Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 17 sty 2019, 18:44

https://brewiarz.pl/i_19/1701/czyt.php3
Hbr 3, 7-14
Bracia:
Postępujcie, jak mówi Duch Święty: «Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak podczas buntu, w dzień kuszenia na pustyni, gdzie kusili Mnie ojcowie wasi, wystawiając na próbę, chociaż widzieli dzieła moje przez lat czterdzieści. Rozgniewałem się przeto na to pokolenie i powiedziałem: Zawsze błądzą w sercu. Oni zaś nie poznali dróg moich, toteż przysiągłem w swym gniewie: Nie wejdą do mego odpoczynku».
Baczcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co zwie się «dziś», aby ktoś z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu.
Jesteśmy bowiem współuczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną.
Mk 1, 40-45
Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.
Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich».
Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
Scena z początku dzisiejszej Ewangelii jest cudowna w swej prostocie. Cierpiący człowiek przychodzi do Chrystusa z wiarą: jeśli chcesz, możesz mnie uleczyć, możesz zabrać moje cierpienie. A Jezus, zdjęty litością, wyciąga rękę, dotyka go i mówi do niego: Chcę, bądź uzdrowiony. I dzieje się cud uzdrowienia. Wiem, że to jest o mnie, że to się dzieje.
Dzieje się każdego dnia, póki trwa to, co zwie się „dziś”. Dzieje się, ale w Bożym czasie. Przyjęcie i dostrzeżenie tego wymaga ode mnie przejścia do Bożego czasu: do pełni czasu, która trwa. Do czasu nadziei, kiedy przeżywamy jej wypełnienie wierząc Słowu.
Natchniony autor Listu do Hebrajczyków przywołuje wędrówkę narodu wybranego przez pustynię i nawołuje do odniesienia jej do mojego życia.
Bóg przeprowadza mnie przez pustynię. Mówi mi, że to droga od niewoli do Ziemi Obiecanej. Ta droga jest trudna, bolesna, trwa długo, nie widać jej końca. Nadzieja brzmi tylko w Jego obietnicy, po ludzku jej nie widać. W tym czasie, który zdaje się rozciągać w nieskończoność, kiedy trwa to, co zwie się „dziś”, oszustwo grzechu sączy niewiarę i beznadzieję, rośnie pokusa zatwardziałości serca. Tego, że ono stwardnieje, stanie się zimne, że odstąpi od Boga żywego. Tego, że Jego nadzieja przestanie być żywa, że przygaśnie lub zgaśnie wiara w tę nadzieję.
Bóg mnie zachęca i mamy się zachęcać nawzajem, aby serce nie było przewrotne, lecz aby miało jeden kierunek, ku Bogu i Jego nadziei, żeby ta nadzieja była silna, żeby to ona nas wypełniała. Żebyśmy nie tylko od Boga nie odstępowali, lecz abyśmy mieli w Nim udział, byli współuczestnikami Chrystusa. Tak będzie, jeśli pierwotną nadzieję zachowamy do końca silną. To ona da nam uczestnictwo w Chrystusie, Jego żywą obecność w każdym i każdej z nas.
Ja przyszedłem do Chrystusa z raną w mojej miłości, w jednym ciele, jakie tworzymy z żoną. Wiem, że on zdjęty litością chce to ciało uzdrowić i tego cudu dokonuje: on się dzieje w Jego czasie. Moim zadaniem jest życie silną nadzieją, uczestnictwo w Nim, bo tylko w Nim ten cud może się dokonywać, może żyć. Już doświadczam niezwykłych przejawów Jego działania – odrodzenia mojej miłości do żony. Cała reszta także się dokonuje w Jego Słowie. Wierząc w nie już teraz mam w tym udział, choć wypełnienie nie dokonuje się w tym, co ja nazywam „dziś”.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 18 sty 2019, 20:21

https://brewiarz.pl/i_19/1801p/czyt.php3
Hbr 4, 1-5. 11
Bracia:
Lękajmy się, gdy jeszcze trwa obietnica wejścia do Bożego odpoczynku, aby ktoś z was nie mniemał, iż jest jej pozbawiony. Albowiem i my otrzymaliśmy dobrą nowinę, tak jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli.
Wchodzimy istotnie do odpoczynku my, którzy uwierzyliśmy, jak to Pan powiedział: «Toteż przysiągłem w swym gniewie: Nie wejdą do mego odpoczynku», aczkolwiek dzieła były dokonane od stworzenia świata. Powiedział bowiem Bóg na pewnym miejscu o siódmym dniu w ten sposób: «I odpoczął Bóg w siódmym dniu po wszystkich dziełach swoich». I znowu tamże: «Nie wejdą do mego odpoczynku».
Śpieszmy się więc wejść do owego odpoczynku, aby nikt nie poszedł za tym samym przykładem nieposłuszeństwa.
Mk 2, 1-12
Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu. Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy».
A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: «Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?»
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!»
On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: «Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego».
Czym jest Boży odpoczynek, a którym pisze autor Listu do Hebrajczyków? Jako odpowiedź oczywiście nasuwa się niebo, przebywanie z Nim po śmierci. Czy jednak do niej mamy się spieszyć? Czy Bóg w tym Słowie nadziei chce nas przekonać do tego, że aż do śmierci żadnego innego wytchnienia nie będzie? A jeśli to rzeczywiście chodzi o niebo, to czy Bóg nie obiecuje nam dotknięcia, posmakowania go już wcześniej? W łączności z Nim, we współuczestnictwie w Chrystusie? I we wspólnocie wiary?
Albowiem i my otrzymaliśmy dobrą nowinę, tak jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli. Nie mam jasności, kim są tu tamci, a kim my, ale fundamentalna rola wspólnoty wiary jest tu niezaprzeczalna. Słowo może pozostać bezowocne, jeśli będę próbował przyjmować je sam, bez wspólnoty, bez Kościoła – a może bez moich najbliższych? A jak pięknie zaowocowało połączenie przez wiarę w usłyszaną Dobrą Nowinę w przypadku paralityka i tych czterech osób, które go niosły! Jezus widział ich wiarę - całej piątki.
Wróćmy jednak do pytania o odpoczynek. Pomoc w zbliżeniu się do tej odpowiedzi widzę w Ewangelii. Scena z paralitykiem spuszczonym przez dach jest bardzo widowiskowa, doskonale zapada w pamięć. Podobnie jak zachowanie Jezusa w tym przypadku: najpierw „zamiast” uzdrowić chorego odpuszcza mu grzechy, a dopiero potem, w odpowiedzi na wątpliwości uczonych w Piśmie, przywraca mu fizyczną sprawność. W opisie św. Marka Jezus nie przewiduje wątpliwości tych osób; poznaje ich myśli wtedy, gdy one już nastąpiły. Jego decyzja o tym, żeby najpierw zająć się duszą chorego, a dopiero potem jego ciałem, nie była wyprzedzającą odpowiedzią na zarzuty. Jezus nie posłużył się cierpiącym człowiekiem, żeby zademonstrować swoją wielkość. To nie była zręczna manipulacja z Jego strony. On naprawdę odpowiedział najpierw na pilniejszą potrzebę tego człowieka, najpierw spełnił najgorętsze pragnienie jego serca. A potem dał mu jeszcze więcej, wywodząc dobro ze złych myśli innych ludzi.
Wygląda więc na to, że paralityk był ciężkim grzesznikiem. Jego przewiny były tak poważne, że sprawiały mu większy ból niż paraliż ciała. Jak grzeszył ktoś, kto nie mógł nawet ruszyć ręką ani nogą, tylko leżał wciąż bezwładnie? Wygląda na to, że nie potrafił przyjąć doświadczenia, które go spotkało. Odpowiadał na nie inaczej, niż Bóg od niego oczekiwał. Tak, że ranił się jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Może był niewdzięczny i opryskliwy dla tych, którzy się o niego troszczyli? Może złorzeczył Bogu? A może odrzucił nadzieję, że wejdzie do Bożego odpoczynku? Że Bóg da mu wytchnienie w jego cierpieniu? A zarazem miał sumienie tak wrażliwe, że te grzechy wciąż bolały, bardziej niż przykucie do noszy. Jego udręczona dusza nie była przeżarta złem, serce nie było zatwardziałe i zamknięte – Jezus widział, że jest gotów na przyjęcie łaski odpuszczenia grzechów, że ich żałuje i pragnie ich darowania. I że w przeciwieństwie do uczonych w Piśmie ma wiarę, że Jezus jest Bogiem i ma władzę odpuszczania grzechów.
Trwam w wierności i czystości. To zdaje się chronić mnie przed poważnymi występkami przeciw miłości - podobnie jak paraliż pozornie uniemożliwiał grzeszenie tamtemu człowiekowi. Tymczasem właśnie takie trwanie, w pewnym sensie nieruchome, jest ciężką próbą dla mojej nadziei. Bóg mnie przestrzega, wręcz wzywa do lęku przed tym zagrożeniem: lękajmy się, gdy jeszcze trwa obietnica wejścia do Bożego odpoczynku, aby ktoś z was nie mniemał, iż jest jej pozbawiony.
Sparaliżowany człowiek najpierw potrzebował uwolnienia od ciężaru grzechów, jakie popełnił w swym unieruchomieniu. Dopiero potem mógł przyjąć uzdrowienie ciała. A co by było, gdyby te dwa cudy nastąpiły w odwrotnej kolejności? Czy byłby gotów przyjąć odpuszczenie grzechów, czy pragnąłby tego z całej duszy, odzyskawszy właśnie władzę w rękach i nogach? Czy jego sumienie uniosłoby to doświadczenie, czy potrafiłby nadal tak żałować swej postawy w chorobie? Czy może utwierdziłby się w niej jeszcze bardziej? I wszedłby w dalsze życie już na własnych nogach, ale niosąc w sobie ten paraliż i zgorzknienie?
Dla mnie, modlącego się o ponowne połączenie z żoną, dzisiejsze czytania zwierają bardzo mocne przesłanie. Najpierw potrzebuję uzdrowienia duszy. Może cud zewnętrznego połączenia nie może przyjść wcześniej, bo jeszcze bardziej by nas poranił?

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 19 sty 2019, 9:52

https://brewiarz.pl/i_19/1901p/czyt.php3
Hbr 4, 12-16
Bracia:
Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by dla Niego było niewidzialne; przeciwnie, wszystko odkryte jest i odsłonięte przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.
Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz poddanego próbie pod każdym względem podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili.
Ps 19 (18), 8-9. 10 i 15
Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę, *
świadectwo Pana jest pewne, nierozważnego uczy mądrości.
Jego słuszne nakazy radują serce, *
jaśnieje przykazanie Pana i olśniewa oczy.
Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki, *
sądy Pana prawdziwe, wszystkie razem słuszne.
Niech znajdą uznanie przed Tobą †
słowa ust moich i myśli mego serca, *
Panie, moja Opoko i mój Zbawicielu.
Mk 2, 13-17
Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» Ten wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Wielu bowiem było tych, którzy szli za Nim. Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: «Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?»
Jezus, usłyszawszy to, rzekł do nich: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».
Słowo Boże ostrzejsze od miecza, przenikające tą ostrością duszę i ciało, rozdzielające je. Jak skalpel chirurga. Boleśnie, ale zarazem dzięki swej ostrości właśnie najmniej boleśnie, jak to możliwe. Precyzyjnie. Tak, by rana była jak najmniejsza. Cięcie niezbędne dla mojego zdrowia, może nawet życia. Ból, który jest darem. To ciekawe, że to Słowo przychodzi do mnie właśnie teraz, gdy powoli dochodzę do siebie po operacji.
Tę niezwykłą ostrość i skuteczność Słowa widzimy także w dzisiejszej Ewangelii. Jezus mówi do celnika „Pójdź za mną!”, a on po prostu idzie. On, który jest samym Słowem, przeniknął tego człowieka, widział dobro i zło w nim, rozdzielił je, wydobył to dobro, ożywił i napełnił Sobą. Dokonał chirurgicznej operacji w jego duszy. Wyciął to, co martwe i groźne, aby zdrowe ciało mogło rosnąć. Swoim Słowem, krótkim i ostrym. To początek długiej drogi zdrowienia.
Psalmista zwraca uwagę na inną stronę tego doświadczenia, spotkania ze Słowem. Radość i pokrzepienie. Nie tylko ból, nie zawsze cierpienie. Pokój płynący z pewności i niezmienności Słowa.
I modlitwa o to, by moje słowa, słowa ust moich i myśli mego serca, znalazły uznanie przed Nim. By nie były paplaniną. Żeby były skuteczne i ostre, a zarazem przynoszące radość i pokrzepienie. Żeby były prawdziwe, żeby były drogą ku prawdzie. Przede wszystkim o mnie samym.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 20 sty 2019, 23:48

https://brewiarz.pl/i_19/2001/czyt.php3
Iz 62, 1-5
Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jerozolimę nie spocznę, dopóki jej sprawiedliwość nie błyśnie jak zorza i zbawienie jej nie zapłonie jak pochodnia.
Wówczas narody ujrzą twą sprawiedliwość i chwałę twoją wszyscy królowie. I nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana określą.
Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga.
Nie będą więcej mówić o tobie «Porzucona», o krainie twej już nie powiedzą «Spustoszona». Raczej cię nazwą «Moje w niej upodobanie», a krainę twoją – «Poślubiona». Albowiem spodobałaś się Panu i twoja kraina otrzyma męża.
Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje.
1 Kor 12, 4-11
Bracia:
Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich.
Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania przez tego samego Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków.
Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.
J 2, 1-11
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina».
Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?»
Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».
Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.
Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi.
Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.
Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».
Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Miłość Boga jak miłość oblubieńcza. On kocha swój Kościół tak, jak oblubieniec oblubienicę. Jak mąż żonę. Ona Mu się spodobała, więcej, ma w niej upodobanie, umiłował ją i poślubił. W ten sposób Bóg mówi mi o Swojej miłości. Chce, żebym przez to porównanie zbliżył się do tajemnicy niepojętej miłości Boga. Chce, żebym ten odblask Jego miłości poczuł, żebym go doświadczył, żebym przez to lepiej uświadomił sobie Jego miłość. I żebym sam uczył się tak kochać. Chce być w mojej miłości, chce, żeby ta miłość była Jego. Moja miłość do żony. Bo to On w niej jest. Sprawca wszystkiego we wszystkich.
Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Udzielając każdemu tak, jak chce. A jak chce w moim przypadku? Do czego mnie powołuje? Jak poprowadzi moje powołanie?
Mówię Ci Panie - między mną a żoną stoi mur. I słyszę ten głos: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Tak, lecz co mówisz do mnie Panie dzisiaj?
Przez wzgląd na Ciebie Boże nie umilknę, przez wzgląd na moją żonę nie spocznę, dopóki jej sprawiedliwość nie błyśnie jak zorza i zbawienie jej nie zapłonie jak pochodnia. Będę zabiegać o to, żeby jej dobro rozkwitło i ujawniło się, o jej zbawienie.
Wówczas wszyscy ujrzą, żono moja, twoją dobroć i twoje piękno. I nazwą cię nowym imieniem, które usta Pana określą. Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga.
Nie będziemy oderwani od siebie nawzajem, nie będziemy cierpieć w samotności, nie będziemy się ranić i odwracać od siebie. Albowiem spodobało się Panu połączyć na świętym węzłem małżeńskim i jesteśmy mężem i żoną.
Bo jak młodzieniec poślubia dziewicę, tak Bóg poślubił swój Kościół, i jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg nami się raduje. Swoim Kościołem. Mną. Tobą. Nami razem.
Nie umilknę, nie spocznę, będę zabiegać. Wierzę w obietnicę, że rozradujemy się sobą, i nie wiem, jak ona się spełni. Że to wszystko, co już mi dałeś, to dopiero początek Twoich znaków, i chwała Twoja wciąż będzie się objawiać. Mam wierzyć Tobie i czynić wszystko, cokolwiek mi powiesz. Bo Ty Boże jesteś sprawcą wszystkiego we wszystkich – i udzielasz każdemu łaski tak, jak chcesz.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 21 sty 2019, 18:55

https://brewiarz.pl/i_19/2101/czyt.php3
Hbr 5, 1-10
Każdy arcykapłan, spomiędzy ludzi brany, dla ludzi jest ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć tym, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabości. I ze względu na nią powinien tak za lud, jak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. A nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron.
Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: «Ty jesteś moim Synem, Ja Cię dziś zrodziłem», jak i w innym miejscu: «Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka».
Z głośnym wołaniem i płaczem, za swych dni doczesnych, zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości.
I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają, nazwany przez Boga arcykapłanem na wzór Melchizedeka.
Mk 2, 18-22
Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Jezusa i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?»
Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć.
Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki przepadną. Raczej młode wino należy wlewać do nowych bukłaków».
Znów będzie o małżeństwie. I nie polega to na tym, że udało mi się wymyślić misterną konstrukcję łączącą te teksty z tematem, na którym jestem podobno – nie mi oceniać, czy naprawdę – zafiksowany. To było po prostu tak, że czytałem i od razu to tak trafiało do mnie. Jakby ktoś mnie chwycił za gardło. Brak tchu, łzy w oczach. To do mnie, to o mnie, Słowo znów sięga tam, gdzie nie ma żadnej osłony. Dotyka do żywego.
Powołanie to nie moja swobodna decyzja. Gdybym to ja sobie tylko sam wybierał, to by to nie było powołanie. A jest. A nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron. Powołanie, które mam, jest od Niego. Przyjęte, zaakceptowane przeze mnie, ale jest czymś więcej, niż moją decyzją.
Powołanie Chrystusa było największe i najpiękniejsze, jakie można sobie wyobrazić. Syn zrodzony z samego Boga. Arcykapłan na wieki. I zaprowadziło Go na Golgotę. Z głośnym wołaniem i płaczem, za swych dni doczesnych, zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał.
Moje powołanie nie jest tak niezwykłe ani wielkie. Ono jest na moją miarę. Największe i najpiękniejsze, jakie byłbym zdolny podjąć. Bóg nie powołuje mnie do życia na kilka procent lub na przysłowiowe pół gwizdka. Na 100% pod każdym względem. Piękna, radości, szczęścia i ciężaru, jaki potrafię unieść. Unieść z Nim.
Zaprowadził mnie do cienistej doliny. Z głośnym wołaniem i płaczem, za moich dni doczesnych, zanoszę gorące prośby i błagania do Tego, który może mnie wybawić od samotności. I zostanę wysłuchany, jeśli zdam się na Jego wolę. Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie! (Mt 26, 39) I choć jestem Jego ukochanym dzieckiem, uczę się posłuszeństwa w doświadczanym bólu.
Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Teraz „zabrali” moją oblubienicę. A ja nie jestem jedynie jednym z gości weselnych. To było moje wesele. Myślałem, że będzie trwać całe życie. A stało się inaczej.
Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,
czas zabijania i czas leczenia,
czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania,
czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich,
czas szukania i czas tracenia,
czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania,
czas milczenia i czas mówienia,
czas miłowania i czas nienawiści,
czas wojny i czas pokoju. (Koh 3, 2-8)
A gdy ten czas minie, przyjdzie nowy. Stary już nie wróci i obym nie próbował wlać nowego wina do starych bukłaków. Bo wino się wyleje i bukłaki przepadną.
Nie wiem, Boże, dokąd mnie teraz prowadzisz, jaka droga mnie czeka. Mogę się tylko na nią zgodzić i starać się iść tam, gdzie Ty mnie wzywasz, a nie tam gdzie mi się coś wydaje.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 22 sty 2019, 23:06

https://brewiarz.pl/i_19/2201p/czyt.php3
Hbr 6, 10-20
Bracia:
Nie jest Bóg niesprawiedliwy, aby zapomniał o czynie waszym i miłości, którą okazaliście dla imienia Jego, gdy usługiwaliście świętym i jeszcze usługujecie. Pragniemy zaś, by każdy z was okazywał tę samą gorliwość w doskonaleniu nadziei aż do końca, abyście nie stali się ospałymi, ale naśladowali tych, którzy przez wiarę i cierpliwość stają się dziedzicami obietnic.
Albowiem gdy Bóg Abrahamowi uczynił obietnicę, nie mając nikogo większego, na kogo mógłby przysiąc, poprzysiągł na samego siebie, mówiąc: «Zaiste, hojnie cię pobłogosławię i ponad miarę rozmnożę». A ponieważ Abraham tak cierpliwie oczekiwał, otrzymał to, co było obiecane. Ludzie przysięgają na kogoś wyższego, a przysięga dla stwierdzenia prawdy jest zakończeniem każdego sporu między nimi.
Dlatego Bóg, pragnąc okazać dziedzicom obietnicy ponad wszelką miarę niezmienność swego postanowienia, wzmocnił je przysięgą, abyśmy przez dwie rzeczy niezmienne, co do których niemożliwe jest, by skłamał Bóg, mieli trwałą pociechę, my, którzy uciekliśmy się do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jak bezpiecznej i silnej dla duszy kotwicy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus jako poprzednik wszedł za nas, stawszy się arcykapłanem na wieki na wzór Melchizedeka.
Mk 2, 23-28
Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?»
On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom».
I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu».
To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Szabat, prawo, dekalog, nauczanie Kościoła. Nierozerwalność małżeństwa. Wola Boża, które często wydaje mi się trudna do udźwignięcia, zdaje się być brzemieniem nie do uniesienia i zarazem zbędnym, nieludzkim. A Jezus mówi, że to jest dla mnie. Że to nie ja jestem poddany prawu, lecz otrzymałem prawo w darze, bo tego potrzebuję. Bóg nie igra ze mną, nie ustala bezdusznych reguł dla abstrakcyjnej spójności doktryny czy wedle swojego kaprysu. On po prostu wie, co jest dla mnie dobre, czego potrzebuję, a sam mógłbym nie dostrzec. I daje mi to w darze. Tę trudną i zarazem najlepszą dla mnie drogę.
Bo On cały ten świat stworzył dla mnie. Dla mojego dobra, dla mojego zbawienia, dla mojego szczęścia. Oczywiście, że nie tylko dla mnie – ale to wszystko jest stworzone tak, że dla mnie nie mogłoby być lepsze. On stworzył i zbawił świat ze względu na mnie – w takim stopniu, jak ze względu na kogokolwiek innego lub wszystkich razem. On mi złożył obietnicę hojnego błogosławieństwa i wzmocnił ją obietnicą złożoną w Jego imię, z wezwaniem Jego imienia w mocy Ducha Świętego w świętym znaku Jego sakramentu. Nie jest Bóg niesprawiedliwy, aby zapomniał o czynie moim i miłości, którą okazałem dla imienia Jego, gdy kochałem moją żonę i nadal ją kocham. Obym okazywał tę samą gorliwość w doskonaleniu nadziei aż do końca.
Ja i Bóg. Jego miłość do mnie i Jego obietnica, spleciona z moją obietnicą i jej obietnicą, uświęconymi Jego działaniem i błogosławieństwem. Dlatego Bóg, pragnąc okazać dziedzicom obietnicy ponad wszelką miarę niezmienność swego postanowienia, wzmocnił je przysięgą, abyśmy przez dwie rzeczy niezmienne, co do których niemożliwe jest, by skłamał Bóg, mieli trwałą pociechę, my, którzy uciekliśmy się do uchwycenia zaofiarowanej nadziei. Trzymajmy się jej jak bezpiecznej i silnej dla duszy kotwicy, która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus jako poprzednik wszedł za nas.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 23 sty 2019, 23:52

Dziś w liturgii wybrzmiał ponownie ten sam tekst ewangeliczny,
https://brewiarz.pl/i_19/2301p/czyt.php3
który był czytany 18 stycznia 2018 r. Wtedy był on dla mnie przełomem:
viewtopic.php?f=16&t=648&start=15
Dziś widzę bardzo wyraźnie, że tamto uzdrowienie uschłego serca nie było ułudą chwili. Mogę tylko powtórzyć pełnym głosem: chwała Panu!

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 24 sty 2019, 21:32

https://brewiarz.pl/i_19/2401p/czyt.php3
Hbr 7, 25 – 8, 6
Bracia:
Jezus może całkowicie zbawiać na wieki tych, którzy przez Niego przystępują do Boga, bo wciąż żyje, aby się wstawiać za nimi.
Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest zobowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie. Prawo bowiem ustanawiało arcykapłanami ludzi obciążonych słabością, słowo zaś przysięgi, złożonej po nadaniu Prawa, ustanawia arcykapłanem Syna doskonałego na wieki.
Sedno zaś wywodów stanowi prawda: takiego mamy arcykapłana, który zasiadł po prawicy tronu Majestatu w niebiosach, jako sługa świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka.
Każdy bowiem arcykapłan ustanawiany jest do składania darów i ofiar, przeto trzeba, aby Ten także miał coś, co by ofiarował. Gdyby więc był na ziemi, to nawet nie byłby kapłanem, gdyż są tu inni, którzy składają ofiary według postanowień Prawa. Usługują oni obrazowi i cieniowi rzeczywistości niebieskich. Gdy bowiem Mojżesz miał zbudować przybytek, został w ten sposób pouczony przez Boga: «Bacz, abyś uczynił wszystko według wzoru, jaki ci został ukazany na górze».
Teraz zaś Chrystus otrzymał w udziale o tyle wznioślejszą służbę, o ile też stał się pośrednikiem lepszego przymierza, które oparte zostało na lepszych obietnicach.
Ps 40 (39), 7-8a. 8b-10. 17
Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi, *
lecz otwarłeś mi uszy;
nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy. *
Wtedy powiedziałem: «Oto przychodzę.
W zwoju księgi jest o mnie napisane: †
Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże, *
a Twoje Prawo mieszka w moim sercu».
Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu †
i nie powściągałem warg moich, *
o czym Ty wiesz, Panie.
Niech się radują i weselą w Tobie *
wszyscy, którzy Ciebie szukają,
a ci, którzy pragną Twojej pomocy, *
niech zawsze mówią: «Pan jest wielki».
Mk 3, 7-12
Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano.
Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.
Ludzie tłoczyli się wokół Jezusa, z determinacją dążyli do dotknięcia Go, bo uzdrawiał ciało. A przecież On uzdrawia przede wszystkim duszę. Każdą, która Go dotknie. Wszystko, co materialne, łącznie z moim ciałem, jest tylko obrazem i cieniem rzeczywistości niebieskich. Wszystko to, co mogę osiągnąć sam, jest jakimś pozorem. Zaczyna być rzeczywiste na tyle, na ile On ma w tym udział, na ile On to buduje. Prawdziwy jest ten przybytek, który On buduje, a nie ten, który wznosi człowiek; ten, który budowany jest tam, a nie ten, który materializuje się tutaj. Ten ziemski ma znaczenie o tyle, o ile jest obrazem i cieniem tamtego.
Może ta metafora cienia i obrazu jest zbyt jednostronna? Gromadźcie sobie skarby w niebie (Mt 6, 20) – już będąc tu, będąc człowiekiem, w tymczasowości i cielesności, mogę gromadzić tam – i to skarby. Mogę tam budować. Mogę tu tworzyć dobry cień, a Bóg do tego dobudowuje ten prawdziwy przybytek. Jeśli buduję go zgodnie z Jego planem, Jego projektem. W zwoju księgi jest o mnie napisane: radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże, a Twoje Prawo mieszka w moim sercu. Ten plan jest zapisany we mnie. Jego realizacja przynosi mi radość, spełnienie, na tej drodze staję się sobą.
Jego Prawo, Jego Słowo mieszka w moim sercu. Ludzie cisnęli się żeby Go dotknąć. Ja też chcę Go dotknąć, tak bardzo potrzebuję uzdrowienia. Moja dusza jest chora i spragniona, a tylko w Nim znajdzie ukojenie. Jak do Niego przylgnąć? On odsuwa się delikatnie ode mnie, odbija łódką od brzegu, żebym Go lepiej słyszał. Wprowadza mnie na moją pustynię, ogałaca, pozbawia na chwilę tej obfitości łask, którą mnie obdarzał ponad wszelką miarę. I mówi mi, że już mieszka w moim sercu. Tam, ma jego dnie, mam Go szukać, tam mogę go dotknąć i doznać uzdrowienia.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 25 sty 2019, 21:21

https://brewiarz.pl/i_19/2501p/czyt.php3
Dz 22, 3-16
Paweł powiedział do ludu:
«Ja jestem Żydem, urodzonym w Tarsie w Cylicji. Wychowałem się jednak w tym mieście, u stóp Gamaliela otrzymałem staranne wykształcenie w Prawie ojczystym. Gorliwie służyłem Bogu, jak wy wszyscy dzisiaj służycie. Prześladowałem tę drogę, głosując nawet za karą śmierci, wiążąc i wtrącając do więzienia mężczyzn i kobiety, co może poświadczyć zarówno arcykapłan, jak cała starszyzna. Od nich otrzymałem też listy do braci i udałem się do Damaszku z zamiarem uwięzienia tych, którzy tam byli, i przyprowadzenia do Jerozolimy dla wymierzenia kary.
W drodze, gdy zbliżałem się do Damaszku, nagle około południa otoczyła mnie wielka jasność z nieba. Upadłem na ziemię i posłyszałem głos, który mówił do mnie: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”
Odpowiedziałem: „Kto jesteś, Panie?”
Rzekł do mnie: „Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz”.
Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli.
Powiedziałem więc: „Co mam czynić, Panie?”
A Pan powiedział do mnie: „Wstań, idź do Damaszku, tam ci powiedzą wszystko, co masz czynić”.
Ponieważ zaniewidziałem od blasku owego światła, przyszedłem do Damaszku prowadzony za rękę przez moich towarzyszy.
Niejaki Ananiasz, człowiek przestrzegający wiernie Prawa, o którym wszyscy tamtejsi Żydzi wydawali dobre świadectwo, przyszedł, przystąpił do mnie i powiedział: „Szawle, bracie, przejrzyj!” W tejże chwili spojrzałem na niego.
On zaś powiedział: „Bóg naszych ojców wybrał cię, abyś poznał Jego wolę i ujrzał Sprawiedliwego, i Jego własny głos usłyszał. Bo wobec wszystkich ludzi będziesz świadczył o tym, co widziałeś i słyszałeś. Dlaczego teraz zwlekasz? Ochrzcij się i obmyj z twoich grzechów, wzywając Jego imienia!”»
Ps 117 (116), 1-2
Chwalcie Pana, wszystkie narody, *
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo potężna nad nami Jego łaska, *
a wierność Pana trwa na wieki.
J 15, 16
Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem,
abyście szli i owoc przynosili.
Mk 16, 15-18
Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich:
«Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.
Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie».
Nie ja Ciebie Panie wybrałem, lecz Ty mnie – abym szedł i przynosił owoc. Abym uwierzył, abym był znakiem Twojej obecności i miłości. Nie wyrzucam złych duchów, nie bawię się jadowitymi wężami, nie próbuję na sobie mocy trucizny. Nie uzdrawiam. Czy uwierzyłem? A może tylko mi się wydaje, że idę we właściwym kierunku? Jak Szaweł zmierzający do Damaszku, gorliwy obrońca prawej wiary, zwalczający to, co wedle niego było złem. A było samym dobrem.
Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli (Dz 22, 9). Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo (Dz 9, 7). Zdaje mi się, że widzę światło, zdaje mi się, że słyszę głos. Może jedno jest prawdziwe? Może żadne? Może jedno i drugie? A może On sam stoi przede mną i pyta: dlaczego mnie prześladujesz? Dlaczego mnie porzucasz? Dlaczego mnie przeinaczasz, opowiadasz o mnie nieprawdę?
Kto jesteś Panie? Jak Cię odnaleźć, iść za Tobą? Niech mnie ktoś weźmie za rękę i poprowadzi do mojego Damaszku, na spotkanie z moim Ananiaszem. Niech mnie prowadzi Twa potężna łaska, Twoja niezłomna wierność. Tak wiele mi się wydaje, że wiem, że wierzę, że dobrze postępuję. A tylko Ty wiesz, ile w tym prawdy. I wreszcie zostaje mi Panie to jedno, że po prostu chcę spotkać Ciebie na mojej drodze. Wrócić do domu, do siebie. Bo to Ty mnie wybrałeś, wpisałeś we mnie to miejsce spotkania. I tam na mnie czekasz.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 26 sty 2019, 10:10

https://brewiarz.pl/i_19/2601p/czyt.php3
2 Tm 1, 1-8
Paweł, z woli Boga apostoł Chrystusa Jezusa, posłany dla głoszenia życia obiecanego w Chrystusie Jezusie, do Tymoteusza, swego umiłowanego dziecka. Łaska, miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana.
Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy zachowuję nieprzerwaną pamięć o tobie w moich modlitwach. W nocy i we dnie pragnę cię zobaczyć, pomny na twoje łzy, by napełniła mnie radość na wspomnienie wiary bez obłudy, jaka jest w tobie; ona to zamieszkała pierwej w twej babce Lois i w twej matce Eunice, a pewien jestem, że mieszka i w tobie.
Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa naszego Pana ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga.
Łk 10, 1-9
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.
Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was.
W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę.
Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”».
Jezus w wielu przypowieściach przybliżał nam królestwo Boże. Pomagał zrozumieć, że to jest po prostu On. Że to On się przybliża, podchodzi do człowieka jak najbliżej, żeby się z nim spotkać, nawiązać więź. Relację między osobami.
Nie wiem, w jaki sposób Jezus przekazywał uczniom charyzmat apostolski, jaki temu towarzyszył znak. Po Jego zmartwychwstaniu jednym z najważniejszych znaków, ściśle związanym z wylaniem Ducha Świętego, było nałożenie rąk. Właśnie tak, od Boga za pośrednictwem św. Pawła, otrzymał swój charyzmat Tymoteusz. Św. Paweł spotkał Jezusa, widział Go i słyszał Jego głos. Potem poszedł za wezwaniem tego głosu, za swoim powołaniem, i otrzymał sakramenty za pośrednictwem Ananiasza, jednego z uczniów, też tak przyjętego wcześniej przez innych, a może przez któregoś z Apostołów.
Tymoteusz był biskupem. On też nakładał ręce i przekazywał Boży charyzmat dalej. Kolejnym biskupom. Aż do tego, który w sakramencie bierzmowania nałożył ręce na mnie. Tak przyszły od Jezusa do mnie inne sakramenty. Tak zostałem ochrzczony – namaszczony Duchem Świętym. Ten sam Duch Święty obecny w Kościele został nam udzielony w sakramencie małżeństwa. Tak, mocą tej samej ciągłości, tej relacji między osobami i świętego znaku, Jezus przychodzi do mnie w Swoim Ciele i Krwi. Sukcesja apostolska.
Niesamowite jest to, że w ten sposób przekazywana jest relacja między osobami. Jezus to nie światopogląd, system zasad, intelektualne przesłanie, piękna idea. Jezus to osoba. Przyszedł na świat, aby nawiązać z człowiekiem najbliższą relację. Żeby być dzieckiem, urodzić się, ssać pierś matki. Być przytulonym. Żeby wziąć na ręce dziecko i mu błogosławić. Żeby umyć apostołom nogi. Żeby ukochany uczeń mógł spoczywać na Jego piersi w czasie ostatniej wieczerzy. Żeby przekazać królestwo Boże w tej więzi, w tej bliskości. Żeby tak przekazać Siebie. Po to, żeby On dalej był tak przekazywany.
Św. Paweł najpierw poznał babkę i matkę Tymoteusza. Potem jego samego. Nałożył na niego ręce. Tak przekazał mu Boży charyzmat. Tymoteusz stał się dla niego umiłowanym dzieckiem. Stale się za niego modli. W nocy i we dnie pragnie go zobaczyć. Radować się jego nieobłudną wiarą. Ta więź między nimi płynie z Bożego charyzmatu. Z daru Ducha Świętego, z obecności Jezusa. To Bóg stoi między nimi i dlatego są połączeni. Nie rozdziela, nie napawa bojaźnią. Duch mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. A więź między nimi nie oddziela ich od Boga, lecz do Niego prowadzi, z Nim łączy.
Sakrament małżeństwa. Udzielamy go sobie sami, ale w Kościele i jego mocą, czerpiąc z daru sukcesji apostolskiej. Stuła kapłana oplata nasze splecione dłonie. Wypowiadamy słowa, które są znakiem. Dopełniamy tej więzi pragnąc połączyć się w jedno ciało, idąc za tym pragnieniem. Otrzymujemy niezniszczalny charyzmat. Przekazywany nam przez Ducha i przez ciało, przez znaki przekazywane od osoby do osoby. Obecność samego Boga. On jest między nami, w naszej więzi, on czyni ją nierozerwalną. Charyzmat może przygasnąć. I można rozpalić go na nowo. Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia. A królestwo Boże jest blisko, wciąż się przybliża. Głośmy to, przypominajmy, także sobie. Nie wstydźmy się zatem świadectwa naszego Pana, lecz weźmy udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 27 sty 2019, 13:49

https://brewiarz.pl/i_19/2701/czyt.php3
Ne 8, 2-4a. 5-6. 8-10
Kapłan Ezdrasz przyniósł Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać. I czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy mogli rozumieć; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa.
Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu. Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu – znajdował się bowiem wyżej niż cały lud; a gdy ją otworzył, cały lud powstał. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud, podniósłszy ręce, odpowiedział: «Amen! Amen!» Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi.
Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie. Wtedy Nehemiasz, to jest namiestnik, oraz kapłan-pisarz Ezdrasz, jak i lewici, którzy pouczali lud, rzekli do całego ludu: «Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie!» Cały lud bowiem płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa. I rzekł im Nehemiasz: «Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie słodkie napoje, poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Bogu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją».
Ps 19 (18), 8-9. 10 i 15
Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę, *
świadectwo Pana jest pewne, nierozważnego uczy mądrości.
Jego słuszne nakazy radują serce, *
jaśnieje przykazanie Pana i olśniewa oczy.
Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki, *
sądy Pana prawdziwe, wszystkie razem słuszne.
Niech znajdą uznanie przed Tobą †
słowa ust moich i myśli mego serca, *
Panie, moja Opoko i mój Zbawicielu.
1 Kor 12, 12-30
Bracia:
Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscy też zostaliśmy napojeni jednym Duchem. Ciało bowiem to nie jeden członek, lecz liczne członki. Jeśliby noga powiedziała: «Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała» – czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Lub jeśliby ucho powiedziało: «Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała» – czyż nie należałoby do ciała? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie?
Lecz Bóg, tak jak chciał, stworzył różne członki, rozmieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem są wprawdzie liczne członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzebna», albo głowa nogom: «Nie potrzebuję was».
Raczej nawet niezbędne bywają dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, gdyż wobec tych, które nie należą do wstydliwych, nie istnieje taka potrzeba. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie powstało rozdwojenie w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współradują się wszystkie członki.
Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami. I tak ustanowił Bóg w Kościele naprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają moc czynienia cudów, potem tych, którzy uzdrawiają, którzy wspierają pomocą, którzy rządzą, którzy przemawiają rozmaitymi językami. Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają moc czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy mówią językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?
Łk 1, 1-4; 4, 14-21
Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.
W owym czasie:
Powrócił Jezus mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich.
Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać.
Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: «Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana».
Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione.
Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście».
Dzisiejsza Ewangelia została złożona z dwóch dość odległych od siebie ustępów: prologu i fragmentu czwartego rozdziału. Ten ostatni był czytany podczas liturgii niedawno, w czwartek 10 stycznia
https://www.kryzys.org/viewtopic.php?f ... start=390
Spojrzenie na tekst pomiędzy nimi jest ważne szczególnie ze względu na pierwsze zdanie mówiące o rozpoczęciu nauczania przez Jezusa. Chodzi o to, że powrócił On do Galilei „mocą Ducha”. To dość zagadkowe sformułowanie staje się jasne, gdy za autorem natchnionym połączymy je z poprzednimi wydarzeniami:
Łk 3, 21-22: Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego.
4, 1-2: Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła.
4, 14: Powrócił Jezus mocą Ducha do Galilei...

W tym miejscu konieczna wydaje mi się mała dygresja. Czytania mszalne podaję tu według lekcjonarza za dominikańskim portalem
https://brewiarz.pl/index.php3
Natomiast cytaty z innych miejsc za internetowym wydaniem Biblii Tysiąclecia, przygotowanym przez Wydawnitcwo Pallotinum
http://biblia.deon.pl/menu.php?st_id=1 , udostępnionym w sieci przez Jezuicki portal deon.pl. Biblia Tysiąclecia jest oficjalnym tekstem Kościoła w Polsce zatwierdzonym do stosowania w liturgii. Wydanie internetowe, choć pochodzi z 2003 r., powtarza tekst papierowego wydania czwartego z 1990 r. Natomiast lekcjonarz od 2016 r. ma za podstawę wydanie piąte, z 1999 r. Nie są to więc te same teksty i często zdarzają się między nimi różnice. Dotyczy to także ostatniego z cytowanych zdań. W starszym przekładzie brzmiało ono tak:
...powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei...
A w nowszym tak:
...powrócił Jezus mocą Ducha do Galilei...
Przepraszam za tę niekonsekwencję w przytaczaniu tekstu Pisma Świętego. Na razie nie obiecuję poprawy. Kolacjonowanie (dokładne porównanie dwóch wersji jednego tekstu) wersji online z nowszą edycją papierową lub odręczne przepisywanie odpowiednich fragmentów byłoby zbyt czasochłonne, a ja i tak ledwie wiążę koniec z końcem.

Wróćmy do dzisiejszych czytań. Duch Święty w chrzcie zstąpił na Jezusa, wypełniał Go podczas kuszenia na pustyni i poprowadził z powrotem do ojczystej ziemi. Mocą tegoż Ducha, otrzymanego na chrzcie, Jezus głosił Słowo i uzdrawiał. Było to Słowo z mocą, pełne Ducha, nie pozostawiało słuchaczy obojętnymi. Oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione.
Jezus odczytał słowa Starego Testamentu, Słowa natchnione, w których był obecny Duch Boży. Ezdrasz otworzył księgę na oczach całego ludu i błogosławił Pana, a cały lud, podniósłszy ręce, odpowiedział: «Amen! Amen!» Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi. Cały lud płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa.
Przyjęcie Słowa ma konsekwencje. Słuchający stają się wspólnotą. Razem wielbią Boga, razem płaczą, razem świętują. Dzielą się tym, co mają najlepszego. Razem mają się radować, gdyż radość w Panu jest ich ostoją. Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę, Jego słuszne nakazy radują serce. Słowo Pana daje moc i radość. I nie pozwala na to, by zatrzymać je tylko dla siebie. Niech znajdą uznanie przed Tobą słowa ust moich i myśli mego serca, Panie, moja Opoko i mój Zbawicielu. Słowo idzie dalej, a z nim Jego moc. Dalej rośnie wspólnota.
Chrystus, jest Słowem, które stało się ciałem. On też przychodząc buduje wspólnotę, ale o jedności nieznanej wcześniej. Ona staje się jednym ciałem. Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało. Wylanie na nas w sakramencie Ducha Świętego sprawia, że stajemy się jednym ciałem. Więcej: częścią Kościoła, który jest Jego ciałem - jesteśmy Ciałem Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami! Stajemy naocznymi świadkami żywego Boga i sługami słowa, jak św. Łukasz głosimy Ewangelię. Otrzymujemy w Kościele różne dary Ducha Świętego. Jak bardzo są zakorzenione w Słowie: apostolstwo, proroctwo, nauczanie, języki, ich tłumaczenie. A czy czynienie cudów, w tym uzdrawianie, dokonuje się bez udziału Słowa?
W jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało. W jednym Duchu przyjęliśmy sakrament małżeństwa, aby stanowić jedno ciało. Ta jedność jest nam dana, aby przybliżyć się do tajemnicy jedności Chrystusa i Kościoła, a miłość Boża jest dla nas wzorem, jak my mamy kochać współmałżonka. Spójrzmy na owoce Ducha z drugiego czytania z perspektywy małżeństwa, szczególnie tego przeżywającego kryzys.
Jeśliby jeden ze współmałżonków powiedział: „nie chcę mieć już z Tobą nic wspólnego, odtąd jesteśmy tylko osobno ja i ty, a nie ma żadnego my” – czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała? Tymczasem są wprawdzie dwoje, ale jedno ciało. Nie może więc mąż powiedzieć żonie: «Nie jesteś mi potrzebna», albo żona mężowi: «Nie potrzebuję Cię». Raczej nawet niezbędne bywają dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze – ten kryzys jest po coś, Bóg stawia na naszej drodze do zbawienia krzywdzącego nas współmałżonka, bo to jest dla nas potrzebne, wręcz niezbędne; a te członki, które nie postępują w sposób godny szacunku, tym większą obdarzamy miłością. Tak przeto szczególnie się troszczymy o dobro wstydliwych członków ciała, grzesznych, gdyż wobec tych, które nie należą do wstydliwych, nie istnieje taka potrzeba. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, nasze małżeństwo, że zyskały więcej szacunku i miłości członki z racji swego postępowania mało godne czci, by nie powstało rozdwojenie w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden małżonek, współcierpi też drugi; podobnie gdy jednemu małżonkowi okazywane jest poszanowanie, współraduje się z nim też ten drugi.
A taka miłość do współmałżonka, cierpienie, gdy on cierpi, i radość z jego radości, to droga do tego, by tak miłować nie tylko żonę, lecz każdego bliźniego.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 29 sty 2019, 0:03

https://brewiarz.pl/i_19/2801p/czyt.php3
Hbr 9, 15. 24-28
Bracia:
Chrystus jest pośrednikiem Nowego Przymierza, ażeby przez śmierć, poniesioną dla odkupienia przestępstw popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są wezwani do wiecznego dziedzictwa, dostąpili spełnienia obietnicy.
Chrystus bowiem wszedł nie do świątyni zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej świątyni, ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga, ani nie po to, aby się wielekroć sam miał ofiarować, jak arcykapłan, który co roku wchodzi do świątyni z krwią cudzą, gdyż w takim przypadku musiałby cierpieć wiele razy od stworzenia świata. A tymczasem raz jeden ukazał się teraz na końcu wieków, aby zgładzić grzech przez ofiarę z samego siebie.
A jak postanowione ludziom raz umrzeć, potem zaś sąd, tak Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy Go oczekują.
Mk 3, 22-30
Uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili o Jezusie: «Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy».
Wtedy Jezus przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».
Dziś mam tylko krótką refleksję i w zasadzie do jednego słowa: teraz. A tymczasem raz jeden ukazał się teraz na końcu wieków, aby zgładzić grzech przez ofiarę z samego siebie. Koniec wieków jest teraz. Pełnia czasu nastąpiła wraz z Jego przyjściem i trwa. My żyjemy w czasie odmierzanym rytmem przyrody, tej wokół nas i tej zapisanej w naszym ciele, ale jest też inny, ważniejszy czas. W tamtym właśnie trwa moc Jego łaski. Nie widać jej, można jej nie zauważyć, można nawet zaprzeczyć samej jej istocie i nazwać źródło wszelkiej dobroci źródłem zła, Ducha Świętego Belzebubem, ale to jest wielkie kłamstwo. My uczniowie Chrystusa, jesteśmy zobowiązani do dostrzegania tej łaski, do sięgania po nią. Po świadome życie w pełni czasu, na końcu wieków. Do świadomego odróżniania tego czasu od naszych minut i lat oraz do właściwej ich hierarchii. Najpierw czas Boga, potem nasz. Takie spojrzenie na nasz czas przynosi pokój.
Tak się złożyło, że to rozważanie napisałem chyba dwa tygodnie temu. Pomyliłem daty w brewiarzu online.
Dziś zdarzyło się między mną a moją żoną coś, co może być punktem zwrotnym lub nieistotnym szczegółem. Jeszcze tego nie wiem. Czas pokaże. Boży czas przyniesie odpowiedź pełną łaski. Przynosi ją już teraz, tylko ja jeszcze nie wiem, ile to Boże "teraz" potrwa naszych miarach. A i tak czuję pokój. Nie euforię, nie gonitwę myśli, nie niepokój o rozczarowanie, tylko właśnie pełen pogody pokój.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 29 sty 2019, 9:16

https://brewiarz.pl/i_19/2901p/czyt.php3
Hbr 10, 1-10
Bracia:
Prawo, posiadając tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy, przez te same ofiary, corocznie ciągle składane, nie może nigdy udoskonalić tych, którzy przystępują do Boga. Czyż bowiem nie przestano by ich składać, gdyby składający je, raz na zawsze oczyszczeni, nie mieli już żadnej świadomości grzechów? Ale przez nie każdego roku następuje przypomnienie grzechów. Niemożliwe jest bowiem, aby krew cielców i kozłów usuwała grzechy.
Przeto Chrystus, przychodząc na świat, mówi: «Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę – w zwoju księgi napisano o Mnie – aby spełnić wolę Twoją, Boże».
Wyżej powiedział: «Ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzech nie chciałeś i nie podobały się Tobie», choć składane są zgodnie z Prawem. Następnie powiedział: «Oto idę, aby spełnić wolę Twoją». Usuwa jedną ofiarę, aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.
Ps 40 (39), 2ab i 4ab. 7-8a. 10. 11
Z nadzieją czekałem na Pana, *
a On pochylił się nade mną.
Włożył mi w usta pieśń nową, *
śpiew dla naszego Boga.
Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi, *
lecz otwarłeś mi uszy;
nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy. *
Wtedy powiedziałem: «Oto przychodzę».
Głosiłem Twą sprawiedliwość *
w wielkim zgromadzeniu
i nie powściągałem warg moich, *
o czym Ty wiesz, Panie.
Sprawiedliwości Twej nie kryłem w głębi serca, *
głosiłem Twoją wierność i pomoc.
Nie taiłem Twojej łaski ani Twej wierności *
przed wielkim zgromadzeniem.
Mk 3, 31-35
Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać.
A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie».
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?»
I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką».
Natchniony autor Listu do Hebrajczyków cytuje Psalm 40, śpiewany również podczas dzisiejszej liturgii, ale ze znamienną korektą. Zamiast frazy „nie chciałeś ofiary [...], lecz otwarłeś mi uszy” widzimy „ofiary [...] nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało”. To zdaje się lepiej nawiązywać do dalszej części, do obrazu słów odczytywanych z księgi i gotowości do ich wypełnienia: oto przychodzę. Wzbogacona wersja, mówiąca o utworzeniu ciała, przywołuje natomiast wersety z Psalmu 139:
13 Ty bowiem utworzyłeś moje nerki,
Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.
14 Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I dobrze znasz moją duszę,
15 nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.
16 Oczy Twoje widziały me czyny
i wszystkie są spisane w Twej księdze;
dni określone zostały,
chociaż żaden z nich [jeszcze] nie nastał.
Tu także jest mowa o zapisaniu życia człowieka w księdze – i to zanim ono jeszcze nastało. Co więcej, te fakty – stworzenie przez Boga i Jego plan względem człowieka – zostały ze sobą połączone w ciąg przyczynowo-skutkowy. Bóg po to utworzył człowieka, jego ciało, po to dał mu życie w ciele, aby ten wypełnił Jego plan. Autor Listu do Hebrajczyków, dokonując subtelnej kompilacji dwóch psalmów, uzupełnia tę treść o dalszą. Oto Bóg nie po to daje mi życie w ciele, abym składał ofiarę za grzechy, lecz po to, żebym wypełnił Jego plan. Żebym go usłyszał i poszedł zanim. Żebym powiedział: oto przychodzę, oto idę aby spełnić wolę Twoją, Boże. Wolę zapisaną w zwoju księgi, zanim zostałem powołany do życia. Z obu psalmów wyłania się coś jeszcze. Oto człowiek wypowiada zachwyt. Zdając sobie sprawę z tego, po co został powołany do życia - dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie - i odkrywa w sobie tęsknotę za pójściem tą drogą i radość z jej odnalezienia, przepełnia go wola wyśpiewania tego odkrycia: Z nadzieją czekałem na Pana, a On pochylił się nade mną. Włożył mi w usta pieśń nową, śpiew dla naszego Boga.
Bóg, który jest miłością, powołuje mnie do miłości. W łonie mej matki czule tka moje przyszłe ciało, aby każda jego cząstka służyła temu powołaniu. Objawia mi, że moje życie w ciele i doświadczenie bólu nie jest ofiarą za grzechy, lecz drogą ku miłości, jaką On dla mnie zapisał, według której tkał moje ciało. Jeśli odkryję w sobie ten miłosny list, moją duszę wypełni zachwyt na jego pięknem, moje usta wypełni nowa pieśń, śpiew dla tego, który tak mnie powołał.
Wokół tego obrazu krążą mi jeszcze inne myśli. Bóg przekazuje nam cząstkę tego niesamowitego daru – powoływania nowego życia z miłości, z miłością i ku miłości – tak, aby i w naszym życiu ten moment dokonywał się w ten sam sposób: z miłości, z miłością i ku miłości.
Daje w ten sposób człowiekowi niezwykłe dary, miłości połączonej z więzami krwi. Macierzyństwa, braterstwa. I jednocześnie mówi, że to tylko cień przyszłych dóbr. Że jeszcze bliższym obrazem rzeczy jest więź płynąca z wypełniania Jego woli, realizacji powołania. Ono idzie różnymi drogami, ale zawsze jest wyjściem ponad miłość rodzinnego domu. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. Dlatego potrafi wyrzec się nawet tego, by jeszcze mocniej przylgnąć do źródła miłości.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 30 sty 2019, 10:24

https://brewiarz.pl/i_19/3001p/czyt.php3
Hbr 10, 11-18
Każdy kapłan Starego Testamentu staje codziennie do wykonywania swej służby i wiele razy składa te same ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Ten przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, «aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem pod Jego stopy». Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani.
Daje nam zaś świadectwo Duch Święty, skoro powiedział: «Takie jest przymierze, które zawrę z nimi po owych dniach, mówi Pan: Nadam prawa moje w ich sercach, także w myśli ich je wypiszę. A na ich grzechy oraz ich nieprawości więcej już nie wspomnę".
Gdzie zaś jest ich odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy.
Ps 110 (109), 1b-2. 3-4
Rzekł Pan do Pana mego: «Siądź po mojej prawicy, *
aż uczynię Twych wrogów podnóżkiem stóp Twoich».
Pan rozciągnie moc Twego berła z Syjonu: *
«Panuj wśród swych nieprzyjaciół!
Przy Tobie panowanie w dniu Twego triumfu, †
w blasku świętości, *
z łona jutrzenki zrodziłem Cię jak rosę».
Pan przysiągł i tego nie odwoła: *
«Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka».
Mk 4, 1-20
Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora. Nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:
«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno ziarno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na grunt skalisty, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i uschło, bo nie miało korzenia. Inne padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i wydawały plon, wschodząc i rosnąc; a przynosiły plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»
A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, o przypowieść. On im odrzekł: «Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby „patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona wina”».
I mówił im: «Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże więc zrozumiecie inne przypowieści?
Siewca sieje słowo. A oto są ci, którzy są na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi Szatan i porywa słowo w nich zasiane. Podobnie zasiewem na gruncie skalistym są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością, lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Potem gdy nastanie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to ci, którzy wprawdzie słuchają słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że pozostaje bezowocne. Wreszcie zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny».
Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby „patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali uważnie, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im odpuszczona wina”. Czy tylko ci, którzy przy Nim byli, razem z Dwunastoma, są uświęcani łaską? Pozostali mają się nie nawrócić? Pozostać w swych grzechach? Taka jest wola Boża – podzielić ludzi na wąską grupę udoskonalonych i potępioną resztę?
Od razu uznałem, że to nie na moją głowę i próbowałem poszukać w sieci komentarzy wyjaśniających. Poczułem się jak jeden z tych ludzi stojących na brzegu, a nie otaczających Mistrza. Trafiłem na rozważania o. Jacka Salija i kard. Gianfranco Ravasi:
https://teologiapolityczna.pl/24-stycz ... salija-op
https://www.przewodnik-katolicki.pl/Ar ... nawrocili
Te wyjaśnienia zarazem dużo dały i pozostawiły niedosyt.
Kontekst zacytowanych przez Jezusa słów z proroctwa Izajasza jest następujący:
1 W roku śmierci króla Ozjasza1 ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. 2 Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał.
3 I wołał jeden do drugiego:
«Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów.
Cała ziemia pełna jest Jego chwały».
4 Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem.
5 I powiedziałem:
«Biada mi! Jestem zgubiony!
Wszak jestem mężem o nieczystych wargach
i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach,
a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!»
6 Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. 7 Dotknął nim ust moich i rzekł:
«Oto dotknęło to twoich warg:
twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech».
8 I usłyszałem głos Pana mówiącego:
«Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?»
Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!»
9 I rzekł [mi]:
«Idź i mów do tego ludu:
Słuchajcie pilnie, lecz bez zrozumienia,
patrzcie uważnie, lecz bez rozeznania!
10 Zatwardź serce tego ludu,
znieczul jego uszy,
zaślep jego oczy,
iżby oczami nie widział
ani uszami nie słyszał,
i serce jego by nie pojęło,
żeby się nie nawrócił
i nie był uzdrowiony».
11 Wtedy zapytałem: «Jak długo, Panie?»
On odrzekł: «Aż runą miasta wyludnione
i domy bez ludzi,
a pola pozostaną pustkowiem.
12 Pan wyrzuci ludzi daleko,
tak że zwiększy się pustynia wewnątrz kraju.
13 A jeśli jeszcze dziesiąta część [ludności] zostanie,
to i ona powtórnie ulegnie zniszczeniu
jak terebint lub dąb, z których pień tylko zostaje po zwaleniu.
Reszta jego [będzie] świętym nasieniem».
Ta reszta skojarzyła mi się z grupą ludzi otaczających Jezusa razem z Dwunastoma, z tymi, którzy na mocy sakramentu kapłaństwa stanowią fundament Kościoła. Udoskonaleni, uświęceni. Z łona jutrzenki zrodziłem Cię jak rosę. Pan przysiągł i tego nie odwoła: Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka. Chrystusowe kapłaństwo – arcykapłaństwo!
Jednocześnie obraz rosy opadającej na ziemię i ziarna padającego w glebę też są sobie bliskie. Pan sieje ziarno – Słowo, ono opada na ziemię jak rosa. Spada na ludzi, na wszystkich. Jezus jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Jezus złożył siebie w ofierze za wszystkich. Jego Słowa słuchał bardzo wielki tłum ludzi. To Słowo do nich docierało, padało w glebę ich duszy. Jezus mówił do nich, ze względu na nich, dla nich. Chciał być z nimi jak najbliżej, ale żeby oni mogli lepiej go słyszeć, wsiadł do łodzi i odsunął od nich.
Ziarno Słowa, które padało w te dusze, było pełne, zwierało w sobie pełnię łaski aż po doskonałość, świętość i arcykapłaństwo. Jednak odbiorcy nie byli gotowi na tę pełnię. Nie od razu. Ziarno jest otoczone łupiną, warstwą ochronną, twardą i wytrzymałą. Ona pęka, gdy leży już w dobrej glebie, gdy jest czas na wydanie owocu, na plon. Izajasz został posłany, był gotów iść. A Pan go uprzedził, żeby nie liczył na powszechny i szybki plon. Najpierw będzie odrzucenie. Wtedy zapytał: jak długo, Panie? Pan wyrzuci ludzi daleko, ale ostatecznie reszta – ci, co pozostaną - będzie świętym nasieniem. Grupa ludzi wokół Jezusa i apostołów będzie nasieniem, a nie tylko plonem.
A może w każdym z tych słuchających, na których opadała rosa Słowa, też pozostała taka reszta? Święte nasiono, gotowe do wydania owocu w swoim czasie. Do wypuszczania pędów ku doskonałości, ku świętości, ku kapłaństwu. Nie wszyscy są i będą kapłanami, tak jak nikt nie jest doskonały. Wszyscy jesteśmy powołani do świętości i wszyscy mamy swój udział w arcykapłaństwie Chrystusa. Lud królewski, lud kapłański, zgromadzenie świętych. To my. To we mnie jest to ziarno, łupina dopiero pęka, jeszcze krępuje pędy, które kiedyś mają wydać plon. Na razie jestem głuchy i ślepy, niezdolny do pełnego nawrócenia i przyjęcia odpuszczenia grzechów. Jeszcze trwa moja droga przez pustynię i ruinę, ale wokół trwa też już Boża wiosna.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 31 sty 2019, 17:27

https://brewiarz.pl/i_19/3101p/czyt.php3
Hbr 10, 19-25
Bracia, mamy pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje. Mając zaś kapłana wielkiego, który jest nad domem Bożym, przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą.
Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę. Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków. Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień.
Ps 24 (23), 1b-2. 3-4b. 5-6
Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia, *
świat cały i jego mieszkańcy.
Albowiem On go na morzach osadził *
i utwierdził ponad rzekami.
Kto wstąpi na górę Pana, *
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca, *
którego dusza nie lgnęła do marności.
On otrzyma błogosławieństwo od Pana *
i zapłatę od Boga, swego Zbawcy.
Oto pokolenie tych, którzy Go szukają, *
którzy szukają oblicza Boga Jakuba.
Mk 4, 21-25
Jezus mówił ludowi:
«Czy po to wnosi się światło, by je umieścić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, żeby je umieścić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»
I mówił im: «Baczcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dodane; a kto nie ma, pozbawią go nawet tego, co ma».
Ręce nieskalane i czyste serce to punkt wyjścia. Najpierw mam być oczyszczony na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyty na ciele wodą czystą. Nie tyle bez grzechu, co przywrócony do stanu łaski Jego miłosierdziem, oczyszczony i obmyty. To jednak dopiero początek. Nie po to się zapala i wnosi światło, żeby je zamykać pod korcem. Ma świecić, iść dalej. Nie po to Bóg otwiera mi uszy, żebym słuchał byle czego lub złego. Łaska odpuszczenia grzechów uruchamia proces, który – czy tego będę chciał czy nie – będzie rósł, przyspieszał. Ja mam wpływ głównie na kierunek tych zmian.
Drugi etap to droga nowa i żywa do Miejsca Świętego. Szukanie Boga, Jego oblicza. Mam iść trzymając się nadziei. Godny jest zaufania Ten, który daje tę nadzieję. Bo On daje siebie. On sam jest tą nadzieją. Jest drogą, prawdą i życiem. Daje życie, bo sam jest życiem. Jest miłością. Jest nadzieją. To życie, ta nadzieja, ta miłość to nie jest coś, lecz Ktoś. Biorąc je nie biorę czegoś, lecz jestem obdarowany cząstką Kogoś. Mam trzymać się nadziei – mam trzymać ją za rękę, ufnie jak dziecko, czuć delikatny i ciepły uścisk mocnej dłoni.
To jest droga przez Krew i przez Ciało Chrystusa. To Chrystus mnie na niej prowadzi, bo to jest droga do Niego, On mnie zaprasza do Siebie. Droga przez zasłonę – ale to nie ja przechodzę przez zasłonę, lecz ona przechodzi przeze mnie. Jego Ciało i Krew przechodzą przeze i jakaś cząstka we mnie zostaje, po tym przejściu przez zasłonę nie jestem już taki sam, jak przedtem. Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, nie opuszczajmy drogi przez Krew Jezusa i przez Jego Ciało. Otwórzmy Jemu drogę przez nas. Pozwólmy, by On nas przemieniał Sobą.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości