Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Monti
Posty: 439
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Monti » 01 sty 2019, 23:13

jacek-sychar pisze:
01 sty 2019, 22:45
Monti

A może Ty chcesz, żeby Ci Bóg błogosławił na innych polach, niż ty chcesz?
Dlatego modląc się za nasze małżeństwo, mówię ostatnio tylko: "zrób tak, żeby było dobrze". Bo sam nie wiem, co jest Jego wolą.

Pantop
Posty: 1545
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 04 sty 2019, 10:36

Z oczywistych przyczyn nie mogłem odpisać o czasie.
Pantop20listopada2018 pisze:/.../otrzymałem zrozumienie, że dzień ,,mego,, czytania jeszcze nie nastąpił.
Bo kiedy nastąpi, prawdopodobnie skrzykniesz ekipę. A wtedy musicie być silni, mieć inklinację do wspinaczki, a bodaj jeden z was - wiedzę dekarską poziomu podstawowego.
i
Ukasz pisze:Pantopie, dziękuję za Twoją odpowiedź, choć zupełnie jej nie zrozumiałem. Może zrozumienie przyjdzie mi z czasem, ja bardzo powoli myślę. W dodatku na razie jestem mocno zakręcony wokół własnej sytuacji...

A ot - 10 grudnia 2018 nastąpiło czytanie mnie tyczące:
Łk 5, 17-26 pisze:
Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli tam też faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i z Jeruzalem. A była w Nim moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać.
Wtem jacyś mężczyźni, niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc w żaden sposób go przenieść z powodu tłumu, weszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem na sam środek, przed Jezusa. On, widząc ich wiarę, rzekł: «Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy».
Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: «Kimże on jest, że wypowiada bluźnierstwa? Któż może odpuścić grzechy prócz samego Boga?»
Lecz Jezus przejrzał ich myśli i w odpowiedzi na nie rzekł do nich: «Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczone są ci twoje grzechy”, czy powiedzieć: „Wstań i chodź”? Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do sparaliżowanego: «Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu!» I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do swego domu, wielbiąc Boga.
Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: «Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj»



I wszystko jasne..
..prawie

Inna
Posty: 205
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: Inna » 04 sty 2019, 23:10

Prawie, robi różnicę ;)
Miło Cię znów "widzieć" 8-)
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Inna
Posty: 205
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: Inna » 04 sty 2019, 23:13

Pantop pisze:
04 sty 2019, 10:36
Z oczywistych przyczyn nie mogłem odpisać o czasie.

I wszystko jasne..
..prawie
Prawie, robi różnicę ;)

Miło Cię znów "widzieć" 8-)
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 07 sty 2019, 18:03

I ja witam ponownie Pantopa. Nie wiem, o jakich oczywistych przyczynach pisze i z poprzedniego posta zrozumiałem jedną rzecz: do której perykopy nawiązywał. Reszta jest dla mnie dalej zagadkowa, ale teraz już pełnym spokojem czekam na wyjaśnienie. Jak nie w tym roku, to w przyszłym.
Ja miałem ostatnio dłuższą przerwę - wyjazd, pobyt w szpitalu i potem powikłania, które zmuszały mnie do leżenia bez podnoszenia głowy przez kilka dni. Trochę czytać mogłem, ale z pisaniem to już było ciężko. 2 stycznia zdążyłem napisać kilka zdań nt. temat czytań, ale miałem tylko pięć minut na ich wysłanie. A forum akurat wtedy przez chwilę nie działało. Wklejam więc ten tekst dzisiaj. Część rozważań z następnych dni mam w głowie i może dam radę też je spisać i tu wrzucić, o ile znów mnie nie dopadną stare lub nowe dolegliwości.
https://brewiarz.pl/i_19/0201/czyt.php3
1 J 2, 22-28
Najmilsi:
Któż jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, że Jezus jest Mesjaszem? Ten właśnie jest antychrystem, kto nie uznaje Ojca i Syna. Ktokolwiek nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca.
Wy zaś zachowujecie w sobie to, co słyszeliście od początku. Jeżeli będzie trwało w was to, co słyszeliście od początku, to i wy będziecie trwać w Synu i w Ojcu. A obietnicą tą, daną przez Niego samego, jest życie wieczne. To wszystko napisałem wam o tych, którzy wprowadzają was w błąd.
Co do was, to namaszczenie, które otrzymaliście od Niego, trwa w was i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo, ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim. Ono jest prawdziwe i nie jest kłamstwem. Toteż trwajcie w Nim tak, jak was nauczyło.
Teraz właśnie trwajcie w Nim, dzieci, abyśmy, gdy się zjawi, mieli ufność i w dniu Jego przyjścia nie doznali wstydu.
J 1, 19-28
Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem».
Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie». Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?»
Powiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak rzekł prorok Izajasz».
A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zaczęli go pytać, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?»
Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała».
Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.
Odrzucenie boskości Jezusa, Jego wcielenia, to wielkie kłamstwo. Kto się tego dopuszcza jest antychrystem. Pośród nas stoi ten, który jest wcieleniem, a którego my nie znamy. Jak blisko jest granica między udziałem w Nim, a stanięciem przeciwko Niemu.
Jednak Bóg nie wystawia nas na niebezpieczeństwo, nie ukrywa się przed nami. Tę niezbędną wiedzę daje nam od samego początku. Namaszcza nas nią. Wpisuje w nasze serca. Mamy tylko być mu wierni.
To namaszczenie to sakramenty. Przede wszystkim chrzest i bierzmowanie, ale też fundament wszystkich sakramentów – eucharystia – i sakrament powołania człowieka. W moim przypadku to małżeństwo.
Pokusą jest odrzucenie Syna, wcielenia, obecności Boga w świecie, i pozorne zachowanie jedynie Ojca. Pozorne, bo nie da się kochać Ojca odrzucając Syna. Nie da się kochać Boga nie kochając człowieka.

s zona
Posty: 3105
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: s zona » 07 sty 2019, 19:52

Ukasz pisze:
07 sty 2019, 18:03

Ja miałem ostatnio dłuższą przerwę - wyjazd, pobyt w szpitalu i potem powikłania, które zmuszały mnie do leżenia bez podnoszenia głowy przez kilka dni. Trochę czytać mogłem, ale z pisaniem to już było ciężko.
Ukasz dbaj o siebie ,
bo jak zaczniesz sie sypac ,to potem juz tylko trociny leca :lol: wiem , co mowie :P

To ,moze tak na pocieszenie ,zebys sie usmiechnal i wrocil do nas , bo brakuje Tu Ciebie :)

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 07 sty 2019, 21:23

Wracam, wracam. Dzięki za miłe słowa. Postaram się nadrobić zaległości, ale one niestety rosły nie tylko tu, a głowa wciąż boli. Teraz teksty z 3 stycznia.
https://brewiarz.pl/i_19/0301p/czyt.php3
1 J 2, 29 – 3, 6
Najmilsi:
Jeżeli wiecie, że Bóg jest sprawiedliwy, to uznajcie również, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, pochodzi od Niego.
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi, i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest.
Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty. Każdy, kto grzeszy, dopuszcza się bezprawia, ponieważ grzech jest bezprawiem. Wiecie, że On się objawił po to, aby zgładzić grzechy, w Nim zaś nie ma grzechu. Ktokolwiek trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go ani Go nie poznał.
J 1, 29-34
Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi».
Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”.
Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».
W stosunkowo krótkim tekście ewangelicznym cztery razy spotykamy słowa oznaczające patrzenie. W oryginale greckim każde z nich ma nieco inne znaczenie. „Zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa” to fakt czysto zmysłowy. „Nad którym ujrzysz Ducha zstępującego” – to patrzenie może już mieć znaczenie bardziej symboliczne. „Ujrzałem Ducha” – to spojrzenie z najwyższym zachwytem. I wreszcie ostatnie: „ja to ujrzałem i daję świadectwo” to patrzenie zupełnie wyjątkowe. Św. Jan Apostoł pisze tak o patrzeniu człowieka na Boga. Ten sam czasownik został dwukrotnie użyty w pierwszym czytaniu. „Będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest”; „żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go”. To jest takie patrzenie, które przemienia człowieka, które buduje most między osobami, most, którym płynie dobro. Takie spojrzenie w pełni będzie dostępne dopiero po tamtej stronie. Udział w takim spojrzeniu na Boga jest jednocześnie nieodłączną cechą uczniów Chrystusa, istotą ich wyróżnienia, jedynym murem oddzielającym ich skutecznie od grzechu i szatana.
Św. Jan Apostoł użył tego samego słowa w odniesieniu do patrzenia na człowieka, i to w tym samym liście, lecz w bardzo szczególnym kontekście (1 J 4, 20):
Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.

Spojrzenie na Boga jest mi dostępne już tutaj, ale przez człowieka. Mogę zobaczyć Boga w bliźnim. Mogę pokochać Boga w drugiej osobie obok mnie. Pokochanie jej właśnie na tym polega, żeby zobaczyć w niej dobro, zobaczyć odblask samego Boga. Zobaczyć tak, że ten blask jest w stanie stopić we mnie skorupę grzechu. W takim spotkaniu grzech nie jest możliwy, ono go wyklucza. Kochając drugiego człowieka jestem przede wszystkim obdarowanym, Bóg w ten sposób daje mi Siebie. Wtedy mogę powiedzieć, że ujrzałem Go i dawać świadectwo, że On jest Synem Bożym.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 07 sty 2019, 21:42

I czytania z 4 stycznia. Przepraszam moderację za tę lawinę i na razie nie obiecuję poprawy.
https://brewiarz.pl/i_19/0401p/czyt.php3
1 J 3, 7-10
Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu; ten, kto postępuje sprawiedliwie, jest sprawiedliwy, tak jak On jest sprawiedliwy. Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła.
Ktokolwiek narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga. Dzięki temu można rozpoznać dzieci Boga i dzieci diabła: kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata.
J 1, 35-42
Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.
Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?»
Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?»
Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.
Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa.
A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: «Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» – to znaczy: Piotr.
Pozornie św. Jan zachęca nas do tego, żeby dzielić ludzi wokół nas na dzieci Boga i dzieci diabła. Pozornie. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. I wszyscy, jak tenże Jan stwierdza w początkowych wersach tegoż listu (1 J 1, 8), grzeszą: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy.” Ewangelia przynosi obraz powołania św. Piotra – który potem usłyszał od Jezusa (Mt 16, 23) „Zejdź Mi z oczu, szatanie!”
To nie ludzi mam dzielić, lecz dostrzegać w sobie ziarno Boże i szatańskie. Rozpoznać każde z nich, odróżnić jedno od drugiego. Z jednej strony grzech, z drugiej – miłowanie brata. I siostry. I tej, która jest dla mnie kimś więcej niż siostrą.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 08 sty 2019, 9:30

https://brewiarz.pl/i_19/0501p/czyt.php3
1 J 3, 11-21
Najmilsi:
Taka jest nowina, którą usłyszeliście od początku, że mamy się wzajemnie miłować. Nie tak, jak Kain, który pochodził od Złego i zabił swego brata. A czemu go zabił? Ponieważ czyny jego były złe, brata zaś sprawiedliwe.
Nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. Po tym poznaliśmy miłość, że Chrystus oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci.
Jeśliby ktoś posiadał na świecie majątek i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?
Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serca.
A jeśli serce oskarża nas, to przecież Bóg jest większy niż nasze serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, to mamy ufność w Bogu.
Kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Św. Jan wielokrotnie zaznacza, że pisze o miłości braterskiej. Ona jest probierzem mojej miłości do Boga: jeśli zamknę serce przed bratem, jak może trwać we mnie miłość Boga?
Jako sakramentalny małżonek ślubowałem przed Bogiem jednak szczególną miłość do jednego człowieka, do mojej żony. Ona jest dla mnie pierwszym probierzem miłości braterskiej. Ją mam kochać bardziej niż innych ludzi, to fundament mojej wierności. Jeśli zamknę moje serce przed nią, to jak będę mógł trwać w miłości do braci?
Miłość do niej jest tym, co stoi na samym początku, pierwszą nowiną i źródłem Bożego życia. Jeśli jej nie miłuję, trwam w śmierci. Chcę ją miłować nie słowem i językiem, ale czynem i prawdą.
Prawda – przede wszystkim o mnie samym i mojej postawie, wzrastanie w prawdzie, w poznaniu Boga i siebie samego. Tak poznaję, że jestem z prawdy i uspokajam przed Nim swoje serce.
Czyn to teraz przede wszystkim wierność. Jej miarą jest moje życie. Mam je oddać tej najbliższej osobie. Nie przez łatwą, szybką ucieczkę z niego, śmierć; taka pokusa nieraz przychodzi. Mam oddać życie przez wierność i miłość do końca moich dni.
Ta postawa może wywołać nienawiść drugiej strony, bo stawia jej przed oczy jej złe czyny.
W głębokim kryzysie często w miłości małżeńskiej brak uczuć lub jest w nich wiele gniewu, żalu i poczucia krzywdy. Tak, moja miłość do żony powinna być gorąca, radosna, czuła, pełna pokoju. Nie zawsze tak potrafię i to sobie wyrzucam. Jednocześnie wiem, że jeśli serce oskarża mnie, to przecież Bóg jest większy niż moje serca i zna wszystko. I Bóg często obdarza mnie właśnie tymi uczuciami, jakie chcę żywić do zony, i tak buduje moją ufność ku Sobie.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 08 sty 2019, 10:18

https://brewiarz.pl/i_19/0601/czyt.php3
Iz 60, 1-6
Powstań! Świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą.
I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu. Rzuć okiem dokoła i zobacz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione są twe córki.
Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów – dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą z Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.
Oto okrywa mnie ciemność, spowija mnie gęsty mrok. Doświadczyłem tego mocno właśnie w tę niedzielę Objawienia Pańskiego.
Leżę sam w dużym, pustym domu, który kiedyś był pełen życia i miłości. Czwarta doba po operacji przepukliny. Nasilają się powikłania po znieczuleniu dolędźwiowym. Leżę plackiem, nie wolno mi nawet unieść głowy. Gdy jednak muszę na chwilę wstać, zaraz przychodzą zawroty głowy, a po dwóch – trzech minutach rozsadza ją taki ból, że natychmiast muszę się położyć i budzę się dopiero po dłuższym czasie. Ból głowy jednak trwa i rośnie z godziny na godzinę. Nie jestem już w stanie nic jeść ani pić zalecanych napojów z solą. Zapada zmrok. Po południu ma przyjść do mnie żona. Obiecała mi to zaraz po operacji, potwierdziła z sobotę, to były takie ciepłe, serdeczne rozmowy! Nie mogę już nic czytać ani słuchać, nawet rozmowa przez telefon wzmaga ból głowy. Nawet światło. Gaszę je i leżę w ciemności. Popołudnie mija i przychodzi wieczór. Wraz z oddalaniem się spełnienia obietnicy rośnie mój gniew. Radosne i pogodne uczucia, które rozpromieniały ten bolesny dzień, rozpływają się i nikną. W ich miejsce rośnie świadomość dotkliwej samotności, całkowitego porzucenia. Okrywa mnie ciemność, spowija mnie gęsty mrok.
Takie jest moje, ludzkie doświadczenie tej chwili, tego dnia. I właśnie do człowieka w takim miejscu Bóg kieruje to Słowo.
Powstań! Niech rozbłyśnie Twoja nadzieja w Bogu, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ciebie i gęsty mrok spowija twoje serce, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą.
I przyjdą ludzie do twojego światła, do blasku twojego wschodu. Rzuć okiem dokoła i zobacz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione są twe córki.
Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną mnogie dary, przyjdą ludzie nucąc radośnie hymny na cześć Pana.
Tego wieczoru nie nastąpił żaden cud. Przed północą żona przyjechała do domu, ale nie zajrzała do mnie. Znajomy lekarz poradził mi, jak złagodzić objawy. Nie mogłem wstać, nawet zapalić światła, sięgałem tylko do małej lampki nad łóżkiem. Czołgałem się po ciemnym domu na czworakach, żeby zgromadzić i przywlec do łóżka niezbędne rzeczy. Wreszcie zrobiłem wszystko i wyczerpany postanowiłem, że spróbuję zasnąć. Sięgnąłem do lampki, żeby zgasić światło i ręka trefiła na kartkę z tekstem modlitwy, który odmawiam codziennie przed snem i tego dnia o tym zapomniałem.
Ja ….. (imię) w imieniu naszego Pana Jezusa Chrystusa, w mocy Ducha Świętego udzielonego nam w świętym sakramencie małżeństwa, obmywam cię w najdroższej Krwi Przymierza, którą Zbawiciel przelał za nas na krzyżu, i proszę Boga, by uwolnił cię od zła, które sprzeciwia się naszej miłości. Z serca ci przebaczam każde złe słowo, każdy gest, każde zaniedbanie, poniżenie czy pogardę, które mnie dotknęły. Otwieram się przed tobą i ponownie z miłością powierzam ci moje serce. Wyznaję przed Panem, że jesteś moją jedyną, wybraną, błogosławioną i ukochaną żoną.
Błogosławię ci w imieniu Najwyższego Boga i Pana Jezusa Chrystusa. Duch Święty Pocieszyciel niech cię napełni swym światłem. Niech Pan przeniknie cię miłością i uzdrowi twoją duszę. Niech uzdrowi twoje wspomnienia i uczucia. Niech w miejsce ran wleje ciepło kojącej miłości. Zanurzam cię w Jego miłości i błogosławię. Błogosławię naszą relację, relację z naszymi dziećmi. Błogosławię twoich rodziców. Błogosławię twoich przyjaciół i znajomych. Błogosławię cię miłością całkowitą, bezwarunkową, przebaczającą i czułą. Co Pan ci przebaczył i ja ci przebaczam.
Niech Pan dotknie z miłością twego ciała, które jest dla mnie znakiem Jego miłości. Niech napełni cię Duchem Świętym. Błogosławię twój dotyk i spojrzenie, naszą bliskość i mieszkanie. Niech Pan da ci pokój i radość, nadzieję i wolność we wszelkich przejawach życia. Błogosławię twoją pracę i rozrywkę, twoje troski i pasje, błogosławię to, co ty będziesz błogosławić.
W imieniu Pana Jezusa błogosławię wszystkim wrogom, którzy świadomie czy nieświadomie utrudniają nam wspólne życie. Niech Pan da im dobro i miłosierdzie, światło i pokój.
.
Wtedy zobaczyłem i rozpromieniałem, a serce moje zadrżało i rozszerzyło się, bo napłynęły do niego mnogie dary Boże.

renta11
Posty: 435
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: renta11 » 08 sty 2019, 10:25

Ukasz pisze:
08 sty 2019, 9:30
https://brewiarz.pl/i_19/0501p/czyt.php3
1 J 3, 11-21
Najmilsi:
Taka jest nowina, którą usłyszeliście od początku, że mamy się wzajemnie miłować. Nie tak, jak Kain, który pochodził od Złego i zabił swego brata. A czemu go zabił? Ponieważ czyny jego były złe, brata zaś sprawiedliwe.
Nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. Po tym poznaliśmy miłość, że Chrystus oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci.
Jeśliby ktoś posiadał na świecie majątek i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?
Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serca.
A jeśli serce oskarża nas, to przecież Bóg jest większy niż nasze serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, to mamy ufność w Bogu.
Kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Św. Jan wielokrotnie zaznacza, że pisze o miłości braterskiej. Ona jest probierzem mojej miłości do Boga: jeśli zamknę serce przed bratem, jak może trwać we mnie miłość Boga?
Jako sakramentalny małżonek ślubowałem przed Bogiem jednak szczególną miłość do jednego człowieka, do mojej żony. Ona jest dla mnie pierwszym probierzem miłości braterskiej. Ją mam kochać bardziej niż innych ludzi, to fundament mojej wierności. Jeśli zamknę moje serce przed nią, to jak będę mógł trwać w miłości do braci?
Cieszę się, że jesteś Ukaszu. Zawsze z ciekawością czytam. I podziwiam Twoją mądrość.

Ale z tym wyżej się nie zgadzam. Wydaje mi się, że właśnie najwyższa jest miłość do brata, czyli po prostu do drugiego człowieka (w sensie każdego człowieka). W indywidualnym wymiarze otwarcie mojego serca i oczu na drugiego człowieka. Dlatego właśnie w nienawiści masz mieć ojca swego, i matkę swoją..., a nawet i żonę (moim zdaniem) swoją. Bo to że tam nie ma słowa "żona, mąż" to dla mnie niczego w wybrzmieniu nie zmienia. I dlatego Szustak opowiadał, że w niebie będziemy (każdy z każdym) tak blisko siebie, jak mąż z żoną, co wywołało salwę śmiechu. Stawianie miłości małżeńskiej ponad zasady, normy, dobroć nie jest właściwe i czyni z małżeństwa bożka. Osobiście uważam, że jeżeli małżonek zachowuje się rażąco niewłaściwie to zupełnie wystarcza w stosunku do niego "miłość" jak do każdego innego człowieka, a nie specjalna, nadmierna, wybrana itd. Taka miłość - tylko do Boga, jakkolwiek go rozumiemy. Ale to tylko moje zdanie.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 08 sty 2019, 11:46

https://brewiarz.pl/i_19/0701p/czyt.php3
1 J 3, 22 – 4, 6
Najmilsi:
O co prosić będziemy, otrzymamy od Boga, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba.
Przykazanie zaś Jego jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.
Umiłowani, nie każdemu duchowi dowierzajcie, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Żaden zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie.
Wy, dzieci, jesteście z Boga i zwyciężyliście ich, ponieważ większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest w świecie. Oni są ze świata, dlatego mówią od świata, a świat ich słucha. My jesteśmy z Boga. Ten, kto zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu.
Ps 2, 7-8. 10-12a
Wyrok Pański ogłoszę: †
On rzekł do mnie: «Ty jesteś moim Synem, *
Ja dzisiaj zrodziłem Ciebie,
Żądaj, a dam Ci w dziedzictwo narody *
i krańce ziemi w posiadanie Twoje».
A teraz, królowie, zrozumcie, *
nauczcie się, sędziowie ziemi.
Służcie Panu z bojaźnią, *
z drżeniem całujcie Mu stopy.
„My jesteśmy z Boga. Ten, kto zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu.” Często mam wrażenie, że dla niektórych ludzi ten cytat zastępuje całe Pismo Święte i naukę Kościoła. Ciekawe, jak często podobne wrażenie mają ci, którzy patrzą na mnie.
„O co prosić będziemy, otrzymamy od Boga, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba.” Dosłowne i zarazem powierzchowne rozumienie tych słów jest równie niebezpieczne, jak to poprzednie. Jestem porządnym człowiekiem, katolikiem, więc Bóg powinien spełnić wszystko, o co Go poproszę. Jest to zarazem tak głupie podejście, że aż trudno to wyjaśniać, i jednocześnie tak prosty, kuszący schemat, że sam w niego niejednokrotnie wchodzę.
Może to należy czytać w inną stronę: dopóki zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba, o co prosić będziemy, otrzymamy od Boga. Dopóki trwamy w Nim, dopóki także w modlitwie czynimy to, co Jemu się podoba, to te modlitwy będą spełnione. Szczególnie ta najprostsza: bądź wola Twoja! Czy Bóg nie spełnia tej prośby? On jednak nauczył nas modlitwy, która obok tej zawiera także kilka innych próśb. Także o chleb powszedni, o źródło siły na każdy dzień. Dla duszy i dla ciała.
„Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga.” Kluczem niezbędnym do odróżnienia dobra od zła jest Jezus, wcielony i obecny w świecie. To jedyna droga oddzielenia prawdy od fałszu, dobrej modlitwy od pustej, właściwego kierunku od drogi na manowce. Uznanie Jezusa – coś więcej niż wiedza. Przyjęcie Go. Bycie „z Niego”, takie zbliżenie się do Niego, żeby to On kształtował moje pragnienia, moje oceny, moje życie. To relacja bliska jak z najbliższą osobą, ale nie na zasadzie równości. To służenie z bojaźnią, całowanie z drżeniem Jego stóp. Taka bliskość z Nim pozwala odróżnić prawdę od fałszu i owocnie modlić się.

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 08 sty 2019, 15:11

renta11 pisze:
08 sty 2019, 10:25
Wydaje mi się, że właśnie najwyższa jest miłość do brata, czyli po prostu do drugiego człowieka (w sensie każdego człowieka). W indywidualnym wymiarze otwarcie mojego serca i oczu na drugiego człowieka. Dlatego właśnie w nienawiści masz mieć ojca swego, i matkę swoją..., a nawet i żonę (moim zdaniem) swoją. Bo to że tam nie ma słowa "żona, mąż" to dla mnie niczego w wybrzmieniu nie zmienia. I dlatego Szustak opowiadał, że w niebie będziemy (każdy z każdym) tak blisko siebie, jak mąż z żoną, co wywołało salwę śmiechu. Stawianie miłości małżeńskiej ponad zasady, normy, dobroć nie jest właściwe i czyni z małżeństwa bożka. Osobiście uważam, że jeżeli małżonek zachowuje się rażąco niewłaściwie to zupełnie wystarcza w stosunku do niego "miłość" jak do każdego innego człowieka, a nie specjalna, nadmierna, wybrana itd. Taka miłość - tylko do Boga, jakkolwiek go rozumiemy.
Sądzę, że dzisiejsze czytania są znakomitym punktem odniesienia do tych rozważań. I że jest to dla każdego z nas tutaj i dla całej wspólnoty istotna kwestia.
https://brewiarz.pl/i_19/0801p/czyt.php3
1 J 4, 7-10
Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością.
W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu.
W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.
Ps 72, 1b-2. 3-4b. 7-8
Boże, przekaż Twój sąd królowi, *
a Twoją sprawiedliwość synowi królewskiemu.
Aby Twoim ludem rządził sprawiedliwie *
i ubogimi według prawa.
Niech góry przyniosą pokój ludowi, *
a wzgórza sprawiedliwość.
Otoczy opieką ubogich z ludu, *
będzie ratował dzieci biedaków.
Za dni jego zakwitnie sprawiedliwość *
i wielki pokój, zanim księżyc zgaśnie.
Będzie panował od morza do morza, *
od Rzeki aż po krańce ziemi.
Mk 6, 34-44
Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.
A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem, a pora już późna. Odpraw ich. Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia».
Lecz On im odpowiedział: «Wy dajcie im jeść!»
Rzekli Mu: «Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby dać im jeść?»
On ich spytał: «Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!»
Gdy się upewnili, rzekli: «Pięć i dwie ryby».
Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się, gromada przy gromadzie, po stu i pięćdziesięciu.
A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by podawali im; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. Jedli wszyscy do syta i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i resztek z ryb. A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.
Bóg jest miłością. Moja droga do Niego to wzrastanie w miłości. Nigdy nie osiągnę tego, mogę się tylko zbliżać. Bóg objawia mi swoją miłość na różne sposoby, tak, żebym mógł jak najwięcej z tego zaczerpnąć. On jest źródłem tej miłości, tylko On może mnie uzdolnić do niej. Kocham na tyle, na ile potrafię wypić z tego źródła. Mam wciąż szukać nowych możliwości, kontaktu z Nim, poznania Go, doświadczenia Jego obecności. Są drogi otwarte dla wszystkich i takie, które są przeznaczone tylko dla niektórych. Jak kapłaństwo. Do tych dróg należą charyzmaty sakramentów. Każdy sakrament to kolejne okno przez który do mojej duszy wpada nowy powiew Bożej miłości. Żadne nie zastąpi innego, mam korzystać z pełni ich różnorodności.
Niektóry cechy działania charyzmatu znakomicie ukazują dzisiejsze czytania. Pierwszy to charyzmat sprawiedliwości, łączony kiedyś z namaszczeniem królewskim, swego czasu uznawanym nawet za sakrament. Psalm ukazuje działanie pełni tego charyzmatu. Oto Bóg użycza królowi swej sprawiedliwości. Król dalej działa sam, ale jakby nie sobą, nie swoją mądrością, nie swoją sprawiedliwością, nie swoją mocą – a w zasadzie nie tylko swoją, co obrazuje perykopa ewangeliczna. Władca dzięki Bożemu charyzmatowi otoczy opieką ubogich z ludu, będzie ratował dzieci biedaków. Za dni jego zakwitnie sprawiedliwość i wielki pokój. Wcieli w życie szczególny dar Boży dany specjalnie jemu, jemu powierzony także jako zadanie, powołanie.
Apostołowie myśleli z troską o wielkim tłumie idącym przez pustkowie za Jezusem. Starali się mu pomóc całymi ich siłami, całymi zasobami i całym umysłem. Z tą wolą przyszli do Pana. A On mi pokazał, o ile więcej mogą uczynić w jedności z Nim. Dali wszystko, co mieli, a On rozmnożył to tak, że na koniec ułomków było wielokrotnie więcej, niż ich chlebów i rybek na początku. Doświadczyli szczególnej chwili łaski. To się potem zdarzyło jeszcze raz, ale to nie było tak, że odtąd już zawsze mogli liczyć na rozmnożenie chleba.
Bóg wzywa mnie do miłości i otwiera różne drogi w tym kierunku, ku Sobie. Wie, że nigdy nawet nie zdołam sobie wyobrazić, jak bardzo On mnie kocha. A jeśli nawet sobie to po części wyobrażę, to i tak nie będę umiał tak odpowiedzieć. Chce, żebym horyzonty mojego serca rozszerzał jak najbardziej. Przede wszystkim przez doświadczenie kochania i bycia kochanym.
Być może Adam Szustak ma rację, że w niebie wszyscy będziemy sobie tak bliscy, jak najbardziej kochający się małżonkowie. Nie wiem, bo ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1Kor 2, 9). Ale teraz, po tej stronie, jako człowiek mam swoje ograniczenia. Nie potrafię, jak Bóg, kochać wszystkich tą samą miłością. Mogę być tylko w jednym miejscu i w jednym momencie, mam tylko jedną głowę, jedne usta i jedno serce. Dlatego miłość małżeńska wymaga wierności. Żaden inny człowiek nie może być kochany bardziej. Nawet ojciec i matka, nawet dzieci, nawet przyjaciel. Są przejawy tej miłości, które są zarezerwowane tylko dla tej jednej, jedynej więzi. To wykluczenie wszystkich innych jest niezbędne, aby zrobić krok bliżej ku pełni miłości. Dopiero śmierć współmałżonka, jego lub jej przejście na tamtą stronę, gdzie miłości może już doświadczać właśnie w pełni, uchyla tę wyłączność. A równości w miłości nie ma nigdy.
Charyzmat sakramentu to wkroczenie Boga w tę relację z całą Jego mocą. On mówi, żeby położył na ołtarzu moje zakochanie, te nędzne kilka chlebków i rybek, które mogą wystarczyć na kilka miesięcy lub lat chudej diety, a On to rozmnoży, wzbogaci i utrwali po kres naszych dni. Z wątłego płomyka uczyni, jeśli będę trwał w Nim, ogień nieugaszony. Taki, że gdy zgaśnie wszystko, co ludzkie, może wybuchnąć na nowo i to jeszcze silniej. Doświadczyłem tego, właśnie tej mocy sakramentu.
I nie ma tu żadnego znaczenia, czy druga strona odwzajemnia moją miłość. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. On jest wzorem i źródłem miłości. Żona może mnie porzucić lub do mnie wrócić, może mnie pokochać na nowo lub znienawidzić, ale nie ma żadnej mocy odłączyć mnie od mocy przyjętego sakramentu. Ja z tego źródła mogę i powinienem dalej czerpać. Tak doświadczam miłości, w tym dawaniu poznaję ją inaczej niż w małżeńskim szczęściu, ale nie mniej. Ona też jest moją drogą do kosztowania Bożej miłości. Gdyby wierność nie była drogą wzrastania w miłości, to Bóg by nas na tę drogę nie kierował. On nie chce mojej wegetacji i samotności. Chce żebym rozkwitał, wciąż na nowo doświadczał, że można kochać jeszcze bardziej. Żebym w tej miłości wciąż odkrywał Go na nowo, piękniej i bogaciej niż dotychczas. Nawet wydaje mi się, że tak właśnie się dzieje!
Małżeństwo nie jest dla mnie bożkiem, lecz moją drogą do Boga. Nie jedyną, ale zarazem konieczną, bez której oddaliłbym się od Niego.
Owoce wcielenia Chrystusa i moc Jego sakramentów pięknie ukazuje także dzisiejsza kolekta:
Boże, Twój Jednorodzony Syn ukazał się w naszym ludzkim ciele, spraw, aby Zbawiciel, który zewnętrznie był do nas podobny, przekształcił nas wewnętrznie. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

renta11
Posty: 435
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: renta11 » 08 sty 2019, 21:48

Ukasz pisze:
08 sty 2019, 15:11

Być może Adam Szustak ma rację, że w niebie wszyscy będziemy sobie tak bliscy, jak najbardziej kochający się małżonkowie. Nie wiem, bo ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1Kor 2, 9). Ale teraz, po tej stronie, jako człowiek mam swoje ograniczenia. Nie potrafię, jak Bóg, kochać wszystkich tą samą miłością. Mogę być tylko w jednym miejscu i w jednym momencie, mam tylko jedną głowę, jedne usta i jedno serce. Dlatego miłość małżeńska wymaga wierności. Żaden inny człowiek nie może być kochany bardziej.
Małżeństwo nie jest dla mnie bożkiem, lecz moją drogą do Boga. Nie jedyną, ale zarazem konieczną, bez której oddaliłbym się od Niego.
I tutaj widzę słowo-klucz. Że żaden inny człowiek nie może być kochany bardziej. A chyba zdrowiej byłoby, że każdy człowiek winien być kochany "inaczej", nie "bardziej" a właśnie "inaczej". Nadając nadmierną miarę rzeczy, czy nie robimy sobie, Bogu, innym krzywdy?

renta11
Posty: 435
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: renta11 » 08 sty 2019, 21:53

Jeszcze jedno. Miłując "bardziej" a nie "inaczej", czy nie nakładasz na żonę brzemienia, którego ona nie może udźwignąć? To syndrom kochania za bardzo, co musi być toksyczne dla relacji. Może ona od tego właśnie ucieka?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości