał zagłuszać Twój głos.

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 20 lis 2019, 9:37

https://www.paulus.org.pl/czytania
2 Mch 7,1.20-31
Siedmiu braci zostało schwytanych razem z matką. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król Antioch chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo.
Przede wszystkim zaś godna podziwu i trwałej pamięci była matka. Przyglądała się ona w ciągu jednego dnia śmierci siedmiu synów i zniosła to mężnie. Nadzieję bowiem pokładała w Panu. Pełna szlachetnych myśli, zagrzewając swoje kobiece usposobienie męską odwagą, każdego z nich upominała w ojczystym języku. Mówiła do nich: „Nie wiem, w jaki sposób znaleźliście się w moim łonie, nie ja wam dałam tchnienie i życie, a członki każdego z was nie ja ułożyłam. Stwórca świata bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie nimi teraz dla Jego praw”.
Antioch był przekonany, że nim gardzono, i dopatrywał się obelgi w tych słowach. Ponieważ zaś najmłodszy był jeszcze przy życiu, nie tylko dał mu ustną obietnicę, ale nawet pod przysięgą zapewnił go, że jeżeli odwróci się od ojczystych praw, uczyni go bogatym i szczęśliwym, a nawet zamianuje go przyjacielem i powierzy mu ważne zadania. Kiedy zaś młodzieniec nie zwracał na to żadnej uwagi, król przywołał matkę i namawiał ją, aby chłopcu udzieliła zbawiennej rady.
Po długich namowach zgodziła się nakłonić syna. Kiedy jednak nachyliła się nad nim, wtedy wyśmiewając okrutnego tyrana, tak powiedziała w języku ojczystym: „Synu, zlituj się nade mną. W łonie nosiłam cię przez dziewięć miesięcy, karmiłam cię mlekiem przez trzy lata, wyżywiłam cię i wychowałam aż do tych lat. Proszę cię, synu, spojrzyj na niebo i na ziemię, a mając na oku wszystko, co jest na nich, zwróć uwagę na to, że z niczego stworzył je Bóg i że ród ludzki powstał w ten sam sposób. Nie obawiaj się tego oprawcy, ale bądź godny braci swoich i przyjmij śmierć, abym w czasie zmiłowania odnalazła cię razem z braćmi”.
Zaledwie ona skończyła mówić, młodzieniec powiedział: „Na co czekacie? Jestem posłuszny nie nakazowi króla, ale słucham nakazu Prawa, które przez Mojżesza było dane naszym ojcom. Ty zaś, przyczyno wszystkich nieszczęść Hebrajczyków, nie uciekniesz z rąk Bożych”.
Ps 17,1.5-6.8.15
Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę, *
usłysz moje wołanie,
wysłuchaj modlitwy *
moich warg nieobłudnych.

Moje kroki mocno trzymały się Twoich ścieżek, *
nie zachwiały się moje stopy.
Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz; *
nakłoń ku mnie Twe ucho, usłysz moje słowo.

Strzeż mnie jak źrenicy oka, *
ukryj mnie w cieniu Twych skrzydeł.
A ja w sprawiedliwości ujrzę Twe oblicze, *
ze snu wstając nasycę się Twym widokiem.
Łk 19,11-28
Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.
Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić.
Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: «Zarabiajcie nimi, aż wrócę».
Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami».
Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dal pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał.
Stawił się więc pierwszy i rzekł: «Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: «Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami».
Także drugi przyszedł i rzekł: «Panie, twoja mina przyniosła pięć min». Temu też powiedział: «I ty miej władzę nad pięciu miastami».
Następny przyszedł i rzekł: «Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał».
Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał».
Do obecnych zaś rzekł: «Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min».
Odpowiedzieli mu: «Panie, ma już dziesięć min».
Powiadam wam: «Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach»”.
Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.
Dzisiejsze czytania kierują mój wzrok na zmartwychwstanie i są pełne śmierci. Matka patrzy, jako siedmiu jej synów umiera kolejno w męczarniach. Przypowieść Jezusa kończy się sceną zbiorowej egzekucji dokonanej w oczach tego, kto ich skazał i kto jest w jakiś sposób obrazem Boga. Tylko psalm promienieje nadzieją: ze snu wstając nasycę się Twym widokiem. Jakby Pan chciał mnie oswoić ze śmiercią, przypomnieć, że ten ziemski kres jest obecną wokół rzeczywistością, obecną namacalnie, na wyciągnięcie ręki i powinna być żywa w mojej świadomości. I nie budzić lęku, tylko refleksję.
Komentarz poprzedzający przypowieść wskazuje precyzyjnie na kontekst. Jezus był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi. Tak, brzmi Jego odpowiedź, zjawi się na pewno. Tyle tylko, że to zaraz będzie chwilą w oczach Boga, a w naszym czasie może trwać dowolnie długo: również chwilę lub całe nasze życie, przez pokolenia, przez wieki. I nie to jest istotne, jak bardzo zaraz ono przyjdzie, lecz po co jest ten czas. Jezus odchodzi i nie będzie już dostępny dla naszych zmysłów. Stanie się w jakiś sposób nieobecny. Odchodzi po to, żeby przyjść do nas jeszcze mocniej, bardziej, intensywniej, w całej pełni – jako król. Jego władza i obecność staną się pełne, przepełnią nas. To nie następuje od razu, abym miał czas na przygotowanie. I na ten czas dostaję minę – dar i zadanie zarazem.
W tym symbolu mieszczą się wszystkie Jego łaski z samym życiem na czele i wszystkie mam jakoś pomnażać. Są jednak wśród nich charyzmaty, które szczególnie naznaczają życie człowieka. Jak macierzyństwo kobiety tracącej siedmiu synów. Ona je otrzymała jako jej drogę do Boga. Ono wskutek grzechu innego człowieka realizuje się zupełnie inaczej niż ona by chciała i niż to było w pierwotnym zamyśle Bożym, ale to wciąż jest jej droga. I ona potrafi w tej ekstremalnej sytuacji pomnożyć otrzymaną łaskę i oddać ją Bogu.
Jednym z moich głównych darów od Boga – choć nazwanym w przypowieści drobną rzeczą – jest sakrament małżeństwa. Miłość uświęcona przez Niego. Dał mi ją na czas mojego życia, abym ją pomnażał. I teraz wyraźnie pokazuje trzy drogi, bardzo różniące się od siebie.
Pierwsza to taka, że zaneguję Jego powrót. Uznam tę minę za własną. Odrzucę Jego prawo i je złamię. Cudzołóstwo to poselstwo wysłane do Boga z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami». Owocem tej postawy jest śmierć w oczach Boga.
Druga postawa to zawinięcie miny w chustę. W tym czasie, gdy Bóg zdaje się być nieobecny tu i teraz, istnieje w Swojej niezłomnej obietnicy powtórnego przyjścia, strzegę Jego depozytu, jaki złożył w moim sercu. Owocem tej postawy jest życie, ale nie takie, jakiego On ode mnie oczekuje.
Trzecia postawa to zwielokrotnienie powierzonego daru. Ono może wymagać przemiany jego formy: ten kruszec miał być zainwestowany, puszczony w obrót, po drodze mogło go nie być wcale, bo jego miejsce mogła zająć ziemia, towar czy cokolwiek innego, byleby wartość wciąż rosła. Pomnożenie owoców charyzmatu sakramentu może się dokonywać w sposób bardzo odległy od tego, co sobie wyobrażałem w dniu ślubu. Jak macierzyństwo matki siedmiu synów. Ważne, żebym tego daru nie sprzeniewierzył i lepiej, żebym go nie zawinął w chustę. A wtedy, gdy Pan wróci – a wróci na pewno - ze snu wstając nasycę się Jego widokiem.

Pantop
Posty: 1962
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 20 lis 2019, 11:19

Boję się tego czytania.
Zatem do obaw.

Jest ktoś, kto ,,jest roztropny,, a przy okazji rzutki i przedsiębiorczy, potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji a nadto ma kontakty i układy. Czasami zdradzi żonę - ot tak - fizycznie tylko, bo przecież któż dziś jest święty?
I on pomnaża powierzone mu miny.
Jeśli będzie miał trochę szczęścia, to spotka kogoś mądrego, który wykaże mu błędy w postępowaniu. Jeśli rozstrzygnie w sercu że mędrzec miał rację to skoryguje nieprawidłowości i stanie się prawy.
Przyjedzie król i obdarzy go dobrami.

Teraz ja.
Także otrzymałem jedną minę.
Zostałem zostawiony i porzucony przez żonę.
Straciłem jakąkolwiek motywację do czegokolwiek - świat runął i nie pomagają żadne modlitwy (trochę tak jak opisany przez Montiego przykład z gestapo co wzięło ojca rodziny).
Paradoksalnie najbliżsi przyjaciele sugerują aby zostawić co było za sobą i rozpocząć nowy rozdział ,, - Znajdź sobie nową kobietę i zacznij człowieku wreszcie żyć!,, - epatują dydaktyzmem.
Ja zwijam się tylko mocniej w kłębek i z cichości swej izdebki cichutko odpowiadam im sparafrazowaną kwestią Franciszka M. z ,,Psów,,:
- Jeżeli bym tak zrobił, to znaczy że naprawdę jestem materiałem odpadowym i moje miejsce jest na wysypisku.



Dobrze, dobrze - ideały ideałami - a tu nadciąga król, coby zaufanych rozliczyć fiskalnie.
Mając nieuchronną świadomość powyższego, na gwałt szukam stosownego banku...
Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał».
Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku?




- Do banku


- Do banku!



- DO BANKU!!!!!!

Pantop
Posty: 1962
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 21 lis 2019, 13:25

Ewangelia (Łk 19, 41-44)
Zapowiedź zburzenia Jerozolimy

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: «O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.

Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia».
«O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.
O gdybyś

Naprawdę mam uczulenie na to słowo:

G D Y B Y Ś (GDYBY, GDYBYŚCIE etc)


Za dużo nie będę mędrkował, ale tak w ramach pięknego za nadobne:

- Ach - GDYBY tak cherub ognistym mieczem, feralnego dla całej ludzkości dnia, odciął wczesnym rankiem czerep wężowego kusiciela...



(klasyk do pętaka: - No, no - Zawsze jest jakieś ,,gdyby,,)

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 22 lis 2019, 0:36

https://www.paulus.org.pl/czytania
1 Mch 2,15-29
Do miasta Modin przybyli królewscy wysłańcy, którzy zmuszali do odstępstwa przez uczestnictwo w składaniu ofiary. Wielu spomiędzy Izraelitów przyszło do nich. Gdy jednak zebrali się Matatiasz i jego synowie, wtedy królewscy wysłańcy zwrócili się do Matatiasza słowami:
„Ty jesteś zwierzchnikiem, sławnym i wielkim w tym mieście, a powagę twoją umacniają synowie i krewni. Teraz więc ty pierwszy przystąp i wykonaj to, co poleca dekret królewski, tak jak to uczyniły już wszystkie narody, a nawet mieszkańcy Judy i ci, którzy pozostali w Jerozolimie. Za to ty i synowie twoi będziecie należeli do królewskich przyjaciół, ty i synowie twoi będziecie zaszczytnie obdarzeni srebrem, złotem i innymi darami”.
Na to jednak Matatiasz odpowiedział donośnym głosem: „Jeżeli nawet wszystkie narody, które mieszkają w państwie podległym królewskiej władzy, na znak posłuszeństwa swemu królowi odstąpiły od kultu swych ojców i zgodziły się na jego nakazy, to jednak ja, moi synowie i moi krewni będziemy postępowali zgodnie z przymierzem, które zawarli nasi ojcowie. Niech nas Bóg broni od przekroczenia Prawa i jego nakazów. Królewskim rozkazom nie będziemy posłuszni i od naszego kultu nie odstąpimy ani na prawo, ani na lewo”.
Zaledwie skończył mówić te słowa, pewien człowiek, Judejczyk, przystąpił do ołtarza w Modin, ażeby złożyć ofiarę zgodnie z królewskim dekretem. Gdy zobaczył to Matatiasz, zapłonął gorliwością i zadrżały mu nerki, i zawrzał gniewem, który był słuszny. Pobiegł więc i zabił go obok ołtarza. Zabił wtedy także królewskiego urzędnika, który zmuszał do składania ofiar, ołtarz zaś rozwalił. Zapałał gorliwością o Prawo i tak uczynił, jak Pinchas Zambriemu, synowi Salu.
Wtedy też Matatiasz zaczął w mieście wołać donośnym głosem: „Niech idzie za mną każdy, kto płonie gorliwością o Prawo i obstaje za przymierzem”. Potem zaś on sam i jego synowie uciekli w góry, pozostawiając w mieście wszystko, co tylko posiadali.
Wtedy wielu ludzi, którzy szukali tego, co sprawiedliwe i słuszne, udało się na pustynię i tam przebywali.
Ps 50,1-2.5-6.14-15
„Bogu składaj ofiarę dziękczynną, *
spełnij swoje śluby wobec Najwyższego.
I wzywaj Mnie w dniu utrapienia, *
uwolnię ciebie, a ty Mnie uwielbisz”.

Przemówił Pan, Bóg nad bogami, *
i wezwał ziemię od wschodu do zachodu słońca.
Bóg zajaśniał z Syjonu, *
korony piękności.

„Zgromadźcie Mi moich umiłowanych, *
którzy przez ofiarę zawarli ze Mną przymierze”.
Niebiosa zwiastują Jego sprawiedliwość, *
albowiem sam Bóg jest sędzią.
Łk 19,41-44
Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.
Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.
Jeszcze raz, jeszcze dobitniej niż przedtem Bóg mnie przestrzega, żebym nie przegapił czasu mojego nawiedzenia. Nawoływał do tego w wołaniu niewidomego pod bramą Jerycha, przykładem Zacheusza już w murach tego miasta. Teraz powtarza ukazując wagę sprawy. Taki błąd może kosztować wszystko. A ja mam wrażenie, że we mnie coś kipi, wypełnia mnie nieustannym hałasem i jestem głuchy. Coś jest zakryte przed moimi oczami. Coś bardzo ważnego. Jezus gdzieś przechodzi obok, ale ja nie wiem, kiedy wołać i w którą stronę pobiec.
Matatiasz poszedł na pustynię zostawiając wszystko, co posiadał. Wybrał wierność Bogu, choć ceną były wszystkie jego dobra tego świata. Co mam porzucić? Znów dotykam ciemności.

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 22 lis 2019, 22:30

https://www.paulus.org.pl/czytania
1 Mch 4,36-37.52-5
Juda i jego bracia powiedzieli: „Oto nasi wrogowie są starci. Chodźmy, aby świątynię oczyścić i na nowo poświęcić”. Zebrało się więc wszystko wojsko i poszli na górę Syjon.
Dwudziestego piątego dnia dziewiątego miesiąca, to jest miesiąca Kislew, sto czterdziestego ósmego roku wstali wcześnie rano i zgodnie z Prawem złożyli ofiarę na nowym ołtarzu całopalenia, który wybudowali. Dokładnie w tym samym czasie i tego samego dnia, którego poganie go zbezcześcili, został on na nowo poświęcony przy śpiewie pieśni i grze na cytrach, harfach i cymbałach.
Cały lud upadł na twarz, oddał pokłon i aż pod niebo wysławiał Tego, który im zesłał takie szczęście. Przez osiem dni obchodzili poświęcenie ołtarza, a przy tym pełni radości składali całopalenia, ofiary pojednania i uwielbienia. Fasadę świątyni ozdobili złotymi wieńcami i małymi tarczami, odbudowali bramy i pomieszczenia dla kapłanów i drzwi do nich pozakładali.
A między ludem panowała wielka radość z tego powodu, że skończyła się hańba, którą sprowadzili poganie. Juda zaś, jego bracia i całe zgromadzenie Izraela postanowili, że uroczystość poświęcenia ołtarza będą z weselem i radością obchodzili z roku na rok przez osiem dni, począwszy od dnia dwudziestego piątego miesiąca Kislew.
1 Krn 29,10-11abc.11d-12
Bądź błogosławiony, o Panie, Boże ojca naszego, Izraela, *
na wieki wieków.
Twoja jest, o Panie, wielkość i potęga, +
sława, majestat i chwała; *
bo wszystko, co jest na niebie i na ziemi, jest Twoje.

Do Ciebie, Panie, należy królowanie. *
Bogactwo i chwała od Ciebie pochodzi.
Ty nad wszystkim panujesz, a w ręku Twoim siła i potęga *
i ręką Twoją wywyższasz i utwierdzasz wszystko.
Łk 19,45-48
Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: „Napisane jest: «Mój dom będzie domem modlitwy», a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”.
I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.
Dzisiejszy psalm responsoryjny to modlitwa dziękczynienia króla Dawida. Chciał zbudować Panu świątynię, ale wola Boża była inna. Dawid oddał więc jedynie na ten cel swoje bogactwa i zachęcił do tego innych. Gdy oni to ochoczo spełnili, wypowiedział właśnie te słowa.
Wszystkie trzy czytania dotyczą więc świątyni. Jej budowy, odbudowy i oczyszczenia. Nieustannej troski o to, by świętość była świętością, by była obecna w moim życiu. Mówi mi też o konieczności wyboru, o cenie, jaką to ze sobą niesie, o konieczności rezygnacji, ofiary. Świętość jest też jakimś ogołoceniem z tego, co ziemskie. Czystością. Odrzuceniem wszystkiego, co nie jest święte, Boskie.
Szczególnie obraz Dawida jest dla mnie jakąś figurą sytuacji mojej rodziny – zarówno tej najmniejszej, czyli małżeństwa, jak też tej szerszej, obejmującej rodziców, dzieci, rodzeństwo, ich najbliższych, a może nawet w ogóle rodziny jako takiej we współczesnym świecie. Raczej nie jest mi dana możliwość jej odbudowy. Mogę tylko złożyć w ofierze to, co mam, ufając, że posłuży to temu dobremu celowi. I mogę się modlić. Uwielbiać Boga tu i teraz, uznać Jego potęgę. Nie patrzeć na ten brak murów, ozdób i rytuałów, tylko zwrócić się wprost do Niego. A to, co jest, oczyszczać w Jego imię i tylko Jego mocą.

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 23 lis 2019, 9:37

https://www.paulus.org.pl/czytania
1 Mch 6,1-13
W czasie swojej wyprawy po górnej krainie król Antioch dowiedział się, że w Persji jest Elimais, miasto sławne z bogactwa, ze srebra i złota, że jest tam nadzwyczaj bogata świątynia, a w niej złote hełmy, pancerze i zbroja, którą pozostawił tam król macedoński Aleksander, syn Filipa, który panował najpierw nad Grekami. Udał się więc tam, usiłował zdobyć miasto i obrabować je, to mu się jednak nie powiodło, gdyż mieszkańcy miasta poznali jego zamiary. Stanęli do walki przeciwko niemu, a on musiał się wycofać. Z wielkim smutkiem powrócił stamtąd i udał się do Babilonu.
Do Persji przybył do niego jakiś posłaniec z wiadomością, że pobite są te wojska, które były wysłane do ziemi judzkiej; przede wszystkim wyruszył Lizjasz na czele ogromnego wojska i został przez nich pobity; oni zaś stali się naprawdę mocni dzięki broni, wojsku, a także dzięki wielkim łupom, które zabrali pobitemu wojsku; zburzyli ohydę, którą wybudował na ołtarzu w Jerozolimie, świątynię wokoło otoczyli wysokimi murami jak poprzednio, a także jego miasto Bet-Sur.
Gdy król usłyszał o tych wypadkach, zdumiał się i przeraził się do tego stopnia, że padł na łoże i ze smutku się rozchorował, bo nie tak się stało, jak sobie życzył.
Przez wiele dni tam przebywał, gdyż przyszedł na niego ciężki smutek i nawet przypuszczał, że umrze. Przywołał więc wszystkich swoich przyjaciół i powiedział do nich: „Sen odszedł od moich oczu, a troska gniecie me serce; powiedziałem więc w swoim sercu: «Doszedłem do tak wielkiej udręki i niepewności, w jakiej obecnie się znajduję, a przecież w używaniu swej władzy byłem łaskawy i miłosierny. Teraz jednak przypominam sobie całe zło, którego dopuściłem się w Jerozolimie. Zabrałem bowiem wszystkie srebrne i złote naczynia, które tam się znajdowały, i bez przyczyny wydałem rozkaz, aby wytępić wszystkich mieszkańców ziemi. Wiem, że dlatego właśnie spotkało mnie to nieszczęście, i oto od wielkiego smutku ginę na obcej ziemi»”.
Ps 9,2-3.4 i 6.16 i 19
Chwalić Cię będę, Panie, całym moim sercem, *
opowiem wszystkie cudowne Twe dzieła.
Cieszyć się będę i radować Tobą, *
zaśpiewam psalm na cześć Twego imienia, Najwyższy.

Bo ustępują moi wrogowie, *
padają i giną przed Twoim obliczem.
Rozgromiłeś pogan, wygubiłeś grzeszników, *
na wieki wymazałeś ich imię.

Poganie wpadli do dołu, który sami kopali, *
w sidle przez nich ukrytym noga ich uwięzła.
Bo ubogi nigdy nie będzie zapomniany, *
a nieszczęśliwych ufność nie zawiedzie na wieki.
Łk 20,27-40
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: „Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: «Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu». Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”.
Jezus im odpowiedział: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.
A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa «Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”.
Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: „Nauczycielu, dobrze powiedziałeś”, bo o nic nie śmieli Go już pytać.
Kolejny raz w krótkim czasie wraca rozmowa Jezusa z sadyceuszami na temat zmartwychwstania. Kolejna pokusa kombinowania, jak to będzie w niebie? Czy na pewno będę miał pokój z widokiem na ziemię? Odpowiedź jest prosta. Bóg jest Bogiem żywych. To jest cała odpowiedź. On sam jest odpowiedzią, która ma mi wystarczyć.
Psalm pięknie pokazuje kontrast między złem, które rozpłynie się w nicości, przeminie, nie zostanie po nim ślad, bo samo siebie niszczy – a dobrem, które pochodzi od Boga i jest wieczne. A szczególnie nadzieja ubogich, złożona w Bogu ufność nieszczęśliwych nie zawiedzie na wieki. On jest życiem, On jest wiecznością, do której nas zaprasza, On jest doskonałą odpowiedzią na każde pytanie.
Mam teraz właśnie na 12 krokach zadanie sporządzenia listy osób, które skrzywdziłem. Urocze jest wyznanie króla Antiocha: przecież w używaniu swej władzy byłem łaskawy i miłosierny. Czytaliśmy w ostatnich dniach kilka przykładów tej łaskawości i miłosierdzia. Ja też mam ogromną trudność w uświadomieniu sobie zła, jakie wyrządziłem innym. Z doznanymi krzywdami też zresztą nie jest wiele łatwiej. Owszem, zdarzyło się trochę przykrych spraw z porzuceniem przez żonę na czele i to boli, ale jakoś inaczej, nie jako krzywda wyrządzona mi przez nią. Dużo pracy przede mną.
To jest ta mina, która Bóg daje mi zakrywając się przed moimi oczami. Mam ją pomnażać, a nie targować się o zapłatę po Jego powrocie. Jeśli pójdę tą drogą, uwolnię się naprawdę od myślenia o nagrodzie, a będę po prostu służył Jemu i Jego dzieciom całym sercem, ta nagroda przewyższy wszelkie moje wyobrażenie. Za cztery uzyskane miny władza nad pięcioma miastami. To tylko porównanie. Zachęta do porzucenia liczydła i kombinacji.

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 24 lis 2019, 20:42

Chrystusa Króla, rok C, 24 listopada 2019
https://brewiarz.pl/xi_19/2411/czyt.php3
Dziś jest uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. Zastanowimy się, co to znaczy być królem, co to jest królestwo Boże i jak Bóg panuje nad nami. Najpierw zobaczymy, jak Bóg powoływał króla dla swojego narodu wybranego. Posłuchajmy pierwszego czytania i psalmu.
Czytanie z Drugiej Księgi Samuela (2 Sm 5,1-3)
Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: ”Oto my, kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, ty wyprawiałeś się i powracałeś na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: »Ty będziesz pasł mój lud, Izraela, i ty będziesz wodzem dla Izraela«”.
Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.
Oto słowo Boże.

Ps 122 (121), 1-2. 4-5
Idźmy z radością na spotkanie Pana.
Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: *
”Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy *
w twoich bramach, Jeruzalem.
Idźmy z radością na spotkanie Pana.
Do niego wstępują pokolenia Pańskie, *
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie, *
trony domu Dawida.
Idźmy z radością na spotkanie Pana.
Co to znaczy być królem? Czym różni się król od innych ludzi? Co nam mówi o tym Słowo Boże?

Ty będziesz pasł mój lud, Izraela – król jest jak pasterz dla owiec, on decyduje, a owce idą za nim; opiekuje się owcami – do tego zaraz wrócimy.

Ty będziesz wodzem – dowodzi wojskiem, armią, może siłą wymusić to, co postanowi.

Tam ustawiono trony sędziowskie – jest sędzią, rozstrzyga, kto ma rację, wprowadza sprawiedliwość, strzeże prawa; zasiada na tronie, jest wywyższony ponad swój lud, królowi oddaje się cześć.

Oto my, kości twoje i ciało – król jest częścią swojego lud, on i lud stanowią jedno ciało; tak jest właśnie dlatego, że król ma władzę i dzięki temu lud może coś zrobić: obronić się, zbudować miasto, mieć mądre prawo.

Zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana – jest przymierze między królem a jego ludem, obie strony tego chcą, lud z radością idzie na spotkanie swojego króla.

I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud – to przymierze jest wobec Pana, bo to od Boga pochodzi ta władza, on uzdalnia króla do władania, to Bóg włada wszystkim.

Taka jest władza człowieka, którego Bóg namaścił na króla. Teraz posłuchajmy, jak jest władza Chrystusa.
Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Kolosan (Kol 1,12-20)
Bracia:
Dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów.
On jest obrazem Boga niewidzialnego, Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.
I On jest Głową Ciała, to jest Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem Bóg, by w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego i dla Niego znów pojednać wszystko ze sobą: i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża.
Oto słowo Boże

Wszystko, co mówiliśmy o królu, jest w Chrystusie, tylko o wiele bardziej. Jest królem Wszechświata. On sam jest królestwem Bożym, w którym mamy udział, w którym żyjemy. I On jest Głową Ciała, to jest Kościoła, a my jesteśmy Kościołem. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. On nie tyle zasiada na tronie, co jest ponad wszystkimi tronami. Nie tylko rozstrzyga spór między dwoma stronami jako sędzia, ale jedna wszystko ze sobą: i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża.

Jego władza została wprowadzona przez krew Jego krzyża, to była Jego koronacja. Posłuchajmy, jak ją opisuje Ewangelia.

Słowa z Ewangelii według świętego Łukasza. (Łk 23,35-43)
Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: ”Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym”.
Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: ”Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie”.
Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: ”To jest król żydowski”.
Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu:
”Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas”.
Lecz drugi, karcąc go, rzekł: ”Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”.
I dodał: ”Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”.
Jezus mu odpowiedział: ”Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju”.
Oto słowo Pańskie

Gdy król jest koronowany, jest wywyższony, żeby wszyscy go widzieli. Czy tak było?

Lud stoi i patrzy. Czy tak było?

Nazywają go królem. Czy tak było?

Oddają mu cześć. Czy tak było?

A król okazuje swoją władzę. Czy tak było?

Jezus pokazał, że Jego władza i królowanie jest podobne, ale jednocześnie zupełnie inne niż to ludzkie. Uniżył samego siebie, pozwolił, bo Go poniżono najbardziej, jak to tylko było możliwe. Przyjął najbardziej haniebną, najbardziej poniżającą śmierć, jaką znał wtedy świat. Przyjął tyle cierpienia, ile mogło znieść Jego ziemskie ciało. Pozwolił przybić się do krzyża tak, że nie mógł nawet ruszyć ręką ani nogą, tylko konał w wielkim cierpieniu.
I w tym momencie okazał swoją władzę: okazał miłosierdzie złoczyńcy, okazał swoją władzę nad królestwem niebieskim, nad bramami raju, uczynił ze złoczyńcy świętego, dał mu życie wieczne; konając sprawował władzę nad życiem i śmiercią w wieczności, władzę, jakiej nie ma żaden król.

W takiego Króla wszechświata wierzymy, takiego czcimy, takiego chcemy naśladować w pokorze i w świętości.

Ukasz
Posty: 2622
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 25 lis 2019, 18:53

https://www.paulus.org.pl/czytania
Łk 21,1-4
Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki.
I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.
Ewangelia według św. Łukasza prowadzi nas w kierunku Paschy: przez ostatnią podróż do Jerozolimy i ostatnie dni tam spędzone. Słowa i sceny jakby się wyostrzają. Krzyk niewidomego, nagłe nawrócenie celnika, oczyszczenie świątyni z targowiska. Równolegle towarzyszyły nam obrazy prześladowań z czasów hellenistycznych i heroicznej obrony prawa, a wreszcie oczyszczenia świątyni. Matatiasz idąc w góry, aby bronić prawa i świątyni, pozostawił za sobą wszystko, co miał. Siedmiu młodzieńców oddało ostatnie tchnienie, podobnie starzec Eleazar.
Teraz Jezus stawia w centrum naszej uwagi wdowę, która nie ma już niemal nic. Został jej ostatni, mały, niewiele wart pieniążek. Oddaje go Bogu i pozostaje zupełnie z niczym, ogołocona ze wszystkiego, co ziemskie. Jest dla mnie wyraźną figurą Chrystusa, który wraz z ostatnim tchnieniem oddał Bogu wszystko, co mu zostało z ziemskiego życia.
Odpowiadam tylko za siebie, tylko na siebie mam wpływ. A i ten wpływ nie jest wielki: w tym momencie nie jestem w stanie dokonać żadnej radykalnej zmiany samego siebie. Tak na jeden raz mogę zmienić tylko jakąś odrobinę. Tylko tyle mam. Tylko tyle mogę oddać Bogu. To jest tak naprawdę wszystko, co mam. I właśnie to mam wrzucić do skarbony. Za każdym razem, gdy znów będę coś miał. Nie zostawiać sobie nic. Tak powinienem, ale uboga wdowa pozostaje niedościgłym wzorem.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości