Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 01 lut 2019, 8:58

https://brewiarz.pl/ii_19/0102p/czyt.php3
Hbr 10, 32-39
Bracia:
Przypomnijcie sobie dawniejsze dni, kiedy to po oświeceniu wytrzymaliście wielkie zmaganie, to jest udręki, już to wystawieni publicznie na szyderstwa i prześladowania, już to stawszy się towarzyszami tych, którzy to przeżywali. Albowiem współcierpieliście z uwięzionymi, z radością przyjęliście rabunek waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majątek lepszy i trwały.
Nie wyzbywajcie się więc waszej ufności, która znajduje wielką odpłatę. Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście po wypełnieniu woli Bożej dostąpili obietnicy. «Jeszcze bowiem krótka, bardzo krótka chwila, i przyjdzie Ten, który ma nadejść, i nie spóźni się. A mój sprawiedliwy dzięki wierze żyć będzie, jeśli się cofnie, nie znajdzie dusza moja w nim upodobania».
My zaś nie należymy do odstępców, którzy idą na zatracenie, ale do wiernych, którzy zbawiają duszę.
Ps 37 (36), 3-4. 5-6. 23-24. 39-40
Miej ufność w Panu i czyń to, co dobre, *
a będziesz mieszkał na ziemi i żył bezpiecznie.
Raduj się w Panu, *
a On spełni pragnienia twego serca.
Powierz Panu swą drogę, *
zaufaj Mu, a On sam będzie działał.
On sprawi, że twa sprawiedliwość zabłyśnie jak światło, *
a prawość twoja jak blask południa.
Pan umacnia kroki człowieka, *
na drodze, która jest miła dla niego.
A choćby upadł, nie będzie leżał, *
bo jego rękę Pan podtrzyma.
Zbawienie sprawiedliwych pochodzi od Pana, *
On ich ucieczką w czasie utrapienia.
Pan ich wspomaga i wyzwala, †
wyzwala od występnych i zachowuje, *
On bowiem jest ich ucieczką.
Mk 4, 26-34
Jezus mówił do tłumów:
«Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo».
Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu».
W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.
Czy czasem Ci się zdaje, że Bóg zapomniał o Tobie? Trwasz w wierności, odpowiadasz miłością na odrzucenie, zdradę, nienawiść i krzywdę, a On nic z tym nie robi? Jakby nie pamiętał o Tobie?
Pamięta i dziś odpowiada na te pytania bardzo wyraźnie i konkretnie. Przeczytaj uważnie wszystkie dzisiejsze czytania jak list skierowany do Ciebie osobiście.
Bóg widzi Twoją udrękę i wytrwałość. Właśnie tego od Ciebie oczekuje.
Miej ufność w Panu i czyń to, co dobre. Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swą drogę, zaufaj Mu, a On sam będzie działał.
Czy śpisz, czy czuwasz, we dnie i w nocy, nasienie królestwa Bożego w Tobie kiełkuje i rośnie, sam nie wiesz jak. To nic, że nie widzisz najpierw źdźbła, może nawet kłosa, zobaczysz potem pełne ziarno w kłosie.
To nic, że to ziarno w Tobie jest tak małe. Że Ty tylko chcesz, że ta wola jest jak knotek o nikłym płomyku, jak trzcina nadłamana, że wątpisz i buntujesz się, że obojętniejesz i upadasz. Że Twoje ziarenko jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu.
Twoje źdźbło na pewno wyrośnie w kłos, a ten się zapełni. I przyjdzie czas żniwa. Jeszcze bowiem krótka, bardzo krótka chwila, i przyjdzie Ten, który ma nadejść, i nie spóźni się. Boża chwila, która wciąż trwa. Wytrwaj tę chwilę.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 02 lut 2019, 10:10

https://brewiarz.pl/ii_19/0202/czyt.php3
Ps 24 (23), 7-8. 9-10
Bramy, podnieście swe szczyty, †
unieście się, odwieczne podwoje, *
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Kto jest tym Królem chwały? †
Pan dzielny i potężny, *
Pan potężny w boju.
Bramy, podnieście swe szczyty, †
unieście się, odwieczne podwoje, *
aby mógł wkroczyć Król chwały.
Kto jest tym Królem chwały? *
Pan Zastępów: On jest Królem chwały.
Łk 2, 22-40
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu». Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.
A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego.
Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
«Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela».
Ofiarowanie Pańskie. Dzień życia konsekrowanego.
Widziałem, jak ten psalm w czasie liturgii śpiewała niewidoma zakonnica. Miałem wrażenie, że ona widzi Króla Chwały stojącego przed bramą. Sędziwy Symeon zobaczył Mesjasza, gdy inni widzieli tylko dziecko. Zobaczył światło – światło na oświecenie pogan i chwałę swego ludu.
Mam dobry wzrok. Dużo widzę. Dużo już w życiu widziałem. Czasem mam wrażenie, że ten wzrok trochę mnie oślepia. Tak wypełnia obraz, że widzę tylko jego powierzchnię. Umyka mi to, co ważne, co jest widoczne w głębi, za zasłoną pozornego bogactwa tego świata. Nawet jak zamknę oczy, to wciąż przesuwają się obrazy. Trochę się odsłania wtedy, gdy ten widok zostaje jakoś ogołocony z nadmiaru. Przyroda nietknięta ludzką ręką. Świeca w ciemności. Najświętszy sakrament wzniesiony nad ołtarzem.
Potrzebuję ciszy. Ciszy dla ucha. Ciszy dla oka. Ciszy dla serca.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 03 lut 2019, 14:20

https://brewiarz.pl/ii_19/0302/czyt.php3
Jr 1, 4-5. 17-19
Za panowania Jozjasza Pan skierował do mnie następujące słowo: «Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię.
Ty zaś przepasz biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi.
A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem ze spiżu przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi.
Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – mówi Pan – by cię ochraniać».
Ps 71 (70), 1-2. 3-4a. 5-6b. 15ab i 17
W Tobie, Panie, ucieczka moja, *
niech wstydu nie zaznam na wieki.
Wyzwól mnie i ratuj w Twej sprawiedliwości, *
nakłoń ku mnie ucho i ześlij ocalenie.
Bądź dla mnie skałą schronienia *
i zamkiem warownym, aby mnie ocalić,
bo Ty jesteś moją opoką i twierdzą. *
Boże mój, wyrwij mnie z rąk niegodziwca.
Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją, *
Panie, Tobie ufam od młodości.
Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin, *
od łona matki moim opiekunem.
Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość *
i przez cały dzień Twoją pomoc.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości *
i do tej chwili głoszę Twoje cuda.
1 Kor 12, 31 – 13, 13
Bracia:
Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: największa z nich jednak jest miłość.
Łk 4, 21-30
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze:
«Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście». A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: «Czy nie jest to syn Józefa?»
Wtedy rzekł do nich: «Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum».
I dodał: «Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman».
Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.
Jesteśmy wysoko w górach. Wieje bardzo silny wiatr, idziemy pochyleni, zataczamy się pod jego podmuchami. Stajemy na chwilę. Wtedy uderza podmuch i w ułamku sekundy sześciu chłopa leży w śniegu. Nikt nie oparł się wichurze.
Duch wieje, kędy chce. I jak chce. Czasem to ledwie wyczuwalny powiew. A czasem uderza tak, że nie sposób Mu się oprzeć. Jak dzisiejsze czytania we mnie.
Bóg woła do mnie tym Słowem: powołałem Cię! Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, małżonkiem dla Twojej żony ustanowiłem cię.
Ty zaś przepasz biodra, wstań i czyń wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi.
A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem ze spiżu przeciw całej ziemi, przeciw wszystkim tym, którzy chcą Cię zwieść z tej drogi.
Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą – mówi Pan – by cię ochraniać.
Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście. Spełnia się powołanie, spełnia się sprzeciw, spełnia się walka o wytrwanie i wzrost wbrew przeciwnościom. Choćby opowiedzieli się przeciw Tobie najbliżsi, choćby pałali żądzą zniszczenia Ciebie, choćby Cię wyprowadzili na skraj przepaści – nie lękaj się, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. Ty przejdziesz obok nich, gdyż Pan jest z tobą, by cię ochraniać.
Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją, Panie, który od łona matki jesteś moim opiekunem, moją podporą od dnia narodzin, Tobie ufam od młodości. Wtedy rozpoznałem Twoje powołanie, wtedy poślubiłem moją żonę, a Ty nas połączyłeś sakramentem i pokazałeś drogę. Powołałeś mnie do tego, żebym kochał.
Gdy byłem młodzieńcem, mówiłem jak młodziak, czułem jak młodziak, myślałem jak młodziak. Kochałem jak młodziak. Kiedy zaś staję się mężem, wyzbywam się tego, co młodzieńcze.
Daj Panie, aby moja miłość była cierpliwa i łaskawa, wolna od zazdrości, bym nie szukał poklasku, nie unosił się pychą; nie był bezwstydny, nie szukał swego, nie unosił się gniewem, nie pamiętał złego; nie cieszył się z krzywdy, lecz współweselił się z prawdą. Abym wszystko zniósł, w każdym położeniu wierzył i zawsze w Tobie pokładał nadzieję, abym wszystko przetrzymał.
Teraz poznaję Cię Boże jakby w zwierciadle, w mojej miłości do żony, pośrednio i niejasno, po części. Kiedyś oboje ujrzymy Cię twarzą w twarz, wtedy pokochamy tak, jak sami zostaliśmy pokochani. Pełnią Ciebie.
Robię wiele rzeczy. Pracuję, działam społecznie. Dbam o siebie, o swoją wiarę, o dom, o najbliższych. Staram się jak najlepiej poznać Boga, zbliżyć się do Niego przez Słowo i przez Eucharystię. To wszystko ma sens pod jednym warunkiem. Że będę kochał. I Boga i moją żonę. Gdybym mówił dziesiątkami języków i czytał biegle każdą księgę Pisma w oryginale, a psalmy śpiewał w liturgii jak anioł, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, gdybym tu wypisywał kazania lepsze niż ojciec Szustak, i posiadał wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym trwał w perfekcyjnej wierności i czystości do końca moich dni, poświęcając każdą chwilę na służbę innym w Sycharze, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże.
Boże, gdybym nie miał miłości... Niech ten tryb przypuszczający, a nie brak miłości, będzie prawdą. Pozwól mi kochać. Bez Ciebie mogę sobie tylko wmawiać, że kocham.

jacek-sychar
Posty: 6181
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: jacek-sychar » 03 lut 2019, 14:35

Łk 4, 21-30
Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman».
Bóg nas posyła.
Ale czy my wiemy, gdzie jest ta wdowa lub ten Syryjczyk, do których zostaliśmy posłani?

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 03 lut 2019, 20:40

To proste Jacku:
Lecz kiedy Elizeusz, mąż Boży, dowiedział się, iż król izraelski rozdarł swoje szaty, polecił powiedzieć królowi: «Czemu rozdarłeś szaty? Niechże on przyjdzie do mnie, a dowie się, że jest prorok w Izraelu».
2 Krl 5, 14
Słyszymy, że ktoś jest w potrzebie i wołamy go do siebie. Czasem jest jeszcze prościej:
Kiedy wchodził do bramy tego miasta, pewna wdowa zbierała tam sobie drwa.
1 Krl, 17, 10
Oni wychodzą nam naprzeciw, po prostu ich spotykamy na swojej drodze. Problem w tym, że puszczamy koło uszu wiadomość o tym, że ktoś jest w potrzebie, a jeśli nawet spotkamy takich ludzi, większości z nich nie dostrzegamy i idziemy sobie dalej. A może być jeszcze gorzej: pilnujemy, żeby ci potrzebujący przypadkiem do nas nie przybyli. Szczególnie Syryjczycy.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 04 lut 2019, 18:12

https://brewiarz.pl/ii_19/0402p/czyt.php3
Hbr 11, 32-40
Bracia:
I cóż jeszcze mam powiedzieć? Nie starczyłoby mi bowiem czasu na opowiadanie o Gedeonie, Baraku, Samsonie, Jeftem, Dawidzie, Samuelu i o prorokach, którzy dzięki wierze zdobyli królestwa, dokonali czynów sprawiedliwych, otrzymali obietnice, zamknęli paszcze lwom, przygasili żar ognia, uniknęli ostrzy miecza i wyleczyli się z niemocy, stali się bohaterami w walce i do ucieczki zmusili nieprzyjacielskie szyki.
Dzięki dokonanym przez nich wskrzeszeniom niewiasty otrzymały swoich zmarłych. Jedni ponieśli katusze, nie przyjąwszy uwolnienia, aby otrzymać lepsze zmartwychwstanie. Inni zaś doznali zelżywości i biczowania, a nadto kajdan i więzienia. Kamienowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem; tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, w utrapieniu, w ucisku – świat nie był ich wart – i błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi.
A ci wszyscy, choć ze względu na swą wiarę stali się godni pochwały, nie otrzymali przyrzeczonej obietnicy, gdyż Bóg, który nam lepszy los zgotował, nie chciał, aby oni osiągnęli doskonałość bez nas.
Ps 31 (30), 20. 21-22. 23. 24
Jakże jest wielka dobroć Twoja, Panie, *
którą zachowałeś dla bogobojnych.
Okazujesz ją tym, którzy uciekają się do Ciebie *
na oczach ludzi.
Osłaniasz ich Twą obecnością od spisku mężów, *
ukrywasz w swym namiocie przed swarliwym językiem.
Niech będzie Pan błogosławiony, *
On cuda swoje i łaskę okazał mi w mieście warownym.
Ja zaś w przerażeniu mówiłem: *
«Odtrącony jestem od Twego oblicza»,
lecz Ty wysłuchałeś mój głos błagalny, *
gdy wołałem do Ciebie.
Miłujcie Pana, wszyscy, *
którzy cześć Mu oddajecie.
Pan chroni wiernych, *
a pysznym z nawiązką odpłaca.
Mk 5, 1-20
Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wyszedł Mu naprzeciw z grobowców człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on stale w grobowcach i nikt już nawet łańcuchem nie mógł go związać. Często bowiem nakładano mu pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą w grobowcach i po górach krzyczał i tłukł się kamieniami.
Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i zawołał wniebogłosy: «Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie!» Powiedział mu bowiem: «Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka». I zapytał go: «Jak ci na imię?» Odpowiedział Mu: «Na imię mi „Legion”, bo nas jest wielu». I zaczął prosić Go usilnie, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy.
A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosiły Go więc złe duchy: «Poślij nas w świnie, żebyśmy mogli w nie wejść». I pozwolił im. Tak, wyszedłszy, duchy nieczyste weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze.
Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli o tym w mieście i po osiedlach. A ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie „legion”, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.
Gdy wsiadał do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł przy Nim zostać. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: «Wracaj do domu, do swoich, i opowiedz im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą». Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus mu uczynił, a wszyscy się dziwili.
Świat nie był ich wart. Bohaterowie wiary. Świadkowie Boga, błogosławieństwo tego miejsca i czasu, odrzuceni w okrutny sposób.
Jezus dokonuje cudu i mieszkańcy chcą, żeby odszedł z ich granic.
Bóg przychodzący do mnie, a ja mam własne pomysły, własne sprawy. Deklaruję wiarę i posłuszeństwo, ale do jednego i drugiego mi daleko.
Świat nie był ich wart. Jak łatwo to przenieść na ludzi wokół mnie, wobec których mam żal czy pretensje. A Jezus ulitował się nad legionem nieczystych duchów. Nie rozumiem tego, ale to chyba nie jest to rozumienia. To jest bezgraniczne miłosierdzie, którego można tylko doświadczyć.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 05 lut 2019, 9:21

https://brewiarz.pl/ii_19/0502/czyt.php3
Hbr 12, 1-4
Bracia:
Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, zrzuciwszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy na tronie Boga.
Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali, załamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi.
Mk 5, 21-43
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg jeziora Genezaret, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał.
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości.
A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości».
Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!» I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.
Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących, wszedł i rzekł do nich: «Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go.
Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań!» Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść.
Żeby uczynić zadość mojemu zafiksowaniu na małżeństwie i jego kryzysie: tekst z Listu do Hebrajczyków jest tak wprost, dosłownie i bez żadnych poprawek czy adaptacji skierowany do nas, że można go każdemu z nas zalecić jako tabletkę wzmacniającą na chwile zwątpienia.
Poza tym mam dzisiaj takie myśli luźne, niedokończone. O tej scenie ewangelicznej pisałem tu już trzy razy (w styczniu i w lipcu 2018 r.), w tym dwukrotnie o wersji przekazanej przez św. Marka. Dziś zwrócono mi uwagę na ciekawy szczegół: 12 lat. Tyle czasu kobieta cierpiała na krwotok. W takim wieku była córka Jaira. Zbieg okoliczności?
Nie potrafię sobie w tej chwili przypomnieć innego przykładu z Ewangelii, gdzie dwa cudy dotyczące różnych osób i różnych spraw zostały tak splecione ze sobą w narracji. Wskrzeszenie dziewczynki, ukazane przede wszystkim jako łaska udzielona jej ojcu, jest zewnętrzną ramą, w którą został wprawiony obraz innego niezwykłego cudu. Ta dwa zdarzenia w jakiś sposób oświetlają się wzajemnie. Są zestawione po to, żeby lepiej zrozumieć przesłanie tkwiące w każdym z nich.
Kobieta cierpiała na upływ krwi. Uchodziło z niej życie. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Ona powoli umierała: traciła zdrowie, majątek, radość życia. Była nieustannie nieczysta, wyłączona ze społeczności. Przeżywała powoli swoją śmierć.
W tym samym czasie dziewczynka w domu przełożonego synagogi nabierała życia. Otoczona miłością rodzicielską i dostatkiem stawała się kobietą. Może te 12 lat oznaczało – tu dzielę się znów cudzą myślą – że właśnie weszła w dojrzałość, że zaczął się jej upływ krwi, lecz nie oznaczający wypływającego życia, tylko jego pełnię? Co łączy te dwie kobiety?
I druga niezwykła paralela. Jest bardziej wyrazista, jeśli spojrzeć na nią najpierw od strony córki Jaira. W domu trwa żałoba po śmierci córki. Płacz, głośne zawodzenie, wrzawa, zamieszanie. Wszyscy wiedzą, że dziewczynka umarła. Jezus wchodzi w towarzystwie kilku osób i ją wskrzesza. Ona wychodzi żywa i zdrowa. A Jezus przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział. O czym?! O wskrzeszeniu? O dokonanym cudzie? O tym, kto go dokonał?
W tłumie dokonuje się cud. Zauważają to tylko dwie osoby: uzdrowiona kobieta i Jezus. Sprawa jest jakoś wstydliwa. Kobieta była nieczysta z powodu swego upływu krwi. Nie miała prawa znaleźć się w tłumie, nie miała prawa dotykać Jezusa. W dodatku swoje uzdrowienie niejako podstępnie wykradła. Jezus jest otoczony ludźmi, którzy przyszli do Niego z różnymi potrzebami, a On nie dokonuje żadnego cudu względem nich. Tylko wobec tej kobiety. Jest tyle powodów, żeby to pozostało w ukryciu, jako intymna tajemnica między Uzdrowicielem a uzdrowioną. A Jezus postępuje dokładnie odwrotnie. Staje, odwraca się, pyta, domaga się wyjawienia wszystkim, co się stało. I nie mówi tego sam: to kobieta ma się przyznać, przyjść do Niego i wobec całego tłumu wyznać tak krępującą prawdę. A ona, zalękniona i drżąca, wyznała Mu całą prawdę.
Dlaczego świadkowie przywrócenia rozkwitającego życia mają milczeć, a świadek ocalenia gasnącego życia ma o tym mówić przed wielkim zgromadzeniem? Dlaczego ci, których aż rozpierała chęć rozpowiadania niezwykłego zdarzenia, mieli się powstrzymać, a ta, która drżała z lęku na myśl o przyznaniu się, miała to przełamać i wszystko wyznać? Dlaczego to, co wydawało się tak jawne, ma pozostać w ukryciu, a to, co było tak skryte, ma się stać tak jawne? Niemalże jednocześnie? Nie wiem, ale tu kryje się coś ważnego. Może ktoś z Was ma jakiś pomysł?

Pantop
Posty: 1544
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 05 lut 2019, 17:55

Ukasz pisze:/.../Może ktoś z Was ma jakiś pomysł?
Ja mam.
Jego drogi nie są naszymi, Jego myśli górują nad naszymi.

W tym są jednak jakieś zamysły.
Być może chodzi o całkowite rozwalenie tzw ludzkiej logiki aby móc przyjąć tę boską.
?
Niestety - człowiek sam z siebie najlepiej predestynowany jest do ciągłych upadków, co wynika z jego konstrukcji i wszczepionej mu gratisowo skazy grzechu pierworodnego.

Tak naprawdę wiemy mało, a to co wiemy częściej przywodzi do błędu niż prawdy.
Istnieje oczywiście prosty sposób - przebywanie pod stałą opieką Najwyższego - wtedy nic nie jest pewne a wszystko możliwe.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 06 lut 2019, 9:28

Pantopie, dzięki za ten poczęstunek. Skosztowałem, smaczne i pożywne, lecz nadal jestem głodny.
https://brewiarz.pl/ii_19/0602p/czyt.php3
Hbr 12, 4-7. 11-15
Bracia:
Jeszcze nie opieraliście się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi, a zapomnieliście o napomnieniu, z jakim Bóg się zwraca do was jako do synów:
«Synu mój, nie lekceważ karcenia Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karci, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje».
Trwajcie w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?
Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste ślady czyńcie nogami, aby kto chromy, nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.
Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana. Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który wyrasta do góry, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni.
Ps 103 (102), 1b-2. 13-14. 17-18a
Błogosław, duszo moja, Pana, *
i wszystko, co jest we mnie, święte imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana, *
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.
Jak ojciec lituje się nad dziećmi, *
tak Pan się lituje nad tymi, którzy cześć Mu oddają.
Wie On, z czegośmy powstali, *
pamięta, że jesteśmy prochem.
Lecz łaska Pana jest wieczna *
dla Jego wyznawców,
a Jego sprawiedliwość nad ich potomstwem, *
nad wszystkimi, którzy strzegą Jego przymierza.
Mk 6, 1-6
Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim.
A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony».
I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Dwa zdziwienia – a może nawet trzy, jeśli doliczyć to moje. Wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem. Jezus dziwił się też ich niedowiarstwu. Ludzie zdziwili się Bogiem. Bóg zdziwił się człowiekiem.
To pierwsze zdziwienie nie dziwi. Bóg nas zawsze zaskakuje. Im bardziej nam się wydaje, że Go znamy, tym to zaskoczenie jest większe. I mamy się zdumiewać. Tylko dalszy krok powinien być inny niż u większości mieszkańców Nazaretu: zachwyt, a nie powątpiewanie.
Jednak zdziwił się również Jezus. On nie tylko znał mieszkańców tego miasteczka nie gorzej niż oni Jego, ale mógł wniknąć w ich serca, dokładnie wiedzieć, jak zareagują i dlaczego. I doskonale wiedział, że w swojej ojczyźnie prorok bywa lekceważony. A mimo to dziwił się ich niedowiarstwu. Oczekiwał czegoś innego. Wiary. Po to przyszedł w swoje rodzinne strony. Chciał tam czynić cuda, chciał ich zachwycić Bożą dobrocią. W nich widział dobro, gotowość do przyjęcia daru. I przecież się nie pomylił. Miał rację: to dobro, ta otwartość na Boga w nich była. Mieli wybór i zdecydowali inaczej. Jezus kochał ich ufną miłością, która wszystkiemu wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję. Nie cieszył się z niesprawiedliwości, z ich złej reakcji. Nie przeżywał ponurej satysfakcji: a nie mówiłem, wiedziałem, że oni są do niczego.
Pokusę takiej Schadenfreude, czyli cieszenia się ze złego, satysfakcji z kolejnego „dowodu” na złe postępowanie mojej żony, znam aż za dobrze. Często ją sobie uświadamiałem, a rzadko i z wielkim trudem udawało się to przezwyciężyć. A to na pewno jest diabelski jad.
Bóg wie, jaki jestem i czego można się po mnie spodziewać. Wie On, z czego powstałem, pamięta, że jestem prochem. I radośnie oczekuje ode mnie odpowiedzi wiary. Ja wiem, co mnie spotkało ze strony żony, co mnie spotyka ze strony wielu bliźnich. I mam z radością oczekiwać dobra z ich strony. Być gotowym na inną odpowiedź, ale dziwić się ze smutkiem, jeśli taka przyjdzie.
Dzisiejsze czytania przestrzegają jednak równie mocno przed drugim biegunem: miłością naiwną, miękką, godzącą się na wszystko, przesłodzoną, rozmytą. Chwalona w Liście do Hebrajczyków chłosta dla syna szokuje. Jeśli tylko nie weźmiemy tego dosłownie, a w tym wypadku wydaje mi się to uzasadnione, to mamy jasne wezwanie do miłości wymagającej, stanowczej, twardej. I taką właśnie okazuje Jezus w Nazarecie. Mówi gorzką prawdę o lekceważeniu proroka w swojej ojczyźnie. Nie dokonuje cudów, znaków dla całej wspólnoty, choć takie było Jego pragnienie. Nie rzuca pereł przed wieprze. Jednocześnie nie odmawia tym nielicznym, którzy byli gotowi przyjąć dar z wiarą i ich uzdrawia.
Moja miłość ma być ufna i wymagająca jednocześnie.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 07 lut 2019, 18:39

https://brewiarz.pl/ii_19/0702p/czyt.php3
Hbr 12, 18-19. 21-24
Bracia:
Nie przyszliście do namacalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go usłyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. A tak straszne było to zjawisko, iż Mojżesz powiedział: «Zatrwożony jestem i drżę».
Wy natomiast przyszliście do góry Syjon, do miasta Boga żywego – Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zgromadzenie, i do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów ludzi sprawiedliwych, którzy już doszli do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla.
Mk 6, 7-13
Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien».
I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich».
Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.
Oba czytania ukazują sytuację przejścia, przełomu. Najpierw Pierwsze Przymierze jest przeciwstawione Nowemu. W drugim apostołowie kończą etap słuchania i są posyłani do głoszenia Słowa.
Przyjrzyjmy się najpierw ustępowi z Listu do Hebrajczyków. Jaka jest zasadnicza różnica między tym, co już przeszłe, a tym, co aktualne? Tam były to przerażające zjawiska, które były odbierane zmysłami. Bóg przekonywał człowieka o Swojej inności. Uświadamiał, że jest Kimś całkowicie odmiennym, przekraczającym ludzką miarę pod każdym względem. Że jest święty, że jest Bogiem. Człowiek był widzem i słuchaczem, który tym mocniej przeżywał swoją odrębność wobec Niego.
Tu natomiast, w Nowym Przymierzu, przystępujemy do miasta, do społeczności świętych, przychodzimy na zgromadzenie, do Kościoła, do Boga żywego. Stajemy się uczestnikami. Skrapla nas Jego krew, nasiąkamy nią, ona przemienia naszą naturę. Bóg nas uświęca, zaprasza do Siebie, żebyśmy oglądali świat Jego oczami, słuchali Jego uszami, czuli Jego sercem.
Apostołowie przygotowywali się do swojej misji oglądając i słuchając Jezusa. Zdumiewali się dokonywanymi przez Niego cudami. Ukazał im nawet swoją władzę nad naturą uciszając burzę na jeziorze (Mk 4, 35-41). Byli widzami i słuchaczami, którzy mieli uwierzyć, że Jezus jest Synem Bożym.
Teraz sami są posłani, aby głosić Jego Słowo. Otrzymują cząstkę Jego władzy uzdrawiania. Otrzymują dar Słowa. Otrzymują szczególną godność, prawo do tego, by byli traktowani jak robotnicy Bożej winnicy. Jednocześnie mają się wyrzec wszystkiego, czym mogliby jakoś sami, na sposób doczesny, zabezpieczyć na tę drogę. Nie brać nic ze sobą. Zostawić siebie i iść tylko z Nim, tylko Jego mocą. Nieść ludziom Jego samego, nieść Go w sobie.
To jest przejście od wiary pierwotnej do dojrzałej, jakiej oczekuje ode mnie Bóg. Do takiej wciąż mnie wzywa i jakoś próbuję pójść za tym głosem.
Mówi się, że zakochani patrzą sobie w oczy, a ci, którzy naprawdę kochają, patrzą w jednym kierunku. Ta pierwsza miłość, fascynacja, opiera się na oglądaniu i słuchaniu drugiej osoby. Poznaję ją wszystkimi zmysłami. Zaspokajam w ten sposób swoje potrzeby. Przygotowuję się do tego, aby kochać. Aby przejść dalej, oderwać wzrok, nie koncentrować się więcej na braniu i dawać czerpiąc z mocy tej więzi. Dojrzała miłość może się realizować nawet wtedy, gdy ta druga osoba odwróci już wzrok i nie chce patrzeć w tym samym kierunku.

Pantop
Posty: 1544
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 07 lut 2019, 20:10

Jak dobrze by teraz wpuścić takich mężów na swoje pomieszkanie.
Jak dobrze gdyby dziś zapukali.
Gdyby przyszli.

(na razie dwukrotnie zapukali świadkowie - ale to nie o tych mężów chodzi)

Pantop
Posty: 1544
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 08 lut 2019, 14:53

Mk 6, 14-29 pisze:
Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: «Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim». Inni zaś mówili: «To jest Eliasz»; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, mawiał: «To Jan, którego ściąć kazałem, zmartwychwstał».

Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego, Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem napominał Heroda: «Nie wolno ci mieć żony twego brata». A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a jednak chętnie go słuchał.

Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobistościom w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: «Proś mnie, o co chcesz, a dam ci». Nawet jej przysiągł: «Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa». Ona wyszła i zapytała swą matkę: «O co mam prosić?» Ta odpowiedziała: «O głowę Jana Chrzciciela». Natychmiast podeszła z pośpiechem do króla i poprosiła: «Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela». A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczynie, a dziewczyna dała swej matce.

Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.
Komentarz ks Jerzego Szymika za Radio M:
https://youtu.be/WMa0cWuxPSk

Nazwanie rzeczy po imieniu miewa swoją cenę.
Jan zapłacił gotówką w całości.
Z jakim trudem przychodzi płacić mi.
Nawet pierwszą ratę, nawet z odroczonym terminem płatności :cry:

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 08 lut 2019, 23:01

Dziękuję Pantopie! Wreszcie ten wątek trochę ożywa.
Moje refleksje dotyczą też pozostałych czytań, więc je wklejam, ale Ewangelii nie ma już co powtarzać.
https://brewiarz.pl/ii_19/0802p/czyt.php3
Hbr 13, 1-8
Bracia:
Niech trwa w was braterska miłość. Nie zapominajcie też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę. Pamiętajcie o uwięzionych, jakbyście byli sami uwięzieni, i o tych, co cierpią, bo i sami żyjecie w ciele.
We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg.
Postępowanie wasze niech będzie wolne od zachłanności na pieniądze: zadowalajcie się tym, co macie. Sam Bóg bowiem powiedział: «Nie opuszczę cię ani nie pozostawię». Śmiało więc możemy mówić: «Pan jest wspomożycielem moim, nie ulęknę się, bo cóż może mi uczynić człowiek?»
Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam słowo Boże, i rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę. Jezus Chrystus – wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.
Ps 27 (26), 1bcde. 3. 5. 8b-9c
Pan moim światłem i zbawieniem moim, *
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia, *
przed kim miałbym czuć trwogę?
Nawet gdy wrogowie staną przeciw mnie obozem, *
moje serce nie poczuje strachu.
Choćby napadnięto mnie zbrojnie, *
nawet wtedy ufność swą zachowam.
W namiocie swoim mnie ukryje *
w chwili nieszczęścia,
schowa w głębi przybytku, *
na skałę mnie wydźwignie.
Będę szukał oblicza Twego, Panie. *
Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy,
nie odtrącaj w gniewie Twego sługi, *
Ty jesteś moją pomocą, więc mnie nie odrzucaj.
Jak mówił ks. Dubowik – to bardzo sycharowski tekst z Ewangelii. Do tego jeszcze ten ustęp z Listu do Hebrajczyków o małżeństwie i cudzołóstwie. Jasne przesłanie.
Wyraźnie rzuca się w oczy rozdarta – przynajmniej pozornie – postawa Heroda. Chętnie słucha Słowa. Wierzy w zmartwychwstanie. Dotrzymuje niekorzystnej dla siebie przysięgi. Niemalże wzór. I to rozdarcie – biedny! Tyle, że tego Słowa słucha i go nie słucha. Trwa w cudzołóstwie z własną bratową. Przysięgi nie chciał złamać, bo mu było głupio przed biesiadnikami. A jego wiara w zmartwychwstanie była cynicznym zagłuszaniem sumienia: zabiłem Jana Chrzciciela, a on i tak żyje... Herod jest przykładem pozornego wyznawania zasad i tzw. dobrych chęci, za którymi nie idą uczynki. Zupełnie miesza porządki i hierarchie. Więź małżeńska jego brata jest dla niego niczym, a z byle powodu wiąże się przysięgą. Wszystko potrafi zakłamać i w dodatku używa do tego swojego wyobrażenia o Bogu. Jest królem, jego decyzje są pozornie ostateczne, on kształtuje twardą rzeczywistość, sam chce uchodzić za twardego i rzetelnego. A w nim jest tylko chaos, nie ma nic stałego, żadnego fundamentu.
Jak zupełnie odmienny jest Jan Chrzciciel. On miał tylko siebie i jeszcze sam mówił, że ma się umniejszać. A siła jego słów była taka, że król nie potrafił się przed nim obronić inaczej niż przemocą. To zresztą ciekawe, że Jan napominał Heroda i właśnie z tego powodu znalazł się w więzieniu. To nie zamknęło mu ust: nadal mówił to samo i to jeszcze częściej i wprost do swojego rozmówcy. Wreszcie Herod pozbawił go życia, ale Słowo brzmiało w jego głowie jeszcze mocniej. Był wobec niego bezsilny. Tu była stałość i moc. Małżeństwo we czci i łoże nieskalane. Jezus Chrystus – wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.
Staramy się kierować wolą Bożą. Przestrzegać Jego przykazań. Braterskiej miłości, gościnności, współczucia z cierpiącymi, wierności, skromności, pokory, ubóstwa w duchu, szacunku dla naszych przewodników duchowych. Słyszymy, że to mrzonki, wymysły, rzeczy ulotne, niesprawdzalne, fikcja, nic. A wokół twarde życie, gdzie liczą się pieniądze, seks, egoizm, władza. Konkrety.
A jest dokładnie odwrotnie. Stoimy na Skale. Zbieramy skarby bezcenne i niezniszczalne. Widzimy prostą drogę. Wiemy, dokąd idziemy. Jezus Chrystus – wczoraj i dziś, ten sam także na wieki. Mamy pomoc pewną, niezawodną. Bóg w chwili nieszczęścia na skałę mnie wydźwignie, schowa w głębi przybytku. Skryje mnie w Sobie. On moim obrońcą, cóż może mi zrobić człowiek, cóż może mi zrobić świat?
Gdzieś na ostatnim planie tej perykopy ewangelicznej miga jedna postać. Filip. Brat Heroda. Porzucony małżonek. Niemal nic o nim nie wiemy, ale jakoś w sercu rysuje się jego historia. Brat ma wszystko, jest królem. I odbiera mu jeszcze tę najbliższą osobę. Filip zostaje zdradzony przez żonę i przez brata. Ostentacyjnie, na oczach wszystkich. Wszyscy to wiedzą i zabiegają o względy cudzołożników. Czyją córką była tańcząca dziewczynka? Chyba nie Heroda, raczej Filipa. Dziewczę tak cudowne, zwinne, słodkie, że ujmuje serca wszystkich. Tę ukochaną córeczkę Filip też stracił. Może to moja chora wyobraźnia i nadinterpretacja, ale do mnie krzyczy jego ból.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 09 lut 2019, 9:04

https://brewiarz.pl/ii_19/0902p/czyt.php3
Hbr 13, 15-17. 20-21
Bracia:
Przez Jezusa składajmy Bogu ofiarę pochwalną nieustannie, to jest owoc warg, które wyznają Jego imię. Nie zapominajcie o dobroczynności i wzajemnej pomocy, gdyż raduje się Bóg takimi ofiarami.
Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać z tego sprawę. Niech to czynią z radością, a nie wzdychając, bo to nie byłoby z korzyścią dla was.
Bóg zaś pokoju, który na mocy krwi przymierza wiecznego wyprowadził spomiędzy zmarłych Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego, Jezusa, niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście wypełnili Jego wolę; niech sprawi w was, co miłe jest w Jego oczach, przez Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków. Amen.
Ps 27 (26), 1bcde. 3. 5. 8b-9c
Pan jest moim pasterzem, †
niczego mi nie braknie, *
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, *
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach *
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, †
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. *
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.
Stół dla mnie zastawiasz *
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem, *
kielich mój pełny po brzegi.
Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną *
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana *
po najdłuższe czasy.
Mk 6, 30-34
Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili.
Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.
Trzy czytania o Pasterzu. I o Jego owcach: o tym, jak to jest być Jego owcą.
Pasterza i Jego owce łączy przymierze krwi. On jest tym przymierzem zobowiązany: nie porzuca swoich owiec, nie porzuci ich nigdy. Nawet gdy idą przez ciemną dolinę i nie widzą Go, nawet gdy zbłądzą, On zawsze jest z nimi. Czuwa nad nimi, z tego zdaje sprawę Ojcu. Jeśli owce Go słuchają, sprawia Mu to radość, jeśli nie, to ból.
Owce mają być Mu uległe, słuchać Go, iść za Nim, szukać Go. Ufać Mu nawet w ciemnej dolinie. Pozwalać się prowadzić, obdarować łaską, dobrem, pokojem. On je prowadzi, wymaga wysiłku i On daje pokrzepienie i wytchnienie. Pełne, do syta, po brzegi, przeobfite. Napełnia łaską i dobrem. Tak bardzo, że gdy idę z moim Pasterzem, Jego dobroć i łaska idą w ślad za mną, zostawiam je za sobą, sieję jak ziarno, dzielę się nimi. I z radością opowiadam to Jezusowi – jak uczniowie wracający do Niego ze swej misji. Zmęczeni, spragnieni wypoczynku, ale szczęśliwi.
To jest obraz naszego charyzmatu – Sycharu. Idziemy przez ciemną dolinę i niesiemy tam Jego łaskę i dobroć. Świadczymy o tym, że ona trwa przez wszystkie dni życia, że to jest droga do domu. Że zamieszkamy w domu Pana po najdłuższe czasy. W niebie.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 lut 2019, 14:13

https://brewiarz.pl/ii_19/1002/czyt.php3
Iz 6, 1-2a. 3-8
W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana zasiadającego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł.
I wołał jeden do drugiego: «Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały». Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem.
I powiedziałem: «Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!»
Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który szczypcami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: «Oto dotknęło to twoich warg, twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech».
I usłyszałem głos Pana mówiącego: «Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?» Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!»
Ps 138 (137), 1b-2a. 2b-3. 4-5. 7e-8
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, *
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów, *
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność Twoją, *
bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem, *
pomnożyłeś moc mojej duszy.
Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie, *
gdy usłyszą słowa ust Twoich.
I będą opiewać drogi Pana: *
«Zaprawdę, chwała Pana jest wielka!»
Wybawia mnie Twoja prawica. *
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki, *
nie porzucaj dzieła rąk swoich.
1 Kor 15, 1-11
Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którą przyjęliście i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam głosiłem. Bo inaczej na próżno byście uwierzyli.
Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.
Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną.
Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak uwierzyliście.
Łk 5, 1-11
Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.
Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.
A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.
Wszystkie czytania mówią o jednym – o powołaniu. Prosto, dosadnie, konkretnie.
Na początku stoję sam – poroniony płód. Istota powołana do życia, która przez grzech stała się martwa. I wtedy przychodzi Bóg – nie ja do Niego, lecz On do mnie. W tym blasku widzę, że jestem marny i niegodny. Mówię sobie: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Mówię Bogu: wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym. Nie składam przed Bogiem nic poza wyznaniem, że jestem prochem.
Bóg czyni kolejny krok: dotyka mnie. To dotknięcie żywego Boga unicestwia grzech. Zdejmuje lęk: nie bój się! Oto twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech.
Pan pyta: kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Ja jestem jedynie pustym naczyniem. Stoję przed Nim oczyszczony, ślepy, nagi i bezsilny. Jedynie jestem i słucham. Właśnie takiego pyta mnie o gotowość do drogi. Czeka na odpowiedź: oto ja, poślij mnie! Jedyne, co mam Mu do zaofiarowania, to ja sam. Nie przynoszę ze sobą nic. Nie zabieram w tę drogę nic własnego.
Zostawiam też mój własny plan na moje życie, swoją wiedzę, doświadczenie. Na to miejsce ma wejść Słowo. Całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Całe lata starałem się, jak mogłem, zrobiłem już chyba wszystko i wszystko się rozpadło – lecz na Twoje słowo, spróbuję jeszcze raz. Wypłynę na głębię i zarzucę sieci.
A On pomnaża moc mojej duszy. Pan za mnie wszystkiego dokona. Nie ja, lecz łaska Boże we mnie. Ze mną – bo konieczna jest moja zgoda, moja odpowiedź: oto ja, poślij mnie!
Tak zaczyna się droga. Przychodzi czas oglądania owoców i dziękczynienia: I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność Twoją, bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę. Powołanie jest obietnicą, jest w nim wywyższone Jego imię, wywyższone ponad wszystko. Nie jestem powołany do drobiazgu: Jego wezwanie jest ogromne, przewyższające mnie, jest na Jego miarę.
Ta Boża chwila powołania trwa. To nie jest fakt zamknięty w przeszłości lub w przyszłości. Po prostu jest. Wciąż staję przed Nim jako poroniony płód, wyznaję swoją marność, on wciąż dotyka moich warg żarem z ołtarza, wciąż pyta, kogo ma posłać, wciąż czeka na moją odpowiedź: oto ja, poślij mnie.
Kiedy znów dopadnie mnie zwątpienie, pytanie o sens wszystkiego wokół mnie, poczucie odrzucenia i ogołocenia za wszystkiego, co mi bliskie, świadomość własnej beznadziejności, to właśnie wtedy jest czas na dotknięcie przez żywego Boga i wyznanie Mu wszystkiego: oto ja. A Pan za mnie wszystkiego dokona.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 22 gości