Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

jacek-sychar
Posty: 4383
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: jacek-sychar » 09 lip 2018, 11:46

Pantop pisze:
09 lip 2018, 11:21
Wg Ciebie wolna wola i WSZELKIE konsekwencje z niej wypływające są czymś co nie zostało przewidziane przez Stwórcę
:shock: :shock: :shock:

Jednak mnie nie zrozumiałeś.

Podam przykład.
Czy ktoś wdając się w romans zakłada, że z tego zrodzi się dziecko? Albo że złapie brzydka chorobę?
Nie robi tego w tym celu. Musi się jednak z tym liczyć.

Bóg nie stwarzał śmierci dla samej śmierci. To my wybraliśmy śmierć poprzez swoje wybory, czyli realizację wolnej woli.

Ale widzę, że temat robi się dyskusyjny, a nie taki jest cel tego wątku.
Pozostańmy więc przy swoich zdaniach i zostawmy ten wątek tylko do dzielenia się swoimi wrażeniami wynikającymi z czytania Słowa Bożego.

Ukasz
Posty: 496
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 lip 2018, 0:20

Drogi Pantopie, wierny czytelniku moich wynurzeń. Chętnie odpowiem na Twoje pytanie w sprawie mocy i słabości, może nawet znajdziesz w tym coś dla siebie, ale dopiero jutro, tj. we wtorek. Dziś już nie dam rady.
A sprawie obecności śmierci i cierpienia mimo wszechmocy Boga jest poświęcony inny wątek w tym dziale:
viewtopic.php?f=16&t=980
Nikt Ci tam wprawdzie nie odpowiedział na pytanie o źródło tradycji o Lucyferze, ale to chyba nie jest istota problemu, prawda?
http://brewiarz.pl/vii_18/0907p/czyt.php3
Oz 2, 16. 17b-18. 21-22
Tak mówi Pan:
«Zwabię oblubienicę i wyprowadzę ją na pustynię, i przemówię do jej serca. I tam odpowie Mi jak w dniu, w którym wychodziła z ziemi egipskiej.
I stanie się w owym dniu – mówi Pan – że nazwie Mnie: Mąż mój, a już nie powie: Mój Baal.
I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana».
Mt 9, 18-26
Gdy Jezus mówił do uczniów, oto przyszedł do Niego pewien zwierzchnik synagogi i oddając Mu pokłon, prosił: «Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i połóż na nią rękę, a żyć będzie». Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim.
Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Mówiła bowiem sobie: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa».
Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: «Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła». I od tej chwili kobieta była zdrowa.
Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: «Odsuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi». A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.
Niedawno, w niedzielę 1 lipca, przeżywaliśmy w liturgii tę samą scenę przez opis św. Marka. Tam Jair przychodzi do Jezusa ze słowami: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła (Mk 5, 23), a gdy przychodzą do domu, witają ich słowa: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? (Mk 5, 35b) U św. Łukasza jest to ujęte jeszcze mocniej: Twoja córka umarła, nie trudź już Nauczyciela! (Łk 8, 49b) Tylko odpowiedź Jezusa jest u wszystkich trzech synoptyków ta sama: dziewczynka nie umarła, tylko śpi. I Bóg budzi ją z tego śmiertelnego snu, bo On jest Panem życia i śmierci. To jest Jego odpowiedź na każdą śmierć, na każdą sytuację beznadziejną w oczach człowieka.
Wygląda to trochę tak, jakby Bóg w swojej wszechmocy nie musiał się niczym przejmować. Jakby nie cierpiał. Oczywiście wiemy o męce Jego Syna. Ona miała miejsce kiedyś. A teraz? I czy Bóg Ojciec też zna ból? Czy zna to rozdarcie między pragnieniem bliskości z ukochaną osobą a odrzuceniem przez nią? To miotanie się między pragnieniem wszelkiego dobra dla niej a słusznym gniewem na niewierność i doznawaną krzywdę, potrzebą twardej miłości? Zadania bólu, który boli bardziej, niż gdybym zadał go sobie?
Zachęcam do przeczytania całego rozdziału drugiego z Księgi Ozeasza. On ukazuje właśnie obraz Ojca szarpanego bólem niewierności narodu wybranego, Jego oblubienicy. Zapowiedzi dobrobytu i klęski przeplatają się nawzajem. Bóg krzyczy nawet, że ona już nie jest Jego żoną, a On już nie jestem jej mężem (Oz 2, 4), by od razu wezwać ją do zdjęcia oznak nierządu. Bóg wije się z bólu... Śmierć Chrystusa na krzyżu nie była apogeum cierpienia Boga z powodu grzechów człowieka, lecz ukazaniem nam Jego bólu, który przeżywa od grzechu pierworodnego.
Wszechmocny Bóg nie wyprowadza swej oblubienicy na pustynię, nie porywa jej tam. On ją tam zwabia. Szanuje jej wolność. Nie podejmuje decyzji za nią, bo Jemu chodzi właśnie o tę decyzję. Jedynie jej pomaga, zachęca. Czeka tam na nią – na swojej pustyni porzucenia. Wtedy do niej przemówi. Wtedy, gdy ona dojrzeje do chwili ciszy, gdy będzie gotowa usłyszeć ten głos.
I stanie się w owym dniu – mówi Pan – że moja żona nazwie mnie: mąż mój, a już nie powie: mój były. Jest taki dzień, kiedy to się stanie.
Następne wersety mówią o ponownym poślubieniu oblubienicy. I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana. Nie dajmy się zmylić tej kolejności: to jest wciąż głos udręczonej miłości, gdzie wszystko dzieje się jednocześnie. Ostatnim etapem jest ten pierwszy: ona pozna Pana, nazwie Go: mój mąż. On najpierw poślubi ją sobie na wieki, poślubi ją sobie przez miłość i wierność. To On ją poślubi sobie, poślubi w Sobie, przez swoją miłość i wierność, nie przez wzajemność. Nie przez jej wierność, nie przez jej miłość.
To jest droga dla mnie. Mam poślubić swoją żonę na nowo, poślubić ją sobie po kres naszego życia, poślubić ją sobie przez moją miłość i wierność. A gdzieś jest ta godzina, kiedy ona pozna Pana i powie o mnie: mój mąż.
Bóg mówi do mnie przez to Słowo również, a może nawet przede wszystkim, co innego. To ja jestem niewierną oblubienicą. To mnie wyprowadził na pustynię kryzysu, abym Go poznał, abym na powrót, od nowa, głębiej rozpoznał Go i powiedział o Nim – tylko o Nim, nie o żonie! – mój Bóg. To z powodu mojej niewierności cierpi i czeka cierpliwie, wabiąc mnie na pustynię, czekając na moment ciszy, gdy usłyszę Jego głos.
Zbolały ojcze, twoje maleństwo nie umarło, tylko śpi. Porzucony małżonku, zdeptany rozwodem, twoje małżeństwo nie umarło, tylko śpi. Nie słuchaj „rozsądnych” rad: twoje małżeństwo umarło, po co jeszcze trudzisz Nauczyciela? Nie słuchaj ich szyderczego śmiechu, gdy powtarzasz Jego słowa, że twoje małżeństwo żyje. Nie bój się, wierz tylko! (Mk 5, 36) A stanie się kiedyś ten dzień, że wasze dłonie znów się splotą jak wtedy przed ołtarzem, a On te dłonie oplecie swoim tchnieniem życia i powstaniecie.

Ukasz
Posty: 496
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 lip 2018, 22:16

http://brewiarz.pl/vii_18/1007p/czyt.php3
Oz 8, 4-7. 11-13
Tak mówi Pan:
«Synowie Izraela ustanawiali sobie królów, ale beze Mnie. Książąt mianowali – też bez mojej wiedzy. Czynili posągi ze srebra swego i złota – na własną zagładę. Odrzucam cielca twojego, Samario, gniew mój się na nich rozpala; jak długo jeszcze nie będą mogli być wolni od winy synowie Izraela? Wykonał go rzemieślnik, lecz nie jest on bogiem; w kawałki się rozleci cielec samaryjski. Skoro sieją wiatr, zbiorą burzę. Zboże bez kłosów nie dostarczy mąki, jeśliby nawet dało, zabierze ją obcy.
Wiele ołtarzy Efraim zbudował, ale służą mu jedynie do grzechu. Wypisałem im moje liczne prawa, lecz je przyjęli jako coś obcego. Lubią ofiary krwawe i chętnie je składają, lubią też mięso, które wówczas jedzą, lecz Pan nie ma w tym upodobania. Wspominam wtedy na ich przewinienia i karzę ich za grzechy – niech wrócą znów do Egiptu!»
Ps 115 (113B), 3-4. 5-6. 7ab i 8. 9-10
Nasz Bóg jest w niebie, *
czyni wszystko, co zechce.
Ich bożki są ze srebra i złota, *
dzieła rąk ludzkich.
Mają usta, ale nie mówią, *
mają oczy, ale nie widzą.
Mają uszy, ale nie słyszą, *
mają nozdrza, ale nie czują zapachu.
Mają ręce pozbawione dotyku, *
nogi mają, ale nie chodzą.
Do nich będą podobni ci, którzy je robią, *
i każdy, który im ufa.
Ale dom Izraela pokłada ufność w Panu, *
On jest ich pomocą i tarczą.
Dom Aarona pokłada ufność w Panu, *
On jest ich pomocą i tarczą.
Mt 9, 32-38
Przyprowadzono do Jezusa opętanego niemowę. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: «Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!»
Lecz faryzeusze mówili: «Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy».
Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.
A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».
Dzisiejsze czytania są zbudowane z przeciwstawienia. Najwyraźniej widać to w psalmie. Bożki pogan mają usta, ale nie mówią, mają oczy, ale nie widzą, mają uszy, ale nie słyszą; co znacznie ważniejsze, do nich podobni są ci, którzy je robią i im ufają. Prorok Ozeasz mówi do ludu Efraima, że buduje ołtarze, które służą do grzechowi zamiast chwale Bożej. Faryzeusza zarzucają Jezusowi, że czyni dobro jako przywódca złych duchów – są świadkami wielkich znaków, ale czynią z nich narzędzie własnego upadku.
Do synów Izraela Bóg również przemawiał, wypisał im swoje liczne prawa, lecz je przyjęli jako coś obcego. Przyjęli nie przyjmując, przyjęli odrzucając. To było to samo prawo, które Bóg już wcześniej wypisał w ich sercach. Słowa proroków miały być ich przypomnieniem, pomocą w drodze do odkrycia ich prawdziwej tożsamości, a oni przyjęli je jako coś obcego. Mieli uszy, ale nie słyszeli, mieli oczy, ale nie widzieli. Budowali ołtarze i składali ofiary, ale nie Bogu, czyli tak naprawdę nie składali. Mają usta, poruszają nimi, ale nie mówią, wydobywa się jakiś obcy dźwięk, ale nie płynie z nich pieść na cześć Pana, do czego zostały stworzone. Faryzeusza otrzymali rozum i zdawało im się, że myślą, ale w istocie robili coś przeciwnego. Dostali narzędzie do rozpoznania Bożego głosu, a użyli go do czegoś przeciwnego.
Cały zostałem stworzony, utkany jeszcze w łonie matki, do kochania Boga i ludzi. Moje usta kształtowały się po to, żebym mógł w przyszłości wypowiadać słowa modlitwy i przysięgi małżeńskiej, żebym całował moją żonę. Dał mi ręce, abym je wznosił w uwielbieniu, abym nimi pracował, abym nimi pieścił tę, która stała się ze mną jednym ciałem, abym brał na ręce nasze dzieci. Bóg dał mi to życie, aby je wypełniał miłością, abym ją chłonął i rozlewał wokół, abym zostawiał po sobie dobro jak ślady na piasku i w tym ukrył moje najgłębsze szczęście po tej stronie. Każda cząstka mojego ciała i mojej duszy zaistniała z Jego woli i tylko po to, bym kochał. Tylko spojrzenie z miłością jest prawdziwym widzeniem. Tylko takie słowa są mową. Tylko słuchanie z miłością pozwala usłyszeć to, co ważne. Dlatego czciciele pustki i kłamstwa są ślepi, głusi i niemi. Mają oczy, uszy i usta, ale nie potrafią się nimi posłużyć zgodnie z ich naturą. Pozwolili złemu odebrać sobie wzrok, słuch i mowę. Oddają mu swoje ręce czyniąc się kalekami: nie umieją już nimi kochać, a zaczynają krzywdzić. Stają się gorsi niż martwe posągi.
To jest w każdym z nas, to jest po prostu grzech. Każdy uczynek, który nie jest uczynkiem miłości. Puste słowa, obojętne spojrzenia, zmarnowana chwila, niewysłuchana prośba o pomoc, otrzymane dobro, w którym dopatrzyłem się złych intencji, ofiara, która miała być dla Boga, a została złożona na ołtarzu mojej pychy.
Znacznie łatwiej rozpoznaję zło, które mnie spotyka. Ono boli. Dzięki temu je dostrzegam i mam szansę zobaczyć je także w sobie. To cierpienie, które jest łaską.
Ręce splecione stułą i usta wypowiadające słowa przyrzeczenia. Wiem, że tak było nie tylko u mnie. Pierwszymi symptomami odejścia żony było to, że zabrała swoje dłonie i usta. Brak pocałunków zauważyłem od razu, niechęć do dotknięcia jej dłoni później. Usta i ręce stworzone do wyrażania miłości, powołane do tego odwiecznym postanowieniem Boga i potem wolną decyzją człowieka. Usta, które potem milkną, ręce pozbawione dotyku. Człowiek, który zaczyna tworzyć sobie bożka i w nim pokładać ufność. Traci mowę, dotyk. Przestaje dostrzegać miłość i nazywa ją nienawiścią. Znamy to wszyscy, prawda? Mają oczy, ale nie widzą, mają uszy, ale nie słyszą, mają nozdrza, ale nie czują zapachu. Bożki i ci, którzy je robią i którzy im ufają.
Na tę chorobę jest tylko jedno lekarstwo – Jezus. On ma władzę wyrzucić złego ducha i przywrócić mowę. Dzięki niemu znów kocham swoją żonę. Znów mam usta, które mówią, oczy, które widzą, uszy, które słyszą, ręce obdarzone dotykiem. Serce zdolne do odczuwania bliskości i tęsknoty, radości i bólu.
Już od rana miałem pomysł, co napisać o dzisiejszych czytaniach. Wieczorem zasiadłem do komputera z zamiarem spisania go. Przedtem pomodliłem się krótko do Ducha Świętego i popłynął strumień. Tym razem nic nie szukałem, nie sprawdzałem, nie kombinowałem. Coś z wcześniejszych zamierzeń zostało. Coś z tych nowych pewnie przeinaczyłem i zepsułem, ale mam poczucie że jednak coś nie tylko mojego ocalało. Nie oddzielę tego od reszty, ale dziękuję Panu, że mogłem to napisać.

Ukasz
Posty: 496
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 lip 2018, 22:44

Pantop pisze:
08 lip 2018, 23:25
Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.
Nie rozumiem.
,,Moc w słabości się doskonali,,
Tego również nie rozumiem.
Może kto wyłoży mi te kwestie.
To jest Słowo Boga. Nie da się go wytłumaczyć. Jest żywe, przemawia wciąż inaczej i do każdego inaczej. Mogę się tylko podzielić tym, co ja w nim odnajduję dzisiaj – a raczej to, jak się w nim odnajduję dzisiaj.
Pierwszy poziom rozumienia „mocy w słabości” jest bardzo racjonalny. Jak na treningu: jeśli w wysiłku nie dojdziesz do swojej granicy, do swojej słabości, to nic nie wytrenujesz. Nawet spłycając życie duchowe do prostej psychotechniki działa to tak samo. Bez poddawania się autentycznej próbie nie przygotujesz się do następnej, rozwali Cię każda pokusa. Jeśli swoją słabą stronę będziesz zawsze chronił tak, by nigdy nie wyszła na światło dzienne, będziesz tam coraz słabszy. I tak dalej – mechanizm jest chyba prosty.
Drugim poziomem nazwałbym wstęp do warsztatów 12 kroków. Aby rozpocząć pracę nad sobą, trzeba uznać własną bezsilność. Ja osobiście wolę to nazwać słabością, ale w tym kontekście to na jedno wychodzi. Dopóki nie uznam, że sam, bez Boga, nie mam mocy zmienić swojego życia, nic nie zdziałam. Dopiero uznając swoją słabość i robiąc miejsce Jego mocy mogę wejść na drogę naprawy, uwolnienia.
Dostrzegam jeszcze jeden poziom, a w zasadzie jakoś go jedynie ogólnie wyczuwam. Bóg wyraźnie przeciwstawia ziemską siłę we wszelkich jej przejawach – bogactwa, mądrości, pozycji – swojemu królestwu. To, co silne w oczach ludzi, jest słabe w oczach Boga. To, co słabe w oczach ludzi, może być potężne przed Bogiem. Istotą jest bowiem moc miłości. Im ktoś jest potężniejszy, tym mniej może kochać. W ogóle trudno mi sobie wyobrazić Boga, który w nieograniczony sposób korzysta ze swej mocy i tak kocha. Czy mając kartę płatniczą bez limitu mógłbym kupieniem czegoś żonie wyrazić swoją miłość? Przecież nie dałbym jej w istocie nic, co było moje, nic bym sobie nie odjął. Miłość jest dawaniem siebie: im więcej daję, tym mniej mnie zostaje, tym staję słabszy, a jednocześnie silniejszy w tym jedynym wymiarze, który się liczy. Chrystus jest najpotężniejszy miłością umierając na krzyżu: ogołocony ze wszystkiego, wyczerpany pod każdym względem, przybity gwoździami do drzewa, wyszydzony, w chwili, gdy gaśnie w nim wszelka siła dostrzegalna ludzkim okiem. Właśnie w tej chwili jest mocarzem przewyższającym świat.

Pantop
Posty: 951
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Pantop » 11 lip 2018, 11:55

Moc w słabości się doskonali - objąłem - dobry przykład z treningiem do kresu sił - perfekt!


Natomiast
,,Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.,, dalej pozostaje dla mnie zagadką na zasadzie :
ile razy się topię tyle razy się nie topię :D


I byłbym ostrożny w niedocenianiu bogactwa tego świata - pieniędzy, wpływów, potencjału jaki to wszystko z sobą niesie.
Wszak pamiętamy jak zakończyła się przygoda Hioba. A mógł zostać dziadem do końca swych dni.

Oczywiście, oczywiście:
Bogaty młodzieniec zbity z pantałyku odchodzi bo miał wiele dóbr.

No i nawiązałeś do karty płatniczej bez limitu.
Rozumiem intencję przekazu i zgadzam się z nią.
Jeśli weźmiemy rzecz taką jaką ona jest - to wiesz ilu panów chciałoby taką kartą dysponować?
Pomijam ten drobny szczegół, że małżeństwa rozpadałyby się wtedy ze wszystkich innych powodów niż finansowe GDYŻ temat pieniędzy byłby powszechnie śmieszny.
No ale fajnie pogdybać :mrgreen:

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 422
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: ozeasz » 11 lip 2018, 16:54

2 Kor 12, 7-10
Bracia:
Aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik Szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.
I ja chciabym się podzielić swoją refleksją , ogólnie dobrze jest rozpatrywać wersety z PŚ w kontekście tekstu w którym zostało umieszczone , a może nawet księgi ,w tym wypadku listu, i intencji autora który chce coś przekazać w całym liście tym do których kieruje to słowo .

Powyższy cytat jest osadzony m.in w takich słowach Św.Pawła :
2 Kor 1, 5 Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy.
2 Kor 4,5 Nie głosimy bowiem siebie samych, lecz Chrystusa Jezusa jako Pana, a nas - jako sługi wasze przez Jezusa.
2 Kor 4,7-11 Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele.
2 Kor 11,22-30Hebrajczykami są? Ja także. Izraelitami są? Ja również. Potomstwem Abrahama? I ja. Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego8. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły. Któż odczuwa słabość, bym i ja nie czuł się słabym? Któż doznaje zgorszenia, żebym i ja nie płonął? Jeżeli już trzeba się chlubić, będę się chlubił z moich słabości.
I jest odpowiedzią m.in. tak myślę Apostoła dla Koryntian wobec widzenia Go przez Nich inaczej niż jest naprawdę .

Co do mnie ja odbieram kwestię słabości «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali» z perspektywy historii mojego życia , w którym to słabe strony mojej osoby stają się przez praktykę podnoszenia się z upadków
na tyle wartościowym doświadczeniem ,że mogę się z nim dzielić z innymi i być uznany jako "mocny" w tej kwestii. Warunek jest taki że nie rezygnuję z walki , powstawania , mimo ciągłych upadków. To daje doświadczenie o tyle bogatsze ,o ile czerpiące z poszukiwań rozwiązań wobec niepowodzeń tam , gdzie inni ich nie widzą lub już zrezygnowali .

Ja odbieram słowa Pawła jako wskazujące na rzeczywistość prawdziwego powodu do chluby , którym jest objawienie się mocy Bożej w słabości człowieka , im większa słabość tym lepiej widać na jej tle działanie Boga ,przykładem jest chociażby zwycięstwo Gedeona( zredukowanie ilości wojowników których miał do dyspozycji ,aby zwycięstwo nie zostało przypisane sile ludzkiej) .

Wobec powyższego , treść drugiej części cytatu odbieram tak : im więcej niedomagam ,jestem słaby tzn. potrzebujący ,tym bardziej może we mnie zaistnieć ,zadziałać moc Chrystusa .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Ukasz
Posty: 496
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 12 lip 2018, 0:09

http://brewiarz.pl/vii_18/1107p/czyt.php3
Mt 19, 27-29
Piotr powiedział do Jezusa: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?»
Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy».
Dziś jest święto św. Benedykta, opata. Teksty czytań mszalnych poświęcone są życiu mniszemu. Ich ukoronowaniem jest Ewangelia, skierowana jednoznacznie do tych, którzy zostawili wszystko i poszli za Panem.
Jest to jednocześnie na pewno Słowo skierowane do każdego z nas tu i teraz. Nie zostałem powołany do zakonu, lecz do małżeństwa. Opuściłem dom moich rodziców nie dla służby Bożej, lecz dla założenia własnej rodziny. Żony też nie opuściłem, to ona opuściła mnie (przynajmniej tak ja to w tej chwili widzę...). Warto zresztą przypomnieć, że Chrystus nie wspomina o opuszczeniu żony lub męża i na pewno nie jest to przypadek.
Widzę jednak pewne podobieństwo między porzuconym małżonkiem, który dochowuje wierności, i celibatem, właściwym drodze zakonnej. W obu przypadkach jest zgoda na brak intymnej relacji z drugim człowiekiem i jest to postawa wynikająca z wierności Bogu. Często jest to także przynajmniej częściowe pozbawienie bliskości z dziećmi, nierzadko konieczność opuszczenia domu i kłopoty materialne. Świat wzywa, żeby znaleźć łatwą drogę wyjścia z tego bolesnego osamotnienia: znajdź sobie kogoś, ułóż sobie życie na nowo. Wybieramy wierność własnemu słowu i ukochanej osobie, ale przede wszystkim Bogu. Dla Niego rezygnujemy z perspektywy nowego domu, dzieci, może nawet nowych „rodziców” czy nowego „rodzeństwa”, nowych perspektyw materialnych. Za Nim idziemy przez pustynię i nie wiemy, co nas czeka dalej.
W Psalmie 90 (w. 15) jest modlitwa o pocieszenie: daj radość według [miary] dni, w których nas przygniotłeś, i lat, w których zaznaliśmy niedoli. Im dłużej trwamy, tym większą powinniśmy mieć nadzieję. Chrystus zna tę modlitwę i na nią odpowiada. Nie, nie odda nam według takiej miary: każdy, kto dla Jego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Zadziwiający jest spójnik „i” między tymi obietnicami. Jezus obiecuje nam nie skarby w życiu wiecznym, lecz życie wieczne i niezmierzone dary, których wartość stukrotnie przewyższa to wszystko, co Mu ofiarowaliśmy, czego się wyrzekliśmy. Tego nie da się sobie wyobrazić, a i tak warto spróbować. Marzę o spojrzeniu głęboko w oczy ukochanej, o ciepłym słowie, o czułym geście... W geście miłosierdzia dla moderacji i nie tylko zatrzymam się w tym miejscu.

Ukasz
Posty: 496
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 12 lip 2018, 19:42

http://brewiarz.pl/vii_18/1207p/czyt.php3
Oz 11, 1-4. 8c-9
Tak mówi Pan:
«Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, składali ofiary Baalom i bożkom palili kadzidła. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że przywracałem im zdrowie. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości.
Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.
Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać».
Mt 10, 7-15
Jezus powiedział do swoich apostołów:
«Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie w drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was.
A jeśliby was gdzieś nie chciano przyjąć i nie dano posłuchu słowom waszym, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych! Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu».
Bogiem jestem, nie człowiekiem, mówi do mnie Pan. I ukazuje się od strony tak ludzkiej, że chyba bardziej nie można. Wzdraga się Jego serce, rozpalają się wnętrzności. Przeżywa swoją miłość bardzo intensywnie i tak konkretnie, że mówi o niej jak o kontakcie cielesnym. Bierze na ręce niemowlę, w czułym geście podnosi je do swojego policzka, schyla się ku niemu, karmi je, uczy chodzić, pociąga je ku sobie swoją miłością. Nazywa to wszystko ludzkimi więzami - a jednocześnie podkreśla, że nie jest człowiekiem.
Jest pośrodku nas - pośrodku mnie, we mnie, głębiej, niż sam mogę sięgnąć nawet myślą. Jest tam w Swojej świętości, czyli boskości, odrębności, w tym, co Jego - Boga - odróżnia od człowieka. Przychodzi, zagłębia się we mnie i stamtąd się wyłania, abym mógł Go dostrzec, doświadczyć. Nie robi tego po to, żeby zatracać, ale by ofiarować mi więzy miłości, ludzkie, takie, bym mógł w nie wejść, ale zarazem Swoje, Boskie. Zbliża się do mnie, nieporadnego niemowlęcia tak, że Jego policzek dotyka do mojego. Zwraca się do mnie jakby Swoją ludzką stroną, tym, co złożył we mnie stwarzając mnie na Swój obraz i podobieństwo.
Jednocześnie subtelnie zaznacza piękną różnicę. Nie jest człowiekiem, nie jest mężczyzną. Nie jest też kobietą, choć karmi niemowlę. Jemu obce są te ograniczenia, które dla nas stanowią fundament tożsamości i otwierają zdolność do kochania.
Ostatni akapit dzisiejszej Ewangelii zdaje się ostro kontrastować z tym obrazem. Apostołowie Jezusa, jeśli nie zostaną przyjęci w jakiejś wspólnocie, mają wychodząc strząsnąć nawet proch ze swoich nóg, ich pokój wróci do nich, nie pozostanie tam nic z ich misyjnej wizyty, a tamtych ludzi czeka los gorszy niż spalonych ogniem z nieba Sodomy i Gomory... Przerażająca twardość, zupełnie inna strona potęgi. Po co Jezus mówi apostołom te słowa? Żeby wzbudzić w nich nienawiść i pogardę wobec tych, którzy ich nie przyjmą? Obiecuje zemstę?
Chrystus nie zapowiada żadnego swojego działania. Mówi tylko o nieuchronnych konsekwencjach. Pozbawia złudzeń. Odrzucenie Jego posłania zostawia człowieka w strasznej sytuacji, bez zbawienia, bez ratunku. Ten przekaz musi być bardzo jasny. Jest kierowany do apostołów. Muszą wiedzieć, jakie będą skutki fiaska ich misji. Co się stanie, jeśli zawiodą, jeśli nie zdołają przekazać Dobrej Nowiny. Ich klęska będzie całkowita: nawet słowo pozdrowienia wróci bezowocne, nie zabiorą z sobą stamtąd do Jezusa nawet pyłu na nogach. Pan powierza im wielką misję i wielką odpowiedzialność. Wzdraga się Jego serce i rozpalają się wnętrzności. Nie wysyła apostołów po to, żeby zatracać, tylko po to, żeby on sam, Święty, stanął pośrodku nich, pośrodku tamtego miasta, tamtej wspólnoty.
Taka jest moja misja. Mam kochać tak, żeby w żadnej mierze nie zasłaniać Go sobą. Dać z siebie wszystko i pamiętać, że nie znam efektu, że mogę się spotkać z odrzuceniem. Przyjąć to z pokorą.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość