Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Co o nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa mówią Biblia, Katechizm, dokumenty papieskie...

Moderator: Moderatorzy

Konto usunięte

Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Konto usunięte » 23 lut 2021, 8:36

Znam to forum od wielu lat i dopiero co utworzyłem konto... być może o 4 lata za późno, a może i o więcej.

Chciałbym się podzielić cierpieniem i rozdarciem które w sobie noszę. Może to chwilowe a może to problem z którym sobie nigdy nie poradzę.

Moje małżeństwo istniało ponad 13 lat. Było trudne bo byliśmy bardzo nieodpowiednimi dla siebie osobami. Ale walczyliśmy i wstawaliśmy z różnych upadków. Niestety łaska Boża prawie się w nim nie przebijała. Mamy dwie córki, obecnie prawie 17 i 10 lat i to jedyne nasze sukcesy.
W maju 2017 w silnym kryzysie i zmęczeniu tą całą sytuacją w emocjach sprowokowałem moją żonę do rozwodu. ( nie zdradziłem jej bynajmniej). W zasadzie nie dałem jej wyjścia, znając ją można było być pewnym że to zrobi, choć liczyłem że sprawy potoczą się zupełnie inaczej.
Złożyła natychmiast pozew do sądu z żądaniem mojej wyłącznej winy, eksmisją i alimentów większych od mych zarobków. Po pół roku awantur z jej strony we wspólnym mieszkaniu musiałem się wyprowadzić.
Miałem huśtawkę emocji, w listopadzie 2017 złożyłem pozew o stwierdzenie nieważności małżeństwa.
W roku 2018 próbowałem walczyć o pojednanie, wykonałem wiele gestów i zabiegów jednak nie było z jej strony żadnej reakcji.
Procesy trwały... przesłuchania, rozprawy, adwokaty i pieniądze. (W procesie kościelnym nie miałem adowkata, sam pisałem wszystko a na końcu skorzystałem tylko z profesjonalnych wskazówek) Rozwód cywilny zakończony winą obopólną został orzeczony w list. 2019.
W grudniu 2018 poznałem wspaniałą kobietę pannę. O tym samym imieniu co poprzednia...
Poznawaliśmy się (oczywiście zachowując czystość) i się w sobie zakochaliśmy. Wspólne różańce, nowenny i eucharystie oraz uwielbienia Jezusa.
Jej kierownik duchowy był na początku sceptyczny ale radził czekać i się modlić o wypełnienie woli Bożej w naszym życiu. W sierpniu 2020 wyrok na nieważność z mojego powodu kanon 1095.3. moja żona pomimo wielu udokumentowanych ułomności
przed ślubem nie została w niczym uznana za niezdolną. Wyrok ten wzbudził we mnie bunt. Miałem swoje deficyty ale żeby aż tak... Wahałem się czy go nie zaskarżyć ale to oznaczałoby koniec naszej relacji. Łatwiej by było aby wyrok potwierdziła druga instancja ale papież Franciszek ją anulował. Nie zrobiłem nic aż krótki czas na odpowiedź minął. Potem poprosiłem ją o rękę. Oboje klęczeliśmy przed Jezusem Miłosiernym w kościele a ona powiedziała tak. Kocham ją a ona mnie, prawdziwą dojrzałą miłością
Wkrótce weźmiemy ślub który kościelnie potwierdzi nasz wspólny kierownik duchowy. Moja narzeczona wzięła oszczędności, zaciągnęła kredyt i kupiła mieszkanie w którym będziemy mieszkać względnie blisko mej starej rodziny. Akceptuje, że większość mej wypłaty oddaję im plus jeszcze spłacam stary kredyt mieszkaniowy we frankach.
Trzy razy w tygodniu tam jeżdżę i zabieram na widzenie młodszą córkę. Mam z nią bardzo dobrą relacje, lubią się też z moją narzeczoną i akceptuje decyzje o naszym ślubie. W maju ma iść do pierwszej komunii a ja i jej matka mamy być przy niej i ją błogosławić.

Starsza córka od 3,5 roku zerwała ze mną kontakt. Z kościołem i Jezusem rok po pierwszej komunii świętej. Zapewne poszła za przykładem swej matki. A być może Harry Potter przejął jej duszę. Obie mają pioruny na profilowym na fejsiku....
Planowany ślub jest dla mnie czymś dobrym. Będę miał dom i bożą osobę z którą będziemy się wspierać i uświęcać...
Koszt jest "tylko" taki że, że prawdopodobnie była żona i starsza córka nigdy nie wrócą bądź nawet nie pomyślą pozytywnie o Jezusa gdy wezmą mnie za przykład "katolika".
Mogę stać się powodem ich potępienia plus zniszczonego życie emocjonalnego w dorosłości dla starszej córki.

Zastanawiam się czy zbliżając się jeszcze bardziej do Jezusa w nowym prawdziwym małżeństwie nie będę miał coraz większych wyrzutów sumienia. że nie potrafiłem uratować mej rodziny przed rozpadam, nie dałem dobrego świadectwa mej żonie a w chwili kolejnego kryzysu sprowokowałem ją do rozwodu. I to w czasie odmawiania nowenny pompejańskiej o jej nawrócenie...ech
Być może nawet jak się to wszystko zaczęło to powinienem dołączyć do sycharowców i czekać... być takim pięknym męczennikiem i świadkiem wiary jak Wy jesteście. Ale poszedłem na łatwiznę. Mogłem próbować uzyskać separacje... ale miałem dość tamtej kobiety.

Rezygnując ze ślubu na kilka tygodni przed, zadam mej narzeczonej wielki ból z którego może się nigdy nie podnieść. Zostanie z mieszkaniem którego nie potrzebuje i kredytem a ja będę sam licząc na nie wiadomo na co i żyjąc nadzieją nie wiadomo na co...
Będę się błąkał po obcych wynajmowanych pokojach bo na mieszkanie mnie nie stać. Nie jestem w stanie tego zrobić bo destrukcja dla mnie i dla niej. Mam wybór tragiczny ale być może w pierwszej opcji mam więcej opcji na dobro..

co o tym myślicie?

Al la
Posty: 2583
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Al la » 23 lut 2021, 16:24

Witaj, na forum naszej wspólnoty.
Czytając Twoją historię, zastanowiły mnie słowa
Mogłem próbować uzyskać separacje... ale miałem dość tamtej kobiety.
Skąd wiesz, że za chwilę nie będziesz miał dość tej następnej?
Kocham ją a ona mnie, prawdziwą dojrzałą miłością
A żony, z którą brałeś ślub kilkanaście lat temu, czy też nie kochałeś "prawdziwą dojrzałą miłością"?
A przynajmniej tak Ci się wydawało?
To skąd te wyrzuty sumienia i szukanie tłumaczeń, usprawiedliwienia?
Czy znasz naszą stronę pomocową http://sychar.org/pomoc/, gdzie możesz zdobyć konkretną wiedzę nt przeżywania kryzysu, wejścia na drogę osobistej przemiany, metanoi do której zaprasza Bóg?
A tu konferencje ks Marka Dziewieckiego "Czym miłość nie jest" https://www.youtube.com/watch?v=aoxr7EI ... 04B2B2B765

Pozdrawiam, i od razu uczulam, że internet nie jest anonimowy, zwróć uwagę na niepodawanie charakterystycznych szczegółów.

ps
być takim pięknym męczennikiem i świadkiem wiary jak Wy jesteście
Owszem, daję swoim życiem świadectwo wiernej miłości małżeńskiej, włączam się aktywnie w ewangelizację w Kościele Katolickim i absolutnie nie czuję się męczennikiem.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Sarah
Posty: 162
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Sarah » 23 lut 2021, 16:53

A czy Ty możesz w ogóle wziąć ponowny ślub kościelny? Dojrzałeś i pozbyłeś się swoich deficytów? Czy znowu za x lat będziesz wnosił o kolejne uznanie nieważności?
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

elena
Posty: 170
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: elena » 23 lut 2021, 17:24

No właśnie, ile razy można wnosić o stwierdzenie nieważności małżeństwa... co jeśli za jakiś czas będzie kolejny rozwód, będzie cierpieć kolejna kobieta a może i kolejne dzieci... dla mnie ta historia jest zbyt pogmatwana, do tego dochodzą wątpliwości, wyrzuty sumienia...
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9652
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Nirwanna » 24 lut 2021, 6:49

Witaj,
Podobnie jak poprzedniczki - nie czuję się pięknym męczennikiem. Mam dobre życie, z dużą dawką szczęścia, samotne, ale bez osamotnienia. Nie przeżywam go jako męczeństwa.
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36
próbowałem walczyć o pojednanie, wykonałem wiele gestów i zabiegów jednak nie było z jej strony żadnej reakcji.
W Sycharze w wielu przypadkach staramy się trwać w przysiędze małżeńskiej mimo tego, że druga strona nie wykazuje żadnych pozytywnych w naszą stronę reakcji. Sychar nie służy temu, żeby mieć wpływ na współmałżonka, żeby go do czegoś zmusić. Sychar uczy osobistej odpowiedzialności o siebie i za słowa złożonej przez siebie przysięgi.
Gdy w myślach dokonasz takiej metanoi - wszystko wskakuje na właściwe miejsce.

Zastanowiło mnie w Twoim poście sporo rzeczy.
Po pierwsze - skoro stwierdzenie nieważności było z Twojej przyczyny, to czy wciągnąłeś z tego osobiste wnioski? jakie? Po drugie - z reguły taki wyrok jest opatrzony zakazem zawierania kolejnego ślubu kościelnego, chyba że za zgodą biskupa miejsca. Macie taką zgodę?

Po drugie - skąd wiesz, że po jakimś czasie też "nie będziesz miał dość tej kobiety"? co w sobie przerobiłeś z poprzednich kryzysów?

Po trzecie:
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36
Wahałem się czy go nie zaskarżyć ale to oznaczałoby koniec naszej relacji. Łatwiej by było aby wyrok potwierdziła druga instancja ale papież Franciszek ją anulował. Nie zrobiłem nic aż krótki czas na odpowiedź minął.
Papież Franciszek anulował obowiązkowe skierowanie sprawy do drugiej instancji, ale ona wciąż istnieje. Każdy wyrok sądu diecezjalnego można zaskarżyć/apelować w sądzie metropolitalnym, ostatecznie - skierować do Roty Rzymskiej. To tylko i wyłącznie Twoja odpowiedzialność, zresztą sam piszesz - że nic nie zrobiłeś.

Po czwarte:
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36
Planowany ślub jest dla mnie czymś dobrym. Będę miał dom i bożą osobę z którą będziemy się wspierać i uświęcać...
Sporo w tym stwierdzeniu egoizmu. JA będę miał.
Co będzie mieć Twoja obecna narzeczona? Czy Twoją miłość maksymalnie bezwarunkową? Zanim zaczniesz się cieszyć, że coś będziesz miał (bo na to nie masz gwarancji), sprawdź, co Ty będziesz w stanie dać. Czy będziesz w stanie kochać również "na złe". To właściwa postawa kierująca do małżeństwa.

Po piąte:
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36
Rezygnując ze ślubu na kilka tygodni przed, zadam mej narzeczonej wielki ból z którego może się nigdy nie podnieść. Zostanie z mieszkaniem którego nie potrzebuje i kredytem a ja będę sam licząc na nie wiadomo na co i żyjąc nadzieją nie wiadomo na co...
Będę się błąkał po obcych wynajmowanych pokojach bo na mieszkanie mnie nie stać. Nie jestem w stanie tego zrobić bo destrukcja dla mnie i dla niej.
Wchodzenie w małżeństwo, żeby się pieniądze/mieszkanie nie zmarnowało, to fatalna intencja. Gdy zadzieje się kryzys, rozpad związku, z reguły nikt nie żałuje tak mocno straconych środków, za to dość mocno, czasem dramatycznie mocno - straconego czasu, pokładanych nadziei, zszarganego zaufania... Tu wybrzmiewa wciąż "będzie MI dobrze, lepiej, wygodniej". To w zasadzie nic złego, pod warunkiem, że nie dzieje się to kosztem innego człowieka.

Po szóste:
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 16:24
Nie jestem w stanie tego zrobić bo destrukcja dla mnie i dla niej. Mam wybór tragiczny ale być może w pierwszej opcji mam więcej opcji na dobro..

Tak wg mnie to dylematy do rozstrzygnięcia w procesie kierownictwa duchowego czy stałego spowiednictwa, raczej nie na forum publicznym. Znów - wg mnie - decyzja o małżeństwie podjęta być powinna po rozstrzygnięciu owych dylematów. Wchodzenie z nimi w małżeństwo to potencjalna katastrofa.

Wreszcie po siódme:
Dobrze, że tu jesteś. Ufam - że po coś.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Caliope
Posty: 829
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Caliope » 24 lut 2021, 8:51

Ja tylko dopiszę, że dokonałeś już wyboru, małżeństwo z żoną zostało anulowane. Teraz trzeba się mierzyć z konsekwencjami swoich czynów. Czasu nie cofniesz, a też nie ma gwarancji, że nowa pani nie podzieli losu pierwszej. W życiu tak jest, że trzeba jednak od czasu do czasu spojrzeć na innych ludzi czy nie robi się im rzeczy które bolą. A często te rzeczy są tak złe, że bardzo trudno wybaczyć.

marylka
Posty: 1218
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: marylka » 25 lut 2021, 9:47

Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36

Rezygnując ze ślubu na kilka tygodni przed, zadam mej narzeczonej wielki ból z którego może się nigdy nie podnieść. Zostanie z mieszkaniem którego nie potrzebuje i kredytem a ja będę sam licząc na nie wiadomo na co i żyjąc nadzieją nie wiadomo na co...
Będę się błąkał po obcych wynajmowanych pokojach bo na mieszkanie mnie nie stać. Nie jestem w stanie tego zrobić bo destrukcja dla mnie i dla niej. Mam wybór tragiczny ale być może w pierwszej opcji mam więcej opcji na dobro..

co o tym myślicie?
Skoro pytasz szczerze to szczerze odpowiem
Ja myślę źe coś ci haczy w nowej narzeczonej i chcesz prysnąć z tej relacji
A że już wiesz jak to zrobić - bo potrafisz zmanipulować żoną i zmusić ją do rozwodu - potrafisz już robić to w białych rękawiczkach

Teraz też chcesz wycofać się że związku ale zaslaniasz się.....wiarą

I będziesz się może błąkał po wynajmowanych mieszkaniach
Ale nie to błąkanie jest najsmutniejsze.

Ale...pewnie jesteś koło 40 więc dorosły jesteś - decyduj.
I ponoś konsekwencje
Powodzenia!

Monti
Posty: 761
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Monti » 27 lut 2021, 19:04

Dziwi mnie trochę podejście forumowiczek (akurat same Panie się wypowiadały) nie wprost, ale jednak kwestionujące w jakimś sensie orzeczenie sądu biskupiego. Posłuszeństwo Kościołowi i Duchowi Świętemu, który w nim działa nakazałoby założyć, że skoro zapadło orzeczenie stwierdzające nieważność małżeństwa, to tego małżeństwa nie ma i nigdy nie było. Oczywiście, jest kwestia tego, czy postępowanie było uczciwie przeprowadzone przez obie strony, ale to na razie zostawiam na boku, bo w ten sposób można podważyć każdy wyrok. W świetle tego wyroku "Konto usunięte" jest wolnym człowiekiem i może zawrzeć sakramentalne małżeństwo. Wiadomo, że mogą pojawić się (i pewnie się pojawią) jakieś problemy, cały czas trzeba nad sobą pracować, ale nie rozumiem takiego sugerowania, że to bez sensu, bo może się znów nie udać. Jeśli autor wątku uważa, że jest to Boża osoba, kocha ją, to dlaczego od razu „szukać dziury w całym”.
Wiadomo, że trzeba starać się naprawiać krzywdy, które się wyrządziło w poprzednim związku, zarówno wobec partnerki, jak i dzieci. Może potrzeba jeszcze trochę czasu, który leczy rany.
"Konto usunięte", jesteś w innej sytuacji niż większość Sycharowiczów, bo Twoje małżeństwo zostało uznane za nieważnie zawarte. Nie musisz być męczennikiem (zresztą, tak jak piszą dziewczyny, w tej postawie nie chodzi o cierpiętnictwo). Nie masz przeszkody do zawarcia kolejnego związku. Co oczywiście nie znaczy, że musisz się żenić. To jest dla Ciebie czas rozeznania, co będzie większym dobrem – czy zawarcie związku małżeńskiego, czy trwanie w samotności. Masz kierownika duchowego, więc z pewnością będzie lepszym doradcą niż my tutaj na forum. Przede wszystkim zaś pytaj Boga i siebie. Ja osobiście polecam lekturę fragmentów z „Ćwiczeń duchowych” św. Ignacego Loyoli dot. sposobów dokonywania wyborów.
"Niczego się nie wyrzekać, do niczego się nie przywiązywać"
Anthony de Mello

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9652
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Nirwanna » 28 lut 2021, 8:03

Ja za innych się nie wypowiem. Za siebie jedynie, w skrócie.

Nie kwestionuję w żadnym stopniu wyroku sądu biskupiego. Taki zapadł. Kropka.

Natomiast niepokoi mnie całościowy kontekst - wszystko, co się działo u niego do wyroku i podejmowane decyzje po wyroku, i nie tyle same decyzje (litera), co ich intencje (duch). On podejmując decyzję wejścia w związek małżeński jest w zgodzie z literą prawa kościelnego. Czy ta decyzja jest jednak zgodna z duchem tego prawa - nie wiem, mam wątpliwości, to właśnie ten kontekst.
Dlatego - tak jak napisałam już -
to dylematy do rozstrzygnięcia w procesie kierownictwa duchowego czy stałego spowiednictwa
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Pavel
Posty: 3228
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Pavel » 01 mar 2021, 12:38

Nirwanna pisze:
24 lut 2021, 6:49
Witaj,
Podobnie jak poprzedniczki - nie czuję się pięknym męczennikiem. Mam dobre życie, z dużą dawką szczęścia, samotne, ale bez osamotnienia. Nie przeżywam go jako męczeństwa.
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36
próbowałem walczyć o pojednanie, wykonałem wiele gestów i zabiegów jednak nie było z jej strony żadnej reakcji.
W Sycharze w wielu przypadkach staramy się trwać w przysiędze małżeńskiej mimo tego, że druga strona nie wykazuje żadnych pozytywnych w naszą stronę reakcji. Sychar nie służy temu, żeby mieć wpływ na współmałżonka, żeby go do czegoś zmusić. Sychar uczy osobistej odpowiedzialności o siebie i za słowa złożonej przez siebie przysięgi.
Gdy w myślach dokonasz takiej metanoi - wszystko wskakuje na właściwe miejsce.

Zastanowiło mnie w Twoim poście sporo rzeczy.
Po pierwsze - skoro stwierdzenie nieważności było z Twojej przyczyny, to czy wciągnąłeś z tego osobiste wnioski? jakie? Po drugie - z reguły taki wyrok jest opatrzony zakazem zawierania kolejnego ślubu kościelnego, chyba że za zgodą biskupa miejsca. Macie taką zgodę?

Po drugie - skąd wiesz, że po jakimś czasie też "nie będziesz miał dość tej kobiety"? co w sobie przerobiłeś z poprzednich kryzysów?

Po trzecie:
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36
Wahałem się czy go nie zaskarżyć ale to oznaczałoby koniec naszej relacji. Łatwiej by było aby wyrok potwierdziła druga instancja ale papież Franciszek ją anulował. Nie zrobiłem nic aż krótki czas na odpowiedź minął.
Papież Franciszek anulował obowiązkowe skierowanie sprawy do drugiej instancji, ale ona wciąż istnieje. Każdy wyrok sądu diecezjalnego można zaskarżyć/apelować w sądzie metropolitalnym, ostatecznie - skierować do Roty Rzymskiej. To tylko i wyłącznie Twoja odpowiedzialność, zresztą sam piszesz - że nic nie zrobiłeś.

Po czwarte:
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36
Planowany ślub jest dla mnie czymś dobrym. Będę miał dom i bożą osobę z którą będziemy się wspierać i uświęcać...
Sporo w tym stwierdzeniu egoizmu. JA będę miał.
Co będzie mieć Twoja obecna narzeczona? Czy Twoją miłość maksymalnie bezwarunkową? Zanim zaczniesz się cieszyć, że coś będziesz miał (bo na to nie masz gwarancji), sprawdź, co Ty będziesz w stanie dać. Czy będziesz w stanie kochać również "na złe". To właściwa postawa kierująca do małżeństwa.

Po piąte:
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 8:36
Rezygnując ze ślubu na kilka tygodni przed, zadam mej narzeczonej wielki ból z którego może się nigdy nie podnieść. Zostanie z mieszkaniem którego nie potrzebuje i kredytem a ja będę sam licząc na nie wiadomo na co i żyjąc nadzieją nie wiadomo na co...
Będę się błąkał po obcych wynajmowanych pokojach bo na mieszkanie mnie nie stać. Nie jestem w stanie tego zrobić bo destrukcja dla mnie i dla niej.
Wchodzenie w małżeństwo, żeby się pieniądze/mieszkanie nie zmarnowało, to fatalna intencja. Gdy zadzieje się kryzys, rozpad związku, z reguły nikt nie żałuje tak mocno straconych środków, za to dość mocno, czasem dramatycznie mocno - straconego czasu, pokładanych nadziei, zszarganego zaufania... Tu wybrzmiewa wciąż "będzie MI dobrze, lepiej, wygodniej". To w zasadzie nic złego, pod warunkiem, że nie dzieje się to kosztem innego człowieka.

Po szóste:
Konto usunięte pisze:
23 lut 2021, 16:24
Nie jestem w stanie tego zrobić bo destrukcja dla mnie i dla niej. Mam wybór tragiczny ale być może w pierwszej opcji mam więcej opcji na dobro..

Tak wg mnie to dylematy do rozstrzygnięcia w procesie kierownictwa duchowego czy stałego spowiednictwa, raczej nie na forum publicznym. Znów - wg mnie - decyzja o małżeństwie podjęta być powinna po rozstrzygnięciu owych dylematów. Wchodzenie z nimi w małżeństwo to potencjalna katastrofa.

Wreszcie po siódme:
Dobrze, że tu jesteś. Ufam - że po coś.
Ja zaś jako mężczyzna, zdecydowanie nie cierpiętnik, chciałem napisać coś od siebie.
Ten powyżej zacytowany post Nirwanny zawiera jednak najistotniejsze pytania które chciałem zadać, porusza najwazniejsze kwestie które ja wyłapałem czytając twój post pppiotrze.

Nie chodzi o to byś odpowiadał na te pytania na forum. Odpowiedz sam sobie.
Przegadaj z kierownikiem duchowym.
Tak realnie, nie życzeniowo podejdź do sprawy zarówno narzeczeństwa jak i małżeństwa.
Bo zakochanie, neoficki zapał - to super sprawa. Ale z tego paliwa na długo nie starczy.
Mogę się oczywiście mylić bo wnioskuję tylko z twego wpisu.
Z niego natomiast nie wynika mi, że odrobiłeś „pracę domową” którą wykonać zdecydowanie warto.

Twoja narzeczona wchodzi w coś co jest potężnym trudem. Raz - dzieci, dwa - finanse.
Fajnie, łatwo podejmuje się decyzje, deklaracje o sprawach które nas nie dotyczą.
Perspektywa zmienia się gdy dotyczyć zaczną.
Nie twierdzę, że to przeszkody nie do pokonania. Ale wielki trud - bez wątpienia.

Mam nadzieję, że te trudne jednak posty które zostały do ciebie napisane przetworzysz w wartość dodaną.
Trafiłeś tu, ufam, po coś.
I od ciebie zależy czy i co stąd zaczerpniesz.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Konto usunięte

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Konto usunięte » 01 mar 2021, 15:52

Bardzo Wam dziękuje za wszystkie odpowiedzi w moim temacie. Wystawiłem się na moralne oceny... cóż mogłem to przewidzieć.
To forum nie jest dla mnie bo jak sąd kościelny stwierdził nie było sakramentu małżeństwa. Oczywiście mógłbym nie wnosić pozwu i sakrament by nadal istniał a ja uczęszczałbym na spotkania do Sycharu... Ale jak coś można zrobić to człowiek czasem chce z tego skorzystać...
Dziwne to nadal dla mnie a przejście przez proces bardzo trudne. Procedura postępowania sądu jest totalnie formalistyczna i zupełnie nie duszpasterska. Powinno istnieć większe wsparcie w pojednaniu małżonków (np. obowiązkowe rozmowy z kimś
w rodzaju duchowego kierownika, lub obowiązek odbycia rekolekcji itp.) Rozumiem że pozwów jest mnóstwo ale gdyby dzięki temu udało się ocalić nawet 10% małżeństw (zwłaszcza tych co mają dzieci) to byłoby warto. Jeśli mogę coś zasugerować wspólnocie Sychar to wyjście z propozycją do Sądów Kościelnych aby kierować osoby w takim procesie na jednodniowe warsztaty do Waszej wspólnoty. Założę się że wiele par mogłoby się wówczas cofnąć z obranej drogi. Prosiłem Sąd Kościelny o to aby porozmawiali z moją jeszcze wtedy żoną ale nikt nie kiwnął nawet palcem...
Być może to nie jest "franciszkowe" bo Jego styl to aby było jak najefektywniej więc może niedługo będzie jeszcze łatwiej i szybciej...
Ponadto... dla sądu kościelnego wiara małżonków nie jest istotna. Co więcej dla samej ważności sakramentu też nie ma większego znaczenia a brak żywej wiary u obojga małżonków jest głównym powodem rozpadu 99% sakramentalnych małżeństw. Kryzysy w małżeństwach biorą się z grzeszności małżonków i braku chęci lub zdolności do nawrócenia. Może teraz się to zmieniło i jest większa weryfikacja ale wcześniej kto chciał "kościelny" to miał. Być może wielu z Was na tym forum ma za sobą takie doświadczenia.

Dla wszystkich zatroskanych moją zdolnością do nowego małżeństwa chcę Was uspokoić że oboje pozostajemy pod opieką doświadczonego kierownika duchowego który wierzy w powodzenie naszego małżeństwa i będzie kościelnym świadkiem naszego sakramentu. Gdyby czuł, że jest coś nie tak, że słabo rokuje lub jestem niebezpieczny to na pewno by ten nasz związek nie dotarł to tego punktu. Pojechałem do niego w sobotę wieczorem z takim rozdarciem jak opisałem w głównym poście. Dźwignął mnie i pomógł mi się posklejać.
Wszystkim na forum życzę wiary, nadziei, miłości i wytrwałości w Waszych trudnych (lub czasem nawet martwych) małżeństwach.

Pavel
Posty: 3228
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Pavel » 02 mar 2021, 8:10

To twoja wolność oczywiście, możesz zrezygnować z bytności tu.
Nie uważam natomiast, że to nie miejsce dla ciebie.
Nie jesteś co prawda sakramentalnym małżonkiem, ale byłeś-niebyłeś i co istotniejsze - masz zamiar być.
Ta tematyka więc bardzo ciebie dotyczy.
Zaczynając od porządnych nauk przedmałżeńskich. Możesz takie w wersji audio znaleźć w mp3 Jacka Pulikowskiego na liście polecanych przez nas lektur.
Jest też olbrzymi materiał bardzo warty przepracowania w obszarze wiedzy o sobie jako mężczyźnie, o kobietach, o relacji, małzeństwie, komunikacji oraz zbiorczo pojętej przeszłości.
Od tego, pracy wykonanej przez ciebie, was, od jakości tejże, będzie w olbrzymiej mierze zależało wasze szczęście.
Wszystko oczywiście umocowane w Bogu.

Rozumiem, że posty w twoim kierunku były niełatwe w odbiorze.
Natomiast nauczyłem się tutaj, że te najtrudniejsze są często najbardziej pomocne.
Poklepywanie po plecach bowiem to łatwa sprawa.
Zastanów się może, czy na pewno chcesz uciekać.

Ja jestem już niemal pięć lat po tzw. uratowaniu małżeństwa.
Nie odchodzę stąd nie tylko dlatego, że chcę się dzielić.
To miejsce, ci ludzie i ich historie pomagają mi nie odfruwać.
I ciągle się czegoś ważnego uczę. O innych i o sobie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Caliope
Posty: 829
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Caliope » 02 mar 2021, 15:50

Ja się tak zastanawiam, że jeśli już doszło do unieważnienia, to co musiała zrobić strasznego ta żona, że to przeszło w sądzie biskupim. Bo przecież to nie jest takie proste udowodnić, że małżeństwo zostało niesłusznie zawarte.

vertigo
Posty: 141
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: vertigo » 02 mar 2021, 22:12

Caliope pisze:
02 mar 2021, 15:50
Ja się tak zastanawiam, że jeśli już doszło do unieważnienia, to co musiała zrobić strasznego ta żona, że to przeszło w sądzie biskupim. Bo przecież to nie jest takie proste udowodnić, że małżeństwo zostało niesłusznie zawarte.
Niczego strasznego nie trzeba robić. Jak wspomniał pppiotr, sąd biskupi bada przede wszystkim formalną stronę. Podam prościutki przypadek z życia wzięty - małżeństwo zawarte podczas pielgrzymki. Po jakimś czasie sprawa trafia do sądu biskupiego, który pyta o dyspensę od takiej formy. Okazało się, że dyspensy zabrakło - wyrok 1 instancji - małżeństwo nieważnie zawarte.
Ludzie robią wszystko, aby siebie samych przekonać, że świat nie wygląda tak, jak wygląda naprawdę.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9652
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Rozdarty na pół - tragiczny wybór

Post autor: Nirwanna » 02 mar 2021, 23:01

Vertigo, jednak tu wybrzmiewa określony kanon i nie zahacza on o przyczyny formalne.
Sąd biskupi nie sprawdza głównie przyczyn formalnych. Sprawdza te, które wnosi powód. Statystyki pokazują, że ludzie głównie wnoszą o stwierdzenie nieważności z przyczyn pozaformalnych.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Zablokowany

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości