Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 27 maja 2018, 22:06

http://brewiarz.pl/v_18/2705/czyt.php3
Rz 8, 14-17
Bracia:
Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»
Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa; skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by wspólnie mieć udział w chwale.
Mt 28, 16-20
Jedenastu uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami:
«Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».
To ostatnie zdanie najdłuższej ewangelii. Jezus przyszedł na świat, nauczał, czynił cuda, wypełnił proroctwa o męce Sługi Bożego i zmartwychwstał. Rozmawia z apostołami, tymi, którzy byli najbliżej, już po wstaniu z grobu, w Swoim odmienionym ciele. A niektórzy z tych, którzy tego doświadczają, wciąż wątpią.
Odpowiedź Jezusa składa się z trzech części. Najpierw potwierdza Swoją moc i władzę. Krótko, jednoznacznie, bez znaków i wyjaśnień, dobitnie.
Następnie powierza uczniom zadanie: głoście dalej to, czego doświadczyliście, w co uwierzyliście. Głoście Boga w Jego pełni, w Trójcy i w miłosierdziu, udzielając chrztu na odpuszczenie grzechów.
Wreszcie wieńczy to obietnicą, znów bardzo prostą. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.
Nie ma innego leku na zwątpienie i lęk. Nie otrzymaliśmy przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliśmy Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! Jeżeli przyjmiemy to jak dzieci, wejdziemy do królestwa Bożego (Mk 10, 15).

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 28 maja 2018, 10:54

http://brewiarz.pl/v_18/2805p/czyt.php3
1 P 1, 3-9
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym.
Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz.
Ps 111 (110), 1b-2. 5-6. 9 i 10c
Z całego serca będę chwalił Pana *
w radzie sprawiedliwych i na zgromadzeniu.
Wielkie są dzieła Pana, *
zgłębiać je mają wszyscy, którzy je miłują.

Dał pokarm bogobojnym, *
pamiętać będzie wiecznie o swoim przymierzu.
Ludowi swemu okazał potęgę dzieł swoich, *
oddając im posiadłości pogan.

Zesłał odkupienie swojemu ludowi, *
na wieki ustanowił swoje przymierze,
imię Jego jest święte i wzbudza trwogę, *
a Jego sprawiedliwość będzie trwać na wieki.
Mk 10, 17-27
Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»
Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę».
On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości».
Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.
Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego».
A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może być zbawiony?»
Jezus popatrzył na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe».
W dzisiejszych „majątkowych” czytaniach wszystko wydaje się dobrze znane. Zwrot o wielbłądzie i uchu igielnym nie jest obcy nawet wielu niewierzącym. Wydaje mi się jednak, że jest w nich kilka rzeczy intrygujących.
Gdyby nie tekst z poprzednich dni, który bezpośrednio poprzedza tę perykopę, pewnie nie zwróciłbym uwagi na to, że Jezus w tym momencie – i tylko w tym momencie! – zwraca się do uczniów: dzieci (gr. τέκνα, tekna). Duch Święty bardzo wyraźnie nakazuje nam czytać te dwa ustępy razem. Jezus najpierw stawia przed apostołami dzieci i mówi, że tylko przyjmując królestwo Boże tak, jak one, można wejść do niego. Zaraz potem zwraca się tak nich. Zachęca, żeby od razu podjęli się tego, co usłyszeli przed chwilą, żeby spojrzeli na to, czego są świadkami, jak dzieci. Tego sąsiedztwa zdarzeń na pewno nie należy traktować jako przypadku: one zdarzyły się jedno po drugim, bo właśnie w ten sposób Słowo w najpełniejszy sposób mogło dotrzeć do uczniów. Kolejne nauki Jezusa to perfekcyjnie zbudowana konstrukcja, która przemawia do człowieka nie tylko przez każdy ze swoich elementów, ale także przez ich ułożenia względem siebie. Widać to jeszcze wyraźniej, gdy spojrzymy na szerszy kontekst, choćby układ rozdziału 10 w Ewangelii według św. Marka: nierozerwalność małżeństwa, błogosławienie dzieci, bogaty młodzieniec, nagroda za dobrowolne ubóstwo dla Chrystusa, trzecia zapowiedź męki, synowie Zebedeusza proszą o miejsce po prawej i lewej stronie Boga w Jego chwale, uzdrowienie niewidomego pod Jerychem. Jezus przygotowuje Siebie samego i apostołów do Paschy. Ukazuje im relację między światem a królestwem Bożym.
Reakcja uczniów na scenę z bogatym młodzieńcem dowodzi, jak bardzo oni tego przygotowania potrzebowali. Warto zdziwić się ich postawą. Jezus mówi coś, co nam wydaje się oczywiste: Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego. Ich reakcją jest zdumienie połączone ze strachem, w powyższym tłumaczeniu oddane nawet jako przerażenie. Czasownika θαμβέω (tambeo) św. Marek używa w swojej ewangelii trzy razy. Najpierw opisując reakcję na pierwszy cud Jezusa (1, 27; w ujęciu św. Marka nie było to wesele w Kanie, lecz uzdrowienie opętanego w synagodze w Kafarnaum), następnie tu (Mk 10, 24) i znów w tym rozdziale (10, 32a): A kiedy byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni (tłumaczenie Biblii tysiąclecia, które rozważany tu werset Mk 10, 24 oddaje z kolei po prostu jako zdziwienie: „oni tym bardziej się dziwili”). Ewangelista wskazuje trzy momenty, które były dla uczniów najsilniejszym zderzeniem między ich wyobrażeniem a Bożą rzeczywistością: najpierw objawienie mocy Chrystusa, na koniec Jego dobrowolna, wręcz pospieszna droga ku męce, a między nimi ukazanie prawdy, że człowiek nie może liczyć na żadne swoje dostatki.
Dla apostołów był to szok. Pytają: Któż więc może być zbawiony? Skoro nie możemy liczyć na nic, co tu mamy, to czy zbawienie w ogóle jest możliwe? Skoro nic nie możemy sobie zapewnić, zgromadzić, to z czym staniemy przed Bogiem? Czy w ogóle możemy zrobić coś, żeby zapewnić sobie zbawienie? Jezus doprowadza ich zdumienie do końca, do ściany: nie, nie możecie zrobić nic takiego. U ludzi to niemożliwe.
Właśnie tak mam stanąć przed Bogiem: ogołocony ze wszystkiego, co uważałem za swoje, z wszelkiej pychy, z przekonania o zasługach czy zaletach, o tym, że byłem dobry. Nawet Jezus protestuje, gdy młodzieniec nazywa go dobrym! Mam się narodzić na nowo z Ducha, stać się noworodkiem umazanym krwią porodową, bezradnym i zdanym całkowicie na miłość rodzicielską, łapiącym w płuca pierwsze tchnienie Ducha i wykrzykujący chwałę Bożą bez słów. I tak mam dalej wzrastać, patrząc na Boga z ufnością, czerpiąc z Niego siły i mądrość, już nie tę własną, lecz Jego. Wrastać z miłości do wszystkich – do Niego, do żony, do dzieci, do każdego bliźniego i całego stworzenia, ale płynącą tylko z jednego źródła, od niego. I mam się na nowo bogacić, odkładając skarby tam, gdzie są bezpieczne.
Dopełnienie dzisiejszej nauki Jezusa o bogactwie i ubóstwie w duchu znajduję w dwóch miejscach. Pierwsze to kontynuacja tego czytania (Mk 10, 28-30):
Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą». Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.
Drugie to słowa ojca z przypowieści o synach marnotrawnych (Łk 15, 31):
Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy.
Bóg nie wzywa mnie do ubóstwa, tylko do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, do niewyobrażalnego bogactwa, do tego bym posiadał wszystko, co należy do Ojca. I to nie kiedyś, lecz już teraz, w tym czasie.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 29 maja 2018, 9:58

http://brewiarz.pl/v_18/2905p/czyt.php3
1 P 1, 10-16
Najmilsi:
Nad zbawieniem wszczęli poszukiwania i badania prorocy – ci, którzy przepowiadali przeznaczoną dla was łaskę. Badali oni, kiedy i na jaką chwilę wskazywał Duch Chrystusa, który w nich był i przepowiadał cierpienia przeznaczone dla Chrystusa oraz mające potem nastąpić uwielbienia. Im też zostało objawione, że nie im samym, ale raczej wam miały służyć sprawy obwieszczone wam przez tych, którzy wam głosili Ewangelię mocą zesłanego z nieba Ducha Świętego. Wejrzeć w te sprawy pragną aniołowie.
Dlatego przepasawszy biodra waszego umysłu, bądźcie trzeźwi, pokładajcie całą nadzieję w łasce, która wam przypadnie przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Bądźcie jak posłuszne dzieci. Nie przystosowujcie się do waszych dawniejszych żądz, gdy byliście nieświadomi, ale w całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: «Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty».
Mk 10, 28-31
Piotr powiedział do Jezusa: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą».
Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci lub pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi».
Bądźcie jak posłuszne dzieci. Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego (Mk 10, 15). Widzę w tych słowach zachętę do pewnej prostoty, zgodę na rezygnację z całego bagażu intelektu i doświadczeń, jakie niesie ze sobą dorosłość. Powrotu do pierwotnej ufności. Spojrzenia na Boga tak, jak szczęśliwe dziecko patrzy na mamę i tatę. Już po napisaniu wczorajszych rozważań zwróciłem uwagę na jeszcze jeden szczegół rozmowy Jezusa z bogatym młodzieńcem: Jego spojrzenie. Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu... Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów... Jezus popatrzył na nich i rzekł... Każdemu słowu Jezusa towarzyszyło spojrzenie przepełnione miłością i oczekiwaniem, by napotkać wzrok pełen tego samego.
Św. Piotr nie zniechęca do rozważania prawdy Bożej. Tłumaczy ją, dzieli się jej doświadczaniem. Robi to w sposób bardzo dorosły, to nie są słowa proste i przeznaczone dla dzieci. Jest świadom tego, o jak trudne sprawy chodzi. Warte roztrząsania i zarazem niemożliwe do pełnego pojęcia. Nawet aniołowie tego pragną i nie są w stanie. Ale tego pragną! To pragnienie jest dobre. Mam czerpać z bogactwa dziecka ucząc się od niego ufności i posłuszeństwa, a w zasadzie ufności w posłuszeństwie i posłusznej ufności. I nie rezygnować z wyzwań dorosłości, nimi dzielić się z dziećmi, prowadzić ich w dorosłość.
Dzieci – na pewno nie odkrywam nic nowego zwracając uwagę na fakt, że Jezus mówi o wyrzeczeniu się domu, pól i najbliższych osób, ale nie żony lub męża. Natomiast dzieci tam są. Czym może być opuszczenie dzieci – chodzi przecież o własne dzieci! – z powodu Chrystusa i z powodu Ewangelii? Czy jest to jakaś zachęta do porzucenia własnego potomstwa? I to razem z żoną lub mężem? Albo w sytuacji, gdy ona lub on już je opuścili? Sumienie i rozum mówią mi, że nie. Widzę kilka sytuacji, które jakoś mogą się do tego odnosić.
Pierwsza i powszechna i to moment, gdy one dorastają. Jezus przypomina mi, że powierzył je mojej opiece tylko na pewien czas, dał zadanie do wykonania, ale one nie są moją własnością. Miałem je wychowywać do wolności, do wolnego wyboru wiary, nadziei i miłości.
Druga dotyczy sytuacji szczególnych, wyjątkowych i zarazem niestety coraz częstszych, gdy ludzkie więzi między małżonkami rozpadają się. Jedno z nich, zwykle matka, decyduje się na odejście wraz z nimi, odbiera je ojcu. Ten ich nie opuszcza, ale zarazem powinien mieć w sobie zgodę na uszanowanie wolności żony, starszych dzieci, nie starać się ratować wspólnego życia za wszelką cenę. Wiedzieć, gdzie jest granica, gdy trzeba powiedzieć nie, nawet gdy to oznacza rozłąkę z ukochanymi dziećmi.
Wreszcie o trzeciej sytuacji napisała dzisiaj Krople Rosy
https://www.kryzys.org/viewtopic.php?f ... 387#p61387
Choć ona odnosiła się do wczorajszej Ewangelii o bogatym młodzieńcu, to jej świadectwo pasuje chyba jeszcze lepiej do dzisiejszej. Chodzi o wewnętrzną zgodę na powierzenie swoich dzieci Bogu. O postawę Abrahama idącego na górę Moria. Zgody na to, że jeżeli Bóg zażąda ode mnie oddaniu mu ukochanego dziecka, wyrzeczenia się bliskości z nim, jeżeli śmierć odbierze mi tę bliskość, mam dalej pokładać ufność w Nim. Ja nie mógłbym napisać takiego świadectwa, bo ja nie przeżyłem śmierci własnego dziecka.
W tym miejscu staje pytanie o nieobecność współmałżonka wśród bliskich wymienionych przez Chrystusa w dzisiejszej Ewangelii. Czy opisanej przed chwilą przeze mnie gotowości do wyrzeczenia się bliskości z powodu Chrystusa i z powodu Ewangelii nie powinienem mieć także w stosunku do żony? Przecież właśnie rezygnacja z tej relacji, życie w czystości dla królestwa Bożego, celibat, to mocno zakorzeniona w Ewangelii i tradycji praktyka Kościoła. Tak, ale do tego daru Bóg nie wzywa tych, którzy już są w sakramentalnym związku małżeńskim. Jezus odpowiadał św. Piotrowi, który miał teściową, czyli kiedyś na pewno był żonaty. Dla mnie brak żony w tej nauce Chrystusa jest potwierdzeniem, że jej już wtedy nie było i nawet apostołowie nie byli wezwani do opuszczenia współmałżonków. Zapewne Jezus po prostu wybrał tych, którzy wtedy nie byli związani węzłem małżeńskim.
Mimo to mam głębokie przeświadczenie, że te słowa Chrystusa mówią coś bardzo ważnego także o mojej relacji do żony. Że są wezwaniem do określonej postawy i zarazem obietnicą. Jeżeli w mojej miłości do żony wyrzeknę się wszystkiego, co moje własne, co jest dla mnie, co mnie napawa samozadowoleniem i co mu służyć mojemu zadowoleniu i przyjemności, i zrobię to z powodu Chrystusa i z powodu Ewangelii, to otrzymam tej miłości po stokroć więcej teraz, w tym czasie, wśród prześladowań, i życie wieczne w czasie przyszłym. Życie wieczne z Nim. I z wszystkimi, których pokocham Jego miłością.
Jestem przekonany, że przez kryzys Bóg wprowadził mnie na tę drogę. Ogołocił ze wszystkiego, z wszelkiej bliskości, nawet z jej pragnienia, i czekał, aż to zaakceptuję i powierzę Mu całkowicie. Gdy to zrobiłem, zaczął mi to zwracać. Już pozwolił mi od nowa pokochać żonę, obudził we mnie uczucia do niej, tęsknotę, ból oddalenia i radość nadziei. Wiem, że jeśli pójdę drogą wskazaną przez niego, odzyskam również w moim małżeństwie po stokroć to, co utraciłem. Na pewno we mnie już w tym życiu i na pewno między nami w tym przyszłym.

krople rosy
Posty: 915
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Echo Słowa

Post autor: krople rosy » 30 maja 2018, 11:23

Ukasz pisze:
29 maja 2018, 9:58
Pierwsza i powszechna i to moment, gdy one dorastają. Jezus przypomina mi, że powierzył je mojej opiece tylko na pewien czas, dał zadanie do wykonania, ale one nie są moją własnością. Miałem je wychowywać do wolności, do wolnego wyboru wiary, nadziei i miłości.
Jeśli o mnie chodzi to świadomość ta towarzyszyła mi od narodzin pierwszego dziecka. I pomogła duchowo oddać każde moje dziecko Bogu.
A potem.....przyszła próba wiary i moich deklaracji.

Kiedyś gdy oglądałam zdjęcia abortowanych dzieci tak głęboko mną wstrząsnęły, że powiedziałam Bogu, że przyjmę każde dziecko którym mnie/nas obdarzy....za te kobiety, które dzieci nie chcą.
Bóg mnie chyba usłyszał :)
Ukasz pisze:
29 maja 2018, 9:58
Dlatego przepasawszy biodra waszego umysłu, bądźcie trzeźwi, pokładajcie całą nadzieję w łasce, która wam przypadnie przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Bądźcie jak posłuszne dzieci. Nie przystosowujcie się do waszych dawniejszych żądz, gdy byliście nieświadomi, ale w całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: «Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty».
Gdy czytałam ten fragment dojrzałam/usłyszałam mocniej te słowa, które podkreśliłam. Wiele zostaje nam wybaczone gdy nie jesteśmy świadomi zła i krzywdy które wyrządzamy. Gdy nie widzimy oczami ducha. Jednak od momentu objawienia nam pewnych prawd, powinniśmy się poruszać do przodu, bez oglądania się z sentymentem i usprawiedliwianiem siebie na Egipt (miejsce i stan niewoli) .

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 31 maja 2018, 12:28

Krople Rosy - bardzo Ci dziękuję za to świadectwo.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 31 maja 2018, 12:33

http://brewiarz.pl/v_18/3005p/czyt.php3
1 P 1, 18-25
Najmilsi:
Wiecie, że z odziedziczonego po przodkach waszego złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy. On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach objawił się ze względu na was. Wy przez Niego uwierzyliście w Boga, który wskrzesił Go z martwych i udzielił Mu chwały, tak że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu.
Skoro już dusze swoje uświęciliście, będąc posłuszni prawdzie celem zdobycia nieobłudnej miłości bratniej, jedni drugich gorąco czystym sercem umiłujcie. Jesteście bowiem ponownie do życia powołani nie z ginącego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki słowu Boga, które jest żywe i trwa. «Wszelkie bowiem ciało jest jak trawa, a cała jego chwała jak kwiat trawy: trawa uschła, a kwiat jej opadł, słowo zaś Pana trwa na wieki». Właśnie to słowo ogłoszono wam jako Dobrą Nowinę.
Mk 10, 32-45
Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy. Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać:
«Oto idziemy do Jerozolimy. A tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie».
Wtedy podeszli do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: «Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy».
On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?»
Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».
Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?»
Odpowiedzieli Mu: «Możemy».
Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, wprawdzie pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane».
Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich:
«Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu».
To są teksty z wczoraj i wtedy to pisałem, ale są chyba dobrym wprowadzeniem do dzisiejszego święta. W tych czytaniach mszalnych widzę przede wszystkim Mszę Świętą i jej owoce.
Przystępuję do Stołu Pańskiego grzeszny, obciążony winą już od grzechu pierworodnego, odziedziczonego po przodkach, który sam kontynuuję swoim złym postępowaniem. Z tej winy zostaję wykupiony drogocenną Krwią Chrystusa, odwiecznego Słowa, które stało się ciałem, Jego męką i zmartwychwstaniem. Tajemnica odkupienia, zbawczej ofiary i zwycięstwa nad śmiercią uobecnia się w eucharystii i przez nią mam najpełniejszy dostęp do tej łaski. Jest to sakrament sakramentów: jest w nim chrzest, odpuszczenie grzechów, wylanie Ducha Świętego, miłość agape, kapłaństwo, powołanie do nowego życia. Zgodnie z zapowiedzią Chrystusa piję z kielicha Jego Krwi i otrzymuję łaskę udziału w Jego chrzcie, w jego zbawczej męce; dzieje się to każdym cierpieniu dla Niego i przede wszystkim w eucharystii.
Owocem tego sakramentu Słowa i Krwi winno być ponowne powołanie do życia, czyli narodzenie na nowo, uświęcenie duszy, skierowanie jej wiary i nadziei ku Bogu. Nie jest to jednak cel sam w sobie: otrzymuję tę łaskę po to, gorąco umiłować czystym sercem, aby służyć innym, być ich niewolnikiem. Pan ofiarowuje się mi cały po to i tylko po to, żeby mnie uzdolnić do kochania Jego miłością. To jest życie, które On daje, to jest Jego największa łaska i nagroda tu na ziemi: służyć braciom z uniżeniem i zarazem w gorącym pragnieniu ich dobra.
Eucharystia jest źródłem wszelkiej miłości: tej ku Bogu i ku bliźnim, ku braciom, czyli najbliższym, i ku tym dalekim. W sposób szczególny jednak ku tej sobie, z którą w Nim tworzę jedno ciało. Miłość gorąca i ofiarna, nie szukająca swego. Doświadczyłem tego. Gdy wszystko, co ludzkie, wypaliło się we mnie całkowicie, a wszelkie relacje między mną i moją żoną ustały, stanąłem przed ołtarzem z sercem pustym, wystygłym i z modlitwą o jego uzdrowienie. Jego Ciało i Krew dokonały tego, wobec czego ja sam byłem zupełnie bezsilny. Pokochałem od nowa swoją żonę.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 03 cze 2018, 22:58

http://brewiarz.pl/vi_18/0206p/czyt.php3
Jud 17. 20b-25
Umiłowani: Przypomnijcie sobie te słowa, które były zapowiedziane przez apostołów Pana naszego, Jezusa Chrystusa.
Budując samych siebie na fundamencie waszej najświętszej wiary, w Duchu Świętym się módlcie i w miłości Bożej strzeżcie samych siebie, oczekując miłosierdzia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, które wiedzie ku życiu wiecznemu. Dla jednych miejcie litość – dla tych, którzy mają wątpliwości: ratujcie ich, wyrywając z ognia; dla drugich zaś miejcie litość z obawą, mając w nienawiści nawet chiton zbrukany przez ciało.
Temu zaś, który może was ustrzec od upadku i stawić wobec swej chwały bez zarzutu, w radości, jedynemu Bogu, Zbawcy naszemu, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, chwała, majestat, moc i władza przed wszystkimi wiekami i teraz, i po wszystkie wieki. Amen.
Ps 63 (62), 2. 3-4. 5-6
Boże, mój Boże, szukam Ciebie *
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą, *
jak zeschła ziemia łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, *
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia, *
więc sławić Cię będą moje wargi.
Będę Cię wielbił przez całe me życie *
i wzniosę ręce w imię Twoje.
Moja dusza syci się obficie, *
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.
W czasie oktawy Bożego Ciała teksty liturgiczne często nawiązują do ciała. W przypadku dwóch powyższych nawiązanie to zdaje się jednak iść w dwóch dokładnie przeciwnych kierunkach.
Św. Juda Apostoł przestrzega przed ciałem i to w sposób radykalny, zaleca mieć w nienawiści nawet chiton zbrukany przez ciało. Czyni to jednak warunkowo. Widzi taką potrzebę tylko w obcowaniu z pewną grupą czy typem osób. Określa ich jedynie w opozycji do tych, którzy mają wątpliwości i których adresaci listu apostoła powinni ratować wyrywając z ognia. Chodzi zatem o osoby, które żadnych wątpliwości nie mają, są absolutnie pewne siebie. Można się domyślać, że ich szata jest w pewien sposób zbrukana. Wobec obydwu grup uczniowie Chrystusa mają zachować litość, mieć miłosierdzie. Autor używa to czasownika ἐλεάω (eleao) – zmiłować się. Znamy ten czasownik z liturgii, śpiewamy Kyrie eleison, Chryste eleison – Panie zmiłuj się, Chryste zmiłuj się. Św. Juda wzywa wszystkich, by w stosunku do innych grzeszników wykazywali się taką samą postawą, o jaką proszą Boga w stosunku do siebie, oczekując miłosierdzia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, które wiedzie ku życiu wiecznemu. Ta postawa to budowanie samego siebie na fundamencie wiary, strzeżenie samego siebie w miłości Bożej (agape), a prowadzi do niej modlitwa w Duchu Świętym. W zależności tego, czy staję wobec osoby wątpiącej, poszukującej, czy też stanowiącej jej przeciwieństwo, powinienem przybrać inną postawę. Do tej pierwszej mam się zbliżyć, aby ją ratować. Od tej drugiej mam stronić, aby nie zgubić siebie. Groźne może być nawet wszystko, co się z taką osobą blisko zetknęło. Zostało ono zbrukane ciałem, czyli doczesnością i grzechem. Lepiej nie korzystać np. z pomocy finansowej, materialnej czy innych usług takich ludzi.
Natomiast psalm ukazuje niezwykłą jedność ciała i duszy. Mówiąc dokładniej piękno spójności ciała i duszy, ciała, które podąża za pragnieniami duszy. Również ciało może mieć swój udział w tęsknocie za Bogiem, i to tęsknocie gorącej, ogromnej, ogarniającej je w całości. Ciało może być przeniknięte tym pragnieniem. Wyostrzone zmysły wypatrują Jego znaków. Wargi nieobłudne, szczere, wysławiają Jego imię. Będzie go wielbić całe ciało, wyrażać to rękami wzniesionymi w Jego imię. Wypełnię tym całe życie, czas będący piętnem doczesności. W ten sposób dusza doznaje nasycenia Bogiem, zakosztuje w Jego obfitości.
Taka cielesna relacja do Boga jest jakąś tajemnicą, która wymyka się rozumowi. Szczególny dostęp do niej mają małżonkowie przeżywający głębię miłości obejmującej ciało i duszę, spajającej ich w jedno, i to w jedno w Nim. Jednocześnie właśnie im może być trudniej odnieść tę więź do Boga: będąc w jedności ze współmałżonkiem być w stanie patrzeć wyżej, zobaczyć przez sakrament pełnię jego źródła. Inną łaskę mają ci, którzy właśnie dla Boga wyrzekają się tej bliskości z drugim człowiekiem. Jeszcze inaczej Ci, którzy zaznali zespolenia w jedno i teraz są zarazem połączeni węzłem sakramentalnym i pozbawieni tego jego owocu. O tej sytuacji opowiada czytanie z kolejnego dnia.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 03 cze 2018, 23:29

http://brewiarz.pl/vi_18/0306/czyt.php3
2 Kor 4, 6-11
Bracia:
Bóg, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Jezusa Chrystusa.
Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd cierpienia znosimy, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele.
Ciągle bowiem my, którzy żyjemy, jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym śmiertelnym ciele.
Mk 2, 23-28
Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze mówili do Niego: «Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?»
On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom».
I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu».
Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.
On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie uratować czy zabić?» Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.
A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.
Ustęp z Drugiego Listu do Koryntian czytałem dziś kilka razy i za każdym płakałem jak przysłowiowy bóbr. To było jak odtworzenie pasma bólu, które przeżyłem i które przeżywam wciąż od nowa stykając się kolejnymi historiami kryzysów. Całe to czytanie jest o nas. Cierpienie kryzysu nie jest tu ukryte gdzieś głęboko, wymagające specjalnej wiedzy czy piętrowej interpretacji. To nawet nie jest jak obraz, lecz jak zdjęcie.
Duch Święty zwraca się przez autora natchnionego do nas, do sióstr i braci w Chrystusie. Bóg, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Jezusa Chrystusa.
Chwały wiernej miłości, czerpiącej z mocy sakramentu, z obecności Jezusa przez Ducha Świętego. On rozświetla nasze serca, byśmy dostrzegli Jego oblicze w bliźnim, szczególnie tym najbliższym, by na twarzy współmałżonka dostrzec blask Jego chwały. Wielki to skarb, pełen samego Boga, Jego nieogarnionej mocy.
Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas.
Doznajemy kruchości tego naczynia, jakim jesteśmy my sami i budowany przez nas dom tu na ziemi, aby poznać na nowo, skąd bije źródło mocy więzi sakramentalnej.
Zewsząd cierpienia znosimy, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele.
Konanie i jego ból dokonują się w naszym ciele. Jezus kona w naszym ciele. Jest nie tylko blisko, ale wewnątrz, nie tylko w duszy, ale też w ciele. Żadne drgnienie naszego cierpienia nie dokonuje się poza Nim, a każdym On jest, przeżywa je w całej pełni, może bardziej niż my sami. I jednocześnie w tymże ciele objawia Swoje życie, przenika je Swoim życiem, ożywia je. Jezus nie przynosi tego cierpienia, lecz wchodzi w nie i przemienia je w życie.
Ciągle bowiem my, którzy żyjemy, jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym śmiertelnym ciele, by olśniło nas jasnością poznania chwały Bożej na Jego obliczu.

Dlaczego ten tekst jest wprowadzeniem do Ewangelii mówiącej o szabacie? O tym, że to szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu? Czy szabat jest tu figurą prawa jako takiego? Czy da się go odnieść do nierozerwalnego węzła małżeńskiego? Nierozerwalność jest dla człowieka, a nie człowiek dla nierozerwalności? Myślę, że tak. Tylko co z tego wynika? Że człowiek jest panem szabatu? Nie, jest nim Syn Człowieczy. Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. To On, Bóg, dał człowiekowi ten dar, dał go dla człowieka. Ma człowiekowi służyć i pozostaje w rękach Boga.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 05 cze 2018, 22:43

http://brewiarz.pl/vi_18/0406p/czyt.php3
Jud 17. 20b-25
Kto się w opiekę oddał Najwyższemu *
i w cieniu Wszechmocnego mieszka,
mówi do Pana: «Ty jesteś moją ucieczką i twierdzą, *
Boże mój, któremu ufam».

«Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie, *
osłonię go, bo poznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał, *
a Ja go wysłucham.

I będę z nim w utrapieniu, *
wyzwolę go i sławą obdarzę.
Nasycę go długim życiem *
i ukażę mu moje zbawienie».
Psalm 91 ma swój tytuł – o Bożej opiece. Pan okryje cię swymi piórami i schronisz się pod Jego skrzydła, swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach, na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień.
Wersety śpiewane podczas Eucharystii to podsumowanie, a zwrotka druga i trzecia to odpowiedź Boga na ufność człowieka: Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie. Nie wiem, czy można przylgnąć duszą, a jeśli jest to metafora odnosząca się do ducha, to jest ona bardzo cielesna. Podobnie zresztą jak inne, przytoczone wyżej, o kryciu piórami i noszeniu na rękach. Widzę w tym raczej związaną z oktawą Bożego Ciała kontynuację nawiązań do mojej cielesności. Bóg najpierw ukazał mi radość obcowania z Nim duszą i ciałem, następnego dnia jedność w konaniu Chrystusa – Jego we mnie i mojego w Nim – a w kolejnym dniu postawę zawierzenia. Wraca obraz nasycenia i jego trwania w czasie, w doczesności. Jest tu coś jeszcze: osłonię go, bo poznał moje imię. Ukażę mu moje zbawienie. Ta niezwykła jedność, przylgnięcie do Chrystusa, płynie z poznania Go i zarazem do tegoż poznania prowadzi. Gdy przylgnę do Niego, da mi poznać Siebie, ukaże mi Swoje zbawienie.
Gdy pierwszy raz rozmawiałem z moim kierownikiem duchowym i opowiedziałem mu o swoim kryzysie małżeńskim, zakończyłem to słowami, że nie oczekuję od niego wskazania drogi wyjścia i czy konkretnej rady. Zaoponował: ależ ja mam rozwiązanie! Przylgnij do Chrystusa. Usłyszałem to, lecz moje uszy były zamknięte. Potrzebowałem kilku lat, żeby te słowa do mnie dotarły. Zapadły we mnie głęboko i tkwiły tam, pozornie obumierając. A w swoim czasie wykwitły, przyniosły owoc. Te dwie zwrotki psalmu to moja historia z czasu kryzysu. Sam tekst czytałem wiele razy, także w ostatnich latach. Teraz dostrzegłem, że Bóg opowiada w nich niezwykle precyzyjnie moją historię, historię Jego opieki nade mną:
Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie, *
osłonię go, bo poznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał, *
a Ja go wysłucham.

I będę z nim w utrapieniu, *
wyzwolę go i sławą obdarzę.
Nasycę go długim życiem *
i ukażę mu moje zbawienie.
Wybawił mnie, bo przylgnąłem do Niego. Osłonił mnie, bo poznałem Jego imię. Wzywałem Go, a On mnie wysłuchał. Był ze mną w utrapieniu, wyzwolił mnie i obdarzył sławą. Syci mnie długim życiem i ukazuje mi Swoje zbawienie.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 06 cze 2018, 23:59

http://brewiarz.pl/vi_18/0506p/czyt.php3
2 P 3, 12-15a. 17-18
Najmilsi:
Oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo, płonąc, pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią. Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których zamieszka sprawiedliwość. Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby On was znalazł bez plamy i skazy – w pokoju, a cierpliwość Pana naszego uważajcie za zbawienną.
Wy zatem, umiłowani, wiedząc o tym wcześniej, strzeżcie się, abyście dając się uwieść błędom tych, którzy nie szanują praw Bożych, własnej stałości nie doprowadzili do upadku. Wzrastajcie zaś w łasce i poznaniu Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa! Jemu chwała zarówno teraz, jak i do dnia wieczności! Amen.
Św. Piotr zdaje się zachęcać do dwóch przeciwstawnych postaw. Mam starać się przyspieszyć przyjście dnia Bożego, a zarazem uważać za zbawienną cierpliwość Pana. Co więcej, ów wyczekiwany dzień Boży to przerażająca katastrofa – niebo płonąc idzie na zagładę i gwiazdy w ogniu się rozsypią – a On ma mnie znaleźć w pokoju. Jeszcze bardziej zagadkowy wydaje się kolejny ustęp, który jest ukazany jako rozwinięcie lub logiczna konsekwencja poprzedniego. Ta postawa niecierpliwości i cierpliwości ma mnie zabezpieczyć przed tym, by moja stałość nie doprowadziła mnie do upadku.
Wiedza o tym wszystkim, o przynajmniej pozornie sprzecznych oczekiwaniach i zapowiedziach, ma być obroną przed uwiedzeniem ze strony tych, którzy nie szanują praw Bożych. Znów mamy więc swego rodzaju przeciwstawienie: wiedza, czyli znajomość Jego prawdy, i brak poszanowania Jego praw, czyli prawdy. Ta pierwsza prowadzi do wzrostu w łasce i poznaniu Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Ten drugi natomiast grozi doprowadzeniem stałości do upadku. Wzrost, droga ku górze, ku Bogu – i upadek, droga w dół, ku Złemu. Wiedza o gwałtownych przemianach i zgoda na nie, wręcz oczekiwanie ich – i stałość prowadząca do upadku. Akceptacja potrzeby zmiany pochodzącej od Boga, pełna nadziei, wręcz niecierpliwości, a jednocześnie pokój i ufność Bogu, zdanie się na Jego wolę. Prośba o przyjście nowego nieba i nowej ziemi, choćby przez ogień i rozpad wszystkiego, co znam, i zarazem oczekiwanie w dziękczynieniu, że przyjdzie to w swoim czasie.
Oczekując starajcie się – czyli czekajcie, ale nie w bierności, lecz w staraniu. Czekajcie nie czekając. Chcemy, aby zastał nas bez plamy i skazy, czyli w świętości. Akceptujemy powołanie do świętości, do tego, byśmy byli doskonali, jak jest Ojciec nasz niebieski. Staranie, dążenie w tym kierunku, to nasze powołanie. I nie chodzi tu drobne korekty zachowania: mam starać się przyspieszyć spłonięcie w ogniu tego nieba i tej ziemi, żeby na ich miejsce przyszło nowe niebo i nowa ziemia.
Przeciwnym biegunem jest samo czekanie, stałość pozbawiona poszanowania praw Bożych, pozbawiona wiedzy o tym, że mam czekać nie czekając, postawić wszystko na jedną kartę, oddać wszystko Bogu, aby w Swoim czasie wypalił to ogniem i zastąpił nowym. Stałość zamknięta na wzrost, na dążenie do świętości, przywiązana do samej siebie i trzymająca się kurczowo tego, co ma, pozorów dotarcia do celu i rzekomego wypełnienia praw Bożych. Odrzucenie obietnicy nowego nieba i nowej ziemi.
Ten pozorny komfort stałości prowadzi do upadku. Jeśli spocznę na laurach, uznam, że już się zmieniłem i jestem OK, że mogę się zadowolić aktualnym stanem i że Bóg też powinien się tym zadowolić, to zamykam się na łaskę i wzrost w poznawaniu Go. To perspektywa znacznie gorsza i bardziej przerażająca niż niebo idące na zagładę i gwiazdy rozsypujące się w ogniu.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 07 cze 2018, 10:47

Od kilku dni próbuję nadążyć z rozważaniami z czytań i wciąż jestem dzień do tyłu. Aby tego dłużej nie ciągnąć dziś zestawiam wczorajsze pierwsze z dzisiejszą Ewangelią. Omijam w ten sposób między innymi wczorajszą perykopę o tym, że w niebie nie będziemy się żenić ani wychodzić za mąż. Jest to sprawa tak kluczowa dla rozumienia małżeństwa, że być może warto jej kiedyś poświęcić odrębny wątek. Zanim go otworzę, wolałbym mieć za sobą kilka lektur.
http://brewiarz.pl/vi_18/0606p/czyt.php3
http://brewiarz.pl/vi_18/0607p/czyt.php3
2 Tm 1, 1-3. 6-12
Paweł, z woli Boga apostoł Chrystusa Jezusa, posłany dla głoszenia życia obiecanego w Chrystusie Jezusie, do Tymoteusza, swego umiłowanego dziecka. Łaska, miłosierdzie, pokój od Boga Ojca i Chrystusa Jezusa, naszego Pana!
Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem, gdy nieustannie cię wspominam w moich modlitwach w nocy i we dnie.
Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie od nałożenia moich rąk. Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia. Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie, Jego więźnia, lecz weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą! On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który zniweczył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię. Jej głosicielem, apostołem i nauczycielem ja zostałem ustanowiony.
Z tej właśnie przyczyny znoszę i to obecne cierpienie, ale za ujmę sobie tego nie poczytuję, bo wiem, komu zawierzyłem, i jestem pewny, że mocen On jest ustrzec mój depozyt aż do owego dnia.
Mk 12, 28b-34
Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?»
Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych».
Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego znaczy daleko więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary».
Jezus, widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się Go więcej pytać.
Św. Paweł przypomina o mocy sakramentu. Wzywa do rozpalenia na nowo jego charyzmatu. Odwołuje się do nałożenia rąk, czyli zapewne do sakramentu kapłaństwa, ale może chodzić także o bierzmowanie. Mając na uwadze fakt, że w tym czasie nie było jeszcze w Kościele nauki precyzującej charakter poszczególnych sakramentów, można to rozumieć w sposób bardziej ogólny, czyli do działania Boga w każdym z nich.
Szczególną formą nakładania rąk jest dla mnie ryt małżeństwa. Kobieta i mężczyzna nakładają swoją rękę na rękę drugiej osoby. Kapłan owija splecione dłonie stułą. Widzę tu między innymi gest osłonięcia tego aktu, dokonywanego zarazem we wspólnocie i bardzo intymnego, będącego symbolem zjednoczenia ciał. Nie mam wątpliwości, że dzisiejsze Słowo o charyzmacie Bożym, który jest we mnie od nałożenia rąk, odnosi się także do małżeństwa.
Mam ten charyzmat na nowo rozpalić. Nie tylko odnowić, odkurzyć, dostrzec raz jeszcze, ocieplić, ale rozpalić. On ma buchnąć ogniem. Nasuwa się wręcz skojarzenie z ogniem z wczorajszego czytania, tym, który miał przynieść zniszczenie starej ziemi i nieba i przynieść nowe. W każdym razie na pewno nie chodzi o jakieś przechowanie czy zamrożenie tego charyzmatu, lecz jego bardzo intensywne działanie w mnie.
Apostoł wymienia niektóre aspekty tego charyzmatu, danego mi ducha Bożego: moc, miłość i trzeźwe myślenie. Niezwykłe zestawienie, może na pierwszy rzut oka nieco chaotyczne, lecz w bliższym oglądzie składające się na piękną całość.
Moc została określona tym samym słowem (gr. δυναμεως, dynameōs), co moc Chrystusa przychodzącego w paruzji. To moc Boża nieznająca granic, potęga przewyższająca wszystko, co ziemskie, będąca ponad prawami natury. Miłość to agape – najwyższa forma miłości, miłość Boga do człowieka i największe wezwanie, jakie otrzymuję od Boga. Właśnie taką miłością mam kochać Boga i bliźnich. Trzeźwe myślenie (σωφρονισμου, sōfronismou) to jedna z chrześcijańskich cnót kardynalnych, oddawana po polsku zazwyczaj słowem umiarkowanie, w filozofii greckiej jedna z głównych cnót lub wręcz matka wszystkich pozostałych.
Tej mocy, miłości i cnocie umiarkowania zostaje przeciwstawiony duch bojaźni, tchórzostwa. Szatańska podpowiedź, że nie dam rady, że to jest ponad moje siły, że Bóg wymaga ode mnie zbyt wiele, żebym sobie dał nowe przykazanie, uszyte na miarę mojego tchórzostwa i gnuśności. Dostosowane do „mądrości” tego świata, rzekomego rozsądku.
Nie będę się wstydził danego mi charyzmatu więzi małżeńskiej. Także, a może nawet przede wszystkim w kryzysie. Wzrost w wiernej miłości mimo wszystko to nie powód do wstydu, ukrywania cierpienia, bojaźliwego tłumaczenia się przed „rozsądnymi” znajomymi. To wielka sposobność do dawania świadectwa. Mam wziąć udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą! ON nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie.
W charyzmacie małżeństwa spotykają się dwa największe przykazania. Realizacja Jego powołania do miłości Jego samego i drugiego człowieka. Do doświadczenia Jego miłości i do otwarcia się na miłość drugiego człowieka. Bo tylko na tyle mogę doświadczyć miłości, na ile sam kocham.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 09 cze 2018, 10:26

http://brewiarz.pl/vi_18/0806/czyt.php3
Oz 11, 1-9
Podaję tu tekst w całości, wraz z opuszczonymi w lekcjach mszalnych wierszami 2 i 5-8ab, natomiast wytłuszczeniem oznaczam ustęp czytany w czasie liturgii.
Tak mówi Pan:
«Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, a składali ofiary Baalom i bożkom palili kadzidła. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że przywracałem im zdrowie. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości.
Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.
Powrócą do Egiptu i Aszszur będzie ich królem, bo się nie chcieli nawrócić. Miecz będzie szalał w ich miastach, wyniszczy ich dzieci, a nawet pożre ich twierdze.
Mój lud jest skłonny odpaść ode Mnie - wzywa imienia Baala, lecz on im nie przyjdzie z pomocą. Jakże cię mogę porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu? Jakże cię mogę równać z Admą i uczynić podobnym do Seboim?
Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja – Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać».
Ef 3, 8-12. 14-19
Bracia:
Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy. Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich – zgodnie z planem wieków, jaki powziął Bóg w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. W Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością, przez wiarę w Niego.
Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego, by potężnie wzmocnił się wewnętrzny człowiek. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości zakorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Boga.
J 19, 31-37
Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, żeby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała.
Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Jezusem byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, a natychmiast wypłynęła krew i woda.
Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: «Kość jego nie będzie złamana». I znowu w innym miejscu mówi Pismo: «Będą patrzeć na Tego, którego przebili».
Niejednokrotnie spotykałem się z traktowaniem uczuć jako przejawem ludzkiej słabości. W dodatku często są one przeciwstawiane Bogu. Dopiero wzniesienie się ponad emocje miało być sposobnością do współpracy z Nim. Nawet w stosunku do żony brak uczuć bywał traktowany w naszej wspólnocie jako wyraz jakiejś dojrzałości w miłości. W dzisiejszych czytaniach widzę dokładnie przeciwny kierunek.
Prorok Ozeasz opisuje Boga w sposób bardzo ludzki. Odwołuje się do ciała i do uczuć, do sytuacji, gestów i relacji tak ludzkich, że - chciałoby się powiedzieć – bardziej ludzkie już być nie mogą. On uczy dziecko chodzić, pomaga mu stawiać pierwsze kroki, podnosi niemowlę do Swego policzka, pochyla się nad nim, karmi je. Nie mam przy tym wątpliwości, że karmi je Sobą, ze Swojej piersi. Patrzy z miłością na maleństwo, które nie rozumie świata wokół niego. Pociąga je do siebie, trzyma przy sobie. Są to więzy zarazem najpotężniejsze i najbardziej delikatne – więzy miłości. I Bóg nazywa te więzy ludzkimi!
Fragment księgi nieobjęty wyborem w tej lekcji (Oz 1, 5-8ab) ukazuje rzecz jeszcze bardziej niezwykłą: zmienność uczuć Boga, sprzeczność targających Nim emocji. Wzdraga się Jego serce. Jego wnętrzności rozpalają się z połączenia słusznego gniewu i miłosierdzia. W Nim nie ma wczoraj i jutro, wszystko staje się dziś, teraz. Czas, gdy wybuchnął płomień Jego gniewu i pozwolił im wrócić do Egiptu, miecz szalał w ich miastach i wyniszczał ich dzieci, Efraim doznał zniszczenia. Czas, gdy oni są skłonni znowu odpaść od Niego, wzywają imienia Baala, który im nie przyjdzie z pomocą - i czas, gdy podnosił ich do swego policzka, a oni byli mu wierni.
Bóg patrzący z nieba, spod powiek, z daleka, dla którego ludzkie życie jest jak chwila – to obraz prawdziwy. Nie mniej prawdziwy jest ten, w którym Bóg patrzy z samego wnętrza człowieka: pośrodku ciebie jestem Ja – Święty. Pośrodku ludzkich uczuć, ludzkiego życia, przeżywania, w samym jego centrum, tam, gdzie są najsilniejsze, przeżywane najgwałtowniej, gdzie dusza płonie i drgają wnętrzności. ON – Święty cierpi i raduje się na samym dnie serca ludzkiego, bardziej, niż człowiek. Nie porzuca, nie opuszcza mnie ani w cierpieniu, ani wtedy, gdy odwracam się od Niego, ani wtedy, gdy próbuję się niezdarnie modlić, chwalić Go i cieszyć się Jego obecnością. Jakże cię mogę porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu?
On jest w środku i przychodzi. Stoi u wrót i kołacze – od środka, nie od zewnątrz. Chce mnie napełnić pełnią, zakorzenić i ugruntować w miłości, nasycić poznaniem, które przewyższa wszelką wiedzę, uzdolnić do ogarnięcia duchem tego, co nieogarnione. Chce przez Ducha swego potężnie wzmocnić we mnie wewnętrznego człowieka, bym stał się bardziej ludzki, bliższy Jemu, który Bogiem jest, nie człowiekiem, ma wszystko, co ludzkie, oprócz grzechu, lecz w intensywności, pełni, ogniu nieosiągalnym bez Niego. Nie wzywa mnie do porzucenia człowieczeństwa, lecz do jego wypełnienia, potężnego wzmocnienia od wewnątrz.
Jego serce było też ludzkim sercem. Biło w Nim pod łonem matki, u jej piersi, gdy Józef uczył Go chodzić i podnosił Go do swego policzka, gdy On nauczał, gdy On się radował, unosił gniewem i żalem, gdy spadała na Niego chłosta zbawienna dla nas. Aż przestało bić. Wtedy pozwolił człowiekowi dotknąć tego serca ostrzem włóczni, wedrzeć się do środka, przebić je na wylot. I wypłynęła z niego krew i woda, źródło wszystkich sakramentów Kościoła.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 09 cze 2018, 14:35

http://brewiarz.pl/vi_18/0906p/czyt.php3
Łk 2, 41-51
Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy, szukając Go.
Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.
Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie».
Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.
Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.
A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu.
Miałem wtedy trzy lata. Tata zabrał mnie na basen. Jakiś czas bawiłem się dobrze, aż mi się znudziło. Podszedłem do taty zajętego rozmową i powiedziałem mu, że idę do domu. Wydawało mi się, że dobrze znam trasę, choć liczyła ona około półtora kilometra i wymagała pokonania ruchliwej ulicy i wiaduktu kolejowego. Obie przeszkody były mniej więcej w połowie drogi. Pierwszą pokonałem łatwo, podczepiając się pod jakiś dorosłych przekraczających jezdnię. Druga sprawiła mi kłopot i zatrzymałem się rozważając różne warianty dostania się na wiadukt. Wtedy usłyszałem za sobą pisk opon i okrzyki „Jest!” „Znalazł się!” Na gorączkowe pytania „Dlaczego? Jak mogłeś?” odpowiedziałem spokojnie: przecież powiedziałem, że idę do domu.
Dziś po raz pierwszy skojarzyłem tamtą sytuację ze sceną odnalezienia Jezusa w świątyni. Dotąd bardzo dziwiła mnie obcesowa, wręcz arogancka odpowiedź Jezusa na pełne bólu pytanie Jego matki. Maryja opowiedziała to zdarzenie kilkadziesiąt lat później. Nie wiemy, czy św. Łukasz słuchał tego osobiście, czy też z drugiej ręki. Warto jednak pamiętać, że nie mamy przed sobą stenogramu rozmowy nazaretańskiej rodziny. Wiemy, że Jezus zrobił coś, czego Jego rodzice nie zrozumieli. Cierpieli i po odnalezieniu syna pytali Go o przyczynę Jego zachowania. On zaś zdziwił się ich zdziwieniem i odpowiedział, że przecież nie zrobił nic złego i oni powinni to zrozumieć. Teraz wyobrażam sobie scenę jakoś podobną do mojej. Jezus powiedział rodzicom, że idzie do domu lub do domu Ojca. Może mu właśnie tłumaczyli, że świątynia jest domem Boga, Ojca wszystkich ludzi, a On to słowo przyjął z wiarą i radością, poszedł za nim. Tam poczuł się jak w domu i zanurzył się w Słowie.
Bóg z nami rozmawia. Mówi do mnie i słucha mojej modlitwy. Jego Słowo wpada we mnie i tam spokojnie leży, aż przyjdzie czas na jego wzrost i owoce. Również moja modlitwa nie jest przez Boga ani realizowana od razu w oczekiwanej przeze mnie formie, ani zapomniana. Jego drogi działania i rozumowania nie są moimi.
Maryja ukazuje mi w tej scenie – i zresztą nie tylko w tej – jako osoba potrafiąca się dziwić. Przyjmuje Słowo Boże jakim jest, nawet jeśli go nie rozumie. Przechowuje je, rozważa, cierpliwie czeka.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 cze 2018, 23:53

http://brewiarz.pl/vi_18/1006/czyt.php3
Rdz 3, 9-15
Gdy Adam spożył z drzewa, Pan Bóg zawołał na niego i zapytał go: «Gdzie jesteś?»
On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się».
Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»
Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem».
Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego to uczyniłaś?»
Niewiasta odpowiedziała: «Wąż mnie zwiódł i zjadłam».
Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: «Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i dzikich; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę».
Ps 130 (129), 1b-2. 3-4. 5-7a. 7b-8
Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, *
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl swe ucho *
na głos mojego błagania.
Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, *
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia, *
aby Ci służono z bojaźnią.
Pokładam nadzieję w Panu, †
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie, *
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka *
niech Izrael wygląda Pana.
U Pana jest bowiem łaska, *
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela *
ze wszystkich jego grzechów.
2 Kor 4, 13 – 5, 1
Bracia:
Mamy tego samego ducha wiary, według którego napisano: «Uwierzyłem, dlatego przemówiłem», my także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to bowiem dla was, ażeby łaska, obfitująca we wdzięczność wielu, pomnażała się Bogu na chwałę.
Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.
Wiemy bowiem, że kiedy nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie.
Mk 3, 20-35
Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».
A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy».
Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».
Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać.
A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie».
Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?»
I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką».
Dzisiejsze czytania kuszą tyloma wątkami, że najtrudniejszy jest dla mnie wybór między nimi. Adam, który ucieka w krzaki i na pytanie o swoje działanie zasłania się Ewą; wołanie z głębokości i zarazem ufność w Boże miłosierdzie; wyższość mocy zbawienia nad Szatanem i grzechem; Kościół jako matka, bracia i siostry Chrystusa. Chciałbym się jednak zatrzymać nad jednym zdaniem, które wydaje mi się szczególnie trudne.
Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas. Niewielkie utrapienia? To, co przeżywałem w środku kryzysu na pewno nie było dla mnie niewielkie. Widząc cierpienie innych tu na forum czuję się przytłoczony ich ogromem. A to przecież nie wszystko, co spotyka ludzi, także w naszych czasach. Głód, tortury, deptanie człowieczeństwa, zniewolenie zewnętrzne i wewnętrzne. Można wyliczać bez końca. Niewielkie utrapienia?
Kilka lat temu dziewczynka w wieku lat bodajże dwunastu zwierzała mi się ze swoich problemów sercowych. Ten chłopak oddał jej pół bułki, a ten powiedział komplement. Przeżywała to całą sobą, a dla mnie oczywista była miałkość tych dylematów. Byłem przekonany, że zapomni o nich bardzo szybko, jeśli nie tego samego dnia, to nazajutrz. Już chciałem jej tak odpowiedzieć, ale w porę ugryzłem się w język. To był jej świat, granice jej postrzegania, adekwatne do jej wieku i sytuacji. Z jej perspektywy na pewno nie były to trapienia niewielkie, lecz poważne sprawy.
Kwestia wielkości to rzecz z natury względna. Czy 100 zł to dużo czy mało? Nie da się na to pytanie odpowiedzieć tak lub nie bez jego doprecyzowania. Czy moje utrapienia są wielkie czy niewielkie? To zależy od punktu odniesienia.
Autor natchniony wskazuje taki kontekst. Jest nim bezmiar chwały przyszłego wieku. Podstawowa różnica między utrapieniem dzisiejszym a przyszłą chwałą polega na tym, że to pierwsze ma swoje granice, a ta druga nie. To, co nieskończone, na pewno jest większe od tego, co skończone. Jest większe nieskończenie wiele razy. Każda miara jest niewielka wobec bezmiaru.
Ponadto te dwie rzeczy są liczone w odmiennych miarach, w innych jednostkach. Nie da się np. porównać długości do wagi czy temperatury. Dzisiejsze utrapienia dokonują się w czasie i dotyczą doczesności, tego, co przemijalne. Przychodzą i przemijają. Bezmiar chwały przyszłego wieku dotyczy rzeczy nieprzemijalnych, wiecznych, trwałych, o niezmiennej wartości. Tu są rzeczy widzialne, dające się objąć zmysłami, zamknięte w materii. Tamte są od tego wolne, należą do świata wyższego. Dowolna jednostka z tamtej rzeczywistości jest warta więcej, niż wszystkie w tej.
Przesłanie dzisiejszego Słowa nie sprowadza się jednak do zbagatelizowania bólu, który przeżywam autentycznie i który jest w stanie wypełnić mój świat, przeniknąć mnie do głębi, sprawić, bym pragnął porzucenia wszystkiego i ucieczki w śmierć; tę fizyczną i tę wewnętrzną, często straszniejszą. Bóg przeciwstawia mojemu cierpieniu nie tylko perspektywę przyszłej nagrody w niebie.
Chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Moje wewnętrzne umieranie, choć bolesne, nie jest poszerzaniem pustki, lecz robieniem miejsca dla człowieka wewnętrznego. Tego, który jest najbliżej Boga na dnie mojego jestestwa, tego, który z Niego czerpie i w Nim trwa. Bezmiar chwały przyszłego wieku jest dostępny już teraz, odsłania się dzień po dniu. Ta przyszłość jest bowiem w istocie również teraźniejszością i przeszłością, jest tym, co unosi się ponad czasem i obejmuje go w całości. Może obdarzać łaską nieskończenie obfitą już teraz, w każdej chwili. Nie otrzymujemy jej w pełni, bo nie jesteśmy w stanie jej przyjąć. Powoli, dzień po dniu, w utrapieniach kona we mnie stopniowo to, co jej stoi na przeszkodzie.
Dzisiejsze utrapienia to nie powód do zwątpienia. Mają obfitować we wdzięczność wielu.

Ukasz
Posty: 660
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 11 cze 2018, 22:36

http://brewiarz.pl/vi_18/1106p/czyt.php3
Dz 11, 21b-26; 13, 1-3
W Antiochii wielka liczba ludzi uwierzyła i nawróciła się do Pana. Wieść o tym doszła do uszu Kościoła w Jerozolimie. Wysłano do Antiochii Barnabę. Gdy on przybył i zobaczył działanie łaski Bożej, ucieszył się i zachęcał, aby całym sercem wytrwali przy Panu; był bowiem człowiekiem dobrym i pełnym Ducha Świętego i wiary. Pozyskano wtedy wielką rzeszę dla Pana.
Udał się też do Tarsu, aby odszukać Szawła. A kiedy go znalazł, przyprowadził do Antiochii i przez cały rok pracowali razem w Kościele, nauczając wielką rzeszę ludzi. W Antiochii też po raz pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami.
W Antiochii, w tamtejszym Kościele, byli prorokami i nauczycielami: Barnaba i Szymon, zwany Niger, Lucjusz Cyrenejczyk i Manaen, który wychowywał się razem z Herodem tetrarchą, i Szaweł.
Gdy odprawiali publiczne nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty: «Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem». Wtedy po poście i modlitwie oraz po włożeniu na nich rąk, wyprawili ich.
Ps 98 (97), 1. 2-3ab. 3c-4. 5-6
Śpiewajcie Panu pieśń nową, *
albowiem uczynił cuda.
Zwycięstwo Mu zgotowała Jego prawica *
i święte ramię Jego.
Pan okazał swoje zbawienie, *
na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.
Wspomniał na dobroć i na wierność swoją *
dla domu Izraela.
Ujrzały wszystkie krańce ziemi *
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio, *
cieszcie się, weselcie i grajcie.
Śpiewajcie Panu przy wtórze cytry, *
przy wtórze cytry i przy dźwięku harfy,
przy trąbach i przy dźwięku rogu *
na oczach Pana, Króla, się radujcie.
Mt 10, 7-13
Jezus powiedział do swoich Apostołów:
«Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie.
Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was».
Idź i głoś – czy to Słowo jest skierowane bezpośrednio do mnie? Mam wskrzeszać umarłych, oczyszczać trędowatych? Wszyscy synoptycy zaznaczają, że to wezwanie odnosiło się tylko do dwunastu apostołów. Św. Łukasz opisuje jednak jeszcze jedno rozesłanie (Łk 10, 1-12), z niemal identycznym przekazem – tym razem 72 uczniów. Nie ma tu już polecenia wskrzeszania umarłych, ale u tego ewangelisty nie było go też w analogicznym słowie dla apostołów. Liturgia przytacza ten tekst wspominając św. Barnabę. Nie był jednym z dwunastu. Był po prostu człowiekiem dobrym, pełnym Ducha Świętego i wiary, i głosił Ewangelię. W psalmie wezwanie do ukazywania Boga wszystkim narodom płynie po prostu z doświadczenia Jego łaski, Jego cudów, Jego wierności i dobroci.
Na pewno doświadczam tego wszystkiego z Jego strony. Na pewno jestem wezwany do tego, bym był dobry, pełen Ducha Świętego i wiary. Na pewno Bóg nie oczekuje ode mnie zwlekania z głoszeniem Ewangelii, aż te cechy osiągnę w pełni. To wezwanie jest także do mnie. Ja też mam być apostołem.
Uzdrawiaj chorych, wskrzeszaj umarłych, oczyszczaj trędowatych, wypędzaj złe duchy. To mówi dziś Pan do mnie i do Ciebie. Tak po prostu. Idź i głoś: bliskie już jest królestwo niebieskie. I wskrzeszaj umarłych. Ta kolejność jest ważna. Mam głosić, że bliskie jest królestwo niebieskie – i wtedy będą się działy cuda. Mam kierować się dobrocią, dobrem innych, wierzyć w zbliżanie się, w bliskość królestwa niebieskiego. Modlić się, pościć, celebrować liturgię, poddać się nałożeniu rąk i w ten sposób słuchać głosu Ducha Świętego. Wtedy, dając się Mu prowadzić, mogę iść i wskrzeszać umarłych.
Ciekawe jest to zestawienie: uzdrawiać, wskrzeszać, oczyszczać, uwalniać. Właśnie tego potrzebuję na swojej drodze. Do tego wzywa mnie Bóg. Najpierw mam siebie uzdrowić, powstać z martwych, oczyścić i uwolnić – a tak naprawdę zdać sobie sprawę, że nie potrafię tego uczynić i pozwolić Mu uzdrowić się, oczyścić, uwolnić. Wskrzesić. Właśnie tego doświadczyłem i to w taki sposób, żebym nie miał żadnych wątpliwości, że to nie ode mnie, że to On wspomniał na dobroć i na wierność swoją i czynił cuda we mnie.
Moja miłość była chora, zapatrzona we wzajemność, przeszyta strachem. Potem wszelkie uczucia we mnie umarły. Moje serce pokrył trąd, nie odczuwało radości ani smutku, bólu ani rozkoszy. Przez 30 lat byłem uzależniony od masturbacji, pożądliwych wyobrażeń, potem też pornografii. Pan mnie dotknął i wyzwolił, obdarzył czystością w myślach i uczynkach. Wskrzesił i uzdrowił moją miłość, zabrał mi serce z kamienia i dał mi serce z ciała. Uzdrowił, wskrzesił, oczyścił i uwolnił.
Otrzymałem to, dostałem darmo. I mam darmo dawać. Głosić, że bliskie jest królestwo niebieskie, że dzieje się we mnie, uzdrawia, oczyszcza, uwalnia, wskrzesza. Głosić to z taką wiarą – z wiarą dziecka wpatrzonego ufnie w oczy rodziców – żeby pozwolić Duchowi Świętemu działać przeze mnie w innych.
Przytaczając te słowa Ewangelii – uzdrawiaj, wskrzeszaj, oczyszczaj, wypędzaj złe duchy – okaleczyłem je odcinając im końcówki liczby mnogiej. W ten sposób lepiej dotarły do mnie i chciałem mocniej przekazać myśl, że jest to Słowo kierowane do każdej i każdego z nas. Jednak w Ewangelii są one w liczbie mnogiej. Uzdrawiajcie, wskrzeszajcie, oczyszczajcie, uwalniajcie. Jezus mówił je nie do każdego z apostołów w cztery oczy, lecz do całej wspólnoty. Do Kościoła. I żadnego z nich nie wysyłał samego. To bardzo ważne. Cała ta cudowna rzeczywistość, bliskość królestwa niebieskiego, dokonuje się we wspólnocie, w Kościele. Tylko w łączności z nim jest możliwa.
Apostołowie ruszyli w drogę wszyscy, ale nie w grupie dwunastu osób, lecz po dwie. W łączności z Jezusem i Kościołem, ale we dwójkę. To były zupełnie inne dwójki, niż małżeństwo, ale w tym też jest jakieś wezwanie i tajemnica. Nie szli samotnie i nie szli w grupie.
Cuda wyliczone w tym rozesłaniu apostołów to znaki mesjańskie. One się rzeczywiście dokonywały, w sensie jak najbardziej dosłownym. Nie ograniczają się jednak do takiej dosłowności i do ciała. Jesteśmy wezwani do uzdrawiania duszy, wskrzeszania Bożego życia w człowieku – miłości, oczyszczania go trądu pozbawiającego czucia, do wypędzania podszeptów Złego, uwalniania od zniewoleń. To szczególne wezwanie dla Sycharu. Bóg stawia nas w samym środku spustoszenia czynionego przez Szatana, chorób duszy, umierającej miłości, wypalenia uczuć, zniewoleń. Po to, abyśmy uzdrawiali, wskrzeszali, oczyszczali i uwalniali. Najpierw siebie, potem innych. W dobroci, pełni Ducha Świętego i wiary. Św. Barnabo wspieraj nas na tej drodze.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość