Echo Słowa

Pomogła Ci jakaś modlitwa? Któryś ze Świętych jest Ci szczególnie bliski?...

Moderator: Moderatorzy

Ukasz
Posty: 363
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 10 kwie 2018, 23:42

http://brewiarz.pl/iv_18/1004/czyt.php3
J 3, 7b-15 (te wersy wyróżniam pogrubieniem, ale wklejam też początek rozdziału, 1-7a)
1 Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. 2 Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: "Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim". 3 W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego". 4 Nikodem powiedział do Niego: "Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?" 5 Jezus odpowiedział: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. 6 To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. 7 Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. 8 Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha". 9 W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: "Jakżeż to się może stać?" 10 Odpowiadając na to rzekł mu Jezus: "Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? 11 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. 12 Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? 13 I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego.
14 A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, 15 aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.
Tę Ewangelię postrzegam jako rozwinięcie wczorajszej – o powołaniu, o tym jak radykalną zmianę myślenia ma ono przynieść. Nikodem dziwi się, jak człowiek może wejść ponownie do łona matki. Jezus tłumaczy mu, że chodzi o narodzenie z wody – wydaje mi się, że chodzi o oczyszczenie, zmycie z siebie starego człowieka – i z ducha. Moje życie duchowe przez przyjęcie Bożego powołania staje się całkiem nowe. Jezus przedstawia rozmówcy sam początek i zaznacza, że całość jest znacznie trudniejsza. Dla mnie jest oczywiste – łatwo się to mówi czy pisze – że nie chodzi o akt jednorazowy. To jest nawrócenie, a nawracać mam się wciąż. Wciąż od nowa powinienem rodzić się na nowo z wody – oczyszczać – i z ducha, przyjmując nowe wezwanie. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszę, lecz nie wiem, skąd przychodzi i dokąd podąża. O tym, do czego Bóg mnie jeszcze wezwie, wiem tylko jedno: że mnie zaskoczy.

Ukasz
Posty: 363
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 12 kwie 2018, 0:33

http://brewiarz.pl/iv_18/1104/czyt.php3
Dzisiejsza Ewangelia jest kontynuacją wczorajszej, J 3, 7b-15 i J 3, 16-21. Mnie najbardziej zafrapowało połączenie ostatniego zdania z wczoraj i pierwszego z tego dnia:
J 3, 14-16
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.
Powtórzenie tego samego celu – życia wiecznego dla każdego człowieka, który uwierzy w Niego – spaja dwa wydarzenia przedstawione jako droga do niego. Wywyższenie Syna Człowieczego, czyli krzyż, oraz „danie” czy ofiarowanie Jego Syna Jednorodzonego. Przed nimi stoi zaś praprzyczyna tych wydarzeń: tak Bóg umiłował świat, czyli po prostu człowieka.
Bóg pokazuje mi, czym jest miłość. Daje Swego Syna, Tego, który jest z Nim jednym, którego kocha bardziej, niż ja potrafię sobie wyobrazić. Daje Go mi, człowiekowi, na ukrzyżowanie. Daje więcej, niż coś najcenniejszego, daje Kogoś najcenniejszego, daje Siebie i zarazem więcej, niż gdyby dawał Siebie. Nie stawia granic swojemu darowi, ponieważ tego wymaga ocalenie ukochanego stworzenia, uwolnienie go od śmierci, zapewnienie mu życia.
To jest dla mnie jako męża wzór absolutnie niedościgniony. Jest jednocześnie tym, który wyznacza kierunek. Rozważając to, co mógłbym, jeśli będzie taka potrzeba, poświęcić dla ukochanej osoby, dla żony, chcę mieć w pamięci te słowa Ewangelii. Dać siebie to za mało. Dać siebie i jednocześnie siebie zachować, by dalej być dla niej, to wciąż za mało. Pokochać siebie i wtedy ofiarować siebie samego – w Bogu, w jedności z Nim i realizując Jego powołanie – to byłaby chyba właściwa ścieżka. Tylko ona prowadzi do życia, do zmartwychwstania. Jest dla mnie zupełnie niemożliwa, przekracza możliwości nie tylko moje, ale w ogóle ludzkie. Jedynie w Nim mogę dawać okruchy siebie, dzień po dniu.

Ukasz
Posty: 363
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 13 kwie 2018, 8:53

http://brewiarz.pl/iv_18/1204/czyt.php3
Znów poruszył mnie przede wszystkim psalm, ale kluczem do jego zrozumienia okazało się zdanie z Ewangelii.
Ps 34 (33), 2 i 9. 17-18. 19-20
Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.
Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.
J 3, 31-36
Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba przychodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny.
Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a bez miary udziela mu Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim wisi.
Początkowo wydawało mi się, że ten psalm jest napisany niejako wstecz. Najpierw wyśpiewany jest stan aktualny, a potem stopniowo cofam się do punktu startu.
Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy, doprowadzają do tego, że on upadnie na duchu. Drogą wyjścia z tego upadku jest skrucha i wołanie o pomoc; Pan je słyszy i ocala go, ratuje od wszelkiej udręki. Człowiek, który znalazł w Nim ucieczkę, skosztował i zobaczył, jak dobry jest Pan, jest szczęśliwy, błogosławi i wychwala Pana po wieczne czasy.
Wygląda to bardzo składnie, ale nie potrafię pełni tego scenariusza rozpoznać ani we mnie, ani wokół mnie. Co więcej, widzę w nim wewnętrzną sprzeczność. Pan ratuje od wszelkiej udręki, od wszelkiego nieszczęścia, ale sprawiedliwy doświadcza wielu udręk i nieszczęść. Pan ocala i ratuje, ale sprawiedliwy upada na duchu.
Można to wytłumaczyć prostym następstwem zdarzeń: to co złe, dzieje się najpierw, a potem, po nawróceniu, już tylko to, co dobre. Wiem jednak, że nawrócenie to nie jest jednorazowy akt, lecz proces, który trwa i nie skończy się, póki tu żyję. Doświadczam też na przemian i udręk, i radości pochodzącej od Niego.
Drugie wytłumaczenie, jakie się nasuwa, to ulokowanie pierwszej, bolesnej części procesu tu na ziemi, a tej drugiej już po śmierci. Wskazują na to jednoznacznie „wieczne czasy” chwalenia Pana. Oznaczałoby to jednak, że zawarta w psalmie obietnica ratunku i ocalenia nie dotyczy w ogóle doczesności. To też jest sprzeczne z moim doświadczeniem Jego pomocy już tu i teraz.
Jak Bóg prowadzi człowieka, Swoje ukochane stworzenie? Jak Swego Syna. Jezus na pewno był Sprawiedliwym, który w Ojcu odnalazł ucieczkę. Ten psalm jest o Nim. Nawet upadek na duchu, oczywiście nie jako grzech i odwrócenie się od Ojca, lecz jako doświadczenie dna bólu i rozpaczy – Boże mój, czemuś mnie opuścił?
Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Ojciec mnie miłuje i wszystko oddaje w moje ręce. Kładzie przede mną błogosławieństwo i przekleństwo, życie i śmierć, udrękę i ocalenie, ból i szczęście. Nie tylko moje: w swojej wolności mogę dać innym udrękę albo szczęście, pomocną dłoń lub zaciśniętą pięść. I tego samego doświadczyć od innych.
Ojciec mnie miłuje i wszystko oddaje w moje ręce. Upadek i ratunek, udrękę i szczęście. Stawia przede mną drogę, która prowadzi przez wszystkie barwy życia. W każdej sytuacji daje mi to jednocześnie. W każdym bólu jest pocieszeniem. W każdej chwili szczęścia wzywa do wzięcia krzyża, ukazuje cierpienie wokół mnie cierpienie, na które nie mogę być obojętny. Wszystko oddaje w moje ręce, tylko ja nie wszystko potrafię przyjąć.

Ukasz
Posty: 363
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 13 kwie 2018, 23:35

http://brewiarz.pl/iv_18/1304p/czyt.php3
Dziś przedstawiam nie swoje własne przemyślenia – sam dorzucam jeden drobiazg na początku i chcąc nie chcąc trochę przeinaczam pierwotną treść odtwarzając ją z pamięci – lecz główne myśli z homilii abpa Grzegorza Rysia.
J 6, 1-15
Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali.
Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha.
Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić.
Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać».
Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?»
Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy.
Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów.
A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.
Jezus dokonał wielkiego cudu. Pomnożył pięć małych chlebków i dwie ryby tak, że najadło się wiele tysięcy ludzi (samych mężczyzn było około pięciu tysięcy) i jeszcze zostało dwanaście koszy resztek. Ciekawe jest to, że osoby uczestniczące w tym wydarzeniu nie zdawały sobie sprawy z tego, co się dzieje. Nawet po fakcie, gdy uświadomili sobie niezwykłość czynu Jezusa, także nie zrozumieli jego sensu; wyrzucał im nazajutrz w Kafarnaum to zamknięcie umysłów. A przecież istotą każdego cudu nie jest złamanie praw natury, lecz odczytanie przez ludzi znaku danego przez Boga. Ten znak nie został odczytany. Był jednak bardzo ważny. Jezus złożył go w ludzkich sercach jak ziarno, które wyda owoc w swoim czasie.
Jednocześnie Jezus potrzebował współdziałania człowieka. Czy mógłby stworzyć tyle jedzenia po prostu z niczego? Wydaje się oczywiste, że tak. A jednak dopytywał się, co uczniowie mają, a potem kazał rozdawać tę odrobinę, która była do dyspozycji. Pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby – lecz cóż to jest? Okazuje się, że to jest klucz do cudu, ta odrobina otworzyła drzwi Bożej wszechmocy.
Jestem powołany do świętości. Do uświęcenia mojego małżeństwa. To jest łaska, ona uprzedza i ogarnia wszystko, ja nawet jej często nie dostrzegam, nigdy w pełni nie rozumiem, zwykle tylko lekko dotykam tajemnicy. Jednak bez mojego wkładu – tych kilku chlebków spośród potrzebnych wielu tysięcy – ta łaska nie może przyjść. Moja wola, która urzeczywistnia się w dobrym uczynku, odblokowuje działanie Boga we mnie.
Abp Grzegorz Ryś zwrócił uwagę na specyfikę tego opisu zdarzenia, obecnego we wszystkich Ewangeliach, i na jego kontekst. Tylko św. Jan wspomina, że stało się to tuż przed Paschą. Zaraz potem Jezus w cudowny sposób przeprawia się na drugą stronę jeziora i w Kafarnaum wygłasza mowę eucharystyczną. Ukazuje ludziom przejście od chleba doczesnego do wiecznego.
Jezus daje nam chleb życia w dwóch formach: Swojego Ciała i Słowa. Karmimy się tymi dwoma chlebami w jednej uczcie eucharystycznej. Są ze sobą nierozerwalnie powiązane. Bez przyjęcia Słowa, bez Jego Prawdy człowiek jest nie tylko niegodny Chrystusa – wszyscy jesteśmy niegodni i wyrażamy to tuż przed przyjęciem Jego Ciała – ale jest też niezdolny do Jego przyjęcia. Tę prawdę słowa trzeba przyjąć w całości, nie wybiórczo.
Tu znów wrócę do moich skojarzeń, tym razem z komunią cudzołożników. Bez uznania Jego prawdy o sakramencie, o jego nierozerwalności, o wynikającym z tego powołaniu nie może być mowy o przyjęciu Chrystusa. Nie można jednocześnie Go przyjmować i odrzucać. Jego Słowo i Jego Ciało to ten sam chleb życia.

Ukasz
Posty: 363
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 14 kwie 2018, 23:33

http://brewiarz.pl/iv_18/1404/czyt.php3
J 6, 16-21
Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi, zaczęli się przeprawiać przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wichru.
Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się». Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.
Dzisiejsza Ewangelia jest kontynuacją wczorajszej. Znów Jezus dokonuje cudu na oczach osób – tym razem tylko apostołów – które w ogóle nie są do tego przygotowane. Św. Marek (Mk 6, 52) pisze nawet, że „Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy, że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.” Św. Mateusz (Mt 14, 28-31) opisuje jeszcze scenę z Piotrem, który wyszedł Mu naprzeciw także krocząc po wodzie, ale uląkł się i zaczął tonąć. Wszystkie trzy relacje ukazują w sposób zgodny sytuację do momentu rozpoznania Jezusa. Jest noc, silny wiatr i wysokie fale. Apostołowie widzą Jezusa z daleka i boją się, że to zjawa. A On im odpowiada: to Ja jestem, nie bójcie się.
Jest w tej scenie coś niezwykłego. Uczniowie Pana spodziewają się Jego nadejścia, pragną go, bo walczą z silnymi przeciwnościami losu i odczuwają strach. Nie wiedzą jednak, jak to nastąpi. Gdy On wreszcie nadchodzi, nie rozpoznają Go, a ich strach jeszcze wzrasta. On krzepi ich swoim słowem: to Ja jestem, nie bójcie się. Jest to jednocześnie zadanie. Mam się nie bać. Jeszcze wyraźniej wybrzmi to w opisanej przez Mateusza scenie ze św. Piotrem, który ”na widok silnego wiatru uląkł się”. Jezus wyrzuca mu to: „czemu zwątpiłeś, małej wiary?”
Niewielka łódka na targanej falami i wichrem, pogrążonej w ciemnościach wielkiej wodzie to dobra metafora kryzysu. Jezus przychodzi do mnie w tej sytuacji, ale ja mogę go nie rozpoznać i wbrew Jego woli trwać w lęku. A On jest, przychodzi do mnie w cudowny sposób i ja mam się bać.

Ukasz
Posty: 363
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 15 kwie 2018, 9:24

http://brewiarz.pl/iv_18/1504/czyt.php3
Dz 3, 13-15. 17-19
Piotr powiedział do ludu:
«Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, Bóg ojców naszych wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami.
Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi. A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał. Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone».
Ps 4, 2. 4 i 9

Kiedy Cię wzywam, odpowiedz mi, Boże,
który wymierzasz mi sprawiedliwość.
Tyś mnie wydźwignął z utrapienia,
zmiłuj się nade mną i wysłuchaj moją modlitwę.
Wiedzcie, że godnym podziwu czyni Pan swego wiernego,
Pan mnie wysłucha, gdy będę Go wzywał.
Spokojnie zasypiam, kiedy się położę,
bo tylko Ty jeden, Panie, pozwalasz mi żyć bezpiecznie.
1 J 2, 1-5
Dzieci moje, piszę do was, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika u Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.
Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: «Znam Go», a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała.
Łk 24, 35-48
Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba.
A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»
Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.
Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich.
Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma.
I rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego».
Zdumiewające, jak bliźniaczo podobna jest sekwencja postaw i słów ukazana we wczorajszej i dzisiejszej Ewangelii. Apostołowie są zatrwożeni i wylękli, wydaje im się, że widzą ducha. A to Jezus przychodzi do nich mówi im: to Ja jestem, nie bójcie się! Skąd się bierze trwoga człowieka – Jego apostoła! – na widok przychodzącego Jezusa? Jest w tym jakaś wewnętrzna sprzeczność.
Drugie czytanie i psalm przynoszą wręcz spiętrzenie sprzeczności. Psalmista dziękuje za już dokonane wydźwignięcie przez Boga i prosi, żeby ten się nad Nim zmiłował. Św. Jan nazywa kłamcą tego, kto mówi, że zna Boga, a nie zachowuje Jego przykazań, a jednocześnie w tym, kto je zachowuje, miłość Boża jest doskonała. Psalmista wzywa Boga, który wymierza mu sprawiedliwość. Przecież jestem grzeszny, mogę liczyć na Boże miłosierdzie, a nie sprawiedliwość, Jego miłość we mnie na pewno nie jest doskonała, a nie chcę jak św. Piotr zapierać się Jezusa mówiąc, że Go nie znam.
Dlaczego mogę odczuwać strach na widok Boga? Może chodzi o to, że On wzywa mnie do doskonałej miłości. Nie tylko do przestrzegania przykazań, lecz do wypełnienia całej Jego nauki. Powołuje mnie, jak każdego chrześcijanina, do świętości. Tylko pod warunkiem wypełnienia takich wymagań mógłbym ufać w Jego sprawiedliwość rozumianą po ludzku. Radykalność Jego oczekiwań wobec mnie może budzić lęk. Mam miłować tych, którzy mnie nienawidzą? Mam kochać miłością pełną, bezwarunkową i czułą swoją żonę niezależnie od tego, co ona robi, jak odnosi się do mnie? Teraz i każdej następnej chwili, póki oboje żyjemy? Przecież wiem, że to ponad moje siły. A Jezus się zbliża, doświadczam Jego pomocy, wydźwignął mnie z dna rozpaczy, stopniowo odsłania przede mną moją grzeszność…
Odpowiedź Jezusa na ten lęk jest prosta: to Ja jestem, nie bój się. On nie przychodzi jak człowiek. Przychodzi krocząc po nocnym, wzburzonym jeziorze tak, jakby to była równa ścieżka w promieniach słońca. Przychodzi zza zamkniętych drzwi i zza ściany śmierci i pokazuje mi Swoje rany. To Ja jestem! Zaprasza mnie do wspólnego stołu. Sam pyta, czy mam dla Niego coś do zjedzenia!
On mówi do mnie, żebym nie grzeszył. Po to przyszedł na świat, po to przeszedł przez mękę i śmierć, po to zmartwychwstał, po to przychodzi do mnie teraz – żebym nie grzeszył. Jednocześnie mówi, żebym się nie bał, bo On jest, bo On jest Sobą. Jeśli nawet zgrzeszę, mam Rzecznika u Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za moje grzechy, i nie tylko za moje, lecz również za grzechy całego świata.
Pragnę żyć zgodnie z Jego nauką i grzeszę. On mnie dźwiga, zanim go o to poproszę. Widzę to i wzywam Boga w modlitwie: zmiłuj się nade mną. On na pewno mnie wysłucha. On uczyni mnie godnym podziwu, wyniesie mnie, wydźwignie jeszcze bardziej mimo moich grzechów. Wiedzcie o tym! Jestem tego świadkiem, my jesteśmy tego świadkami. Przy Panu jestem bezpieczny. Nawet gdy zasnę i jestem zupełnie bezbronny, On będzie czuwać nade mną. Czy zasypiam, czy budzę się z umysłem otępiałym wszystkimi troskami i lękami, On przychodzi i mówi: to Ja jestem, nie bój się.

Ukasz
Posty: 363
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 16 kwie 2018, 10:24

http://brewiarz.pl/iv_18/1604/czyt.php3
Dz 6, 8-15
Szczepan, pełen łaski i mocy, działał cuda i znaki wielkie wśród ludu.
Niektórzy zaś z synagogi zwanej synagogą Wyzwoleńców oraz Cyrenejczyków i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, przystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał.
Podstawili więc ludzi, którzy zeznali: «Słyszeliśmy, jak on wypowiadał bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i Bogu». W ten sposób podburzyli lud, starszych i uczonych w Piśmie. Przybiegli, porwali go i zaprowadzili przed Sanhedryn.
Tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali: «Ten człowiek nie przestaje mówić przeciwko temu świętemu miejscu i przeciwko Prawu. Bo słyszeliśmy, jak mówił, że Jezus Nazarejczyk zburzy to miejsce i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał».
A wszyscy, którzy zasiadali w Sanhedrynie, przyglądali się mu uważnie i zobaczyli twarz jego, podobną do oblicza anioła.
Ps 119 (118), 23-24. 26-27. 29-30
Chociaż zasiadają możni, przeciw mnie spiskując, *
Bo Twe napomnienia są moją rozkoszą, *
moimi doradcami Twoje ustawy.
Wyjawiłem Ci moje drogi, a Ty mnie wysłuchałeś, *
naucz mnie swoich ustaw.
Pozwól mi zrozumieć drogę Twych przykazań, *
abym rozważał Twoje cuda.
Powstrzymaj mnie od drogi kłamstwa, *
obdarz mnie łaską Twojego Prawa.
Wybrałem drogę prawdy, *
pragnąc Twych wyroków.
J 6, 22-29
Nazajutrz, po rozmnożeniu chlebów, tłum stojący po drugiej stronie jeziora spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie.
A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?»
W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec».
Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?»
Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: «Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał».
Przeciwnicy Szczepana byli ludźmi pobożnymi, przekonanymi o tym, że znają Boga. Słysząc Ewangelię stwierdzili różnicę między swoją wiedzą, a tym Słowem. Podjęli walkę z Nim posługując się kłamstwem. To wszystko robili w przeświadczeniu, że działają w imię Boga – tak, jak Go sobie wyobrażali.
Słuchacze Jezusa, którzy najedli się rozmnożonym chlebem i rybami, szukali Go. Najpierw chcieli obwołać go królem – bo „wiedzieli”, że to by było najlepsze. Potem kierowały nimi różne intencje: nadzieja na ponowne nakarmienie, chęć rozwiązania zagadki Jego przeprawy na drugą stronę jeziora, pewnie jeszcze inne. Jezus nie odrzuca ich, rozmawia, tłumaczy. Przemienia ich pragnienia, przekierowuje ku tym właściwym: szukania chleba życia i wiary w Niego.
Chleb życia to oczywiście On w Swoim Ciele, ale również w Krwi i w Słowie. To właśnie Słowo otrzymali ci ludzie, ale nie potrafili w pełni go przyjąć. I wciąż je trzymywali, wciąż mogli i powinni z niego czerpać życie.
Psalm wyraża głód Słowa. Wybieram drogę prawdy i kładę przed Bogiem swoje drogi. Pan to przyjmuje i odpowiada. Jego napomnienia, wyroki, cuda (właśnie tak zostali nakarmieni ludzie nad Jeziorem Tyberiadzkim – nauką i cudem, które były nierozerwalną całością), pragnienie ich poznania, rozważanie ich, chęć zrozumienia stają się przyjemnością, wręcz rozkoszą, a zarazem boję się wyboru innej drogi, drogi kłamstwa. Modlę się do Pana, aby pozwolił mi zrozumieć drogę Jego przykazań. Drogę – nie proszę o jednorazowy dar poznania, lecz o łaskę kroczenia drogą ku zrozumieniu, ku poznawaniu Go, ku uwierzeniu w Niego.
Św. Szczepan mówi z natchnienia Ducha Świętego. Mówi prawdę. Pozwala Mu kierować sobą, a On przemienia go w znak Swojego działania, w czyni go świadkiem wiary.
Wszystkie te postawy są w jakimś stopniu i moim udziałem. Chcę je rozpoznawać. Bronić się przed postawą zadufania w swoją wiedzę i znajomość Boga, które prowadzą do kłamstwa i walki z prawdą. Nie rezygnować z różnych motywów szukania Go – jak choćby własna próżność – ale prosić go o ich uzdrowienie, oczyszczenie, skierowanie na właściwe tory. Otrzymuję łaskę radości z rozważania Jego Słowa i wciąż o nią proszę. Otrzymuję ten chleb życia i mam się nim dzielić – ale tylko wtedy, gdy sam się usunę, i pozwolę działać Duchowi Świętemu.
Uczę się rozpoznawać w sobie te postawy – chcę, żeby On mnie uczył – i wiem, że nigdy się tego do końca nie nauczę, zawsze będę się Mu jakoś opierał.

Ukasz
Posty: 363
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Echo Słowa

Post autor: Ukasz » 22 kwie 2018, 21:27

http://brewiarz.pl/iv_18/2204/czyt.php3
Dz 4, 8-12
Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział: «Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek odzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że dzięki Niemu ten człowiek stanął przed wami zdrowy.
On jest kamieniem odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni».
Ps 119 (118), 23-24. 26-27. 29-30
Dziękujcie Panu, bo jest dobry, *
bo Jego łaska trwa na wieki.
Lepiej się uciekać do Pana, †
niż pokładać ufność w człowieku. *
Lepiej się uciekać do Pana, niż pokładać ufność w książętach.
Dziękuję Tobie, że mnie wysłuchałeś *
i stałeś się moim Zbawcą.
Kamień odrzucony przez budujących †
stał się kamieniem węgielnym. *
Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach.
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie, *
błogosławimy wam z Pańskiego domu.
Jesteś moim Bogiem, podziękować chcę Tobie, *
Boże mój, wielbić pragnę Ciebie.
1 J 3, 1-2
Najmilsi:
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi, i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego.
Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest.
J 10, 11-18
Jezus powiedział:
«Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka, dlatego że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.
Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz.
Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».
Będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Nie chodzi tu oczywiście o zmysł wzroku, lecz poznanie. Kiedy Go poznamy takim, jakim jest, staniemy się do Niego podobni. Jak dokładnie, tego nie wiemy, bo to się jeszcze nie objawiło. Znamy tylko kierunek. Poznawanie Go prowadzi do upodobnienia do Niego. Czyli do świętości. Do życia, do miłości, do dobroci, do prawdy. Szczególnie do prawdy: to dość oczywiste, że poznając prawdę – Prawdę – zaczynam żyć w prawdzie. Poznając Jego miłość, zaczynam kochać. Poznając Jego dobroć, staję się zdolny do dobrych uczynków. Doświadczając Jego, zaczynam żyć naprawdę.
Św. Jan pisze o przyszłości, ale Chrystus umiejscawia to poznanie w teraźniejszości. „Znam owce moje, a moje Mnie znają”, co więcej, to poznanie jest odzwierciedleniem jedności Ojca i Syna: „podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca”. Jezus mówi o życiu tu, na ziemi. Jego owce znają Jego głos, potrafią go rozpoznać, słuchają go, idą za nim – za Nim. To się dzieje tu i teraz. Jezus mówi do mnie: należysz do Moich owiec, znasz Mój głos, znasz Mnie. Przez to stajesz się do Mnie podobny.
Wszystko, co jest we mnie dobre, dzieje się w ten sposób. Przez doświadczenie Boga. Patrzenie na Niego. Słuchanie Go. Przez Jego Imię, które pozwalam wejść we mnie i działać. Przez dotknięcie Go w Jego Ciele, w Jego Krwi. Upodobnianie się do Boga przez poznanie Go, za sprawą Jego działania, to niebo. Jego Królestwo. I zarazem to rzeczywistość, której doświadczają Jego owce. Doświadczają okruchów nieba już tu, na ziemi. I proszą o więcej: przyjdź Królestwo Twoje!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość