Świadectwo

Wydarzył się cud uzdrowienia małżeństwa, a może tylko maleńki cudzik?...

Moderator: Moderatorzy

Młodszy brat
Posty: 1
Rejestracja: 16 kwie 2020, 22:54
Płeć: Mężczyzna

Świadectwo

Post autor: Młodszy brat » 20 kwie 2020, 21:39

Witajcie,
Ta strona, Sychar w ogóle, bardzo mi pomogły w chwilach największego kryzysu, więc chciałbym się w jakiś sposób odwdzięczyć. Może właśnie tym świadectwem.
Jestem facetem po czterdziestce, z ponad 15-letnim stażem małżeńskim, ojcem kilkorga dzieci. Moi rodzice byli, a właściwie chyba ciągle są rozwiedzeni emocjonalnie. W takiej atmosferze dorastałem i kształtowałem swoje wzorce zachowań.
Bardzo trudno przychodziło mi wchodzenie w relacje z kobietami. Mocno do tego dążyłem, a gdy już się udawało, to szybko je niszczyłem. Często przez zdradę. Miałem po tym ogromne poczucie winy, myśli samobójcze, ale gdy się trochę pozbierałem szukałem nowego związku. W tle tych relacji było moje uzależnienie od pornografii i autoerotyzm.
Po kolejnym nieudanym związku poznałem moją żonę. Ona też miała ze sobą trudne doświadczenia. Na małżeństwo zdecydowaliśmy się po dwóch latach związku. Zamieszkaliśmy razem, urodził się nasz pierwszy syn. Już wtedy widać było, że jest ze mną spory problem. Pornografia zniszczyła moją intymność i co za tym idzie naszą bliskość. Byłem bardzo zamknięty w sobie i za żadne skarby nie chciałem się przyznać do masturbacji. Coraz częściej pojawiały się kłótnie. Żona odreagowywała to napięcie w sposób bardzo emocjonalny, nerwowy, co jeszcze bardziej mnie od niej oddalało. Chciała pomóc, ja się zamykałem i to chyba najbardziej ją bolało i koniec końców frustrowało. Tak funkcjonowaliśmy.
Skoro w domu były zgliszcza, to praca stała się dla mnie bardzo ważnym obszarem. Zacząłem odnosić pierwsze zawodowe sukcesy. Awansowałem, dostawałem podwyżki, zacząłem imponować kolegom i koleżankom z pracy. To z nimi dzieliłem większą część dnia, to z nimi rozmawiałem o prawie wszystkim, a zwłaszcza o tym co wtedy było dla mnie ważne – o pracy. Kochałem swoją rodzinę – tak o tym myślałem. Bardzo lubiłem spędzać czas z dzieciakami, ale niestety nie inwestowałem w swoje małżeństwo. Nie doceniałem swojej żony, nie starałem się dla niej. Uważałem, że skoro zarabiam względnie dobrze i stać nas na wczasy za granicą, remonty itp., to już wystarczy. Teraz wiem, że strasznie się myliłem. Żona zwracała mi uwagę na brak mojego zaangażowania. Może robiła to w sposób niewłaściwy, ale na pewno próbowała. Ja czułem się obrażany, nierozumiany, niedoceniany. I wtedy zaczęła się moja zdrada z koleżanką z pracy. To był najbardziej wyniszczający okres w moim życiu – teraz to widzę wyraźnie. Doprowadził mnie do skraju załamania nerwowego. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić, a nie miałem wtedy żadnej realnej więzi z Bogiem.
Wierzyłem w Boga od dziecka. Byłem kiedyś gorliwym ministrantem, który jednak z czasem obserwując swojego ojca i swoich kolegów, zrezygnował z relacji z Bogiem. Gdy pojawiły się dzieci, na zasadzie rozważań intelektualnych ustaliłem, że w sprawach wychowania dzieci, odpowiedniego wzoru postępowania nie ma co wymyślać prochu, bo wszystko czego ludzie potrzebują, żeby żyć porządnie jest zawarte w nauce Kościoła. Więc znów zacząłem uczęszczać na msze, ale raczej z potrzeby wychowawczej niż głodu wiary.
Ciężar zdrady mnie niszczył. Nie potrafiłem go unieść. Przyznałem się żonie do niewierności. Teraz wiem, że zabiłem ją dwa razy – po pierwsze zdradzając, a po drugie mówiąc o tym. Jednego i drugiego gorzko żałuję do dnia dzisiejszego; zdrady na pewno o wiele mocniej. Żona przyjęła mnie. Chciała ocalić nasze małżeństwo. Ja zacząłem powoli zwracać się ku Bogu. Wiedziałem, że sam nie dam rady wygrzebać się z tego bagna. Od momentu wyjawienia prawdy żonie jeszcze przez miesiąc trwała walka o moją duszę – tak to teraz widzę. Przez ten czas niestety utrzymywałem kontakt z tamtą kobietą. Żona to odkryła i to był kolejny, bardzo bolesny cios. Od tego dnia (a było to święto maryjne) rozpoczął się proces mojego nawrócenia i uzdrowienia. Wiem też jednak, że obróciłem w pył serce mojej żony. Zaczęliśmy szukać terapii małżeńskich, które dość szybko przerywaliśmy, bo żona nie chciała brać w nich udziału. Ja sam zacząłem szukać pomocy – tak trafiłem na kilka spotkań Sycharu, na stronę kryzys.org. Przeszedłem warsztaty 12-kroków. Byłem na kilku terapiach indywidualnych. Byłem też na terapii uzależnień. Zacząłem lgnąć do Boga. Regularna spowiedź, nowenna pompejańska, spotkania wspólnoty, spotkania ze Słowem. Poczułem czym jest Boże Miłosierdzie. Zmieniłem swoje życie. Moje życie zawodowe też zostało przeorientowane o 180 stopni. Wiem, że to łaska, bo nigdy w życie nie widziałem się w zawodzie, który obecnie wykonuję. Droga do tego była niełatwa, bo przez długi czas byłem bez pracy. A najprostszym sposobem na odebranie facetowi poczucia wartości jest zabranie mu pracy. W tym trudnym czasie Pan był ze mną. Nagle na koncie pojawiały się jakieś zaległe pieniądze od poprzednich pracodawców; były jakieś pilne zlecenia od znajomych. Rzeczywiście, każdy włos na naszej głowie jest policzony.
Bóg mi wybaczył, ja po wielu bolesnych chwilach i gorzkich łzach wybaczyłem sobie. Żona mówi, że mi przebaczyła, chociaż wiem, że ciągle bardzo cierpi. Sama czasami mówi o tym, że ona mnie zdradza, że nie potrafi ze mną być. Jest jej bardzo ciężko.
Wiem, że bardzo dużo zmieniło się w moim życiu. Nie znam piękniejszej fizycznie i duchowo kobiety niż moja żona. Moja rodzina jest mi najbliższa na świecie. Praca jest ważna, ale to tylko środek do celu, a nie sam cel. No i przede wszystkim Bóg, który Jest. Który po prostu kocha i nigdy nie skreśla.
Gdy słyszę o tym, że jakieś małżeństwo jest w kryzysie to czuję po prostu ból. Wstydzę się za tych którzy zdradzają, tak jak ja zdradzałem. Tak bardzo bym chciał, aby nikt nie musiał przechodzić przez ból zdrady. Aby żadna żona, żaden mąż i żadne dziecko nie było krzywdzone zdradą. Ja sam czuję ciężar krzywd jakie wyrządziłem swoim najbliższym. Wiem, że bardzo boleśnie doświadczyłem żonę i dzieci. I to jest mój krzyż. Staram się być kochającym mężem i ojcem jak tylko potrafię. Czasami spotykam się z jawnym odrzuceniem, czasami z ignorancją. Takie są konsekwencje mojego grzechu. Rozumiem to. Rozumiem też, że bycie mężem i ojcem to są zadania, jakie dał mi Pan. To tutaj mam się realizować i służyć jak tylko potrafię. W praktyce popełniam dużo błędów, wciąż mam problemy z izolacją, ale jestem o wiele bardziej świadomy tych błędów. I staram się nad nimi pracować.
Jeżeli Twój mąż / Twoja żona są teraz w bezkresie kryzysu, to dla Pana nie ma rzeczy niemożliwych. Oni, dzięki Jego łasce mogą z tego wyjść. Pan otworzył moje oczy i serce. To samo może zrobić innym.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8416
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Świadectwo

Post autor: Nirwanna » 21 kwie 2020, 7:38

Młodszy bracie, dziękuję Ci za Twoje świadectwo :-)
Chwała Panu!
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

elena
Posty: 63
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Świadectwo

Post autor: elena » 04 maja 2020, 13:46

Piękne świadectwo! Życzę Ci wytrwałości i pogody ducha! Chwała Panu!
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

burza
Posty: 361
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Świadectwo

Post autor: burza » 06 maja 2020, 21:41

Piękne świadectwo i łaska Boża oby więcej takich.

MaryM
Posty: 201
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Świadectwo

Post autor: MaryM » 07 maja 2020, 22:52

Piękne! Niech Wam się układa z Bożą pomocą!

kocimiętka
Posty: 59
Rejestracja: 24 mar 2019, 19:37
Płeć: Kobieta

Re: Świadectwo

Post autor: kocimiętka » 20 maja 2020, 8:06

Chwała Panu! Twoje świadectwo jest żywym potwierdzeniem słów Pana Jezusa: "Ja jestem Drogą, PRAWDĄ i Życiem." Tylko patrząc na swoje życie przez pryzmat Pana Jezusa możemy zobaczyć prawdę o nas samych i o swoich czynach, a także rozpoznać konsekwencje grzechów. Niech Ci Pan Jezus Błogosławi, a Maryja okrywa swoim Niebieskim Płaszczem.

Pavel
Posty: 2740
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Świadectwo

Post autor: Pavel » 22 maja 2020, 20:18

Chwała Panu!
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

alach
Posty: 15
Rejestracja: 24 lut 2017, 11:35
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Świadectwo

Post autor: alach » 24 maja 2020, 19:02

Boże daj takie światło naszym błądzącym małżonkom :(

Chwała Panu, że przejrzałeś, że żona została z Tobą na dobre i na złe :)

Z Bogiem dacie radę!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość