Wyjście z nałogu palenia

Wydarzył się cud uzdrowienia małżeństwa, a może tylko maleńki cudzik?...

Moderator: Moderatorzy

Ruta
Posty: 2183
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Ruta » 02 gru 2020, 10:58

Chcę się podzielić moim świadectwem i moją radością.

Przez wiele lat, od wczesnej młodości byłam uzależniona od palenia papierosów. Jeśli doliczymy do tego lata dzieciństwa, gdy często niezależnie od swojej woli wdychałam dym papierosowy, to łącznie to już niemal 40 lat uzależnienia. Jedynym czasem wolnym od palenia w moim dorosłym życiu był czas gdy czułam się odpowiedzialna za inne życie, gdy przygotowywałam się do ciąży, potem okres ciąży i karmienia. Nie przeszkodziło mi to jednak w powróceniu do palenia, gdy tylko skończyłam karmić.

W ciągu życia podejmowałam wiele nieskutecznych prób rzucenia palenia, zdarzały się okresy, gdy nie paliłam, ale zawsze do palenia wracałam. Oszukiwałam siebie jak każda uzależniona osoba, mówiąc, że lubię palić, że mam z tego korzyści, że to przyjemność, że jest to nałóg, ale nie jest on aż tak szkodliwy jak inne. Wmawiałam tez sobie, że palenie czyni mnie w jakiś sposób wyjątkową, wiele osób palących tak mysli, ale trudno się do tego przyznać. Szukałam też w tym nałogu jakiegoś uroku dekadencji. Choć przecież dekadencja wcale nie jest ładna, jest obrazem rezygnacji, poddania się, utraty wiary i nadziei.

Osoby, które próbowały mnie przekonać do porzucenia palenia zwykle tylko irytowały mnie, budziły moją niechęć, złość. Jeśli chcesz, by palacz z twojego otoczenia palił więcej, powiedz mu koniecznie, że powinien przestać. Były też dni, kiedy zadawałam sobie sprawę, że tego nie kontroluję, że nie jest to mój wybór, że ulegam przymusowi, że to co robię jest bez sensu, że szkodzi mi, mojemu zdrowiu, moim finansom, moim relacjom, że mój synek się o mnie martwi, ale czułam się kompletnie bezradna, po tylu nieudanych próbach. Zdarzało się, że wieczorem gasiłam papierosa, który w moim zamierzeniu miał być ostatni, a rano w panice biegłam do sklepu po nową paczkę. Brak papierosa oznaczał zwykle u mnie nerwowość, wybuchy gniewu, trudności z koncentracją, próby zastąpienia sobie nałogu czymś innym, dodatkowe kilogramy, złe samopoczucie fizyczne, poczucie, że gdy stanie się coś trudnego, co wyprowadzi mnie z równowagi, nie będę w stanie się uspokoić bez papierosa, a także przekonanie, że paląc relaksuję się, na przykłąd podczas przerwy w pracy. Tak naprawdę nie wyobrażałam sobie życia bez papierosa i panicznie bałam się głodu nikotynowego i tego fizycznego i psychicznego.

Przypadkiem w moje ręce trafiła książka "Uzależnienie i łaska", Geralda May. Przyznam się szczerze, że jeszcze nie przeczytałam jej w całości, choć zamierzam. W moim odbiorze ta książka z różnych względów jest trudna, na pewno nie da się jej pochłonąć na raz, ani nawet na kilka razy, przynajmniej ja tak ją odbieram. Jednak to co już przeczytałam, natchnęło mnie do tego, by swój problem z uzależnieniem zawierzyć Bogu i to do Niego się ze swoją bezsilnością wobec nałogu zwrócić. Omówiłam swoje plany z terapeutką, rozmawiałam z nią o tym, jak mogę sobie pomóc. Przyglądałam się sobie uzależnionej, patrzyłam uważnie zarówno na to, co uważałam za korzyści, jak i szukałam szkód, których zaczęłam dostrzegać coraz więcej. Pracowałam też nad oddaniem całego zamierzania i mojego zniewolenia Bogu. Nie było to proste, pomógł mi akt zawierzenia księdza Dolindo "Jezu Ty się tym zajmij". I pomału w modlitwie dokonywałam tego zawierzenia. Przyszedł dzień, gdy postanowiłam, że to już, że podejmę kolejną próbę. Wypaliłam ostatniego w moim zamierzeniu papierosa, jak wiele razy przedtem. Tym razem jednak zawierzyłam Bogu, tak jak uczyłam się to robić od jakiegoś czasu, a do aktu zawierzenia dodałam moją bardzo osobistą rozmowę z Bogiem, opowiedziałam Mu wszystko, najszczerzej jak mogłam. Nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego i niczego szczególnego nie poczułam. Poszłam spać, bo zrobiło się późno.

Obudziałam się następnego dnia bez chęci zapalenia papierosa. I taka potrzeba już się we mnie ani razu nie pojawiła. Nawet w chwilach trudnych, dużego napięcia, nawet gdy dowiedziałam się, że właśnie straciałam pracę - a zwykle to właśnie w takich trudnych chwilach pękałam, i nawet gdy jakiś czas wytrzymywałam, to takie kryzysy emocjonalne, silne emocje powodowały, że wracałam do nałogu. Wszystkie przygotowane wcześniej strategie na radzenie sobie z fizycznym i psychicznym głodem okazały się... zupełnie niepotrzebne. Nic takiego nie odczuwałam i nadal nie odczuwam.

Od tego momentu mija miesiąc. Miesiąc mojej wolności, gdy nie ma we mnie przymusu, gdy czuję się wolna. Wiem, że to nie jest dużo. Ale w sobie wewnętrzenie wiem, że nie ma już we mnie potrzeby palenia, więc nie boję się że zdarzy się coś, co spowoduje mój powrót do nałogu. Byłam gotowa, by napisać moje świadectwo już tego ranka, gdy obudziałam się i poczułam się wolna od nałogu.

Nie liczę dni niepalenia. Zdarza się, że gdy ktoś mnie zapyta jak mi idzie, to czuję się zdziwiona i w pierwszej chwili nie wiem o co mu chodzi. Nie muszę unikać miejsc, osób palących, ani niczego co kojarzy mi się z paleniem. Nie zdarzyła się przez ten miesiąc ani jedna sytuacja, która wywołałaby we mnie głód i potrzebę zapalenia. Jest tak, jakbym nigdy nie paliła. Nie prowadzę żadnej wewnętrznej walki o niepalenie. Po prostu nie czuję potrzeby palenia. Pierwsze dni nie mogłam wyjść ze zdziwienia, i nadal czuję się zadziwiona, że to możliwe. Dla Boga jednak nie ma nic niemożliwego.

Dziękuję z całego serca za otrzymaną Łaskę i cieszę się, że mogę o Niej opowiedzieć. Bóg słucha naszych próśb i wspiera nas w trudnościach, gdy je Mu powierzamy, a Jego Moc i Miłosierdzie są niezmierzone.

sajmon123
Posty: 424
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: sajmon123 » 03 gru 2020, 18:52

Gratuluję chociaż tak jeszcze niedługiego sukcesu. Ja walczę od poniedziałku i wiem jakie to trudne. Trzymam kciuki i powodzenia życzę by było to już na zawsze

Mufinka
Posty: 95
Rejestracja: 02 lut 2017, 7:06
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Mufinka » 26 gru 2020, 19:25

Bogu niech będą dzięki za to uzdrowienie, za świadectwo, niech Łaska Pana Boga nadal Cię prowadzi.
Ja polecam mojego męża i jego palenie o łaskę uzdrowienia - Jezu Ty się tym zajmij bo on nie potrafi.....

Ruta
Posty: 2183
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Ruta » 05 lis 2021, 1:20

Mija rok od mojego uzdrowienia z nałogu palenia. Czas dopisać dalsze koleje. Za oknem ogromna wichura, przy takim wietrze nie umiem spać.

Nie palę. Nie mam głodów, choć zdarzają mi się w chwilach napięcia kompulsywne myśli. Ale one odchodzą bez wzbudzania głodu, latwo mi je odegnać. Na codzień nie pamiętam, że paliłam tyle lat. Nie toczę żadnej walki. Nie przytyłam, moja waga nadal systematycznie spada. Ale po drodze przeszłam jeden poważny upadek.

A było to tak, że spotkałam się ze znajomymi w parku. I jakoś tak się zaroiło od ludzi. Nie czułam potrzeby palenia, ale wszyscy palący i pomyślałam, że tak dla integracji. Skoro nie mam głodu, to jeden nie zaszkodzi. Zaszkodził, chwilę potem znów paliłam. Zapomniałam o ważnej zasadzie. Dla osoby uzależnionej nie ma jednego. Jeden oznacza powrót do młyna.
Było mi głupio od nowa prosić o Łaskę. Sama ją zmarnowałam...więc walczyłam sama...myślałam też o przyczynach upadku, sporo się o sobie dowiedziałam rozważając to... Moje starania przynosiły mizerne efekty... Znów czułam się bezradna.

Przyszedł dzień, gdy mimo wstydu i poczucia winy zdecydowałam się poprosić znowu Boga o pomoc... Zaczęłam od przeprosin i porozmawiania o mojej głupocie. I potem poprosiłam jeszcze raz o pomoc. Szczerze opowiadałam o tym, co w sobie zauważyłam, co się dzieje, jak bardzo jest mi głupio prosić. Znów nic się nie zdarzyło, nic nie odczułam, poszłam spać. Następnego dnia obudzilam się z potężną infekcją. Trwała tydzień, nie byłabym w stanie zapalić. W tym czasie głód nikotynowy powoli ustępował. Gdy wyzdrowiałam już były tylko resztki, które też się w ciągu paru dni rozpłynęły. Drugim razem było więc odrobinę trudniej, potrzebowałam trochę powalczyć. Ale ten głód jaki odczuwałam nie miał takiego nasilenia, jak to, co znałam z poprzednich samodzielnych prób nie palenia.

Dziękuję Bogu, że jest tak miłosierny i że przyjął moją prośbę. Z drugiej strony jest to dla mnie tak cudowne, że aż trudne do uwierzenia... Moja walka przeplatana okresami bierności wobec nałogu trwała latami, a Bóg dwukrotnie zakończył ją tak po prostu, z dnia na dzień. Wystarczyło bym uznała swoją bezsilność i poprosiła o pomoc.

Nie złożyłam jeszcze porządnego dziękczynienia za uzdrowienie z nałogu... ale mam taką potrzebę. Jeszcze nie wiem jak.

Niepoprawny83
Posty: 121
Rejestracja: 07 wrz 2021, 22:43
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Niepoprawny83 » 05 lis 2021, 8:36

Gratuluje sukcesu i rozumiem potknięcie. Musisz uważać, nie można się koleżanko niestety nawet "sztachnąć", bo demon odżyje. Sam miałem przerwy 1 rok i 1,5 roku i wracałem. Obecnie 5 lat bez dymka, zadecydował aspekt ekonomiczny po narodzinach 2go syna. Nie ciągnie mnie wcale, ale wiem, że atak może nastąpić w każdym momencie i w mojej opinii dotyczy to każdego palacza. Trzymam kciuki za kolejne lata bez dymka.

Abigail

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Abigail » 05 lis 2021, 10:10

Wszystko możesz w Tym, który Cię umacnia :)

Upadamy to ludzkie ale On nasz Bóg zawsze jest i zawsze czeka gotowy do pomocy - wystarczy poprosić. To takie proste a jednak tak trudno czasem na to wpaść.

Też kiedyś paliłam dobre 10 lat życia, teraz nie wróciłabym za nic w świecie. Uzdrowienie z nałogu zawdzięczam Bogu i trochę dzieciom bo wstyd mi było przy nich palić ale z kolei dzieci też zawdzięczam Bogu więc wszystko się do Niego i tak sprowadza.
Czy jest zresztą coś czego Jemu nie zawdzięczamy? :D

Inna
Posty: 329
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Inna » 11 lis 2021, 13:31

Niepoprawny83 pisze:
05 lis 2021, 8:36
Gratuluje sukcesu i rozumiem potknięcie. Musisz uważać, nie można się koleżanko niestety nawet "sztachnąć", bo demon odżyje.
Ja również gratuluję :)
Co do "sztachnięcia się", to ja tak zrobiłam po roku niepalenia. Chciałam spróbować tylko czy nadal smakuje. Nie smakowało.
Poczułam jedynie ohydny niesmak. I dalej nie palę. Dzięki Bogu.
A może i ja się podzielę moim świadectwem...
Całkiem niedawno napisanym ;)
Tylko nie wiem czy mogę tutaj, czy gdzie indziej.
To już modreacja niech zdecyduje :D
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 11600
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Nirwanna » 11 lis 2021, 13:35

Jeśli autorka wątku się zgodzi, moderacja może puścić tutaj :-)
Możesz też wybrać opcję "mój własny wątek na świadectwo" :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Inna
Posty: 329
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Inna » 11 lis 2021, 13:38

Jednym zdaniem.

Moje wychodzenie z uzależnienia od papierosów nie było jakimś spektakularnym zjawiskiem, czy też metodą prób i błędów. Zapoczątkowało go jedno zdanie, a brzmiało: „Zastanawiam się, czy dałbym radę się z Tobą całować”. Powiedziała to osoba niepaląca, która sama kiedyś paliła. Było to dla mnie wręcz absurdalne, ale uruchomiło jakiś trybik w skomplikowanym mechanizmie uzależnienia. To nie była nawet sugestia, bym rzuciła palenie, ale delikatna aluzja, że jestem odrażająca, a właściwie to mój oddech jest odrażający.
Nie wiem jakim cudem, ale podziałało. A skoro mowa o cudzie, to akurat to zdanie zbiegło się z okresem Wielkiego Postu, a że jestem osobą wierzącą, to odebrałam to jako swego rodzaju wskazówkę, by właśnie na ten czas odmówić sobie czegoś, co lubię. Bo palić lubiłam. I to bardzo. I pojawiła się nadzieja, że w tym okresie to jest możliwe (z Boga pomocą oczywiście).
I tak oto 1 marca 2017 roku, po wyjściu z łóżka, zrobiłam sobie kawę, wzięłam resztę papierosów, które mi zostały i powiedziałam: Boże, pomóż mi nie palić. Po czym je połamałam i wyrzuciłam. Naprawdę tylko tyle i aż tyle.
Ktoś powie – niemożliwe, bzdury jakieś, tak to nie działa… A ja mówię (a właściwie piszę), że to działa. Do dziś nie palę, nie odczuwam żadnego głodu. Wystarczyła mi wiara w to, że się uda. Ale też była potrzebna chęć i motywacja.
A tą motywacją nie była chęć całowania się z tą osobą, ale fakt, że jestem chodzącym, odrażającym smrodem. Przepraszam za określenie, ale na tamten czas właśnie tak się poczułam. Jak ktoś kto śmierdzi i jest odrażający, a przecież wielokrotnie słyszałam, że śmierdzę i jakoś nigdy mi to nie przeszkadzało. Tym razem sposób podania tej informacji (z miłością), zdziałał cuda. Bo to była aluzja delikatna, zmuszająca do myślenia, a nie jak zazwyczaj słowny atak powtarzających się sloganów typu: „idź, bo śmierdzisz”, „palenie szkodzi zdrowiu”, „palenie kosztuje”, „palenie zabija”…
Oczywiście to, co podziałało u mnie, niekoniecznie podziała u innych. Dzielę się tylko moją historią, moim cudem raczej aniżeli sposobem, bo do dziś nie palę i nie odczuwam takiej potrzeby. A paliłam lat 25. Bywało, że i półtorej paczki dziennie.
Przytyłam to fakt. Byłam momentami rozdrażniona – to też fakt. Ale wierzyłam, ze akurat w tym momencie jest mi dane uwolnić się od nałogu. I być może dla niektórych zabrzmi to jak wyświechtany frazes, to w moim przypadku z pełną świadomością mojej słabej woli oświadczam że wiara czyni cuda.
Dodam jeszcze tylko, że na okres ciąży zawsze palenie rzucałam. I to też nie było trudne, bo tam też była wiara, nadzieja i miłość, co prawda napędzana lękiem i odpowiedzialnością za nowe życie. A palenie w takim okresie to przecież grzech i na pewno nie miłość, bo kto chce krzywdzić kogoś kogo kocha?
Niestety, po urodzeniu dzieci do nałogu wracałam. Ale w tym czasie nie kochałam siebie. I to też jest ważna kwestia, by pokochać siebie. Bo świadomość miłości własnej nie pozwala siebie krzywdzić. A palenie to naprawdę krzywda fizyczna, psychiczna i materialna, a przede wszystkim zdrowotna.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy „pawłowe” (1 Kor 13,13), u mnie są sposobem, z nich zaś największa jest miłość.
A poniżej recepta na rzucenie palenia, którą wystawiło mi życie.

Recepta:
- wiara
- nadzieja
- miłość
Zalecenia:
- uwierzyć, że to możliwe
- chcieć tego
- mieć motywację

Interpretacja dowolna.
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Inna
Posty: 329
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Inna » 11 lis 2021, 13:45

Ruta pisze:
02 gru 2020, 10:58
Chcę się podzielić moim świadectwem i moją radością.
Inna pisze:
11 lis 2021, 13:31
A może i ja się podzielę moim świadectwem...
Całkiem niedawno napisanym ;)
Tylko nie wiem czy mogę tutaj, czy gdzie indziej.
To już modreacja niech zdecyduje :D
Nirwanna pisze:
11 lis 2021, 13:35
Jeśli autorka wątku się zgodzi, moderacja może puścić tutaj :-)
Możesz też wybrać opcję "mój własny wątek na świadectwo" :-)
A zatem, Ruta, zgadzasz się?
Czy zakładać własny wątek?
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Pavel
Posty: 4496
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Pavel » 11 lis 2021, 14:01

Jak się Ruta nie zgodzi, to podziałamy. Mam jednak przeczucie, może mylne, że takowego sprzeciwu nie będzie, wręcz odwrotnie.
Panie drogie, może i na mnie przyjdzie pora z tym rzucaniem, staż mam w tym paskudztwie podobny do twego Inna.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Ruta
Posty: 2183
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Ruta » 11 lis 2021, 15:25

Inna pisze:
11 lis 2021, 13:45
Ruta pisze:
02 gru 2020, 10:58
Chcę się podzielić moim świadectwem i moją radością.
Inna pisze:
11 lis 2021, 13:31
A może i ja się podzielę moim świadectwem...
Całkiem niedawno napisanym ;)
Tylko nie wiem czy mogę tutaj, czy gdzie indziej.
To już modreacja niech zdecyduje :D
Nirwanna pisze:
11 lis 2021, 13:35
Jeśli autorka wątku się zgodzi, moderacja może puścić tutaj :-)
Możesz też wybrać opcję "mój własny wątek na świadectwo" :-)
A zatem, Ruta, zgadzasz się?
Czy zakładać własny wątek?
Jasne, że się zgadzam :)

Ruta
Posty: 2183
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Ruta » 11 lis 2021, 15:48

Mój staż palenia to ponad 20 lat, z przerwami (przygotowanie do ciąży, ciąża, karmienie). Mam nadzieję, że na tym się to szaleństwo zatrzyma.

Mi w rozmowie z Bogiem pomogło, że oddałam nie tylko to, że chcę przestać palić, ale odsłoniłam i oddałam tą część brzydszą, która we mnie desperacko mówiła: ale jeszcze tylko dziś, tylko jeden, ale ja to lubię, ale mi to potrzebne, ale byli nawet Święci co palili.... Udało mi się odsłonić i szczerze o tym rozmawiać.

Do przygotowania do takiej rozmowy, szczerej, i tak z głębi siebie pomogła mi przeczytana książka "Uzależnienie i Łaska" Geralda G. Maya. Konsultacje teologiczne autorstwa Księdza Dziewieckiego. Ta książka wpadła mi w ręce przypadkiem. Najtrudniejsza książka w moim życiu, i do dziś nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Przyznaję, że nawet nie przeczytałam całości. Nie byłam w stanie. Dodam, że lubię czytać i czytuję też rzeczy ciężkiego kalibru. Znacznie cięższego niż ta. To raczej było z pola duchowego.

Pavle, już samo myślenie, że chcę przestać, to w moim doświadczeniu był pierwszy etap. Podobnie jak samodzielne nieudane próby przestania, które pomagały mi uświadomić sobie, że sama to ja tu nic nie zrobię.

Ruta
Posty: 2183
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Ruta » 19 kwie 2022, 14:55

Nawrót.

Mam za sobą trzy wypalone papierosy. Obsesja nałogowca przychodzi do mnie wieczorami. W dzień nadal pozostaję osobą niepalącą. Mogę pisać, mówić o paleniu, mogę być w towarzystwie osoby palącej, nic mnie nie rusza. Wieczorem przychodzi obsesja i zaczyna się walka. Na razie przegrywam 3 do 1. Znam już reguły tej walki, ale nie jest łatwiej.

Bardzo pomagają mi słowa terapeuty z mojej pierwszej wstępnej grupy na terapii współuzależnienia. Że w nałogu w zdrowieniu pomaga abstynencja, ale także etap nawrotu może być ku zdrowieniu i także nawrót może nieść nowe lekcje, nie musi od razu oznaczać porażki i nie trzeba się go panicznie bać. Obserwuję siebie, swoje emocje, źródła obsesji, przyczyny nawrotu. W poprzednim nawrocie wylądowałam koniec końców z paczką papierosów, paląc po kilka sztuk dziennie. Na razie stawiam opór, odrabiam lekcję i staram się ją zrozumieć. Ale mniej się boję i mniej obwiniam niż w poprzednim nawrocie. Ufam też bardziej Bogu, powierzam Mu tą swoją bezsilność, obsesję, poczucie przymusu i utraty wolnej woli, możliwości decydowania, gdy do mnie przychodzą także.

Pantop
Posty: 2755
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wyjście z nałogu palenia

Post autor: Pantop » 21 kwie 2022, 7:40

Ruta pisze:Znam już reguły tej walki, ale nie jest łatwiej.
:D :D

Serio?
Opisz proszę jak Twe zmagania wpływają na pierwiastki zła na wyżynach niebieskich.

:mrgreen: :mrgreen:



W sposób jawny się czepiam, bo może dlatego że obiecałem sobie z przyjacielem po jego przyjeździe spalić po exluzywnym cygarze - obaj jesteśmy nałogowcami a ostatnie cygaro paliliśmy razem ok 6 lat temu. Przyjedzie w lato.
To.
Lub następne. :lol: :lol: :lol: :lol:


3M się Ruta.




ps adwokata diabła:
się nie przejmuj ani nic, bowiem nauka twierdzi że do 7 papierosów dziennie to nie nałóg :twisted: :twisted: :twisted:

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości